Macierzyństwo Psychologia REPORTAŻ Związek

„Mam kobietę, dziecko, jestem szczęśliwa.” Życie lesbijki w Polsce

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 października 2015
Got. iStock
 

– Zakochałam się – mówi Marzena, która od 11 lat jest w związku z Dorotą, wspólnie wychowują córkę Marzeny.  Marzena od dawna wiedziała, że jest lesbijką. Chciała jednak z życiową rewolucją poczekać do pięćdziesiątki, najpierw odchować dziecko i dopiero wtedy pozwolić sobie na miłość do kobiety.

To fanaberia

Kiedy się poznały, Marzena miała wtedy męża i niespełna dwuletnią córkę.  – Pojawiła się Dorota i zawróciła mi w głowie – opowiada.  – I to nie jest tak, że mi odwidziało, że nagle zaczęły mnie pociągać kobiety. 11 lat temu ludzie inaczej postrzegali osoby homoseksualne. Determinowało mnie środowisko, miejscowość, w której żyłam, gdzie nie mogłam być sobą. Brnęłam w to co, jest ogólnie akceptowane. Kiedy pojawił się facet, zdecydowałam się na związek. – Byliśmy ze sobą sześć lat. Rodzice naciskali na ślub. Po nim pojawiło się dziecko. Marzena wspomina, że kiedy Asia, jej córka, skończyła dwa lata ona poczuła, że wychodzi ze swojej dziupli. Wróciła do pracy, do ludzi. – Wtedy odezwało się też to, co siedziało we mnie bardzo głęboko. Było mi o tyle łatwiej, że dostęp do internetu był coraz bardziej powszechny. Pewnego dnia weszłam na jeden z portali dla osób branżowych (czyli homoseksualnych – przypis red.). Chwilę wcześniej ktoś nazwał mnie ciotą, lesbą i zbokiem. Musiałam się wygadać, pomyliłam nicki i przez przypadek zaczepiłam Dorotę, tak się zaczęło. Dlaczego? Może dlatego, że ta rozmowa nie była taka, jak inne. Nie zaczynała się od tego, jak masz na imię, rozmiar stopy, biustu i jaki seks preferujesz.

Dorota tłumaczy, że osoby homoseksualne bardzo wcześnie zdają sobie sprawę ze swoich preferencji. – Już w przedszkolu bardziej interesowały mnie dziewczynki niż chłopcy – mówi. Była w kilku związkach z mężczyznami, nie potrafiła się jednak zaangażować. – Szybko odkryłam, że  z facetami jest fajnie, ale interesują mnie kobiety. Tylko nie wiedziałam, czy to jest dobre, czy złe, nie miałam żadnego odnośnika. Znalezienie kogoś do kogo mogłabym się porównać, było niemożliwe.

Trudna miłość

Na portalu poznały się w lipcu. Dużo rozmawiały, na czacie, przez telefon. Pierwszy raz spotkały się w sierpniu. – Ustrzeliłyśmy się od razu – mówi Marzena. – Kiedy się zobaczyłyśmy, już wszystko było jasne – śmieje się Dorota.  Obie wiedziały, czego chcą. W październiku Marzeny mąż zorientował się, że kobiety łączy coś więcej niż przyjaźń i rozmowy. – Biłam się sama ze sobą, to było bardzo trudne. W końcu podjęłam decyzję, że jednak stawiam na rodzinę – wspomina Marzena. – Przez dwa miesiące nie miałam z Dorotą żadnego kontaktu, bo wiedziałam, że jeden sms, telefon i nie będę w stanie tego zatrzymać. Kiedy w grudniu odnowiłyśmy kontakt, nie mogłyśmy już go przerwać.

Kobiety wspominają wiele rozmów, które się wtedy odbyły. Znacząca była ta między mężem Marzeny a Dorotą. – Przez trzy godziny chodziłam zimą po plaży nad morzem, a oni rozmawiali. Do dzisiaj nie wiem, co  Dorota powiedziała Marcinowi, wiem tylko, że po tej rozmowie jemu było łatwiej, wiele rzeczy sobie poukładał. Każdy poczuł ulgę. To jednak nie był koniec małżeństwa. – Dawaliśmy sobie jeszcze szanse, były powroty, kłótnie. Aż w końcu we wrześniu, rok po tym, jak poznałam Dorotę, usiedliśmy z Marcinem i postanowiliśmy, że się rozstajemy. Płakaliśmy oboje, ale to właśnie wtedy dojrzeliśmy oboje do tej decyzji. Na drugi dzień spakowałam się i wyprowadziłam do rodziców.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Dla rodziców obu kobiet ich związek był szokiem. Byli przekonani, że to chwilowa fanaberia, chcieli skierować je na leczenie, egzorcyzmy. – Jeśli czegoś nie znasz, to najlepiej to leczyć. Tak uważała moja mama – wspomina Dorota, której mama potrzebowała siedmiu lat, by zaakceptować w pełni związek swojej córki.  – Moim rodzicom powiedziałam, że albo akceptują mnie taką jak jestem, albo nie musimy się widywać. Wiem, że to nie w porządku, ale wtedy nie było innego wyjścia. Walczyłam o spokój i szczęście – tłumaczy Marzena.

Wspólne życie

Dziś kobiety mieszkają w Grzebienisku, wsi pod Poznaniem, w której Marzena jest sołtysem. Wychowują Asię, która ma już 13 lat, pracują, na Święta jeżdżą do rodziców Doroty.  – Żyjemy na wsi i mamy się dobrze, nikt nie rzuca w nas kamieniami. Nie obnosimy się z naszym związkiem, ale też nie wiemy, ile osób faktycznie zdaje sobie z niego sprawę, ile nie chce widzieć, wypiera to – mówi Marzena. Dziewczyny nie są w swojej wsi wyjątkiem, w Grzebienisku mieszka jeszcze jedna para LGBT.

Podczas wyborów na sołtysa Marzena uzyskała poparcie 80% głosujących mieszkańców. Przez wiele lat była Przewodniczącą Rady Rodziców w szkole swojej córki. Z racji pełnionej funkcji współpracuje z różnymi jednostkami wsi i gminy. Także z proboszczem miejscowej parafii.

Religia

Dorota jest osobą wierzącą i praktykującą. Nie zastanawia się, czy ksiądz zdaje sobie sprawę ze związku, w którym żyje. – Teraz mamy nowego księdza, ale my przed osobami kościelnymi nie robimy tajemnicy z tego, kim jesteśmy. Kwestia wiary to dla wierzących osób homoseksualnych jest bardzo ważna. Niestety niektórzy z przedstawicieli Kościoła piętnują je uznając za jedną słuszną drogę małżeństwa heteroseksualne. – Tak, przyjmuję Komunię, chodzę do spowiedzi. Czy spowiadam się z mojego związku? Nie cudzołożę, jestem z jedną kobietą, nie zdradzam jej nawet w myślach, nie fantazjuję o innych. Zatem nie grzeszę. Wierzę w dobrego Boga i żyję zgodnie z zasadami Kościoła – tłumaczy Dorota, która podkreśla, że niestety w naszej rzeczywistości, także tej kościelnej rządzi ten, kto głośniej krzyczy.

Tęczowe rodziny i ich dzieci

Co jakiś czas w Polsce wybucha burzliwa dyskusja na temat tego, czy osoby homoseksualne powinny mieć dzieci. Budzi ona zawsze wielkie emocje, a Dorota z Marzeną mówią: – Halo, ale my tu już jesteśmy. Dzieci już teraz, bez względu na prowadzone debaty, wychowują się w związkach homoseksualnych. – Jeszcze rok temu nie znałyśmy innych par jednopłciowych wychowujących dzieci – mówi Dorota, a Marzena dodaje: – Co więcej, Aśka była pewna, że jest kimś wyjątkowym, że tylko ona jedyna ma taką rodzinę, tym samym miała poczucie, że otrzymała gwiazdkę z nieba.

Tymczasem okazało się, że takich rodzin jest zdecydowanie więcej. Dorota z Marzeną i Asią mogły się o tym przekonać biorąc udział w badaniach fokusowych prowadzonych przez Instytut Psychologii Polskiej Akademii Nauk „Rodziny z wyboru w Polsce”. To tam Asia spotkała pierwszy raz dzieci z rodzin takich jak jej rodzina, to tam brała udział w spotkaniu, w którym przez prawie 4 godziny dyskutowała z innymi dziećmi. – Widziałyśmy, jak Aśka wyszła „lekka” pod tej rozmowie.

Później pojawiły się warsztaty zorganizowane przez Tolerado Stowarzyszenie na Rzecz Osób LGBT , które otrzymało środki w ramach programu Obywatele dla Demokracji finansowanego z Funduszy EOG na realizację projektu na temat rodzicielstwa w środowisku LGBTQ. – Projekt miał na celu objąć całą Polskę, a nie tylko jej centralną część, by dać wsparcie osobom, które tego potrzebują, by uświadomić i pokazać nam, że nie jesteśmy sami – mówi Marzena. Co ważne, podczas organizowanych warsztatów spotykają się dorośli i dzieci, a w listopadzie odbędzie się ogólnopolski VI Festiwal Tęczowych Rodzin.

Dzisiaj organizujemy spotkania rodzin LGBT w Poznaniu, na pierwszym było kilka par z dziećmi, na drugim ponad trzydzieści osób i to nie tylko z Poznania. Szukamy kontaktów do rodzin, w których wychowują się nastolatki. Ważne, by oni mieli ze sobą kontakt, otrzymali wsparcie i zrozumienie od siebie nawzajem.

Asia chodzi do gimnazjum, nigdy nie spotkała się z przejawem agresji  wywołanej tym, w jakiej rodzinie się wychowuje. – Aśka nie należy do osób, które duszą coś w sobie, po niej zresztą od razu widać, gdy coś ją gryzie. Wypłakuje się najczęściej na Doroty ramieniu, także ze swoich szkolnych miłości – śmieje się Dorota. Regularnie też spotyka się ze swoim tatą.

Środowisko

Kiedy pada pytanie,  dlaczego osoby homoseksualne wchodzą w związki hetero słyszę odpowiedź: –  Z tysiąca powodów. Dziewczyny podkreślają, że dawniej było o wiele trudniej. Nie było dostępu do internetu, do wiadomości, które dziś są na wyciągnięcie ręki.  – Spotkałyśmy się na warsztatach z Basią, która ma dziś pięćdziesiąt lat i z łezką w oku mówi: „Gdyby trzydzieści lat temu było możliwe, to co dzisiaj…” – mówią, a Marzena dodaje: – Ja myślałam, że wytrzymam, poczekam, aż dziecko dorośnie i w wieku pięćdziesięciu lat skończę tę szopkę i wtedy będę z kobietą. Stało się na szczęście inaczej.

Obecna grupa osób LGBT jest bardziej świadoma, odważniejsza. – Myślę, że prędzej czy później nastąpi legalizacja związków partnerskich, choćby dlatego, że domaga się tego coraz więcej par heteroseksualnych – tłumaczy Dorota. – Dzisiaj spisujemy swoje wole u notariusza, ale i tak nie mamy pewności, czy jeśli którejś z nas coś się stanie, będzie to respektowane – mówi Marzena. Dziewczyny podkreślają także wypaczony obraz środowiska LGBT. – W mediach pokazywane są parady poprzebierani uczestnicy, pełno tam futer, piór, tymczasem my jesteśmy w większości zwyczajnymi ludźmi.

Kobiety mają szczęśliwe życie, akceptację najbliższych i środowiska, w którym żyją. Dlaczego więc opowiadają o sobie? – Po to, by dać wsparcie innym – mówi Marzena, a Dorota rozwija: –  Bo wydaje mi się, że jest masa osób, które siedzą sobie gdzieś na wioskach tak jak my, niekoniecznie w związkach. Siedzą zamknięte w swoich szafach i myślą, że są zupełnie same. Nasze wyjście „na zewnątrz” to pokazanie, że tak nie jest. To rodzaj wsparcia dla tych, którzy się boją, mają wątpliwości i nie wiedzą, jak sobie poradzić ze swoją sytuację. A my tu jesteśmy. Na naszej wsi. Mieszkamy razem. Jest z nami Asia –więc, jak widać – można, chcemy pokazać, że jest to możliwe.

Marzena kilka lat temu oświadczyła się Dorocie. Marzy się jej ceremonia z udziałem najbliższych im osób, kiedy w ich obecności powiedzą sobie sakramentalne „tak” i pobawią się z tymi, którzy będą uczestniczyć w tej wyjątkowej dla nich chwili.


Macierzyństwo Psychologia REPORTAŻ Związek

Nieszczęścia chodzą trójkami. Jak pachnie zdrada

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
5 października 2015
Fot. iStock
 

Nikt nie bierze ślubu z myślą, że będzie zdradzał partnera. Nikt normalny nie planuje skoku w bok. A mimo wszystko to się dzieje wokół, ludzie się zdradzają i nawet jeśli tobie wydaje się, że nigdy nie będzie cię to dotyczyć, powiem  tylko jedno – nigdy nie mów nigdy!

Bo pomyśl, w życiu nie zawsze układa się idealnie, możesz mieć dość męża, dzieci, a nawet psa, ale nie chcesz z tego rezygnować, więc zaczynasz marzyć o czymś innym. A raczej o kimś, kto doda błysku twoim oczom, rumieńca policzkom i rozpali wyobraźnię tak, że będziesz przebierała nóżkami jak mała dziewczynka w sklepie z zabawkami. To ekscytujące. Ale uwierz, niewarte zachodu.

A jeśli wychodzisz z założenia, że “jest ryzyko, jest zabawa”, weź głęboki oddech, a może nawet puknij się w głowę. Zanim wejdziesz do gry, pozwól że pomogę ci przejrzeć na oczy. A jeśli już weszłaś w jakikolwiek układ pozamałżeński, wiej kobieto, nie możesz być naiwna, nie da się “mieć ciastko i zjeść ciastko”. Da się natomiast wdepnąć w takie bagno, że unoszący się z niego smrodek, skutecznie popsuje ci apetyt na resztę życia.

To prosta sprawa. Kochasz faceta? Nie puszczaj go kantem, bo to się zemści głównie na tobie

Gwarantuję, że to akurat ty będziesz najbardziej poszkodowana, jako ta co “dała “ innemu facetowi. Pamiętaj, że jak facet zdradza to kozak, a jak kobieta, to dostaje łatkę tej, którą można wytrzeć sobie podłogę. Nie ma co psuć sobie reputacji i rozwalać małżeństwa, nawet jeśli romans wydaje się jedynym  rozwiązaniem  by osiągnąć pełnię szczęścia.

Jest o wiele więcej powodów, dla których nie warto pchać się do łóżka innego faceta

Najważniejsze to mieć szacunek do męża, jeśli on ma szacunek do ciebie. Jeśli nie ma, to się najpierw rozwiedź, a później rób, co chcesz ze swoim życiem. Bo przyznasz, że to niehonorowo, że na pytanie ślubnego ”czy wszystko w porządku?”, gdy widzi cię opromienioną, w nowym kolorze włosów, pachnącą jakby inaczej, odpowiadasz “jak zawsze!”. A biedak czuje w powietrzu radość, ekscytację, ale nie wie jeszcze, że to nie z jego przyczyny. Ty nawet się nie zająkniesz, bo ci szkoda. Szkoda męża, bo jak usłyszy, że nie jest on jedynym  twoim  rycerzem, to nie będzie miło, sama rozumiesz, czym pachnie zdrada…Szkoda kochanka, bo… jak już żyć bez niego? Wiesz też, jak pachnie zakochanie i bezgraniczna euforia, która nadaje nowy rytm twojemu życiu. Szkoda tego wszystkiego, bo w sumie masz życie jak z bajki, stabilny mąż i ekscytujący kochanek. Wyglądasz młodo, kobieco – otrzymujesz wszelkie składniki do sporządzenia eliksiru młodości, tylko jeszcze nie wiesz, jak tego dokonać. Ale bardzo tego chcesz!

Inna sprawa, nie myśl, że kochanek to jedynie przyjemność spotkania na mieście

To też niepewność, czy ten drugi akurat nie zadzwoni w najmniej odpowiedniej chwili. Głupio będzie, jak mąż przypadkiem odczyta smsa, który zdecydowanie nie był dla jego oczu. Nawet jeśli się pilnujesz, umawiasz na wolne godziny, wyciszasz telefon i z pokerową miną udajesz, że nic się nie dzieje, to i tak będzie widać. Nerwowość, napięcie, totalne podłączenie pod system, bo ON może się w złym czasie odezwać. I tak mijają dni na pełnej kontroli i zamiast odchamić się w zabawie z dzieckiem, podskakujesz w górę, gdy tylko słyszysz telefon. Jak długo tak dasz radę?

Czas na bolesne  konsekwencje

Nie ma zbrodni doskonałej i musisz wiedzieć, że ukrywanie zdrady się nie uda! A twoja piękna bajka, nagle okaże się cholernym koszmarem, z którego będziesz chciała się jak najszybciej obudzić.

Jak się trójkącik rozpieprzy, ciężko ci będzie wyjść z tego z twarzą. Bo odpowiadasz jedynie za siebie, a co na wyjawienie prawdy mąż i kochanek? Nie wiesz na kogo trafisz, być może ten twój drugi ukochany, okaże się gminnym plociuchem, który pochwali się połowie miasta, że cię “miał”? Myślisz że faceci przed kumplami się nie chwalą? Może żonaci mniej, bo chcą siebie chronić, ale wolny nie ryzykuje niczym. Ty zostaniesz w oczach innych – wybacz, ale tak będzie – zwykłą latawicą. I nikt nie zapyta, dlaczego się w to pchałaś, bo nikogo nie będzie to interesować. Za to towarzystwo będzie miało o czym gadać. A w ostatecznym rozrachunku możesz nie mieć ani męża, ani kochanka, bo pierwszy już cię nie będzie chciał takiej “przechodzonej” a drugi tobą się nasyci. I jak ja na to nie patrzę, takie bajki zawsze zmieniają się w koszmary.

Na przykładzie mogę tylko wam powiedzieć że mając wszystko, i chcąc jeszcze więcej, można zostać z niczym. Jak moja pewna znajoma, która znalazła pocieszenie w ramionach kochanka. Niby nikt nic nie wiedział, a miasto huczało. Zaryzykowała raz i się wydało. Była na tyle nierozsądna, że gdy pozbierała małżeństwo z totalnego rozbicia, weszła w ten sam układ z tym samym  człowiekiem. Raz jeszcze się rozniosło z wiatrem do uszu męża rogacza. Efekt? Nie do pozazdroszczenia, bo kochanek został przy żonie, a ona została sama.

Wnioski? Wyciągnijcie same.

 


Macierzyństwo Psychologia REPORTAŻ Związek

Ksiądz Charamsa szkodzi gejom i lesbijkom! Tylko utwardził watykański beton

Artur Grabarczyk
Artur Grabarczyk
5 października 2015
Fot. iStock

Coming out księdza Krzysztofa Charamsy budzi mój podziw i… politowanie. Podziw, bo wyznanie „Jestem gejem” wymagało od niego – kapłana, a do tego ważnego urzędnika Kongregacji Nauki Wiary – ogromnej odwagi. Mógł przecież spokojnie nadal ukrywać swoją orientację i swój związek, tak jak robi to wielu innych księży, i nikt by mu złego słowa nie powiedział. A już na pewno nie jego przełożeni. On jednak postanowił zerwać z zakłamaniem, choć wiedział, że będzie musiał za to zapłacić nie tylko posadą w Watykanie, ale też zapewne wyrzuceniem ze stanu kapłańskiego. Gdyby ksiądz Charamsa na tym poprzestał, byłby dla mnie bohaterem.

Ale on postanowił pójść dalej i do swojego coming outu dołączył manifest, w którym ostro krytykuje Kościół Katolicki i domaga się od jego hierachów zmiany podejścia do osób homoseksualnych. Każdy z 10  punktów tego manifestu jest słuszny. Ale jeśli ks. Krzysztof liczył na to, jego żądania zostaną spełnione, to znaczy, że jest naiwny jak dziecko. Już widzę, jak przejęci manifestem kardynałowie zadzierają sutanny i pędzą na złamanie karku, żeby jak najszybciej stworzyć deklarację, w której stwierdzą, że homoseksualizm nie jest grzechem, przeproszą za homofobię kleru, anulują wszystkie watykańskie dokumenty potępiające gejów i lesbijki, a na koniec zaproponują, by ksiądz Krzysztof wziął ze swoim partnerem ślub, którego udzieli im oczywiście sam papież Franciszek.

Człowiek, który spędził w Watykanie tyle lat, powinien wiedzieć, że biskupi i kardynałowie nie znoszą presji. Nie cierpią, kiedy ktoś im mówi, jak powinien wyglądać Kościół i alergicznie reagują na jakiekolwiek żądania. Zwłaszcza w tak delikatnych sprawach jak stosunek do homoseksualizmu. Watykański beton ma bowiem tę szczególną właściwość, że im gwałtowniej i mocniej się w niego uderza, tym bardziej on się utwardza. Dlatego można się spodziewać, że w odpowiedzi na manifest księdza Charamsy hierarchowie nie zrobią nic. Mieliby ugiąć się pod presją księdza, który narobił im tak spektakularnego obciachu, publicznie zwyzywał ich od homofobów i zasugerował, że wśród duchownych roi się od gejów? Niedoczekanie.

Cała ta sytuacja byłaby zabawna, gdyby nie fakt, że w Watykanie ostatnio rzeczywiście coś drgnęło w kwestii otwarcia na homoseksualistów. Papież Franciszek publicznie stwierdził, że należy zmienić dotychczasowy ostry kurs, bo wykluczanie gejów i lesbijek z Kościoła jest po prostu  niechrześcijańskie. Podejście Kościoła do osób homoseksualnych jest jednym z punktów obrad rozpoczętego właśnie Synodu Biskupów i choć nie należy się spodziewać rewolucji, to na delikatną zmianę była ogromna szansa. Ale w Kościele od takich drobnych gestów zaczynają się wielkie przemiany. Przez setki lat Kościół oficjalnie głosił, że Żydzi zasłużyli na potępienie, bo zabili Chrystusa za Boga. Zmiana nastąpiła dzięki Janowi Pawłowi II. Zaczął od drobnych gestów – wizyty w rzymskiej synagodze, spotkania ekumenicznego w Asyżu, podróży do Ziemi Świętej, a skończył tym, że w 2000 roku ogłosił, że antysemityzm jest grzechem. Szkoda, że ksiądz Krzysztof Charamsa w swojej walce o miejsce homoseksualistów w Kościele nie wykazał się podobną  mądrością i cierpliwością.


Zobacz także

Sześć dziwnych zmian, które zachodzą w twoim mózgu, gdy się zakochujesz. Możesz być zaskoczona

Jakie mleko wybrać dla rocznego dziecka – krowie, kozie czy modyfikowane?

Dlaczego depilacja przed seksem nie jest najlepszym pomysłem? Będziesz zaskoczona