Seks Związek

Niewiele mężatek ma świetny seks. Mało ludzi go ma. Dlaczego to jest takie cholerne tabu?

Seksualnie
Seksualnie
17 kwietnia 2016
Fot. iStock / coloroftime
 

W naszym świecie otwartość w sprawach seksu jest atutem. Co ja mówię, otwartość seksualna jest obowiązkiem. Zalewają mnie gazety mówiące o tym jak mu zrobić dobrze (jej już rzadziej), jak uprawiać seks analny, oralny, taki, owaki. Jak, jak, jak. Ta masowość seksu sprawia, że technicznie wszyscy wiem jak, a praktycznie…. no cóż, praktycznie działa to tylko w początkowej fazie miłości, działa też, gdy miłość jest zakazana. Na przykład w romansach.

Ostatnio rozmawiałam z pewnym mężczyzną. Opowiadał o swojej kochance. Mówił: w łóżku raj, w łóżku obłęd, gry, ekstaza. Co to są te ogólne słowa? Gotowość do eksperymentowania, przekraczania kolejnych granic, dochodzenia w seksie do momentu, gdy naprawdę odlatujesz i jesteś tylko sam z tą osobą. Z waszymi instynktami. No albo w ogóle cię nie ma. Czy taki seks jest pisany tylko niektórym?

Kiedyś myślałam, że tak. Że to tylko moja wyjątkowość (czyt. wspaniałej kochanki) i wyjątkowość moich partnerów sprawia, że lewitujemy. Oni mówią, że jestem „naj”, że nigdy aż tak. I ja im mówię to samo. Nie dlatego, że jestem cholerną kłamczuchą tylko dlatego, że tak myślę. Czuję to. Dopiero po rozstaniu znajduję wady. Tamten mało robił mi dobrze (no cóż z tego, że wcześniej tego nie widziałam? Kochał się za to tak wolno, że wow), inny za bardzo kochał ostry seks (wtedy myślałam, że odtwarzamy najlepszy BDSM).

Tak, zakochanie łaskawe jest dla seksu. Fascynacja też.

Jakże wielkie było moje rozczarowanie, gdy zrozumiałam, że wszyscy „dobrzy” kochankowie grają mniej więcej w podobną grę. Bo rozmawiałam z bliskimi kobietami, bo rozmawiałam z mężczyznami. Prawie każdy z nas miał kiedyś obłędny seks. Mówił, że nigdy aż tak i tak mocno. Przekraczał granice i tak dalej.

On podobnie mówi do niej: „chcę cię mieć”, ona do niego: „ jestem twoja” czy różne wariacje tych samych zdań; chcę cię pieprzyć, chcę się pieprzyć. Bardziej eleganckie, mniej eleganckie. Ale to wszystko jest do siebie bardzo podobne.

Na trzeźwo (bez podniecenia, bez intymności) brzmi tanio i pretensjonalne. W samym akcie seksualnym jest to coś najlepszego na świecie. To wszystko sprawia, że jesteśmy spełnieni.

Coś natomiast beznadziejnego dzieje się w większości stałych związków. To może być małżeństwo, ale nie musi. Najlepsze jest to, że niewiele osób się z tym naprawdę konfrontuje. Używamy takich mniej więcej słów: „seks nie jest najważniejszy” (no może, ale jest ważny), „liczą się inne wartości” (a dlaczego nie mogą liczyć się wszystkie), „To już nie te lata” (na miłość boską, czy my jesteśmy w grobie już?), „Wolę wsparcie niż namiętność” (a czemu nie wolisz wsparcia i namiętności?).

Najczęściej dzieje się tak. Namiętność w związku umiera powoli. Na początku tego nie zauważamy. Po prostu rzadziej się kochamy, po prostu zasypiamy bez tej potrzeby, po prostu śpimy pod oddzielną kołdrą, po prostu dawno się nie dotykaliśmy. Byłam ostatnio zszokowana, gdy dowiedziałam się, że dzieje się tak między parą 26- latków. Było fajnie razem przez pół roku teraz właściwie się nie bzykają. Oniemiałam. Oboje piękni, ludzie sukcesu, seksualność od nich bije. Dlaczego jej nie realizują? Dlaczego nic z tym nie robią tylko kopią pod dywan, choć oboje mówią, że seks jest dla nich ważny. Ważny? Dlatego przestali się dotykać? Oni chcą zakładać rodzinę?

To normalne, natura… wzdychamy. Gówno prawda, obudźcie się. Takie życie w zaprzeczeniu swojej seksualności ma zawsze konsekwencje.

Część z nas „rozszczepia się”

Jedną część realizuje w domu (część pt. fajny związek), drugą (tę seksualną) poza domem. Robią to zarówno kobiety jak i mężczyźni. Dziś od dziewczyny, która jest kosmetyczką usłyszałam: „nawet nie wiesz, ile kobiet zdradza”. Przychodzą do niej klientki, które wprost mówią: kocham męża, ale seksu szukam gdzie indziej.

Absurdalne jest to, że mój kolega, który mówił o ekstazie z kochanką jednocześnie latami nie kochał się z żoną. Ona miała go za zimnego pracoholika, mężczyznę nieobecnego, z problemami z potencją. „Bo on taki biedny” mówiła. „Tyle kłopotów”. Jasne. Bardzo biedny. I bardzo zmęczony. Za to u tamtej brykał jak szalony.

Część z nas po prostu się zamraża

 Przenosi swoje popędy na pracę, sport. Ci są w związku szczęśliwi, ale tak naprawdę są jak tykająca bomba zegarowa. Często bardzo agresywni w pracy dla innych ludzi. A potem wystarczy przypadek, nagły wybuch, a dalej jest już tajfun i tornado. To ci niby spokojni, poukładani. Za to jak ich trafi w sekundę pakują walizki, zbierają do pudła stare fotografie i znikają. Zostawiając pobladłą żonę/ męża w totalnym szoku. Ale jak to? Przecież byliśmy taaaacy szczęśliwi. Tak, bardzo szczęśliwi. Tylko nikt nie pamięta, kiedy miał prawdziwy orgazm, nikt nie pamięta, kiedy miał miejsce akt seksualny dłuższy niż pięć minut.

Część z nas po prostu dostosowuje się do tej formy życia

 Nie zdradzi partnera, nie odejdzie, będzie zawsze w jakimś poczuciu „braku”. Albo totalnie tę część swojej osobowości stłamsi. To są ci, którzy mówią, że seks jest ważny, że to nuda, że tylko dla nastolatków, że śmieszny, że nic takiego, że te pozycje i w ogóle to wszystko. A fuj. Miałam taką koleżankę. Szkoda tylko, że gdy wspominała swój dawny romans dostawała wypieków na twarzy i miała przyspieszony oddech. Kogo oszukiwała? Bo przecież nie mnie. Siebie.

Jest też część ludzi dla których seks naprawdę nie jest taki ważny

Jeśli jesteś taką osobą – w porządku. Ale czy żyjesz z osobą, która czuje to samo? Czy nie zabierasz jej czegoś ważnego? Być może najważniejszego, bo dobry seks to coś więcej niż sport. To uczenie się siebie, to pewność siebie, świadomość siebie, zdrowie, kontakt ze sobą, prawdziwa bliskość i milion albo więcej innych rzeczy.

A na koniec kilka obrazków z życia wziętych

A. nie uprawia seksu od dwóch lat. Jej mąż nie chce. A nie, przepraszam, czasem uprawiają. Seks trwa trzy minuty. I to ona daje, on bierze. Potem zakłada spodnie i mówi: „zajarałbym fajka”.

Hmm…

B. uprawia kiepski seks raz w tygodniu. Patrzy wtedy w sufit. Trochę jęczy, trochę mruczy. Uff. Koniec.

Hmm…

C. ma męża pracoholika. Człowiek sukcesu, świetny facet. Seks? Nie, on nie jest ważny. Ona tylko często płacze. Częściej pije wino.

Hmm….

D. zdradził kiedyś mąż. Zdradził ja nawet więcej niż raz. Ona mówi, że wszystko w porządku. Wybaczyła. Tak, kochają się. Ona zamyka mocno oczy i stara się wyłączyć mózg. Bo jednak wciąż pamięta jego wiadomości z tamtymi. Ale przecież nic się nie stało.

Hmm…

E. ukochany właściwie nie dotyka. Ona czasem wyrzuci to z siebie, ale najczęściej rzuca: „no co ja poradzę?”

Hmm…

F. uprawia seks nudny. Mówi: okej. Ale gdzieś w środku czuje, że chciałaby znów. Poczuć swoje ciało, mieć naprawdę orgazm. Nikomu nie mówi, śmieje się z romansów. Jest złośliwa i ironiczna. I nawet nie chce zobaczyć, że ten brak jej namiętności bardzo jej w życiu przeszkadza.

G. bardzo kocha żonę, oj bardzo. Po nocach ogląda pornograficzne strony internetowe, a do koleżanki po pijaku pisze: przeleciałbym cię.

F. nic nie pisze. Ma zasady. Boi się nawet nawet myśleć: chciałbym inaczej. Odpowiedzialność, odpowiedzialność, odpowiedzialność. Ale czy odpowiedzialność to zapominanie o sobie?

Hmm…

I nie, ten tekst nie ma być poradniczy, nie ma w nim konkluzji, bo sfera seksualna jest tak delikatna, że każde radzenie jest ciut żenujące.

Ale proszę, nie śmiejcie się z  :

– seksuologów

– coachów seksualnych

– ludzi, którzy pracują z ciałem, masażystów, rehabilitantów, i wszystkich tych, którzy chcą nam pomóc ten seks odkryć.

Szczęśliwi ci, których seks jest namiętny, gorący, ostry i wspaniały. Niech oni mówią co daje. Bo szkoda słuchać tego czego seks nie daje….

Bo to są kłamstwa, którymi koimy swój lęk.

Lepiej być ze sobą szczerym niż obudzić się w momencie, gdy ktoś pakuje walizki, my pakujemy walizki albo nagle rozumiemy, że bliżej nam do Śpiącej Królewny niż do świadomej siebie i swojej seksualności kobiety XXI wieku (czy inna wersja dla uśpionych mężczyzn).

Nad tym można pracować. Ale trzeba być ze sobą szczerym.


Seks Związek

Seks z eks? Ratunkuuuu, pomyślcie dwa razy. Gdzie człowieka obłęd seksualny prowadzi

Seksualnie
Seksualnie
23 kwietnia 2016
Fot. iStock/Dmitrii Kotin
 

Lubię ją, choć wśród naszych przyjaciółek uchodzi za Królową Katastrofę Miłosną. Jest jak ćma, która pędzi do ognia, kobieta gnana impulsami i potrzebami, za które ponosi zawsze ogromną cenę, bo gdyby chociaż była Królową Lodu. Ale gdzie tam. Pani Emocja. Pani „On się na pewno zmieni”, „On mnie kocha, ale jeszcze/ już/ na chwilę o tym nie wie”.

Niedawno porzucił ją kolejny facet. Jestem wredną świnią, ale niektóre kobiety naprawdę same się o to proszą, otwierając się przed mężczyzną jak książka, dając mu wszystko, łącznie z opieką i opierunkiem, na tu i teraz. I potem się dziwią, że on fruu, najadł się, napił, spuścił napięcie ( taaaaa) i frunie dalej. No ale dobrze, pan zniknął, przyjaciółki ruszają z odsieczą. Jest wino, są chusteczki w odpowiedniej ilości, kino, piknik, lody, znów wino, wódka jak trzeba i  oczywiście pocieszania. Słowa, słowa, słowa. Uff. Weekend się kończy, przyjaciółki ruszają do swoich zadań (życia) przekonane, że Pani Emocja pewien etap życia ma zamknięty i możemy iść dalej wierząc, że tego następnego faceta nie wpuści do domu i duszy dwa dni po tym jak wyląduje z nim w łóżku czy zacznie z nim pisać.

Uff. O my, naiwne. We wtorek wieczór pani Emocja przysyła SMS: „Przyjechał po rzeczy, był seks, było bosko”.  Oddycham głęboko, życie uczy mnie cierpliwości i pokory. „No to dobrze” odpisuję, choć myślę: „Zrobił cię w bambuko, a ty się z nim bzykasz”. Mamy jednak XXI wiek, nie będę czepliwa. Ale już w środę pani Emocje dzwoni i łka. „Nie pisze, nic nie pisze”. Nie wierzę własnym uszom.

Ale pytam ( racjonalnie)

– Miał zadzwonić?

– Nie.

– To jak się rozstaliście?

– No wyszedł.

– Powiedział coś po seksie?

– No nie. Że napiłby się kawy. (aaaaaaaaaaaaaaa)

– A jak doszło do tego seksu? Przepraszał, prosił?

– No nie, ja powiedziałam, żeby nie wychodził i zaczęłam go dotykać.

Ratuuuunku, Boże, daj mi cierpliwość. Przecież piłam cały weekend próbując jej wytłumaczyć, że ma patrzeć w przyszłość. Biedna moja wątroba i biedna moja dusza.

Pytam, czy to widzi. Że zaczynamy wszystko od początku. Jesteśmy w cholernym punkcie wyjścia. Ona jest. Przypomniała sobie, że było jej z nim dobrze w łóżku (teraz jeszcze lepiej, bo wiadomo, że najlepsze to, co utracone). To nie jest dobre przypomnienie, bo ma go nie lubić, a nie pragnąć. Seks z nim jest jak kolejne sztachnięcie – tylko oddala ją od ozdrowienia. Znowu musimy przejść przez to samo.

Dlaczego tyle kobiet jest masochistkami? Dlaczego, no dlaczego? Czy jak raz ktoś nas kopnął w tyłek, to nie wystarczy? Musi skopać nas znowu?

Skąd się bierze ta straszliwa tendencja?

Nie jestem przeciwniczką uprawiania seksu z eks (nie, jedna jestem), ale przecież nikomu nie mogę go zabronić. Ale NIE WOLNO sobie tego robić, gdy wciąż kogoś kochamy, a on nas nie. To jak wziąć nóż i zacząć gmerać w świeżej ranie. Może od razu przypalimy sobie tę ranę kwasem? Skoro tak nam dobrze idzie krzywdzenie siebie.

Kochane,

Nie uprawiamy seksu z byłym, gdy:

– wciąż coś czujemy, a wiemy, że raczej z drugiej strony nie ma tego samego. A nawet jeśli jest to on (ona też, bo przecież mężczyźni też uprawiają seks z byłą) nie planuje powrotu.

– wierzymy, że on dzięki temu coś zrozumie. Nie, dobry seks nie zmusi byłego partnera do powrotu. Może tylko sprawić mu przyjemność. Może też sprawić, że on stwierdzi, że fajnymi kochankami jesteśmy. I co z tegoooo? Chyba to wiemy, co?

– nie jesteśmy w stanie ponieść konsekwencji. Seks bez zobowiązań może być pociągający, ale tylko wtedy, gdy każde z was ubiera się potem i niczego nie oczekuje. Naprawdę niczego nie oczekuje. A nie tylko mówi, że NICZEGO nie oczekuje.

Zanim seksualna chemia zaleje ci mózg, proszę, zadaj sobie cztery święte pytania.

1. Dlaczego wciąż myślisz o byłym? ( jeśli wciąż go kochasz, w życiu nie idź z nim do łóżka. Jeśli ty odeszłaś, ale nie chcesz wrócić– w życiu nie idź z nim do łóżka).

2. Dlaczego zerwaliście?

Błagam, nie sypiaj z kimś, kto cię zranił. Powyżej dwudziestego roku życia nie należy sypiać z wrogiem.

3. To tylko seks – czy coś więcej?

4. Czy naprawdę chcesz się obudzić z nim rano i przeżyć kolejny dzień ze świadomością, że w jakimś sensie wróciłaś do punktu wyjścia?

P.S. A wy, drodzy Byli i Byłe– jeśli macie ochotę na seks z eks, a widzicie, że po drugiej stronie jest zaangażowana osoba– poszukajcie gdzie indziej seksualnego spełnienia. Po kiego mieszać komuś w głowie? Zanim powiecie: „Jesteśmy dorośli” to pomyślcie, że może dorosłość to niezawracanie dupy (nomen omen) komuś kto was wciąż kocha.


Seks Związek

Hej, dam Ci dobry seks, a ty co mi dasz? Dam ci nadzieję, Mała

Seksualnie
Seksualnie
14 kwietnia 2016
Fot. iStock / RapidEye

Hej Chłopaku,

Nie siedź teraz taki smutny, znużony i przekonany, że już nigdy nic.

Najwięcej w twoim życiu zadzieje się, gdy powiesz kumplowi (na przykład), że już zupełnie nic cię nie czeka. Że tylko nuda i ziew. Albo pustka.

Albo sama to sobie powiesz. Uznasz, że po prostu nagłe zauroczenia zdarzają się innym. Albo miłość. Albo wszystko co dobre. Że ty już będziesz tak ciągle jak w dniu świstaka. Nieważne na jakim etapie życia jesteś. Dzień świstaka jest w głowie. Albo w rzeczywistości, którą same sobie tworzymy.

Miałam kiedyś taką koleżankę (pozdrawiam). Ładna brunetka, mężatka. Mówiła, że jej małżeństwo to pomyłka. Za mąż wyszła w wieku 24 lat, szybko urodziło im się dziecko.

– Zawsze z nim będę – obwieszczała poważnie wchodząc do biura. Patrzyłam na nią. 26-latka, która o małżeństwie mówi jakby to był koniec świata? O czymś co powinno być rajem? Nie, to się nie może udać.

I nie udało się. Jak nie udaje się wiele rzeczy. Gdy ich się kurczowo trzymamy. Gdy mówimy sobie, że tak musi być, że nie może inaczej.

Albo gdy czasem jesteś na takim etapie życia, gdy jest tylko: „muszę”, „tak musi być” i „smutno”. Przyznasz, że ludzie często są na takim etapie.

Napisałeś do mnie, wciąż ostatnio piszemy. Nic między nami nie ma, a już dzieje się wszystko. Może tak właśnie jest, gdy ludzie czują się samotni.

Ej, nie jesteśmy samotni – mówisz groźnie. Mamy swoje prace, swoje zadania, pobudki o szóstej, zobowiązania, mamy swoje: „muszę” i „tak trzeba”. Jak trzeba, prawda?

Niezwykle bawią mnie ludzie, którzy mówią, że jesteśmy śmieszni, bo o tym mówimy.

Bawią mnie ci, którzy zaśmieją się z tego, że o tym piszemy. Tak jakby doprawdy każdemu nie chodziło o to samo. Żeby mieć coś więcej niż „muszę”. Żeby czasem odlecieć.

Zapytałeś mnie ostatnio: „ czego byś chciała w seksie?”. Pytanie typowe na początku znajomości.  Przecież wiem, że nie jestem pierwszą kobietą, którą pytasz. Wiem, że wszyscy mówimy tym samym językiem. No cóż, Miły mój. Cóż ja mam ci powiedzieć.

– Nie kłam. Nie mów słów, których mówić nie trzeba. Nawet na początku. Nie czaruj, bo po co?

– Nie porównuj mnie. Nie chcę słyszeć, że M. piekła ciasta, a J. była niezależna– jestem sobą.

– Nie jestem laską z Tindera. Zapisz, zapamiętaj. Nie będę podkręcała zdjęć. Obrabiała. Jestem.

– Lubię jak do mnie po prostu mówisz. Kobiety lubią słowa, wiedziałeś?

– Lubię jak czasem nie mówisz bardziej.  Bo chciałabym mieć naszą intymność. A w milczeniu dzieje się mnóstwo.

– Gdy bardziej myślisz o mnie. Dziś przyjaciółka psycholog powiedziała, że 90 proc kobiet nie jest spełnionych w łóżku. Naprawdę? Nie myśl, żeby mieć orgazm, pomyśl co zrobić, żebym ja go miała. Najpierw.

– Nie znikaj. Nie znikaj po świetnym seksie. Ani wcale.

– Chciej tego seksu dużo i zawsze.

Niby mało, a jak dużo, drodzy, drodzy mężczyźni.

Drogi Ty 🙂