Związek

Do fircyka, który nie zrozumiał, że spotyka się z samotną matką: „spadaj, dupku!”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
25 maja 2022
fot. byakkaya/istock
 

Ty i inni faceci Twojego pokroju, musicie zrozumieć, że samotne matki nie są normalnymi kobietami. My jesteśmy cholernie silne, ale i cholernie zmęczone. Nie mamy czasu na słodkie pierd*lenie o dupie Maryni, opiekowanie się wami, wciskanie się w seksowne stroje i erotyczne maratony. Nie mamy czasu na analizowanie waszych fochów i podbudowywanie waszego ego. My musimy zasuwać. Dzień i noc. Wiecznie w trybie gotowości, wiecznie dla naszych dzieci.

Po tym całym cyrku z rozwodem nie sądziłam, że coś jeszcze jest w stanie mnie w życiu zaskoczyć. Moment, cofam. „Coś” – tak, ale na pewno nie faceci. Wydawało mi się, że poznałam już wszystkie wasze twarze i różne sztuczki. Myliłam się. Los chciał, żebyś na moje drodze pojawił się Ty – samotny, pełny energii i ponoć szaleńczo zakochany. Tak przynajmniej mówiłeś. Zapewniałeś, że wszystko rozumiesz i wszystkiemu podołasz. No to przykro mi, kochanieńki, ale nie podołałeś.

Wydawało ci się, że to będzie takie lekkie, łatwe i przyjemne. W sumie – nie Twój dzieciak, więc i nie musisz czuć się zobowiązany do jego wychowywania. Niby gdzieś tam jest, żyje, przewija się, ale to generalnie nie Twój problem i nie Twoje zmartwienie. Nie dziecko jest tu ważne, a matka. A ta skradła Twoje serce. Piękna, zadbana, wolna i ambitna. Zrobiło na Tobie wrażenie, jak potrafię ogarniać i pracę, i dom, i dziecko. Teraz już właściwie nie wiem, czy faktycznie byłeś zakochany, czy może wyrachowany. Bo muszę przyznać, że sprytnie sobie to wymyśliłeś.

„Związek z kobietą po przejściach” – brzmi trochę przerażająco, ale przecież ma swoje plusy. Swoje przeszła, więc nie będzie zaraz wymagać pierścionka zaręczynowego i ślubu. Jedno nieudane małżeństwo ma już przecież za sobą i nie będzie już tak ślepo wierzyć w romantyczną miłość do grobowej deski. Nie będzie też jęczeć, że chce mieć dziecko. Jedno (a czasem więcej) już ma i sama widzi, jaka to ciężka praca wychować i utrzymać takiego dzieciaka. A jak już wcześniej wspomniałam – i jedno i drugie mimo wszystko jest na jej barkach, nie na Twoich. Trudno, żebyś cudzego bachora niańczył i traktował jak swoje. Tolerujesz – to już dużo. A może inaczej. Wy wolicie używać zwrotu „dziecko mi nie przeszkadza”. Och, dziękuję! Doprawdy? Cudownie, bądźmy razem!

Teraz widzę, że w pewnym sensie było Ci ze mną po prostu wygodnie. Nie nalegałam na wspólne mieszkanie, bo potrzebowałam czasu, żeby siebie i dziecko oswoić z nową sytuacją. Za to Ty zawsze byłeś u mnie mile widziany i wykorzystywałeś to. Fajnie raz na jakiś czas zjawić się w mieszkaniu, gdzie jest posprzątane i zawsze ugotowane. Gdzie czeka troskliwa i kochająca kobieta, która z wytęsknieniem patrzy za wybrankiem swojego serca.

Tak, my wszystkie łakniemy miłości, opieki, wsparcia. Szczególnie, gdy jesteśmy samotnymi mamami. Gdy każdego dnia musimy stawiać czoła potężnym wyzwaniom. Takim, przy których niejeden z was obsrałby się ze strachu.  I z jednej strony ta nasza siła was przyciąga, a z drugiej odpycha. Bierzecie więc to, co wam pasuje. Najczęściej dobrą zabawę, domowy obiad i seks.

A potem, gdy orientujecie się, w jaki gówno wdepnęliście, zabieracie zabawki i w długą.

Ty i inni faceci Twojego pokroju, musicie zrozumieć, że samotne matki nie są normalnymi kobietami. My jesteśmy cholernie silne, ale i cholernie zmęczone. Nie mamy czasu na słodkie pierd*lenie o dupie Maryni, opiekowanie się wami, wciskanie się w seksowne stroje i erotyczne maratony. Nie mamy czasu na analizowanie waszych fochów i podbudowywanie waszego ego. My musimy zasuwać. Dzień i noc. Wiecznie w trybie gotowości, wiecznie dla naszych dzieci.

To one i ich potrzeby zawsze będą dla nas najważniejsze. Musimy być jednocześnie ojcem, matką, lekarzem, pielęgniarką, kucharką, dobrym i złym policjantem, nauczycielem, sprzątaczką, praczką i żywicielem rodziny.

A potem pojawia się taki jeden z drugim, robią wielkie oczy i pytają:

Ale jak to?

A może byśmy gdzieś wyszli?

A może komuś ją oddasz na weekend?

A może wyjdziemy na imprezę?

Dlaczego znowu zmieniasz plany? Już kupiłem bilety.

A to sama jeszcze nie może zostać?

Chyba ja tu powinienem wprowadzić jakieś rządy.

Ojciec się nie poczuwa?

Weź coś z tym zrób. Nie wiem, do sądu idź.

Tak to Ty z nikim sobie życia nie ułożysz.

Nie możesz mnie teraz traktować jak swojego byłego.

Aż nóż się w kieszeni otwiera, jak się słyszy takie farmazony. Myślę sobie: „Idź, pożyj trochę, niech Cię los wystawi na próbę raz czy dwa razy, to może zrozumiesz, do jakiej kobiety startujesz i co w ogóle wygadujesz”. Coraz mniej mnie dziwi, że samotne matki szukają na życiowych partnerów facetów, którzy również są po przejściach. Może i obici czy poranieni, ale trochę już życie ich doświadczyło.

A tu tylko pretensje, że jestem nie-taka, nie-śmaka. Że za dużo czasu z dzieckiem, że od niego wymagam zaangażowania i dojrzałego podejścia. Że poprzeczkę za wysoko stawiam.

Stawiam, oj stawiam. Bo raz, że już wiem, jakiego związku nie chcę. A dwa, że samotne rodzicielstwo pokazało mi, ile jestem warta i co potrafię.

Fircyk od siedmiu boleści się znalazł. Spadaj, dupku!



Związek

„Mamy prawo (mimo wszystko) do niedoskonałego życia. Nie trzeba wciąż za to przepraszać”

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
25 maja 2022

– Mamo, czy będziesz zawsze? – prawie każde dziecko pyta nas o to, choć raz w życiu. Wiesz, że nie będziesz, ale odpowiadasz najczęściej: „Będę” albo też bliżej prawdy: „Będę długo, kochanie”. Wiesz, że ta odpowiedź jest ważna jak tlen, jak pożywienie, jak coś najbardziej podstawowego do życia. Kiedy zostajesz matką, rozumiesz, że nie żyjesz już tylko dla siebie.

To z jednej strony najpiękniejsza myśl świata, przecież nigdy już nie będziesz sama, z drugiej nie możesz już zaryzykować tak dalece jak kiedyś, nie możesz przycisnąć gazu. Czasami ta odpowiedzialność bywa męcząca, dusi. Ale nic tak nie usensownia naszego istnienia – jak ich pojawienie się w życiu.

Życie matki zawiera się w dylematach. Poświęcić, nie poświęcić? Iść w lewo, w prawo? Posłuchać kogoś, posłuchać siebie? Wyjechać, zostać? Zabronić, dać zgodę? Pozwolić na oddalenie, narzucać nachalnie swoją obecność? Czasami te dylematy są tylko gonitwą myśli, bo nie wszystko od nas zależy. Czasami jednak są kluczowe dla życia dziecka. Skąd wiedzieć, kiedy ustąpić?

Bycie mamą to także paradoks bycia samotnym wśród innych. Mimo, iż jazgot podpowiedzi przypomina czasem stadion narodowy (każdy przecież chętnie powie, jaką matką być), to jednak najważniejszych odpowiedzi musimy poszukać w nas samych. Bo tylko my dźwigniemy potem ich konsekwencje.

Są też nasze demony przeszłości. Nasza historia życia, dzieciństwo, rodzice. Wszyscy, którzy nauczyli nas, jak kochać, jak patrzeć na świat, czy ufać, zawierzyć, czy żyć w wiecznym lęku przed porzuceniem. Najtrudniejsze lekcje. Dzięki nim jesteśmy pełni nadziei lub strachu. Trzeba wykonać gigantyczną pracę, by zmienić sposób kochania. By nie obciążyć złymi wzorcami dzieci. Nie zawsze to się udaje.

Poza tym są jeszcze dorosłe relacje. Żyjemy w związkach, rozstajemy się, kolejny raz zakochujemy, rozczarowujemy. Nie przed wszystkim udaje nam się ochronić dzieci, bo nie da się żyć ciągle w rozkroku. Będąc częścią naszego życia, stają się świadkami. Czy wpłynie to na ich życie? Pewnie tak. Moim zdaniem musimy nauczyć się sobie wybaczać. Mamy prawo (mimo wszystko) do niedoskonałego życia. Nie trzeba wciąż za to przepraszać. Dzieci uczą się także wychodzenia z kryzysów. Wschodzącego słońca. Nadziei. Siły.

Istnieje w macierzyństwie coś jeszcze. Element magii. Czegoś kompletnie nieprzewidywalnego, unikalnego, niewytłumaczalnego. Osobista moc. Taka, która sprawia, że nawet w najgorszych scenariuszach życia istnieją dobre matki. Takie, które nie wiedząc skąd, potrafią pięknie kochać. Nawet przy egoizmie do potęgi entej uruchamia się u nich chęć dawania. Przy paraliżującym lęku – odwaga, jakiej nie znamy. Waleczność. Uważam, że tą mocą jest miłość do dziecka. Jedyne tak obezwładniające, silne i przenikające do kości uczucie. To właśnie uczucie sprawia, że nawet, jeśli nie chce nam się czasami żyć, to przypominamy sobie pytanie dziecka. „Mamo, czy będziesz zawsze?”. Dzięki temu pytaniu życie wraca na odpowiednie tory.

Jestem z Wami dziś kochane Mamy. W niedoskonałości swej.

<3


Zobacz także

Wstyd mi za to, jak się upokarzam dla tej miłości...

Wstyd mi za to, jak się upokarzam dla tej miłości…

Nie bądź dawczynią, jeśli w związku nic nie dostajesz w zamian. Dając dużo utwierdzasz go w przekonaniu, że jest tak świetny, że na to zasłużył

Dlaczego „szpiegujemy” partnerów i dlaczego to nie jest dobry pomysł