Lifestyle Związek

Jak zrobić z mężczyzny idiotę za pomocą 5 zdań

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 grudnia 2020
Jak zrobić z mężczyzny idiotę za pomocą 5 zdań
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Mam znajomą, która regularnie narzeka na swojego męża. Że niezdolny, że nieporadny życiowo, że jak ona czegoś nie zrobi, to na niego nie ma co liczyć. Dramat po prostu. Historia jak każda inna, gdyby nie to, że ten mąż, odkąd go znam nigdy nieporadny życiowo nie był. Ustaliliśmy to już dawno w gronie wspólnych przyjaciół. Coś się więc musiało po ślubie zepsuć (bo przecież wiadomo, że jak ma się zepsuć, to z reguły po ślubie ;)). Ale jak to: tak nagle zapomnieć jak zadbać o ukochaną, o rodzinę i o inne, ważne sprawy? Zgłupieć tak od tej obrączki, czy co? – Wcale nie ma w tym nic dziwnego – powiedział mi pewien kolega. – Nikt tak łatwo nie zrobi z faceta idioty jak jego żona i matka…

A jak? A no powtarzając do znudzenia te same błędy w obsłudze drugiego człowieka. Zastanówcie się przez chwilę nad potęgą słów:

„No już go tak nie denerwuj”

Ulubione zdanie naszych mam i teściowych. Relikt patriarchatu i czasów, kiedy o nerwy mężczyzny trzeba było dbać w domu w pierwszej kolejności. Pana domu nie drażni się przecież głupimi pytaniami, błahymi pytaniami i pytaniami, na które możesz sobie sama odpowiedzieć. Nie czepiaj się tak, nie zwracaj mu uwagi, przecież zmęczony wrócił z pracy (niektóre z nas pójdą dalej, mówiąc: „ciesz się, że wrócił do domu, a nie poszedł z kolegami na piwo…:)). Coś cię drażni? Przemilcz, każda z nas tak miała. Najlepiej na palach i na baczność.

„Nie mów mu o tym”

Po co mu mówić, niech żyje w nieświadomości. Panu domu nie zaprząta się głowy różnymi życiowymi problemami typu: „sąsiad z dołu zaparkował dziś na moim miejscu i musiałam kawał drogi targać te ciężkie zakupy”. Jejku, no. Co z tego? Radź sobie, takie jest życie. Młody ma problemy w szkole? Niech ojcu nie mówi, bo ojciec nie ma cierpliwości. Skąd ma w sumie ją mieć, jak ma wyćwiczyć te nerwy, skoro wszelkie życiowe problemy odsuwa się od niego byle dalej, wmawiając, że „dom i dzieci to domena kobiety?”

„Daj, ja to zrobię”

W domyśle: lepiej, szybciej, dokładniej. I jeszcze z miną męczennicy. Zaciśniesz zęby, że cholera, chłop nie potrafi nawet odkurzyć, ale wyrwiesz mu ten odkurzacz z ręki, albo ostentacyjnie „poprawisz” po nim. Okna umył. No przecież źle, w dwóch miejscach widzisz smugi. Co z tego, że minimalne. Dziwisz się, że za trzecim razem on już nie chce nawet próbować ci dorównać? Ty też byś nie chciała. Pieluchy też lepiej niech nie zakłada. Jeszcze odwrotnie założy, a w ogóle zrobi przy tym kompletny chaos w twoim idealnym świecie. Twoim i TWOJEGO dziecka.

„Ja ci pomogę”

Znam taką, co po nocy rysowała swojemu chłopakowi szkice na zajęcia z architektury, kiedy on smacznie chrapał na lewym boku. – To z miłości – mawiała, a on jej rysunki przedstawiał wykładowcom jako swoje przez całe dwa semestry. Potem ona uczyła się z nim do egzaminów, a on cudem je zdawał. I nie był wcale niezdolny, po prostu umiejętnie wykorzystywał okazję. Po skończeniu studiów rynek pracy zweryfikował jego wiedzę, a on zweryfikował swoje uczucia. I odszedł do innej, takiej, która mogła dać mu jeszcze więcej. W końcu miał już całkiem niezłą praktykę w wykorzystywaniu kobiecej słabości.

Dobrze, żeby twój partner czuł się „zaopiekowany”, pewnie. Ale zawsze pod warunkiem, że odwdzięczy ci się tym samym. Tego w miłości uczymy się od siebie wzajemnie, tego powinnaś wymagać.

„Jaki ty jesteś mądry”

A ja taka, no… zdecydowanie mniej. Niektórym paniom się wydaje, że to takie motywujące, te zachwyty nad wyrażonym pełnymi zdaniami komentarzami (a nie tylko emotikonem) pod jakimś postem. – Jej… ja tak nie potrafię – mówisz, patrząc z podziwem na twojego pana, restartującego dekoder telewizji kablowej. No, naprawdę, chcesz mu wmawiać, że wciśnięcie guzika to sprawnościowy i intelektualny Mont Everest?! Po co? Żeby trwał w samozachwycie i poczuciu, że czego nie zrobi, to będzie cudowne, a w ogóle, to gdyby nie on, zginęłabyś w tym wrogim, pełnym niebezpieczeństw świecie?…

Kochana koleżanko, gdy następnym razem zaśpiewasz: „Gdzie ci mężczyźni”, zastanów się, czy właśnie nie zamieniasz jednego z nich w nieporadnego, fajtłapowatego faceta ;). Bo cóż jest w tych mężczyznach takiego, żeby nie można było ich traktować na równi z kobietami i wymagać od nich także, po równo?…



Lifestyle Związek

Wiem, że istniejesz, szkoda, że nie mogę tego samego powiedzieć o sobie. List do żony mojego faceta

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 grudnia 2020
Fot. iStock/lechatnoir

Wiem, że istniejesz, to więcej niż można powiedzieć o mnie. Dzielisz jego nazwisko, dom i życie publiczne. Macie wspólne dziecko. Ja dzielę z nim skradzione chwile, godziny. Bardzo rzadko weekendy. Czas, który równie dobrze może nie istnieć. Dzielę z nim jego myśli, marzenia i uczucia. Wszystko, czym jest, a o czym ty już dawno zapomniałaś. Wszystko, co nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Masz małżeństwo trwające ponad 20 lat, masz dom, który prowadzisz, dziecko, które oboje kochacie, życie, które ci odpowiada. Masz album ze zdjęciami z waszego ślubu. Masz wspólne wakacje, niedzielne obiady, święta i urodziny. Masz ogródek i kota, który śpi w waszym łóżku. Ale twoja miłość do męża skończyła się wiele lat temu.

Cieszysz się życiem, które sama sobie zbudowałaś i jesteś szczęśliwa, ale czy on jest szczęśliwy w małżeństwie, w którym wypełniasz jedynie swoje obowiązki? Wypełniasz je bo jesteś żoną, ale nie z miłości. Nie zaprzeczysz chyba, że go nie kochasz. Gdyby był kochany, czy przyszedłby do mnie? Nie winię cię za ten brak miłości – przestałaś go kochać, to się zdarza. Ale po co pozostawać w małżeństwie bez uczucia? Robisz to tylko ze względu na pozory? Na dobre imię? Bo boisz się, co ludzie pomyślą, jeśli odejdziesz?

Zakończyłam dzisiaj ten romans, bo zmęczyło mnie moje nieistnienie. Nie chcę też skrzywdzić twojego dziecka. Przez cały czas naszego romansu wciąż próbowaliśmy znaleźć jakieś rozwiązanie, by móc być razem i nie sprawiając, że wasz syn cierpi. Bolało mnie myślenie, że może przeze mnie cierpieć. Wycofuje się, nie znalazłam sposobu na pogodzenie tych dwóch światów: naszego świata i świata waszego dziecka i jego ojca. Twój mąż również wolał zakończyć nasz związek, krzywda jego dziecka byłaby dla niego nie do zniesienia.

Dlaczego nie dasz swojemu mężowi miłości, której potrzebuje? Dlaczego nie zapewnisz mu towarzystwa i opieki, którą otacza się ukochaną osobę? Na zewnątrz grasz rolę dobrej żony, która ma udane małżeństwo, piękny dom, wspaniałe dziecko. A w domu jesteś zimna. Nie dbasz o swojego męża. Jesteś obojętna.

Nie proszę cię, żebyś go od siebie uwolniła, tylko żebyś go zrozumiała i pokochała – i pozwoliła mu siebie zrozumieć i kochać. Uczyń swoje małżeństwo żywym, prawdziwym. Kiedyś chyba przecież takie było, prawda? Zadowolisz się tym co masz teraz, naprawdę?…

Być może jednak nie mam prawa nic tutaj mówić i być może znam tylko jedną stronę tej historii. Ale mężczyzna, którego pokochałam, wybrałby ciebie, gdybyś dała mu odrobinę miłości, której szuka. Nadal cię wybiera, ponieważ czuje się zobowiązany. Gdy go spotkałam, był głodny romantycznej miłości i troski. Więc zanurzył się w nasz romans.

A twój z nim romans? Kiedy umarł i dlaczego? Z tego, co wiem o twoim mężczyźnie, nigdy by z ciebie nie zrezygnował. Nawet jako dziewczyna żonatego mężczyzny, który nie mógł publicznie okazywać mi swoich uczuć,  i od którego nie miała prawa zażądać dowodu wierności, wiem: on był mi wierny i zawsze starał się, abym nie czuła się niepewna, zazdrosna.

Może warto zainwestować uczucia w to małżeństwo. Odnaleźć  w sobie uczucie, które połączyło was dwadzieścia lat temu. Życzę ci powodzenia. Ze względu na niego.


Zobacz także

Bo to zła kobieta była… Jak robimy z mężczyzn niezdolne do podejmowania decyzji umysłowe kaleki, a z kobiet modliszki

Im wyżej rozwinięta cywilizacja, tym większy intelekt? Nieprawda! Są rzeczy które degradują nasze IQ

Akcja „Zęby na 6-tkę!”. Tydzień I, wyzwanie #7