Związek

Są granice, których w związku przekraczać nie powinniśmy. Za nimi już nic nie ma. Nie ma miłości

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 lipca 2016
Fot. iStock / LittleBee80
 

Ciemna strona mocy. To moje pierwsze skojarzenie, kiedy myślę o tym, że nierzadko przekraczane są granice w związku, które nigdy nie powinny zostać przekroczone. To takie miejsce, z którego już nie ma odwrotu, gdzie żadne „przepraszam”, „nie chciałem”, „ja już nigdy więcej” nie wystarczą. Nie da się cofnąć czasu.

Pamiętaj, że każdy z nas  ma swoje granice, które kształtują się już w dzieciństwie. Stawiają nam je inni, by później stały się one naszą twierdzą, której strażnikami możemy być tylko my sami. Nie możemy oczekiwać, że ktoś sam z siebie nasze granice uszanuje. To my sami musimy ich pilnować, ich nieprzekraczania, bo gdy pozwolimy komuś je naruszyć, zawsze będziemy cierpieć i pozwalać na to, by ktoś inny nas ranił. A to już milimetry od tego, by związek zaczął spadać prosto w przepaść.

Kiedy krzyczycie

Nie potraficie rozmawiać, wasza rozmowa jest jednym wrzaskiem, kiedy wydaje się, że kto głośniej, tego racja jest ważniejsza. Tak, mamy różne temperamenty, czasami trzeba dla upustu emocji podnieść głos. Ale to zawsze jest akt przemocy wobec drugiej osoby, to pokazanie: jestem silniejszy, jestem ważniejsze i większy. Nie umiecie inaczej rozmawiać – najpierw rozładujcie emocje, wyjdźcie z domu, a potem wróćcie i porozmawiajcie NAPRAWDĘ.

Kiedy kłamiecie

Kiedyś usłyszałam: „Nawe te białe, zdaje się, że niewinne kłamstwa niszczą związek od środka”. Mówiła to kobieta, której związek się rozpadł. Kłamiesz, ile kosztuje sukienka, że zostajesz dłużej w pracy, a idziesz z przyjaciółką na kawę? Dlaczego kłamiesz? Boisz się czegoś? Chciałabyś być tak okłamywana, przecież to takie nic. Nieprawda, małe kłamstwa generują kolejne… A przecież zaufanie w związku to podstawa.

Kiedy zdradzacie

Dziwisz się? Bo jak to zdrada? Zdrada to koniec, pass, to spakowane walizki. Ale wiemy, że to takie proste jedynie w teorii. Ile razy wybaczamy? Ile razy zdradzamy? Bo wyjazd, bo przygoda, bo właściwie nie chcieliśmy, ale tak jakoś wyszło. Dla każdego zdrada ma inny wymiar, zdrada dla niektórych to przesiadywanie przed komputerem i dyskusje z innymi kobietami. Dla innych to przyjaźń z koleżanką z pracy, emocjonalna więź. Ustalcie granice, których przekroczenie zrani was, może to uchroni was przed błędami.

Kiedy się nie szanujecie

Nawet kiedy nie ma miłości, powinien zostać szacunek do drugiego człowieka. Gdy go brak, co zostaje? Za przekroczeniem tej granicy nie ma już nic. Kompletnie. Jeśli pozwalacie się wyzywać, obrażać, wyśmiewać i szydzić z siebie, to gdzie tu znaleźć szacunek i jak mówić o jakiekolwiek miłości. Gdy ktoś poniża, ma cię za nic, to kocha? Reaguj, nie pozwalaj na przejście tej granicy. Mów: „Nie masz prawa tak mówić”, „Nie chcę, żebyś tak mnie traktowała”.

Kiedy szantażujecie

„Jak to zrobisz, odejdę”, „Jak mnie zostawisz, to się zabiję”. To nie związek, to szantaż, to wieczny niepokój, to przymus. Chcesz być z kimś tylko dlatego, że przekraczasz jego granice strachu, podsycasz lęki? Za tymi drzwiami już nie ma miłości, jest tylko obawa i litość. To nieprzekraczalna granica.

Kiedy używacie siebie

Trwacie w oparciu o wynieś, podaj, pozamiataj. Traktujecie się jak rzecz nabytą, rzecz do użycia w codziennych czynnościach. Bez emocji, bez uczuć, bez uważności na uczucia drugiej osoby. To pułapka, w którą łatwo wpaść. Trzeba być bardzo czujnym by nie stało się rytuałem instrumentalne traktowanie. Ale trzeba dostrzec to w odpowiednim momencie, bo jeśli nie – zostanie tylko chłód, żal i niechęć do siebie nawzajem.

Kiedy podnosicie rękę

Tu nie ma usprawiedliwienia dla szturchnięcia, dla odepchnięcia, dla mocniejszego złapania ręki. NIE MA. Tu jest granica nietykalności, niezgoda na żadną formę przemocy, nawet na podniesienie ręki – to też jest przemoc, to zastraszanie. „Uważaj, bo ci pokażę”. Granica przemocy w każdym związku musi być jasno postawiona, to ta granica, za którą dzieją się ludzkie prawdziwe tragedie.

Kiedy nie pamiętacie

„Zapomniał o moich urodzinach… kolejny raz. No trudno”. Naprawdę cię to nie boli? Że on nie pamięta, że miał zadzwonić. Jesteście dla siebie ważni? Powinniście być najważniejsi. Macie oboje do tego pełne prawo. Obojętność zabija uczucia, zniechęca do walki, do starań. To ten grzech, którego nie powinno się w miłości popełniać.

Kiedy dajecie sobie wyłączność

Na tę drugą osobą. Traktujecie jak własność. Albo wspólnie, albo wcale. A przecież miłość nie potrzebuje zamkniętej klatki. Jeśli kocha, zawsze będzie, ale jak zacznie się dusić – ucieknie. A my często chcemy na siłę ją zatrzymać. Ograniczyć. Ta granica to wolność, wolność w związku, ona sprawia, że do siebie wracamy, że chcemy ze sobą być. Nie przekraczajmy jej nigdy, nie zakładajmy kajdanek, nie tłamśmy. Gdy kochamy – nie potrzebujemy ograniczeń.

Znasz te granice? Wyznaczasz je, przekraczasz, pozwalasz je naruszać? Powiedz STOP, zatrzymaj to, jeśli nie chcesz stracić tej miłości, pogrzebać tego związku, jeśli ci zależy i tej drugiej osobie również. Lepiej się zatrzymać właśnie teraz, nim będzie za późno.


Związek

9 życiowych lekcji, które warto opanować przed 40-tką

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 lipca 2016
9 życiowych lekcji, które warto opanować przed 40-tką
Fot. iStock / Sjale
 

Zbliżasz się do 40-tki i przyznasz, że dla wielu kobiet ten wiek niesie w sobie jakiś przełom, taka magiczna liczba, po której przekroczeniu będziemy kobietami dojrzałymi i  świadomymi. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce jak jest przekonujemy się na własnej skórze.

No ale dobra. Możemy sobie wyrzucać, że czegoś nie zrobiłyśmy, że starałyśmy się za mało, wierzyć, że jeszcze wszystko co najlepsze przed nami. Ale możemy też wyciągnąć lekcje z tego, co już się wydarzyło i dzięki temu iść do przodu, rozwijać się i chwytać z życia to, co najlepsze.

Czego uczymy się jeszcze przed 40-tką?

Wszystko jest w porządku, a jeśli nie, to na pewno nie jest koniec świata

Już wiesz, że nie zawsze jest miło i przyjemnie, że napotykamy po drodze wiele trudności, kłopotów i doświadczamy porażek. Ale z drugiej strony – masz świadomość, że przecież to mija. Każdy problem da się rozwiązać, każdą kłodę obejść lub przeskoczyć. Ile razy myślałaś, że świat się zawali? I co? Nie zawalił się, a ty świetnie sobie poradziłaś!

Znajdź to co kochasz i tego się trzymaj

Nadal szukasz? To usiądź spokojnie. Nie zapisuj się na kolejne kursy, warsztaty, studia, ten czas lepiej zainwestuj w słuchanie się w siebie. Ile rzeczy próbowałaś, w ilu miejscach byłaś, gdzie ci najlepiej? Nawet jeśli tego nie powiedziałyśmy na głos, to gdzieś z tyłu głowy już wiemy, czego chcemy, co chcemy robić. Otwórz się na to.

Romans to nie miłość

To już też wiesz. Romans jest warunkowy, zależny od nastroju. Wcale nie musi oznaczać wielkiej miłości. Bo ta jest bezwarunkowa i jest w stanie przetrwać wszystkie burze, sprawia, że dwoje ludzi jest ze sobą mimo trudności i różnych niepowodzeń.

Nigdy nie jest za późno, aby żyć życiem, z którego będziesz dumna

Dojrzewamy do zmian, do tego by zadbać o siebie, pomyśleć o swoich potrzebach i zacząć się realizować. Mamy w końcu odwagę na te zmiany, bo wiemy, że świat się nie zawali, gdy postanowimy pójść własną, wyznaczoną przez siebie drogą.

Czasami wygrywasz, czasami tracisz

Takie życie. Nie zawsze twoje jest na wierzchu i nie zawsze odniesiesz sukces. Masz świadomość, że pomimo tego, że odnosisz zwycięstwa, może przyjść czas, kiedy będzie o nie trudniej. Ale to nie powoduje, że stajesz w miejscu, że się załamujesz. Ta świadomość pozwala ci mimo gorszych notowań iść dalej. Bo wiesz, że po stracie, przyjdzie wygrana. Z pokorą przyjmujesz to, co się spotyka.

Nie chodzi o to, co masz. Chodzi o to, co z tym zrobisz

Masz obwisłe cycki – okej, co z tym zrobisz. Masz kiepsko płatną pracę – co z tym zrobisz? Już wiesz, że nie wystarczy usiąść i mówić, co jest nie tak, narzekać i wyliczać rzeczy, które cię unieszczęśliwiają. Wręcz przeciwnie, niech te rzeczy sprawiają, że zaczynasz działać, robić coś z nimi. Niech to co masz, a czego mieć nie chcesz będzie motorem twojego rozwoju.

Szczęście nie jest dziełem przypadku

Nie czekasz na wygraną w totka, na cud, który miałby się zdarzyć. Wiesz, że twoje szczęście zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Od twoich decyzji, wyborów, ale też odwagi i ciekawości świata. Szczęście musimy sami sobie wypracować nierzadko wkładając w to wiele wysiłku. Ty już wiesz, jak pracować na własne szczęście.

Przeszłość minęła, więc trzeba ją puścić

Z wiekiem nabywamy cudowną umiejętność życia tym ci tu i teraz i patrzenia w najbliższą przyszłość. Łatwiej nam puścić, to co się wydarzyło. Pozwolić przepłynąć przez siebie złym emocjom i ich nie zatrzymywać, nie analizować, bo to już się stało, nic nie zmienimy. Najlepsze co możemy zrobić, to wyciągnąć wnioski i iść do przodu.

Życie jest krótkie i może skończyć się w mgnieniu oka

Dlatego już przestajesz czekać aż coś się wydarzy, aż ktoś ci pomoże. Bierzesz życie w swoje ręce i sterujesz nim najlepiej, jak potrafisz. Nawet nie wiesz, kiedy w swoje życie wcielasz zasadę, że każdy dzień jest ważny, każdy może przynieść coś nowego, trzeba mieć tylko szeroko otwarte oczy i korzystać z okazji.

Usłyszałam ostatnio, że przez pierwsze 40 lat swojego życia zbieramy doświadczenie – chodzimy do szkoły, a po 40-tce uczymy się korzystać z tego wszystkiego, czego się nauczyliśmy i żyć pełnią życia. Moja mama mi powtarza, że dla kobiety prawdziwe życie zaczyna się po 40-tce. I chyba coś w tym jest.


Związek

„Jeśli powiem coś teraz, pomyśli, że nie jestem spoko”. Seks, gumki i pewność siebie…

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
21 lipca 2016
„Jeśli powiem coś teraz, pomyśli, że nie jestem spoko”. Seks, gumki i pewność siebie...
fot. iStock/pat138241

Umówmy się, edukacja seksualna w naszym kraju kuleje bardziej niż starsza pani u ortopedy, a sławetne pięćset złotych na dziecko zamiast likwidować patologię, zachęca młodych, niezbyt ambitnych do płodzenia następnego pokolenia. Jako przedstawicielka pokolenia dzisiejszych dwudziestoparolatek, chciałabym uwierzyć, że w końcu coś się zmieni. Szczególnie świadomy i bezpieczny seks.

„Po prostu to zróbmy!”

Jak codziennie rano włączyłam YouTubową aplikację, żeby podziwiać piękne makijaże, których i tak nie będę umiała zrobić i daleką Japonię, do której kiedyś w końcu się wybiorę. Przed odległymi widokami pojawiła się reklama Durexu, której nie potrafiłam przewinąć. I dobrze. Grupka dziewczyn zostaje zapytana o to, czy przed seksem z nowo poznanym facetem myślą o zabezpieczeniu. Odpowiedzi? „Czasami chcesz, żeby wszystko poszło gładko i nie chcesz napotkać żadnych przeszkód na drodze, więc myślisz ‚okej, po prostu to zróbmy’”; „Jeśli powiem coś teraz, pomyśli, że nie jestem spoko”. Mój mózg eksplodował. Dosłownie. Oczywiście, trzeba brać poprawkę na wszelkie reklamy, ale akurat ta doskonale oddaje poczucie własnej wartości wśród młodych kobiet. Seks? Jasne! Nawet za cenę późniejszego martwienia się chorobami wenerycznymi przez długi czas lub dzieckiem jeszcze dłużej.

Odrzucenie czy pewność siebie?

W przytoczonej reklamie kobiety tłumaczą się strachem przed odrzuceniem. Bo w końcu faceci niechętnie zakładają gumki, tłumacząc to na setki sposobów – bo niewygodnie, bo mniejsza intensywność doznań, bo akurat nie ma. Tą ostatnią wymówkę możesz skutecznie zwalczyć, nosząc przy sobie „zapasową” prezerwatywę. W torebce, w plecaku. Może to nie przystoi grzecznej dziewczynce, ale te niegrzeczne idą tam, gdzie chcą, a do tego czują się bezpieczne. Wróćmy jednak do Durexu, który pokazuje grupie młodych kobiet, co o wyciąganiu prezerwatywy z torebki sądzą faceci. Nie padło ani jedno słowo o perwersji czy uzależnieniu od seksu. Wręcz przeciwnie, panowie uznali, że to świadczy o pewności siebie, a dodatkowo jest cholernie seksowne. Gdzieś już chyba słyszałyśmy, że pewność siebie jest seksi, czyż nie?

Wychowawcze „pierdoły”

Wiem, że są wakacje i nikt nie myśli o szkole, ale to właśnie tam zaczyna się nasza edukacja seksualna. Nie wiem jak wy, ale ja doskonale pamiętam lekcje Wychowania Do Życia w Rodzinie, które wnosiły do mojego życia tylko kolejne zabazgrane szlaczkami kartki w zeszycie i jeszcze kilka godzin filmów kręconych kilka lat przed moim narodzeniem. Śmiechom i głupim docinkom nie było końca, bo kto by tam myślał o seksie w wieku 10 lat, kiedy każda z nas, dziesięciolatek na myśl o pierwszym okresie dostawała mdłości, a gdy już się pojawił, spalała się ze wstydu idąc do nauczyciela wychowania fizycznego, by poprosić o zwolnienie. Nauczycielka na każde poważniejsze pytanie dotyczące intymności z partnerem reagowała oburzeniem, odpowiadając wymijająco lub odsyłając nas do rodziców. I tak droga przez WDŻR była drogą przez mękę aż do matury, bo w gimnazjum nic się nie zmieniło, może poza coraz większą irytacją z naszej strony. W liceum rodzice byli proszeni o oświadczenie, że nie zgadzają się na udział swojego dziecka w lekcjach wychowania seksualnego. Absurd gonił absurd.

Wujek Google poradzi

W związku z tak przejmującą edukacją seksualną nie ma się co dziwić, że dziś dzieciaki uciekają ze wszystkim pytaniami do Internetu. Ten przynajmniej nie wyśmieje żadnego pytania i nie spojrzy krzywo, kiedy zapytasz o masturbację. I tak oto nastolatki trafiają na kanał Seksmasterki, która pokazuje jak założyć prezerwatywę, doprowadzić do orgazmu samego siebie, ale przede wszystkim uczy, że seks jest przyjemnością i zabawą, zawsze przypominając o zabezpieczeniach. O Anieli Bogusz można mówić wiele, bo do najskromniejszych prowadzących kanał na YouTubie nie należy, ale przynajmniej w jakiś sposób przyciąga uwagę młodych i bądź co bądź – edukuje. Dobra, przyznaje, może sama nie jestem przekonana co do jej metod wychowawczych i sama zdecydowanie bardziej wolę spokojniejszy kanał Pink Candy, ale rozmawiając na co dzień z czternastolatkami, który o zgrozo już planują swój pierwszy raz, zdecydowanie częściej słyszę, że muszą kupić „dobre gumki”, bo tak mówiła na swoim kanale Aniela.

Rozsądek przede wszystkim

Seks to milion emocji na sekundę, które powodują chwilę zapomnienia. Ta chwila może nas niestety srogo kosztować. Dlatego pora zaprzestać zasłanianie się lękiem przed odrzuceniem i martwieniem się o to, czy facet lubi gumki czy nie. Zadbaj o siebie, swoje zdrowie i komfort. Przy okazji przypominając partnerowi, że to też dla jego dobra. Używanie prezerwatyw to nie tylko dobry nawyk, ale i pewnego rodzaju dobre wychowanie, które powinnyśmy przekazywać dalej w świat, także ten nastoletni, naprawiając błędy systemu edukacji. No i przede wszystkim, skoro według facetów dziewczyna wyciągająca prezerwatywę z torebki jest seksowna przez swoją pewność siebie, może pora zmotywować się właśnie tym faktem?


PS: To nie jest kryptoreklama – zdecydowanie warto obejrzeć!


Zobacz także

Rozstanie? Konkrety, proszę Pani, konkrety - jak się wyleczyć ze złej miłości?

Jak wyleczyłam się z męża, w pięciu krokach

„Nie rozumiem dlaczego nas, facetów obwinia się za to, że odchodzimy. Przestałem kochać, mam żyć w kłamstwie?”

Szczęśliwego kryzysu na nowej drodze życia. Wyszłaś za mąż, nie zapomnij się pokłócić!