Lifestyle Związek

„Wiesz, czas może nieodpowiedni, ale chcę być z tobą uczciwy. Bo ja mam dwoje dzieci, no i żonę jakby też mam”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
18 lipca 2016
Fot. iStock / kasto80
 

– Ty masz pojęcie jak ja się czułam?! Dwa sielankowe dni, głaskanie, cudowanie, trzymanie za rączkę i te teksty, o moich włosach lśniących przy blasku księżyca. I wiesz, jak już mój pociąg podjechał, wsiadam i wystawiam dziób do czułego pożegnania a On mówi – Martuś, bo jednak w przyszłym tygodniu mnie nie będzie. Tak wiem, mieliśmy jechać nad morze i pojedziemy, obiecuję! Tylko wiesz, czas może nieodpowiedni ale chcę być z tobą uczciwy. Bo ja mam dwoje dzieci, no i żonę jakby też mam. Rozumiesz?! Anika słyszysz? On jest uczciwy! To, że spotykamy się ponad rok i dopiero teraz, to taki tam mały szczegół.

Pytam jak to się stało, że tyle czasu, nie domyśliła się, nie podejrzewała? – Znasz mnie przecież, jestem roztrzepana, nigdy o nic nie wypytuję, nie naciskam. Poznaliśmy się na  integracyjnym, nasza firma to wymyśliła, żeby się wymienić poglądami, z kolegami z innego miasta. Dość odległego, fakt. Widziałam jak na mnie patrzył, zresztą co ci będę ściemniała, jak go tylko pierwszy raz zauważyłam, nogi mi się ugięły. Totalnie mój typ! Wiem, to strasznie banalne ale pierwsze na co zwróciłam uwagę i odetchnęłam z ulgą, to brak obrączki. Oczywiście, na takim wyjeździe się sporo dzieje, mógł ściągnąć tylko wiesz, to taki facet z krwi i kości.  Nie prowadzi gierek z piaskownicy, gdzie Jasiu koleżance Oli babkę klepie,  chociaż w przedszkolu czeka na niego Natalia.

Rozumiesz? No. Pierwszy podszedł zagadał, zaproponował kieliszek wina. Byłam oczarowana, co tam! Zakochana po dwóch godzinach rozmowy. No facet marzenie. Inteligentny, oczytany ale z charyzmą, charakterem. Nie gadał jak wszyscy poprzednicy, o moim fajnym tyłku i długich nogach. Pytał o moje zainteresowania, jakie książki i kino lubię. Okazało się też, że uwielbiamy te same zespoły. I, że za chwilę znowu się spotkamy, bo też się wybiera na koncert do Łodzi. Spaliśmy w swoich pokojach, choć w zasadzie nie spaliśmy, bo gadaliśmy do rana. O wszystkim, serio, facet z którym można o wszystkim. Facet, który cię nie zmęczył sobą po dwóch godzinach, facet który nawet jednym zdaniem nie zasugerował wspólnego wyra. Raz leciutko, niechcący dotknął mojej dłoni. Ja wiem jak to brzmi ale to był taki dotyk, że o mało nie straciłam świadomości! Dwa przepiękne dni! Nie pocałował mnie nawet, nie musiał, bo i tak już chciałam być tylko jego! Wymieniliśmy się numerami, zaproszeniami na fejsie. Oczywiście, że od razu przeleciałam jego profil, choć wolałabym jego samego. No co się śmiejesz? Mówię jak było, jak jest. Ku*wa, teraz to sama już nie wiem co robić. I czy to było, czy jednak nadal będzie?

Pociągam łyk wody, patrzę na nią. Znamy się z poprzedniej pracy, zaprzyjaźniłyśmy szybko. Piękna, sporo młodsza ode mnie, ale mądra dziewczyna. Zawsze miała powodzenie, zresztą z nogami po samą…podłogę nie ma się co dziwić. Do tego zawsze uśmiechnięta, uczynna, normalna, nie wyzywająca. Tylko tak cholernie pragnąca miłości, z takim strachem przed samotnością, że mało ostrożna. Ale zaraz,cholera! Jak to jak to właściwie jest? Człowiek poznaje człowieka i od razu ma trzymać dystans i podejrzewać, że pewnie coś ukrywa? A gdzie zaufanie czy zwykłe ludzkie podejście?

– Na czym to ja skończyłam, aha ten profil. Niczego tam nie było, sporo fot ale żadnych tzw. podejrzanych. I się zaczęło. Telefony, smsy, rozmowy bez końca. Czułam jak to we mnie, w nas rośnie. On zresztą przestał się kryć, coraz częściej wymykały się czułe słowa, obietnice. Gdy mówił, że tęskni za moimi oczami, rozpływałam się jak batonik na plaży w Mielnie. Drugie spotkanie? Na koncercie, szaleliśmy razem, przyjechał; z dwoma kumplami. Przecież widzieli, że mnie obejmował, przytulał. Myślisz, że też nie wiedzieli? Co ja za bzdury opowiadam, patrz! No jawnie, już go bronie! Jak nie wiedzieli, jak z tego samego miasta byli, znali się kupę lat. Żeby się któryś chociaż mimiką twarzy zdradził, cokolwiek. Żebym się miała do czego przyczepić. A tu stara nic! Wszystko miodzio! To prawda, nie widywaliśmy się często ale raz, że mi to pasowało, dwa oboje mamy odpowiedzialną i bardzo zajmującą pracę, trzy na początku to wiesz, nie ma co się wzajemnie osaczać i wyskakiwać z pieluchami. No tak, zaraz się znowu poryczę i mnie nie zatrzymuj! Muszę się porządnie obsmarkać, bo właśnie sobie uświadomiłam, że chciałam mieć z nim dzieci. Takie wiesz, nasze, malutkie. Żeby miały jego oczy i mój uśmiech. Przecież ja mam taki ładny uśmiech.

Zaczyna buczeć i jednocześnie usta układać w grymas, usiłując mi udowodnić, jak to ona się ładnie uśmiecha. Wybucham śmiechem, ale zaraz przepraszam i podaję chusteczkę. Pytam, co dalej.

– No co dalej?! Ponad rok to trwało, pięknie, ładnie. Miał wady ale takie, które mi pasowały. Takie męskie, które sprawiały, że tworzył cudowną całość. No i teraz ten bum totalny. Byliśmy razem na weekendzie i on mnie na pociąg odprowadził. I widzę, że coś się mota, pierwszy raz dziwnie jakoś zachowuje. I ja już w drzwiach wagonu a on mi, że te dzieci ma i tę jakby żonę, bo po 15 latach małżeństwa to już chyba nie taka żona?! Czaisz? I dzieci też już nie takie dzieci, bo jeden syn 14 lat a drugi 19. A co to ma cholera do rzeczy?! – Tak mu chciałam powiedzieć, ale ten pieprzony pociąg ruszył i usłyszałam tylko jeszcze, że pa kochanie, zadzwoń jak dojedziesz, bo się będę martwił i  kamień z serca, że już wiesz i rozumiesz. Co rozumiesz?! Jak ja z tego wszystkiego, pomyliłam miejscówki i mało brakowało, a z nerwów obcemu facetowi bym głowę urwała, aż mnie konduktor odciągał. Wróciłam i nie napisałam.

Zaczęłam swoje analizy. I nagle żarówka w tej niby ślicznej, a jakże pustej główce. Dzwonił zawsze albo z pracy albo gdzieś z zewnątrz, nigdy z domu. Prosił, żeby uprzedzać go smsem, że chcę pogadać. Gdy razem gdzieś byliśmy to odbierał zawsze gdzieś z dala ode mnie, że interesy mówił. Siedziałam analizowałam, dzwonił to nie odebrałam. Byłam twarda.  I nagle, na drugi dzień pach, moja komórka brzęczy. Podchodzę, odczytuje i czuje jak mdleje z wściekłości. Bo oto, mój ideał z super wadami, które tylko mu uroku dodają, wysyła zdjęcie z podpisem  ” dumny tata „,  na którym z synami po górach właśnie chodzi. A w drugiej wiadomości pisze, że jestem najcudowniejszym stworzeniem na świecie i dzięki mojej wyrozumiałości mógł uważaj! z czystym sumieniem, żonę z dzieciakami na urlop zabrać. I że, ps. tęskni.  Więc oschle odpowiadam:  „Dzięki, podobni do ciebie. I sorry, że w ten sposób ale to jak to ma teraz  być. Ja i oni, wszyscy jednocześnie ku*wa jego mać? ” I co czytam w odpowiedzi: ” Martuniu kochana! A po co to komplikować, po sądach się włóczyć, przecież wiadomo, że tylko ciebie kocham i pragnę od świtu do nocy. A Ewka to wiesz, tylko żona, po tylu latach to już nas tylko wspólny dach łączy. Za dwa tygodnie zabiorę cię na plaże, na całe 4 dni”.

Idzie się porzygać ze szczęścia, co nie? Całe 4 dni, no kosmos możliwości!
Co zrobię? Nie wiem, zdążyłam się zadurzyć po uszy, snułam plany na wspólne mieszkanie, no i dzieci…

Ona smarcze i zanosi się tak, że kelner przyszedł zapytać czy nam coś podać. Marta rzuca, że tak, że owszem, że może jest zainteresowany piękną, zdolną dziewczyną z cudownym uśmiechem i znowu ten grymas usiłuje wykonać. Ja pluje do szklanki, bo ciężko zachować powagę. Młody chłopak stoi zdezorientowany i tłumaczy się, że ma żonę i dziecko. Nie widzi jak macham porozumiewawczo, żeby zamknął twarz.

– Popatrz – wyciera nos i kończy –  ten to chociaż od razu na starcie się przyznaje, że małżonka jakaś jest. I patrząc kelnerowi głęboko w oczy dodaje – A długo już tak? Bo wie Pan, podobno po jakimś tam czasie, to już nie żona.

linia 2px

anika zadylak awatarAnika Zadylak
Dziewczyna z tatuażem nie jednym. Wieczna Alicja z Krainy Czarów, która uparcie wierzy w życie po Tamtej Stronie Lustra. Optymistka niepokonana przez żadne burze i kataklizmy. Otwarta na świat i ludzi, których uwielbia. Pisanie jest dla niej jak oddech. Kocha ponad wszystko swoje dzieci, wszystkie dzieci, koty i inne zwierzęta. Wegetarianka i buntowniczka, manifestująca głośno swoje poglądy.


Lifestyle Związek

Przemoc domowa nie dotyczy tylko kobiet. Kiedy mężczyzna jest ofiarą…

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
18 lipca 2016
Przemoc domowa nie dotyczy tylko kobiet. Kiedy mężczy
Fot. iStock / sanjeri
 

Pamiętam, że wracam któregoś dnia z pracy, wcześniej zabrałem jej klucze od domu, dzieci były u dziadków, bałem się o nie. Usiadłem na schodach, opadłem z sił. Drzwi rozniesione łomem, wyważone siłą, w środku jakby huragan przeszedł, wszystko poniszczone, wartościowe rzeczy powynoszone… – wspomina Marek, ojciec dwójki dzieci, mąż alkoholiczki. 

Rzeczywistość 

Marek lat 38. Jego była już dzisiaj żona jest alkoholiczką. Mają dwoje dzieci, którymi nigdy się nie interesowała, a zdarzało się, że je biła. Z problemem przemocy stosowanej przez jego żonę długo próbował poradzić sobie sam. Od 5 lat walczy z nią o opiekę nad dziećmi.

Mieszkanie, w którym żyje ze swoimi synami (4 letnim Dawidem i 6 letnim Bartkiem) jest czyste, zadbane a  w powietrzu unosi się zapach przygotowywanego obiadu. Chłopcy odrabiają lekcje przy nowych biurkach. Są otwarci, życzliwi i ufni, co znających ich historię może zaskakiwać. – Taki spokój jest dopiero od ponad roku, odkąd ona z nami nie mieszka. Nie miałem innego wyjścia, jak po prostu  doprowadzić do eksmisji – zaczyna opowiadać Marek. – Najpierw usiłowałem walczyć z tym sam, tłumaczyć, no wiesz, jakoś to rozwiązać. Chwalić się nie było czym, ale w końcu sąsiedzi zaczęli interweniować – kontynuuje.

Marek z trudem opowiada o koszmarnych sytuacjach, kiedy był w pracy i co chwilę dzwonił do domu, bo wiedząc do czego była zdolna jego ówczesna żona, drżał o życie i zdrowie swoich synów. Gdy w słuchawce telefonu słyszał, że jest pijana, a w mieszkaniu są jacyś obcy ludzie, mimo groźby utraty pracy, brał kolejny raz wolne, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Zanim jeszcze dotarł na miejsce już od sąsiadów dowiadywał się, że jego żona właśnie odjechała ze swoimi kompanami do picia.  Zabrała ze sobą telewizor po to, by go sprzedać, a pieniądze przeznaczyć na libacje.

– Piła, awanturowała się, była agresywna. Dochodziły do mnie informacje, że chłopcy przez pół dnia byli zamknięci na balkonie, załatwiali tam swoje potrzeby. Gdzie była w tym czasie? W mieszkaniu ze swoimi kolesiami. Chyba nie muszę ci mówić, co tam robili. Synek opowiadał mi jak mama krzyczała i za głowę wyciągała go z samochodu. Chłopcy pytali mnie później, czy mama ich kocha….- głos Marka drży.

– Zrozumiałem, że nic z tego.  Albo zawalczę o swoje dzieci, wyrzucę ją z naszego życia, albo któregoś dnia dojdzie do prawdziwej tragedii. Choć od tej, którą nam zgotowała ciężko było mi wyobrazić sobie większą.

Zaczęła się batalia młodego, pokrzywdzonego ojca z urzędami: MOPS, policja, kurator sądowy, sąd rodzicielski. Instytucje te choć często chciały pomóc, miały związane ręce. – To nie tak, że nie chcieli pomagać tylko wszędzie jakieś ograniczenia prawne i paragrafy, które się często wykluczają i wszystko przez to stoi w miejscu. Eksmitować tak, ale gdzie? Przecież na bruk nie można. Kurator też przychodził starał się.  Ona wtedy trzeźwiała, obiecywała poprawę, płakała. Potrafiła odgrywać oscarowe wręcz role, oczerniała mnie, mówiła że jest odwrotnie, że to ja się znęcam, że piję, że biję – irytuje się Marek.

Twierdzi, że nie ma żalu, ale zbyt często słyszał, że to jednak matka, że każdy popełnia błędy, że trzeba dać szanse. Nie ustawał mimo to w walce o bezpieczne i godne życie nie tylko swoich dzieci, ale też swoje.

– Tak w końcu jakoś się udało, choć to jeszcze nie koniec. Mamy spokój, nie mieszka z nami, nie kontaktuje się prawie, nie wiem co się z nią dzieje. Nadal walczę o alimenty na dzieci i inne sprawy. Jeszcze długa droga przede mną, wiem to, ale dla dzieci wszystko – kończy Marek z lekkim uśmiechem spoglądając na swoich synów.

Pomoc 

SOS Specjalistyczny Ośrodek Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie w Lesku ma 20 miejsc hostelowych. Od czasu powstania do dziś ze schronienia skorzystało blisko 500 osób, głównie matki z dziećmi, ale mieszkało też kilku mężczyzn. Z pomocy ambulatoryjnej – prawnej, psychologicznej, pedagogicznej i socjalnej skorzystało ok. 900 osób, z czego kilkadziesiąt z nich to mężczyźni.

– Mitem jest fakt, że przemoc zdarza się tylko w rodzinach patologicznych i jest stosowana tylko wobec kobiet. Coraz częściej zdarza się, że to właśnie mężczyźni są ofiarami. Przemoc zdarza się we wszystkich środowiskach i grupach społecznych. Pomagamy również dzieciom pokrzywdzonych ofiar. Prowadzimy z nimi zajęcia grupowe oraz indywidualne dostosowane do wieku dziecka, pracują z nimi psycholodzy i terapeuci – mówi Joanna Szurlej dyrektorka Ośrodka SOS w Lesku.

– Ofiary ukrywają fakt przemocy. Spowodowane jest to nie tylko wstydem, stereotypami czy złymi doświadczeniami z instytucjami pomocowymi. Sprawca powtarza ofierze, że nikt jej nie uwierzy, izoluje ją od wsparcia, dlatego ta często nawet nie próbuje szukać pomocy. Do tego dochodzi jeszcze brak wiary we własne możliwości, wtórna bezradność, aż w końcu zespół stresu pourazowego. Proszę zaznaczyć, że nawet gdy rodzice stosują przemoc tylko wobec siebie, to i tak choruje cały dom. Pomoc jest wtedy potrzebna wszystkim. Oprawcy – jeśli się na to zgodzi, również. Część ofiar, która do nas trafia, usamodzielnia się, znajduje pracę, odcina się od sprawcy. Pozostałe wracają wierząc, że sprawca zmieni się, zrozumiał swój błąd.

Teoria 

W 2010 roku wprowadzono zmiany w Niebieskiej Karcie dotyczące zasad postępowania przy podejrzeniu przemocy w rodzinie, które według Najwyższej Izby Kontroli kompletnie się nie sprawdziły. W ocenie Izby procedury są na tyle przewlekłe, że mogą zniechęcać do zgłaszania przypadków przemocy. Wcześniej policja podejmowała samodzielne działania siedem dni od zgłoszenia, natomiast teraz zdarza się, że dzielnicowy odwiedza rodzinę, która zgłaszała pomoc nawet dwa miesiące po zgłoszenia przypadku. Kuleją też inne instytucje odpowiedzialne za pomoc ofiarom przemocy a ośrodków interwencyjnych jest wciąż za mało.

W roku 2016 w Polsce odnotowano ponad 150 tyś. zgłoszeń o przemocy w domu.

Pytanie, ile takich przypadków rozgrywa się do dziś, w piekle czterech ścian.

linia 2px

anika zadylak awatarAnika Zadylak
Dziewczyna z tatuażem nie jednym. Wieczna Alicja z Krainy Czarów, która uparcie wierzy w życie po Tamtej Stronie Lustra. Optymistka niepokonana przez żadne burze i kataklizmy. Otwarta na świat i ludzi, których uwielbia. Pisanie jest dla niej jak oddech. Kocha ponad wszystko swoje dzieci, wszystkie dzieci, koty i inne zwierzęta. Wegetarianka i buntowniczka, manifestująca głośno swoje poglądy.


Lifestyle Związek

7 grzechów głównych tych, którzy chcą cię uszczęśliwić za wszelką cenę

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 lipca 2016
7 grzechów głównych tych, którzy chcą cię uszczęśliwić za wszelką cenę
Fot. iStock/Todor Tsvetkov

„Daj, pomogę ci, ja to zrobię za ciebie”. „No przecież widzę, że potrzebny ci facet, mam takiego fajnego znajomego…”. „Powinnaś absolutnie pojechać w góry, a nie nad morze, zarezerwowałam ci już nawet miejsce, nie musisz dziękować”. Jakże często otaczają nas ludzie, którzy próbują uszczęśliwić nas na siłę i za wszelką cenę. Taką obrali sobie misję, bo uwierz mi, wcale nie chodzi tu o ciebie ani o twoje samopoczucie.

7 grzechów głównych osób, które chcą cię uszczęśliwić na siłę

1. Oni po prostu wiedzą lepiej

Wiedzą co dla ciebie dobre, wiedzą jaką podjąć decyzję, wiedzą co czujesz i z kim powinieneś się spotykać. Mają zdanie na każdy temat, uważają się za wręcz za wyrocznię w nawet najbardziej osobistych kwestiach dotyczących twoich prywatnych spraw i relacji z innymi ludźmi. Nie pozwolą na żadną dyskusję, a potok dobrych rad wypłynie z ich usta tak silnym strumieniem i tak niespodziewanie, że nie zdołasz go zatrzymać. A skoro wiedzą lepiej, to i postanowią lepiej. Właściwie, już postanowili. Za ciebie.

2. Nie potrafią wyjść spoza swojej perspektywy

Dlatego ich wszelkie sugestie na nic ci się nie zdadzą. Nie zrozumieją twoich potrzeb, bo wydaje im się, że wszyscy muszą czuć i myśleć tak samo jak i oni. Nie staraj się przedstawiać swojego punktu widzenia, oni i tak wiedzą swoje. Nie przyjmują do wiadomości, że świat nie jest dwukolorowy, że nawet biel posiada różne odcienie. Rzadko kiedy zmieniają zdanie i są bardzo przywiązani do swoich zasad. Twoja „inność” jest dla nich zawsze sporym szokiem.

3. Nie tolerują odmowy

I są wyjątkowo natrętni. Przebywanie w ich obecności to dobra szkoła asertywności. Kiedy, doprowadzony do ostateczności, w końcu wykrzyczysz im w nos podziękowanie za dobre chęci i jasno dasz do zrozumienia, że nie skorzystasz z ich pomocy, poczują się urażeni do głębi. Nie na długo. Łatwo ich obrazić, ale równie łatwo sprawić by ci wybaczyli. Po prostu stwórz sztuczny problem i poproś ich o rozwiązanie go za ciebie;).

4. Są niedyskretni i brak im wyczucia

Lepiej im się nie zwierzać, bo potraktują to jako zaproszenie do twojego życia, a wtedy… dowiesz się, że problemów w nim więcej niż ci się wydawało. Twoja sytuacja uczuciowa zostanie wnikliwie przeanalizowana, twoje relacje z rodzicami lub rodzeństwem zbadane jak pod mikroskopem. Ani się obejrzysz jak wylądujesz na randce z nieznajomym („on też jest samotny, trochę dziwak, ale mówię ci dusza człowiek, od razu poczułam, że do siebie pasujecie”)lub przymusowym wyjeździe z rodziną, połączonym z zajęciami terapeutycznymi na w SPA i gimnastyką w wodzie („pomyślałam, że ostatnio trochę za dużo słodyczy jesz”).

5. Mają tendencję do pakowania cię w kłopoty

A wynika to z ich przeświadczenia o nieomylności i o tym, że wiedzą lepiej, co dla ciebie dobre. Domyślając się więc większości faktów i tworząc własny, subiektywny obraz sytuacji podejmują działania, za które w ich mniemaniu powinieneś być im dozgonnie wdzięczny. Znajdą ci miłość, lepszą pracę, Niestety, ostatecznie okazuje się, że musisz po takiej „interwencji” nieźle posprzątać w swoim życiu.

6. Nie szanują twoich uczuć

Nie słuchają tego, co masz do powiedzenia w swojej sprawie. Słyszą, ale nie słuchają. Wyłapują tylko to, co utwierdzi ich w przekonaniu, że ich teoria jest słuszna. Mówisz, że chcesz być sam, że potrzebujesz czasu dla siebie. Oni zorganizują gigantyczne spotkanie towarzyskie na którym okażesz się gwiazda programu. Tego ci było trzeba, prawda?

7. Tak naprawdę nie chodzi im o twoje szczęcie

Bo gdyby tak było, słuchaliby uważnie…Oni po prostu chcą się stale czuć niezastąpieni i potrzebni. Chcą wdzięczności i utwierdzania ich w przekonaniu, że potrafią zmienić czyjeś życie na lepsze. Prawdopodobnie sami mają ze sobą jakiś problem…

„Wszyscy chcą twojego dobra, nie pozwól go sobie odebrać” (S.J. Lec). Pamiętaj, że tam gdzie chodzi o twoje szczęście, sam jesteś najlepszym ekspertem.


Zobacz także

Jak długo powinien trwać urlop

Jak długo powinien trwać urlop?

„Ty też możesz zmienić nasz związek”. 7 próśb męża do żony

„Pogaduchy do poduchy…”. O czym rozmawiamy w łóżku?