Lifestyle Związek

Wybaczyła. Dała drugą szansę. Ale nie zapomniała. Kochanka zniknęła z ich życia

Poli Ann
Poli Ann
8 lutego 2020
Fot. iStock
 

Marzena jest bardzo wesoła. Uśmiecha się ciągle. Wulkan energii. Czasem zastanawiam się co ona bierze, że jest taka radosna. Musi chyba mieć dobre cukierki od lekarza. I gdy tak sobie żartuję to nie jestem świadoma, że te cukierki niedawno postawiły ją na nogi. I że faktycznie je brała. Dzięki nim wstała z łóżka i wzięła się z samą sobą i z życiem za bary. 

Przemyślała wszystko. Obiektywnie. Wie, gdzie mogła popełnić błąd. Pamięta jak oszalała na punkcie dziecka. Synek miał kolki, więc spała z nim, mówiła tylko o nim, patrzyła tylko na niego. Mąż poszedł w odstawkę. Spał sam, czas spędzał albo z żoną i małym albo zamknięty w pokoju, bo synek śpi i trzeba być cicho. Marzena wszystko podporządkowała dziecku. Nie chciała obejrzeć filmu czy wyskoczyć do znajomych. Seks przestał dla niej istnieć. Nie pytała Adama o pracę. Zniknął z jej pola widzenia całkowicie. Stała się matką, przestała być żoną kompletnie tego nie wiedząc. Adam to rozumiał, tłumaczył sobie, że kobiety tak mają, że Marzena jest tak synkiem pochłonięta tylko chwilowo. Wydawało się, że wszystko gra. Marzena choć zmęczona czuła się wspaniale w nowej roli. Adam był taki cierpliwy. Nie wiedziała, że czuje się odsunięty.

Gdy dostał propozycję pracy zagranicą za świetne pieniądze, uznali, że pojedzie. Marzena dzięki temu nie będzie musiała pracować. Układ idealny. Dla Marzeny, bo będzie sama z dzieckiem i się poświęci mu bez reszty. Dla Adama, bo oderwie się od rutyny i poczuje pewniej zarabiając duże pieniądze. Poleciał.

Do kraju przylatuje raz na miesiąc. Marzena z dzieckiem też do niego lata. Jest spokojnie i dobrze. Rozłąka chyba dobrze im robi. Finansowo stają na nogi.

Dogadują się. Marzena zaczyna za nim tęsknić. Nawet nie myśli, że coś może być nie tak. I jak zwykle dowiaduje się jako ostatnia.

Na Facebooku, gdy jakaś kobieta składa mu życzenia nie pozostawiając wątpliwości, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń. Potem okazuje się, że i niektórzy znajomi też są już wtajemniczeni. Adam po prostu nie chciał Marzeny martwić. Jakże wspaniałomyślnie. Nie zmartwił jej. To mu się udało. Marzena się po prostu wściekła się. Wsiadła w pierwszy samolot, by wygarnąć mu jak się czuje. Jeszcze nie wiedziała czy leci ratować ten związek czy może go zakończyć.

Adam zaskoczony jej determinacją obiecał, że zakończy romans. Dzwonił codziennie. Przylatywał częściej. Marzena też dbała o codzienne kontakty. Wysłała SMS-y i zdjęcia niekoniecznie grzeczne, które on komentował pikatnie. Odzyskała spokój. Adam dbał o nią nawet, gdy była chora na ospę. Przyleciał, ale żeby się nie zarazić, spał u mamy, a Marzenie przynosił jedzenie, wpadał na moment i machał do okna wysyłając buziaczki. Była szczęśliwa.

Gdy przypadkiem zostawił telefon, nawet nie zamierzała go sprawdzać. Coś ją jednak podkusiło. Zajrzała. Mnóstwo wiadomości od niej i do niej. Uff. Dużo jej zdjęć. Uff. Ale w osobnym folderze już nie jej. Wcale nie jakiejś piękności. Zwykłej dziewczyny. Nie zawsze ubranej po samą szyję. Marzenie zrobiło się gorąco.

Przeszukała telefon. I znalazła. Wszystko. Romansu nie zakończył. Ją przedstawił jako eks i matkę jego dziecka. Z tamtą spędzał te weekendy, kiedy nie przylatywał do Polski i gdy Marzena zjawić się u niego nie mogła. I teraz też wcale nie spał u matki. Prowadził podwójne życie. Mimo gorączki Marzena wzięła taksówkę, pojechała do domu teściowej i zrobiła mu karczemną awanturę. Do kochanki też nie omieszkała zadzwonić. Na głośnomówiący. Przeklinając co drugie słowo wyrzuciła z siebie wszystko. Żal, złość, rozpacz. Klasę i dumę schowała do kieszeni. Nie pamięta, jak wróciła do domu. Wie, że strasznie wymiotowała, tak jakby fizycznie też chciała się oczyścić.

Kolejne tygodnie jak w amoku. Xanax jak cukierek. Praca i ogarnięcie dziecka. Wieczorem wycie w poduszkę. Gdyby nie mama i przyjaciółki Marzena nie wie, jakby przetrwała.

Adam wrócił. Rzucił tamtą pracę. Pracuje blisko. Stara się odbudować zaufanie. Ma z synem dobry kontakt. Kochanka zniknęła z ich życia. Marzena mu wybaczyła. Dała drugą szansę. Ale nie zapomniała. Dziś już uśmiecha się bez xanax’u. Zaczyna wierzyć w siebie. Wie, że nie jest gorsza.

„Gdy zapytałam, czemu mi o sobie opowiada, po chwili zastanowienia mówi: „Każdy zasługuje na drugą szansę. Adam ją dostał. Wie też, że wybaczyłam, ale nie zapomniałam. Próbuję, by potem nie mieć wyrzutów sumienia. Wiem, że sama też o związek muszę dbać. Zobaczymy, czy starczy nam tej miłości czy być może jedziemy już tylko na rezerwie…”.


Lifestyle Związek

Jaki ja jestem głupi! Jej zależało tylko na mojej kasie

Poli Ann
Poli Ann
9 lutego 2020
Fot. iStock
 

„Zakochałem się!” – jego głos był pełen radości. Elka dawno go takim nie słyszała. Uśmiechnęła się. Życzyła mu dobrze. Tyle przecież szukał, wybredny nie był, co najwyżej spragniony miłości jak psiak ze schroniska. Wiedziała, że poznał ją przez Internet. Oby tym razem się udało.

– Dużo piszemy i rozmawiamy. Spotykamy się – świergotał Arek radośnie. – Mówię ci, Asia jest inna i piękna. Sama zobacz.
Ze zdjęcia uśmiechała się bardzo atrakcyjna trzydziestokilkulatka. Naprawdę ładna, smukła, z nogami aż do nieba. Oby tylko była tylko Arka warta. Elka znała go od lat, przyjaźnili się. Był wrażliwy, o gołębim sercu, postury ogromnej, która trochę przeczyła jego usposobieniu. Miał za sobą nieudane małżeństwo i jeden poważny związek. Szukał dalej, bo marzył o domu, w którym ktoś na niego będzie czekał.

– Chyba razem zamieszkamy! – ćwierkał jak skowronek, a Elka tylko milczała. Tak bardzo chciała wierzyć, że mu się uda, ale coś mówiło jej, że to nie wypali. Arek zniknął na kilka tygodni. Pewnie wili gniazdko i nie wychodzili z łóżka. Może ta Asia faktycznie była tą właściwą…?

– Elka, jaki ja jestem głupi! – Arek już nie świergotał radośnie, a raczej syczał wściekły. – Jej zależało tylko na mojej kasie. Wygrałem ostatnio spory projekt. I zaczęło się. Kup to, kup tamto. Dołóż do tego.Najpierw się cieszył. Dumny jak paw, że może kupić swojej kobiecie sukienkę czy kolczyki. Dokładał się do zakupów, gdy był u niej na weekend. Aż w końcu robił te zakupy sam, bo silny, taki mądry, bo wie, co kupić, ją odciąży, bo ona jako samotna matka ciągle się zapożycza. Bo bo bo.
Czerwona lampka mu się zapaliła, gdy pożyczyła na super buty dla synka. Gdy zapytał, kiedy odda, to się obraziła. No jak może. Dziecku żałować i po niej tak jeździć. Przecież on ma tyle kasy, że nie zauważy braku kilku stów. Faktycznie, nie zauważył. Tak samo jak tej czerwonej lampki, która świeciła coraz bardziej. Dał więc jeszcze na pralkę i super bieliznę dla niej. Fakt, warto było. Asia wyglądała obłędnie, a i w łóżku był ogień.Planowali wspólny dom. Piękne wnętrza i najnowsze wyposażenie. Chciał dać jej wszystko, byleby tylko poczuć, że są rodziną. Przez moment tak było. Potem sprzeczki, jej sceny zazdrości o podwładne i te ciągłe pytania, na co on wydaje pieniądze.
Tłumaczył sobie, że na tym właśnie polega związek. Na wsparciu też finansowym, że jest odpowiedzialny za Asię i małego, że się kochają, a ona chce czuć się zaopiekowana. Karmił się tym kilka tygodni. Aż Asia zażyczyła sobie nowy telewizor. Wtedy powiedział, że na to już nie da, bo to zbytek. I się zaczęło. Stek wyzwisk, pretensje, wyrzuty. Kazała mu się wynosić. Czerwona lampka świeciła już z całych sił. Arek miał dość. Coś w nim pękło. Wstał i wyszedł. Telefon szalał, a Asia przechodziła samą siebie w kreatywności. Odpisał raz. „To koniec. Nie pisz do mnie”. I zablokował jej numer, choć serce krzyczało inaczej.

Jest wściekły i rozżalony. Nie o kasę, bo to rzecz nabyta, lecz o naiwność. Swoją. Po raz kolejny dał się nabrać. Przecież miłość jest albo jej nie ma. Nie jest za kasę, nie na wynajem ani na kredyt.

Elka już wie, że nie ma co go pocieszać. On musi przetrawić. Jeszcze długo będzie lizał rany i zapłaci za tę relację znacznie więcej niż stracił zer na koncie, ale Elka nadal będzie trzymać kciuki. Szkoda, by taki facet był sam.


Lifestyle Związek

„TE” rozmowy małej i dużej kobiety

Poli Ann
Poli Ann
27 grudnia 2019
Fot. iStock / MStudioImages

Dobrze, że będzie córka. Ty będziesz z nią rozmawiać na te tematy – powiedział mój chłop, kiedy to akurat w rocznicę ślubu dowiedzieliśmy się, że w moim niedużym brzuchu mieszka sobie jednak dziewczynka. Czemu jednak? Bo mnie przekonywał (chłop, nie brzuch), że wiedział co robi i że na pewno będzie potomek płci męskiej. A tu niespodzianka w rodzaju żeńskim:)) Długonoga, co widać już było na USG i śliczna, co zobaczyłam zaraz po porodzie. Mądra, o czym przekonuję się każdego dnia.

Mnie tam było to wtedy obojętne, jakiej płci dziecko noszę pod sercem, bo przecież matce zależy na tym, by latorośl była zdrowa i szczęśliwa. Ale po cichu liczyłam sobie, że za lat dwadzieścia będę miała trochę córkę, trochę przyjaciółkę, z którą będę mogła sobie pogadać na różne tematy. Te tematy przez duże T też. Nie przypuszczałam jednak, że podejmiemy je (absolutnie nie z mojej inicjatywy) tak szybko. 

Mała moja sama je inicjowała w różnych miejscach i okolicznościach. A że od zawsze włazi do łazienki nieproszona to i stawia czoła nagim faktom. I to dosłownie. Jak jej tatuś, a mąż mój, zapomniał kiedyś zamknąć drzwi  to Mała wparowała tam z impetem, kiedy to ręcznika żadnego nie miał na podorędziu i zszokowana pyta A cio to? – wskazując na przyrodzenie, które to właśnie ją poczęło. Ja zamiast ratować sytuację, najpierw wybucham śmiechem. Nie ma co, wykuta na blachę psychologia właśnie poszła się bujać. Resztkami zdrowego rozsądku reaguję i tłumaczę małej, że chłopcy i dziewczynki inaczej robią siku, na co Mała nieco później rezolutnie mi powie, że już woli siadać na sedesie niż przy nim stać i celować. Poza tym mama to chyba niezbyt wygodne jak coś tam majta między nogami, nie?

No tak. – brzmi moja odpowiedź, bo jako, że nic mi tam także nie wyrosło to porównania nie mam. 

Ale żeby sprawiedliwości stało się zadość, Mała też mi weszła do sypialni, kiedy to stałam jak mnie Pan Bóg mnie stworzył. O istnieniu piersi moje dziecko wie, więc myślę sobie, że tych oto nie skomentuje. No przecież tyle razy je widziała. Ale nie. Pewnego razu przygląda się mi bacznie i wypowiada te słowa: 
Wiesz mamuś, też chcę mieć takie małe cycuszki jak ty

I rozbraja mnie uśmiechem, a ja nie wiem czy się śmiać czy płakać i cieszyć się, że dziecko chce wyglądać jak matka czy martwić rozmiarem swoich piersi. Duża jednak ze mnie dziewczynka i postanawiam wybrać opcję pierwszą. Póki córka widzi w matce wzór, to chyba powód do radości?

Innym razem znów moja Mała bacznie obserwując, jak zakładam rajstopy stwierdza: 

Ale masz grube uda. 
I nie byłoby w tym nic zaskakującego gdyby nie fakt, żem bardzo szczupła o wadze wręcz piórkowej i grube to ja mam tylko włosy. No ale muszę wziąć na klatę, że może jednak te uda chude nie są:))) Przeżyję to jakoś!

W miejscach publicznych moje dziecię także miewa trafne spostrzeżenia. Zawsze wchodzi ze mną do toalety i tu też pada pewnego dnia pytanie zadane na cały regulator:

Mamusiu, a  ten sznureczek to do czego?

O żesz cholera jasna i co tu powiedzieć, że to ładowarka czy włącznik/wyłącznik, kiedy obok są inni ludzie i już słyszę niemal jak wstrzymali oddech w oczekiwaniu na moją ripostę.

To tampon. – odpowiadam ze spokojem, choć serce mi wali jak młot – W domu ci wyjaśnię, bo tu kolejka i trzeba się pospieszyć. 

Mała w domu nie odpuszcza i pyta, no mamo to co to ten tampan. Wie co to miesiączka od dawna, bo przecież największą atrakcją w ciągu dnia było zaglądanie do sedesu, żeby sprawdzić co tam mamusia wyprodukowała zanim oczywiście zdążyła spuścić wodę. I ze łzami w oczach zapytała, czy umieram, bo krew mi leci. I czy ona też umarnie. Nie miałam więc wyjścia jak trzylatce wyjaśnić, jak to funkcjonuje ciało kobiety. Na jej poziomie oczywiście. Grunt, żeby dzieciak się nie bał, że oto niedługo wykrwawi się na śmierć. Tampon zaś to już wyższa szkoła jazdy. No cóż, dałam radę i tu, na co mój chłop tylko uśmiecha szczęśliwy, że on dziecka uświadamiać nie musi. 

Moja działka zaś wprowadzania w arkana tych tematów dopiero się powiększa. Póki co Mała tamponów nie akceptuje i mówi, że używać będzie te opaski. Nie zamierza też przytulać się z chłopakiem, ale jak najbardziej cieszy się na noszenie stanika i stringów. Takich koronkowych. O czym zresztą zdążyła mnie poinformować, pytając czy jak umarnę to może sobie moje wziąć:)