Lifestyle

Tydzień samotnej matki na kwarantannie – czyli rzecz o nieogarnianiu

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
25 marca 2020
Fot. iStock
 

Za mną tydzień kwarantanny. Nie ogarniam niczego. I nie pojmuję jak to w ogóle fizycznie możliwe…? Dlaczego wcześniej, po dojazdach do pracy (3 godziny w ciągu dnia), generalnie wszystko szło jak w zegareczku… ? Dzisiaj nie wyrabiam się z większością podstawowych rzeczy. Jak ugotuję, to chałupy nie posprzątam, jak wypiorę, to pizzę muszę zamówić na kolację. Pies zwariował, ciągle chce na dwór, że o lekcjach z dzieckiem nawet nie wspomnę… Co robię nie tak?

Wstaję rano, może ciut później niż zazwyczaj. Mój pies od tygodnia kompletnie nie rozumie dlaczego wszyscy zostajemy z nim w domu. Nie kuma ale jest najszczęśliwszy na świecie, w związku z czym – nieustająco chce wyjść na dwór i się bawić, jakby chciał sobie odbić za wszystkie czasy.

Ja na przykład tak mam, że nie usiądę spokojnie przed komputer kiedy gary w zlewie zalegają… Też tak macie? No nie mogę i już. Robota też nie idzie, jak naczynia niewyjęte z suszarki. Nie ruszysz, nie ma opcji. Każda porządna gospodyni to zrozumie. A swoją drogą, nigdy wcześniej nie zauważałam tylu natręctw u siebie…

Jak ogarnęłam zlew, przeleciałam podłogę, bo przecież syf się rozniósł po zmywaniu, to zobaczyłam JE. Oblepione tłuszczem, ofaflunione, jakby się odbywał na nich taniec godowy, a przecież nikt z gębą do nich się nie przykleja… Okna. To dobry czas na wypucowanie okien. Najlepszy, nie będzie lepszego. Rzuciłam się im na ratunek, każda normalna kobieta mnie w tym momencie zrozumie! Nie mogłam udawać, że tego nie widzę! A jak uratowałam okna, to firanki też musiałam, tu bez gadania, wiadomo. Słońce oczywiście złośliwie waliło po oczach i z premedytacją obnażało  kolejne ciemne zakamarki. Wieczorem jakoś to wszystko lepiej wygląda 😉

Sprawdzam grupę szkolną na FB. My z lekcjami w lesie. Ale nie one! A jakże! Już pierwsze wzorowe uczennice posłały zlecone rankiem zadania. Konkurs na najszybsze zameldowanie rodzica z zadaniem trwa w najlepsze!

I tak every day, jak mnie to wnerwia… Tego konkursu nie wygramy raczej nigdy. To niewiarygodne, że ten nieustający wyścig na informacje, kto pierwszy dzwonił, rozmawiał, wie co zadane, gdzie wysłać, skąd wydrukować – frustruje mnie i totalnie demotywuje. Po cichu, bez ostentacji napisałam do wychowawczyni, że idziemy własnym programem nauczania i tyle. Co ja będę z nimi w szranki startować, z czym do ludzi… Moje dziecko od rana w klockach, mobach, minecraftach, właśnie projektuje swoją grę planszową pytając – co ja zrobię ze swoją wyobraźnią… No właśnie, niech robi, co chce, w konkursach nie startujemy, powtarzamy, czego nie umiemy, uczymy się życia…

Kolejny tydzień zaczynam dla lampką wina do śniadania. (Napisałam czy pomyślałam?). Nie no dzisiaj nalałam, bo z kolei przywitała mnie sterta ciuchów do prania, a przyjaciółka zaleciła (chyba) mądrze, żeby zawsze po przyjściu ze spaceru prać wszystkie rzeczy! No to już chodzimy w krótkich spodenkach, bo to człowiek nie nadążyłby przecież z praniem…

Jedyny plus to taki, że przestałam prasować. Tak, przestałam. Wcześniej, kiedy każdego dnia wyjeżdżałam do pracy, a muszę napomknąć po raz drugi, że dojazd ten zabierał mi trzy godziny w ciągu dnia, bo to istotna wiadomość, zawsze w weekend prasowałam… Wszystko, co wyprane. Dzisiaj, kiedy dzień podobny do dnia, a ja mam te godziny zaoszczędzone, ze stertą do prasowania zostałabym na drugi rok, więc nauczyłam się – składać. I całkiem, całkiem wygląda. Nawet nie widać, że nieprasowane. Że też ja na to wcześniej nie wpadłam, to brak słów po prostu, co ta izolacja z człowieka robi…

Konkursu na najszybciej odesłane zadania nie wygramy, ale nauczyłam się piec chleb! Pomyślałby ktoś wcześniej?  A jaka jestem pomysłowa w kuchni. Odkąd regularnie wertuję portale z przepisami, co również zajmuje trochę czasu, świat kuchni nie ma dla mnie tajemnic. Bardzo proszę przepis mojej koleżanki:

Najprotszy i pyszny domowy chlebek

Kilka osób pisało do mnie z pytaniem o przepis na prosty chleb, więc postanowiłam dzisiaj, podczas robienia chlebków w domu, nagrać i zmontować krótki filmik z instrukcją zrobienia najprostszego na świecie i pysznego domowego chleba🍞.Potrzebujemy jedynie 500 g mąki, 250 ml wody, 25 g drożdży świeżych lub 7-8 g suchych, łyżeczkę soli i dodatki wg uznania (rozmaryn, ziarna, suszone pomidory, czego dusza zapragnie).Przy drożdżach świeżych: do miski wkładamy drożdże zalewamy ciepłą wodą (tylko nie wrzącą, bo zabije drożdże), dodajemy sól i dokładnie rozprowadzamy widelcem, żeby drożdże się rozpuściły. Dodajemy mąkę cały czas mieszając, potem dosypujemy rozmaryn lub dodajemy inny dodatek i znów mieszamy aż składniki się połączą. Ciasto jest kleiste i takie ma być. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na co najmniej godzinę. Ciasto powinno potroić swoją objętość. Wtedy oprószamy je mąką i zagniatamy. Brytfankę lub naczynie żaroodporne smarujemy oliwą (ja używam najchętniej oliwy ze słoiczka z suszonymi pomidorami) i przekładamy ciasto. Znowu przykrywamy i jeszcze dajemy mu ok pół godziny, aby urosło. Piekarnik rozgrzewamy do 250 stopni i wstawiamy chlebek na 23 minuty. Około 10 minut przed końcem zraszamy chlebek wodą, wtedy skórka jest bardziej chrupiąca. Przy drożdżach suchych: do miski wsypujemy mąkę, drożdże, sól, mieszamy i zalewamy wodą, znów mieszamy do połączenia składników, potem dodajemy rozmaryn lub inny dodatek i dalej…dokładnie tak samo jak wyżej.Prawda, że proste? Każdy może zrobić swój chleb w domu, a ma naprawdę wspaniały smak i jest to przy okazji świetny sposób na wspólny czas w domu 😋. Jak zrobicie dajcie znać i pochwalcie się swoimi wypiekami <3Smacznego!👨‍🍳☀️

Gepostet von Słodkie smaki świata am Dienstag, 17. März 2020

 

Podobno rozmawianie z meblami, dopóki nie zaczną odpowiadać, jest dzisiaj całkiem normalne. I nie ma co niepokoić specjalistów. Każdy znajdzie drogę do samego siebie.      Z garami w zlewie lub bez. Przyznam szczerze – nie spodziewałam się, że zorganizowanie swojego życia poza korporacyjnym, zawodowym kieratem będzie tak trudne.


Lifestyle

Nie ma miłości na całe życie. Są spotkania. Spotkania z wielką miłością

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
14 lutego 2022
Fot. iStock / Rawpixel
 

Spotkania, które wywracają życie do góry nogami, spotkania, które pokazują jak wygląda prawdziwa miłość i mężczyzna, który KOCHA. A nic, co prawdziwe, poza miłością matki, nie jest na zawsze. W tym siła takich spotkań. Trwają chwilę, czasem dłużej. Te przeciągnięte w czasie, kończą się tragicznie, w tych, które wegetują – nie znajdziesz już miłości.

Pierwszy raz spotkałam miłość w szkole podstawowej. Spotkania z pierwszą miłością jak się później okazuje – są najważniejsze. Ale nie wieczne. On był pięknym, wysokim kapitanem drużyny koszykarskiej. Ja zapisałam się dla niego do harcerstwa, jeździłam za nim na obozy i biwaki, zbierałam kwiaty i podrzucałam do jego namiotu. I kiedy wydawało mi się, że nie dane mi będzie przejść na wyższy poziom, a piersi już dawno się zaokrągliły, On się po prostu zjawił pod moimi drzwiami. Spotykaliśmy się dwa lata, drogi nasze się rozeszły niespodziewanie, bo za sprawą moich rodziców. Albowiem kiedyś jedynym, dopuszczalnym środkiem antykoncepcyjnym był – zakaz spotykania się.

Potem spotkałam MIŁOŚĆ ZŁĄ ale jeszcze o tym nie wiedziałam, bo kochałam ślepo i mocno. O tym, że jest zła, zdałam sobie sprawę z tego, kiedy na studiach spotkałam MIŁOŚĆ DOBRĄ. Ale to miłość złą wybrałam na dalsze życie, a z dobrą dzisiaj się przyjaźnię. Dzięki dobrej miłości mam przyjaciela z którym dzielę dzisiaj absolutnie wszystko. Oprócz łóżka. Dzięki złej miłości m.in. dzisiaj piszę bloga i z nadzieją wychodzę naprzeciw kolejnym spotkaniom.

Spotkałam też MIŁOŚĆ TOTALNĄ, która jak huragan przeszła przez moje życie. To taka miłość, która otwiera każdą komórkę Twojego ciała, wyrywa serce, a jednak nie jesteś w stanie poświęcić jej niczego więcej, oprócz siebie. A tłok jest wtedy straszny dookoła. Ale to miłość, którą chcesz przeżyć i schować na pamiątkę, żeby uśmiechać się na każde jej wspomnienie. Ja się uśmiecham, mam nadzieję, że ON też. Czasem tylko, kiedy słyszę „Dzień dobry, kocham Cię”, łzy napływają mi do oczu i myślami wracam do chwili, kiedy biegliśmy w deszczu przez las.

Wszystkie spotkania z miłością są ważne i W JAKIMŚ CELU. Mają sens, kiedy nie nastawiasz się, że będą trwać wiecznie. Kiedy każdą chwilę z taką miłością, traktujesz jak ostatnią. Kiedy nie odwracasz się plecami, kiedy Ci się nie wydaje, że zawsze masz czas, żeby przeprosić, albo się pogodzić.

Spotkania z miłością mają sens, kiedy celebrujesz z nią każdą minutę, kiedy Ci się chce, kiedy nie robisz rzeczy, na które nie masz ochoty, nie szukasz kompromisów. Kiedy wybiegasz jej na spotkanie, a nie wciskasz pomiędzy codziennymi obowiązkami.

Kiedy żyje w Tobie, a nie obok Ciebie. Kiedy nie wisisz u jej stóp i nie prosisz, żeby została. Kiedy nie przestajesz oddychać z chwilą, kiedy odchodzi.

Życzę Wam i sobie jak najwięcej takich spotkań. Dla nich warto wyjść z domu z pomalowanymi ustami. Ja właśnie wychodzę na spotkanie ze swoją pierwszą miłością. Wiem, że znowu na chwilę. I wiem, że znowu będzie warto.


Do utraty tchu, pomimo, na chwilę, na zawsze. Każdy kocha inaczej, ale zawsze mocno… Napisz #ListMiłosny – KONKURS

Jedni mówią, że kocha się za coś. Inni, że kocha się za nic. Jednak zawsze kocha się bardzo – po swojemu, intymnie. Nie da się kochać troszeczkę, nie da się kochać do piętnastej, nie da się kochać na niby. To chyba jedyne uczucie, którego nie da się wystopniować, etykietować, porównać. Albo jest albo go nie ma, choć zawsze jest inne.

Napiszcie do nas o swoim kochaniu (również siebie) i niech to będzie List Miłosny. Może być do Niego, do Niej, do Siebie. Jak chcecie.

Niech w tym roku Walentynki będą czymś więcej, niż tylko świętem kolorowych serduszek, misiów, czekoladek… Każdy z nas ma swój wyjątkowy powód, by celebrować miłość. By kochać. Podzielcie się z nami swoją historią o miłości, o spotkaniach, które wywróciło wasze życie do góry nogami, a może poukładało na nowo, historiach o tym, co was zbudowało, uratowało, kiedy zwyczajnie – odnaleźliście siebie. Bo miłość niejedno ma imię…

Piszcie do nas na adres [email protected]

REGULAMIN KONKURSU DOSTĘPNY TUTAJ.

Najlepsze (piękne, długie) listy nagrodzimy. A nagrody mamy wspaniałe. Zobaczcie!


Lifestyle

Kiedy na pewno Ci nie wyjdzie drugi raz? Moja subiektywna lista murowanego niewypału

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
18 maja 2019
Dlaczego mężczyźni częściej odchodzą, kiedy zaczynają się kłopoty, a kobiety częściej zostają, by trwać przy ukochanym "na dobre i na złe"
Fot. iStock/AntonioGuillem

Ile razy można zaczynać od początku? – „Tyle, ile trzeba – usłyszałam od swojego ojca. Tylko zrób wreszcie rachunek sumienia i przeanalizuj, dlaczego nie wyszło „. Trochę mnie zatkało. Tak. Nie wyszło i za drugim razem. Zostałam czarną owcą w rodzinie. Dwoje dzieci, każde z innym mężczyzną. Biedna dziewczyna – wzdycha moja ciocia, ilekroć zobaczy mnie przelotem. Milion razy słyszałam również, że „życie zaczyna się po 40. tce”… Nieprawda. Tak jak nieprawdą jest to, że „podróże kształcą”. Podróże kształcą wykształconych, a życie zaczyna się po 40. tce tylko świadomym kobietom!

Tak więc nie mam innego wyjścia – robię rachunek sumienia. Bo co jak co, ale w życiu  nie o to chodzi, żeby drugi raz zaczynać w nieskończoność…

Kiedy na pewno Ci nie wyjdzie drugi raz. Moja subiektywna lista murowanego niewypału

Tak więc na pewno nie wyjdzie:

  1. Kiedy myślisz, że nic dobrego Cię już w życiu nie spotka i bierzesz, co jest.

  2. Kiedy myślisz, że jak zrobicie sobie dziecko, to już do końca świata On Cię nie opuści.

  3. Kiedy wydaje Ci się, że jest zabawny i taki prawdziwy, bo masz klapki na oczach i mylisz, zwykłe buractwo z prostolinijnością.

  4. Kiedy wyposzczona idziesz do łóżka i wydaje Ci się, że On jest bogiem seksu. Ocenę zostaw na długo później.

  5. Kiedy jesteś przy misce ( to moje określenie kobiety, która bardzo potrzebuje bliskości) i czekasz na najdrobniejszy gest z jego strony, a potem Twojej wdzięczności nie ma końca bo zwyczajnie jest niewrażliwym bucem i kłania się punkt 1.

  6. Kiedy zwyczajnie zapomniałaś, że sama dla siebie jesteś najcenniejsza i nie potrzebujesz przeglądać się w jego oczach, żeby czuć się dobrze.

  7. Kiedy udajesz przed sobą, że on pokocha Twoje dzieci z poprzedniego związku, a widzisz, że jest inaczej. Najdrobniejszy, zły szczegół w tej relacji weź za wykładnię tego, co Cię czeka w przyszłości.

  8. Kiedy jego matka mówi, że złapałaś go na dziecko, a on uważa, że się czepiasz, kiedy mówisz mu, że jest Ci przykro…

  9. Kiedy jest śmierdzącym leniem, nie ma stałej pracy i najbardziej kocha w Tobie to, że za wszystko płacisz.

  10. Kiedy Twój Facebook wygląda lepiej, niż Twoje prawdziwe życie, a prawdę znasz tylko Ty, bo zaczynasz mieć tajemnice nawet przed zaufanymi przyjaciółmi.

Jeśli więc zapaliła Ci się lampka po przeczytaniu powyższych przykazań, zacznij myśleć tylko o sobie…