Seks Związek

Czy połykanie spermy jest bezpieczne? Czyli mity na temat seksu oralnego

Seksualnie
Seksualnie
9 stycznia 2018
Fot. iStock/istrejman
 

Z seksem oralnym bywa różnie. Jedne z nas nie mają żadnych oporów i lubią ten rodzaj intymnych zbliżeń, drugie traktują to jak przykry obowiązek i coś, czego mężczyźni wymagają. Niezależnie od tego, do której grupy się zaliczasz, najprawdopodobniej wierzysz w kilka popularnych mitów na temat seksu oralnego. I tak, jak my chciałybyśmy, żeby faceci wiedzieli wszystko na temat pochwy i łechtaczki, bo i oni mają pewne swoje obawy, tak same powinnyśmy nieco poszerzyć swoją wiedzę. 

Mit 1: Seks oralny chroni przed chorobami wenerycznymi

Nic bardziej mylnego. Szczególnie, jeśli dochodzi do wytrysku w ustach. Wystarczy drobna, niezauważalna ranka w jamie ustnej, by doszło do zakażenia. Jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości, co do stanu zdrowia partnera, powinnaś zawsze używać prezerwatywy.

Mit 2: „Głębokie gardło” charakteryzuje dobrą kochankę

Każdy, kto choć raz oglądał film pornograficzny, doskonale wie, o czym mowa. Wprowadzenie penisa głęboko go gardła nie zawsze jest możliwe. Wymaga nie tylko treningu, ale i dogodnych warunków. Jeżeli mężczyzna został hojnie obdarzony przez naturę, możesz nie uchronić się przed odruchem wymiotnym w wyniku podrażnienia ściany gardła. Jest to naturalny mechanizm obronny organizmu. A tak naprawdę najbardziej wrażliwa na stymulację jest główka penisa. „Głębokie gardło” działa bardziej na psychikę faceta.

Mit 3: Połykanie spermy jest bezpieczne

Nie, jeśli partner jest nosicielem choroby wenerycznej. W skrajnych przypadkach sperma może także spowodować mdłości i wymioty. Nie tylko ze względu na specyficzny smak i zapach. Może ona delikatnie zmieniać skład w zależności od tego, co je i jaki styl życia prowadzi mężczyzna.

Mit 4: Sperma zawsze smakuje i pachnie odpychająco

Jeżeli mężczyzna jest zdrowy, dba o siebie, stronie od alkoholu i papierosów oraz odpowiednio się odżywia, jego sperma (mimo specyficznego smaku i zapachu) nie powinna być odpychająca. Kobiety często jednak miewają opory natury psychicznej z samym kontaktem z wydzieliną ciała. Niekorzystnie działa też presja ze strony mężczyzn, którzy traktują połknięcie spermy jako dowód zaufania i oddania.

Mit 5: Istnieje duże ryzyko zakrztuszenia

Jeżeli kontrolujesz ruchy penisa w jamie ustnej, ryzyko zakrztuszenia jest niewielkie. Często można przewidzieć po reakcji partnera, kiedy spodziewać się wytrysku.

Mit 6: Kobieta musi brać do buzi

Przede wszystkim nikt nic nie musi. Choć jest to bardzo intymna forma seksu i z całą pewnością zbliża do siebie partnerów, nie warto się zmuszać.

Mit 7: Nie da się źle zrobić loda

Z pewnością powieje grozą, jeśli dojdzie do ugryzienia lub zadraśnięcia zębami penisa. Silny ból i dyskomfort raczej nie pozwolą tego zaliczyć do udanych zbliżeń. Nie ma jednej, uniwersalnej metody na dobry seks oralny. Ważne, żeby rozmawiać, słuchać wskazówek i obserwować reakcje. Samo włożenie do ust szału nie spowodowuje (albo w rzadkich przypadkach).


Seks Związek

Eksperymenty seksualne, których nigdy się nie podejmę. Cykor czy zdrowy rozsądek?

Seksualnie
Seksualnie
10 stycznia 2018
Fot. iStock/nd3000
 

Generalnie jestem zdania, że każdy może robić w sypialni to, na co tylko ma ochotę, ale pod warunkiem, że nie krzywdzi innych osób, szanuje je, a wszystko dzieje się za obopólną zgodą. Można mieć różne potrzeby, fantazje i fetysze, spoko. Eksperymenty też są ok, ale uważam też, że warto wiedzieć, na co nigdy się nie zdecydujemy. Znać swoje granice i mieć świadomość różnych konsekwencji. Dlaczego o tym mówię? Bo kiedyś za namową mojego ówczesnego partnera zgodziłam się na trójkąt. Miało być fajnie, miło, beztrosko. Miało być bez zobowiązań, anonimowo. Zazdrość miała zostać za ścianą. Wydawało mi się łatwe w teorii i pewnie dlatego się zgodziłam. Nie ma co się wdawać w szczegóły, bo wystarczy mieć nieco wyobraźni, żeby się domyśleć, co dzieje się w łóżku, gdy są tam dwie kobiety i jeden mężczyzna. Problem w tym, że tym facetem był gość, który wyznawał mi miłość, jadał ze mną posiłki, chodził po zakupy i cicho chrapał w nocy przez sen. To, co wtedy zobaczyłam i czego doświadczyłam, nie pozwoliło mi już nigdy spojrzeć na niego w ten sam sposób. Cała nasza, misternie pielęgnowana latami intymność, zniknęła dokładnie w momencie, gdy jej dotknął. Na moich oczach i przecież za moim przyzwoleniem.

Dziś, po kilkunastu latach wiem, że tamto doświadczenie doprowadziło do rozstania. Pewnie z mojej winy, bo przecież zapewniałam wcześniej, że nie będę zazdrosna. A jednak – nigdy nie wiemy, jak w danej sytuacji zareagujemy. Może to nie był TEN facet. Może to nie był TEN związek. Najprawdopodobniej ja nie jestem po prostu taką kobietą, której psychika pozwala na odcięcie uczuć.

Tamten erotyczny eksperyment, a także wszystkie późniejsze doświadczenia seksualne pozwoliły mi usystematyzować to, czego pragnę, a co absolutnie nie jest dla mnie. I powinna się nad tym zastanowić każda kobieta, by później, pod wpływem alkoholu lub od patrzenia na faceta przez różowe okulary nie podjęła decyzji, której później będzie żałowała – bo nie tego się spodziewała, bo bolało, bo on pokazał swoje prawdziwe oblicze, bo musicie się rozstać, gdyż nie możecie na siebie patrzeć.

Wiem, że już nigdy nie zgodzę się na żaden trójkąt, bo po prostu psychicznie nie poradzę sobie z tym. Nie wspomnę już o swingowaniu czy innych, hardcorowych fantazjach, choć (uwaga!) miewam je i to bardzo często. Nigdy nie zgodzę się na seks na imprezie, w miejscu pracy czy z totalnie nieznajomą osobą. Bo… najzwyczajniej w świecie się boję. A jak facet tego nie rozumie, to niech spada na bambus.

Trzeba umieć podzielić fantazje na te, które można zrealizować i te, którymi (dla własnego dobra) powinniśmy jarać się wyłącznie w myślach.


Seks Związek

Orgazm pochwowy. Jak udało mi się osiągnąć go po raz pierwszy

Seksualnie
Seksualnie
8 stycznia 2018
Fot. iStock/DmitriMaruta

Niedawno, po jednej z upojnych nocy, przypomniały mi się czasy, gdy byłam nastolatką i coraz intensywniej rozmyślałam o chłopakach i seksie. Ponieważ internet nie był wtedy jeszcze tak popularny, musiałam bazować na tym, co opowiedziały mi (a często nazmyślały) koleżanki i na tym, co widziałam na filmach. Nie jakichś pornograficznych, ale tych romantycznych, gdzie co jakiś czas przewijały się sceny erotyczne. Co utkwiło mi w pamięci?

Przede wszystkim zapamiętałam „moment kulminacyjny”, zwany później „orgazmem”. Moment, w którym kobieta jęczy, jęczy, wstrzymuje oddech (to JUŻ) i znów jęczy/krzyczy. Najczęściej to samo dzieje się wówczas z facetem, z reguły w pozycji klasycznej (on na niej), ewentualnie na jeźdźca. Generalnie wyglądało to dość łatwo i przyjemnie.

Tak narodziło się we mnie przekonanie, żeby kobieta powinna (?) dochodzić w czasie penetracji. W miarę zdobywania własnych doświadczeń seksualnych, powoli zaczynałam rozumieć, że tak to nie działa. Owszem, osiągałam orgazm podczas stymulacji łechtaczki na różne sposoby, ale wciąż nie było to to, na co liczyłam.

Przerobiłam w głowie różne scenariusze – nie ten facet, brak chemii, za krótki/za cienki penis (choć partner długo-długo ten sam). Aż w końcu doszłam do takiego wniosku, jak większość kobiet, które również nigdy nie przeżyły orgazmu pochwowego, że po prostu nie jest mi to dane. Mówi się przecież, że nie każda z nas może go osiągnąć, a właściwie, to niewiele kobiet ma to szczęście.

I okazało się, że właśnie tego było mi potrzeba. Kiedy porzuciłam różne eksperymenty, przestałam kombinować z pozycjami i podnietami (a bywało już, że nawet mój mąż miał dość szukania „najodpowiedniejszego kąta”), upragniony orgazm przyszedł sam. Stało się do jednak dopiero po kilkunastu latach od mojego pierwszego stosunku.

Jeżeli liczysz, że zdradzę teraz jakiś fantastyczny sekret lub nietypową metodę osiągnięcia orgazmu pochwowego, muszę cię rozczarować. Do pewnych rzeczy trzeba po prostu dojrzeć. Sprawdzić, co się lubi, a czego nie, znaleźć partnera, który rozumie nasze potrzeby, zapewnia komfort i bezpieczeństwo, a przede wszystkim – trzeba odpuścić, mieć wolną głową i cieszyć się chwilą.

Jestem najlepszym dowodem, że najlepsze (najprawdopodobniej) dopiero przed tobą. I naprawdę warto poczekać.