Seks Związek

„Zabawa, seks, dystans”. O tym dlaczego lepiej mieć przelotnych kochanków

Seksualnie
Seksualnie
2 kwietnia 2016
Fot. iStock / coehm
 

Spotkałam ostatnio kolegę (właściwie przyjaciela) z nową dziewczyną. To już trzecia w ciągu roku. Kolega nie jest, słowo, nastolatkiem tylko facetem przed trzydziestką. Trudno mówić nawet, że jest wyrachowany, czy traktuje kobiety przedmiotowo. On się po prostu ZAWSZE zakochuje na śmierć i życie. No, na trzy, cztery miesiące.

Wszystko jak w zegarku „To ta jedyna” oznajmia (pierwszy miesiąc). Nie można się z nim wtedy spotkać, nie odbiera telefonów. Ona jest wyjątkowa, najlepsza, po prostu gra między nimi, jak nigdy między nikim. „Nie przypuszczałem, że można spotkać taaaaką miłość” ( westchnięcie).

„Tamta poprzednia też była jedyna” zauważam czasem trzeźwo. Właściwie to zauważałam. Niepotrzebnie, bo tylko się obrażał i mówił, że go nie rozumiem. Z wariatem nie rozmawiasz o jego szaleństwie, prawda?

W drugim miesiącu znajomości przyjaciel przechodzi fazę stabilnego związku (rodzice, wyjazdy, prawie wspólne mieszkanie).  W trzecim miesiącu (czasem czwartym, no maks piątym) on ją rzuca. Wtedy muszę ja z kolei rzucać wszystkie swoje zobowiązania, bo on chce.

a.) nieustannie pić ze mną kawę

b.) chodzić ze mną do kina

c.) zwierzać mi się

Generalnie jest rozczarowany i wylewa z siebie żółć. Ona mówiła za dużo (za mało), za późno wstawała (za wcześnie), nie gotowała (gotowała za tłusto), nie sprzątała (sprzątała za bardzo), była pracoholiczką (leniem). Każda zaleta panny X po jakimś czasie stawała się jej wadą. Nawet w seksie wynajduje jakieś minusy.

Kiedyś (gdy jeszcze rzucali mnie mężczyźni) nie potrafiłam zrozumieć takiego nagłego odwrotu. Ale jak to? (chlip chlip) przecież on przedwczoraj mówił jeszcze, że mnie kocha, wczoraj ze mną spał i mówił to i tamto. No tak to. Niektórym tak po prostu mija. Gdy poznałam ten mechanizm ze strony mężczyzny zrozumiałam wszystko i przestałam chlipać. My, kobiety też bywamy „ucinające” i w ogóle nie obchodzi nas, że przedwczoraj mówiłyśmy „kocham”, a dziś „nie kocham”. Coś nam się wydawało, przecież. Co on (były) tak histeryzuje?

Nie chcę być cyniczna, ale mam poczucie, że większość kobiet była kiedyś zraniona przez faceta (i pewnie wzajemnie). Potem idzie to mniej więcej tak.

Droga pierwsza: po niestabilnym pani wybiera sobie pana stabilnego i żyją szczęśliwie do końca swoich dni  bardzo optymistyczna wersja).

Droga druga (podobna do pierwszej): po niestabilnym pani wybiera sobie stabilnego, rodzi mu dzieci, ale potem się nim nudzi.

Droga trzecia: wybiera znów niestabilnego, rodzi mu dzieci, a on ją potem zdradza albo zostawia. Czyli powtórka z rozrywki, kochamy to przecież robić, sprowadzać na siebie kłopoty w ramach pasji i cudownego flow.

Droga czwarta: ona idzie po rozum do głowy (wspaniale, gdy to robi grubo przed trzydziestką) rozwija się, uczy i przestaje uważać, że tylko para spodni świadczy o jej wartości. Niby banał, a jakie trudne moi państwo. Pal licho, że trudne na niedzielnych obiadkach u cioci i mamy (to jeszcze da się przeżyć, w końcu nie każdy je obiad z rodzinną codziennie). Najgorsze są koleżanki (no i co????? Posucha?) i przyjaciółki (och jakże bym chciała, żebyś kogoś znalazła).

Droga czwarta może też kończyć się postawą (bardzo zdrową) „zjem ciastko, a jednocześnie będę je mieć”. Zanim zaczniecie mi współczuć, mówić, że miałam nieszczęśliwe dzieciństwo, posłuchajcie. Tak, ktoś mnie zranił (ale bez przesady), dzieciństwo miałam fajne. Właśnie dlatego mam dystans. Nie jestem dziewczyną z „Wichrowych Wzgórz”. Jestem świadomą siebie kobietą. Nie mam stałego partnera, uprawiam seks. Uprawiam go też świadomie (zabezpieczam się, nie sypiam z facetami, którzy kogoś mają). Czasem dłużej, czasem krócej. Nie robię ciśnienia, nie złoszczę się, gdy ktoś mówi: „dziś nie”, albo „w ogóle nie”. Mam milion innych rzeczy do roboty. Szkoda mi czasu. I znam dużo zalet przelotnego seksu.

Nieustanne pobudzenie (nie, nie seksualne)

To naprawdę nie jest tak, że spotykam jakiegoś jego i w sekundę idę z nim do łóżka. Początkowa gra się toczy. Czasem trwa dzień, czasem tydzień, czasem miesiąc. Czuję przypływ adrenaliny, bardziej chce mi się żyć, kupuje nowe ubrania, czytam lepsze książki. Pracuję nad sobą i flirtuję. I mam moc. Żadnego znudzenia.

Nieustanne pobudzenie (seksualne)

Byłam kiedyś w związku 6 lat. Mówcie co chcecie, ale seks po jakimś czasie staje się rutyną, może i miłą, ale rutyną. Gdzie dreszcze? Obłęd? Szaleństwo? Lubię te emocje. Dlaczego mam z nich zrezygnować? Nie chcę po prostu. Nikomu nie robię krzywdy.

Poznawanie siebie

Każdy facet jest lekcją o mnie samej. I o innych. Kiedyś myślałam, że wszyscy tak samo uprawiają seks, lubią to samo, żyć chcą tak samo. A to bzdura. Miałam faceta, który dochodził tylko, gdy robiło mu się ustami i innego, który nie mógł dojść bardzo długo, gdy robiło mu się ustami. Jeden lubi pozycję na jeźdźca, inny najbardziej od tyłu. Nie ma jednego sposobu na faceta, olać wszystkie seksualne poradniki.

I ja też wiele dowiedziałam się o sobie. Nie, to nieprawda, że seks jest przereklamowany. Gdy to mówiłam, miałam kiepskiego kochanka. To nieprawda, że nie jest w związku ważny ( gdy to mówiłam kochałam bardziej jego głowę niż jego finezję w łóżku), to nieprawda, że nie lubię, gdy ktoś mi robi ustami ( po prostu źle to robił). I tak dalej.

Dystans

Nie lubię tych teorii, które mają wrzucić nas, kobiety, od jednego worka. Że my po jednym seksie ( dobra, dwóch, trzech) zaczynamy kochać, przywiązujemy się. Bywa różnie po prostu. Można mieć z kimś super chemię, a jednak nie widzieć go w roli ojca swoich dzieci czy nawet współlokatora. Można się z kimś świetnie bawić ( tak, TAK też) i to tyle.

Wolność

 Jesteś w stabilnym związku, zawsze mi mówisz, że powinnam się z kimś związać, bo łatwiej, bo bezpieczniej, bo rodzina, gromadka dzieci, śmiech przy śniadaniu, kłótnie przy grach planszowych, oceny, działanie, zamieszanie, wakacje. Uff. I uwielbiam to życie stabilne z różnych opowieści ludzi w szczęśliwych i dobrych związkach, ale najbardziej to uwielbiam na nie patrzeć, bo gdy mam mieć do czynienia z tym dłużej to zwyczajnie się męczę.

Sama rozumiesz, lubię spać do której chcę (chociaż w weekend), pracować, gdy potrzebuję (a nie od do, bo potem dzieci), lubię być swoja własna.

Tak, może to się zmieni.

Ale jestem dowodem na to, że to bzdury, że my pędzimy do ołtarza bez względu na wszystko. Mój przyjaciel w jakimś sensie oszukuje sam siebie i te kobiety, które spotyka. Tak, wierzy w to, ale powinien przestać wierzyć, bo przecież za każdym razem jest tak samo. Mógłby się zamknąć na kilka miesięcy i wtedy nie szafować słowem „kocham”, „chcę żyć z tobą”.

Gdybyśmy wszyscy byli ze sobą szczerzy, mniej byłoby złamanych serc i rozczarowań.

Lepiej powiedzieć: „Jest jak jest, a ty rób z tym co chcesz”.


Seks Związek

Czego kobieta szuka w łóżku. Naprawdę to wiesz? Hmm… [18+]

Seksualnie
Seksualnie
6 kwietnia 2016
Czego kobieta szuka w łóżku. Naprawdę to wiesz? Hmm... [18+]
Fot. istock / coloroftime
 

Chciałam napisać dzisiaj tekst o tym, jakie błędy popełniają w łóżku kobiety.  Wiadomo, dobry temat. Wszystkie chcemy wiedzieć co robimy źle (hmm, tylko ja?). Może inaczej: chcemy być najlepsze. On o tamtej nie myśli, bo my po prostu mamy Największą namiętność w sobie, jesteśmy Najbardziej erotyczne, w ogóle Naj i Naj. On z nami, a nie z żadną inną kobietą.

Jaka szkoda, że nie mam 25 lat, by w to wierzyć. Jaka szkoda, że nie jestem tak narcystyczna. Jaka, k…., szkoda.

I w ogóle dlaczego ja mam pisać o błędach kobiet? Czy to nie jest kuriozum? Ostatnio w moje ręce wpadła bardzo popularna gazeta Cosmopolitan. Jak mu zrobić dobrze? Jak uprawiać seks analny? Jak on (ON)  ma oszaleć? Jak. Jak. Jak. Oczywiście on. Co zrobić, żeby czuł się najlepiej i najlepszy. AAAAA. Czy to gazeta dla młodych kobiet świadomych siebie? Czy naszą rolą jest się wić i starać, by on uznał, że my NAJBARDZIEJ? A gdzie Ja? (MY)?

Mężczyźni tworzą kobietę. Lepiej nie udawać, że się tego nie wie. Ojciec ją tworzy, pierwszy kochanek, kolejny kochanek, mąż. Jakbyśmy z tym nie walczyły – tak jest. Musimy mieć ileś lat, by wiedzieć kim MY jesteśmy naprawdę. Bez tych pierwszych facetów i słów, które przy nas wypowiadali.

Pamiętam namiętny seks z pierwszym kochankiem ( pozdrawiam bardzo serio). To był mój chłopak, byliśmy w klasie maturalnej. Namiętność, szaleństwo. Tak się starałam, doprawdy. A on robiąc mi, hmmm…., minetę, nie bójmy się tego słowa, powiedział: jakoś dziwnie pachniesz. WTF???? Czy my powiedziałybyśmy to mężczyźnie? Nie znam takich kobiet.

O losie. Koniec. Całe moje dalsze życie to nieustanne mycie się TAM i sprawdzanie czy na pewno TAM nie pachnę brzydko. To – z perspektywy czasu – jakiś żart. Dlaczego właściwie nie zastanowiłam się jak pachnie TAM on? Że nie dławię i duszę, gdy robię mu „loda”.  Dlaczego nie powiedziałam: „Nie podoba ci się? To pa”. Tak, kochane, tak właśnie róbcie jeśli czujecie, że nie jest wam w łóżku idealnie, bądź on zastanawia się nad jakąś częścią waszego ciała. Czy ona jest właściwa. Oesu, właściwa najbardziej. Jeśli on tego nie widzi – niech idzie gdzie chce.

Poznawałam potem różnych mężczyzn. Dobra, nie tak wielu. Ale wystarczająco. Mówili, że moje wargi sromowe są piękne, że piękne jest to jaka jestem. Ale całe życie będę pamiętać JEGO. Pana Wątpliwości czy jestem odpowiednio seksowna. Czy my TAM jesteśmy pięknie, wystarczająco ładny wydzielamy zapach, prezentujemy się SEKSOWNIE?

Auć. Może, kochani, porozmawiamy jakie Wy robicie błędy w łóżku, o których nawet nie wiecie. Przekonani o własnej idealności i wyjątkowości.

EGOIZM

Doprawdy często. Co tam, że my, najważniejsze, że Wy. „Och, robisz to świetnie”, „Wow, jesteś boska” „Auć, królowa”.

WTF? Może pomyśl co Ty dla niej robisz? I czy ona naprawdę może powiedzieć, że robisz świetnie czy po prostu jęczy kurtuazyjnie.

Jest bardzo mało na świecie kochanków świetnych. Mężczyzn, którzy zapomną o sobie, żeby ona czuła się dobrze. Obiecuję, mało, a rozmawiam z wieloma kobietami. Czy czujesz  kochankiem uważnym?  Ona Ci powtarza to non stop? Częściej niż zdążysz pomyśleć? Jeśli tak– ok. Jeśli nie– staraj się, zamiast myśleć co ona zrobi dla Ciebie.

I zanim powiesz: Co ty głupia wiesz, pomyśl, że wiem dużo, bo jestem kobietą. Przecież też nie wszystko wyrzucam z siebie podczas seksu. To nie lekcja wychowawcza.  Nie chcę przestraszyć faceta, którego kocham. Ale tu mogę pisać szczerze.

DOTYK

Nie ugniataj jej jak drwal, nie bądź brutalny, bo ona powiedziała, że lubi ostro. Ostro to nie ugniatanie, szamotanie, zadawanie głupiego bólu. Ostro to czułość zmieszana z mocą. Pomyśl chwilę.

Dotyk sprawia, że szalejemy. Niech będzie wyjątkowy. Ale żeby to poczuć– musisz czuć. Czujesz tak serio, serio? Przykro mi, kobieta to nie lalka, którą można miętosić jak rzecz, a ona zacznie dygotać i pojękiwać.

SŁOWA

Lepiej nic nie mów niż ma to brzmieć sztucznie. Niektóre kobiety lubią ostre słowa, ale żadna nie lubi teatru. Zanim jej więc powiesz: „Ty s…”, bo ona o tym marzy, pomyśl czy w ogóle chcesz to powiedzieć. Inaczej to nie ma żadnego sensu. Obiecuję. Nie ma nic gorszego niż ciepły miś, który podczas seksualnego aktu duka rzeczy, których nie myśli. Wstyd trochę.

Nie umiesz ostro, mów czule i namiętnie. Działa. Potrzebujemy słów. Nawet jeśli ich nie lubisz i uważasz, że są zbędne. Seks w milczeniu jest dziwny.

POTRZEBA

Przepraszam, ale nie łap jej za cycki, bo nagle chcesz się bzykać. Skup się proszę. Cycki to nie nasza dusza. Nie wiem, powiedz coś, bądź czuły, ciepły, namiętny. Wróć do punktu „Słowa”. Przepraszam, nasz mózg nie znajduje się w cyckach. Nie znajduje się też w cipce. Jak się tam (TAM) nie szamoczesz– to nie działa.

No chyba, że w pierwszym pół roku znajomości, gdy wystarczy, że dotkniesz naszego ramienia, a już jesteśmy wilgotne. Dobra, mokre. Dobra, pobudzone. Dobra, wszystko. WSZYSTKO.

ORGAZM

Jest świetny, gdy myślisz o Niej. Myślisz? Jeśli tak, na pewno go masz.

Orgazm i zajebisty seks.

Cała reszta to wiesz…

Sport z gazetek Cosmo podobne. ( nie żebym nie lubiła kiedyś Cosmo), ale przecież wiemy, że dobry seks to coś więcej, ponad instrukcją jak zrobić komuś dobrze.

Zamknij oczy, poczuj swoje ciało, odleć naprawdę.

Jak nie umiesz – napij się wina. Kiedyś powiedziałam przyjaciółce: „napij się, wyłącz głowę, poczuj”.

Chociaż raz. Albo zrób coś co sprawi, że poczujesz totalny chill out. Muzyka, dobre jedzenie, cokolwiek. Seks jest jak sport. Sprowadza nas na ziemię i sprawia, że czujemy swoje ciało, a przez to czujemy siebie. Nie mów, że to nieważne. To bardzo dużo.

Nie spieprz tego, Chłopaku, w poczuciu, że jesteś świetny:)

Namiętność, sensualność to jest coś czego uczymy się całe życie i nigdy nie wiemy za wiele. Niezależnie od tego, jak w łóżku odważni jesteśmy.


Seks Związek

„Jestem jak dziwka, której płaci się czułością”. Gdy on nie bierze nawet seksu [18+]

Seksualnie
Seksualnie
18 lutego 2016
Fot. Unsplash / Nevena Vilimanovic / CC0 Public Domain

Przychodzisz czasem jak ci się chce. Seksu, może odrobinę bliskości, nie mnie. Jestem jak dziwka, która czeka i której płaci się czułością. Znaczy pogłaszczesz mnie po głowie lub pocałujesz w szyję. Raz. Na więcej nie masz ochoty albo może to byłoby zobowiązujące? Nie wiem. Już się nad tym nie zastanawiam. Wypłakałam tyle przez ciebie, a teraz już nie płaczę, to nie ma sensu. Biorę co dajesz a raczej biorę co bierzesz. Myślę „ile tracisz kochany, ale jeszcze nie czas na mnie. Jeszcze chwila.

Znasz moje mroczne tajemnice, choć nigdy tam nie byłeś. Śmiejesz się, że mogłabym napisać coś zamiast Greya. Mogłabym, rozczarowała mnie lekkość jego erotycznych scenariuszy, ale tak naprawdę nic o tym nie wiesz. Kilka szokujących zdań, raz uderzyłeś mnie w twarz – wtedy jeszcze chciałeś się mnie uczyć. Teraz tylko proszę o to, bym mogła zrobić ci dobrze. Robię to bez większej fantazji, bo nie jesteś ze mną, prawie zawsze dochodzisz, a ja przez chwilę czuję się dla ciebie ważna. No może przesadzamnie ważna, ale potrzebna, a to przecież ogromna różnica. Tyle, że teraz mi to wystarczy, ten jeden moment bycia potrzebą, gdy kochasz, jest czymś więcej niż sto orgazmów.

Chyba jestem gorszą kochanką, gdy kocham

 Może to kwestia, że bez wzajemności. Robię sobie paskudną cenzurę zamiast wejść z właściwą sobie otwartością, która nie zna prawie żadnych barier, która zaprowadziła mnie w te mroczne światy bólu i przyjemności. Tam rodzaj oddania jest bezgraniczny, kiedy przestajesz patrzeć na to jak na ludzkie sadomasochistyczne coś, dostrzegasz zaufanie tak wielkie, że pozbawione oporu, instynktu samozachowawczego, lęku. Paradoks polega na tym, że bojąc się nie boisz się wcale, bo strach przed bólem nie jest niczym wielkim w porównaniu ze strachem wobec człowieka. Zaufałabym ci najbardziej i ty zaufałbyś mi. Wiem to. Ale wolisz zostać tu, gdzie jesteś, bo wiesz, że tamten rodzaj relacji jest związaniem bardzo silnym, cielesno-duchowym, tajemnicą dwojga uwikłanych.

Klęczę więc i robię ci dobrze, a ty palisz papierosa

Pytasz, czy mnie to uraża, a mnie to podnieca. Ten rodzaj poniżenia, że ktoś bierze tak bezczelnie paląc fajkę. Masz więc tę dominację w sobie, ale potem zaśmiewasz to jakimś spektaklem klauna i deprecjonujesz. Niepotrzebnie. Weź sobie to doświadczenie jako prezent ode mnie. Wiem, że będziesz to dobrze wspominał.

Każdy kto tam był, lubi tam wracać. Wbrew twoim domysłom, nie przebywam tam ciągle. Lubię miłość spokojną, romantyczną, gdy tulisz mnie do sobie (tuliłeś), gdy łapiesz moje usta i uspokajasz je podtrzymując ręką moją niecierpliwą twarz. Dla mnie to jest jakaś droga, która ma wiele możliwości. Jest ten zakręt opętania, szaleństwa, braku kontroli. Gdy wracam stamtąd zmęczona i kilka dni czuję swoje ciało bólem, który się w nim kryje. Wracam skonana powłócząc nogami, bo ktoś tak długo i mocno we mnie był, pali mnie twarz, usta mam piękne czerwone i skórę czystą wytartą wielokrotnie od jego zarostu.

Kocham to zmęczenie, które zostaje i przypomina, że żyję, że jestem kobietą od stóp do głowy, wszędzie nią jestem, a nie jak zwykle zapominam i kulę się w niepewności swej. Lubię tę bezczelność, która mi towarzyszy, gdy patrzę w pożądliwe oczy mężczyzny, który mnie mija. On jak pies czuję ten stan we mnie i chciałby mieć tego choć fragment, móc wejść tam na chwilę, a ja patrzę mu w oczy z wyższością, bo należę wtedy do kogoś innego. Należę do siebie w tym sensie, że niczego nie potrzebuję.

Marzyłabym, by tak do ciebie należeć, kochany…

Więc biorę tylko tego papierosa i poranne budzenie cię, gdy pochylam głowę nad twoimi udami, gdy biorę go do ust, tak symbolicznie tylko to mi oddajesz, a ja jestem wtedy tylko jedną setną tamtej kobiety wracającej, gdy wycieram lubieżnie usta po twojej spermie, gdy mam włosy sklejone i pościel pachnącą tym grzechem. Wcieram wieczorem policzek w nią i robię sobie dobrze. Nigdy przecież nie dostałam tego od ciebie, twoich ust, palców, które doprowadzają mnie do orgazmu, więc zostaję z twoją poduszką i zapachem i wyobrażam sobie, że to robisz i to niezwykłe, że jesteś w tej fantazji tak kochający i oddany, że zawsze potem płaczę. Ty nawet nie wiesz, że ja zawsze płaczę po orgazmie, jakie to smutne, prawda, że nie wiesz?

Nie żałuj mnie, bo ja nie żałowałam innych. Taka to kolej rzeczy, być czasem na kolanach lub palić papierosa. Tak naprawdę to tylko seks. I aż miłość.