Lifestyle Psychologia Związek

Kochaj niedoskonałego. Jak idealizowanie partnera może zniszczyć twój związek

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 lipca 2016
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Nie jest trudno kochać ideał, jakieś niemające wiele wspólnego z rzeczywistością wyobrażenie o drugiej osobie. Większość ludzi marzy o tym, by być z partnerem doskonałym, a przecież to wcale nie jest klucz od udanego związku. Kluczem jest wzajemna akceptacja nas samych takich, jakimi jesteśmy, a nie takich jakimi chciano by nas widzieć. Jak inaczej mówić o szczerej, dobrej i przenoszącej góry miłości?

Według psychologów do nadmiernej idealizacji naszej drugiej połówki dochodzi wtedy, gdy to jak ją postrzegamy znacząco przekracza naszą własną pozytywną samoocenę. I takie relacje mają zazwyczaj podobną strukturę: gdy jedno idealizuje, drugie wiąże je ze sobą jakąś formą uzależnienia i przejmuje kontrolę nad związkiem. Dodatkowo układ emocjonalny, w którym jedna ze stron idealizuje drugą, bardzo wcześnie wchodzi na wyższy poziom intymności niż układ, w którym partnerzy od początku podchodzą do siebie realistycznie. Łatwo może stać się zatem toksycznym i trudno się z niego wyplątać.

Czym grozi nadmierne idealizowanie partnera?

1. Wytwarza niepotrzebną presję i poczucie samotności

Idealizowania powoduje, że jedna ze stron stale ma wrażenie, że powinna sprostać oczekiwaniom tej drugiej. Wie, że wcale nie jest idealna, ani wyposażona w te wszystkie cechy, które przypisuje jej partner czy partnerka. Ale kocha, więc zależy jej by być dla swojej drugiej połówki tym najlepszym, najwspanialszym, jedynym, wyjątkowym numerem jeden. Nasz ukochany, czy ukochana stara się być taki, jak nasze wyobrażenie na jego temat. Powoduje to ciągłe uczucie presji, a w konsekwencji zamykanie się na drugą osobę. Idealizowany tęskni za kimś, kto zaakceptuje go w całości, a nie patrzy na niego przez różowe okulary.

2. Wpędza w kompleksy idealizowanego partnera

Jeśli on/ona nie kocha mnie takim jakim jestem naprawdę, to może powinienem być w ogóle kimś innym? Gdzie leży prawda o mnie? Skoro taki, jaki jestem, nie jestem wart jej miłości, zostawi mnie, kiedy tylko zorientuje się, że się co do mnie myliła. Idealizowany partner, świadomy swoich wad i słabości, zaczyna czuć się samotny. Nie jest łatwo funkcjonować w związku, w którym nie można być sobą, a jeśli nawet podejmuje się próby życia w zgodzie ze sobą, twój partner ich nie zauważa.

3. Wpędza w kompleksy idealizującego partnera

On/ona jest taki wspaniały… Nie zasłużyłem na to, by z nim/z nią być. Przy mojej drugiej połówce niewiele znaczę i jeszcze bardziej widoczne stają się moje niedostatki. Muszę zrobić wszystko, by ona dalej chciała ze mną być, dlatego zrezygnuję z siebie i ze swoich potrzeb.  Związek przestaje być związkiem dwojga zakochanych, a zaczyna być układem wdzięczności za to, że ten idealny zdecydował się obdarzyć nas swoim uczuciem.  To upokarzające.

4. Jest przykrywką dla prawdziwych problemów

Idealizują bardzo często ci, którzy cierpią na tzw. kompleks piedestału, związany z   zaprzeczeniem. Idealizujący najbardziej boją się tego, że zostaną odrzuceni. Im większy lęk, tym bardziej desperacka próba zatrzymania przy sobie partnera i większe ślepe uwielbienie dla niego. Żyjąc wyobrażeniem o partnerze doskonałym uciekają przed rzeczywistością i próbują  obronić się przed ewentualnymi, przykrymi doświadczeniami.

5. Nie pozwala wyłapać niepokojących sygnałów w związku

Idealizujący skupiają się na wyolbrzymianiu pozytywnych cech partnera, ale ignorują jego wady. Bardzo łatwo popadają zatem w niebezpieczne, toksyczne i wyniszczające relacje z osobami, które wykorzystują ich głód miłości. Jeśli już widzą, że dzieje się naprawdę źle, prędzej wina obarczą siebie niż partnera.

Związek powinien być dla nas wzajemnie lekcją o nas samych. Kochajmy nieprzytomnie, ale pozwólmy sobie i naszemu partnerowi być autentycznymi. Wtedy i nasz związek będzie prawdziwy. Bez bolesnych rozczarowań i nierealnych oczekiwań.


Lifestyle Psychologia Związek

Kiedy ludzie cię zawodzą i kiedy ty zawodzisz siebie…

Anika Zadylak
Anika Zadylak
27 lipca 2016
Fot. iStock/Martin Dimitrov
 

Każdy z nas jest skrajnie od siebie różny, co nie zmienia faktu, że wszyscy bez wyjątku jesteśmy po prostu ludźmi. Chcemy wierzyć po to, żeby zaufać, a w rezultacie nawet pokochać. I często, zbyt często, przychodzi taki moment, że któreś zawodzi. Odchodzimy. Tylko po to, żeby w ciszy czterech ścian, z drugą butelką wina, licytując się z samym diabłem, obracać w dłoniach telefon. I resztkami sił bronić się przed tym, żeby zadzwonić. I prosić, by wrócił. A przecież zawiódł. Czy na pewno, tylko on?

– Bo to jest tak, słuchaj – Anka ma 29 lat, jest piękna, przebojowa, radzi sobie świetnie. Nie ma problemów, ani z brakiem przyjaciół ani adoratorów. Mimo to, większość życia bywa sama. – To, co ja chcę powiedzieć, nie tyczy się tylko relacji damsko – męskich. To samo myślę o ludziach w ogóle o znajomych, przyjaciołach. Moja mama jak opowiada mi historie o tym, jak się z ojcem poznali, to mi ręce opadają. Prawie nic nie mieli, prawie nic o sobie nie wiedzieli. I matka wiesz, bach! Zaufała na tyle, że szybko ślub, ciąża i rodzina. No wiem, udało jej się na szczęście. Ale kto to widział, bez ostrożności, bez sprawdzenia, bez dystansu?! I ja to mamie jako komentarz do jej opowiastki wygłaszam i słyszę, że w tym właśnie mój problem. Mój?! I cholera faktycznie, pukam się w czoło bo zaczynam rozumieć. My tak sprawdzamy, tak się panicznie boimy krzywdy. Ale jeszcze bardziej pragniemy bliskości, że ciągle szukamy. Szukamy, chcemy i dopatrujemy się wad, żeby się zabezpieczyć, żeby potem mniej cierpieć. I albo w końcu coś wynajdujemy albo ta druga, uczciwa strona, tego nie wytrzymuje i odchodzi. Takie błędne koło. Wiem jak to zabrzmi, ale chyba faktycznie tamte czasy, mojej mamy, były spokojniejsze, inne. I ludzie mniej się martwili na zapas. Po prostu byli razem.

Miałam tu przyjaciółkę, zawiodła mnie. Czemu się głupio uśmiecham, gdy to mówię? Bo do dziś nie wiem, czy sama tego nie spieprzyłam. Zawsze widziałam, że ma problem z używkami. A to była taka fajna laska, że nie potrzebowała niczego, by dać radę. Widziałam, ale nie reagowałam, nawet jak dzwoniła nagle w środku nocy zapłakana… Udawałam, że nie widzę. Do czasu aż przez własną głupotę naraziła bezpieczeństwo innych ludzi… Szkoda gadać. Wierzyłam w nią, a ona zawiodła, aż zabolało. A z drugiej strony, przecież mogłam coś wcześniej zrobić.

O swoim ostatnim facecie powiem tylko tyle, że w końcu uciekł. Tak mu dałam popalić. Facet marzenie, a ja przez ten mój strach i ostrożność, wciąż szukałam czegoś, czego ostatecznie nie było. I nie wytrzymał. Więc co ci mam powiedzieć? Według mnie, to my sami jesteśmy sobie winni. Zbyt wiele wymagamy i dlatego się zawodzimy.

– To przez wygórowane oczekiwania.  I osaczanie  – Karol, 34 latek. Dobre studia, dobra praca, dobre auto, dobra dziewczyna. A nie, chwilowo znowu jest sam. – Ja wiem sam po sobie, że tak tej miłości, tego kogoś obok chce, że za bardzo naciskam. Zaobserwowałem to już nie tylko u siebie. Wiesz od razu daję wszystko, ale też wszystkiego żądam w zamian. Kurczowe trzymanie za rączkę – tak bym to nazwał, a nie każdy to lubi. I to od pierwszych dni związku. Ciężko jest wytłumaczyć i przekonać, że ja to robię nie do końca świadomie. Ja tak chcę pokazać, że myślę poważnie, że mi zależy, że podchodzę do tego otwarcie i pewnie. Odstraszam, bo wymagam deklaracji. A one, kolejne, odchodzą, zawodzą.

Tak, dobrze słyszysz. Przecież tak się starałem, całego siebie jak na dłoni daję. A one tego nie doceniają, z dobrobytu im się w głowach przewraca i szukają same nie wiedzą czego. Tak sobie to tłumaczę, choć doskonale wiem, że się do tego dołożyłem. Tylko boję się przyznać.

Wypowiedz Karola przerywa Bartek, kolega z firmy, który przysłuchuje się nam od kilkunastu minut. – To i tak wszystko nic. Najgorzej jest zawieść samego siebie. Zdarzało mi się kilka razy. Choć za każdym razem szczerze żałowałem, obiecywałem sam sobie, że już nigdy więcej, dbałem o to, starałem się. I znowu to robiłem. I jak tak was teraz słucham i o tym myślę, to się tak zastanawiam. Jakim prawem, żądamy wyjaśnień gdy nas ktoś zawiedzie. Przeprosin, poczucia wstydu, zażenowania. Jak sami sobie, robimy to samo.

Ewa, która ma fajny dom, faceta i mnóstwo szczęścia mówi wprost, że niestety ją też ludzie zawodzili i ona siebie również. – My to chyba mamy we krwi, wszyscy, bo nie do końca potrafimy być szczerzy, bo boimy się odkryć i pokazać, kim na prawdę jesteśmy, bo ukrywamy swoje lęki. Bo oczekujemy ciut za dużo, mamy wszystko a nadal czegoś nam brak. Bo dajemy się krzywdzić i zawieść najbliższym, bo nadmiernie ufamy. Wierzymy bezgranicznie i zamiast otwarcie mówić, o tym co nam się nie podoba, omijamy temat. Z której więc strony nie spojrzysz, nie ma jednego winnego

Poznajesz, ufasz, wierzysz i kochasz. Obrywasz lub sama zadajesz ciosy. Płaczesz, bo ktoś znowu cię zranił,  złamał, zawiódł. Więc poznajesz kogoś i przez rozgoryczenie, oddajesz i też krzywdzisz. A wystarczy odpuścić i czasami też wybaczyć…


Lifestyle Psychologia Związek

Partner z odzysku. Rozwód może nas nauczyć, jak być lepszym w kolejnym związku

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
27 lipca 2016
Fot. iStock/AleksandarNakic

Narodzić się i umrzeć przy tobie. Marzenie wielu nie zawsze na wyciągnięcie ręki. Światopogląd i głoszone za nim wartości ewoluują z każdym przeżytym rokiem, z każda podjętą decyzją, a coś co wydawało nam się wstępnie śnieżnobiałe w każdej chwili mogło nabrać odcieni szarości. Czego nauczyły nas matki, a doprecyzowało własne życie – małżeństwo powinno być instytucją jednorazową i trwałą, inaczej postawimy sobie na czole wielki tłusty znak piętna rozwodnika. A co, jeśli to nie do końca prawda, a jeden rozwód może nauczyć nas, jak być lepszym przy drugim podejściu?

Stereotypowy Rozwiedziony

Przeglądając portale randkowe to pierwszy filtr jaki nakładała na panów Iwona. Nie chciała rozwodników, za dużo się nasłuchała od rozczarowanych koleżanek z pracy. Rozwodnik to pewnie nieudacznik, bandyta albo leser, jak mawiała jej mama – nic nie potrafi, nie ma siły na utrzymanie rodziny, wiecznie się obija i ewidentnie nie sprostał zadaniom męża stawianym dzień w dzień przez jakąś inną żonę. A co jeśli bił? Pił? Zdradzał? Przecież niemożliwe, że był bez większych przewinień, a i tak doszło do rozstania. Niemożliwe, to się w głowie nie mieści.

Ojciec z odzysku

Sama też nie widziałam obok siebie rozwodnika. Przez myśl nie przechodziła mi wizja człowieka w moim domu w sercu z już zapisana kartką. Mało tego – z zapisaną, naddartą, gdzieniegdzie poskreślaną i z wielką plamą od biurowego korektora. Nie potrafiłam wykalkulować, jak mam podchodzić do pewnych spraw, które dla mnie mogły być nowe, a on w tej wodzie brodził już raz.

Poza tym zazdrość – uczucie, którego obawiałam się najbardziej. Rozwodnik oznaczał dla mnie wyścig porównań, ocen, powrotów do przeszłości i istotnych wspomnień, których nie dało się od tak wywalić. Był już raz czyimś mężem. Komuś już przyrzekał. Wiedział więcej, ja nie wiedziałam nic.

I wtedy na mojej drodze pojawił się człowiek dokładnie taki, jakiego nigdy nie brałam pod uwagę. Z byłą żoną, z byłą historią i o tyle mocniejszą, jako, że udokumentowaną dzieckiem. Mój system obrony przed pakowaniem się w takie sytuacje został złamany, jak średniej jakości hasło do konta bankowego, a wszelkie przyrzeczenia samej sobie rozwiały się jak bańki mydlane. Stałam się bezbronna w obliczu tej poczciwej gęby i kurzych łapek pod oczami, kiedy się do mnie uśmiechał.

Miał w sobie dziwną siłę udowadniania, że nie jest złym człowiekiem, tylko dlatego, że raz podjął niewłaściwą  decyzję. Przepadłam bezgranicznie, a pomyśleć, że mogłam sztywno trzymać się własnego regulaminu i przegapić tą personę. Człowieka, z którym jestem po ślubie i mam dwójkę najwspanialszych dzieci.

Nie oceniaj książki po okładce

Każdy rozwód miał gdzieś swój początek. Oczywiście najbardziej bolesne są przewinienia ciężkie, nie dające się racjonalnie wyjaśniać, ale niekiedy większym od samego rozwodu błędem, jest zła decyzja o podjętym ślubie. Warto zauważyć, że ludzie bywają stawiani w obliczu tak skomplikowanej sytuacji, że nie wiedząc, jak z niej wybrnąć, zatapiają się w nią coraz głębiej. Dziarsko zakładając garnitur i woalkę z kwiatkiem, idą w stronę ołtarza, bo teście prosili, ciocia z Ameryki ma już bilet, sala opłacona, bigos na palniku, bo reputacja, a miłość? Miłość przyjdzie z czasem. Najgorzej, kiedy nigdy do nich nie dociera. Próbując oszukać siebie i własną naturę, gimnastykują się, latami przymykają oczy na wyjątkowo niewygodne kwestie wierząc, że warto jeszcze poczekać, bo problem może magicznie rozwiązać się sam. Kapusta kiśnie coraz mocniej, dzieli ich coraz więcej, aż w końcu jedno i drugie podejmuje radykalne kroki i nakłuwa szpilką nabrzmiały balon. Rozchodzą się. Każde ładuje się długo wyczekanym szczęściem, wolnością i świeżym powietrzem, chcąc zacząć życie od nowa.

Rozwodnik też człowiek

Nie ma co ukrywać, że próba podjęcia szczęścia u boku męża z odzysku, nie jest opcją dla każdego. Odpowiedzieć trzeba sobie na kilka istotnych pytań: czy jestem na to gotowa, czy zaakceptuję jego przeszłość, żeby móc zdrowo wyrwać w przyszłość i najważniejsze – czy moje nastawienie i wyrobione opinie nie popsują więcej niż raz już kiedyś przez niego powiedzianego „tak”. Warto natomiast zredukować bieg w swoim wyścigowym samochodzie i uważnie przyjrzeć się sytuacji, nie skreślać go od razu, żeby przypadkiem nie przegapić tego, co przewrotnie i z uciążliwymi robotami na drodze, postawił przed nosem los. Nie zamykajcie oczu kiedy puka do was szczęście.  Może to właśnie na was czeka na świecie jakiś najlepszy partner z odzysku?


awatar-michalinaMichalina Grzesiak – żona własnego kumpla z podstawówki, mama Krystyny i Jerzego. Prywatnie dziewczyna z biura, właścicielka najstarszego samochodu w galaktyce, jedyna taka, co do tej pory nie wie jak korzystać z funkcji Repost na Instagramie i nie ma Snapa. Odkąd została matką, zaczęła pisać na łamach własnego bloga, który systematycznie od blisko trzech lat dzieli społeczeństwo na wiernych czytelników i zagorzałych przeciwników. Bardzo przeciętna kobieta z bardzo normalnym nastawieniem do życia. Nie ma dla niej wyższej wartości niż dzieci, kochająca się rodzina i mocna kawa rano.

 


Zobacz także

Nadzieja pozwala nam zobaczyć światło w największej ciemności. Wzruszający film

Portret kobiety „na zakręcie”. Przeżyłam wystarczająco trudnych momentów, by nie bać się przyszłości

Pięć korzyści, jakie przynosi naszemu ciału codzienne jedzenie płatków owsianych