Go to content

Świadomość, że układasz sobie życie na nowo, z kimś innym, boli. Ale bardziej boli to, że wciąż nie wiem – dlaczego?

Przemoc domowa nie dotyczy tylko kobiet. Kiedy mężczy
Fot. iStock / sanjeri

Chcesz rozwodu. Powiedziałaś to kilka miesięcy temu, a potem spakowałaś walizkę, tę, którą zazwyczaj brałaś ze sobą, gdy jechaliśmy na urlop. Spakowałaś jedną walizkę po sześciu latach wspólnego życia. To niewiele, prawda? I wyszłaś. Od tego czasu, widzieliśmy się kilka razy. Wciąż nie wiem, dlaczego odeszłaś.

Czy można przestać kogoś kochać z dnia na dzień? Od pół roku zadaję sobie to samo pytanie. Przeczytałem setki artykułów o tym, jak odchodzi kobieta. Że to proces, który trwa. Że oddala się fizycznie, psychicznie. Jak mógłbym to przeoczyć? Byłem przy tobie. Nie, nie tylko ciałem. Byłem z tobą naprawdę. Mamy cudowne wspomnienia, zdjęcia, zapamiętane chwile. Mamy (wciąż w to wierzę) wspólne marzenia, plany. Wszystko o czym rozmawialiśmy. Ani razu przez ten czas nie powiedziałaś, że jest ci ze mną zle.

Wróciłem z pracy, byłaś już w domu. Czekałaś na mnie inna niż zwykle. Poważna. Po nocach śni mi się twoje „musimy porozmawiać”. Reszta była jak koszmarny sen.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

Odchodząc, płakałaś. Rzuciłaś „nie kocham cię”. Więc jak mogłaś tulić się do mnie jeszcze dzień przed rozstaniem? Czy to była litość? Jak mogłaś mówić, że w niedzielę, jak zwykle pójdziemy do kina? Jak mogłaś kochać się ze mną przez cały ten czas, gdy mentalnie ode mnie odchodziłaś? Czy robiłaś to z przyzwyczajenia?

Nie wiem, gdzie popełniłem błąd, bo mi tego nie wytłumaczyłaś. Nie powiedziałaś też „odchodzę, bo spotkałam kogoś, z kim będę szczęśliwsza”. Wiesz, zrozumiałbym. Wolałbym dowiedzieć się o tym od ciebie, a nie od wspólnych znajomych, którzy widzieli cię miesiąc temu w jego ramionach. Chciałbym to usłyszeć z twoich ust.

Czy nie zasłużyłem na chociaż tyle? Bałaś się mnie zranić? Brak szczerości rani bardziej. Przecież byliśmy małżeństwem, a nie parą dzieciaków, które spotykają się po pracy. Zdradzałaś mnie, czy poznałaś go po tym, jak odeszłaś?

Zadałem sobie tysiące pytań o to, kim właściwie dla ciebie byłem przez te kilka lat. Czy pomyliłaś się co do mnie? Z kochanego faceta stałem się nagle gościem, którego unikasz, od którego nie odbierasz telefonu. Gościem, do którego domu wysyłasz przyjaciółkę po resztę twoich rzeczy. Nie umiem tego zrozumieć.

Jeszcze jestem w takim momencie, że gdybyś pojawiła się w drzwiach i powiedziała, że chcesz wrócić, przyjąłbym cię z otwartymi ramionami. Czasem sobie to wyobrażam. Myślę, że potrafiłbym zapomnieć, wybaczyć. Gdybyś tylko powiedziała, czego ci zabrakło. Co zrobiłem zle. Jak mogę sprawić, żebyś znów mnie kochała. Czy w ogóle jest to jeszcze możliwe?

Świadomość, że układasz sobie życie na nowo, z kimś innym, boli. Ale bardziej boli to, że wciąż nie wiem – dlaczego? Przyjaciel powiedział mi „czasem tak się zdarza”. Nie wierzę, że się „zdarza”. Nie wierzę w przypadki.

Staram się żyć. Chodzę do pracy. W zeszłą niedzielę byłem w kinie. Sam. Nie rozumiem twojego ostatniego SMS-a. „Znajdziesz kogoś, kto na ciebie zasługuje”. Zawsze myślałem, że oboje na siebie zasługujemy. Wierzyłem w nas, w to , że przetrwamy, gdy wszyscy wokół się rozstawali.

To będą trudne święta. Pierwsze bez ciebie. Nie mam na nie ochoty, boję się ich. Gdybyś zdecydowała się na rozmowę – wiesz gdzie jestem. To był nasz wspólny adres przez kilka lat.

 

 

Udostępnij