Lifestyle Uroda Związek

Jedz, kochaj i NIE tyj! O tym dlaczego tyjemy z miłości

Monika Głuska-Bagan
Monika Głuska-Bagan
12 października 2015
Fot. iStock
 

Rok temu zakochałam się i wkrótce potem… przytyłam. Mówi się, że z miłości się chudnie, ale czy to prawda? Może rzeczywiście coś w tym jest, bo na początku jesteś wiecznie podekscytowana. Ale po kilku miesiącach, gdy poznajesz lepiej partnera, a on okazuje się fajny, wijesz gniazdo, gotujesz lub biegasz po restauracjach.

Idę ulicą, przechodzę obok dziewczyny, która radośnie się do mnie uśmiecha.– Dzień dobry nie poznaje mnie pani? – zaczepia mnie. Po chwili namysłu rozpoznaję, to Ania, koleżanka mojej córki, 24-letnia studentka. Wygląda promiennie, ale mocno przytyła, zawsze była chuda jak patyk.

– Wiem, wiem, jestem gruba – przyznaje Ania z nieśmiałym uśmiechem, łapiąc moje spojrzenie na jej brzuchu.  Czuję się dziwnie, bo sama w tym momencie myślę o swojej figurze, która mocno odbiega od ideału.

Dziewczyna nigdy nie miała problemów z wagą, jadała regularnie, w trakcie przerwy w zajęciach biegła coś przekąsić lub wpadała na obiad do mamy, trzy razy w tygodniu ćwiczyła w fitness klubie. Dopóki nie poznała Grzegorza. W ciągu pół roku przybrała ponad pięć kilo, przez następne pół kolejne pięć.– Przez kilka miesięcy widziałam tylko wpatrzone we mnie oczy Grzesia i nawet nie zauważyłam, że powoli obrastam tłuszczem – mówi. – Pewnego dnia przymierzałam w sklepie sukienkę, ta w moim rozmiarze 36 nie pasowała, ledwo zmieściłam się w 38, teraz noszę 40.

Psychologowie nazywają to syndromem ustatkowania się, wraz ze stanem zakochania przychodzi pewność siebie. Partner zapewnia nas o miłości, a my czujemy się akceptowane. Na początku miłość wydaje się wieczna i idealna, nie widzimy swoich wad, wspaniale do siebie pasujemy i wierzymy w szczęśliwą gwiazdę.W udanym związku uspokajamy się, wyciszamy i cieszymy życiem.

Zakochani zmieniają styl

– Dopóki nie poznałam ukochanego, jadałam głównie warzywa i kasze, prawie zrezygnowałam z mięsa, ale od kiedy mieszkamy razem, przygotowujemy codziennie duże kolacje. On lubi mięso, więc i ja jem, bo nie lubię wyrzucać jedzenia. Często przygotowuje lasagne, czy chińszczyznę, więc zajadam się, bo jest smaczna i dokładam kolejne porcje – opowiada dziewczyna.Dodaje, że nie ma czasu na ćwiczenia, często z partnerem chodzą do kina i restauracji.

Trzeba jednak pamiętać, że niestety w restauracjach nie zawsze podaje się świeżo i lekko. Dania często przygotowywane są wcześniej, zawierają mniej witamin i składników mineralnych, dodaje się do nich zbyt duże ilości tłuszczu. Wrogiem figury jest alkohol, a kieliszek czerwonego wina ma 70 kcal, tyle, ile cztery łyżeczki cukru.

Podobno kobiety łatwiej przejmują nawyki żywieniowe partnera, ciężej im zrezygnować z posiłku. Częstszy u nas brak asertywności, sprawia, że trudniej nam określić własne potrzeby, łatwiej ulegamy i choć tego nie potrzebujemy, jemy tyle samo, co nasz mężczyzna.

Nie przesadzajmy jednak z wadami wspólnego jedzenia, bo ma i ono swoje plusy. To stara prawda, że potrawy przygotowane przez ukochaną osobę dają mnóstwo przyjemności i ukojenia. Seksuolodzy tłumaczą, że popęd płciowy zaczyna się w podwzgórzu, to ta część mózgu, która rządzi też apetytem. Jedzenie i seks są ściśle ze sobą związane. Zaspokajanie głodu i rozsmakowanie się w potrawach może mieć wpływ na wzbudzanie i odczuwanie pożądania. Nasze najwcześniejsze doznania przyjemności związane są właśnie z jedzeniem. Noworodek karmiony piersią jest bezpieczny i szczęśliwy. Jedzenie zaspokaja potrzebę bliskości i miłości.

Związek między kuchnią a łóżkiem, to jednak nie tylko podświadome wspomnienia z dzieciństwa. Wiele spożywanych produktów wpływa na produkcję hormonów i funkcjonowanie narządów płciowych. Duży wpływ na pożądanie ma dieta bogata w białko, owoce, warzywa. Najedzeni czujemy się  spokojni, krew szybciej krąży, narządy są ukrwione, w organizmie wytwarza się więcej hormonów, skóra staje się bardziej wrażliwa na dotyk, wyostrza się wyobraźnia.    

Co wybrać u Chińczyka, co u Włocha?

Kiedy rozmawiam z Anią słyszę: – Dziś, po roku bycia razem, oboje staramy się jeść rozsądnie. Na ulubione przez mojego chłopaka burgery, wychodzimy tylko raz w miesiącu, częściej zabieram partnera na te wegetariańskie, bardzo je polubił.

W miłosnej diecie warto bowiem ograniczyć produkty bogate w tłuszcze zwierzęce, które źle wpływają na układ krążenia i obniża u mężczyzn poziom testosteronu. Pokarmy powinny być mniej kaloryczne, za to zawierać dużo witamin i mikroelementów. Jemy regularnie cztery, pięć razy w ciągu dnia, unikamy dużych kolacji. Wybieramy ciemne pieczywo, kasze pełnoziarniste, ciemny ryż. Ograniczamy też alkohol. A jeśli już pijemy, to najlepiej po posiłku, nigdy przed, bo to za bardzo pobudza apetyt i zwiększa wydzielanie soków trawiennych. We włoskiej restauracji zamawiajmy spaghetti z sosem pomidorowym, a nie śmietanowe, czy serowe. Nie przegryzajmy dań pieczywem, posmarowanym czosnkowym masełkiem. Duża pizza z serem i mięsem to ponad 1000 kcal.  U Chińczyka nie jedzmy wieprzowiny słodko-kwaśnej, naleśników spring rolls, ani smakowitej kaczki. Z karty wybierzmy potrawy gotowane, dania z kurczaka, warzyw, lub tofu i soi.

Ech, trzeba utrzymać formę, w końcu to dopiero początek wspólnego życia.


Lifestyle Uroda Związek

Łatwiej byłoby się przeprowadzić niż tu posprzątać? Basta! Dzieci do roboty!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 października 2015
Fot. iStock
 

Poniedziałek. Czyli dzień po weekendzie. Czyli teoretycznie w domu powinien panować porządek. Przecież dopiero co sprzątałaś… Teoria jednak w  warunkach domowych się nie sprawdza, szczególnie przy konfiguracji dwa osobniki dorosłe plus dwa osobniki niepełnoletnie. A dodajmy jeszcze jakiegoś futrzaka. O, Matko Polko! Przecież powszechnie wiadomo, że  jeśli chcesz mieć porządek, masz dwa wyjścia:

1. Zrób go sobie sama

2. Naucz dzieci, by sprzątały razem z tobą (zakładam, że szanowny małżonek już posiadł tę przydatną umiejętność)

Rozwiązanie numer jeden nie zasługuje, w moim odczuciu, na to by poświęcić mu tu więcej miejsca. Prędzej czy później doprowadzi cię ono do sytuacji, w której zmęczona po kokardę (to my mamy aż tyle rzeczy?!), sfrustrowana po czubki paznokci (cały dzień sprzątałam, a efektów nie widać), zła i rozczarowana (ja sprzątam, a oni odpoczywają) oraz rozwalona emocjonalnie (traktują mnie jak sprzątaczkę) zadasz sobie pytanie: „Dlaczego nie wybrałam bramki numer dwa?”

No dobrze, na początku wymaga to sporo cierpliwości i czasu. Twojej cierpliwości i twojego czasu. Ale uwierz, efekty są tego warte… A jeśli, tak jak ja, masz w domu (prawie) dwulatka, to obowiązkowo zacznij szkolenie już dziś. Już nigdy później twoje dziecko nie zareaguje z takim entuzjazmem na widok mopa, prania, papierków na podłodze czy kosza na śmieci… Oto krótki poradnik, który podpowie Ci, jak włączać dzieci w domowe obowiązki.

1. Dopasuj obowiązek do wieku dziecka

Już dwulatek wspaniale posprząta naczynia ze stołu. Bardzo możliwe, że nawet doniesie je w całości do kuchni! (nie zrażaj się początkowymi niepowodzeniami i zainwestuj w papierowe talerzyki). No dobra, najpierw poćwicz „na sucho”. Niech odniesie serwetki, solniczkę, pieprzniczkę. Rodowa, posrebrzana cukiernica to już wyższy etap wtajemniczenia.

Trzylatek może odkładać brudną bieliznę do kosza, a rano pięknie złożyć piżamkę… Nie, daj spokój! Nie poprawiaj. W jego odczuciu zdobył właśnie Mont Everest piżamkowego know – how. Podziwiaj i pamiętaj: to tobie będzie łatwiej!…

Gdy dwulatek zamieni się w czterolatka, możesz powoli wystawiać na stół prawdziwą zastawę. Na początek tę od teściowej.

2. Uzbrój się w cierpliwość

Twój dzielny maluch już od dwudziestu minut wkłada klocki do pudełka? Spokojnie, widocznie pięć razy zmienił koncepcję wsadu i trzy razy zauważył w zabawkach coś, czego wcześniej nie widział (nawet jeśli ma je od urodzenia). Prawdopodobnie też sam dźwięk klocków wpadających do pudła nastraja go w jakiś wyjątkowy sposób. Czy ty nie wracasz często do ukochanej piosenki? Głęboki oddech i mała refleksja:  w tym wieku to szczyt jego możliwości, robi, co może. Absolutnie nie dorzucaj innych zadań, póki nie skończy pierwszego. I tak nie zapamięta.

3. Pozwól czasem przejąć inicjatywę, chwal z uśmiechem i nie krzycz, gdy z lodówki zniknie masło

Synek znajomego z zazdrością podziwiał kiedyś Tatę pastującego podłogę. Małemu nie było wolno. Korzystając więc z tatusinej drzemki maluch wysmarował przedpokój kostką masła, przekonany, że teraz wszystko będzie pięknie błyszczeć. Jaka wspaniała niespodzianka dla rodziców! Niestety, efekt nie okazał się na tyle zadowalający, by z dumą zaprezentować go ojcu i trzeba było z płaczem schować się w łazience. A Tata? Pochwalił. Za pomysł, za inicjatywę, dobre chęci. Ostatecznie smyka włączono na stałe w prace porządkowe. I powiem wam, że dziś to jedyny dziewięciolatek, jakiego znam, który nie pójdzie spać póki nie odłoży rzeczy w swoim pokoju na miejsce. Brawo oni!

4. Świeć przykładem

No dobrze, wiem, że ty świecisz. Miałam na myśli WSZYSTKICH pozostałych członków rodziny. Tatuś, starsza siostra… Skoro WSZYSCY to robią, to widocznie to jest coś, co TRZEBA robić. No i mały człowiek od razu czuję się lepiej, skoro może tak jak ten duży… Taki drobny chwyt psychologiczny, a jednoczy całą rodzinę…

Jeśli zaś świadoma praw i konsekwencji zdecydowałaś się na przejęcie na siebie wszystkiego, co z domowymi obowiązkami związane, nie narzekaj. Wydmuchaj nos! Może jeszcze osiągniesz ten etap, w którym zażądasz natychmiastowej zmiany lokalu na inny, czysty. Albo natychmiastowej zmiany dzieci na inne, współpracujące. Nigdy nie jest za późno, by wprowadzić zmiany. Pewnie będzie trochę trudniej, a w niektórych domach wybuchnie prawdziwa rewolucja. Ale w końcu dom to coś, o co dbamy razem, prawda? Niech maluchy uczą się tego jak najwcześniej.


Lifestyle Uroda Związek

Do związku trzeba dwojga. Za to rozwalić możesz go sama. Rady Ciotki Zło!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
12 października 2015
Fot. iStock

Jesteście piękni, młodzi i tak bardzo zakochani. Idealnie się ze sobą zgrywacie, znając się jak łyse konie. A jeśli dopiero się poznajecie, jesteście siebie tak bardzo ciekawi, że nawet nie zakładacie, że odkryta, czasem nieprzyjemna prawda, może skończyć tę fantastyczną idyllę. Czas płynie, wy się docieracie akceptując, bądź pomijając milczeniem dokuczliwe kwestie. A gdy coś zaczęło mocno zgrzytać, kłócicie się tak, że już pół osiedla wie doskonale, w którą część ciała każesz włożyć jemu te brudne skarpety spod łóżka. Po raz kolejny. Ale żyjecie razem, dzielnie przeciągając linę na stronę silniejszego, który koniecznie chce rządzić.

Gdy masz już dość, i sama nie chcesz rezygnować, sprawdzasz, ile twój facet zniesie. Myślisz nad tym, co tu zrobić, żeby chłop  ogarnął się i poprawił, albo miał cię dość i sam odszedł. Dla tych z was, którym konstruktywna rozmowa jawi się jako nuda i bezsens, mam bardziej hardkorowe pomysły! Zachowaj spokój i pamiętaj, że masz asa w rękawie – pewne działania, które bez pudła doprowadzą twój związek do ruiny.

Zacznij lajtowo:

“Wiesz, bo Paweł…

… to w przeciwieństwie do ciebie sprzątał, prał, wkładał gary do zmywarki….” I jak w mordę strzelił, awantura gotowa! No bo dla faceta to ból nieziemski i dyshonor, żebyś go do eks porównywała. On zdecydowanie nie chce się czuć od niego gorszy, więc jeśli hojnie dorzucisz parę superlatyw, podkreślając że tamten to zrobiłby dla ciebie wszystko, a on śmierdzi leniem, zdecydowanie nie pozostanie to bez echa. Na dwoje babka wróżyła, jak tak pobrzęczysz przez miesiąc, albo dwa to facet, albo pójdzie po rozum do głowy i naprawdę przestanie rozrzucać te skarpety po domu, albo skoro ci tęskno, odprawi cię do byłego.

Zrzędź, i tak wiem że masz ochotę to robić!

Upieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu. Wykorzystasz swój kobiecy potencjał do bezproduktywnego gadania i sprawisz że w przyszłości na widok twoich otwierających się ust, będzie chciał uciekać, gdzie pieprz rośnie. Jeszcze lepiej, wypróbuj sposób, który wielu kobietom już dawno sam Lucyfer podpowiedział – zacznij jazdę przy jego kumplach. Nadawaj jak potłuczona, o dupie Maryny, słuchają czy nie słuchają, nadawaj twardo, liczy się efekt końcowy. Masz jak w banku, że na drugi raz odpuści wspólne wyjścia i będziesz miała co najmniej święty spokój  na wolne wieczory z Grey`em.

Następnie wejdź na wyższy poziom…

Miej w nosie swoje obowiązki

Tak, wiem, że jest moda na równouprawnienie i nowoczesne pary dzielą robotę między siebie, ale tym razem pójdź po bandzie. Nie gotuj. Jak chłop wróci z pracy i pomiesza łyżką w pustym garze, rzuć mu snickersem, powiedz, żeby przestał gwiazdorzyć i sam ugotował. Bądź ze wszystkim na “nie”, wyznawaj zasadę wszystko dla mnie, nic dla ciebie, a efekty przyjdą. Będzie chciał się kochać? Niech boli cię głowa, ostentacyjnie łykaj tabletki i kładź się spać. Albo wręcz mu wibrator, gdyby cię napastował, z tekstem że to kobietom pomaga, może zechce sam spróbować? Albo bądź mistrzynią zła i wstaw jego ciemne oraz jasne ubrania na 90 stopni, podziwiając kolorki, jakie powstaną. Ponoć Picasso też różnie z kolorami kombinował. Może przy okazji odkryjesz w sobie nowy talent? Zapomnij o sprzątaniu, karmieniu rybek i wyprowadzaniu psa. Jak tak facet sam z robotą pogania, to może nawet przestaniesz być jemu do czegokolwiek potrzebna.

Z cyklu: Nie próbujcie tego w domu!

Zrezygnuj z prysznica

Ten niecny plan możesz wdrożyć w życie na dwa sposoby. W pierwszej wariacji zwyczajnie zakręcaj mu ciepłą lub zimną wodę, żeby chłopina marzł lub się oparzył. Albo przykręć zupełnie, żeby po kilka razy musiał wyłazić spod prysznica. I tak do czasu, aż nie znudzi się tobie zabawa, albo on zacznie się myć u matki. Druga wersja jest przeznaczona tylko dla twardzielek. Bo zamiast latać do głównego zaworu wody, sama przestań się myć. Weź na wstrzymanie dzień, dwa, nawet trzy, a później zaproponuj mu miłość francuską. PS. nie zapomnij o zakazie używania antyperspirantu i zmiany bielizny 😉

Umawiaj się z jego przyjacielem / bratem

Najlepiej tak, żeby ktoś widział was na mieście. Niech gadają, to plotka szybko się poniesie. Jeśli lubisz ekstremalne zabawy, wszystkiemu zaprzecz, ale działaj dalej. Jak dobrze go wkręcisz, to nawet polezie za wami, sprawdzając co też robi jego panna i najbliższa jemu osoba. Będzie ekscytująco ii z dreszczykiem, bo okaże się, czy jest typem bystrego detektywa, czy naiwniakiem, który wierzy w ciebie jak w najświętszy obrazek.

A Serio?

Po prostu, wiedz że są inne rozwiązania, jeśli on nadal się nie zmienia, nie chce odejść… Zamiast stawać na głowie i wymyślać równie absurdalne metody – może po prostu pogadacie i życzycie sobie szczęścia na nowych (oddzielnych) drogach życia. A jeśli kochasz? Niech nigdy nie przychodzi ci do głowy, któreś z powyższych rozwiązań, ot co.


Zobacz także

Dlaczego mądrzy ludzie często nie potrafią być szczęśliwi

Zostały ci resztki czerwonego wina? Nie wylewaj, zrób złuszczającą maskę na twarz

Miłość bezwarunkowa? Co za bzdura! Kochamy przecież zawsze za coś…