Dom i wnętrze

Roślina, którą warto mieć w domu – przynosi szczęście i dobrobyt

Redakcja
Redakcja
27 maja 2021
hoto by Severin Candrian on Unsplash
 

Pilea peperomioides – któż nie pamięta tej uroczej roślinki z parapetu w rodzinnym domu. To kolejna roślina po monsterze, która wraca do łask w wielkim stylu i podbija nie tylko nasze serca. Wystarczy zerknąć na Instagram, czy „roślinne” grupy na Facebooku – miłośników pieniążka jest całe mnóstwo. 

Dlaczego pieniążek? Roślina wyróżnia się soczysto zielonymi, mięsistymi listkami o nietypowym kształcie, na których bardzo wyraźnie zaznaczone jest unerwienie. I właśnie kształtem wielu kojarzyła się z monetami, stąd potoczna nazwa – pieniążek. Pojawiają się też takie określenia jak UFO czy naleśnik. Pieniążek zwany jest też wystrzałową rośliną, ponieważ swoje dojrzałe nasionka na wszystkie strony.

Jak pielęgnować pieniążka?

Nie jest zbyt wymagający, więc nawet jeśli nie masz tzw. ręki do roślin, powinnaś dać sobie z nim radę. Pieniążek toleruje każdy rodzaj ziemi – spokojnie możesz użyć nawet tej uniwersalnej. Co ważne, doniczka z pileą nie powinna stać w mocno nasłonecznionym miejscu, a zimą daleko od kaloryfera. Najlepiej, żeby światło było delikatnie rozproszone.  Nie lubi wysokich temperatur, ale źle toleruje również te poniżej 15 stopni.

Pieniążka podlewamy raz na kilka dni. Sprawdzajmy po prostu, czy ma lekko wilgotną ziemię. Nie można dopuścić do jego przelania – korzenie zgniją i pieniążek umrze.  Z kolei przesuszenie może sprawić, że roślina stanie się podatna na mszyce i wełnowce. Pieniążek lubi też, kiedy zwilżamy mu liście.

Photo by Severin Candrian on Unsplash

Przesadzanie pieniążka? Pilea również w tej kwestii nie jest wymagająca. Przesadzamy ją rzadko, dobrze czuje się w niedużych doniczkach. Łatwo ją też rozmnożyć. Wystarczy oddzielić odrosty korzeniowe, włożyć je do wody i poczekać. Kiedy pojawią się nowe korzonki, można wsadzać roślinkę do ziemi.

Pieniążek to roślina, z której można stworzyć niesamowite wręcz kompozycje, które wspaniale ozdobią nasze mieszkania. Można w większej doniczce umieścić kilka sadzonek, można zastosować doniczki wiszące, czy takie w kształcie głowy – niesamowity efekt!

 


Dom i wnętrze

Prawdziwy powód, dla którego kochamy „złych”, toksycznych i niedostępnych emocjonalnie facetów

Redakcja
Redakcja
27 maja 2021
Photo by COSMOPOLITANO MODEL on
 

„Źli chłopcy” sieją spustoszenie w naszym życiu, naszych ciałach i umysłach. Powody, dla których kochamy „złych”, toksycznych i niedostępnych emocjonalnie facetów, są nie tylko emocjonalne i psychologiczne – są wręcz… biochemiczne!

Prawda jest taka, że ​​nasze mózgi mogą zostać przeprogramowane, aby skupiać się na ludziach, którzy nie są dla nas dobrzy. Emocjonalnie niedostępni, toksyczni, tacy jak narcyzi lub socjopaci, a także „artyści podrywu”, wszyscy oni potrafią zastosować sztuczki, na które nabiera się nasz mózg. Możemy więc uzależnić się od wzlotów i upadków, niebezpiecznych romantycznych związków w sposób, który sprawi, że ​​rozstanie z taką toksyczną osobą staje się podobne do odwyku z destrukcyjnego uzależnienia od narkotyków.

Czy zastanawiałaś się, dlaczego nie mogłaś odciąć się od osoby, która traktowała cię niesprawiedliwie, grała na twoich uczuciach, przywoływała twoje najgorsze lęki, jednocześnie fundując ci na najsłodsze chwile i niesamowite wizje wspólnej przyszłości? 

Wiedza o tym, co toksyczny partner robi z naszym mózgiem, zwiększa prawdopodobieństwo, że uda nam się przed nim obronić. Najważniejsze to uświadomić sobie, że więź, którą czujemy z tą toksyczną osobą, to wynik biochemicznych reakcji organizmu, a nie prawdziwego uczucia, powstałego z przyjemności obcowania z tym człowiekiem.

Pamiętaj, że odrzucenie i uczucie często idą w parze w związku, w którym toksyczny partner biegle przekazuje Ci  sprzeczne komunikaty. Odrzucenie rani na i to dosłownie – w mózgu zachodzi ta sama reakcja, która dzieje się, kiedy czujemy fizyczny ból. Zerwanie z toksyczną osobą, która źle Cię traktowała przez cały czas trwania związku, potęguje ten efekt i znacznie utrudnia powrót do równowagi, a faktycznie po prostu do zdrowia.

Oto główne substancje chemiczne i hormony, z których tworzy się swego rodzaju „koktajl przywiązania” do toksycznego partnera:

Dopamina

Pozytywne doświadczenia, takie jak niezapomniane randki, poświęcanie nam nadmiernej uwagi, pochlebstwa, niesamowity seks, prezenty i wielkie romantyczne gesty mogą uwalniać w mózgu dopaminę. Dopamina to neuroprzekaźnik, który kontroluje ośrodek przyjemności w naszych mózgach i który tworzy tzw. obwody nagrody, które następnie generują automatyczne pozytywne skojarzenia w naszym mózgu. Nic dziwnego więc, że zaczynamy partnera kojarzyć z przyjemnością. Proste?

Jest jednak pewien haczyk. Niestety, to również „dzięki” dopaminie trwamy przy toksycznym partnerze, mimo tego, że traktuje nas źle. A właściwie powinniśmy powiedzieć – dlatego, że traktuje nas źle. Dopamina działa bowiem lepiej, kiedy tzw. obwód nagrody jest przerywany. W praktyce chodzi o to, że już nauczone przyjemności, tęsknimy za nią, więc zaczynamy inwestować w ten związek, żeby przyjemność i dobre chwile wróciły. Przypomina to zachowanie hazardzisty, który wciąż obstawia, choć przegrywa.

Dr Helen Fisher twierdzi, że pojawiające się w związku przeszkody w rzeczywistości wzmacniają naszą miłość, a nie – jak można by przypuszczać – stają jej na przeszkodzie.

Niedostępni emocjonalnie czy w innych sposób toksyczni mężczyźni są mistrzami przerywanego „obwodu nagrody”. Mogą znikać na kilka dni, mogą mieć kochanki, mogą nieustannie o nas zabiegać, a także odmawiać należnego nam miejsca w związku. Zawsze stoją na krawędzi. Zawsze są niepewni lub zbyt pewni przyszłości. Cały czas musimy zgadywać, jakie są ich prawdziwe intencje.

Paradoksalnie, kiedy nie wiemy, kiedy następnym razem kogoś zobaczymy lub nie jesteśmy w stanie przewidzieć jego kolejnego ruchu, ta osoba staje się dla nas znacznie bardziej pociągająca.

Innymi słowy, nasze mózgi mogą stać się „masochistami” i stawiać na ludzi, którzy nas krzywdzą. Dlatego nawet w zdrowym związku możemy tak „przyzwyczaić się” do bezpieczeństwa, że ​​z czasem staje się on mniej ekscytujący.

Aby być świadomą efektu dopaminy, musimy zrozumieć, że powodem, dla którego mamy taką obsesję na punkcie toksycznego partnera, nie jest to, że jest lepszy niż ten miły kolega z liceum. Oparcie się działaniu dopaminy oznacza opieranie się tworzeniu nowych przyjemnych wspomnień z osobą, która dostarcza nam przyjemności przede wszystkim poprzez ból.

Oksytocyna

Nie zapominajmy o tym, jak łączymy się z tymi partnerami dzięki sile dotyku. Fizyczna bliskość umożliwia kobietom w dysfunkcyjnych związkach na masowe wręcz uwalnianie oksytocyny, trafnie nazywanej hormonem „miłości” lub „przytulania”. To ten sam hormon, który łączy matkę i dziecko po urodzeniu, a także wiąże Cię z mężczyznami, którzy na ciebie nie zasługują.

Oksytocyna sprzyja nie tylko przywiązaniu, ale także zaufaniu. Badania pokazują, że gdy w grę wchodzi oksytocyna, zdrada niekoniecznie ma wpływ na to, ile dana osoba nadal inwestuje w osobę, która ją zdradziła. Tak więc oszustwo toksycznego partnera niekoniecznie pozbawia nas zaufania do niego, zwłaszcza jeśli jesteśmy z nim związane fizycznie. Efekt oksytocyny może być również silniejszy u kobiet niż u mężczyzn; Według Susan Kuchinskas, autorki książki The Chemistry of Connection: How the Oxytocin Response Can Help You Find Trust, Intimacy and Love, estrogen ma tendencję do promowania efektów wiązania oksytocyny, podczas gdy testosteron je osłabia.

Emocjonalnie niedostępni, toksyczni i „niegrzeczni” chłopcy są, mówiąc brutalnie, często bardziej ekscytujący w łóżku. Czy dzieje się tak dlatego, że huśtawka nastrojów i zachowań skłania nasz mózg do myślenia w ten sposób, czy też źli chłopcy mają tendencję do większej sprawności seksualnej? Nie wiadomo, pewne jest natomiast to, że kiedy już lądujmy z facetem w łóżku, wiążemy się z nim psychicznie i emocjonalnie.

Kortyzol, adrenalina i noradrenalina

Toksyczni partnerzy wywołują skoki poziomu kortyzolu, adrenaliny i norepinefryny, z których wszystkie regulują nasze reakcje na stres i współpracują z naszą reakcją „walcz lub uciekaj”. Tyle że to, co często zdarza się w toksycznym związku, to „zamrażanie się” w wyuczonej bezradności. Zamiast walczyć lub uciekać, trwamy.

Oksytocyna, adrenalina i kortyzol współpracują ze sobą, aby utrwalić i ponownie skonsolidować wspomnienia oparte na strachu. Więc twoje lęki i lęk przed porzuceniem przez toksycznego partnera, w połączeniu z fizyczną bliskością sprawiają, że trudniej ci się o niego uwolnić.

Nieprzewidywalność, lęk i niepokój towarzyszące temu związkowi, wyzwalają adrenalinę, która ma działanie antydepresyjne. I to jest efekt, od którego również możemy się uzależnić. Strach uwalnia również dopaminę, która ponownie zasila obwody nagrody w naszym mózgu, pozostawiając nas z tęsknotą za tym przypływem adrenaliny. Strach i przyjemność nieustannie przeplatają się ze sobą.

Dlatego para, która razem jeździ kolejką górską lub przeżywa wydarzenie zagrażające życiu, ma tendencję do jeszcze ściślejszej więzi. Jest to również powód, dla którego masz skłonność do nieumyślnego tworzenia więzi z kimś, kto Cię skrzywdził lub nawet się nad Tobą znęcał.

Serotonina

Kiedy się zakochujemy, stajemy się obsesyjni… dosłownie. Badania wykazały, że poziom serotoniny w naszych mózgach spada w podobny sposób, gdy jesteśmy zakochani, jak w mózgach osób z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi. Ponieważ serotonina reguluje i stabilizuje nastrój, hamując obsesyjne myślenie, możesz sobie wyobrazić, jak niski jest jej poziom, gdy jesteśmy z kimś w romantycznym związku. Może spowodować, że nasze zdolności decyzyjne i zdolność właściwego osądu po prostu… oszaleją.

Dlatego niecierpliwie czekasz na następny telefon, fantazjujesz o następnej randce. Toksyczni partnerzy zwykle zaprzątają nasze myśli 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Chociaż nasz mózg zdecydowanie nie działa tutaj w naszym najlepszym interesie, nie oznacza to, że nie da się go przeprogramować. Neuroplastyczność umożliwia naszym mózgom tworzenie nowych połączeń neuronowych. Kluczem do wyleczenia się z uzależnienia od „złego chłopca” jest zastąpienie tego narkotyku czymś „zdrowszym”. Czymś co nas karmi, odżywia, jest dla nas dobre.

 

 


Dom i wnętrze

Prawidłowe mycie zębów daje więcej korzyści niż myślisz

Redakcja
Redakcja
27 maja 2021
Fot. iStock/martin-dm
Warto po instruktaż mycia zębów udać się do gabinetu dentystycznego. Utrzymanie w dobrym stanie jamy ustnej to nie tylko świeży oddech i ładny uśmiech, ale i szereg innych korzyści: na przykład niższe ryzyko… zapalenia płuc, grypy czy zaostrzenia POChP. A ostatnie badania dostarczyły dowodów, że osoby zmagające się z chorobami dziąseł są 3,5 razy bardziej narażone na ciężki przebieg COVID-19!

Stan zapalny dziąseł powstaje wskutek odkładania się płytki nazębnej, co jest efektem niewłaściwego lub niezbyt częstego czyszczenia zębów. Taki miejscowy proces toczący się w tkankach przyzębia stanowi czynnik ryzyka dla wielu chorób ogólnych.

– Jeżeli stan zapalny trwa dłużej i obejmuje tkanki głębiej położone, powoduje to uszkodzenie włókien ozębnej i destrukcję kości. Nieleczone zapalenie przyzębia  może prowadzić do utraty uzębienia, ale i do poważniejszych konsekwencji, bowiem miejscowy stan zapalny oddziałuje na zdrowie ogólne, poprzez przedostawanie się bakterii i/lub mediatorów zapalnych do krwiobiegu – zwraca uwagę prof. Renata Górska, prezes Polskiego Towarzystwa Periodontologicznego.

Co powinno nas zaniepokoić? Zaczerwienienie dziąseł, zmiana ich kształtu (obrzęk, powiększenie brodawek) oraz krwawienie, które może występować samoistnie lub np. pod wpływem spożywania twardych pokarmów czy po szczotkowaniu zębów. Wbrew pozorom z takimi objawami trzeba pilnie zwrócić się do specjalisty, który pomoże wyleczyć stan zapalny.

Leczenie pozwoli nie tylko na pozbycie się przykrego zapachu z ust. Jama ustna jest potencjalnym rezerwuarem patogenów układu oddechowego, które mogą predysponować pacjentów do zakażenia bakteryjnego, zwiększając ryzyko  wystąpienia zapalenia płuc i grypy oraz zaostrzenia POChP. W ostatnim czasie ukazały się także badania nad zależnością między chorobami dziąseł a zwiększonym ryzykiem zakażenia koronawirusem.

Zdaniem badaczy stan zapalny i choroby dziąseł mogą ułatwić wirusowi SARS-CoV-2 wnikanie do układu krwionośnego, prowadząc do zaburzenia czynności płuc. Mówiąc w skrócie wirus dostaje się do organizmu przez nos i usta, następnie gromadzi się w ślinie i wnika do poddziąsłowej płytki nazębnej; stamtąd dostaje się do naczyń krwionośnych i trafia do płuc.

– Według badań opublikowanych w periodyku „Front Microbiology”, czynniki ryzyka, takie jak zła higiena jamy ustnej, kaszel oraz wentylacja mechaniczna umożliwiają mikroorganizmom przedostawanie się do dolnych dróg oddechowych i tym samym wywoływanie chorób układu oddechowego. Z kolei w badaniach opublikowanych w „Journal of Oral Science” wykazano, że aspiracja bakterii periodontopatycznych indukuje ekspresję enzymu konwertującego angiotensynę 2, receptora SARS-CoV-2, oraz produkcję cytokin zapalnych w dolnych drogach oddechowych, a zła higiena jamy ustnej może prowadzić do zaostrzenia przebiegu COVID-19  – mówi prof. Tomasz Konopka, Wiceprezes Zarządu Polskiego Towarzystwa Periodontologicznego, Kierownik Katedry i Zakładu Periodontologii UM we Wrocławiu.

Z badań przytaczanych przez profesora wynika, że osoby zmagające się z chorobami dziąseł:

  •     są 3,5 razy bardziej narażone na cięższy przebieg COVID-19,
  •     4,5 razy częściej wymagają leczenia pod respiratorem,
  •     ryzyko ich śmierci jest o 9 razy większe w porównaniu do osób, które nie mają tego problemu.

Warto zauważyć, że w przypadku pacjentów ciężko chorych na COVID-19, szansa na uzyskanie profesjonalnej higieny jamy ustnej z powodu długotrwałej hospitalizacji jest znacząco zmniejszona, a w przypadku pacjentów pod respiratorem – poważnie utrudniona. To może zwiększać ryzyko nasilenia infekcji dolnych dróg oddechowych.

– Ponieważ mikrobiom jamy ustnej jest ściśle powiązany z chorobami towarzyszącymi SARS-CoV-2 w płucach, konieczne są skuteczne środki profilaktyczne i zachowanie odpowiedniej higieny jamy ustnej, aby zmniejszyć ryzyko poważnych infekcji – komentuje prof. Tomasz Konopka.

Podstawą prawidłowej higieny jest odpowiednio częste mycie zębów dobrą techniką oraz codzienne nitkowanie przestrzeni między zębami. Warto udać się do dentysty, aby dobrać odpowiednią dla siebie szczoteczkę do zębów i nauczyć się nią posługiwać – wbrew pozorom nie jest to intuicyjne. Wiele gabinetów tego rodzaju usługę proponuje bezpłatnie lub za niewielką opłatą. Pastę do zębów też najlepiej dobrać w porozumieniu z dentystą.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Zobacz także

Lista wrześniowych prac w ogrodzie

Lista wrześniowych prac w ogrodzie. Kalendarz ogrodnika

Od garnków do zastawy, czyli jak zadbać o piękno i styl w kuchni i salonie

Łóżko z palet. Skandynawskie piękno drewna