Związek

„Kochanie, ja też straciłem tę ciążę…” Iza nie wie, że on płacze pod prysznicem, staje się emocjonalnym wrakiem

Poli Ann
Poli Ann
12 listopada 2021
fot. aflor/iStock
 

Marek ożenił się pięć lat temu. Poznał Izę i przepadł. Jej ciemne oczy i czarne pukle do pasa zauroczyły go na amen. Kilka tygodni prosił ją o spotkanie. Nie była ufna, otwierała się powoli. Zdobył ją ciepłem i spokojem, w końcu cechy, których się całe życie wstydził okazały się być tymi na wagę złota. Iza nie potrzebowała głośnego imprezowicza, wodzireja i seks maniaka. Doskonale czuła się przy Marku, który dawał jej ogromne poczucie bezpieczeństwa. Studia kończyli razem, oboje pisali prace magisterskie, szukali pracy. Ślub wzięli gdy ich życie się stabilizowało i gdy byli pewni siebie. Potem kredyt, mieszkanie i … kamera akcja: zaczął się film pt. „Codziennie życie”.

Scena pierwsza

Pracę dostaje Marek. Iza, tak samo wykształcona ma mniej szczęścia, na rozmowach często między słowami pytana jest o planowanie rodziny. Czuje się poirytowana, jest ambitna, zamyka się w sobie. Marek stara się jak może, wspiera, pomaga, przeżywa. Nie godzi się na niesprawiedliwe traktowanie kobiet na rynku pracy. Gdy Iza w końcu znajduje posadę, cieszy się razem z nią. Tak jak obiecał na ślubnym kobiercu – na dobre i na złe.

Scena druga

Oboje całe dnie poświęcają pracy, wieczorem zakupy, film, jej zumba, jego basen, czasem szybki seks. Iza coraz częściej wspomina o dziecku. Marek też bardzo pragnie potomstwa, wie, że oboje dojrzeli do bycia rodzicami. Iza chętnie podpatruje dzieci znajomych, z koleżankami nie rozmawia o modzie, lecz o wyprawkach, lekarzach i jodze dla ciężarnych. Marek świetnie odnajduje się w tym temacie. Oczami wyobraźni widzi maluszka stąpającego po drewnianej podłodze w salonie. Z Izą kocha się jakoś bardziej namiętnie, chcąc jej dać wszystko, czego ona pragnie. Gdy w pewien sobotni poranek Iza krzyczy coś w łazience, on przerażony biegnie do niej bojąc się widoku, jaki zastanie. Dostrzega żonę, z czymś plastikowym w ręku, śmiejącą się i płaczącą na przemian. Będziesz tatą! – krzyczy z całych sił, a potem całują się namiętnie i kochają pod prysznicem.

Scena trzecia

To był ciężki dzień. W pracy Marka audyt, przełożona bardzo wymagająca, zestresowana i wyżywająca się na pracownikach. Trudno się pracuje w takiej atmosferze. Gdy Marek zmęczony wraca do domu nie wie, że nie jest sam. Wszystkie światła pogaszone, cisza. Pewnie Iza poszła do galerii kupować niemowlęce ubranka. Marek siedzi w tym mroku dobre pół godziny, uspokaja się po ciężkim dniu, myśli jak rozpracować klienta, jak pomyślnie przejść audyt i planuje prezentację, jaką ma na jutro wykonać. Dopiero po chwili orientuje się, że słyszy dobiegający z łazienki szloch. Podchodzi do drzwi, widzi Izę na podłodze w kałuży krwi.

Kobieta zastygła, łzy ciekną po jej twarzy, od czasu do czasu szlocha. Marek w mig się orientuje co się stało. Iza nie pozwala się umyć, w kółko powtarza  że do niczego się nie nadaje. Trzyma się za brzuch i wciąż pyta: „Dlaczego?” Nie chce jechać do szpitala. Marek siedzi z nią, płacze, chciałby jej pomóc, czuje ogromną bezsilność, milczy, zagryza wargi aż do krwi. Dopiero późnym wieczorem pomoże jej pod prysznicem, zrobi herbaty i zawiezie na SOR, gdzie poronienie zostanie potwierdzone. Iza dostanie leki i zaśnie, on wróci do domu, nie przygotuje się do audytu, nie zrobi prezentacji, którą zleciła mu przełożona.

Nie zmruży  oka przez całą noc, znajdzie żonie psychologa, a rano pojedzie do niej, by choć ją przytulić. W aucie znów będzie płakał jak bóbr widząc smutek w oczach Izy. W pracy przeżyje kolejny ciężki dzień. Przetrwa go jakby był tylko widzem tego zamieszania. Właśnie stracili ciążę, żona wpada w depresję, czy ten pieprzony audyt ma w tej chwili takie znaczenie?

Scena czwarta

Iza po pół roku znów zachodzi w ciążę. Od razu idzie na zwolnienie, dba o siebie. Czuje się wyśmienicie. Marek fruwa. Jest tak sielsko. Nic się nie liczy prócz tego, że będą rodzicami.

Wieczorem oglądają film, Iza wcina ogórki kiszone, on się pyta czy przynieść jej nutelli. Patrzy na nią z miłością, idzie zrobić herbaty. Gdy słyszy huk tłuczonego szkła jak wariat biegnie do sypialni. Iza zwija się z bólu, plama krwi na pościeli się powiększa, Iza wyje przerażona, Marek dzwoni po karetkę i stara się pocieszyć żonę. Trzyma ją za rękę, powstrzymuje łzy, w myślach wie, że dziecka już nie będzie, tej krwi jest tak dużo. Modli się, by Iza to przetrwała…

Scena piąta

Iza funkcjonuje jak robot. Je, śpi, pracuje. Nie chodzi do znajomych, którzy mają dzieci. Omija kina, galerie handlowe, supermarkety. W bloku chodzi po schodach, by przypadkiem windą nie jechać z kimś wózkiem. Zamyka się w swoim świecie. Z Markiem się nie układa. Iza nie wie, że on płacze pod prysznicem, że zrobił sobie badania, chcąc wiedzieć, czy ma zdrowe nasienie, że w pracy już nie żartuje, stał się małomówny i mniej wydajny, że do firmy jedzie inną drogą, by nie mijać przedszkola, o którym z Izą myśleli. Że czuje się nijak jako mężczyzna, który nie może pomóc swojej ukochanej, że nie może znaleźć rozwiązania. On też przeżywa, staje się emocjonalnym wrakiem. Nie liczy się praca, awanse, wyniki w Runmagedonach ani auto, jakim jeździ. Przecież nie jest złym człowiekiem. Nikomu nie zrobił krzywdy. Żonę kocha ponad wszystko.

Chciałby być tatą, po prostu. Czy to tak wiele?

 


Związek

„Kochanie, zrobię ci test!” Bywamy jędzami. Włos się na głowie jeży, gdy słyszę takie historie

Poli Ann
Poli Ann
12 listopada 2021
fot. Enes Evren/iStock
 

„Facet to świnia” – często my, kobiety, to powtarzamy. My – zdradzone, oszukane, bite, poniżane, wykorzystane. I mamy rację. Ten, kto krzywdzi drugiego człowieka świadomie, zasługuje nawet na gorsze miano, bez względu na płeć. Jednak czy kobiety zawsze są takie nieskazitelne? Oj chyba nie. Dziewczyny spójrzmy prawdzie w oczy. Bywamy jędzami. Czasem to mnie się włos na głowie jeży, gdy słyszę takie historie…

Grzegorz

Poznał Aśkę na imprezie. Od razu mu wpadła w oko. Śliczna, wygadana, radosna, otwarta. Studiowała na tej samej uczelni. Była więc szansa na kontynuowanie relacji. Spotykali się, było im dobrze, dogadywali się. Zakochał się. Pewnego dnia otrzymał sms: „Dziś mam ginekologa, chyba jestem w ciąży. Bądź pod przychodnią o 13.00”.

Nie przestraszył się. Uprawiali seks, ponoć brała tabletki, ale nigdy to nie jest pewne, więc nie komentował. Po prostu odpisał, że będzie i o pierwszej stawił się pod przychodnią. Kwadrans po trzynastej napisała, że jednak dostała okres. Grzegorz zapomniałby o sprawie, gdyby nie fakt, że gdy brała prysznic dostała od przyjaciółki zapytanie, czy Grzesiek zdał test. Zaintrygowało go to. Wiadomość wyświetliła się na Aśki telefonie, wtedy kliknął i przeczytał całą konwersację. Dowiedział się, ze właśnie brał udział w teście. Jego dziewczyna chciała sprawdzić czy on uniesie ciężar odpowiedzialności i czy bzyka ją dla funu. Z jednej strony był dumny, że zdał, z drugiej czuł dyskomfort, że Asia go testuje. Wieczorem chwilę dopytywał o ciążę, ale go zbyła, po tygodniu nie wytrzymał i powiedział, jak się czuje. Królikiem doświadczalnym być nie zamierzał. Pożegnał się z Aśką odchodząc ze złamanym sercem i z szóstką za zdany test.

Bartek

fot. Marjan_Apostolovic/iStock

Irmina nie tylko ze względu na oryginalne imię była wyjątkowa. Spodobała mu się od razu. Pracowali w jednej firmie. On znał tu wszystko od podszewki, ona dopiero się uczyła. Była bystra, szybka w pracy, komunikatywna. Z jednej z imprez integracyjnych wyszli razem i uznali, że chcą być razem. Oboje wpadli po uszy. Szybko zamieszkali razem. W pracy się dogadywali, może dlatego że nie musieli ze sobą pracować cały czas. Bartek miał w swoim zespole kilka kobiet. Pięknych, przebojowych, zdolnych. I super, takich ludzi potrzebował. Gdy jedna z nich zaczęła go podrywać najpierw reagował śmiechem. Traktował to jak żart. Jednak umizgi były coraz odważniejsze. Zajęty pracą, a w domu swoją kobietą nie przywiązywał do tego wagi. Był przystojny, mógł się podobać. Przypadkiem zupełnym usłyszał rozmowę, gdy Irmina mówiła tej dziewczynie co ta ma robić. Chodziło o to, by sprawdzić, czy Bartek oprze się, gdy kobieta mu się sama podaje na przysłowiowym talerzu. Irmina dyrygowała, wszystko zaplanowała.

Póki co Bartek testy zaliczał (adorującej koleżanki nie), teraz miała przyjść pora na zadanie finałowe. Nie przyznał się Irminie, że zna jej zamiary. I faktycznie w niedługim czasie, Agnieszka znalazła pretekst by znaleźć się z nim w biurze po godzinach sam na sam, ubrana w seksowną bieliznę, marynarkę i pończochy. Trudno było oderwać od niej wzrok. Była piękna i chętna. Ale to nie z nią przecież był. Poflirtował moment, a gdy zbliżyła się by go pocałować, odgarnął jej włosy i na ucho szepnął, by przekazała Irminie, że znów zaliczył test, a nie koleżankę. Po czym zostawił zaskoczoną kobietę, a sam wrócił do domu, zabrał rzeczy, a zszokowanej Irminie powiedział, że Aga wszystko jej wyjaśni z pikantnymi szczegółami. Jeszcze kilka tygodni Irmina walczyła o niego, przepraszała. Uznał jednak, że nie tego oczekuje od związku. On chciał po prostu kochać, a nie zdobywać punkty.

Karol

fot. Charday Penn/iStock

Długo się bronił przed związkiem z Renatą. W końcu była przyjaciółką jego eks, z którą miał dziecko. Renata jednak dziwnym trafem zawsze była obok, rozumiała go, podzielała jego pasje, a że była atrakcyjna i dobrze czuł się w jej towarzystwie, uznał że zaprosi ją na kawę. Jedną, druga, piątą, na kolację, do kina aż w końcu do łóżka. Układało się im dobrze. Jego córeczka znała Renatę, więc gdy mała była z nimi nie czuła się nieswojo. Wszystko zaczęło się układać. Monika, jego eks, się nie wtrącała, on był zakochany w Renacie, mała Maja bardzo ją lubiła. W końcu był spokój. Nie trwał długo. Renata pewnego wieczoru wypiła za dużo i wyznała, że go kocha. Ucieszył się. Ona zaś nie bardzo, bo nie taki był plan. Miała go poderwać, obserwować jak zajmuje się Mają, a gdy coś schrzani to uprzejmie donieść Monice, by ta miała pretekst do przejęcia całkowitej władzy nad dzieckiem. Sęk w tym, że Karol był dobrym ojcem i fajnym facetem, a Renata zamiast go tylko obserwować, po prostu mu uległa i się zakochała. To był jak strzał między oczy. Nie wiedział na którą być bardziej zły.

Karol nie spał tej nocy. Poczuł się jak puzzel w układance, który ma tylko dopełnić całość. Zaangażował się, zaufał, a był po prostu pionkiem w jakiejś cholernej grze. Renata się zakochała i przeprasza, Monika znów nie daje mu żyć, Maja dopytuje o ciocię, a on zastanawia się co znów zrobił nie tak i czy wszystkie baby są jakieś inne czy tylko on na takie trafia?

 


Związek

„Czytam te artykuły, jakie te kobiety są biedne, a mężczyźni okrutni. I krew mnie zalewa!”

Poli Ann
Poli Ann
19 października 2021
Photo by Zach Vessels on Unsplash

Świat nie jest podzielony na dobre kobiety i złych mężczyzn, tylko na dobrych i złych ludzi. Po raz kolejny się zakochałem i przejechałem. Chyba byłem za dobry…

Poznałem Gosię przez znajomych. Drobna blondynka, ładna, gadatliwa. Wydawało mi się, że nie będę w jej typie. Ja wielki facet, wydziarany, łysy. Zagadałem, poprosiłem numer telefonu. Zgodziła się, a ja fruwałem. Byłem bardzo spragniony miłości, miałem kilka nieudanych związków za sobą, a Gosia momentalnie zawróciła mi w głowie. Samotna matka, po trudnym rozwodzie, ledwo wiążąca koniec z końcem. Nie byłem nachalny, zdobywałem ją małymi krokami, jej córka mnie polubiła, zaczęliśmy spędzać czas we trójkę, z reguły aktywnie i było nam tak… normalnie. Zakochałem się, zmieniłem pracę, zacząłem jeździć na tirach i zrozumiałem że to z Gosią chcę mieć rodzinę.

Wprowadziłem się do niej. Będąc w domu pomagałem, jeżdżąc po Europie dzwoniłem kilka razy dziennie, wspierałem, gdy zepsuł się jej samochód, gdy ciekł kran lub gdy zabrakło pieniędzy. W końcu byłem głową rodziny. Byłem taki dumny i szczęśliwy, że dziewczyny mogą oprzeć się na moim ramieniu, że to do mnie dzwonią o pomoc, że mnie pokochały…Gosia nie chciała ślubu, twierdziła że jeden już miała i wystarczy. Uszanowałem to. Nie chciałem brać więcej niż chce mi dać. Pewnie się bała, że tak jak mąż ją zdradzę. Ja tez już raz byłem zaobrączkowany. Wiem jak smakuje rozwód, nie nalegałem. Było dobrze jak jest.

W końcu miałem do kogo wracać, z kim pogadać, iść na zakupy, do kina, a w nocy kochać się namiętnie. Byłem wierny jak pies. Wszystko robiłem z myślą o moich dziewczynach. Zrobiłem im remont całego mieszkania, dokładałem się do wydatków związanych z Zosią, choć nie musiałem. Spłacałem Gosi kredyt, bo jako fryzjerka w niedużym mieście mało zarabiała. Byłem wsparciem takim umiałem. Czy coś mi przeszkadzało?

Tak, ale w obawie, że stracę moją rodzinę nie reagowałem, gdy Gosia brała mój telefon i go przeszukiwała, gdy mojej serdecznej przyjaciółce zasugerowała, że nie toleruje tej przyjaźni ze mną, gdy jechałem odwiedzić mojego syna z pierwszego małżeństwa, a ona nigdy nie chciała ze mną tam pojechać. Nie poznała mojej mamy, braci. Ja natomiast jej rodzinę i przyjaciół tak. Tych kilka spraw mnie uwierało, ale trwałem w tym związku. Przecież ją kochałem.

Wszystko pękło, gdy zabroniła mi pojawić się na komunii Zosi, twierdząc, że ojciec dziewczynki sobie tego nie życzy. Po raz kolejny zrobiłem coś, czego sobie życzyła, problem jednak był w tym, że gościom zostało powiedziane, że wyjechałem w trasę. W domu zaś, gdy dziewczyny wróciły z przyjęcia, Gośka rzuciła słodko: „Szkoda, że Cię nie było”. Zabolało. Mnie, niemal stukilowego faceta, zabolało jakby mnie dźgnęła. W plecy, znienacka.

Drugi cios padł, gdy szukając jakichś moich papierów, znalazłem jej dokumenty, w których starała się o wsparcie finansowe w czasie pandemii. Zobaczyłem w końcu, ile zarabia i ile dostała od rządu. Mi o niczym nie wspomniała, ba, nawet dołożyłem do komunii Zosi, bo narzekała, że brakuje. Kawałki układanki w mojej głowie zaczęły tworzyć mi nowy obraz mojej kobiety. Nie rozumiałem dlaczego nie jest ze mną szczera. Gdy chciałem rozmawiać, uznała, że grzebię w jej rzeczach. Wrzeszczała, płakała, a ja nie poznawałem mojej Gosi. Oliwy do ognia dolała po paru dniach, zupełnie niechcący, Zosia. Wygadała się, że tydzień była u babci.

Gosia tłumaczyła się nawałem pracy dlatego wysłała mała do babci, prawie jej uwierzyłem, ale gdy tego samego dnia na mieście mignął mi jej były mąż, dodałem dwa do dwóch. Była tak zaskoczona moim bezpośrednim pytaniem, że nawet nie zaprzeczyła. Tydzień spędziła w towarzystwie swojego eks i to raczej nie na omawianiu przyszłości Zosi. Myślałem, że wymyśli taką wymówkę, że jej uwierzę, że będzie jak kiedyś. A ona tylko milczała, patrząc na mnie z pogardą, gdy, połykając, łzy pakowałem swoje rzeczy. Następnego dnia z awanturą zadzwoniła do mnie jej matka grożąc mi policją, za to co zrobiłem jej córce. Dowiedziałem się, że przez te dwa lata znęcałem się nad nią psychicznie, że każdy wypad na rower, na weekend to była udręka, seks męczarnią, że w końcu się ode mnie uwolniła. Rozłączyłem się. Bolało cholernie. Ja tylko chciałem mieć rodzinę. Nie byłem idealny, ale nigdy Małgorzaty ani Zosi nie skrzywdziłem. Były przecież moją rodziną…

Wprowadziłem do innego miasta, dziś składam się do kupy. Gośka wśród naszych przyjaciół przedstawiła swoją wersję, niemal wszyscy się ode mnie odwrócili nie chcąc nawet mnie wysłuchać. W kontakcie jestem tylko z jedną parą znajomych – Krzyśkiem i Magdą. Oni jedyni domyślili, że Gośka kłamie.

Niedawno po kilku drinkach wypaliła ponoć w towarzystwie, że był jej potrzebny facet, żeby nikt już więcej nie gadał, że jest sama więc gdy nawinąłem się ja uznała, że skorzysta. Napatoczył się jeleń, którego wykorzystała do cna, rozwaliła na kawałki, odebrała godność i wiarę w miłość. Nie wiem czy i kiedy się pozbieram. Trudno jest. Facet to też przecież człowiek, ma uczucia, kocha, pożąda, tęskni, Krzysiek zripostował to w następujący sposób:” Stary, bo to zła kobieta była”. Może kiedyś będę się z tego śmiał, dziś póki co na to za wcześnie. Faceta też można złamać, nie złamawszy sobie nawet paznokcia.