Seks Związek

Choć raz w życiu oszaleć z miłości, kochać się jakby jutra nie było i złamać serce… bez tego nie da się żyć naprawdę

Femme fatale
Femme fatale
5 czerwca 2016
Fot. Splitshire/ Daniel Nanescu / CC0 Public Domain
 

Pamiętam jak wtedy padał deszcz. Zupełnie inaczej niż zwykle. Tak głośno tłukł o blaszany parapet i wył… A ja z nim. Pamiętam też dokładnie zapach pościeli, w której kochaliśmy się tak, jakby świat nie istniał, albo miał się zaraz skończyć. Do dziś szukam tego zapachu w nakrętkach płynów do płukania, bez skutku. I pamiętam dokładnie jak po prostu leżeliśmy na plaży, a ja marzyłam tylko o tym, by ta chwila zastygła… tak naiwnie, młodzieńczo.

Bo są takie chwile, bez których życie nie byłoby tym samym życiem. Nawet jeśli potem długo liżesz rany, skomląc jak pies…

Choć raz w życiu oszaleć z miłości

Kompletnie stracić głowę i serce. Robić milion głupich rzeczy, które wydają się tak naturalne. Nie myśleć przez chwilę, nie liczyć, nie mierzyć, nie odcinać kuponów. Jak zwierzę zanurzyć się w tych emocjach bez opamiętania. Zachłannie.

Bo oszaleć z miłości, to:
– śmiać się jak szaleniec, który nie ma żadnych trosk
– płakać ze szczęścia, z powodu rzeczy, których nigdy byśmy nie zauważyli
– tarzać się w trawie
– i tańczyć na palcach.
– nie musieć spać i jeść
– odwrócić bieg czasu albo go zatrzymać
– być tolerancyjnym jak nigdy wcześniej
– nie czepiać się
– uśmiechać się bez powodu
– łaknąc ludzi razem z ich zaletami i wadami
– poznawać tak wiele nowego
– czuć inaczej niż zwykle. Czuć: emocje, smaki,  świat i ludzi. Pełniej z otwartymi oczami (choć pozornie jesteśmy tak zaślepienie tą miłością).

Być szczerym i otwartym, gotowym do zmian bez strachu w kieszeni i zbędnych kalkulacji. To znaczy żyć – tak po prostu.

Choć raz w życiu kochać się, jakby jutra nie było

Ach, tak. Nie sposób dobrze opisać tego uczucia, gdy sama zdumiewasz się sobą. Gdy namiętność w jednej chwili uwalnia cię od  najgorszych kompleksów. Czujesz dzikość i bezpieczeństwo – i one w tak oczywisty sposób współegzystują.

Gdy ktoś dotyka cię tak, że nigdy już tego dotyku z siebie nie zmyjesz, nie będziesz chciała. I ten seks nie musi być ani długi, ani dziki, ani tajemniczy. To magia chwili. To i chemia i więź. To moment, którym bez granic poznajesz… jego, siebie, wasze ciała. Zaufanie i zgoda na podróż. Nie boisz się, bo jesteś pewna, że to lądowanie będzie wyjątkowo miękkie. Zamykasz oczy i skaczesz – po to by pofrunąć.

Zrzucić z siebie bagaż ograniczeń w łóżku, mieć ku temu okazję, to:
– odkryć swoje ciało na nowo, jakby się je widziało po raz pierwszy,
– czuć jakby wszystko przedtem było tylko gapieniem się na wystawę ze słodyczami
– zbadać swoje granice bez żadnego ryzyka
– kochać się i pieprzyć równocześnie
– dostać więcej niż się oczekiwało
– być oddanym, być naprawdę we dwoje
– poznać prawdziwą magię i wartość seksu – ta wyjątkowa zostaje na zawsze.

Dziękuje ci M. za ten lot balonem.

Choć raz w życiu złamać serce

W tę podróż pojechałam z D.. Motyle, dreszcze, przygoda. A potem kawałek wspólnego życia. Wszystko tak nagle urwane, jak rozpoczęte. I ja tak zaskoczona, że przez chwilę nie wiedziałam, kim jestem. Dzisiaj dziękuję ci D. za to, że złamałeś mi wtedy serce, a nawet chciałeś złamać życie, bez tego nie wiedziałabym, że:
– to nie mogła być miłość, bo żadna miłość nie jest okrutna
– kochać, to najpiękniejsze ale i najgorsze co może nas w życiu spotkać
– park jesienią może przyprawiać o łzy lub o uśmiech
– mam tyle siły
– wspomnienia mogą mieć zapachy, kolory, rytm. Że mogą wprawiać w drżenie powietrze, być sygnałem, że pora uciekać do prawdziwego życia
– że można czuć tak wiele naraz
– cierpieć jak nigdy w życiu, a potem podnieść się z kolan.

Bez ciebie drogi D. nie poznałabym nigdy potem smaku prawdziwej miłości, ani potęgi jaką ma szczera radość, która rodzi po ogromnym smutku, po stracie. Ta pierwsza, która odmienia wszystko. Nie nauczyłabym się chronić przed złem, do którego wszystkie siły wszechświata cię ciągną. Nie dojrzałabym jako kobieta, kochanka. Nie ty jeden złamałeś moje serce, ale ty po raz pierwszy w życiu wystawiłeś mnie do walki z lękiem. Wygrałam (choć nie wiem jak obstawiałeś zakłady).

Nie cierpienie nie uszlachetnia. Uczy pokory. Jest lekcją – choćby tego, by nigdy nikogo tak nie potraktować.

Choć raz w życiu oszaleć z miłości, kochać się jak by jutra nie było i złamać serce… bez tego nie da się żyć naprawdę. Przynajmniej ja bym nie chciała… Może raz dobrze a raz źle, ale nigdy w życiu nie będziecie mieli okazji tyle dowiedzieć się o sobie.


Seks Związek

Tych błędów w miłości już nie popełnię…

Femme fatale
Femme fatale
3 lipca 2016
Fot. iStock/Prochkailo
 

Jaka ja byłam głupia, jaka ślepa… tak mogłaby się zaczynać ta opowieść, ale się nie zacznie. Nie skończy też się „…i żyli długo i szczęśliwie”. To opowieść zupełnie inna. Te wszystkie błędy, które popełniałam w miłości, zaprowadziły mnie dokądś. Czasem śmieję się, czasem płaczę – ale cieszę się, że jestem właśnie tu. Nawet, gdy myślę, że do szczęścia w miłości jeszcze daleka droga, wiem, że w pewnych miejscach nigdy się już nie znajdę. Bo najlepiej uczyć się życia żyjąc, a miłości – kochając… Tak, czasem kochając głupio i niemądrze.

Tych błędów w miłości już nie popełnię…

Nie będę myśleć, że moja miłość na wszystko „wystarczy”…

Nie będę, bo już tam byłam. Stałam w tej wodzie po kostki, po kolana i po pas… i wiem, że nawet, gdybym zanurzyła się po czubek własnej głowy i tak by nie wystarczyło. Wtedy nie chciałam tego wiedzieć, nawet mi to przez myśl nie przemknęło. Czy żałuję? Nigdy nie będę żałować, bo bez tego, nawet mając pięćdziesiąt lat nikomu bym nie uwierzyła. Jeśli tam byłaś, też to wiesz, jeśli nie – i tak mi nie uwierzysz. Są w naszym życiu takie emocje, którym nie da się nie ulec, które tworzą i niszczą równocześnie, ale przede wszystkim pokazują, jak cholernie mało i dużo zarazem może człowiek kochający.

Nie móc wszystkiego w miłości, nie móc w pojedynkę, nie mieć już jak walczyć – to ważne rozczarowanie, takie, które oswojone, daje siłę. Nie pozwól tylko by cie zatruło. Potem – tak, jest jakieś potem – sobie podziękujesz.

Wierzyłam, że z nami, będzie inaczej – że będziemy inni…

To jeden z najgorszych błędów, bo sama wiara nie wystarczy… Bo ona najmocniej przesłania nam rzeczywistość. Jest wymówką, strachem przed tym, co się zbliża. Aż pewnego dnia możesz obudzić się „tam” i będąc „nimi”. Tymi, których całe życie nie rozumiałaś, w miejscu, do którego przez całe życie nie chciałaś trafić. Nawet nie wiesz, jak i kiedy to się stało.

Myślałam, że miłość jest wieczna…

… a gdy raz uda ci się ją znaleźć i usidlić możesz się czuć bezpiecznie. Że to najtrudniejsze, poczuć to coś, wygrzebać z dna tego popapranego świata. A potem wystarczy już tylko pielęgnować. Voila, gotowe, happy end i konfetti.

Bullshit. Nic wieczne nie jest oprócz pokusy ulegania wizji tego co łatwiejsze, piękniejsze, lepsze. Lubimy mówić: miłość jest wieczna, tylko ludzie się zmieniają… Tak gładko zapominając, że ta miłość to ludzie. Że nie da się jej wlać do słoika i zostawić na potem, w lodówce, żeby się nie zepsuła. Szkoda.

Myślałam, że prawdziwa miłość (każda prawdziwa) jest warta każdej ceny…

Długo tak myślałam. I dojrzałość, i dorosłość z błędu mnie nie wyprowadziły. Dopiero dzieci pokazały mi, że niektóre miłości z innymi nigdy nie wygrają. Że odbywamy milion podróży, a mamy tylko jeden port. Takie miejsce, do którego zawsze prowadzi nas niewidzialna nić, nawet gdy kompas wskazuje zupełnie inną drogę. Może to dobrze, może źle… pewne jest tylko, to, że jest i będzie. I że prawdziwych miłości można mieć wiele, ale nigdy nie da się ich przeżywać sprawiedliwie i po równo. Trudno się z tym pogodzić.

Wierzyłam, że miłość zwycięży wszystko…

Miłość to wszystko czego potrzebujesz, a reszta zawsze się jakoś ułoży… Bo jak mogłoby być inaczej. Przecież tak bardzo kochamy. Kto to wszystko poskłada, sklei jak nie my, no kto? Ten wariant pomija tylko jeden, malutki i najważniejszy detal. Miłość – taka w prawdziwym świecie, to nie solówka na scenie, to nie monodram jednego aktora…

… nie chciałam widzieć, że nie da się kochać za dwoje, być za dwoje, być całym światem…

… bo czasem powiedzieć sobie, że czegoś nie można zrobić – to powiedzieć sobie „nie będę mieć życia, o którym marzyłam”… tyle, że te marzenia się ciągle zmieniają, nie sztuką jest wymyślić, tylko nie przegapić tych, po które możemy sięgnąć.

W miłości nie wszystko zależy tylko do ciebie. Gdy nie grasz w zespole, żadna miłość nie przetrwa i żadna nie skończy się dobrze, jeśli tego nie chcesz widzieć.

Wierzyłam, że miłość z natury jest dobra… i że zawsze jakaś na nas czeka

Ten błąd chcę popełniać w nieskończoność, zawsze. Chcę zawsze mieć w sobie choć krztynę naiwności, dziecięcej wiary, nadziei. Bo bez tego świat byłby smutny, cyniczny, zraniony swoją własną naturą. Bez tego – żadnej miłości nigdy by nie było.

Dziś, po tych wszystkich latach, nadal szukam miłości w miłości. Może znajdę ją tuż za rogiem w miłości nieco utraconej albo potknę się o nią na ulicy. A może wróci ta stara, zupełnie odmieniona?

Nie wiem:
– czy ją mam czy już ja straciłam,
– czy nie potrafię jej dostrzec, bo zmieniła się nie do poznania,
– czy leży na kanapie i czeka, aż znajdę czas by spokojnie obok niej usiąść.

Wiem tylko, że dziś bez moich błędów, nie miałabym tak wiele. Może byłabym już zbyt daleko by dać jakiejkolwiek miłości szansę się znaleźć, gdzieś na dworcu autobusowym w dziale rzeczy zaginionych. Czasem tak dobrze jest jeszcze nie wiedzieć i trochę pobłądzić – najważniejsze, to tylko swoich błędów nie żałować.


Seks Związek

Co zrobić, gdy twoje życie jest do dupy?

Femme fatale
Femme fatale
27 maja 2016
Co zrobić, gdy twoje życie jest do dupy?
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain

Co tu zrobić, co tu zrobić? Hmmm. No tak, jeśli naprawdę twoje życie jest do D, pewnie nawet przez sekundę nie pomyślałaś co zrobić, bo i po co, lepiej sobie trochę pojęczeć nad niedolą.

Byłam dziś rano w przedszkolu, odprowadzałam córkę – dzień wiekopomny, wchodzimy do szatni, jesteśmy pierwsze (dlatego, że dziś tylko niedobitki, większość powyjeżdżała), żartujemy z tego (bo wyjście, czyt. ubieranie i tak zajęło sto godzin, czyli godzinę). Nagle zza drzwi sali wychyla swą głowę bulterier – A PANI WIE, ŻE BĘDZIE DZISIAJ TYLKO JEDNO DZIECKO JESZCZE… O KTÓREJ JĄ PANI ODBIERZE??!! – Nosz…. – myślę (tu następuję w moich myślach seria niewybrednych epitetów). – Pewnie koło 16-tej odpowiadam. CMOK, CMOK, CMOK – przeszywa pusty  – korytarz, do tego gratis ostentacyjne westchnięcie. Córka wchodzi do sali, bulterier wywraca oczami – A pani wie, że nie robi mi uprzejmości, tylko pracuje – zupełnie tak jak ja dzisiaj? – nie wytrzymuję i rzucam trochę w kosmos. Efekt zapowietrzenie. No nic, życie tej pani z pewnością jest do dupy.

Więc ze specjalną dedykacją dla pani B. i wszystkich, których życie niewątpliwie jest do D lub tych, którzy tak uważają. Garść praktycznych porad.

Pozwól sobie czuć się źle

Nie mylić z: Zalewaj jadem każdą formę życia. 

Tak, masz prawo uważać, że twoje życie jest dupy najbardziej, że wygrywasz tę konkurencje jeszcze przed startem, że świat jest zły, bo musisz, gdy inni grillują uśmiechać się do obcych bachorów – jeśli pracujesz w przedszkolu. Masz prawo nie mieć siły, mieć żal. Masz prawo się złościć. Do wszystkich emocji masz prawo. ALE… jeśli to stan stały – pora coś zmienić. No bo skoro wszystko jest takie beznadziejne, po co w tym tkwić?

Każda matka wie, że miejsce „ojojane” mniej boli. Więc zrób sobie swoje prywatne „ojojoj”, a potem otrzyj łzy, naklej plasterek. Narzekanie bywa potrzebne, to naturalny etap w procesie podnoszenia się po upadku. To często impuls, żeby powiedzieć sobie: DOŚĆ, nie chce tak dłużej!

Weź na siebie odpowiedzialność

Nie mylić z: Obwiniaj się. 

Czasami jedno wydarzenie sprawia, że przenosimy poczucie beznadziei na całe nasze życie. Skonfrontuj się z tym. Weź odpowiedzialność za swoje niepowodzenie, złą decyzję, porażkę. Owszem, dużo łatwiej jest powiedzieć – po prostu moje życie jest do dupy, taka karma – i popłakać trochę nad rozlanym mlekiem, ale to niczego zmieni, nie pchnie cię nawet o centymetr do przodu. Nie chcesz chyba tam zostać na zawsze.

Nawet, gdy sprawy są poważne, gdy cierpisz z powodu straty miłości czy bliskiej osoby – to ważny etap. Na pewno masz wobec siebie jakieś wyrzuty – staw im czoła. To może być telefon, z którym zwlekałaś, rozmowa, której nie zdążyłaś odbyć. Nie obwiniaj się za to. Tak mogło być inaczej, codziennie może być inaczej – ale czasu nie da się zawrócić. Są rzeczy, na które już nie mamy wpływu – i to jest przeszłość. Możesz za to wyciągnąć z tego doświadczenia bardzo cenną lekcję i nawet tej nieobecnej już osobie wiele „wynagrodzić” zmieniając się na lepsze.

Twoje życie jest do bani? Nie pozwól na to nigdy więcej! Nie zakopuj tych emocji.

Rób coś dla siebie

Nie mylić z: Zapomnij o całym świecie. 

Żeby złagodzić nieco cios od losu – pozwól sobie na hojność wobec siebie. Tak, zrób dla siebie coś miłego i dobrego. Jeżeli twoje życie jest do D – czyli nikt nie dba o ciebie, nie robi ci niespodzianek, nie interesuje się twoimi potrzebami, czy nie sprawia ci przyjemności (no bo skoro twoje życie naprawdę jest do dupy, chyba tak jest?) – zrób to sama. Co stoi na przeszkodzie by pomóc sobie samemu, odczarować nieco szarość dnia? To nawet całkiem logiczne, nikt nie zna twoich potrzeb lepiej niż ty. Do dzieła.

Czerp z tego siłę

Nie mylić z: Machnij ręką na wszystko.

Z perspektywy czasu, zazwyczaj dochodzimy do wniosku, że nawet te najgorsze doświadczenia coś wniosły do naszego życia. Wzmocniły, dały lekcję i siłę do zmian. Nierzadko były impulsem. Jednym ten etap przychodzi łatwiej innym trudniej, różnimy się – to zrozumiałe. Niektórzy potrzebują więcej czasu na przystanku „smutek” czy „poczucie beznadziei” – inni dostają natychmiastowy impuls do ucieczki z tego miejsca.

Ale czasem, dopiero gdy rozejrzysz się wokół, zobaczysz co dzieję się na świecie, mówisz sobie”halo, stara, nie jest tak źle, przecież możesz zrobić to i to”.

Miej swoje złe dni, złap doła – ale zakop go w cholerę, podnieś się z kolan. Po prostu pozwól, by twój smutek czy złość mogły się naturalnie skończyć, wynieść wysoko w niebo. Nie podsycaj ich w nieskończoność.

PS: A jak ocenić czy naprawdę jest do dupy czy tylko chronicznie marudzisz? No cóż, eksperymentalnie przyjmijmy, że skoro ciągle marudzisz – musi być do D.

PS2: Na zapowietrzenie nic nie poradzę, fachowca trzeba, najlepiej pana ze spółdzielni od kaloryferów.


Tekst zainspirowany lekturą: What To Do When Your Life Sucks.