Macierzyństwo Seks Związek

Kilka powodów dla których kobiety nie chcą uprawiać seksu po porodzie

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
26 września 2016
 

Mija ten koszmarnie długi 6-tygodniowy czas połogu, panowie wyposzczeni czekają na ten pierwszy poporodowy seks, żona idzie do ginekologa na badanie, lekarz daje zielone światło i…. NIC się nie dzieje. Żadnego seksu ani niczego co by miało wskazywać na to, żeby miał się w najbliższej przyszłości pojawić. A tak obiecywała… a tak mówiła, że to już niedługo… Oto kilka powodów dla których kobiety uciekają z małżeńskiego łoża po urodzeniu dziecka:

1. Zmeczenie
Powód, którego panowie nigdy nie chcą słuchać, ale jest najczęstszy. Kobieta przebiegła maraton po którym nie może się w pełni zregenerować i wyspać! Matatończyk regeneruje sie około miesiąc po maratonie. Ona nie ma jak. 9 miesięcy ciąży, poród, który trwa ileś godzin i jest ogromnym obciążeniem dla organizmu, a potem 6-tygodni połogu, w których organizm musi dojść do siebie. Przy tym pojawia się dziecko, którym trzeba się przecież zajmować 24h! Zanim przyzwyczai się do tego trybu może minąć nawet kilka miesięcy. Wiec pomóż jej! Zajmij sie dzieckiem a ona niech się w tym czasie wyśpi. Wieksza szansa że jej się zachce, bo nie bedzie zmeczona i poczuje Twoje wsparcie. Kobiety sa uczuciowe i doceniają inicjatywe swoich partnerów.

2. Hormony
Ciąża, poród, połóg, laktacja… to istny koktajl hormonalny! Organizm próbuje dojść do siebie i ustawia hormony tak, żeby było dobrze dla kobiety i dziecka. Żeby mleka starczyło, żeby matczyna miłość nie wygasła. Niestety często wiąże się to z niskim libido. Ciężko to przeskoczyć, dlatego warto pielęgnować uczucia i bliskość. Przytulajcie się, całujcie, rozmawiajcie, rozgrzewajcie… Znacie na pewno te metody 😉 . Panowie, bądźcie cierpliwi. Gra wstępna powinna trwać cały dzień, żeby był udany wieczór w sypialni (Wiem wiem, to wymaga wysiłku, ale jeśli chcecie przeskoczyć burze hormonalną to może to być jedyne rozwiązanie).

3. Nie pomagacie!
Wiem, że chodzicie do pracy, ale my tez pracujemy (przy dziecku, zajmując się domem itp) i do tego nie śpimy. Czujemy sie jak matki-polki-bolesne i cierpiące. Wiec zmyjcie czasami naczynia, rozwieście pranie albo umyjcie prysznic. Nie musicie od razu sprzątać całego mieszkania, ale jeśli sami z siebie coś zrobicie – nawet drobną rzecz, to Wasze partnerki poczują, że mają w Was wsparcie. Raz dziennie coś zróbcie co da im poczucie, że nie są z całą robotą same. Zajmie to kilka minut a zaowocuje w partnerskich relacjach.

4. Przestajecie się starać
Chcecie seksu a kobiety chcą bliskości i czułości. Finał jest taki sam ale kobietę trzeba dopieścić, popodrywać. Jak na pierwszej randce. Po porodzie nie zawsze kobiety czują się atrakcyjnie: zbędne kilogramy, ciało jeszcze nie wróciło do formy, zmęczenie, podkrążone oczy… Powiedzcie swoim kobietom coś miłego, zróbcie lub zaproście na kolacje, włączcie film, zróbcie masaż, kupcie kwiatka.. romantyzm jest zawsze w modzie a kobiety lubią być ciagle zdobywane. Oczywiście najpierw upewnijcie się czy dziecko śpi lub ma się nim kto zająć, bo jeśli ona będzie miała na głowie „a co z dzieckiem” to na pewno nie będzie myślała o niczym innym i raczej w trakcie romantycznego wieczoru wyrwie się, żeby iść się nim zająć.

5. Nie dbacie o siebie
Kiedyś casanova a teraz wielki smrodek 🙂 . Pojawia sie brzuszek, bo latka lecą a ruchu coraz mniej, nie zawsze jest ochota na prysznic albo ponowne umycie zebów wieczorem po podjadaniu przed snem, paznokcie często nie wyczyszczone, do tego te dziurawe majty… it’s not sexy! Dbajcie o siebie i bądźcie dalej fajnymi facetami, a nie zamieniajcie się w TATUŚKÓW 🙂 . Żadna kobieta nie nabierze ochoty na wiecznie zarośniętego, ciągle tyjącego i nie dbającego o siebie partnera.

6. Dziecko
Zajmuje dużo czasu. Pomyśl może czy czasem babcia albo opiekunka sie nim nie zajmie? Dzieci są różne, jedne można położyć do łóżeczka, włączyć karuzelę i mamy 40 minut z głowy (np. nasza ;)), a z innych nie można spuścić oka. Weźcie to też pod uwagę.

7. Nudny seks
Po latach związku do łóżka i życia wkrada się monotonia. Warto pomyśleć o jakiś modyfikacjach. Porozmawiajcie, poczytajcie, niech coś zaiskrzy na nowo!

8. Coś zgasło…
Uczucia mają to do siebie, że wygasają jeśli się nie wznieca ognia. Dlatego związek nie może po prostu BYĆ, o niego trzeba dbać i go pielęgnować. Zdobywać siebie na wzajem, rozmawiać, rozwijać relacje. Niestety żyjemy w czasach, że rozwody stają się częstszym zjawiskiem niż śluby, a zdrady już tak nie bulwersują, bo są codziennością. Nic się samo nie zrobi – to ciężka praca, którą trzeba wykonać, żeby stworzyć szcześliwą relacje.

9. Stres
Nic tak nie utrudnia pójścia do łóżka z partnerem, jak milion spraw na głowie i STRES. Powodów jest mnóstwo… pieniądze (najczęściej), dziecko, praca, dom, zdrowie. Żyjemy w ciągłym napięciu i nie radzimy sobie z presją, nie potrafimy opanować emocji. A kobiety mają szczególny talent do zamarwiania się, szczególnie przy dziecku 🙂 Dajcie  się wygadać i wypłakać swoim partnerkom. Nie bagatelizujcie problemów i nie szukajcie od razu rozwiązania. Niech się po prostu wygadają, nie zależnie czy jest to duży problem czy błahostka 😉

10. Duże dzieci
Czasami problem leży w Was. Zachowujecie się jak duże dzieci, którymi trzeba się zajmować, a to też jest aseksualne. Uprasuj sobie czasami sam koszulę, wstaw pranie, zrób śniadanie… niech ona nie robi wszystkiego za Ciebie. W końcu NIE JEST Twoją MATKĄ! 🙂

To by było na tyle. Dodacie coś? 🙂

Panowie, sorry! Następnym razem będzie dlaczego to Wam się odechciewa seksu… 😉 Zachęcam do podrzucania Waszych argumentów.


Macierzyństwo Seks Związek

Kilka powodów, dla których faceci nie chcą uprawiać seksu, gdy pojawi się dziecko

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
28 września 2016
Kilka powodów, dla których faceci nie chcą uprawiać seksu, gdy pojawi się dziecko
Fot. iStock / Milan Marjanovic
 

Ostatnio pisałam dlaczego to kobiety nie chcą uprawiać seksu po porodzie (czytajcie TUTAJ), ale żeby nie było, że jestem skrajną feministką (bo nie jestem), to oczywiście w obronie panów też muszę stanąć 😉 . Często kobiety są zachwycone, że panowie nie zabiegają o ich względy po porodzie, co niekoniecznie jest dobre, bo wcale nie oznacza (jak to wiele pań myśli), że oni robią to dla naszego dobra, tylko po prostu NIE MAJĄ OCHOTY. A dlaczego nie mają ochoty? Zobaczcie same:

  1. Stała się matką nie tylko dla dziecka, ale też dla mnie!
    Instynkt macierzyński tak zadziałał na świeżą mamę, że zachciało jej się kolejnego dziecka, więc postanowiła wykorzystać do tego swojego partnera. „Zjedz obiad”, „nie jedz chipsów na noc”, „połóż się już spać, jutro rano musisz wstać”, „ten pasek nie pasuje do tej koszuli” itd. Żona, partnerka, kochanka staje się… matką. A żeby tego było mało, nie traktuje go nawet jak ojca i te same marudne komunikaty pojawiają się przy dziecku: „nie bierz jej w ten sposób”, „jak ty zmieniasz mu pieluchę?”, „daj mi go lepiej….”. To nie jest sexy!
  2. Nie dba o siebie!
    Wiadomo, że przy dziecku ciężko być Claudią Schiffer na codzień, choćby z tego względu, że seksowne ciuszki i bielizna nie są wygodne do codziennej gimnastyki przy dziecku czy karmienia piersią, do tego czasami szkoda siedzieć w domu w ulubionych ciuchach, bo zaraz zostaną oblane zupą brokułową, obślinione, czy os*ane przy przewijaniu 😉 ale zgodzicie się, że nawet w sklepie widzimy mamy w pogniecionym t-shircie, dresach, klapkach, z tłustymi włosami spiętymi w cebulę, bez nawet lekkiego makijażu. Nie chodzi o to, żeby codziennie się pindrzyć, bo na to często nie ma czasu, ale chociaż nie zakładać trzeci dzień tej samej zaślinionej, spoconej koszulki, czy umyć włosy i lekko przypudrować tego nosa. A raz na jakiś czas, dla tego naszego faceta ubrać się ładniej, seksowniej. Panowie są wzrokowcami, dlatego bardzo często w sieci narzekają, że ich kobieta zamienia się w „brzydką, grubą, nie dbającą o siebie matkę-polkę” (cytuję).
  3. Ciągle jest zmęczona!
    Tutaj odsyłam do artykułu „Kilka powodów dla których kobiety nie chcą uprawiać seksu„, bo temat zmęczenia nie zawsze jest kiepską wymówką, szczególnie przy dziecku. Natomiast prawdą jest, że panów to wkurza, że kobiety są wiecznie zmęczone. Twierdzą, że oni też są zmęczeni, bo pracują (jest to argument), rozumieją zmęczenie kobiet, które zajmują się 24h dziećmi, ale nie zmienia to faktu, że wkurza ich to i nie pobudza ich libido 😉 (szczególnie jeśli ciągle podkreślamy JAK BARDZO JESTEŚMY ZMĘCZONE!)
  4. Nie stara się i wymaga, żebym to ja wokół niej skakał!
    Bardzo często panowie narzekają, że ich kobiety chcą, żeby się wiecznie o nie starali: przynosili kwiatki, zapraszali na randki, podrywali, wysyłali sprośne sms’y, czy dzwonili co godzinę będąc w pracy. Odzywa się wtedy w nich głos rozpaczy: „A co z nami? O nas to już nie trzeba się starać? Nie trzeba podrywać? My też lubimy dostać jakiś prezent, nawet jeśli jest to coś do jedzenia! Poza tym, w sprawach łóżkowych, niech one też o nas zabiegają i pokażą, że im się podobamy i mają na nas ochotę! To nas motywuje!”
  5. Odszedłem na dalszy plan
    Urodziło się dziecko, kobieta poświęca mu 200% czasu, a facet przestał istnieć. Ewentualnie pojawia się gdy trzeba na kogoś pomarudzić i narzekać. Ciężko jest na początku pogodzić rolę matki, żony i kochanki, ale warto nad tym pracować od samego początku, inaczej panowie mogą szukać zainteresowania gdzie indziej. I nie chodzi tu o zdradę na dzień dobry, ale o budowanie dystansu między partnerami i tworzenie nowych relacji.
  6. Ja też jestem zmęczony i zestresowany!
    Praca, presja utrzymania rodziny, stres, lęk, bo zbyt mało czasu spędzam z dzieckiem (przez pracę) i boję się, że nie zbudujemy odpowiedniej więzi, lęk przed przyszłością, bo nie wiadomo jak to będzie dalej, obowiązki, rachunki… Oni też mają dużo na głowie, oni też się stresują, oni też się boją o swoją rodzinę, o swoją pracę, muszę stawiać czoło codziennych wyzwaniom. Zmęczenie i stres wcale nie wpływają korzystnie na męskie libido, chociaż seks potrafi ich dobrze rozluźnić w codziennych problemach. Warto o tym pamiętać drogie Panie, albo choćby o wieczornym masażu 😉 .
  7. Jesteś matką! To odstrasza!
    Trochę to brutalne, ale gdy kobieta staje się matką u niektórych mężczyzn wywołuje to automatyczną odrazę. Może to wynikać z tego, że zaczynamy przypominać im ich własne matki, a może karmienie piersią staje się odrażające w jakimś stopniu czy widok partnerki z pieluchą w ręku powoduje chęć ucieczki… Może to też wynikać z tego naszego „babskiego zapuszczania się”, czyli nagle nowa mama nie ma ochoty walczyć z kilogramami (w końcu jest zmęczona), nie chce jej się myć i układać włosów częściej niż raz w tygodniu, czy nie chce jej się zakładać świeżej koszulki (w końcu ta była tylko dwa razy zaśliniona), a może to być jakiś ich wewnętrzny problem z zaakceptowaniem nowych ról w jakie wchodzimy.
  8. Komitywa z moją matką!
    Z jednej strony faceci lubią, jak ich kobiety dogadują się ze swoimi teściowymi. Z drugiej strony, stają się one najgorszym duetem ever: żona + matka, które swojemu „małemu chłopcu” mówią co ma robić, narzekają, że jest nieporadny, pocieszają się na wzajem, robiąc ze swojego „małego chłopca” obiekt ataków. Faceci lubią jak ich żony czy partnerki zawsze są po ich stronie, niezależnie czy zgadzają się z matką czy nie. Jeśli żona/partnerka zaczyna plotkować ze swoją teściową, szydząc z „małego chłopca”, to zdecydowanie ochoty na seks w tym związku nie będzie.
  9. Chęć ucieczki
    Wielu facetów faktycznie zamienia się w Piotrusia Pana i chce ucieć do Nibylandii gdzie życie szczęściem i zabawą płynęło, gdzie nie trzeba było dojrzewać i dorastać. A tu pojawia się dziecko, wzrasta konieczność bycia odpowiedzialnym ojcem, mężem, partnerem, głową rodziny. Trzeba pilnować by z roboty nie wylecieć, żeby kasy na kredyt starczyło, do tego te badania u malucha… no i żona jeszcze przecież coś mówi, żeby samochód zmienić na kombi, bo może drugie dziecko niebawem. Wielu Piotrusiów Panów jest w stanie ucieć od tego prawdziwego świata niestety, ale inni zostaną, jednak będą odreagowywać ciągłym wychodzeniem z domu, a to na piwo z kolegami, a to na kręgle, bilard, bo przecież integracja w pracy… Zostawiając odpowiedzialność i rodzinne decyzje za drzwiami domu oraz żone, która by się chociaż trochę poprzytulała przed snem.
  10. Bo uszkodzę TAM!
    Niektórzy mężczyźni boją się kobiecej pochwy po porodzie. Czasami są to irracjonalne obawy typu „coś wypadnie” (jakby ZNOWU miało wypaść jakieś dziecko ;)), albo że „COŚ popsują”. Mają też wewnętrzne opory po samym porodzie siłami natury. Oczywiście też zmienia się wygląd pochwy, elastyczność itd i obawiają się, że nie będzie już tak fajnie jak wcześniej. Chociaż wiele par podkreśla, że seks po porodzie jest dużo przyjemniejszy niż przed.
  11. Nudny seks – porno jest lepsze!
    Ten punkt zostawiłam na koniec, bo dotyczy nie tylko kobiet po porodzie, ale też tych, które dzieci nie mają. Z czasem kobietom nie chce się wyjść z inicjatywą, eksperymentować, wprowadzać nowych rzeczy, robią ŁASKĘ, że idą ze swoim facetem do łóżką, odwalają „na szybko” i idą spać, „żeby dał mi już spokój na tydzień”. Faceci to widzą i niestety też im się odechciewa zachęcać swoją partnerkę do wspólnej zabawy. I ci, którzy nie będą szukać atrakcji gdzie indziej, włączą sobie kiepskie porno. Bo nawet kiepskie porno jest lepsze od nudnego seksu ze swoją żoną. Warto tutaj wspólnie pomyśleć co lubimy i czego chcemy, a może obie strony odkryją nową sferę swojego związku? 😉

Panie i Panowie, dodalibyście coś? 


Macierzyństwo Seks Związek

Drodzy Politycy! Adoptujecie moje niepełnosprawne dziecko? #CzarnyProtest

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
23 września 2016

Trzy miesiące temu urodziłam córkę. To moje pierwsze dziecko, pierwsza ciąża, pierwszy poród. Od dnia, gdy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, żyłam w lęku czy uda mi się ciążę utrzymać. Od 6 lat słyszałam, ze nie mogę mieć dzieci, że moje jajniki są niewydolne, że mogą być problemy, że może kiedyś in vitro załatwi sprawę. Może.

Choruję na Hashimoto, celiakię, insulinooporność i PCOS. Przez lata zmagałam się z konsekwencjami tych chorób tj. przewlekłą anemią spowodowaną niedoborem żelaza, B12 i kwasu foliowego, zaburzeniami wchłaniania i niedoborami, tężyczką, migrenami, zbyt cienkim endometrium, zanikiem miesiączek (oczywiście brak owulacji), niedoborem progesteronu i estradiolu, hipoglikemią i depresją.

Byłam „wybrakowana”, nie czułam się kobieco z tym wszystkim. Jednak wydarzył się cud, trafiłam na świetnego lekarza, który poskładał mnie do kupy i zaszłam w ciąże. Bez starania. Spontanicznie.

Całe 9 miesięcy bałam się, że coś pójdzie nie tak. Musiałam brać leki – euthyrox, metforminę i sporo antybiotyków. One nie są obojętne dla dziecka. Bałam się najbardziej, ze stracę dziecko, że poronię lub urodzę zbyt wcześnie, że dziecko urodzi się chore, niepełnosprawne, że coś mi się stanie. Czekałam od badania do badania, żeby na kolejny miesiąc odetchnąć z ulgą i powiedzieć: „uff, rozwija się prawidłowo. Serduszko bije…„.

Zaczęłam rodzić w 36 tygodniu ciąży, ostatecznie udało się skurcze wyciszyć i urodziłam na początku 37 tygodnia. Znowu lęk, czy wszytko pójdzie ok podczas porodu. Córka urodziła się po 14 godzinach, siłami natury. Zdrowa, silna, ze szmerkiem na serduszku. Z zaleceniami kontroli kardiologicznej wypisali nas do domu, a ja odetchnęłam. Już po wszystkim. Jesteśmy razem.

Teraz czytam o tym, co nasi wspaniali rządzący krajem chcą wprowadzić i nogi mi się uginają. Chcą pozbawić nas – kobiety głosu w sprawie własnej macicy! Nikt z tych mądrali nie wie co czuje kobieta, która nie może mieć dzieci, co czuje kobieta, która nosi w sobie niepełnosprawne dziecko, nikt też nie wie co czuje matka zgwałconej nastolatki w ciąży i sama nastolatka…

Od prawie 4 lat prowadzę projekt Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie i czytam tysiące historii kobiet, które nie mogą mieć dzieci i jedyną nadzieją jest dla nich in vitro. Czytam też historie kobiet, które wielokrotnie poroniły, których ciąże były i są zagrożone, które wiedzą, że ich dziecko urodzi się chore. Lekarze będą bać się udzielać pomocy, z obawy ze trafią do więzienia. W ustawie jest napisane, że ciążę może przerwać lekarz, jeśli zagrożone jest życie matki. Tylko dobrze wiemy, jak są interpretowane ustawy w naszym kraju. Nic nie jest precyzyjnie opisane i jeśli sąd uzna, że lekarz za szybko podjął decyzje o przerwaniu ciąży, że mógł jeszcze poczekać, bo życie matki nie było AŻ TAK BARDZO JESZCZE zagrożone – trafi do więzienia. Jeśli kobieta poroni samoistnie – sąd będzie doszukiwał się przyczyny i winnego. W ustawie stoi, że jeśli kobieta poroniła na wskutek swojego zaniedbania, nie dostanie zarzutów. Więc już widzę wszystkie ofiary gwałtów, które nie mogą usunąć ciąży, a nie chcąc urodzić dziecka gwałciciela i robią wszystko, żeby wyszło na „zaniedbanie” narażając swoje i cudze życie. I to jest dopiero niebezpieczne! Bo wiemy do czego zdolne są zdesperowane kobiety, a jeśli w dodatku są np. niepełnoletnie? Coś czuję, że ta ustawa wyrządzi więcej krzywdy niż pomoże… 

13 lat temu leżałam w szpitalu dziecięcym przy Litewskiej w Warszawie. W pokoju, na oddziale endokrynologicznym leżałam z Kamilą – moją rówieśniczką. Rozmawiałyśmy o tym co robią nasi rodzice, gdzie chodzimy do szkoły, czy mamy rodzeństwo. Ja chwaliłam się, że mam dwie starsze siostry, a Kamila powiedziała, że jest jedynaczką, chociaż miała siostrę, ale jej nie pamięta. Gdy Kamila miała 2-latka, jej mama urodziła siostrzyczkę, która zmarła po miesiącu. Urodziła się z ciężkimi wadami rozwojowymi. Nic nie widziała, nie słyszała, miała niewydolność serca, płuc i nerek. Udusiła się. Nie słyszała głosu swojej mamy, ani bicia jej serca będąc jeszcze w brzuchu, nie widziała ich twarzy, prawdopodobnie nie czuła ich zapachu. Kamila mówiła, że jej mama za późno się dowiedziała, że jej siostra jest chora i nic nie dało się już zrobić. Wtedy ta historia tak bardzo mną nie poruszyła, jak teraz gdy do niej wracam. Podejrzewam, że mama Kamili dowiedziała się o wadach po 24 tygodniu ciąży i nie mogła jej przerwać. A może wiedziała wcześniej, ale nie chciała? Nie wiem, nie pamiętam, nie rozumiałam wtedy tego, ale dopiero teraz mogę się domyślać co czuła jej mama wiedząc, że rodzi niepełnosprawne dziecko, które lada chwila może umrzeć. I umiera. Na rękach matki, która wycierpiała poród i czas spędzony z umierającym dzieckiem.

W ustawie jest paragraf, który mówi, że kobieta, która urodziła niepełnosprawne dziecko otrzyma od rządu pomoc. Zarówno finansową jak i społeczną. Jeśli kobieta odda dziecko niepełnosprawne do adopcji, rząd gwarantuje, że przyspieszy proces adopcyjny dla tego dziecka. Miło z ich strony. Ale jaką mamy gwarancje, że tak będzie? I co to znaczy, że przyspieszy? To znaczy o ile? O dzień czy miesiąc? A może każdy Poseł adoptuje tak chociaż po jednym dziecku? Albo może osobiście by przychodzili do domu pomagać przy opiece i pielęgnacji? Co Wy na to, drodzy Posłowie i Posłanki? I co to jest pomoc finansowa od rządu? To znaczy ile? A społeczna? Pielęgniarka 24h czy dodatkowa wizyta w miesiącu? Przy wielu niepełnosprawnościach rodzice muszą rezygnować z pracy. I zamiast zarabiać 6 tys zł we dwoje, zarabia tylko jedna osoba – 3 tys zł (jestem optymistką, wiem. Nie każdy tyle zarabia. Niektórym zostaje 1500 zł, albo i mniej). Osoba, która decyduje się odejść z pracy, żeby zajmować się chorym dzieckiem, rezygnuje ze swojego życia. Nie realizuje się, nie rozwija, pogarszają się relacje małżeńskie, często jeden małżonek odchodzi zostawiając drugiego samego… Czytam komentarze rodziców dzieci z Zespołem Downa. Większość pisze, że gdyby wiedziała jak to wygląda, przerwała by ciążę. Niektórzy z Was pewnie myślą „co za rodzice…”. A ja uważam, że oni naprawdę kochają swoje dzieci! I właśnie dlatego pewnie by ponownie nie dopuścili do takiego cierpienia. Widzę też po sobie, bo widząc swoją 3-miesięczną córkę podczas pobierania krwi, ryczę „bo ona cierpi”, więc nie wyobrażam sobie co czują rodzice chorego dziecka, który musi mieć robione dużo gorsze, bardziej bolesne zabiegi.

Zachecam do przeczytania wywiadu z prof Dębskim z warszawskiego szpitala Bielańskiego.

Nie jestem typem krzyczącym pod Sejmem. Jestem warszawianką i widziałam setki protestów, pikiet i manifestacji, z którymi zgadzałam się lub nie. Nigdy nie brałam w tym udziału i raczej trzymałam opinie dla siebie. Ale teraz nie mogę. Jeszcze nie dawno chciałam mieć drugie dziecko, teraz się boję. Bo pierwsza ciąża przebiegła ok, ale jaką mam gwarancję że z drugą też tak będzie? Żadnej. Czy zatem będę miała prawo zdecydować o własnym życiu i zdrowiu oraz swojego dziecka?

Bardzo ładnie to napisał prof Dębski:
Nie da się też ograniczyć liczby wad rozwojowych dzieci. Tylko, że ja w tej chwili mam otwarte pole działania. Mam ciążę, 27 tygodni. Mam dziecko 500 gramów. Umierające. Bo powinno być dwa razy więcej. Ale mogę zrobić pacjentce cięcie, urodzić tego dzieciaka, dać neonatologom na OIOM noworodkowy i powiedzmy 60-70 proc. tych dzieci przeżyje. Ale 40 proc. umrze. I zgodnie z tym projektem ustawy ja za któreś z tych 40 proc. pójdę do więzienia, bo wyjąłem je z macicy „za wcześnie”. Konserwatyści chcą chronić prawa zapłodnionej komórki od pierwszego dnia, zapominając zupełnie o prawach matki. Ona ma być worem na urodzenie tej komórki i koniec. Obecnie mogę ratować pacjentkę, gdy bezpośrednio zagrożone jest jej życie. Jeśli zmieni się ustawa, nie będę mógł zrobić pacjentce z ciążą pozamaciczną laparoskopii, żeby do tego zagrożenia życia nie doszło – bo to już nie będzie działanie w sytuacji zagrożenia życia! To jest absurd!

Mamy wielu wspaniałych lekarzy, którzy uratowali tysiące istnień, czemu musimy ich ograniczać w tym co robią najlepiej?