Związek

Rozwodzę się i naprawdę nie mam ochoty tych kilku rzeczy słuchać w kółko…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 marca 2016
Fot. Picjumbo / Victor Hanacek / CC0 Public Domain
 

Tak, rozwiodłam się. Podjęłam tę wcale niełatwą i nieoczywistą decyzję. Analizowałam, roztrząsałam. Miałam tysiące wątpliwości i obaw, ale jak ona już w tobie zapadnie, jak już sobie powiesz: „Rozwodzę się”, jak oznajmisz to ważnym dla siebie osobom, to uwierz – nie ma już odwrotu.

Tak, rozwiodłam się. Jestem rozwódką. Jestem sama. Przeszłam przez ten mało przyjemny etap mojego życia. I proszę cię, oszczędź mi tych kilku pytań i komentarzy dotyczących mojej obecnej sytuacji.

Oto lista rzeczy, których nie powinno się mówić rozwódce.

No to teraz zaczniesz prawdziwe życie

Ja pierdzielę, jakby moje dotychczasowe nie było prawdziwe. No właśnie było aż do bólu prawdziwe. Ze smutkiem, z rozczarowaniem, z dojrzałymi i poważnymi decyzjami. Bo prawdziwe życie to nie tylko szczęście i radość – bo tak wynika z tego komentarza. Prawdziwe życie nie jest zależne od tego, kogo masz obok siebie. Jeśli dokonujesz wyborów, choćby i tych w efekcie niewłaściwych to twoje życie jest na pewno prawdziwe. I sorry moje przed czy po rozwodzie takie właśnie było.

Nie mów mi więc, że żyłam w jakiejś zamkniętej wieży nie mając pojęcia czym jest prawdziwe życie.

On w ogóle nie był ciebie wart

O dziękuję – jakbym nie wiedziała. Mam uściskać za ten komentarz? A wcześniej był wart? Bo jakoś przed rozwodem nikt mi tego nie powiedział. Nikt nie otworzył mi oczu, wszyscy są mądrzy „po”, wtedy klepią po ramieniu i wieszają na moim byłym mężu psy. Ciekawe jaką miarą mierzą tę wartość, teraz nagle wiedzą rzeczy, o których wcześniej nie chcieli mówić? Mają swoje zdanie, choć jeszcze kilka miesięcy powtarzali: „Ale zastanów się co robisz”. Czy on był wart czy nie, pozwólcie – ocenię najlepiej sama.

Zasługujesz na szczęście

To jedno z moich ulubionych, jakby rozwód świadczył o tym, że moje dotychczasowe życie było pasmem nieszczęść. Jedną wielką tragedią, a podjęcie decyzji o rozwodzie dawało mi dopiero prawo do szczęśliwego ułożenia sobie życia. Co więcej – najczęściej to szczęście, na które zasługuję według komentujących, to znalezienie sobie faceta i założenie rodziny. Zawsze gdy to słyszę mam ochotę spytać: „A wcześniej nie zasługiwałam?”

Jak sobie teraz poradzisz?

Bardzo dziękuję za troskę, ale rozwodząc się musiałam zaplanować swoje życie, zabezpieczyć się finansowo, pamiętać, że mam opony do wymiany na zimowe. Zresztą – i tak od dłuższego czasu wszystko sama ogarniałam i sama sobie radziłam. Więc dlaczego teraz miałabym nie dać rady? Bo nie mam obok siebie męskiego ramienia? Uwierz, bywa ono bardzo bardzo wątłe.

A jak dzieci sobie radzą?

Dlaczego ich nie spytasz? Radzą sobie raz lepiej, raz gorzej. Ale to naprawdę ich bardzo intymne emocje i uczucia, o których ja nie mam prawa mówić osobom trzecim. Przecież wiesz, że każde dziecko przeżywa rozwód swoich rodziców. W naszym wypadku nie jest inaczej, więc może oszczędź sobie takich pytań.

W końcu sobie znajdziesz porządnego faceta

Kocham to „w końcu” i to „porządnego”. Uwierz, naprawdę ostatnią rzeczą o jakiej myślę po rozwodzie to układanie sobie życia z innym facetem. I dlaczego ten twoim zdaniem nie był porządny? To fajny chłopak, a że nam się nie ułożyło? Bywa, trudno i smutno pewnie też trochę. Powiedz może, jak definiuje się tego „porządnego” faceta? Jaki musi być? Jest jakiś sprawdzony i przetestowany wzór? Mój jak widać się nie sprawdził, a może po prostu do siebie nie pasowaliśmy z całą tą porządnością.

Zobaczysz, jeszcze będzie żałował

Ale po co mi jego żałowanie. Na co? Dla własnej satysfakcji? Ja już jej nie potrzebuję. Nie chcę, żeby żałował, żeby wracał, żeby mówił, że to był błąd. Decyzja podjęta, klamka zapada i koniec. Ja chcę iść już swoją drogą, nie oglądać się za nim, nie zerkać, czy czasem nie ciągnie się za mną jak zbity pies. Jasne, pewnie przez chwilę by było miło. I to uczucie triumfu… Ale jak się głębiej przyjrzeć – w ogóle mi na tym nie zależy.

Wiedziałam, że to był dupek

O kochana – o dzięki wielkie, że mi to właśnie uświadomiłaś, choć wcześniej powtarzałaś, że warto się go trzymać, bo w końcu ma dobrą pracę i dzieci mamy wspólnie. A teraz jest dupkiem? Pamiętam, jak się śmiałaś z jego żartów. Pozwól mi o swoim byłym mężu myśleć źle, ty się o nim nie wypowiadaj, proszę. Bo o tym czy on na miano dupka zasługuje ja wiem najlepiej. Teraz łatwo szufladkować. I czemu mi tego nie powiedziałaś, nim wzięłam z nim ślub?

Nie żałujesz?

Nie żałuję. Gdybym miała żałować, pewnie nigdy nie podjęłabym decyzji o rozwodzie. To pytanie jest kompletnie zbędne. Niepotrzebne. I nie wiem, czemu ma służyć – wzbudzić we mnie poczucie winy, wątpliwości, jeszcze jedną refleksję, kiedy już wszystko co się miało zdarzyć – wydarzyło się.

Nareszcie wolność, co?

A to mnie zawsze gdzieś w duchu rozśmiesza. Bo ta wolność to nowi faceci, randki, zakochania, szaleństwo. Ale ja nie mam 20-tu lat. Naprawdę. Dla mnie wolność to możliwość bycia sobą bez udawania, ulegania, bez wiecznych kompromisów z mojej strony. To dla mnie wolność – mówimy o tej samej.

I nie chodzi mi o to, żeby kogoś urazić czy spuścić na przysłowiowe drzewo. Naprawdę byłoby mi łatwiej, gdybyście oszczędzili sobie tych pytań i komentarzy. Jak chcesz spytać: „Dlaczego się rozwiodłaś, co się właściwie stało” – pytaj, wolę tak niż podchody czy przyznam, że on dupkiem był, czy nie. A jak nie bardzo to ciebie interesuje, to po prostu umów się ze mną na kawę, poklep po ramieniu i uśmiechnij się do mojego jakby nie było nowego życia. I może czasami spytaj, czy mam ochotę się wygadać.


Związek

Współczesne życie kobiety jest pełne wyzwań. Spróbuj medytacji

Redakcja
Redakcja
24 marca 2016
Fot. Flickr / Nickolai Kashirin / CC BY
 

Z jednej strony tak zwane obowiązki domowe (bez względu na to czy są dzieci czy nie, bez względu w jakim zakresie współdzielone z partnerem) z drugiej wiele wyzwań zawodowych.

Jeżeli nałożyć na to tempo życia, ilość projektów, codziennych bodźców i konsumowanych treści to, niekiedy, nawet nie ma czasu zdać sobie sprawy jaki to kołowrót. W tym wszystkim jeszcze fajnie zachować urodę, zadbać o siebie i złapać trochę wytchnienia.

Dlatego coraz więcej kobiet (mężczyzn też, choć, co ciekawe, mniej) skłania się ku różnym formom odprężenia umysłu i zaczyna medytować.

Czym w zasadzie jest medytacja i jak stosować ją mądrze?

W wielkim skrócie to reset natłoku myśli objawiający się głębokim odprężeniem, poczuciem odświeżenia, kreatywnością, bardziej pozytywnym podejściem do życia.

Co ciekawe medytacja jest bezwysiłkowa i nie polega na łączeniu palców dłoni, jak lubią to pokazywać na zdjęciach, ani na usiłowaniu nie myślenia. Nie są to też wyobrażenia złotych świateł przeszywających nas z nieba ani inne tego typu efekty specjalne.

To raczej obserwacja wrażeń jakie pojawiają się w ciele i umyśle czy obserwacja oddechu lub swobodnego przepływu myśli.

Stan odpoczynku od myśli pojawia się samoistnie i spontanicznie. Kilka chwil takiego resetu potrafi dać zastrzyk energii na cały dzień.

Jak nauczyć się medytować lub zmotywować do regularnej praktyki jeśli jesteśmy już zaprzyjaźnieni z medytacją?

Dobrym rozwiązaniem jest skorzystanie z aplikacji z prowadzonymi, 100% świeckimi medytacjami.

Poniżej parę słów o aplikacji Intů , pierwszej polskiej aplikacji z medytacjami prowadzonymi, której właśnie ma swoją premierę.

Aplikacja w wersji mobilnej na smartfon lub tablet dostępna jest w formie kursów audio z medytacjami prowadzonymi, co umożliwia ich stosowanie w dowolnym czasie i miejscu: w domowym zaciszu, na wakacjach w miejscu gdzie nie ma zasięgu lub podczas przerwy w pracy.

Twórcy aplikacji Intů przygotowali sporo niespodzianek i unikalną formułę. Całość składa się z trzech uzupełniających się elementów:

(1) medytacji prowadzonych,
(2) ćwiczeń/zabaw mentalnych oraz
(3) wskazówek jak w codziennym życiu stosować to, czego uczymy się medytując.

Każda z medytacji jest inna, trwa od 10 do 20 minut.

Twórcy aplikacji medytują i nauczają medytacji i samorozwoju od blisko 15 lat, Michał, który jest głosem medytacji, ukończył zdrowie publiczne w warszawskim SWPS. Oprócz tego jednocześnie realizują szereg innych projektów oraz prowadzą własne firmy – dzięki czemu wydźwięk  prowadzonych medytacji jest praktyczny i konkretny, a proponowane ćwiczenia i wskazówki odnoszą się do codziennego życia współczesnego człowieka.

Całość cechuje prostota, spora dawka humoru, lekkość i serdeczność.

Wszystkie tematyczne kursy składają się z 7 medytacji i wskazówek układając się w jeden, spójny kurs. Jednocześnie wszystkie poszczególne kursy wzajemnie się uzupełniają. W aplikacji sukcesywnie będą pojawiać się nowe medytacje.

Aplikację można pobrać ze strony intu.mobi lub wprost z Google Play (od 16.03) i Apple Store (23.03)

My w Oh!me na pewno będziemy korzystać.


Związek

Myślisz sobie: Co ty wiesz o kobiecości? Jesteś jeszcze taka młodziutka, z tą swoją jasną cerą i piegami na wiosnę. Tak niewiele poznałaś

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
23 marca 2016

Mam siedemnaście lat i jestem kobietą. Myślisz sobie: Co ty wiesz o kobiecości? Dzieciak z ciebie. Nawet paznokcie pomalowałaś dla zabawy: każdy na inny kolor. Jesteś jeszcze taka młodziutka, taka dziewczęca z tą swoją jasną cerą i piegami na wiosnę. Tak niewiele poznałaś, tyle odpowiedzi przed tobą.

Nie wydawaj wyroków, przyjrzyj mi się. Jestem kobietą. Bo kobiecość to stan duszy.

Lato

Idę po plaży, biegnę właściwie. Piasek łaskocze mnie w stopy, słońce ogrzewa. I ta beztroska wakacyjna, poczucie swobody. Tyle przede mną.

„ Kwiatku!  – krzyczy mama, gdzieś daleko – Idę już do domu, słabo się poczułam. Nie biegaj zbyt długo”. Macham do niej wesoło, zamaszyście. Zaraz wrócę, tylko jeszcze pobiegnę chwilę, dalej przed siebie. Nieważne gdzie.

Miłość? Nie zawracaj mi głowy. No dobrze, fajny ten Kacper ze szkoły. Zgrywa takiego niedostępnego trochę. Ale woli dziewczyny z maturalnej. Ciuchy? Kocham przeglądać z mamą katalogi różnych sklepów. Siadamy sobie z laptopem na kolanach i wybieramy sukienki, bluzki, bransoletki. I pijemy czekoladę. Moja mama jest piękna.

Pójdę na studia. Pewnie, pójdę, ale jeszcze nie wiem co chcę robić w życiu. Trochę projektuję, szyję różne szmacianki dla młodszej siostry, Gabrysi, a czasem sukienkę dla mamy. Lubię się uczyć. Kocham moje przyjaciółki i te momenty, kiedy śmiejemy się ze strasznych głupot. I bardzo lubię muzykę. I taniec współczesny kocham.

Jesień

Mama jest chora. Badania, szpitale. Diagnozy. Boję się. Boję się na nią spojrzeć, tak jakby moje spojrzenie mogło jeszcze pogorszyć jej stan. Mama umrze, tak powiedział lekarz. Nie umiem w to uwierzyć. Nie może być tak bardzo chora, przecież w wakacje biegała ze mną po tej plaży. Nie umiem też płakać tak, żeby mama nie widziała. Nakładam na twarz podkład, jak maskę i śmieję się głośno. Tata mówi, że zbyt głośno.

Jak się postaram, to na pewno znajdę jakiś sposób, żeby wyzdrowiała. Słyszy się teraz tyle o tym, jak ktoś był bardzo chory, a potem nagle choroba się cofnęła i wszystko jest znowu dobrze. Dlaczego u nas miałoby być inaczej?

Tłumaczę Gabrysi, że mama jest chora. – To daj jej witaminę C i ten syrop malinowy na gorączkę, który mi dajecie, jak jestem przeziębiona – odpowiada. Przytulam ją mocno. Jest ciepła i ładnie pachnie, lepiej mi jak się tak w nią mocno wtulę.

Szkoła? Nie zawracaj mi głowy. Nie umiem teraz skupić się na nauce. Nie, nie zawalam, nigdy nie zawalam. Ale to już nie jest najważniejsze.

Zima

Tata coraz częściej wyjeżdża do Holandii. Dobrze się rozwija ta jego firma. Mama jest uśmiechnięta kiedy pyta – Czym się tak martwisz? Czasem myślę, że nie wie, że jest chora.

Nie, nie pytam już dlaczego. Szukam sposobu by być z nią jak najmocniej. Czasem kładę się tuż obok i czekam aż położy swoją rękę na mojej głowie. Oglądamy dużo zdjęć, takich starych, czarno-białych. Dużo rozmawiamy, a wieczorem,zapisuję wszystko, co chciałabym zapamiętać.

Przyjaciółki? Są, wspierają, ale wiesz przecież, że nie zrozumieją. One zostały tam, po tamtej stronie. Nie umiem ci tego lepiej wytłumaczyć, ale nie potrafię już z nimi mówić o wszystkim.

– Mamo, a kto będzie moją mamą, kiedy umrzesz? – Gabi wskakuje mamie na łózko, choć wie, że nie wolno. Dusi mnie w gardle. Słowa „ kiedy umrzesz” wypowiedziane przez trzylatkę odzierają mnie z resztek złudzeń. Skoro i ona to wie, to musi być prawda.

Wiosna

Przenosimy mamę do hospicjum. Kiedyś tak bałam się tego słowa „hospicjum”. Znaczy ono tyle, co śmierć, prawda? Powoli oswajam się z tym miejscem, poznaję lekarzy i innych pacjentów. Lekcje odrabiam przy łóżku mamy. Wiesz, jaka ona jest mądra?

Mama odchodzi. Jestem z nią, cały czas. Wyłapuję ten jeden, ostatni wspólny moment. I niby jestem na to gotowa, niby wiem, a jednak w środku, wewnątrz chciałabym zatrzymać ją ze wszystkich sił, nie wypuścić bladej ręki, która tak niedawno głaskała mnie po głowie. Chce mi się krzyczeć.

Mamo, przecież ja ciągle nie wiem wszystkiego. Nie powiedziałaś mi jak się robi tę ulubioną szarlotkę Gabrysi i czy na katar lepsze te francuskie kropelki czy maść pod nosek. Mamo, jak mam teraz rozmawiać o Tobie z tatą? Gdzie ja cię teraz znajdę, mamo?

Łapię się na tym, że nie chcę płakać przy niej, żeby się nie martwiła. Ale ona już nie słyszy, nie widzi. Wybiegam na korytarz. –  Płacz, dziecko, płacz – mówi tata, który płacze cały czas. A potem dodaje: Boże, jak ty wydoroślałaś.

Lubię siedzieć na plaży i przesypywać piasek między palcami dłoni. Mam marzenia, plany. Wiem dokąd biegnę. Lubię się śmiać i słuchać muzyki. Lubię taniec współczesny. Mam młodszą siostrę  Mam 17 lat i jestem kobietą, bo poznałam tajemnicę życia.


Zobacz także

Wprowadźcie do waszej sypialni na stałe trzy rzeczy, a zobaczycie jak pozytywnie wpłyną na wasz związek

Zawsze wybieraj miłość. Zawsze. Przykazania miłości, o których zapominamy

Czasami najtrudniejsza w odchodzeniu jest samotność, więc zostajesz, bo znikąd nie dostajesz wsparcia