Związek

On i jego… mama. Skąd miałaś wiedzieć, że ich relacja jest silniejsza niż to, co was połączyło

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 października 2019
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz
 

Spotykasz go na przykład u znajomych. Dowiadujesz się, że jest singlem, że od dawna samodzielny, ma dobrą pracę i robi dobre wrażenie, ma jakeś hobby, jakieś plany na przyszłość. Wydaje ci się „poukładany”, interesujący. Dużo rozmawiacie – to was zbliża. Proponuje kawę w jakiejś przytulnej kafejce. Zaczynacie się spotykać i czujesz, że chcesz zainwestować w tę znajomość więcej energii, czasu, że chcesz go lepiej poznać. Poza tym – pociąga cię fizycznie, to mężczyzna w „twoim typie”. Tak to powinno wyglądać, prawda? I wszystko wygląda naprawdę świetnie, dopóki na horyzoncie nie pojawia się… jego matka.

Na początku jeszcze nie panikujesz. Kiedy okazuje się, że z nią mieszka (w wersji „soft” mieszka nieopodal, tak, żeby mogła wpaść z obiadem), mówisz sobie „Może to chwilowe? Może odkłada na własne mieszkanie?”. Nie znacie się przecież jeszcze dobrze, każde z was ma swoją historię, inne doświadczenia. Polubiłaś go na tyle, że zaczynasz go usprawiedliwiać. 32 lata to w końcu wcale nie tak dużo. Utrzymanie mieszkania w dużym mieście kosztuje. Pewnie czeka na jakiś rozsądny kredyt. Dużo podróżuje, częściej nie ma go w domu niż jest.

Potem jednak zaczynasz zauważać, że telefony od „M” zdarzają się zdecydowanie częściej niż te z pracy, czy od znajomych. Widzisz, że to go trochę krępuje, że stara się nie odpowiadać, kiedy jesteście razem. Chcesz go ośmielić, więc mimochodem rzucasz kilka zdań o swojej rodzinie, o swoich relacjach z matką. Niby przypadkiem zadajesz jakieś pytanie. Na przykład, co robią jego rodzice. Chcąc nie chcąc opowiada. Widzisz, że „mama” jest dla niego ważna, że jest między nimi silna więź.

Odkrywa się przed tobą, zaczyna mówić o matce. Mówi ciepło, z miłością. Podoba ci się to, cieszysz się, że ten facet nie boi się uczuć. Angażujesz się coraz mocniej i kiedy na serio stajecie się częścią swoich żyć, zaczynają się kłopoty w raju. Bo okazuje się, że ona jest dosłownie wszędzie. Dzwoni kilka razy dziennie, spytać, czy już zjadł i co robi, o której wróci, jak było w pracy i żeby nie zapomniał o pieczywie. Kiedy on nocuje u ciebie, romantyczne tete-a-tete przerywają jej SMS-y. Wiadomości, które bardziej wyglądają na wyrzuty zazdrosnej żony niż informacje, które dorosła osoba wymienia z rodzicami.

Czytasz ukradkiem, przez ramię. I robi ci się niedobrze. Dowiadujesz się, że jesteś „tą lafiryndą” albo chociaż „tą kobietą”. Że powinien robić „coś poważnego” a nie mizdrzyć się z kochanką. Jesteś kochanką? Serio?

Próbujesz ratować sytuację, przekonujesz go, żeby poznał cię ze swoimi rodzicami. Kupujesz kwiaty, ciastka w wykwintnej cukierni i mimo wewnętrznego oporu próbujesz nie wyglądać na lafiryndę. Ona wita cię uśmiechem i obiadem i kiedy już zaczynasz się rozluźniać, zdaje pierwszy cios. „A, to nie jesteś z Warszawy? No tak, teraz już rodowitych Warszawiaków to tutaj nie ma. Nazjeżdżali się sami karierowicze”… Próbujesz ratować sytuację mówiąc, że w Warszawie spędziłaś już całe dziesięć lat, że tu studiowałaś, że masz przyjaciół, a Gdynia to przecież wcale nie taka „dziura”, ale to na nic. Następuje seria strzałów. Dziecko, praca, kariera. Stabilizacja. Mężczyzna. Jemu trzeba dogodzić.

Wydaje ci się, że masz déjà vu, że ten film z Jane Fondą i Jennifer Lopez to teraz twoje życie. Wiesz już, że nie będzie łatwo.

Z nadzieją zerkasz na niego, ale na próżno. Wydaje się teraz o głowę niższy, o wiele mniej umięśniony. Trochę jak mały chłopiec z niepewną miną. „Co jest grane?”- myślisz. Ale jeszcze się nie poddajesz.

To jedno popołudnie to taki przedsmak waszego dalszego życia w związku. Ona – kontroluje, ty starasz się uniknąć tej ciągłej kontroli. Kiedy w końcu on wprowadza się do ciebie, masz ją na głowie dosłownie non stop. Bo przecież nie możesz obrazić się za to, że „przyniosłam Wam obiad, bo oboje tyle pracujecie”, „daj ja tu trochę odkurzę, bo Paweł jest przecież alergikiem”, „te meble takie ciemne, Paweł depresji dostanie, pomyśl, żeby tu wprowadzić trochę światła, dla waszego dobra”. Czujesz się jak w pułapce.

Próbujesz rozmawiać. Najpierw z nim, bo chcesz znaleźć sojusznika. Na próżno. Czas mija, a ty widzisz coraz wyraźniej, że

a) jemu jest tak dobrze

b) jeśli miałby wybierać, wybierze spokój, czyli powrót do rodzinnego domu.

Jeszcze ostatkiem sił przypominasz sobie początek waszej znajomości i teraz już widzisz, że przy mamusi to zupełnie inny facet. Jeszcze próbujesz negocjować – z nią. Prosisz, żeby nie wpadała bez zapowiedzi, tłumaczysz, że cię to krępuje. Przez kilka dni masz spokój, bo ona jest obrażona. A potem skarży się synowi i w twoim domu nastają „ciche dni”.

Na koniec odchodzisz. Zrezygnowana, poobijana emocjonalnie. Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie musisz „wygrywać”, bo przecież nigdy nie chciałaś uczestniczyć w żadnej grze. Choć cierpisz, czujesz się wolna i bogatsza o nowe doświadczenie – związek z mężczyzną, dla którego najważniejsza będzie zawsze matka. I zarzekasz się, że jeśli kiedykolwiek będziesz miała syna, to nie zostaniesz taką teściową…


Związek

Rezonans magnetyczny piersi – co to za badanie?

Redakcja
Redakcja
28 października 2019
Fot. Materiały prasowe

Profilaktyka chorób kobiecych to niezwykle ważna kwestia. Regularne badania i stała obserwacja własnego ciała umożliwiają zapobieganie rozwojowi wielu schorzeń, a także szybkie i skuteczne wdrożenie odpowiednio dobranego leczenia. Szeroki wachlarz zalecanych kobietom badań obejmuje także rezonans magnetyczny piersi. Na czym polega i dlaczego warto się nim zainteresować?

Zachorowalność na raka piersi rośnie z wiekiem, a według danych zgromadzonych w Krajowym Rejestrze Nowotworów tylko w 2008 roku raka piersi zdiagnozowano u 330 000 kobiet zamieszkujących kraje członkowskie Unii Europejskiej. Specjaliści podkreślają, że najbardziej narażona na tę przypadłość grupa wiekowa obejmuje przede wszystkim osoby po 50. roku życia. Warto jednak nadmienić, że nigdy nie jest za wcześnie na profilaktykę, dlatego pierwszy rezonans magnetyczny można wykonać już dużo wcześniej.

Czym jest rezonans magnetyczny?

Z biegiem czasu na temat rezonansu magnetycznego narosło wiele mitów, tymczasem badanie znane również jako MRI (ang. Magnetic Resonance Imaging) to jedna z najbezpieczniejszych form diagnostyki. Wykorzystywana przez specjalistów aparatura bazuje bowiem wyłącznie na działaniu fal radiowych i pola magnetycznego (a nie promieniowania rentgenowskiego), zatem badanie może być wykonywane wielokrotnie bez niepożądanych skutków ubocznych. Wiele osób żyje również w przeświadczeniu, że diagnostyka wiąże się z bólem – nic bardziej mylnego. Jest ona całkowicie bezbolesna, a dyskomfort może wywoływać jedynie konieczność „zastygnięcia” w jednej, ustalonej przez technika pozycji. Niepokoju pacjenta nie powinny wzbudzić także towarzyszące badaniu dźwięki i hałasy. Wynikają one ze specyfiki pracy urządzenia, a odpowiedzialne za nie są wcześniej wymienione fale dźwiękowe, działające na atomy tkanek organizmu. Zaletą rezonansu magnetycznego jest także niezwykła dokładność (nawet do 97%), za którą stoi m.in. doskonała rozdzielczość, umożliwiająca wykrycie nawet najmniejszych zaburzeń i nieprawidłowości w strukturze piersi.

Jak przygotować się do badania?

Aby uzyskany wynik stanowił wiarygodną informację zarówno dla opiekującego się pacjentem specjalisty, jak i samego badanego, należy przestrzegać kilku reguł dotyczących przygotowania do badania. Przed diagnostyką pacjent powinien m.in.:

  • Pozostać na czczo na 3 godziny przed badaniem.
  • Zabrać ze sobą dokumentację medyczną, uwzględniając wyniki tomografii komputerowej, USG czy RTG.
  • Przynieść wynik poziomu kreatyniny (wykonany w ciągu ostatnich 30 dni lub – w przypadku chorób nerek – 7 dni).
  • Przyjść do gabinetu ok. 15 minut wcześniej, aby dopełnić wszystkich niezbędnych formalności.
  • Zdjąć biżuterię i ozdoby, a także odzież zawierającą metalowe elementy.

Umawiając się na badanie piersi rezonansem magnetycznym, trzeba pamiętać o tym, że powinno ono zostać wykonane w odpowiedniej fazie cyklu – między 6. a 14 dniem. Warto również ustalić wcześniej ze specjalistą szczegóły dotyczące antykoncepcji hormonalnej – w przypadku kobiet stosujących te środki, konieczne może być odstawienie ich co najmniej miesiąc przed planowanym terminem rezonansu magnetycznego.

Jak przebiega rezonans magnetyczny piersi?

Rezonans magnetyczny piersi to dość czasochłonne badanie. Diagnostyka za pomocą aparatury wykorzystującej fale radiowe i pole magnetyczne trwa zazwyczaj około 45 minut – w tym czasie pacjentka lub pacjent (badanie zalecane jest także mężczyznom) leży na brzuchu, a piersi spoczywają w specjalnej cewce, która umożliwia dokładne zbadanie konkretnego miejsca. Warto również podkreślić, że podczas badania lekarz nie przebywa z pacjentem w jednym pomieszczeniu. Nadzoruje on badanie w osobnym pomieszczeniu i, w razie potrzeby, zaleca technikowi wykonanie dodatkowych sekwencji dla lepszego zobrazowania badanego obszaru ciała. Czas oczekiwania na opisane wyniki badania wynosi zazwyczaj od 1 do 7 dni, ale okres może wydłużyć się ze względu na specyfikę danej placówki, a także dostępność radiologów.

Czy istnieją przeciwwskazania do wykonania badania?

Mimo że rezonans magnetyczny to jedno z najdokładniejszych i najbezpieczniejszych badań istnieją pewne przeciwwskazania do diagnozowania za pomocą tej aparatury. Wśród nich wyróżnić można bezwzględne, takie jak m.in.: ciała obce wykonane z metalu w organizmie (np. płytki ortopedyczne, wewnątrzczaszkowe klipsy), wszczepione pompy insulinowe, implanty wewnątrzuszne, I trymestr ciąży. Istnieje także szereg względnych przeciwwskazań, wymagających konsultacji ze specjalistą, do którego należy podjęcie decyzji o możliwości bezpiecznego przeprowadzenia MRI. Które czynniki można do nich zaliczyć? Zajmujące dużą powierzchnię skóry tatuaże, II i III trymestr ciąży, rozległe szwy czy klaustrofobia.


Artykuł sponsorowany


Związek

Ekologia na co dzień, czyli jak żyć w zgodzie z naturą

Redakcja
Redakcja
28 października 2019
Fot. Materiały prasowe / Fotolia

Z raportu „Konsumenci a gospodarka obiegu zamkniętego” wynika, że Polacy mają coraz większą świadomość ekologiczną. Rodacy chętnie decydują się na kupno przedmiotów z drugiej ręki i rzadziej zapominają o zabieraniu na zakupy toreb wielokrotnego użytku. Co więcej, 37% badanych wierzy w to, że zmiana codziennych nawyków może pozytywnie wpłynąć na stan środowiska.

Zero waste, less waste, slow life – te hasła wywołują już coraz mniejsze zdziwienie. Nie bez znaczenia pozostają w tym przypadku liczne publikacje, blogosfera oraz poradniki. Zainteresowani ekologią sięgają po książki Bei Jonson, Amy Korst czy Kate Turner, inspirując się znalezionymi w nich koncepcjami i zmieniając swoje życie tak, by być jeszcze bliżej natury. Które przyzwyczajenia warto zmienić, aby żyć bardziej eko?

Szampon w kostce? To możliwe!

Szampon w kostce to zdecydowany must have na liście każdego miłośnika ekologicznych rozwiązań. Wśród jego licznych zalet należy zwrócić uwagę na tę najważniejszą – brak plastikowego opakowania. Przekłada się to bezpośrednio na mniejszą ilość odpadów z tworzywa sztucznego i poprawę stanu środowiska. Co odróżnia ten produkt od klasycznych kosmetyków do higieny skóry głowy i włosów? Stała konsystencja, która nie wpływa negatywnie na komfort jego użytkowania. Wystarczy delikatnie spienić kostkę w dłoniach i dalej postępować tak, jak w przypadku płynnych kosmetyków. Co więcej, szampon w kostce fantastycznie sprawdzi się w podróży – zajmuje niewiele miejsca w bagażu, jest lekki i niezwykle poręczny. Kosmetyki myjące w kostce oferują tacy producenci jak Lush, Amphora Aromatics czy Cztery Szpaki.

Jedna osoba zużywa przeciętnie w ciągu roku ok. 12 butelek szamponu. Zmiana starych przyzwyczajeń będzie więc korzystna nie tylko dla środowiska, ale również… portfela! Producenci kostek myjących do włosów podkreślają, że starczają one nawet na 50 myć.

Woskowijki, czyli ekologia od kuchni

Jeszcze kilka lat temu widok drugiego śniadania zabezpieczonego folią spożywczą lub jednorazowym papierem bielonym nie należał do rzadkości. Aktualnie serca miłośników prośrodowiskowych rozwiązań podbijają woskowijki. Ten „eko-wynalazek” to nic innego jak starannie pokryty mieszanką wosku pszczelego i innych niezbędnych komponentów organiczny materiał. Odpowiednio dobrana kompozycja składników przedłuża jego trwałość i odpowiada za wodoodporne właściwości. Ekologiczne woskowijki można dowolnie formować i składać – nadadzą się do owijania pokrojonych owoców i warzyw, sprawdzą się w roli nakrętek do słoików, a także szczelnie otulą pieczywo. Aby przedłużyć ich trwałość, trzeba jednak pamiętać o odpowiedniej pielęgnacji – nasączone woskiem chusteczki należy myć wyłącznie w chłodnej wodzie (zbyt wysoka temperatura może rozpuścić mieszankę). Takie produkty można kupić m.in. w ekologicznych drogeriach internetowych lub wykonać samodzielnie, posiłkując się instrukcjami zamieszczanymi na tematycznych blogach.

Długość przydatności woskowijki uzależniona jest przede wszystkim od odpowiedniej pielęgnacji gadżetu. Regularnie czyszczona i przechowywana w suchym miejscu posłuży nawet rok! 

Drugie życie odzieży – pomaganie jest eko!

W twojej szafie sporo miejsca zajmują ubrania, których już nie nosisz? Jeśli tak, warto podarować im drugie życie i znaleźć nowego właściciela! Wydłużony obieg odzieży zmniejsza ilość odpadów tekstylnych, które mają niekorzystny wpływ na środowisko, dlatego warto wziąć udział w inicjatywach, mających na celu rozwiązanie tego problemu. Ciekawą alternatywę proponuje chociażby polski producent odzieży https://www.lppsa.com/odpowiedzialnosc – specjalne pojemniki na tekstylia można spotkać w wybranych salonach marek Reserved, Mohito i House. Zgromadzone ubrania, za pośrednictwem Towarzystwa Pomocy im. Świętego Brata Alberta, trafią do potrzebujących. Dobrym pomysłem będzie również samodzielne przekazanie odzieży wybranej fundacji lub organizacji społecznej albo pozostawienie jej w specjalnie wyznaczonych do tego celu miejscach w przestrzeni miejskiej.

Fot. Materiały prasowe LPP

Z raportu VIVE Textile Recycling wynika, że Polacy wykazują się sporą świadomością na temat recyklingu i gospodarowania tekstyliami. Wielu rodaków daje odzieży drugie życie poprzez zostawianie jej w specjalnych kontenerach (55,3%), przekazywanie znajomym i rodzinie (46,3%) oraz potrzebującym (32,3%).

Słomka do picia? Tylko wielorazowa!

Nadmierne zużycie plastiku to prawdziwa zmora środowiska. Duże ilości tworzywa sztucznego w otoczeniu negatywnie wpływają m.in. na komfort życia czy stan powietrza i akwenów. Szczególnie w przypadku tych ostatnich naukowcy są coraz bardziej zaniepokojeni – zignorowanie problemu plastiku może poskutkować jego większą ilością w oceanach i morzach niż ryb! Warto zatem pomyśleć o wielorazowych gadżetach, stanowiących doskonałą alternatywę dla słomek wykonanych z plastiku. Na rynku dostępnych jest coraz więcej akcesoriów wykonanych ze stali nierdzewnej (można wybierać spośród licznych wzorów i kolorów), szkła, bambusa, słomy, papieru czy makaronu.

3 miliony – według ekspertów właśnie tyle jednorazowych słomek zużywa się rocznie w Polsce. Warto zatem wybrać bezpieczną dla środowiska alternatywę wielokrotnego użytku, a żeby posłużyła jak najdłużej, dokupić dodatkowo specjalny czyścik, ułatwiający usuwanie zabrudzeń.


 Artykuł sponsorowany


Zobacz także

Dlaczego ludzie boją się wchodzić w trwałe relacje? 10 przykładów pewnych zachowań

Drogi „Były”, szanowny „Eks”, dlaczego udajesz, że mnie nie kochałeś?

On rozlicza się z Bogiem od rozrywki, a ja ze sobą. Odchodzę

Przez 20 lat codziennie robiłam ci obiad. Dzisiaj go nie zrobię, zjem kanapkę i pomyślę, jak lepsze jest moje życie