Lifestyle Psychologia

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób 2 – Polub swoje odbicie

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
20 czerwca 2017
Fot. iStock
 

Co widzisz, kiedy patrzysz w lustro? Na ile podoba Ci się to, co widzisz?

Czy wiesz, że najczęściej powtarzanym słowem, kiedy  patrzymy na swoje odbicie jest „za”.  Nieustannie jesteśmy ZA. Nieustannie mamy coś ZA. Za-małe, za-duże, za-chude, za-grube, za-brzydkie, za-przeciętne, za-wysokie, za-niskie, za-obwisłe, za-sterczące, za-odstające, za-stare, za-młode, za-głupie…. za… za… za… i tak możemy w nieskończoność.

Skąd to wiem?

Bo byłam tam! Byłam uwikłana, zapętlona i zbyt zaprzyjaźniona z przedrostkiem  „za”.

Za każdym razem, kiedy patrzyłam w swoje odbicie, pierwsze co, cisnęło mi się to było TO słowo.

Było nieodłącznym elementem mojego odbicia. Niczym cień, który podąża za Tobą zawsze i wszędzie, gdziekolwiek się nie przemieścisz. Patrzyłam na siebie w lustro i jedyne co widziałam, to niedoskonałości. Dziesiątki niedoskonałości. Poczynając od zbyt dużego nosa, asymetrycznej twarzy, piersi, brzucha, tyłka, wzrostu, stóp, nawet płytka paznokcia była nie taka! Absurd!

Pytanie, skąd to się wzięło??? Przecież byłam ładnym dzieckiem. Nikt nigdy nie powiedział mi, że jestem brzydka. A jednak! Nie podobałam się sobie i żaden komplement z ust innych nie trafiał do mnie!

Jako mała dziewczynka uwielbiałam oglądać magazyny modowe polskie i zagraniczne, przywożone przez starszą siostrę stewardessę. Podziwiałam piękne, idealne, długonogie modelki, wierząc, że tak się wygląda kiedy się dorasta. Hmm no cóż… rzeczywistość okazała się inna… Dorosłam ale nie osiągnęłam wymarzonego wzrostu 175cm, 60cm w biuście, tyle samo w talii i 90cm w biodrach… cholera! A tak bardzo chciałam! Podziwianie photoshopów było złudne i zgubne. Próżność do potęgi entej! I zupełny brak samoakceptacji.

Ten wyścig za wymarzoną, idealną sylwetką minął mi, kiedy zrozumiałam, że gonitwa za niedoścignionymi ideałami jest bezsensowna, a poza wyglądem jest coś więcej. Chcę mieć w głowie COŚ. Nie chcę być tylko ładna, perfekcyjna.  I nie potrzebuję porównywać się z wyretuszowanymi modelkami, bo to jest jak walka z wiatrakami. Bardzo męcząca. I  z góry skazana na porażkę. Zrozumiałam, że nie muszę być idealna, bo ideał nie istnieje w realnym  świecie. Nawet jeśli poprawisz sobie wszystko, co możesz, ostrzykasz się do granic możliwości – nadal nie będziesz ideałem! I nadal to może być problem z samoakceptacją.

Dzisiaj patrzę na siebie i z ogromnym szacunkiem i wewnętrznym spokojem stwierdzam, że podoba mi się to co widzę. Akceptuję swoje odbicie w pełni.  Ze wszystkimi mankamentami, które mam, bo przecież one nie zniknęły. W każdym momencie – nawet kiedy przybędzie mi kilka kilogramów więcej.  A jeśli coś mi przeszkadza, np. za duży tyłek – to decyduję się coś z tym zrobić – zakładam buty i biegam, aż tyłek się zmniejszy J

Najważniejsze, abyś zrozumiała, że jesteś unikatowa. Niezależnie od tego, czy jesteś klasyczną pięknością, czy widzisz u siebie milion mankamentów, czy jesteś niska, wysoka, czy gruba, czy chuda, czy masz budowę taką, czy inną, takie włosy, czy inne. Czy bliżej Ci wyglądem do modelki z magazynu, czy masz do niej bardzo nie po drodze. Pamiętaj, że to nie ma żadnego znaczenia! Bo jesteśmy różnorodni. Inni i wyjątkowi w swojej inności. Wyobrażasz sobie, jak by to było gdybyśmy wszystkie wyglądały jak Angelina Jolie? Albo Scarlett Johansson? Ale nuda!!!!!

Polubienie swojego odbicia wiele zmieni w Twojej percepcji. Kiedy zaczniesz inaczej postrzegać siebie, doceniać swoje odbicie i szczerze je lubić – będziesz podobać się zarówno sobie, jak i innym ludziom. Nikt nie będzie zwracał uwagi na Twojego pryszcza na twarzy. A i Tobie nie zepsuje on dnia. A to już kolejny krok do szczęśliwego życia.

Proste? Niekoniecznie!

Zacznij, więc od szukania tego, co w Tobie najładniejsze i na tym skupiaj całą swoją uwagę! Doceniaj i chwal, to co w Tobie najładniejsze! I zamień słowo „ZA” na „NAJ”!

W czwartek już kolejny sposób na Szczęśliwe Życie! Bądź na bieżąco J

Poznaj holistyczny projekt dla kobiet Crazy Women Go Healthy i zadbaj o swój umysł, ciało i duszę!

 


Lifestyle Psychologia

50 sposbów na szczęśliwe życie. Sposób #3: Znajdź swój wielki, zuchwały, wypasiony cel!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
22 czerwca 2017
Fot. iStock/myshkovsky
 

Masz czasem tak, że nie możesz zasnąć? Przewracasz się z boku na bok, myśli kłębią się niczym oszalałe w Twojej głowie? A głównym sprawcą takiego stanu rzeczy jest Twój cel? Oj, przepraszam! Jeśli tak masz, to Twój cel nie jest zwykłem celem, a już na pewno nie małym celikiem, który możesz sobie ot tak odhaczyć na kartce.

Zdaje się, że to WIELKI ZUCHWAŁY WYPASIONY CEL!

Który jest tak wielki, że jego ogrom z jednej strony Cię nakręca, z drugiej trochę przeraża… Który jest długoterminowy. Oddalony w czasie, a na jego realizację składa się wiele mniejszych celów, celików i zadań na tzw. Liście „To do”…

To jest jeden z tych celów, który wyrywa Cię z butów na samą myśl o nim.

To jeden z tych, o którym myślisz nieustannie. Dzień i noc. W domu, w kuchni, w pracy, na sedesie, stojąc w korku i leżąc na trawie, kiedy próbujesz odpocząć. Ale nie tylko myślisz o nim. Sumiennie i systematycznie realizujesz go. Krok po kroku.

To jeden z tych celów, który uczy Cię cierpliwości i pokory. I wszystkich innych cech, których nie posiadałaś wcześniej.

To jeden z tych, do którego dojrzewa się latami i który przychodzi z czasem, kiedy masz już bagaż doświadczeń i kufer pełen porażek/lekcji, które miały Cię wzbogacić o mądrość, abyś nie popełniła tych samych błędów, wtedy kiedy będziesz realizowała właśnie TEN CEL.

To jeden z tych celów, którego nie potrafiłaś nazwać, nadać mu ram, ani doprecyzować przez długi okres swojego życia, ale tlił się już gdzieś na dnie Twojego serducha na długo przed tym, nim się uformował.

A’propos serducha – to jest jeden z tych celów, którego pragniesz z całego serca i to właśnie ono podpowiada Ci – ZRÓB TO i na samą myśl o nim, serce wali Ci jak młot. I włosy dęba Ci stają. A w brzuchu motyle fruwają, podobnie jak wtedy, kiedy jako nastolatka szykowałaś się przed pierwszą randką z tym przystojniakiem z 4 klasy.

To jeden z tych, do którego prowadzi długa, kręta i niełatwa droga, pełna wybojów i niedogodności. A sam w sobie przeora Cię i przeczołga po żwirze i przez którego zedrzesz kolana i dostaniesz w pierdziel nie raz, nie dwa. I przez którego uronisz nie jedną łzę niemocy. Ale to jeden z tych, dla którego wstaniesz i otrzepiesz się i wytrzesz łzy i staniesz na mocne nogi silniejsza i jeszcze bardziej zdeterminowana.

Bo to jeden z tych celów, na drodze do którego nic i nikt i żadna siła Cię nie zatrzyma! Niczyja namowa. Żadna odmowa. Żadna, choćby najbardziej gorzka porażka.

To jeden z tych, który daje poczucie sensu w Twoim życiu i nadaje mu wartościowy kierunek. Bo rodzi czyste dobro. Stopniowo i powoli wnosi wartość do życia innych ludzi. A tym samym do Twojego. I to Cię nakręca jeszcze bardziej!

Napędza Cię do działania. Sprawia, że idziesz dalej i dalej, wykorzystując wszystkie swoje talenty, dary od Boga i wszechświata, umiejętności, dobre nawyki oraz całą swoją wiedzę zdobywaną latami.

To cel, który wymaga ogromu poświęceń i wyrzeczeń ale cena, którą płacisz ma się nijak do nagrody, która przyjdzie w swoim czasie. I Ty już tym wiesz.

To właśnie cel, przez który nie możesz spać po nocach, bo nieustannie myślisz, wymyślasz, tworzysz i kreujesz. I zrywasz się w środku nocy z łóżka aby zapisać złotą myśl w notatniku, aby tylko Ci nie umknęła. Bo tu każda myśl się liczy. Każda jest na wagę złota…

Posiadanie takiego celu uskrzydla i uszczęśliwia. I sprawia, że wykorzystasz każda wolną chwilę aby posunąć się o kolejny krok.

Być może, czytając to, myślisz sobie – zazdroszczę Ci. Fajnie mieć taki cel. Ja go nie mam.

Spokojnie! Znajdziesz go we właściwym czasie. Kiedy będziesz w pełni gotowa, będziesz potrafiła go nazwać.

Tylko otwórz szeroko oczy, uszy i SERCE. Bo to właśnie w nim jest on zapisany. Tylko wsłuchaj się uważnie, w to co ono Ci podpowiada.

Życzę Ci ogromnej uważności i otwartości na odnalezienie swojego WIELKIEGO ZUCHWAŁEGO WYPASIONEGO CELU.

A o znajdywaniu i realizowaniu celów będziemy mówić już podczas najbliższego wyjazdu dla kobiet do magicznej i sielskiej Lipowej Doliny. Sprawdź szczegóły i jedź z nami!

https://www.crazywomengohealthy.pl/wydarzenia

 

 


Lifestyle Psychologia

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób 1 – POZNAJ SIEBIE

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
14 czerwca 2017
Fot. istock/GlobalStock

To cykl subiektywnych sposobów na szczęśliwe życie i bycie szczęśliwą kobietą. Mężczyzną również, bo chyba będzie dosyć uniwersalnie 😉

W dzisiejszych czasach dużo trąbi się o szczęściu. Mam wrażenie, że to nawet taki przymus społeczny. Nie jesteś szczęśliwa? Jesteś niespełniona? No to chyba nie mamy o czym rozmawiać!

2 razy w tygodniu przedstawię Ci moją, subiektywną wizję szczęścia, do którego dochodziłam hmmm… latami. Nie chcę Ci nic narzucać, kazać, a już tym bardziej robić z siebie Guru od Szczęścia. Mam tylko nadzieję, że odnajdziesz coś dla siebie, choćby jeden sposób sprawdzony przeze mnie okaże się odpowiedni dla Ciebie. Chcę pokazać Ci, że szczęścia nie zapewnią Ci żadne cudowne amulety, wypowiadane mantry ani żadne inne czary. Szczęście mieszka w każdym z nas i tylko od nas zależy, czy je wydobędziemy, czy tez nie.

Zainspiruj się, przemyśl i zastosuj jeśli masz ochotę. A jeśli okaże się, że któryś z moich sposobów działa na Ciebie – podziel się w komentarzu J

Sposób 1 – POZNAJ SIEBIE

Czy wiesz kim jesteś? Czy wiesz jaka jesteś? Czy masz świadomość za co siebie lubisz, cenisz i co mogą cenić w Tobie inni? Co jest Twoją mocną stroną? Co Cię wyróżnia? Co czyni Ciebie wyjątkową? Jakim jesteś facetem, jaką kobietą? Jakie pełnisz role w życiu? Czy wolisz być , czy mieć? Brać, czy dawać? Co lubisz robić w wolnym czasie? Jakie masz pasje, zainteresowania, wartości?

Jeśli nie potrafisz  odpowiedzieć na powyższe, przykładowe pytania, to skąd masz wiedzieć jak być szczęśliwym człowiekiem!? Skąd masz wiedzieć, co Cię uszczęśliwi?

Teraz zdradzę Ci swój sekret!

Przez wiele lat nie umiałam odpowiedzieć na te pytania. Wydawało mi się, że wiem kim jestem ale kiedy przychodziło co do czego, nie umiałam jednoznacznie powiedzieć czegoś konstruktywnego o sobie.

Przebywałam w różnych środowiskach, wychowywałam się z różnymi ludźmi. Wszędzie szybko i łatwo adaptowałam się. Wszędzie bez trudu odnajdywałam się i swobodnie dogadywałam się z ludźmi. Jednak nadal nie wiedziałam kim jestem.

Jeśli wychowałaś się w latach 90-tych zapewne pamiętasz subkultury, które wtedy „panowały” na ulicach.  Punki, dresiarze, skejci, rolkarze, metale, grunge’owcy….

Najbliżej było mi do skejtów. Lubiłam szerokie spodnie z krokiem w kolanach, obszerne bluzy, hip-hop i chłopaków robiących triki na desce. Wagary i spotkania ze znajomymi pod słynnym Capitolem. Imponowało mi to.

Jednak, z upływem czasu zrozumiałam, że skejtówa ze mnie żadna – skoro sama nie lubiłam jeździć na desce bo sto razy bardziej wolałam jazdę na rolkach. Ups – deska kontra rolki! W tamtych czasach kichą było być rolkarzem… Nie byłam ani jednym, ani drugim. Nie chciałam również być tzw. pozerem – kimś kto udaje kogoś kim nie jest. Zupełnie nie czułam tego.

Lata mijały, zmieniałam szkoły, środowisko. Zmieniała się moda i panujące zwyczaje. W sumie, to wszystko nie miało tak naprawdę żadnego znaczenia. Bo ja nadal nie wiedziałam kim jestem. Oczywiście, był to proces adolescencji i naturalnego kształtowania się osobowości oraz tożsamości, określania celów w moim życiu. Sprawdzania się w różnych rolach i weryfikowania, tego jak widzą mnie inni. Jednak mam wrażenie, że kiedy większość ludzi już wiedziała, że w przyszłości będzie lekarzem, weterynarzem czy adwokatem, ja nadal nie wiedziałam kim chcę być. I kim jestem.

Zupełnie nie znałam siebie. Często działałam wbrew sobie. Często robiłam, to co chcieli inni – bo uważali, że takie rozwiązanie będzie dla mnie najlepsze. Asertywność na najniższym poziomie – bo nie wypada… Uległość, bierność lub agresja, no bo jak się robi coś wbrew sobie, to trudno o inne zachowanie.

Miałam ogromną trudność aby zdefiniować siebie. Określić do końca. Miałam wrażenie, że nie jestem sobą do końca, że nie pokazuję prawdziwej osobowości. Bałam się być sobą w pełni. Bałam się opinii innych. Bałam się odrzucenia lub krytyki.

Sytuacja zmieniła się, kiedy zaczęłam studiować psychologię i zaglądać bardziej w głąb siebie. Z biegiem czasu poznałam siebie. Dowiedziałam się kim naprawdę jestem, jaka jestem. Co jest dla mnie ważne i dlaczego dokonuję takich, a nie innych wyborów. Czym się kieruję w życiu i jakie to ma znaczenie.

Poznałam swoje mocne, ale również swoje słabe strony. Zrozumiałam, że pewne rzeczy mogę zmienić i tylko ja mam decydujący wpływ na siebie, na to jaka jestem i jak wygląda moje życie.

Pamiętam doskonale każdy przełomowy moment kolejnego odkrycia. Te momenty zdarzają się cały czas. Bo jestem bardziej świadoma i wiem, co chcę zmieniać albo co wzmacniać. Wiem, jak to robić. Jestem ciekawa siebie i siebie w tym świecie. A to wszystko sprawia, że – jestem szczęśliwa.

Jeśli czytasz to i czujesz, że jesteś tam, gdzie ja kilka lat temu – że nadal nie wiele o sobie wiesz – to zachęcam Cię abyś zajrzała w głąb siebie i zadała sobie jedno pytanie: KIM JESTEM?

Daj sobie czas, bądź cierpliwa. Odpowiedź może nie przyjść od razu. Być może to pytanie sprawi Ci trudność. Być może odpowiedź będzie klarowała się partiami, stopniowo. Zanotuj wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Nie oceniaj. Nie krytykuj. Po prostu przyjmij to, co podsuwa Ci umysł.

Poznawanie siebie to proces ale właśnie ten proces jest według mnie drogą do tak zwanego i tak upragnionego szczęścia.

Trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że odkryjesz kim naprawdę jesteś!