Lifestyle Związek

W całym tym szale przypomnijcie sobie uczucie, które postanowiło was związać na stałe

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
6 września 2016
W całym tym szale przypomnijcie sobie uczucie, które postanowiło was związać na stałe
Fot. iStock / Pekic
 

Ciężko czasem rozdwoić się, roztroić, kiedy każde z dzieci ciągnie wasze ciało w swoją stronę, błagając o uwagę. Ciężko nie dryfować na granicy pełnego zrozumienia i deszczu wzajemnych zarzutów, kiedy na poligonie macierzyństwa trzyma się giwerę w pojedynkę. I chociaż oficjalnie macie zmiennika do przejmowania dowodzenia, kiedy podupadacie już z sił, to pracuje on w niepełnym wymiarze przy waszym boku, bo większość energii oddaje na innych polach walki. Siła docenienia wszelkich jego zasług, jakie z wojen wszelakich przyniósł nie ma miary i nie da się opisać w żadnej skali, a jednak nadmiar wrażeń za dnia z dziećmi i wasza doba wcale nie z gumy sprawiają, że ciężko się ostatnio dogadać. Gdzie odnaleźć balans między pracą, szacunkiem do zarobionego pieniądza, miłością do męża i zrozumieniem zasług żony, która świadomie zdecydowała się zostać z młodzieżą w domu?

Kiedy zaczynasz płakać do słuchawki i błagać o jakiekolwiek wsparcie, prawdopodobnie nie jesteś najuczciwszą osobą pod słońcem. Wiesz to przecież zaraz po tym, jak rzucisz telefonem w gniewie o łóżko, wyjdziesz zapalić papierosa, a z każdym wdechem zaczniesz spuszczać nagromadzone w głowie ciśnienie.

Nie jego winą jest przecież, że świat zmierza w bardzo destrukcyjnym kierunku, a już  na pewno prowadzi swoje auto po kilku głębszych obijając się o nadrzędne wartości, jakimi są rodzina i wspólnie spędzany z nią czas, jak o plastikowe pachołki. Nie możesz karcić go wiecznie za rozstrzyganie sklepowych histerii w pojedynkę i próbę polubownego wyprowadzenia trzylatka z działu z zabawkami, bez wyrywania sobie włosów z głowy i brzydkich słów pod nosem.

Nie powinnaś pogrywać argumentami, że jak tak dalej pójdzie, to dzieci przestaną go poznawać. Nie wolno ci, bo w głębi duszy doskonale wiesz, że praca, jakiej się podjął, daje wam godne życie i spokojny sen. Mimo wszystko, w przypływie największych frustracji, czujesz się niedoceniona, a wartość twoich dokonań w domu drastycznie spada. Dlaczego tak jest? Czy jest jakiś sposób, żeby nauczyć się od siebie szacunku do rzeczywistości, w którą wprowadziło was życie?

Chciałabyś tyle razy. Pokazać mu, jak tańczy córka na zakończeniu roku w przedszkolu w kreacji, którą byłaś zmuszona szyć po nocach, bo totalnie zapomniałaś o nadchodzącej uroczystości?

Chciałabyś zobaczyć reakcję syna trochę częściej niż przypadkiem, kiedy otwierają się drzwi od sali szkolnej, a za nimi stoi on zamiast ciebie?

Chciałabyś wpakować mu w ramiona dziecko z hasłem „teraz ty!”, a samej zasnąć w wannie pełnej piany?

On też by chciał, bardziej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić, ale zanim stanie się idealnym ojcem w twoim mniemaniu, pamiętaj, że jest jeszcze człowiekiem, a ten nie jest w stanie zaspokoić 200% normy. Dzieci będące kiedyś brakującą częścią dalekosiężnych wspólnych planów i idące za nimi obowiązki, nie powinny stać się teraz wiecznie zamkniętym szlabanem na drodze do waszej zgody.

Dobrym pomostem będzie być może rozmowa i podgrzewanie wygasających emocji, które kiedyś targały wami jak nienormalne, kiedy potrafiliście kochać  się czwarty raz jednego dnia na podłodze brzydkiej kuchni wynajmowanego mieszkania. W każdej podbramkowej sytuacji i na fali rytmicznej licytacji, kto ma gorzej, wróćcie myślami do waszych początków i przypomnijcie sobie nareszcie, jakie pierwotne uczucie postanowiło związać was na zawsze.  Powtórzcie je, a otrzepiecie płaszcze bo bitwie  i wrócicie na dobre drogi zrozumienia.

A ona? Pamiętaj, że odpowiedzialna rola matki, której podjęła się na pełen etat, nadal należy do głównych osiągnięć, jakim będzie chwaliła się publicznie. Ona to naprawdę lubi i ceni sobie czas, który może poświęcić na wychowywanie waszych dzieci. Nie spychaj jednak jej codziennych zadań na margines obowiązkowego planu minimum, jaki ciąży na niej każdego dnia, a samo macierzyństwo staje się nagle smutną rutyną i projektem „do dostarczenia”.

Przynieś wieczorem kwiata, nawet jakiegoś rachitycznego badyla zerwanego na szybko pod blokiem. Zamachaj nimi przed zmęczonymi oczami i powiedz: „Dzięki, że jesteś. Doceniam wszystko, co robisz”. Rozmawiajcie i zarzucajcie się argumentami. Cisza i kiszenie wzajemnej frustracji może zaprowadzić pod ścianę, spod której może nie być już wyjścia. Wdech i wydech. Walczymy.


Lifestyle Związek

„Nagle azyl z dzieciństwa przekształcił się w horror. Byłam słaba, a on bezkarny”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 września 2016
życie po gwałcie
fot. iStock/muratseyit
 

Tak na dobrą sprawę, o tym co mnie spotkało, wie tylko kilka osób. Dziś jestem już poskładana, potrafię nawet cieszyć się swoim ciałem, seksem. Jestem silną kobietą i wiem, że nic nie jest w stanie mnie złamać. Rok temu zostałam zgwałcona. Nie piszę tego listu, by wywołać współczucie. Piszę go ku przestrodze. Lepiej uczyć się na cudzych błędach, niż samemu przechodzić przez piekło.

Był letni wieczór. Ciepłe powietrze, zapach kwiatów, trawy. Kiedy zamykam oczy dokładnie pamiętam każdy szczegół wieczoru, który zamienił się w koszmar. A miało być tak pięknie. Wymarzony staż, który miał być trampoliną dla mojej kariery. Wszystko układało się tak, jakbym życzyła w sobie najśmielszych snach. Praca w jednej z najlepszych górskich miejscowości. To był mój czas, dawałam z siebie wszystko z uśmiechem na ustach. Bo przecież właśnie o tym marzyłam. Nie przeszkadzała mi codzienna rutyna: śniadanie – praca – lunch – praca – hotel – kąpiel – sen. Kto by pomyślał, że teraz góry to ostatnie miejsce na świecie, w którym chciałabym się znaleźć…

W jeden z weekendów koleżanki świętowały urodziny jednej z nich. Zaprosiły mnie na imprezę. Okazja do złapania oddechu, więc z wielką ochotą się zgodziłam. Wieczór na zabawę, tańce, świętowanie także mojego zawodowego sukcesu – zdecydowanie było mi to potrzebne.

Znajomy zaproponował, że podwiezie mnie do centrum. Znajomy…. Właściwie kolega, z którym kiedyś flirtowałam. On twierdził, że zakochał się na zabój, że jestem kobietą jego życia, a ja cóż… Był dwa lata młodszy, to nie był czas, kiedy chciałam się z kimś wiązać. Poza tym, z mojej strony nie zaiskrzyło. Kiedy zaczęłam staż, spotkaliśmy się. Mieszkał w miasteczku, w którym pracowałam.

Trochę niezręcznie. Ale miał dziewczynę, to pewnie uspokoiło moją czujność. Przecież uczucia wygasają, choć wiem, że zawsze pozostaje sentyment. A on kocha inną. Nie posłuchałam intuicji, ona mi wtedy wrzeszczała do ucha: „Nie jedź! Nie jedź z nim”. A ja strzepnęłam ją z ramienia. „Nie przesadzaj, nie panikuj, to tylko koleżeńska przysługa” – pomyślałam… Dzisiaj już sobie to wybaczyłam, ale „Nie przesadzaj” budziło mnie w nocy…

Ginekolog, do którego trafiłam kilka dni później, powiedział, że powinnam uważać na to, jak się ubieram… A ja wsiadłam do tego samochodu normalnie, w sukience, szłam na imprezę. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że coś w moim stroju było niestosownego. Coś, co sprawiło, że on zamiast skręcić w prawo, pojechał w lewo.

Spojrzałam zdziwiona. Na pytanie dokąd jedziemy, usłyszałam: „Teraz już mi się nie wywiniesz”. Kiedy automatycznie złapałam za drzwi, on zamknął je automatycznie. „Oszalałeś, o co ci chodzi?” – próbowałam opanować drżenie głosu. Te jego oczy… Chciałam zadzwonić, gdziekolwiek. Nie miałam zasięgu. Krzyczałam. Naprawdę krzyczałam, chciałam uciec, chciałam, żeby mnie zabił. Mówiłam sobie: „To sen, zaraz się obudzisz…”. Ale to nie był sen…

„Nawet nie myśl, żeby iść na policję. I tak nikt ci nie uwierzy” – powiedział. Po głowie krążyło mi milion myśli. Silne tabletki na ból głowy i dwie lampki szampana wypite przed wyjściem… To, że on znał miejscowych policjantów, że przyjezdnych dziewczyn lecących na górali sama widziałam wiele… I wiem, co się o nich mówi. Odwiózł mnie do hotelu, sygnał telefonu, w którym zasięg odzyskałam po wyjeździe z lasu. „Gdzie jesteś?”, „Super impreza”. Siedziałam odrętwiała, nie pamiętam drogi powrotnej. Pamiętam ból całego ciała, kiedy weszłam do pokoju. Lodowata kąpiel przyniosła ulgę na wszystkie siniaki, otarcia, rany… Nie czułam nic. Jakby woda zamroziła we mnie wszystkie emocje.

Następnego dnia pojawiłam się w pracy z uśmiechem, z trudem ukrywając ból przy każdym ruchu. Ale pracowałam dwa razy więcej, niż powinnam, żeby nie myśleć, żeby zapomnieć. Działasz jak automat, jakby ciebie w środku nie było, tylko ciało, którym musisz sterować…

„Zgwałcił mnie” – mówiłam i płakałam, opowiadałam, co mi zrobił mojemu facetowi. On wiedział, że coś się stało, że coś mnie zmieniło, że mam jakąś tajemnicę. Przeczuwał, ale chciał to usłyszeć ode mnie. Wpadł w szał. Miał pretensje do siebie, że mnie nie ochronił, że go przy mnie nie było, że nie mógł mi pomóc, że nic nie wiedział… Płakaliśmy razem. Ktoś przyszedł i siłą odebrał mi godność, pewność siebie… Byłam na krawędzi. Ja i mój związek.

Działałam zadaniowo. Chciałam zrobić badania na choroby weneryczne, to wtedy od ginekologa, któremu powiedziałam, że zostałam zgwałcona, usłyszałam, że my kobiety same się o to nierzadko prosimy… Skierowania na badania nie dostałam. Nie zbadał nawet czy jestem w ciąży. Czułam się jak śmieć.

Jakimś cudem, a może dzięki prawdziwej miłości, udało się odbudować związek, który był moją jedyną motywacją do tego, żeby się w siebie nie zapaść, żeby stanąć na nogi.

Mój ukochany stał się moją największą ostoją, największym wsparciem, dzięki niemu dziś ciągle żyję. Na terapię trafiłam dopiero po siedmiu miesiącach. Późno? Ponoć i tak mam szczęście, że zdecydowałam się na nią tak wcześnie. Teraz jestem silniejsza, wiem, że mogę wszystko. Jednak ciągle siedzi we mnie to, co się stało. Wraca przy okazji złych lub bardzo złych chwil. W nocy budzę się zlana potem i krzyczę, żeby mnie zabił. Zrobił to, zabił starą mnie.

Nie dostałam swojej wymarzonej pracy, od tamtej pory nie byłam w górach.

Jednego bym chciała. Chciałabym kiedyś spojrzeć mu w oczy, żeby zobaczył, że to jak mnie skrzywdził, sprawiło, że dziś jestem silniejszą kobietą.

Teraz wiem, że mogłam iść na policję, zgłosić się na pogotowie, nie ukrywać tego, co się stało przed całym światem. To nie była moja wina! To nie jest wina żadnej z was, które doświadczyły przemocy seksualnej. Może nie zmniejszyłoby to mojego cierpienia, może nawet nie pomogłoby go ukarać. Ale nie czułabym się bezsilna, a on mimo wszystko bezkarny.

Wiele zgwałconych kobiet nie zgłasza się na policję. Piętno społeczne, które ciąży na kobiecie, jest trudne do udźwignięcia. Na samym początku też uważałam, że to, co się stało, to moja wina. Jak to było? „Gdyby suka nie dała, pies by nie wziął.” Czasem jednak pies potrafi wyszarpać. Dlatego jeżeli kiedykolwiek, nie daj Boże, którąkolwiek z was spotka taka tragedia – nie wahajcie się ani chwili. Zróbcie obdukcję, idźcie na najbliższy komisariat. Oni nie mogą być bezkarni. A my musimy przestać milczeć dając im nieme przyzwolenie na to, co robią.


Lifestyle Związek

Nie musisz być na to gotowa. Jak sobie radzić z przemijaniem bliskich?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 września 2016
Fot. iStock / BrilliantEye

Dziwne to uczucie. Znasz tę osobę całe twoje życie. Pamiętasz ją w pełni sił, młodszą, sprawną, uśmiechniętą. Dziś na twoich oczach słabnie, kuli się w sobie, coraz mniej w niej życia i radości, coraz więcej cierpienia, melancholii, złości na świat i ludzi. Na starość. Babcia, dziadek, rodzice… Wiesz, że ich odejście jest nieuniknione, że przeminą, że za jakiś czas zostaną ci po nich jedynie piękne, kolorowe wspomnienia, album ze zdjęciami i trochę to, kim jesteś teraz. Ale jak zaakceptować to odchodzenie? Jak poradzić sobie z tym, że najbliżsi na naszych oczach stają się kimś obcym, tracą pamięć, tracą świadomość, by za chwilę już zupełnie zniknąć?

Jak sobie poradzić z takim przemijaniem?

Nie oczekuj, że będziesz na to gotowa

Mimo, że starzenie się i umieranie są naturalnie wpisane w nasze życie, nikt nie rodzi się z umiejętnością akceptacji śmierci najbliższych. A nawet ta akceptacja nie do końca oznacza, że jesteśmy na coś gotowi. Starzejąc się ludzie często stają się trudni, pełni żalu do świata, że tak właśnie został skonstruowany, że trzeba umrzeć. Im też nie jest łatwo. Nie jest łatwo się starzeć, tracić siły, liczyć kolejne zmarszczki, oswajać się ze świadomością, że zbliża się moment, w którym trzeba będzie się pożegnać. Jeśli widzisz, że twoi rodzice stają się „trudni”, że często sprawiają ci przykrość, robią bezpodstawne wyrzuty – nie musisz być na to gotowa. Ale z czasem nauczysz się, że taka jest kolej rzeczy i będzie ci odrobinę łatwiej.

Nie pozwól by inni umniejszali twoje poczucie straty, bądź dla siebie dobra

Jeśli jesteś w żałobie, masz prawo przeżywać ją tak intensywnie, jak to czujesz. To absolutny warunek, by przeżyć ją prawdziwie, do końca. Nie pozwól nikomu umniejszać tej straty, „stawiać cię na nogi”, zmuszać do pogodzenia się z trudną sytuacją już tej chwili. Poczucie, że tracisz bliską osobą, albo świadomość, że już ją straciłaś jest bardzo wyczerpujące emocjonalnie, fizycznie i duchowo. Bądź dla siebie dobra.

Zrozum rytm życia

A w ten rytm wpisany jest również czas, jakiego potrzebujesz, żeby zaakceptować utratę bliskiej osoby, albo zmiany w relacjach z bliskimi, spowodowane ich chorobą, demencją starczą, czy związaną z wiekiem niechęcią przebywania w towarzystwie młodszych osób (i tak się zdarza – są tacy, którzy chcą zamknąć się w tej swojej samotności i budują wokół siebie mur, są tacy, którzy tak bardzo łakną kontaktu z innymi, jakby miało to pomóc im zatrzymać jeszcze na trochę to życie).

Uwierz, że śmierć nie jest końcem

Niezależnie od tego, w co wierzysz. Śmierć nie jest końcem, bo jakaś część tej osoby, która odeszła na zawsze, lub która już cię nawet nie poznaje, pozostanie w tobie i w innych. Przyjście na świat nowego człowieka na zawsze zaburza dynamikę naszego świata, a jego odejście nie sprawi, że wszystko wróci do poprzedniego stanu. Zostanie ślad, zmiana, nic już nie będzie takie samo. Bo ON tu był i ta obecność zaważyła na tym, że i ty tu jesteś, albo na tym jaka jesteś.

Zaakceptuj lęk o siebie 

Patrząc na umieranie i odchodzenie bliskiej osoby poczujesz w pewnym momencie strach. Przecież i ciebie w końcu to dotknie, tak bezpośrednio. I ty też się zestarzejesz, zmalejesz w oczach, pomarszczysz. Jaka wtedy będziesz? Dla siebie samej, ale i dla bliskich? Czy będą o tobie myśleli jak o ciężarze? Czy starczy im cierpliwości? Odpowiedzią na te pytania jest tylko życie w zgodzie i szczerych relacjach z bliskimi. Ale obawa, która w tobie pozostanie jest czymś naturalnym.

Życie i śmierć, przemijanie przeplatają się raz bliżej raz dalej, obok ciebie. Wiesz o nich od zawsze, ale dopiero w pewnym momencie zaczynają dotyczyć cię naprawdę. Kiedy to nastąpi, tak naprawdę musisz tylko jedno: nadal kochać tych, którzy od ciebie odchodzą.


Zobacz także

Sprawdź, czy wiesz wszystko na temat łechtaczki

5 zasad kupowania ciuchów przez internet. Czyli jak TO ROBIĆ DOBRZE!

5 zasad kupowania ciuchów przez internet. Czyli jak TO ROBIĆ DOBRZE!

BLACK LINE – jesienna nowość w BIG STAR