Seks

Czego kobieta szuka w łóżku. Naprawdę to wiesz? Hmm… [18+]

Seksualnie
Seksualnie
6 kwietnia 2016
Czego kobieta szuka w łóżku. Naprawdę to wiesz? Hmm... [18+]
Fot. istock / coloroftime
 

Chciałam napisać dzisiaj tekst o tym, jakie błędy popełniają w łóżku kobiety.  Wiadomo, dobry temat. Wszystkie chcemy wiedzieć co robimy źle (hmm, tylko ja?). Może inaczej: chcemy być najlepsze. On o tamtej nie myśli, bo my po prostu mamy Największą namiętność w sobie, jesteśmy Najbardziej erotyczne, w ogóle Naj i Naj. On z nami, a nie z żadną inną kobietą.

Jaka szkoda, że nie mam 25 lat, by w to wierzyć. Jaka szkoda, że nie jestem tak narcystyczna. Jaka, k…., szkoda.

I w ogóle dlaczego ja mam pisać o błędach kobiet? Czy to nie jest kuriozum? Ostatnio w moje ręce wpadła bardzo popularna gazeta Cosmopolitan. Jak mu zrobić dobrze? Jak uprawiać seks analny? Jak on (ON)  ma oszaleć? Jak. Jak. Jak. Oczywiście on. Co zrobić, żeby czuł się najlepiej i najlepszy. AAAAA. Czy to gazeta dla młodych kobiet świadomych siebie? Czy naszą rolą jest się wić i starać, by on uznał, że my NAJBARDZIEJ? A gdzie Ja? (MY)?

Mężczyźni tworzą kobietę. Lepiej nie udawać, że się tego nie wie. Ojciec ją tworzy, pierwszy kochanek, kolejny kochanek, mąż. Jakbyśmy z tym nie walczyły – tak jest. Musimy mieć ileś lat, by wiedzieć kim MY jesteśmy naprawdę. Bez tych pierwszych facetów i słów, które przy nas wypowiadali.

Pamiętam namiętny seks z pierwszym kochankiem ( pozdrawiam bardzo serio). To był mój chłopak, byliśmy w klasie maturalnej. Namiętność, szaleństwo. Tak się starałam, doprawdy. A on robiąc mi, hmmm…., minetę, nie bójmy się tego słowa, powiedział: jakoś dziwnie pachniesz. WTF???? Czy my powiedziałybyśmy to mężczyźnie? Nie znam takich kobiet.

O losie. Koniec. Całe moje dalsze życie to nieustanne mycie się TAM i sprawdzanie czy na pewno TAM nie pachnę brzydko. To – z perspektywy czasu – jakiś żart. Dlaczego właściwie nie zastanowiłam się jak pachnie TAM on? Że nie dławię i duszę, gdy robię mu „loda”.  Dlaczego nie powiedziałam: „Nie podoba ci się? To pa”. Tak, kochane, tak właśnie róbcie jeśli czujecie, że nie jest wam w łóżku idealnie, bądź on zastanawia się nad jakąś częścią waszego ciała. Czy ona jest właściwa. Oesu, właściwa najbardziej. Jeśli on tego nie widzi – niech idzie gdzie chce.

Poznawałam potem różnych mężczyzn. Dobra, nie tak wielu. Ale wystarczająco. Mówili, że moje wargi sromowe są piękne, że piękne jest to jaka jestem. Ale całe życie będę pamiętać JEGO. Pana Wątpliwości czy jestem odpowiednio seksowna. Czy my TAM jesteśmy pięknie, wystarczająco ładny wydzielamy zapach, prezentujemy się SEKSOWNIE?

Auć. Może, kochani, porozmawiamy jakie Wy robicie błędy w łóżku, o których nawet nie wiecie. Przekonani o własnej idealności i wyjątkowości.

EGOIZM

Doprawdy często. Co tam, że my, najważniejsze, że Wy. „Och, robisz to świetnie”, „Wow, jesteś boska” „Auć, królowa”.

WTF? Może pomyśl co Ty dla niej robisz? I czy ona naprawdę może powiedzieć, że robisz świetnie czy po prostu jęczy kurtuazyjnie.

Jest bardzo mało na świecie kochanków świetnych. Mężczyzn, którzy zapomną o sobie, żeby ona czuła się dobrze. Obiecuję, mało, a rozmawiam z wieloma kobietami. Czy czujesz  kochankiem uważnym?  Ona Ci powtarza to non stop? Częściej niż zdążysz pomyśleć? Jeśli tak– ok. Jeśli nie– staraj się, zamiast myśleć co ona zrobi dla Ciebie.

I zanim powiesz: Co ty głupia wiesz, pomyśl, że wiem dużo, bo jestem kobietą. Przecież też nie wszystko wyrzucam z siebie podczas seksu. To nie lekcja wychowawcza.  Nie chcę przestraszyć faceta, którego kocham. Ale tu mogę pisać szczerze.

DOTYK

Nie ugniataj jej jak drwal, nie bądź brutalny, bo ona powiedziała, że lubi ostro. Ostro to nie ugniatanie, szamotanie, zadawanie głupiego bólu. Ostro to czułość zmieszana z mocą. Pomyśl chwilę.

Dotyk sprawia, że szalejemy. Niech będzie wyjątkowy. Ale żeby to poczuć– musisz czuć. Czujesz tak serio, serio? Przykro mi, kobieta to nie lalka, którą można miętosić jak rzecz, a ona zacznie dygotać i pojękiwać.

SŁOWA

Lepiej nic nie mów niż ma to brzmieć sztucznie. Niektóre kobiety lubią ostre słowa, ale żadna nie lubi teatru. Zanim jej więc powiesz: „Ty s…”, bo ona o tym marzy, pomyśl czy w ogóle chcesz to powiedzieć. Inaczej to nie ma żadnego sensu. Obiecuję. Nie ma nic gorszego niż ciepły miś, który podczas seksualnego aktu duka rzeczy, których nie myśli. Wstyd trochę.

Nie umiesz ostro, mów czule i namiętnie. Działa. Potrzebujemy słów. Nawet jeśli ich nie lubisz i uważasz, że są zbędne. Seks w milczeniu jest dziwny.

POTRZEBA

Przepraszam, ale nie łap jej za cycki, bo nagle chcesz się bzykać. Skup się proszę. Cycki to nie nasza dusza. Nie wiem, powiedz coś, bądź czuły, ciepły, namiętny. Wróć do punktu „Słowa”. Przepraszam, nasz mózg nie znajduje się w cyckach. Nie znajduje się też w cipce. Jak się tam (TAM) nie szamoczesz– to nie działa.

No chyba, że w pierwszym pół roku znajomości, gdy wystarczy, że dotkniesz naszego ramienia, a już jesteśmy wilgotne. Dobra, mokre. Dobra, pobudzone. Dobra, wszystko. WSZYSTKO.

ORGAZM

Jest świetny, gdy myślisz o Niej. Myślisz? Jeśli tak, na pewno go masz.

Orgazm i zajebisty seks.

Cała reszta to wiesz…

Sport z gazetek Cosmo podobne. ( nie żebym nie lubiła kiedyś Cosmo), ale przecież wiemy, że dobry seks to coś więcej, ponad instrukcją jak zrobić komuś dobrze.

Zamknij oczy, poczuj swoje ciało, odleć naprawdę.

Jak nie umiesz – napij się wina. Kiedyś powiedziałam przyjaciółce: „napij się, wyłącz głowę, poczuj”.

Chociaż raz. Albo zrób coś co sprawi, że poczujesz totalny chill out. Muzyka, dobre jedzenie, cokolwiek. Seks jest jak sport. Sprowadza nas na ziemię i sprawia, że czujemy swoje ciało, a przez to czujemy siebie. Nie mów, że to nieważne. To bardzo dużo.

Nie spieprz tego, Chłopaku, w poczuciu, że jesteś świetny:)

Namiętność, sensualność to jest coś czego uczymy się całe życie i nigdy nie wiemy za wiele. Niezależnie od tego, jak w łóżku odważni jesteśmy.


Seks

„Jedz, ciesz się i bzykaj”. Czego kobietę może nauczyć kochanek doskonały

Seksualnie
Seksualnie
8 kwietnia 2016
Fot. iStock / PeopleImages
 

Gdy byłam jeszcze mężatką (średnio szczęśliwą, ale na pewno nie nieszczęśliwą) pracowałam z koleżanką, która właśnie się rozwodziła.

– Bardzo pani współczuję – rzuciła szefowa kiedyś. Koleżanka uśmiechnęła się lekko zdziwiona.

– Ależ czego? – spytała.

– Rozwodu. Szefowa brnęła dalej. Tamta zaśmiała się.

– Ależ ja jestem zachwycona – odrzekła.

Zachwycona??? Rozwódka? On poszedł, ona sama z dziećmi została. Jaka zachwycona? Zakrztusiłyśmy się obie (z szefową).

– I czy właściwie wyglądam na załamaną? – dodała.

Nie, na załamaną nie wyglądała wcale, trzeba to było przyznać. Właściwie wyglądała znacznie lepiej od nas, kobiet w stabilnych związkach. Co rano budzących się obok mężów i partnerów.

– Właściwie dlaczego tak dobrze wyglądasz? – spytałam wprost chwilę później.

– Mam młodszego kochanka – odrzekła. Po czym zaczęła, bez skrępowania, opowiadać co wyczynia w łóżku ze swoim wybrankiem.

– Zakochałaś się? – spytałam.

– Ależ skąd. To tylko seks – rzuciła.

Jestem kobietą raczej starej daty, więc dużo młodszy (14 lat) i tylko seks to już było dla mnie za dużo. Pokiwałam głową i pomyślałam: Odbiło jej.

Dwa lata temu sama rozstałam się z mężem. Cicho, spokojnie, bez awantur. Ciężka choroba mojej mamy uświadomiła mi, że szkoda czasu. Serio drogie kobiety, szkoda czasu na życie z bratem. Średnio fajne. Na znudzenie, niezadowolenie, średni seks. Rozstaliśmy się z mężem w zgodzie, choć czułam się trochę zgnębiona. Bardzo zgnębiona. Zawędrowałam do lodówki i na kanapę. Po pracy (gdy dzieci były z mężem) nurkowałam pod koc i oglądałam godzinami szwedzkie seriale kryminalne (i nie tylko).

Myślałam mniej więcej tak:

– życie to tylko obowiązki. Muszę się z tym pogodzić

– życie to praca. Muszę się z tym pogodzić

– uniesienia miłosne już za mną. Muszę się z tym pogodzić.

Bo gdzie niby miałabym znaleźć miłość? Ja, z dziećmi w wieku przedszkolno-szkolnym. Na wywiadówce miałabym ją znaleźć ( w sumie możliwe, ale jak się wygląda jak milion dolarów, a nie jak urocza kuleczka)? W biurze? (sami żonaci, odpada), w knajpie? (trzeba najpierw zacząć do nich chodzić), na tinderze? (o nie, nie dla mnie zmarnowane godziny na jakiś dupków co testują swoją męskość).

Jojczyłam nad życiem bardzo teatralnie, byłam nudna, nieznośna, gderająca. Frustratka w spódnicy, w spodniach. Szarość (z wyglądu) przed lustrem.

Ale jednak. Ale jednak. Jak ma coś nadejść, nadchodzi. A raczej spada jak grom z jasnego (ciemnego) nieba.  Leciałam służbowo samolotem z Zurichu, on siedział obok. On. Facet milion dolarów. Duuużo młodszy. Potem okazało się, że 13  lat.

Dałam mu numer (napisał jeszcze tego samego wieczoru), pisał przez kolejnych siedem dni (aż w końcu zgodziłam się na spotkanie), przez kolejny miesiąc codziennie pisał i dzwonił. Nie wiem jak to się stało, ale ze sztywnej, poukładanej konkretnej kobiety robota zamieniłam się w szczebioczącą małolatę, która w ciągu dnia wysyła sprośne SMS-y, opowiadała co robiła i co jadła, śmieje się jak głupia i jest ze wszystkiego zadowolona (szefowa mogła mnie je…ać na zebraniu, a ja nawet przez sekundę nie pomyślałam, zaraz ją utłukę. Pomyślałam, że jest tylko biedna, znudzona, rozhisteryzowana i naprawdę powinien ją ktoś wybzykać (Boższ, pomyślałam to).

Mija rok mojego romansu. Związku już właściwie, choć staram się wciąż trzymać dystans, bo ja mam dzieci, on nie, ja mam milion zobowiązań, on nie. I mogę z całą pewnością powiedzieć, że kobiety, które mówią, że seks nie jest taki w życiu ważny nie wiedzą same, co mówią. Na własne życzenie pozbawiają się jednej z największej przyjemności – pasji. Coś co pozwala poczuć się piękną, pokochać swoje ciało i przede wszystkim mieć więcej cierpliwości do świata. 

Słowo, od kiedy  znam Młodszego (tak go nazwę) zrozumiałam, że:

– przez ostatnie piętnaście lat byłam śpiącą królewną (na miłość boską, czemu ludzie w stałych związkach tak zaniedbują seks i jeszcze przekonują sami siebie, że to nic takiego)

– już nie jestem śpiącą królewną. Jestem za to kobietą seksualnie spełnioną. Uczuciowo spełnioną. Patrzę w lustro i myślę: Ty myślałaś, że jesteś kuleczką? Przecież ty jesteś milion dolarów.

  Dobry seks to dystans do świata, radość ze świata, pokłady cierpliwości, tolerancji i zrozumienia ( tak, teraz uważam, że słuszne jest stwierdzenie: nikt jej dawno nie wybzykał. Z tymże to samo dotyczy facetów– seksualnie sfrustrowani są nieznośni). Przestałam wiecznie narzekać i marudzić.

– Dobry seks to przekraczanie swoich granic, granic partnera. Jeśli wiesz, że możesz przekroczyć granice w łóżku, rozumiesz, że możesz je przekroczyć zawsze i wszędzie. Przestajesz myśleć, że coś nie wypada. Serio, nie tylko w łóżku.

Wypada wszystko w życiu. Dopóki nie krzywdzisz drugiego człowieka.

– życie jest zbyt krótkie by miało być nudne, męczące i smutne. Nikt nam nie załatwi fajnego życia, my możemy to zrobić tylko. Seks jest jedną z dróg i pokazuje kolejne drogi.

Nie wiem dlaczego kobiety godzą się na związki, gdzie nie czują się do końca akceptowane. Jak już z kimś być to na full.

Nie wiem dlaczego kobiety godzą się na nie bycie królowymi dla swoich facetów. Bosko być królową.

Zanim zamruczysz – Skończy ci się to. Odpowiem – pewnie, że skończy. Jak wszystko. Moje małżeństwo nie miało się skończyć, a proszę. Zanim jednak się skończy przeżyje setki orgazmów, zjem ileś cudownych kolacji, ktoś o mnie zadba, postara się, a ja zadbam i postaram się o kogoś. Nie będę miała ściśniętego tyłka i wk*rwu, że żyje, bo muszę. A raczej wegetuję. Każdy kolejny dzień jest fajny. A przecież wydawało mi się, że już nic mnie nie czeka.


Seks

„Zabawa, seks, dystans”. O tym dlaczego lepiej mieć przelotnych kochanków

Seksualnie
Seksualnie
2 kwietnia 2016
Fot. iStock / coehm

Spotkałam ostatnio kolegę (właściwie przyjaciela) z nową dziewczyną. To już trzecia w ciągu roku. Kolega nie jest, słowo, nastolatkiem tylko facetem przed trzydziestką. Trudno mówić nawet, że jest wyrachowany, czy traktuje kobiety przedmiotowo. On się po prostu ZAWSZE zakochuje na śmierć i życie. No, na trzy, cztery miesiące.

Wszystko jak w zegarku „To ta jedyna” oznajmia (pierwszy miesiąc). Nie można się z nim wtedy spotkać, nie odbiera telefonów. Ona jest wyjątkowa, najlepsza, po prostu gra między nimi, jak nigdy między nikim. „Nie przypuszczałem, że można spotkać taaaaką miłość” ( westchnięcie).

„Tamta poprzednia też była jedyna” zauważam czasem trzeźwo. Właściwie to zauważałam. Niepotrzebnie, bo tylko się obrażał i mówił, że go nie rozumiem. Z wariatem nie rozmawiasz o jego szaleństwie, prawda?

W drugim miesiącu znajomości przyjaciel przechodzi fazę stabilnego związku (rodzice, wyjazdy, prawie wspólne mieszkanie).  W trzecim miesiącu (czasem czwartym, no maks piątym) on ją rzuca. Wtedy muszę ja z kolei rzucać wszystkie swoje zobowiązania, bo on chce.

a.) nieustannie pić ze mną kawę

b.) chodzić ze mną do kina

c.) zwierzać mi się

Generalnie jest rozczarowany i wylewa z siebie żółć. Ona mówiła za dużo (za mało), za późno wstawała (za wcześnie), nie gotowała (gotowała za tłusto), nie sprzątała (sprzątała za bardzo), była pracoholiczką (leniem). Każda zaleta panny X po jakimś czasie stawała się jej wadą. Nawet w seksie wynajduje jakieś minusy.

Kiedyś (gdy jeszcze rzucali mnie mężczyźni) nie potrafiłam zrozumieć takiego nagłego odwrotu. Ale jak to? (chlip chlip) przecież on przedwczoraj mówił jeszcze, że mnie kocha, wczoraj ze mną spał i mówił to i tamto. No tak to. Niektórym tak po prostu mija. Gdy poznałam ten mechanizm ze strony mężczyzny zrozumiałam wszystko i przestałam chlipać. My, kobiety też bywamy „ucinające” i w ogóle nie obchodzi nas, że przedwczoraj mówiłyśmy „kocham”, a dziś „nie kocham”. Coś nam się wydawało, przecież. Co on (były) tak histeryzuje?

Nie chcę być cyniczna, ale mam poczucie, że większość kobiet była kiedyś zraniona przez faceta (i pewnie wzajemnie). Potem idzie to mniej więcej tak.

Droga pierwsza: po niestabilnym pani wybiera sobie pana stabilnego i żyją szczęśliwie do końca swoich dni  bardzo optymistyczna wersja).

Droga druga (podobna do pierwszej): po niestabilnym pani wybiera sobie stabilnego, rodzi mu dzieci, ale potem się nim nudzi.

Droga trzecia: wybiera znów niestabilnego, rodzi mu dzieci, a on ją potem zdradza albo zostawia. Czyli powtórka z rozrywki, kochamy to przecież robić, sprowadzać na siebie kłopoty w ramach pasji i cudownego flow.

Droga czwarta: ona idzie po rozum do głowy (wspaniale, gdy to robi grubo przed trzydziestką) rozwija się, uczy i przestaje uważać, że tylko para spodni świadczy o jej wartości. Niby banał, a jakie trudne moi państwo. Pal licho, że trudne na niedzielnych obiadkach u cioci i mamy (to jeszcze da się przeżyć, w końcu nie każdy je obiad z rodzinną codziennie). Najgorsze są koleżanki (no i co????? Posucha?) i przyjaciółki (och jakże bym chciała, żebyś kogoś znalazła).

Droga czwarta może też kończyć się postawą (bardzo zdrową) „zjem ciastko, a jednocześnie będę je mieć”. Zanim zaczniecie mi współczuć, mówić, że miałam nieszczęśliwe dzieciństwo, posłuchajcie. Tak, ktoś mnie zranił (ale bez przesady), dzieciństwo miałam fajne. Właśnie dlatego mam dystans. Nie jestem dziewczyną z „Wichrowych Wzgórz”. Jestem świadomą siebie kobietą. Nie mam stałego partnera, uprawiam seks. Uprawiam go też świadomie (zabezpieczam się, nie sypiam z facetami, którzy kogoś mają). Czasem dłużej, czasem krócej. Nie robię ciśnienia, nie złoszczę się, gdy ktoś mówi: „dziś nie”, albo „w ogóle nie”. Mam milion innych rzeczy do roboty. Szkoda mi czasu. I znam dużo zalet przelotnego seksu.

Nieustanne pobudzenie (nie, nie seksualne)

To naprawdę nie jest tak, że spotykam jakiegoś jego i w sekundę idę z nim do łóżka. Początkowa gra się toczy. Czasem trwa dzień, czasem tydzień, czasem miesiąc. Czuję przypływ adrenaliny, bardziej chce mi się żyć, kupuje nowe ubrania, czytam lepsze książki. Pracuję nad sobą i flirtuję. I mam moc. Żadnego znudzenia.

Nieustanne pobudzenie (seksualne)

Byłam kiedyś w związku 6 lat. Mówcie co chcecie, ale seks po jakimś czasie staje się rutyną, może i miłą, ale rutyną. Gdzie dreszcze? Obłęd? Szaleństwo? Lubię te emocje. Dlaczego mam z nich zrezygnować? Nie chcę po prostu. Nikomu nie robię krzywdy.

Poznawanie siebie

Każdy facet jest lekcją o mnie samej. I o innych. Kiedyś myślałam, że wszyscy tak samo uprawiają seks, lubią to samo, żyć chcą tak samo. A to bzdura. Miałam faceta, który dochodził tylko, gdy robiło mu się ustami i innego, który nie mógł dojść bardzo długo, gdy robiło mu się ustami. Jeden lubi pozycję na jeźdźca, inny najbardziej od tyłu. Nie ma jednego sposobu na faceta, olać wszystkie seksualne poradniki.

I ja też wiele dowiedziałam się o sobie. Nie, to nieprawda, że seks jest przereklamowany. Gdy to mówiłam, miałam kiepskiego kochanka. To nieprawda, że nie jest w związku ważny ( gdy to mówiłam kochałam bardziej jego głowę niż jego finezję w łóżku), to nieprawda, że nie lubię, gdy ktoś mi robi ustami ( po prostu źle to robił). I tak dalej.

Dystans

Nie lubię tych teorii, które mają wrzucić nas, kobiety, od jednego worka. Że my po jednym seksie ( dobra, dwóch, trzech) zaczynamy kochać, przywiązujemy się. Bywa różnie po prostu. Można mieć z kimś super chemię, a jednak nie widzieć go w roli ojca swoich dzieci czy nawet współlokatora. Można się z kimś świetnie bawić ( tak, TAK też) i to tyle.

Wolność

 Jesteś w stabilnym związku, zawsze mi mówisz, że powinnam się z kimś związać, bo łatwiej, bo bezpieczniej, bo rodzina, gromadka dzieci, śmiech przy śniadaniu, kłótnie przy grach planszowych, oceny, działanie, zamieszanie, wakacje. Uff. I uwielbiam to życie stabilne z różnych opowieści ludzi w szczęśliwych i dobrych związkach, ale najbardziej to uwielbiam na nie patrzeć, bo gdy mam mieć do czynienia z tym dłużej to zwyczajnie się męczę.

Sama rozumiesz, lubię spać do której chcę (chociaż w weekend), pracować, gdy potrzebuję (a nie od do, bo potem dzieci), lubię być swoja własna.

Tak, może to się zmieni.

Ale jestem dowodem na to, że to bzdury, że my pędzimy do ołtarza bez względu na wszystko. Mój przyjaciel w jakimś sensie oszukuje sam siebie i te kobiety, które spotyka. Tak, wierzy w to, ale powinien przestać wierzyć, bo przecież za każdym razem jest tak samo. Mógłby się zamknąć na kilka miesięcy i wtedy nie szafować słowem „kocham”, „chcę żyć z tobą”.

Gdybyśmy wszyscy byli ze sobą szczerzy, mniej byłoby złamanych serc i rozczarowań.

Lepiej powiedzieć: „Jest jak jest, a ty rób z tym co chcesz”.