Lifestyle Związek

Jak rozmawiać z mężczyzną? Krótki poradnik żony. Niestety, staroświecki

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
20 kwietnia 2016
Fot. iStock / RealCreation
 

– Och – wzdycha moja młodsza kuzynka (25 lat).  – Jak ja już wyjdę za mąż to przestanę wreszcie się stresować facetami.

– Hahahaha– zaśmiałyśmy się szczerze z jej starszą siostrą. Oczywiście. Oczywiście. Wtedy wszystko będzie jasne.

Scena małżeńska 1

– Porozmawiaj ze mną– jęczy Żona 1 – Czy ty nie rozumieeeeeeeesz, co ja czuję? Dlaczegoooooooooo?

– Czy ty musisz jęczeć? – denerwuje się on.

Scena małżeńska 2

– Znowu o tym nie pomyślałeś? – krzyczy Żona 2. –  Oczywiście, dlaczego Ty nigdy o mnie nie myślisz?

– Ale o co ci, k…… chodzi???

Scena małżeńska 3

– Dlaczego do mnie nie dzwonisz cały dzień???? Czy tak cholernie trudno jest zrozumieć, że skoro sama dzwoniłam to znaczy, że miałam ci coś ważnego do powiedzenia?!!!

– Oesu, nie zauważyłem, znów się czepiasz…

Nie, nie są to dialogi niesprawnych umysłowo ludzi, którzy nie potrafią się komunikować. To dialogi fajnych osób, często przepracowanych, po iluś latach związku. Masakra, zło, totalny brak romantyzmu? No cóż, być może.

Większość kobiet w stałych związkach (mężczyzn też) zapomina co to znaczy dbanie o siebie nawzajem, skupianie się i czerpanie radości z drobiazgów. Ona zakłada rozciągnięty szlafrok, on przydeptane kapcie i tak suną sobie przez życie powtarzając te same frazy. „Bo ty mnie nie przytulasz”, „Dlaczego zapomniałeś?”, „Zapomniałaś?”, „A co z dziećmi?”.

Ja sama bywam żenująca. Chlipiąc, analizując nieustannie, prosząc milion razy o to samo. Brr… Czemuż to ja się potem dziwię, gdy mąż opędza się ode mnie jak od natarczywej muchy. A przecież jestem jego Wielką Miłością (ciekawe, baaaardzo brzydkie słowo).

Ale wczoraj dostałam olśnienia. Przyjechałam do koleżanki. Nazwę ją Pani Stabilna, Pani Klasa. I widzę jak ten jej mąż tańczy przy niej i pląsa (no nie widzę, bo go nie ma, ale wyobrażam sobie). W każdym razie oni pokłócili się trzy tygodnie temu. Padły złe słowa. On wziął kołdrę i wyprowadził się na kanapę. Już widzę siebie jak przyłażę i mówię: „No chodź, nie rób scen”. „Nie kłóćmy się, nie warto”. Bo przecież dialog, rozmowa, dialog, rozmowa, szkoda czasu na kłótnie, jestem dojrzała.

A może dojrzałość to czasem dystans? Maż Pani Stabilnej spał na kanapie trzy bite tygodnie. Ona komunikowała się z nim normalnie, bez scen i awantur. To on się do niej nie odzywał. W końcu przyszedł, przeprosił.

– Jak ty to wytrzymałaś? – pytamy.

– Kobieta musi mieć klasę – stwierdziła. Po prostu.

Jej zdaniem:

1. Wściekłego faceta trzeba zostawić. Po prostu.

2. Jeśli wściekły facet wyprowadza się na kanapę, to czyj to jest problem? Naprawdę jej?

3. Dlaczego to kobieta ma być w związku od tego, by dążyć do porozumienia?

4. Czy to nie jest trochę śmieszne, że w stałych związkach zachowujemy się jak małe dziewczynki– prosząc mężczyznę, by nas przytulał i rozumiał zawsze.

To on nam powinien to dać czy my same sobie spokój i poczucie bezpieczeństwa?

5. To, że to jest twój mąż, śpicie pod jedną kołdrą, macie wspólne dzieci i kredyty to wciąż nie znaczy, że jesteście jedną i tą samą osobą. Nie jesteście.

6. Stawiajmy nawet najukochańszemu facetowi granice, bo naprawdę to słabe, gdy tego nie robimy, a on wchodzi nam na głowę i robi SAME WIECIE CO.

A poniżej oświadczenie, który musi podpisać mąż Pani Stabilnej, by znów było między nimi dobrze. My padłyśmy.

oswiadczenie


Lifestyle Związek

Jak przestać się denerwować? Kobieta zen radzi

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
26 kwietnia 2016
jak przestać się denerwować
Fot. iStock / kieferpix
 

To było jakiś czas temu. Załatwiałam sprawy na Służewcu w Warszawie. Miejscu zwanym Mordorem gdzie codziennie setki osób dojeżdżają do pracy. Kto tam nie był, nie wie co to korki. Waliłam rękami w kierownicę, klęłam, w końcu się popłakałam ze złości. Wyszłam z auta ledwo ciepła. Była dopiero 9 rano, a ja już miałam nerwy w strzępach.

Kilka dni później znajoma psycholog powiedziała mi: „Zwariowałaś? Po co sobie dokładasz stresu. Nie masz na coś wpływu, przestań się tym złościć„.

Większość z na tkwi w stanie nieustannego napięcia. Denerwujemy się dziećmi (podobno najbardziej), pracą (bardzo często), mężczyznami, pieniędzmi, brakiem perspektyw, rodzicami. Właściwie każda sfera życia może powodować napięcie. Niezależnie od tego, na jakim etapie jesteśmy.

„To nie depresja, ale nerwica staje się najpoważniejszym problemem XXI wieku” stwierdził ostatnio Dariusz Wasilewski, psychiatra. Opowiadał mi, że coraz więcej ludzi odwiedza jego klinikę. Nie śpimy (bardzo częsty objaw nadmiernego stresu), bolą nas kręgosłupy (kolejny objaw często lekceważony), drżą ręce, wali serce.

„Jak być zen bez proszków?” spytałam wprost.

Okazuje się, że można (o Panie jak to). Okazuje się, że zmarnowałam ileś lat na napięcie zamiast żyć spokojnie. A wszystko jest w naszej głowie. Albo chociaż bardzo dużo.

Po pierwsze: płaczesz na filmach, wzruszasz się zdjęciami w internecie, często czujesz się zmęczona hałasem? Być może masz delikatny układ nerwowy.

No niestety. Pierwsza wiadomość jest taka – są ludzie, którzy są genetycznie obciążeni. Wrażliwy układ nerwowy to wrażliwość na bodźce, a to z kolei oznacza większą nerwowość. No i guzik, nic z tym nie zrobisz.

A przepraszam, możesz zaakceptować.

Po drugie: jest też dobra wiadomość. Można nad sobą pracować. Praca ciężka rzecz, ale zbawienna. Co to znaczy pracować nad sobą ? Zdaniem niektórych nasza nerwowość wynika często z naszych przekonań. To nie rzeczywistość wyprowadza nas z równowagi tylko myśli na jej temat.

Weźmy na przykład te korki. Czyż nie byłam sama sobie winna? Dlaczego liczyłam, że nie będzie korków? (myślenie magicznie). To tylko spotęgowało frustrację.

Po trzecie: gdy budzisz się pewnego i myślisz: „ja pier…. nie zniosę tego dłużej, wszystko mnie wkurza”  uwierz, że to nieprawda. Nikogo nie wkurza wszystko. Wkurza nas zwykle jedna sfera życia, która znacząco wpływa na resztę.

Poza tym nawet gdyby to było wszystko, nie zrobisz od razu życiowej rewolucji. Zmień chociaż jedną rzecz. Jakiś drobiazg. Podobno świetnym pomysłem jest wypisanie na kartce wszystkich rzeczy, które wkurzają.

Po czwarte: nadmierne denerwowanie się jest sygnałem, że jesteśmy w kryzysie. Często mówimy: „ja się tak wszystkim denerwuję”, a naprawdę mamy dość wypełniania jakiejś roli życiowej. Organizm się buntuje.

Po piąte: ogranicz bodźce. Po moim osiedlu krąży kobieta Zen. Przysięgam, jak ją widzę mam ochotę zapaść się pod ziemię, bo wyglądam przy niej jak dygoczący oszołom, który natychmiast powinien wziąć lek uspokajający. Kobieta Zen jest mamą kolegi mojego syna. Mówi spokojnie, niczego nie gubi, nigdzie się nie śpieszy. Patrzy na mnie z głębokim współczuciem co tylko potęguje mój niepokój. „Jak ty to robisz?” jęknęłam kiedyś. A ona odpowiedziała: „Ograniczyłam bodźce”.

Ograniczyłam czyli: wywaliłam z domu wszystkie niepotrzebne rzeczy, żeby mieć przestrzeń. Przestrzeń to spokój dla oczu, a co za tym idzie dla mózgu. To ulga.

Wyrzuciłam z życia ludzi, którzy nie byli dla mnie ważni.

Ograniczenie dotyczy wszystkiego: także nadmiernej pracy, która wypala. Nie, nie chodzi o to, że mamy rzucić pracę. Ale o to, by racjonalnie pomyśleć co naprawdę musimy zrobić, a co chcemy, żeby sobie coś udowodnić, czy z lęku.

Po szóste: zmierz się ze swoimi przekonaniami, które ograniczają. Brzmi to dość psychologiczno-bełkotliwie, ale to działa. Przekonania są na przykład takie. „Nie wolno nigdy nawalić”, „Trzeba dbać o innych”, „Porządna rodzina to…”, „Dobry pracownik to…”. Nawet takie durne przekonanie jak „Po obiedzie musi być deser”, może nas stresować, bo będziemy starały się temu sprostać.

A przekonanie to tylko przekonanie. Każdy ma inne i to nie są jakieś świętości, złote zasady życia tylko tzw. skrypty, które przekazano nam np. w domu.

Żeby zaraz sobie życia z ich powodu marnować? Na miłość boską.

Po siódme: skoro nie mogę zmienić życia to może zmienię siebie? Tak ciut, ciut  trochę. I swoje podejście. Kobieta Zen jakiś czas temu przeżywała kryzys, jej mąż miał romans. To wtedy widziałam Zen o piątej, szóstej rano jak jeździła na rolkach. Właściwie to się uczyła. Potykała, upadała, znów jechała. „Jakaś wariatka” mruczałam wtedy, bo jej nie znałam. A ona nie mogła wpłynąć na męża, wpłynęła więc na siebie. Szukała sposobów na dystans. I znalazła.

Jakiś czas temu znalazłam na Facebooku taki wpis: ‚Jestem oazą spokoju. (…) zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora. Jestem jak pierd…. wagon pełen medytujących tybetańskich mnichów”. Wpis był ironiczny, ale ja jestem jego fanką.

Gdy mnie teraz coś ze złości biorę głęboki oddech i myślę: „Tadam, jestem oazą spokoju, kwiatem lotosu….” itd.

To działa. Szkoda życia na nerwy.


Lifestyle Związek

40 pytań, które chcielibyście zadać czterdziestolatce, ale boicie się zapytać. Dla kobiet i mężczyzn

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
18 kwietnia 2016
40 pytań, które można zadać każdej czterdziestolatce i dowiedzieć się czegoś o sobie. Dla mężczyzn i kobiet
Fot. iStock / Johnny Greig

M. (tak ją najlepiej nazwijmy) w maju kończy czterdzieści lat. Groza, grozunia. Patrzy krytycznie w lustro. Boże, ja mam zaraz 40 lat? Przecież wcale nie wyglądam (hihihi, ciekawe, która wygląda). Nie, to na pewno żart, ZARAZ się obudzę, mam 20 lat i właśnie wychodzę na imprezę. 

„Uszczypnij mnie” mówi M. do przyjaciółki. Przyjaciółka szczypie. „Auć” wrzeszczy M. No, niestety, czasy są jakie są. 2016 rok, a nie 1996. Córka koleżanki urodziła się w 1996 roku (ratunkuuuuu).

„A pamiętasz jak kiedyś w klasie maturalnej mówiłyśmy, że w 2000 roku będziemy taaakie stare?” Pamiętam. Nie, nie pamiętam. Wyparłam. M. często ktoś pyta: „I jak się czujesz?”. A jak ma się czuć? Nie chciałaby rzecz: 40 lat i w głowie ciągle pstro. Ale jeśli komuś się wydaje, że dojrzałość nadciąga niczym poważna staruszka – to przepraszam. Niekoniecznie.

– Mogę cię o coś spytać – dopytywała M. kiedyś swoją czterdziestoletnią ciotkę. M. – z perspektywy swoich 20 lat wydawało się wtedy, że ciotka już się wita z laską i kremówką do kawy oraz brydżykiem z przyjaciółkami jako jedyną rozrywką. Niektórych pytań wstydziła się zadać. Ale serio, serio chciała wiedzieć czy POTEM kończy się życie, jak być mądrą, czego nie robić, a co robić.

No i stąd ten zestaw pytań. A odpowiedzi, no cóż, odpowiedzi udziela sama M. tuż przed swoimi czterdziestymi urodzinami.

1. Czy czterdziestolatka czuje się stara?

A o którą porę dnia pytasz? Nie, żadna czterdziestolatka nie czuje się stara. Chyba, że po nocy pracy (ewentualnie imprezy).

2. Widzi, że jest stara?

Nie. Ale widzi, że jest dojrzała:).

3. Zdajesz sobie sprawę, że dwudziestolatek myśli o tobie, że jesteś stara?

A cóż mnie obchodzi co myśli dwudziestolatek? A teraz bardziej serio. Podobno. Ale w tym czasie moja ponad czterdziestoletnia przyjaciółka ma ognisty romans z chłopakiem grubo przed trzydziestką, więc…

4. Ale wiesz, że starsi uważają, że masz życie przed tobą?

Pewnie, że wiem. I słucham co mówią. Za dużo lat spędzamy na niesłuchaniu starszych.

5. W tym wieku uprawia się seks?

Wyznam szczerze, że dopiero w tym wieku uprawia się naprawdę dobry seks. Wcześniej jest fajnie, pięknie, młodzieńczo, namiętnie. Ale rzadko którzy mężczyźni 20 plus potrafią być NAPRAWDĘ skupieni na partnerce. Młodych kochanków łączy pasja. Starszych pasja i doświadczenie.

Tak, seks się uprawia i bywa on zdecydowanie lepszy.

6.  Często się go uprawia?

Nie, coś ty. Przecież nadajemy z grobu… A serio. Tak jak w każdym wieku. W stałym związku pewnie rzadziej, na początku częściej:)

7. Czy czterdziestolatka może lubić swoje ciało?

Boższ, cóż za pytanie. Ona WRESZCIE lubi swoje ciało. Lubi to znaczy zna jego słabe i mocne strony. Słabych jest może i więcej. Zależy.

8. A siebie lubi?

Wreszcie. To jest nieprawdopodobne przestać porównywać się z innymi, martwić, że nie jest się jakimś. Wolność nie do opisania.

9. Pamięta, że oszalała kiedyś z miłości?

Pewnie. Najbardziej to, że szlochała komuś w słuchawkę i chciała się rzucać z dziesiątego piętra swojego biura. No dobra, nie chciała się rzucać. Ale upiła się tego dnia do nieprzytomności i wspaniała przyjaciółka zbierała ją tego dnia z ulicy ( z taksówki konkretnie).

10. Warto oszaleć z miłości?

Oczywiście. Choćby po to, by zrozumieć kim się jest, i po to, by zrozumieć, że nikt nie zagwarantuje nam totalnej symbiozy i porozumienia. Poza tym cierpienie uszlachetnia, a kryzys jest początkiem rozwoju.

Tak, wiem, bełkoczę. Ale przypomnisz to sobie, gdy oszalejesz z miłości.

11. Zrobiłabyś to znów?

Nigdy w życiu:). Ale dojrzałość już wie, że powiedzieć „nigdy w życiu” jest po prostu głupotą.

11. Żałujesz, że byłaś średnią uczennicą?

Najbardziej na świecie:) Mogłam być wybitnym lekarzem, lingwistą.

Bardzo żałuję się rzeczy, których się nie dopilnowało. A jednocześnie już się rozumie: tak po prostu było. Jest jak jest. Jest fajnie.

12. Cieszysz się, że byłaś uczennicą wybitną?

W skrócie: czy żałujesz, że inni cię dręczyli, dopingowali. To zależy. Ale raczej jesteś wdzięczna. Za każdą lekcję dyscypliny, doskonałości, pracy nad sobą.

Chciałabym napisać inaczej, ale nie da się.

Ucz się, dziecko:)

13. Porównujesz się z innymi kobietami?

Dużo rzadziej niż kiedyś. A jeśli nawet to inne kobiety inspirują albo są motywacją do zmiany.

14. Co myślisz, gdy patrzysz na młodsze?

Że fajnie, że mają tyle życia przed sobą. I że są piękne. Oraz, że to straszne, że tyle nacierpią się przez facetów i przez złe decyzje (to ostatnie zależy od twoich doświadczeń).

No i jeszcze, że powinny żyć mądrze i mieć twoją wiedzę. Wiadomo. Starsza ciotka mówiła nam to samo.

15. Naprawdę to myślisz?

Nie, nie tylko, wiadomo:). Czasem zazdroszczę szans. Ale w spełnionej czterdziestolatce nie ma wrogości do innych kobiet. Naprawdę.

16. To prawda, że akceptacja przychodzi z wiekiem?

Oj prawda. Akceptacjo moja kochana, dobrze, że chociaż ciebie mam.

17. Przeżywasz kryzys wieku średniego

Średniego??!!!!!!!

18. Jesteś spełniona w pracy?

Nigdy dość.

19. Co trzeba zrobić, żeby być spełnionym w pracy?

Kochać to. Nie ma innej recepty. Nigdy nie zrobi się nic dobrego jeśli się tego nie kocha.

No dobra, chociaż lubić.

Ale i tak wierzę, że bardziej kochać.

20. Jesteś szczęśliwa w miłości?

Bardzo:) I tak samo nieszczęśliwa czasem. Ale uczysz się, że czas mija, emocje mijają, życie płynie.

21. O jakie przyjaciółki warto walczyć?

O takie, które po prostu są. Rozumiesz to z czasem. Akceptują, nie oceniają, nie odwracają się. I potrafią też o ciebie walczyć. Nie płaczesz za długo za innymi. Pozwalasz im odejść. Nawet je lubisz wciąż. Ale nie chcesz już im ufać. Nie ma bliskości prawdziwej bez słabości.

Ale nie ma też prawdziwej przyjaźni bez dania komuś szansy na dystans.

No i te poglądy polityczne. Niby nic, ale nie chcesz się już przyjaźnić z ludźmi, którzy nienawidzą Żydów, albo węszą wszędzie spiskowe teorie dziejów.

22. Zmądrzałaś?

Pewnie. Ale wciąż za mało:)

23. Jesteś bardziej doświadczona w łóżku?

Każda czterdziestolatka jest świetna w łóżku. To jest moc starości;-) No dobra, prawie każda.

24. O mężczyznę warto walczyć?

Tak. O wszystkich warto walczyć. Ale do czasu.

25. Rozstanie da się przeżyć?

Każde, najgorsze. Ale i tak boli. Wiedza nie uwalnia od emocji. Pomaga tylko ciut. To jest koniec świata na chwilę.

26. Istnieje jedna definicja miłości?

No pewnie, że nie. Na szczęście.

27. Rodzicom powinno się wybaczać?

Tak. Bo tylko wtedy można pójść dalej. Jeśli jesteś ciągle w żalu i niezrozumieniu nigdy nie będziesz naprawdę dorosła.

28. Macierzyństwo zmienia?

Dziecko zawsze zmienia. Chociaż na chwilę. Ale jeśli myślisz, że dziecko sprawi, że staniesz się mleczarnią, sypialnią, kołyską i zen na całe życie to przestań. Dojrzałe kobiety mówią czasem: dziecko jest naszym epizodem.  I to prawda. Są miłością na całe życie, ale epizodem codzienności. Odchodzą. A ty nie przestajesz być sobą. Poświęcać się możesz tylko przez jakiś czas. Inaczej będziesz sfrustrowana.

29. Co czujesz, gdy widzisz zmarszczki?

O rany, mnie też to dotyczy? Tylko tyle. Raczej nostalgicznie.

30. Zastanawiasz się czy mogłabyś żyć inaczej?

Jak każdy. I w pewnym momencie rozumiesz, że mogłabyś. Dalej jest już tylko pytanie: „po co?”. A odpowiedzi są bardzo różne.

31. Boisz się o to, że mąż zakocha się w młodszej?

Ja???? Niech on się boi, żebym ja nie zakochała się w młodszym. Ale podobno niektóre się boją. A inne nie analizują.

Jest jak jest.

33. Człowiek uczy się na błędach?

Powinien. Jak się nie uczy, wciąż przegrywa.

34. Przestałaś się starać być miła dla wszystkich?

Tak. Ogromna to ulga. Ale bardzo szanujesz ludzi  dobrych dla ciebie i życzliwych.

35. Ludzie wciąż wkurwiają tak samo?

Nie, kochanie. Czasem bardziej, a czasem mniej, ale już raczej wiesz, że są tylko twoim lustrem. Jeśli jesteś mądra.

36. Naprawdę jesteś taka LODOWATA w łóżku?

I Ty mu wierzysz?

37. To prawda, że możemy osiągnąć wszystko?

Srutututu pęczek drutu.

Ale nie daj sobie też wmówić, że możemy osiągnąć mało. Możemy dużo. Ale tylko próbując.

38. Warto walczyć o rodzinę?

Na pewno nie za wszelką cenę. Dzieci bardzo pamiętają konflikty, nieobecność, cierpienie.

39. Warto walczyć o wymarzoną pracę?

Grzech o nią nie walczyć, dziecko….

40. Szczęście zaczyna się po czterdziestce czy się po niej kończy?

Szczęście jest wtedy, gdy wiesz kim jesteś, nie ranisz innych, ale masz serio gdzieś co o tobie myślą.

Zresztą co to jest szczęście? Dajmy spokój. Po czterdziestce już to wiesz. Łapiesz chwilę, oddychasz głęboko i mówisz. „Jest bosko, jest pięknie, jestem rewelacyjną kobietą”.

I nie masz czasu na głupoty. I rozumiesz już dlaczego niektórzy w tym wieku robią w swoim życiu rewolucję– a kiedyś myślałaś: „W głowie im się poprzewracało na starość”.

P.S No pewnie, że M.to ja.