Psychologia Związek

„Jak zazdrosny, to znaczy, że kocha” – długo w to wierzyłam, zbyt długo…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 kwietnia 2016
„Jak zazdrosny, to znaczy, że kocha” – długo w to wierzyłam, zbyt długo...
Fot. iStock / coloroftime
 

Karolina i Jacek: razem od ośmiu lat, sześć lat małżeństwa, 4-letnia córka.

Jacek: Mam dość. Dość tych ciągłych podejrzeń, tego sprawdzania mnie, dzwonienia do pracy, czy jestem, kiedy mówię, że muszę zostać dłużej. Kiedy, wróciłem późno, bo kończyliśmy projekt Karolina z lampką winą w ręce podeszła i zaczęła mnie wąchać. „Od której tym razem wracasz” – pytała pijana. Nie reagowałem na takie zaczepki. Nie próbowałem tłumaczyć, bo i po co. Ona i tak wie lepiej, co robię, z kim się spotykam, a nawet z kim sypiam.

Karolina: Byłam na studiach z chłopakiem, taka pierwsza głupia miłość. Najgłupsza, bo naiwna. Byliśmy razem dwa lata, a okazało się, że on przez rok sypiał z moją koleżanką. Wtedy myślałam, że uczestniczę w jakimś chorym filmie. Znalazłam list, w którym ona pisała, że tak nie może dłużej, że jak się z nim całuje, to jakby całowała się ze mną. Jeny zdaję sobie sprawę, jak głupio to dzisiaj brzmi. Ale wtedy – paranoja. To był przypadek. Kiedy spytałam – do wszystkiego się przyznał, przepraszał, obiecywał, że już nigdy więcej. Zostałam podwójnie zdradzona – przez niego i tę koleżankę. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak głęboko to we mnie zostało.

Karolina była ostrożna. Kiedy poznała Jacka nie chciała się angażować. Myślała nawet, żeby się odegrać na nim za wszystkich innych zdradzających mężczyzn. Ale on utulił ten jej strach i lęk. Uśpił go. Znał jej historię. Wiedział, że potrzebuje dużo zrozumienia i jak ważne jest poczucie bezpieczeństwa. – Czasami niby żartem pytała, czy na pewno jest dla mnie najważniejsza. Na imprezach zawsze była blisko mnie, przytulała się, trzymała za rękę. Trochę jak taka bezbronna osóbka. Czułem się wyróżniony, że to ja mogę otoczyć ją ramieniem.

Problem zaczął się, gdy Karolina zaszła w ciążę. – To była ciąża zagrożona, musiałam leżeć w domu, nic nie mogłam robić. Co jakiś czas trafiałam do szpitala. Strach o dziecko mnie paraliżował. W tym czasie Jacek zmienił pracę – wymarzona firma i stanowisko. Bardzo się cieszyłam. Ale kiedy zaczął wracać później na nim wyładowywałam całą frustrację. Leżałam i myślałam, jakie ma koleżanki w pracy… Karolina miała nadzieję, że po porodzie wszystko się zmieni. Wtedy jeszcze o tym rozmawiali. Jacek zapewnił, tłumaczył.

Urodziła się Kaja i Karolina musiała się zmierzyć z depresją poporodową. – Straciłam pokarm, Kaja miała kolki, Jacek w pracy. To wtedy zaczęłam przeszukiwać jego telefon, domagać się hasła do maila. Sprawdzałam portale randkowe, czy gdzieś się nie zalogował. Potrafiłam wejść z Kają do Jacka biura w ciągu dnia, żeby wieczorem zrobić mu awanturę o koleżankę z pracy, która pytała, czy chciałabym coś do picia. Krzyczałam: „Ona myśli, że jestem głupia, że jak będzie dla mnie miła to się nie domyślę, że macie romans!!!”. To wtedy Jacek pierwszy raz wyszedł i trzasnął drzwiami, a ja byłam pewna, że poszedł do niej.

Dzisiaj oboje mówią, że to był najtrudniejszy okres ich małżeństwa. – Nie ufa ci osoba, którą kochasz, nie możesz nic powiedzieć, nic wyjaśnić. Chwilami masz wrażenie, że jest psychicznie chora z tymi swoimi paranojami. Szczerze – chciałem odejść. Kiedyś po kolejnej awanturze, kiedy Karolina mi wmawiała, że wykasowałem SMS-y od kolejnej mojej rzekomej kochanki, wyszedłem i wtedy pomyślałem, że wrócę tylko się spakować. W tym wszystkim najlepszą rzeczą, jaka mogła się nam trafić, to była Karolina depresja i decyzja o psychoterapii.

Po kilku sesjach zaczęli chodzić razem na terapię. – Krzyczeliśmy i płakaliśmy. Potrafiłam wyjść w trakcie nie mogąc słuchać, co Jacek o mnie mówił, jak przypominał mi, co mu wykrzykiwałam, jak go traktowałam.

Nie jest kolorowo. Ale zrozumieli nawzajem swoje zachowania, potrafią je zracjonalizować, porozmawiać. – Nie wiem, czy kiedyś opanuję tę chorą zazdrość, ale wiem, jak mogę nad nią panować. Jacek mi o tym przypomina niemal codziennie.

Marzena i Rafał, razem 15 lat, dwoje dzieci 13 i 9 lat

Marzena: Najgorsze jest to, że na początku mi się to podobało. Takie zabieganie o mnie. Pokazywanie, że jestem ważna, zwracanie uwagi na szczegóły – co mam ubrane. „Tylko w tej koszulce chcesz wyjść?” – pytał, a ja nie wyczuwałam w tym nic złego. Byłam w ciąży, kiedy braliśmy ślub. Dopóki siedziałam w domu było wszystko w porządku. Problem się zaczął, gdy chciałam wrócić do pracy.

Rafał: nie chce rozmawiać, mówi, że to fanaberie i głupoty – podobno bardzo delikatnie jak na niego się wypowiedział.

„Zmyj to z twarzy” – usłyszała Marzena szykując się do pracy. Po pięciu latach w domu dostawała już przysłowiowego kota, w końcu postawiła na swoim i wróciła do pracy. Jest nauczycielką. „Nie pozwól sobie, żeby te szczeniaki na ciebie tak patrzyły” – mówił Rafał, a gdy pytała „Czyli jak?” usłyszała, że już ona dobrze wie. – Rozkładałam ręce, nie wdawałam się w dyskusje, myślałam „minie mu”. Po prostu odzwyczaił się, ze wychodzę, że nie ma mnie w domu przez kilka godzin, a wieczorami, kiedy dzieci zasypiają nadrabiam zawodowe zaległości. Pięć lat to jednak sporo – wspomina Marzena.

Dzień Nauczyciela, impreza w knajpie. Rafał wydzwaniał co pół godziny, gdy nie odbierała wysyłał SMS-y, czy jeszcze długo, kiedy będzie. Gdy nie odpowiadała od razu wydzwaniał do skutku. – Było mi głupio wobec koleżanek i kolegów. Co chwilę wychodziłam z telefonem do łazienki. W końcu po mnie przyjechał. Ubrałam się i wyszłam w połowie imprezy. Byłam taka wściekła… Zachowywał się jak gówniarz.

Ale to był dopiero początek. Po powrocie do pracy Marzena odżyła, otworzyła się na ludzi, chciała się spotykać, zapraszała do siebie na kolację znajomych. Cieszyła się, że jej dom w końcu jest otwarty. Przecież nawet dzieci na tym korzystały, chłopcy zyskiwali nowych kolegów. Tylko jednej osobie się to nie podobało. – Złapał mnie w kuchni za ramię i wysyczał: „I co się na niego tak gapisz” – byłam kompletnie zdezorientowana, ale widziałam już szał w jego oczach, więc nie odezwałam się nawet. Później się dowiedziałam, że chodziło o męża koleżanki. Nie wiem, co Rafał uknuł sobie w swojej chorej głowie.

Nie chciał wychodzić z Marzeną na imprezy, na spotkanie do jej znajomych z pracy. Pewnego popołudnia powiedział jej, że jeśli pójdzie z dziećmi, to nie ma gdzie wracać. – Na początku to jego całe gadanie, że temu to na pewno się podobam, a do tamtego to się uśmiecham, że ciekawe, co tam w pokoju nauczycielskim traktowałam po prostu jak zazdrość. Tłumaczyłam nawet, że nie musi być o mnie zazdrosny, że mam jego, dwóch cudownych synów, ale że potrzebuję tej pracy, tego rozwoju dla siebie jak powietrza.

Później robiło się coraz mniej przyjemnie. Awantura przy znajomych. Niewybredne komentarze. I ta ciągła kontrola. Potrafił zadzwonić do szkoły i pytać, o której Marzena kończy lekcje. – Wyrywał się z pracy, żeby sprawdzić, czy od razu ze szkoły wróciłam do domu. Jak kończyłam rozmawiać – sprawdzał numer, czy go nie okłamuję. Dzwonił nawet ze swojego telefonu, czy aby na pewno czegoś  nie ukryłam…

Przyjaciółka spytała Marzenę, czy wszystko u niej w porządku, bo coś przygasła i mniej się uśmiecha. – To był sygnał dla mnie, że coś się dzieje. Próbowałam Rafałowi tłumaczyć, że nie ma racji, że kocham tylko jego, ale to nie miało najmniejszego sensu. Miarka się przebrała, jak nie chciał mnie wypuścić z domu na wywiadówkę z rodzicami. Miałam się przebrać, żeby ci tatusiowe „sobie nie myśleli”. Wtedy mu powiedziałam, że powinien zacząć się leczyć, a usłyszałam, że zacznie, jak ja przestanę się „k*rwić”.

Dzisiaj Marzena mieszka z chłopcami sama. Spakowała Rafała, wystawiła mu rzeczy na klatkę, zmieniła zamki po tym, jak podniósł na nią rękę – nie zdążył jej uderzyć. Złożyła pozew o rozwód. Zbiera wszystkie przejawy jego psychopatycznej zazdrości i jej zdaniem „chorego umysłu”.

– To jeszcze nie jest wolność. Bo nadal się boję, jak dzwoni telefon, a przecież jego już nie ma w domu, już nie będzie mi robił wyrzutów, że poświęcam mu za mało czasu. Moja babcia mówiła: „Jak zazdrosny, to znaczy, że kocha” – długo w to wierzyłam, zbyt długo.


Psychologia Związek

10 momentów, gdy warto być odważną

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
2 kwietnia 2016
10 momentów, gdy warto być odważną
Fot. Unsplash / Irene Dávila / CC0 Public Domain
 

Mark Twain napisał już dawno, że odwagą nie jest brak strachu, ale panowanie nad nim. To prawda. Przecież gdyby nie obecność strachu, odwaga nigdy by się nie pojawiła, bo po co. Boimy się często. Począwszy od małych spraw (rachunku za gaz zimą), a skończywszy na wielkich (zdrowie dziecka). Dla niektórych małe sprawy to wielkie, a dla innych wielkie są całkiem małe.

My kobiety boimy się coraz mniej. Po pierwsze dlatego, że jesteśmy bardziej niezależne, ale paradoksem jest to, że także z powodu nadmiaru obowiązków. Stajemy się niebezpiecznie samowystarczalne i to, co dawniej wzbudzało w nas lęk (samotność, życie w pojedynkę, jedno konto) dziś nie stanowi problemu. Boimy się najbardziej utrat. I boimy się o dzieci.

Odwaga buduje w nas niezwykłą siłę. Wystawiona na próbę i wygrana – daje niezłego kopa. Najczęściej nie trwa to tylko chwilę, ale na stałe wzmacnia naszą samoocenę i staje się punktem odniesienia dla innych sytuacji. Pamiętam, jak wyznałam facetowi, że go nie kocham, bałam się potwornie, wyobrażałam tysiące scenariuszy, ale świat się nie zawalił. Poczułam niewysłowioną ulgę. Poczułam wolność. Dla mnie odwaga jest chyba drogą do wolności. Dzięki niej czuję jak chcę, oddycham wolnym powietrzem i podejmuję decyzję w zgodzie z sobą.

Obserwuję wśród kobiet, z którymi się spotykam kilka powtarzalnych momentów, które sprawiają im największą trudność, by wykazać się odwagą. Chowają się w swoim strachu i poświęcają. Żyją w smutku/lęku i frustracji. Doświadczenie innych pokazuje, że wystarczy ta jedna chwila odwagi, gdy zaryzykują, a życie zmienia się na lepsze.

Oto 10 momentów, w których warto/trzeba być odważną:

1. Żyjesz z kimś kogo nie kochasz? Boi się o tym powiedzieć, bo:

„załamie się”, „zrobi sobie coś złego”, „zabiją cię wyrzuty sumienia”. To tylko twoje wyobrażenia lękowe. Niektóre uczucia mogą się pojawić, ale najważniejsza jest uczciwość. Nawet jeśli w jego oczach będziesz samym złem w tej danej chwili, nawet jeśli go to złamie, zezłości, wpadnie w rozpacz- kiedyś doceni twoją szczerość. Ale jej braku- nie wybaczy.

2. Rozstajesz się z partnerem, ale boisz się powiedzieć dzieciom?

Ta myśl wywołuje paraliżujący strach, a Ty wyobrażasz sobie dantejskie sceny, gdzie twoje dzieci rzucają się na ziemie i krzyczą? Nie wiesz jak zareagują. Powiem ci, że często domyślają się już wcześniej, więc nie reagują wcale. Czasami okazują smutek i złość, który szybko mija, bo dziecięcy afekt trwa znacznie krócej. Często wystarczy im zapewnienie, że wasze rozstanie nie zmieni całego ich świata. Czasami ratunkiem okaże się gorąca czekolada i wieczór z bajkami. Prawie zawsze twoje wyobrażenie tej sytuacji jest znacznie gorsze niż to, co nastąpi, wierz mi. A prawda powiedziana głośno daje dzieciom także ulgę.

3. Nie chcesz mieć więcej dzieci albo nie chcesz dzieci wcale?

Powiedz to. Pytasz, czy możesz? A teściowie? Ludzie? Co powiedzą? Pytasz, czy masz prawo pozbawiać kogoś decyzji? Nie masz. Dlatego twoja decyzja wywoła czyjąś decyzję. A co jeśli odejdzie?- boisz się. Tak może być. Ale to jest ryzyko, które musisz ponieść. Jedno jest pewne: masz prawo nie chcieć mieć dzieci albo mieć tylko jedno.

4. Jest coś, co nosisz w sobie od dawna?

Urazę? Słowa, które cie zraniły? Czyjeś zachowanie? Czujesz, że to obrasta murem między wami. Powiedz to głośno. Że pamiętasz o tym. Że to było bardzo raniące. Że wciąż zastanawiasz się dlaczego. Że może nie wiesz, czy uda ci się wybaczyć. Że czujesz nieszczerość w tej relacji ze względu na to, co się zdarzyło. Nie umiesz powiedzieć? Napisz list. Wyrzuć to z siebie.

5. Nie lubisz swojej pracy? Nie znosisz jej? Podejmij decyzję o jej zmianie

Wiem, że się tego boisz, że jest tysiąc powodów, dla których warto zostać, ale myśl o zmianie pracy nie jest działaniem natychmiastowym. Zacznij szukać. Zacznij czytać, pytać, sprawdzać. Wiedza o tym, co cię czeka – zwiększa odwagę. Działanie osłabia lęk. Wiesz kiedy jest najgorzej? Gdy nie robisz nic. Gdy myślisz sobie, że twoje życie tak już będzie wyglądać. Dzień świstaka. Nie chcesz tak.

6. Jesteś w związku z kobietą? Masz inny pomysł na życie niż twoja rodzina?

Chcesz wyjechać?Boisz się ich reakcji? To naturalne, ale masz pełne prawo żyć jak chcesz. Nie zamiataj życia pod dywan, nie trać energii na kłamstwa i udawanie. Nie zaprzeczaj temu kim jesteś. Bądź odważna i powiedz prawdę. Jeśli nie zaakceptują pozbawią także siebie tej relacji.

7. Jesteś ofiarą przemocy fizycznej lub psychicznej, powiedz o tym głośno

Zacznij od najbliższych osób albo anonimowo. Dołącz do grupy wsparcia, które pomoże ci zrozumieć, dlaczego znalazłaś się w takiej sytuacji i jakie spustoszenie emocjonalne to sprawiło. Mów głośno o swojej krzywdzie. Szukaj pomocy u ludzi i instytucji, którzy pomogą ci wyzwolić się z tego. Jak każdy człowiek zasługujesz na bezpieczne miejsce i bezpieczną miłość.

8. Widzisz, jak ktoś krzywdzi słabszego?

W pracy? Związku u znajomych? U sąsiada? Wyraź głośno sprzeciw. Pokaż że widzisz i że jesteś w stanie coś zrobić. Że się nie zgadzasz. Zachęć innych by przerwali milczenie.

9. Chciałaś zawsze czegoś spróbować?

Długiej podróży po Azji? Wspinaczki? Podjąć nowe studia? Myślałaś, że już za późno, za stara jesteś na takie głupoty? Wcale nie! Być może to najlepszy czas na to, by nadrobić swoje marzenia.

10. Zacznij od nowa. To, co cię męczy – zostaw. Co rani – porzuć

Nie myśl, że dalej nie ma już nic. Dalej jest najczęściej to, co najlepsze, o czym jeszcze nie wiesz, bo wciąż nie dajesz temu szansy. Czeka tam człowiek. Albo niezwykłe miejsce. Zapach. Lub kwiat. Ale nie zobaczysz tego, jeśli nie opuścisz strefy komfortu. A jest nią to, co stare, znane, bezpieczne, ale to nie znaczy, że dobre dla ciebie.

I jak mawiał Prosiaczek do Puchatka: „Bój się i działaj”.

Jesteśmy z Tobą. My, kobiety.


Psychologia Związek

Jak przetrwać próbę czasu? 12 wymiarów szczęśliwej i długiej miłości

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
1 kwietnia 2016
Czy to coś poważnego? 12 wymiarów szczęśliwej i długiej miłości
Fot. Flickr / Christian Gonzalez / CC BY

Co sprawia, że niektóre związki trwają i trwają – a ona i on są nadal szczęśliwi i zakochani jak przysłowiowe szczeniaki? Jak przetrwać próbę czasu?

Badania naukowe dotykające miłości są często oderwane od rzeczywistości. Po pierwsze trudno miłość zamknąć w laboratorium, po drugie trudno pewne miłosne perypetie odnaleźć w chętnych do zbadania studentach. Jest jednak jedno cudowne badanie – przeprowadzone na parach z co najmniej 10-letnim stażem. A obserwacje z niego wynikające to 12 rad od kochających długo i szczęśliwie :).

Można łatwo sprawdzić, czy daleko nam do szczęśliwych, miłosnych mistrzów. Co pomaga i jest cechą takiego związku?

Jak przetrwać próbę czasu? 12 wymiarów szczęśliwej i długiej miłości

Myśl o niej/o nim pozytywnie

Zróbcie eksperyment i pomyślcie teraz o waszej drugiej połówce. O czym pomyśleliście? To było miłe czy raczej wyskoczyła wam żyłka na czole – na wspomnienie okruszków na blacie? Według przeprowadzonych badaniach szczęśliwe pary z dużym stażem, nie skupiają się na negatywnych myślach o partnerze. Te wszystkie sprzeczki, kłótnie i nieporozumienia kasują się w ich pamięci. Ma to swoje uzasadnienie – koncentrując się na tym co złe i irytujące, w końcu nawet najmniej istotne rzeczy urastają do rozmiarów Wielkiego Kanionu. A przecież ni da się żyć i kochać kogoś, kto  na każdym kroku nas wkurza (i tym samym złości i oddala od szczęścia i spokoju).

Myśl o partnerze, gdy nie jesteście razem

Dosłownie razem, czyli gdy partner jest nieobecny. Czy gdy czeka was krótka rozłąka i nie spędzacie wspólnie wieczoru, dnia, weekendu – myślisz o ukochanym? Nie obsesyjnie, ale od czasu do czasu łapiesz się na wspomnieniach o niej/o nim? Gdzieś w różnych okolicznościach wkrada się myśl, że zawsze to „coś” robicie razem? To dobrze, jeżeli to się nie zdarza w ogóle, chyba już „zakochanie” minęło…

Pamiętaj o początkowch motylach w brzuchu i myśl o partnerze

To również dobry sygnał. Problemy w skupieniu się na innych rzeczach podczas rozmyślań o miłości swojego życia nie mijają z wiekiem. Jeżeli bez trudu możesz odłożyć na bok myśl o niej/o nim oznacza to, że niestety nie zajmuje zbyt istotnie twojej uwagi, nie dominuje w twoich myślach.

Podejmuj wyzwania i smakuj nowego we dwoje

To szczególnie ważny aspekt dla mężczyzn – wspólne hobby, pasja. W miłości „długoterminowej” bardzo ważne jest pewne podobieństwo – to pomaga obrać wspólny cel i dążyć do szczęścia. Jeżeli wspólnie wyruszycie po trofeum, pokonacie wspólna barierę, osiągnięcie cel – to umocni wasz związek (i nikt nie będzie ponosił kosztów pt.: „tyle dla niej/dla niego robię/poświęcam”).

Wspólnie spędzone chwile są zawsze najlepiej cementują

I nic tego nie zamieni. To co na początku tak oczywiste i naturalne jest nieprzecenioną wartością. Młodzi zakochani chcą wszystko robić razem, okazuje się, że „starzy zakochani” również. I choć życie samo weryfikuje ten czas do zagospodarowania, to chęć i potrzeba pozostaje. Wspólny remont czy prace domowe są tak samo ważne jak razem obejrzany film. Zakochani z długim stażem po prostu dążą do zaspokojenia swojej potrzeby ukochanej osoby (zawsze).

Wyrażajcie swoje uczucia w namacalny sposób

Pocałunek na powitanie i pożegnanie, dotknięcie dłoni, bliskość. Bez nich nawet namiętne uczucie może nagle zgasnąć. Niedostępność wcale nie podsyca związku. Na tym etapie nawet drobne fizyczne gesty są polisą dla partnera – transparentem mówiącym – jestem, kocham i to się nadal nie zmieniło. Mało tego, jest to też sygnał, że nie tylko tę czułość dajemy drugiej osobie, ale i sami jej potrzebujemy i do niej dążymy.

Fot. Flickr / Aarni Heiskanen / CC BY

Fot. Flickr / Aarni Heiskanen / CC BY

Pozwól swojemu ciału kochać

Uczucie podniecenia czy zwykła reakcja ciała na bliskość tej jedynej/ tego jedynego. To również ważny składnik miłosnego eliksiru. jeżeli zamieniamy się w lód, sprawy mogą się komplikować. Taka cielesna ekscytacja, jeżeli chcemy nadal być zakochanym po latach, musi mieć swoją przestrzeń. A co jej nie sprzyja? Podsycanie złości czy wrogości o ten nieszczęsny niepowieszony papier toaletowy, walka z samym sobą (i swoim ciałem) w  imię „ja ci pokażę”. Miłosną ekscytację zawsze można próbować przewrócić -dbając o codzienna bliskość. jednak trudno się skupić na dreszczu na plecach, gdy w głowie mamy tylko jedną myśl: „no tak, świetnie, pogłaszcz mnie jeszcze, to na pewno zapomnę, że znów nie mogłeś odebrać dzieci ze szkoły…”.

Nie zaniedbuj seksu

Nie ma miłości bez seksu – ani seksu bez miłości (nie łapmy się proszę tutaj za wyjątki i słówka). I również badania O’Larry;ego potwierdziły tę zależność. Zaniedbywanie łóżka to zaniedbywanie miłości – całej relacji. Pary, które dbają o swoją miłość i są zakochane – kochają się częściej, a im częściej się kochają tym są sobie bliższe. To prawdziwe perpetuum mobile.

Bądź szczęśliwa/y – pozwól sobie na to

Na pewno skorzysta na tym twoja miłość. I choć nauka nie jest wstanie odpowiedzieć na pytanie, czy to szczęśliwy kochają mocniej – czy też mocniej kochający są bardziej szczęśliwi, możemy zgodnie powiedzieć, że  prawdziwa miłość i szczęście doskonale do siebie pasują. A jak być szczęśliwym? Czasem trzeba sobie pomóc i się tego nauczyć, ale pracując nad swoim szczęście, robi się całkiem niezłą „robotę” dla reszty świata!

Chcesz wiedzieć, gdzie on/a jest – to naturalne

Jest ci ta wiedza potrzebna, inaczej odczuwasz niepokój. I oczywiście nie popadajmy znów w skrajność i chorobliwe stany kontrolowania drugiej osoby, ale zwyczajnie, jeśli kogoś kochasz i jest ważną częścią twojego życia zastanawiasz się czy:
– już bezpiecznie dojechał na miejsce
– dlaczego tak długo nie wraca
– jeżeli wyjeżdża na dłużej, to gdzie i po co

To naturalna potrzeba osób zakochanych. Tak samo jak każda troska o bliska osobę. A jeśli jest ci wszystko jedno i w ogóle cię to nie interesuje, to… już sam chyba wiesz, co to oznacza.  W tej kwestii panowie dominują – im taka wiedza i zalążek kontroli jest bardziej potrzebny,.

Mała obsesja – czyli w tym szaleństwie jest metoda

Im większa miłość, tym większą część życia zajmuje myśl o drugiej połówce. Można to porównać do małej obsesji. Intensywność tych myśli idzie w parze z intensywnymi uczuciami. Smażysz kurczaka i ciepło myślisz o jego śmiechu, wymieniasz koło – i dumnie wyobrażasz sobie jakie na nim zrobisz wrażenie, prasujesz koszulę – i już widzisz jak ona uśmiecha się na ten widok. Umówmy się człowiek niezakochany nie myśli o drugim człowieku podczas krojenia cebuli czy zamiatania podłogi. Ale w tym cały urok 🙂 Pielęgnujcie to jak najdłużej – najłatwiej to robić, gdy myśli są pozytywne – takie nasze związkowe niebieskie migdały.

Po prostu kochaj życie!

Osoby, które mają silną pasję życia, są pozytywnie nastawione łatwiej przenoszą tę dobrą energię do związku. Nic w tym dziwnego – jeżeli nie ulegamy frustracji i gniewowi łatwiej nam iśc przez życie i samemu i we dwójkę.

Teraz już wiecie jak przetrwać próbę czasu i kochać długo i szczęśliwie. Powodzenia!


Źródło:  Is Long-Term Love More Than A Rare Phenomenon? If So, What Are Its Correlates?


Zobacz także

Chrzanię te całe święta, ciotki i brudne gary w zlewie. W tym roku wyjeżdżamy!

krytyka w związku

Brak poczucia bezpieczeństwa w związku prowadzi do jego rozpadu. Kiedy zaczynamy czuć się niepewnie w relacji z partnerem?

5 typów perswazji, którym nieświadomie ulegasz każdego dnia