Lifestyle Związek

Nie baw się miłością…

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
22 marca 2016
Nie baw się miłością
Fot. Pexels / Katie Salerno / CC0 Public Domain
 

Wiem, co o nim myślisz, moja Kochana.

ON też wie. Naprawdę myślałaś, że się nie zorientuje? Przecież wcale się z tym nie kryjesz. Otwórz wreszcie oczy, on czuje, gdy z niego tak otwarcie kpisz. I jeszcze ci powiem, że zakochana kobieta nie krytykuje swojego mężczyzny przy jego przyjaciołach. Zakochana kobieta zobaczy w nim więcej dobrego niż złego. A jeśli już stwarza iluzję, to po to by go chronić.

Jest ci potrzebny, to jasne. Zawsze pod ręką, kiedy zadzwonisz. Zawsze gotowy wysłuchać, wziąć w obronę. Wybaczyć i utulić, cokolwiek mówiłaś wcześniej. Udać, że nie widzi, nie słyszy jak się nim bawisz. Wierzyć, że poczujesz w końcu to, co mówiłaś, że czujesz.  Kto by tyle zniósł? Przyznaj, lubisz to, podoba ci się jaką masz nad nim władzę. Lubisz tę niebezpieczną zależność. Ale nie oszukuj się, ty też od niego zależysz. Przynajmniej do momentu, kiedy jeszcze, jak to mi mówisz: „pozwalasz mu ze sobą być”.

Zawsze tak było? Zaczekaj, pomyślę. Pierwsze spotkanie i twój telefon: „Nie, to nie dla mnie, nigdy nie będziemy razem, nie bylibyśmy szczęśliwi. Zbyt wiele nas różni.” Szybko zmieniłaś temat, sprawiłaś, że o nim zapomniałam. A potem? Zaprosił cię na kawę, był taki zabawny, taki zafascynowany tobą. Jakoś tak wyszło…  I trwa już trzy lata.

Ta jego żałosna niezdarność. Ten jego karygodny brak stylu. Zanim cię poznał, ubierał się byle jak. Powinien być ci wdzięczny, przy tobie wygląda jak człowiek. No, prawie.

Wczoraj długo rozmawiałyśmy. O przyszłości. Mówiłaś jak to będzie, kiedy założysz rodzinę, kiedy znajdziesz swoją przystań i zacumujesz na stałe. Nie było go tam. To trochę tak, jakby nie było go też dzisiaj w twoim życiu. Masz faceta, który jest przezroczysty.

„Lubię go” – powiedziałam, a wyraz twojej twarzy nieprzyjemnie się zmienił. Stuk, stuk, stuk … Paznokcie nerwowo uderzyły o blat stołu w twojej eleganckiej kuchni.  Jakim prawem go lubię, skoro ciebie tak strasznie denerwuje?

Patrzysz na niego wzrokiem pełnym niecierpliwości i znużenia. Próżno tu szukać uczucia. Męczy cię ta sytuacja, przyznaj. I ja wiem, i ty, i on, że jest przy tobie na chwilę. To takie trochę twoje „wyjście awaryjne”. Widzę jak się wzdrygasz kiedy obejmują cię jego niezgrabne, ale bardzo męskie ramiona. I powiem ci, choć udajesz, że tego nie dostrzegasz. Te ramiona to miłość. Ta nadzieja i ta akceptacja bezwarunkowa. To ty jesteś desperatką, nie on. On kocha. Ty całe życie czekasz „na więcej”.

Zdradzić ci sekret? Ja też kiedyś chciałam więcej. Mnie też kiedyś denerwował spokój mimo wszystko i niezgrabne, duże ręce. A najbardziej chyba ten bezkrytyczny zachwyt w oczach M. . Odeszłam. Nie kochałam, odeszłam.

Wiem, że jest teraz szczęśliwy. Ma żonę, synka. Próbowałam pisać, odpowiedział: „Jeszcze za wcześnie, jeszcze nie umiem”. Uszanowałam to, z żalem.

Ty? Ty nie odejdziesz, póki nie znajdziesz nikogo „lepszego”, prawda? Wyższego. Szczuplejszego. Kogoś, kto będzie wart twojej miłości. I szacunku. Wiesz, zabawne, ale wcale nie jestem pewna, że jest gdzieś na świecie ktoś, kto umiałby cię tak kochać. Tak jak nie jestem pewna, czy ktoś kiedyś pokocha mnie jeszcze tak jak mój M.

Chce mi się wymiotować, kiedy opowiadasz w naszym babskim gronie jaki z niego kiepski kochanek, jaki beznadziejny jest w łóżku. – Te pocałunki w uszy… – mówisz i znowu przekrzywiasz głowę. Powiedz, jak udaje ci się tak żyć? Masz rację, nie powinnam cię osądzać.

Zapytam więc tylko, choć z pewnością ci się to nie spodoba, bo przecież kochasz zachowywać pozory, że jesteś taka, jaką on cię widzi: Dlaczego nie odejdziesz?

Wiesz dobrze jak bardzo będzie cierpiał wiedząc, że zostawiłaś go dla kogoś „lepszego”. Zabierzesz mu te resztki godności?  Źle zrobiłaś. Skłamałaś, że kochasz. I ja źle zrobiłam. Skłamałam, że kocham.

Więc tylko cię proszę, nie zmarnuj mu życia. Zostaw go już teraz. Nie odbieraj mu szansy na dobrą miłość. Przestań karmić złudzeniami, zwodzić, że może, że „zobaczymy”,  że jednak przemyślisz jeszcze tę propozycję z pierścionkiem.

Nie baw się miłością.

P.S. Ja swój pierścionek oddałam.


Lifestyle Związek

Jestem zakładnikiem swoich emocji. Emocji, które powodują, że wiem kim jestem… Jestem ofiarą

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
24 marca 2016
Jestem ofiarą
Fot. Unsplash / Milada Vigerova / CC0 Public Domain
 

Nazywam się K. i jestem anonimowym emocjonalnym zakładnikiem. Nie umiem być szczęśliwa bez uczuć, które ty chciałabyś ze swojego życia wyrzucić. Tak, to skomplikowane. Ale wiesz, chyba nawet można się z tego wyleczyć. Jak to się stało? To dłuższa historia…

Mam 14 lat i fajnego tatę

Co to znaczy? Że po prostu jest. Żartuje, przytula mnie. To bardzo dużo, w domach moich rówieśników ojcowie bywają rzadko, a kiedy już są, to tak bardzo nieobecni, że właściwie mogłoby ich nie być. Mój jest. Zawsze bardzo intensywnie. Kiedy nie pije zabiera nas na wycieczki rowerowe i odrabia ze mną matematykę. Denerwuje się na mnie, że nie rozumiem i rozśmiesza mnie kiedy płaczę, że nigdy nie rozwiążę zadania z całkami. Kiedy pije, skupia na sobie całą moją uwagę i emocje.

Mama walczy o jego niepicie, o te momenty fajności, pokazuje mu jak dobrze jest patrzeć na świat trzeźwym okiem. – Zobacz – mówi – tak cię wszyscy kochamy. I mała i ja. Tyle byśmy zrobiły żebyś nie pił. I ja naprawdę czuję, że zrobiłabym wszystko. Czuję się odpowiedzialna za jego trzeźwość. Staram się go nie denerwować, żeby tylko nie otworzył barku, w którym trzymamy alkohol. I uczę się całek, żeby go nie zezłościć.

Moje życie wyznacza rytm jego picia: ciągi alkoholowe i momenty trzeźwości. Gdy te ostatnie trwają zbyt długo, zaczynam się niepokoić. Czekam na nie, wiem, że to przecież się musi wydarzyć. Wyczuwam całym ciałem, po prostu wiem kiedy zacznie znowu pić. W końcu on wraca do domu po alkoholu, a ja z jednej strony czuję złość, z drugiej ulgę. Uff. Wszystko jest tak jak trzeba, jak zwykle. Jest bezpiecznie.

Dostaję się na studia, a tata zrywa definitywnie z alkoholem. Jestem na etapie „nic mnie nie obchodzisz, jesteś dla mnie nikim”. Czekam, aż zacznie się wkupiać w moje łaski, starać, dawać to swoje ciepło, żartować. Teraz wszystko jest dobrze, tata jest zdrowy, stara się nadrobić te wszystkie lata picia. W moim sercu nadal niepokój.

Mam 19 lat i fajnego chłopaka

Naprawdę fajnego. Jest starszy o dwa lata, czuły i opiekuńczy. Wczepiam się w tę jego opiekuńczość jak w koło ratunkowe. Nareszcie mogę poczuć, że jestem dla kogoś wszystkim. Pierwszy rok naszego związku jest bajkowy. Czuję, że jestem kochana bezwarunkowo, podziwiana. Robimy plany, a ja zaczynam zauważać, że nie wszystko jest tak jak trzeba. Denerwuję się, kiedy on przyjmuje mnie tak bezkrytycznie. Brak mi silnych emocji, brak walki w tym związku. Nie muszę zasługiwać na chwile spokoju, na miłość. Źle mi z tym. Świadomie prowokuję kłótnie, ale on nie podejmuje wyzwania. Jest dobry i naprawdę mnie kocha, chce zrozumieć co się ze mną dzieje.

Jednym cięciem uwalniam się z tej relacji, ale to boli. Jeszcze przez kilka miesięcy krążę wokół niego i wracam, by za chwilę znów go zostawić. Sprawdzam, czy na pewno znowu to poczuję, czy odnajdę swój znajomy niepokój. W końcu odchodzę naprawdę. Czas biegnie, nie wiążę się z nikim przez kilka lat. Przecież jestem dziwna – uciekam od normalnych facetów.

Mam 30 lat i fajnego męża

To jest miłość od pierwszego wejrzenia. Poznaję go i myślę: „czuję to”. Choć wcale nie potrafię dokładnie określić co „to” właściwie jest. Nasz związek rozwija się, nasza miłość już chyba nie może być większa. Bierzemy ślub. – Kocham cię – mówi rano on, kiedy wychodzi do pracy – jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. ­ – Idiotko – krzyczy wieczorem – nic nie znaczysz, nie mogę na ciebie patrzeć! Tak bardzo go kocham.

Mam swój niepokój, jestem szczęśliwa. Po dwóch latach zakrywam dłuższym rękawem koszulki siniaki na ramionach. Po trzech zabieram dziecko i wyprowadzam się od męża. Przez pierwszy tydzień cieszę się spokojem mojego syna i oddycham głęboko. Przez następne pięć walczę z tęsknotą. Nie, nie za mężem. Za tymi emocjami, które powodują, że wiem kim jestem, jak znowu stać się ofiarą. Za moim bezpieczeństwem. To jest jak detoks.

Chodzę na terapię. Poznaje mechanizmy, które sprawiają, że w życiu wybrałam tak, a nie inaczej. Co mi daje ta świadomość? Poczucie, że mam na to życie wpływ. I pewność, że to wcześniej, to wcale nie był spokój. Uczę się spokoju od zera. Jeszcze trochę nie umiem, jeszcze czasem chcę wrócić. Ale nie wracam. Kiedyś będę spokojna.


Lifestyle Związek

Kobiece piękno nie ma terminu ważności. Te cechy się nie starzeją

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
18 marca 2016
Fot. iStock / Enrico Fianchini

Stuk, puk… Ołówek uderza miarowo o blat biurka. Piątkowe popołudnie: myśli biegną ku sprawom lekkim i nie wymagającym nawet czwartkowego wysiłku. Internet przestaje służyć zawodowym obowiązkom. Siedzę i patrzę sobie na zdjęcie pewnej aktorki. Pamiętam, podziwiałam ją jeszcze jako dziecko. –  Piękna jest – myślę, jak to mi się często zdarza, na głos. –  Przecież ta babka  już dawno po 50-tce –  rzuca okrutnie mój kolega. Ja wiem, że on by nigdy nie zatrzymał się nad jej urodą. Bo to takie oczywiste, że kobiece piękno ma określoną datę ważności. Najlepsze do spożycia przed 40-stymi urodzinami. A potem to już budzi niestrawność.

Ja się na tę niesprawiedliwość nie zgadzam, ja się przeciw temu buntuję. Prawdziwe kobiece piękno wcale nie mija z wiekiem! Bo nie o to w tym wszystkim chodzi! To o wiele więcej niż gładka buzia i jędrna pupa.

Prawdziwe kobiece piękno to pasja i ciekawość świata, chęć rozwoju i poszukiwanie tego, może nam przynieść poczucie osobistego sukcesu

Inaczej ta nasza uroda jest pusta i nie lśni, nie zachwyca, a jeśli już, to jedynie na chwilę. Ja wiem, czasem trudno nam zwolnić i się zatrzymać, skupić na swoich potrzebach. Ale one, odłożone na później, na za chwilę, na lepszy moment będą o sobie przypominać. Spełnienie: tego nam tak często brakuje, byśmy mogły poczuć się piękne.

Prawdziwe kobiece piękno to empatia, która nie przeradza się w słabość, ale naprawdę sprawia, że świat wokół jest lepszy

Współczucie, ciepło, troska to cechy, które sprawiają, że każdy człowiek może zdać się nam piękny, niezależnie od wieku czy płci. Ale chyba tylko kobiety potrafią tę chęć pomocy innym przekuć w swoją siłę, uczynić z niej coś wyjątkowego, wytwarzającego dobrą, niepowtarzalną aurę, w której chce się przebywać.

Prawdziwe kobiece piękno to mądrość, także życiowa

Ile razy spotkaliście się ze stereotypem, że kobieca uroda nie idzie w parze z intelektem? Czy jest coś bardziej seksownego niż kobiecy mózg, z którego właścicielka umiejętnie korzysta? Z doświadczenia wiem, że panowie o wiele bardziej cenią partnerki, z którymi łączy je intelektualna  więź, że uznają je za o wiele bardziej atrakcyjne, niż te panie, którym rozumu poskąpiono.

Prawdziwe kobiece piękno to wytrzymałość

Na ból, na wszystko to, co matka natura przygotowała nam w swym hojnym geście,  na życiowe ciosy i pułapki „bez wyjścia”. Na straty i odejścia, na to, czego inni (mężczyźni) nie uniosą. Nam, kobietom często wydaje się, że „nie damy rady”, a jednak znajdujemy w  sobie siłę i determinację by dokonać najtrudniejszych zmian, pokonać najtrudniejsze przeszkody. Pokonujemy swoje słabości, zaciskamy zęby i biegniemy do przodu. Jaka szkoda, że tak często jesteśmy w tej determinacji osamotnione.

Kobiece piękno to świadomość swojej wartości

Czyli tego, że jest się kimś wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju. Kimś, kto zna swoje mocne i słabe strony. Kto jest świadomy swojej urody. Kto wie, na co go stać.  Kto potrafi podkreślić swoje piękno fizyczne, ale nigdy nie pozwoli by przyćmiło ono bogate wnętrze. Kimś, kto wie, że zasługuje na szacunek.

Prawdziwe kobiece piękno to energia

Magiczna, nieokreślona siła, która niesie ze sobą potrzebę wolności i samorealizacji. Coś, co pcha nas do przodu, ku przyszłości i realizacji marzeń. Coś, co przekazujemy naszym córkom jako najlepszy prezent na dorosłe życie.

Jeśli więc kiedykolwiek usłyszycie, że „ta pani nie może być piękna, bo jest zbyt stara”, przypomnijcie sobie, że uroda to tylko jeden z elementów składowych pojęcia piękna.  Pozostałe się wcale nie starzeją. Powiedzcie to głośno tym, którzy jeszcze nie wiedzą.