Seks Związek

Czego wstydzą się duże dziewczynki? Tylko niedojrzałych chłopców…

Femme fatale
Femme fatale
1 maja 2016
Czego wstydzą się duże dziewczynki
Fot. Pexels / Valeria Boltneva / CC0 Public Domain
 

Podobno dobry seks zaczyna się po 30-tce. Trochę racji w  tym jest, bo niektórzy znajdują go po 20-tce, po 40-tce albo wcale. „Duże” dziewczynki jednak wiedzą jak i gdzie szukać… i przede wszystkim z kim.

Rozmawiałam niedawno z koleżanką – Wiesz, ostatnio chciałam ściąć włosy. Potrzebuję jakiejś zmiany, gdy wszystko wokół się wali. Przez chwilę pomyślałam, że pójdę na całość. Z bardzo długich do pasa zetnę „na chłopaka” – tak jak kiedyś. Ale od razu przypomniałam sobie, że wtedy, gdy takie nosiłam byłam szczęśliwa, pewna siebie, młoda… a teraz? Jezu, a jeśli jeszcze kiedyś będę uprawiać seks, to czym ja się zasłonię? – zamarłam. To było jak ukłucie w sercu. Jak to możliwe, że ze stanu pełnej kobiecości nagle lądujemy na przystanku z napisem – może ktoś mnie zechce, jeśli się tylko zasłonię?

Czego wstydzą się duże dziewczynki? Tylko niedojrzałych chłopców… takich, którzy:

– zamiast prawdziwej kobiety tu i teraz, wolą marzenie o niej i plakat na ścianie

Żadna nie jest dość doskonała. Takie zabawki. Nie wymarzone – tylko te, które dostało się w gratisie, na urodziny, ale nigdy nie cieszyły… Panowie, w d**pie mamy wasze próby połechtania na chwilę ego, przy was żadna kobieta nie rozkwitnie. To mężczyzna, jego wzrok, dotyk, tempo oddechu jest najlepszym wyzwoleniem dla kobiecej seksualności. Narzekacie na to, że jest za zimna i za nudna? A może to przy was nie sposób z siebie coś wykrzesać?

– nie traktują jej ciała jak świątyni

My „duże dziewczynki” pławimy się w swojej kobiecości, jesteśmy jak boginie dla siebie i dla was – ale jeśli tego nie chcecie… no cóż, wasza strata. Nasze ciała i łóżkowe umiejętności trzeba umieć dopieścić. Nie potraficie tego? Wracajcie na „bazarek”.

– zamawiają najbardziej ostre danie w mieście, choć zwykłe „pieprzenie” jest dla nich za ostre

Cóż, tu chyba najbardziej wymowne będzie milczenie. Jęczą i stękają, gdy dostają to co najlepsze, ale spełnienie życzenia kochanki powoduje wypieki i histeryczną ucieczkę…

– zamiast do łóżka, przychodzą na wystawę psów

Naprawdę jesteś w stanie uciekać z krzykiem, bo nagle zauważasz, że rozmazał się jej makijaż, jej uda w rajstopach wyglądały lepiej, a nago nie jest już takim ideałem. Bo nagle okazuje się, że jej fryzura intymna lub jej brak to nie twój „styl”. Błagam. Naprawdę podczas seksu, potrafisz wypunktować takie szczegóły? Jak się tam u licha w ogóle znalazłeś?! Chyba nie jest za dobrze, skoro siedzi na tobie naga kobieta, która przed chwilą była dla ciebie szczytem Mont Blanc do zdobycia, a ty k**wa myślisz o tym, że ma za dużo tuszu na rzęsach?

Słodki (chciało by się krzyknąć Boże)… Zapytaj jeszcze „to twoja pierś..?” – nie k**wa wydra, wszędzie ja zabieram… ;).

Jesteś chłopczykiem, który wybiera sobie w sklepie samochodzik, którym nigdy i tak się nie przejedzie! Panu już podziękujemy!

– udają lowelasów, a są zwykłymi cieciami swoich spodni

Jedyne co potrafią, to spuść psa – a niech się wyhasa… Nie, nie. Obiecują rzeczy, o których nawet wstyd im śnić. Finezja „misjonarska” i te niewypowiedziane, niby niezauważalne próby powrotu na bezpieczny teren. Milczący. Nie bawiący się seksem ani chwilą. Jest jedna misja – wytrzymać do końca (swojego rzecz jasna). Zwykli jedynie mówić „Dzień dobry” – więcej nie potrafią.

– myślą, że „mamy szczęście”, że na nas spojrzeli

Nie kochani, oj nie. Jeśli szukacie kobiety, która będzie dwa razy dziennie dziękować bogu/losowi, że byliście łaskawi ją przelecieć… nie liczcie na nic więcej niż ciepły rosół i czyste skarpety.

PS: kupcie jej dobrą książkę, żeby się podczas seksu za bardzo nie nudziła.

Wstydzimy się was… i za was. Jesteście nieskończonym, samoodnawialnym źródłem naszych kompleksów.

„Bossszz, już nigdy nie pokaże się nikomu nago”, „myślałam, że zapadnę się pod ziemię”, „umarłam ze wstydu 3 razy w ciągu 15 sekund” – mówimy my. Tylko dlaczego u licha? Dlaczego panowie „krzywe zęby”,”miękka rurka”  i „o jejku, wiesz bo jest zimno…”nie umierają ze wstydu, a następnego dnia jeszcze unoszą się 3 cm ponad chodnikami, bo „coś” wyrwali?

Panowie, na seks z nami trzeba sobie zasłużyć, bo „duże dziewczynki”:

– nie muszą chować się pod kołdrą

– nie muszą czekać na wasze instrukcje

– wiedzą, że seks to podróż (czasem z biletem w jedną stronę)

– nie muszą być zawsze miłe

– wiedzą czego, gdzie i jak chcą. A jeśli nie wiedzą, z chęcią pozwolą sobie to pokazać

– kochają swoje ciało i wiedzą, że wy też powinniście je wielbić (bez względu na rozmiar i preferencje. Nie twoja liga? Po co zawracasz głowę?)

– nie muszą być zachowawcze, nudne, rutynowe. Są odkrywcami, pod warunkiem, że mają co odkrywać…

– poznały swoje ciała (same) i wiedzą jak was po nich oprowadzić

– tak jak celebrują swoją cielesność, celebrują waszą. Nie chichoczemy na widok penisa (no może czasem) – może nawet często więcej o nim wiedzą i chcąwiedzieć niż wy. Lubią sprawdzać, poznawać. Wiedzą, że wasza męskość, to nie kijek do bilarda

– chcą was rozpalać. Seks to najlepsza gra we dwoje

– wiedzą, że to nie plac budowy – a „ostro” nie znaczy naparzania jak szybciej młotkiem. Mają wysublimowany gust – warto się od nich uczyć…

Często młodsi mężczyźni ucztują w seksie ze starszymi od siebie kobietami, bo żadna dziewczynka nie może zabrać ich tam gdzie prawdziwa dojrzała i pewna siebie kobiecość (bez względu na wiek). I odwrotnie, wiecie dlaczego ci starsi w chwilach „kryzysu” szukają młodej zwierzyny? A nie przyszło wam nigdy do głowy, że taką najłatwiej jest upolować i można ją  zadowolić czymkolwiek? I zupełnie nie chodzi o kwestię ciała – dziś niejedna czterdziestka ma lepsze ciało niż większość maturzystek… A więc miłe panie, taki mały apel:

Kobiecość w seksie rozkwita, gdy tylko jej pozwolicie. A chłopców przez których zaczynacie się jej wstydzić… no cóż. Pieprzcie ich. Po prostu. I jeśli macie ochotę – zetnijcie te cholerne włosy, dosyć chowania się za samą sobą – jesteście dużymi dziewczynkami!


Seks Związek

Dotknęłam kiedyś miłości… Lubię wtulać się czasem w twoje ramię, tak bezczelnie i bezkarnie znów być na chwilę blisko

Femme fatale
Femme fatale
22 maja 2016
Fot. Unsplash/Malcolm Green / CCO
 

(…)Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę, to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni, gdy ty patrzysz na mnie tak poważnie, jakbyś w moich oczach widział gotycki kościół. A ja nie jestem żadną świątynią, tylko lasem i łąką (…)”*

I niby ukradkiem, bo czuję się winna, że tak bardzo chcę się tobie przypodobać, maluję usta. Rozkwitam. To lato trwa długo, jakby nigdy miało się nie skończyć. I jestem trochę twoją łąką i katedrą też. Ale wtedy ty już nie chcesz, żebym malowała usta, nie szukasz w nich ukojenia, pożądania, w ogóle tych ust nie szukasz. Szminka trochę pogniotła się w kieszeni, tak jak moja kobiecość, która tam upchnęłam.

Nie martw się – mówiłam do niej –  będziesz tam bezpieczna – choć wiedziałam, że kłamię. Wtedy pierwszy raz się okłamałam. Potem jakoś to poszło.

 „(…) Jestem Julią, mam lat 23, dotknęłam kiedyś miłości, miała smak gorzki, jak filiżanka ciemnej kawy, wzmogła rytm serca, rozdrażniła mój żywy organizm, rozkołysała zmysły, odeszła (…)”**

Rodziły się nam dzieci, a ty coraz bardziej odchodziłeś. Ze wspólnej kanapy i wspólnego życia. Co rano siadałam prawie szczęśliwa w kuchni – najpierw z tobą, a potem już sama – tylko z tą kawą, której tak bardzo potrzebowałam i nie znosiłam równocześnie. Nie wiem ile filiżanek już wypiłam, i czy trzy tysiące kaw, to dużo czy mało… i chyba się nie dowiem. Zresztą kto by się tym przejmował, życie potrafi być tak samo zabawne jak złośliwe, jeśli tylko się chce. Wtedy ja chcę bardzo.

Więc jestem twoją Julią następne trzy lata. Może już nie tak niewinną, inną na pewno. Ale nadal przeciągam palce po twoich włosach i smakuje całą sobą każdą linię malującą twoje ciało. Każdy szept, każde spotkanie. Coraz częściej wyglądam daleko, gdy tracę cię z oczu. A ty jeszcze tak często przesuwasz dłonią po mojej szyi i mówisz:

„(…) „przyjdę do ciebie nocą, gdy będziesz spała skulona jak ciepły mruczący kot”. I teraz czekam na ciebie przez te wszystkie wieczory(…)”

Nie przychodzisz.

Gdy wracasz kiedyś na chwilę, jesteś moim chaosem. Moją przystanią we mgle. I choć znam wielu, którzy wszystko chcieliby dać, za ten chaos, za niezaplanowane jutro, za ten taniec na krawędzi. Mówią to, siedząc wygodnie w fotelu i popijając kakao. Oni nie wiedzą, że w chaosie nie da się żyć. I nie da się być w nim ani łąką, ani lasem, ani gotycką katedrą.

Napiłabym się kakao. Owinięta w ciepły koc i ciepłe ramię. Tak nudno, zwyczajnie, oczywiście. Ileż Julia lat 32 dała by dzisiaj za tę rutynę i przewidywalność, której wszyscy tak się boją. Tę pewność, że rano będzie na nią czekała kawa z mlekiem, a wieczorem kochanek pod gwieździstym niebem. Zawsze tak samo – gdzie tak samo znaczy: „gdy jutro się obudzisz, nadal będziesz mieć swoje życie”. Bezpiecznie. Bo chaos w życiu – to nie dzikie przygody, niezaplanowane wycieczkę i seks na tym szekspirowskim balkonie. To  nicość, to taki moment kiedy wciąż czekasz na nieistniejące.

To chwila, w której patrzysz jego oczy i widzisz w nich tak wiele:
– nawet Julia kłamca doskonały, nie może już udawać przed sobą, że on chce tu być,
– nawet gdyby to ona wymyśliła miłość – nie dałaby rady kochać za kogoś,
– nawet zaciskając oczy, najmocniej, jak tylko się da, zasłaniając je ciemną nocą, nie sposób przegapić, że to wszystko jest pomyłką, ty, dzieci, i balkon i kawa. Ale jemu tak trudno przyznać się do błędu. Jakby pewnego dnia obudził się i był w życiu, które tak bardzo nie chciał, jakby to wszystko była pomyłka. Tego nie da się nie widzieć.

Rozglądam się z tego balkonu, a ich – tych którzy chcieli żyć inaczej ale nie mieli odwagi jest wielu. Każdy z nich ma swój balkon i swoją Julię, której nie potrafi puścić. To takie proste przecież, mieć ją tam, daleko, ale mieć…

„(…) Jest cała ziemia samotności i tylko jedna grudka twojego uśmiechu (…)”****

Lubię wtulać się czasem w twoje ramię, gdy śpisz. Ten spokój. Tylko wtedy jesteś  nim przepełniony. A ja mogę tak bezczelnie bezkarnie znów być blisko. Potem zamknąć oczy i pomyśleć, że dziś nie ma, jest wciąż nasze dobre „kiedyś”. Dlatego kiedyś będę musiała całkiem oddać ci twoje ramię, choć chyba zawsze będę za nim tęsknić. I zamienię swój chaos na samotność. Spokojną, przewidywalną, wybraną. Poukładaną, bez tego ciągłe strachu, że kiedyś umrę na tym balkonie czekając i nawet nie będę wiedziała kiedy. Tak trudno jest odmierzać czas, gdy wciąż patrzysz w jeden niezmienny punkt.

(…) Jestem Julią, mam lat tysiąc żyję (…)”**, zaparzam kawę, czasem trochę płaczę. Myślę ostatnio, o tym, co mówiła moja babcia: „dawać i prosić, to za dużo”. Może. Dotknęłam kiedyś miłości… a może byłam zbyt zachłanna, przecież ta miłość miała mi wystarczyć na całe życie…


Fragmenty wierszy autorstwa Haliny Poświatowskiej
*(…)Odkąd cię poznałam…
**
(…) Jestem Julią…
*** (…) Powiedziałeś: „przyjdę do ciebie nocą…
**** (…) Jest cała ziemia samotności


Seks Związek

Skarbie, nawet nie wiesz, gdzie dziś jestem. Nie chcesz tego wiedzieć, tak jest przecież prościej

Femme fatale
Femme fatale
3 kwietnia 2016
Fot. Unsplash / María Victoria Heredia Reyes / CC0 Public Domain

Kochany,

Jest noc, dzieci już śpią. Patrzę na pokój. Jest teraz cichy, pusty. A jednak coś w nim jest. Jakby wspomnienia miękko sączyły się po ścianach. Pamiętam jak je razem malowaliśmy.  To zabawne, zabrakło nam farby, wszystkie sklepy były pozamykane, a my się śmialiśmy z siebie. Znaleźliśmy stare kasety z liceum i ledwo żyjącego walkmana. Wtedy wszystko było inne, takie proste. Dokładnie takie, jak powinno być.

Kłótnie i seks na zgodę, rozmowy, wieczory. Niezliczone godziny razem, jakby wtedy czas był naszym przyjacielem nie wrogiem. Wszystko było takie oczywiste. Kiedy to przepadło?

Razem trwamy w naszym „nigdzie”. Sparaliżowani sobą nawzajem. Przyklejeni przez te 9 lat tak mocno, że trudno wziąć głębszy oddech. Razem w tym utoniemy lub popłyniemy – razem lub każdy w  swoją stronę. To ostatni mój list do ciebie. Choć już nie raz tak mówiłam, tym razem dopływam do momentu „nie mam siły”.

Skarbie, nawet nie wiesz, gdzie dziś jestem. Nie chcesz tego wiedzieć, tak jest przecież prościej. Przynajmniej dla ciebie. Zaciśnijmy mocno oczy i uszy, a jeśli dość długo będziemy udawać, że nic się nie stało – w końcu każdy (my też) w to uwierzy. Przecież są iluzje, którym nie da się oprzeć. Nikt nie może wiecznie się bić.

Ale zaczekaj, ja już nie umiem ani się bić, ani się poddać. Przeczytaj jak się tu znaleźliśmy. Gdzie zgubiliśmy drogę do domu, który kiedyś nam się śnił? A ty kochana nieznajoma – przeczytaj, zanim spotkamy się w tym naszym innym lecz podobnym „nigdzie”, może chociaż tobie pomogę patrzeć i widzieć, naprawdę.

Wszystko, czego tak bardzo próbujemy nie widzieć:

Że są rzeczy i cechy, których nigdy nie zaakceptujemy

Wolimy wierzyć, zaciskać powieki i ściskać kciuki, że miłość pokona wszystko. Nie pokona, nie zawsze, nie wszędzie i nie na zawsze. Jest taki moment, w którym te rzeczy łatwiej jest nie widzieć, nie myśleć o nich, odpędzać jak najdalej, póki tak bardzo nas nie dotyczą. Przecież jest jeszcze tyle innego – dobrego, pięknego, tego co tak bardzo kochamy. Ale co, gdy nagle obudzimy się w takim miejscu w życiu, gdzie nic innego już nie zostało? Jeżeli ich nigdy nie zaakceptujesz i nie będziesz tolerować, w końcu coś pęknie.

Moja wina, że chciałam widzieć cię pięknego, bez wad. Że nie chciałam widzieć twoich win i ułomności, że tak mocno potrafiłam sobie wiele wytłumaczyć. To było łatwiejsze. Dziś wszystko „TO” wraca, i nie jest już wcale takie „nieważne”.

Milcząc bierzemy odpowiedzialność za każdy zamieciony pod dywan problem

Choć nie ja go tam zamiotłam, to ja uległam, nie miałam siły i ochoty walczyć. A teraz, jest ich tam tak wiele, że się o nie potykam. Nienawidzę ich, jestem zła na siebie, że na to pozwoliłam, że zbyt bałam się, nie chciałam wciąż być na froncie tej walki, chciałam od niej odpocząć. I na ciebie za każde odwlekanie kłótni, której nie da się uniknąć, za każdy nierozwiązany problem – za każdą pułapkę, którą zastawiłeś na nas udając, że przecież nic się nie stało. To taka klątwa świętego spokoju. Bardzo kusząca, skuteczna – ale tylko na chwilę.

Miłość to nie wszystko

Miłość nie bierze się znikąd, to zakochanie – niech trwa jak najdłużej, niech trwa zawsze. Ale miłość to praca nad sobą – nie nad nim czy nad nią. Nie zmienisz świata i drugiego człowieka, możesz zmienić siebie. I uwierz mi, że nasza miłość jest dziś tak słaba, że wiele  nie uniesie. Każdy z nas kocha taaak mocno – tak chcemy myśleć, ale nie dość mocno by spotkać się na tym dywanie, który zakrywa większą część naszego życia. Trudno się do tego przyznać. Ale bez tego nigdy stąd nie ruszymy, ciągle będziemy się potykać. Zbyt często o siebie.

Miłość może minąć, uciec, zmienić się nie do poznania

I tylko od nas zależy co z tym zrobimy. Ale nie udawajmy, że tak nie jest. Nie zasłaniajmy się złym czasem, pracą, kryzysem, depresją, dziećmi, teściami. Stańmy przed sobą nadzy i przyznajmy, że dziś mamy coś zupełnie innego – czy się to nam podoba czy nie. Co możemy z tym zrobić? Co chcemy z tym zrobić? Nadal mamy tak wiele możliwości, ale błagam cię nie udawaj już, że jest inaczej. Od dawna to już teatr jednego aktora.

Więc, jeśli naprawdę chcesz trwać – pozwól mi odejść.

Możesz pójść ze mną. Tylko chodźmy już stąd, z tego „nigdzie” do domu, który kiedyś wyśniliśmy.

Jest noc, dzieci już śpią. Patrzę na pokój. Patrzę na te ściany, na książki, które dostaliśmy w prezencie ślubnym, paskudny wazon od twojej babci i tę plamę po winie… Nie wiem jeszcze na jaki kolor, ale po tych dziewięciu latach, a szczególnie tych sześciu trudnych, złych latach – musimy tu koniecznie odmalować.

PS: Droga M., N. i A. – wy też siedzicie teraz razem z nimi w kuchni, pijecie herbatę lub wino, patrzycie na swoje ściany i zastanawiacie się, dlaczego u licha już nie jest jak kiedyś. Nie myślcie nad tym zbyt długo, uderzcie pięścią w stół i pytajcie dlaczego, pytajcie dzisiaj – nie, gdy już obudzicie się w swoim „nigdzie”. Jest tam już zbyt wiele – nas, szczęśliwych mężatek.