Związek

Na ile w seksie powinniśmy godzić się na spełnianie fantazji partnera. Czy jeśli robię z nim w łóżku coś, co mi „tak sobie” pasuje, to jakoś nadużywam siebie?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
27 lipca 2021
fot. silverkblack/iStock
 

Ty pytasz, my znajdujemy specjalistę, który odpowie na wszystkie twoje wątpliwości. Przeczytajcie list Krystyny, która zastanawia się, czy lubi seks analny. Może tak naprawę ma zupełnie inne potrzeby. Jak powinna poprosić partnera o ich spełnienie?

Zapraszamy na nasz nowy cykl: #ListyOSeksieBezTabu


„Od jakiegoś czasu zastanawiam się, na ile w seksie powinniśmy godzić się na spełnianie fantazji partnera. Czy jeśli robię z nim w łóżku coś, co mi „tak sobie” pasuje, to jakoś nadużywam siebie? Jak poznam, że mi to szkodzi? Przyznam, że mój partner bardzo lubi seks analny. Dlatego, jak się z nim spotykam, to wcześniej biorę tabletkę na przeczyszczenie. Mam związane z tym pytanie: czy jeśli tak robię dwa, trzy razy w miesiącu, to nie osłabiam swojego układu odpornościowego? Tyle się teraz mówi o tym, że w jelitach mieszkają dobre bakterie! Może powinnam jakoś inaczej się do takiego seksu przygotować? Przyznam też, że mój partner lubi szybki, ostry, gorący, namiętny seks. Na początku bardzo mi to pasowało. Nigdy nie spotkałam wcześniej tak wymyślnego i gorącego kochanka. Jednak po dwóch latach coraz częściej myślę o tym, żeby mu zaproponować coś, o czym czytałam. Nazywa się to „slow seks”. Na czym dokładnie to polega? Obawiam się trochę, że mój partner ma taki żywiołowy temperament, że może mu się nie spodobać ten rodzaj intymności. Co robić?”

Krystyna

Na list odpowiada coach seksualności Joanna Bartmańska


Droga Krystyno,

Zacznę odpowiadać na twój list od końca. Piszesz, że masz ochotę na bardziej powolny seks. Moim zdaniem warto, byś o tym porozmawiała z partnerem i powiedziała mu, czego teraz potrzebujesz i dlaczego właśnie „slow seks” przyciąga teraz twoją uwagę. Myślę Krystyno, że tej fantazji dotykasz swoich ważnych potrzeb. Zgaduję, że może tu chodzić o potrzebę intymności, więzi, kontaktu, bliskości, uważności, empatii i bycia ważną. Ale to ty musisz sobie odpowiedzieć na pytania: „Co tak naprawdę oznacza dla ciebie »slow seks« i co jest kuszące w tej wizji?” Jeśli już będziesz wiedziała, to wtedy do rozmowy zaproś partnera. Być może okaże się, że twoje obawy, że on nie zaakceptuje twoich potrzeb, są na wyrost. Nawet jeśli nie wszystko mu się spodoba, być może znajdzie coś, co dla niego też będzie atrakcyjne. Warto sprawdzać, gdzie macie wspólne „TAK”.

Ponieważ napisałaś, że seks analny „tak sobie” ci pasuje, myślę, że warto byś zastanowiła się, czy twoja granica nie została przekroczona. Zatrzymaj się na chwilę i zadaj sobie kilka pytań: „Co mi w tym przeszkadza?”, „Czego bym chciała więcej, a czego mniej?”, „Czego potrzebuję, żeby czuć się bezpieczniej, swobodniej, lepiej, by mieć z tego przyjemność i satysfakcję”. Warto być uważną i słuchać siebie. O nadużywaniu siebie mówimy, kiedy robimy coś, na co nie mamy zgody albo zgadzamy się pod presją czy pod wpływem lęku, wstydu oraz kiedy ignorujemy ważne sygnały naszego ciała. Jakie to mogą być sygnały? Zastanów się, czy nie czujesz napięcia w ciele, na przykład w okolicy klatki piersiowej, miednicy, genitaliów. Nasze ciała są bardzo mądre i reagują zwykle jako pierwsze. Warto więc zwrócić uwagę na wszelkie sygnały tzw. czerwone lampki, które zapalają nam się w głowie i ciele. Jeżeli ignorujemy je, to znaczy, że robimy coś wbrew sobie, a to jest najprostsza droga do tego, żeby przestać czuć przyjemność i pożądanie.

Opisujesz też, że bierzesz często tabletki przeczyszczające, by spełniać fantazje swojego partnera. Moim zdaniem nie jest to dobra metoda. Jak sama zauważyłaś, to może doprowadzić do kłopotów ze zdrowiem. Zachęcałam, byś sprawdziła, co by się takiego stało, gdybyś tych tabletek nie wzięła i pozwoliła sobie uprawiać seks analny w zgodzie ze sobą, z uważnością na swoje ciało, potrzeby i granice. Chciałam ci też powiedzieć, że tak naprawdę kał nie zalega w kanale odbytu, trafia tam dopiero na chwilę przed wypróżnianiem się. Jeżeli więc dbasz o lekkostrawną, obfitą w błonnik dietę i wypróżniasz się regularnie, nie powinno dojść do krepujących sytuacji.

Mogę też poradzić kilka sposobów, które powinny uspokoić cię przed planowaną randką.

  • Wystarczy kąpiel rozluźniająca, która pozwoli ci na umycie odbytu palcem. Umyj go samą wodą bez użycia środków chemicznych.
  • Jeżeli jednak uznasz, że to jest dla ciebie za mało, możesz zastosować delikatną lewatywę, także bez użycia środków chemicznych i ziół. Jedynie na bazie ciepłej wody. W aptece albo w sklepie z gadżetami erotycznymi kupisz specjalną końcówkę do prysznica, albo gruszkę do lewatywy. Nabierz do niej około szklanki wody, posmaruj końcówkę lubrykantem i delikatnie umieść ją w odbycie. Ważne, żeby robić to uważnie, powoli i naciskać na gruszkę do momentu wpompowania wody do środka. Dobrze sprawdzi się tu pozycja leżąca, na boku, z podciągniętymi kolanami. Potem pójdź do toalety i pozbądź się wody. Jeżeli woda nadal będzie brudna i to ci przeszkadza, możesz powtórzyć procedurę. Jeżeli jednak zauważysz, że ona się nie oczyszcza, być może jest to sygnał, żeby tego dnia nie próbować seksu analnego. Po wykonaniu lewatywy weź prysznic, dokładnie umyj okolice odbytu i po kilku godzinach możesz zaczynać zabawę.

Mam nadzieję, że to powinno cię trochę uspokoić i dać komfort, którego potrzebujesz.

Jeśli decydujesz się na seks analny, pamiętaj, by robić to w zgodzie ze sobą, świadomie, powoli, bez pośpiechu, bez presji, by stosować duże ilości lubrykantu i by komunikować się z partnerem podczas seksu. Warto określić na początku granice – czego chcemy, a czego już nie podczas tej penetracji.

Chciałabym jeszcze na koniec napisać co coś bardzo ważnego – seks zawsze łączy się z fizjologią i tak naprawdę zabrudzenia, płyny fizjologiczne, różne dźwięki i odgłosy są jego nieodłączną częścią i nigdy się ich do końca nie pozbędziemy. Nawet najdokładniejsze przygotowania nie uchronią nas przed tym w 100 procentach. Namawiam więc wszystkich, nie tylko ciebie Krystyno, do normalizacji tego doświadczenia. Zabrudzenie może się zdarzyć i jest naturalne. Dobrze mieć tego świadomość i podejść na luzie, odrobinę z humorem, ale też z taką naturalnością, bo są to po prostu… rzeczy ludzkie.

***

Joanna Bartmańska, certyfikowana coachka seksualności i trenerka komunikacji opartej na empatii. Wspieram ludzi w ich rozwoju seksualności. Słucham, rozmawiam, edukuję, doradzam, stwarzam bezpieczną, empatyczną przestrzeń bez oceniania. Pomagam ludziom rozkwitać seksualnie. Wierzę, że nasza energia seksualna to coś, co sprawia, że jesteśmy żywi, soczyści, świadomi, pewni siebie i w autentycznym kontakcie ze sobą. Dlatego tak warto o nią zadbać. Lubię żyć zmysłowo, w przyjemności, blisko natury i w ukochaniu siebie.

https://www.facebook.com/joannabartmanskacoachingseksualnosci/

Joanna Bartmańska


Związek

„Jestem samotna, od pięciu lat nie uprawiam seksu. Czy masturbacją mogłam zepsuć sobie mechanizm przyjemności?”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
27 lipca 2021
fot. PeopleImages/iStock
 

„Jestem samotna, od pięciu lat nie uprawiam seksu. W poprzednie wakacje zainteresował się mną kolega. Nie chcę w tym roku znów stchórzyć. Może coś by z tego było? Tylko, czy to będzie miłość…”. Ty pytasz, my znajdujemy specjalistę, który odpowie na wszystkie twoje wątpliwości. Nowy cykl: #ListyOSeksieBezTabu

Na ten list odpowiada Joanna Twardo-Kamińska – psycholożka, seksuolożka, psychoterapeutka

„Od pięciu lat jestem samotna. Ostatnie rozstanie było dla mnie bardzo traumatyczne. On zdradził mnie, zawiódł moje zaufanie. Kochałam tego mężczyznę tak bardzo, że wiedziałam, że długo po nim nie będę w stanie się z nikim związać. Tak też się stało. Skutek? Samotność i fakt, że od pięciu lat nie uprawiam seksu. Jednak jakoś sobie próbuję radzić. Używam wibratora, a częściej onanizuję się pod prysznicem i stąd mój niepokój. Boję się, że jak tak dalej pójdzie, nie będę umiała przeżywać orgazmu z mężczyzną. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do tej krótkiej ścieżki zaspokajania się za pomocą wody z prysznica!!! Czy mogłam zepsuć sobie mechanizm przyjemności? Co robić, by to powstrzymać?

Druga sprawa jest taka, że bardzo chciałabym mieć partnera. Jednak już tyle razy się zawiodłam, że zwyczajnie się boję. Nie mniej chciałabym się ośmielić. To nie jest tak, że nie zdarzają mi się propozycje. Jednak przed nimi tchórzę. Zauważyłam też, że w ciągu tych pięciu lat sporo utyłam i to nie pomaga mi ośmielić się ku relacji. Wstydzę się, bo moje ciało już nie jest takie atrakcyjne. Bardzo chciałabym w te wakacje się jednak ośmielić. Jak sobie w tym pomóc? Może powinnam zamknąć oczy i skoczyć, żeby przerwać tę passę samotności. Pamiętam, jak koleżanki mnie ostrzegały, że zbyt długa przerwa nie służy powrotowi do randkowania. Pamiętam, że w poprzednie wakacje zainteresował się mną kolega. Może w tym roku też się spotkamy? Nie chcę wtedy znów stchórzyć. Lubię go, znam go od lat, wiem, że mu się podobam. On nie jest przystojniakiem i na pewno nie byłaby to miłość od pierwszego wejrzenia. Chciałabym spróbować. Może coś by z tego było? Tylko czy to będzie miłość?”

Blanka.

Droga Blanko,

Po przeczytaniu Twojego listu odniosłam wrażenie, że jest w pani dużo lęku. Moim zdaniem warto, by przyjrzała się pani, dlaczego te emocje są obecnie tak dominujące. Może wynikać to z wielu różnych powodów takich jak: bolesne rozstania lub sposób wychowania np. przez osoby okazujące zbyt dużo troski, pod którą skrywały własny lęk. Warto, by rozważyła pani kontakt z terapeutą, aby przyjrzała się tym uczuciom na spokojnie. Ograniczenie niepokoju pomogłoby uzyskać większą swobodę i wiarę w siebie, bo przy wysokim poziomie lęku naprawdę trudno jest się w kimś zauroczyć. Te obawy wydają się większe niż cokolwiek innego.

Prawdopodobnie najkorzystniejsza byłaby możliwość podjęcia tego tematu podczas psychoterapii. Jeśli jednak nie czuje się pani na to gotowa, można próbować pracować z lękiem samodzielnie. Jak to robić? Trzeba się z nim po prostu konfrontować, dlatego proszę nie unikać ludzi i randek. Może też pani porozmawiać z mądrą przyjaciółką albo przeczytać kilka książek. Gorąco polecam te, które napisała Katarzyna Miller. Warto też poszukać „kręgów kobiecych”, które stają się obecnie coraz bardziej popularne i uprzedzę pytanie – nie, nie mają nic wspólnego z magią czy szamańskimi praktykami.

Podczas takich spotkań w bezpiecznym gronie kobiet, które przychodzą w tym samym celu, można otwarcie porozmawiać na różne tematy. Kręgi często prowadzone są przez doświadczone psycholożki i seksuolożki. Myślę, że jest to ogromne wsparcie dla tych pań, które nie mają w swoim bliskim otoczeniu matek, babek i przyjaciółek, a tak dzieje się coraz częściej, bo przecież rozjeżdżamy się po świecie i mieszkamy daleko od naszych bliskich.

Martwi się pani też kwestią masturbacji. Moim zdaniem najprawdopodobniej niepotrzebnie. Jest pani kobietą dojrzałą, która ma już za sobą różne doświadczenia seksualne. Dlatego nie sądzę, by uwarunkowała się pani na osiąganie przyjemności podczas kąpieli. Inaczej jest w przypadku osób młodych, które zaczynają uprawiać seks od intensywnej masturbacji za pomocą strumienia wody. Wtedy może się zdarzyć, że to będzie miało przełożenie na trudności w kontaktach seksualnych z partnerem w przyszłości.

Czasem w gabinecie pracuję z parami, które doświadczyły takiego uwarunkowania. Niektóre kobiety lubią, żeby pieszczoty odbywały się poprzez tkaninę, ponieważ od dzieciństwa masturbowały się poprzez bieliznę. Później dotyk dłoni na łechtaczce wydaje im się zbyt intensywny, a czasami wręcz sprawia ból. Jednak zazwyczaj nie jest to problemem dla ich partnerów, którzy lubią włączać taki rodzaj stymulacji do kontaktu. Podobnie dzieje się z mężczyznami, którzy ograniczają się jedynie do masturbacji. Ucisk ich dłoni jest inny niż w przypadku kontaktu dopochwowego z kobietą. Jednak najczęściej, kiedy znów mają partnerkę, wszystko wraca na zwyczajne tory.

Jeśli jednak ten temat nadal panią niepokoi, proszę zadbać o inne formy pieszczot: za pomocą palców albo wibratora. Jeśli osiąga pani i w te sposoby spełnienie, nie martwiłabym się. Mam nadzieję, że kiedy już znajdzie pani odpowiedniego partnera, on będzie chciał dołączyć do zabaw pod prysznicem.

Napisała też pani na końcu listu, że ostatnio przybrała kilka kilogramów. A czy to tak wiele zmienia? Przecież ciągle jest pani tą samą osobą. Moim zdaniem kobiety nie do końca adekwatnie oceniają to, jak wyglądają. Często są bardzo piękne, seksowne, ponętne (nawet jeżeli mają kilka kilogramów więcej), ale tego nie dostrzegają. To jest dla mnie niepokojące, że kult szczupłej sylwetki tak mocno wpływa na to, jak siebie widzimy i jak się ze sobą czujemy. Mężczyźni zazwyczaj mówią w moim gabinecie, że zdecydowanie najbardziej pociągające dla nich są kobiety, które siebie lubią, a tym samym swoje ciało. Często pracuję z paniami, które nie mają świadomości tego, że panowie podziwiają ich zmysłowość i kobiecość. Pewnie istnieją mężczyźni, którzy myślą inaczej, natomiast z mojej praktyki terapeutycznej wynika, iż większość nie ocenia naszych ciał w krytyczny sposób. Patrzą na kobiety całościowo. Na to, jakie są. A nie na to, czego im brakuje i co można by w nich poprawić. Kobiety, które lubią siebie, nie mają oporów, żeby cieszyć się życiem, korzystać z seksu, dlatego też wydają się bardziej atrakcyjne. Poza tym łatwiej żyje się z człowiekiem, który jest zadowolony z siebie i który czerpie z tego życia przyjemności niż z takim, który na zewnątrz pięknie się prezentuje, a w środku jest niezadowolony i skoncentrowany jedynie na sobie. Wiadomo, że raz wyglądamy lepiej, raz gorzej, ale ciągle jesteśmy tymi samymi osobami. Wszyscy się zmieniamy, niezależnie od płci. Głęboko wierzę, że tu kryje się nasze właściwe piękno.

Opowiada pani też w liście o swoim koledze i zastanawia się, czy coś z tego może być. Myślę, że u dojrzałych kobiet uczucie często rodzi się z przyjaźni. Naprawdę nie wykluczałam takiej możliwości. To tak jak z namiętnością… jeżeli mamy dobrą relację, to rodzi się otwartość i pożądanie wobec tego drugiego człowieka. Z doświadczenia terapeutycznego wiem, że często partnerzy, którzy nie wydają się nam na początku bardzo atrakcyjni, z czasem zyskują. Naprawdę jest tysiąc cech (poza silnym pociągiem seksualnym), które nas do siebie mocno przyciągają i dzięki nim też powstają dobre związki.

***
Joanna Twardo-Kamińska – psycholożka, seksuolożka, psychoterapeutka. Absolwentka Psychologii Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła studia podyplomowe z Seksuologii Klinicznej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Prowadzi psychoterapię indywidualną oraz par w Centrum Psychoterapii i Rozwoju „Bliżej Siebie”.

Joanna Twardo-Kamińska


Związek

8 najlepszych seriali pełnych erotycznych wątków

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
27 lipca 2021
fot. OJO Images/iStock

Wybrałyśmy dla ciebie na wakacje najgorętsze seriale, w których jest najwięcej ciekawych erotycznych wątków i scen seksu. Nie tylko „Californication” i „Seks w wielkim mieście”! Koniecznie oglądaj, zwłaszcza teraz, kiedy masz więcej czasu na beztroskie zabawy. Komentuj i wybierz z nami kolejne. Napiszemy wtedy drugą część!

1. „Sex Education”

Serial opowiada historię nie do końca dopasowanego społecznie nastolatka. Otis jest jedynym synem dwojga terapeutów seksualnych – Jean i Remiego. Po rozwodzie rodziców zostaje z mamą i dorasta, podsłuchując przez dziury w podłodze swojego pokoju prowadzone przez nią sesje terapeutyczne. To nie jest typowa rodzina! „Otis posprzątaj, przeprowadzam dzisiaj warsztaty waginalne”, słyszy od mamy nastolatek na co dzień. Nic dziwnego, że ten chłopak wie więcej niż jego rówieśnicy, więc zaczyna udzielać swoim kolegom porad seksualnych. Jeśli myślisz, że to typowy serial dla nastolatków, jesteś w błędzie.

Tę historię ogląda się z wielkiem zainteresowaniem, a przy okazji można się sporo dowiedzieć o potrzebach, obsesjach i lękach młodych ludzi. Wielkim atutem jest tragikomiczna tonacja. Brawo Brytyjczycy, tylko wy to potraficie tak zrobić!

2. „Girls”

Początkująca pisarka Hannah dowiaduje się od rodziców, że nie będą jej już dłużej utrzymywać. Dziewczyna zaczyna więc nowy etap, w którym wspierają ją przyjaciółki: pracująca w galerii sztuki Marnie, studentka matematyki Shoshana i lekkoduszna podróżniczki Jessy. To opowieść o szalonym życiu dwudziestokilkuletnich dziewczyn, które nie potrafią znaleźć sensownej pracy, nie wiedzą, czego tak naprawdę pragną, a ich związki przyprawiają często o zawrót głowy. Na początku mówiło o tej produkcji, że to nowa wersja „Seksu w wielkim mieście”. Tam też były cztery koleżanki i Nowy Jork, ale były też drogie kiecki, drinki i … oderwanie od rzeczywistości. Natomiast życie „Dziewczyn” (także to erotyczne), nie jest tak lukrowane.

Bohaterki nie maja pieniędzy, za to mają… nieidealne ciała, masę kompleksów, emocjonalnych frustracji, a seks często dostarcza im więcej problemów niż radości. To bohaterki z krwi i kości. „Dziewczyny” odważnie, realistycznie (a może nawet naturalistycznie) opowiadają o pożądaniu, wstydzie, niefrasobliwym seksie, ale przede wielkim głodzie… miłości.

3. „Sex w wielkim mieście”

To pozycja kultowa i bardzo nagradzana. Serial dostał (bagatela!) już 32 nagrody. Cztery przyjaciółki z Nowego Jorku – felietonistka Carrie, agentka PR Samantha, prawniczka Mirandy i marszand Charlotte – plotkują o swoim życiu erotycznym oraz codziennych sytuacjach. ”Seks w wielkim mieście” wystartował w 1998 roku i był przełomowy, bo odczarował na tamte czasy temat kobiecej seksualności. Bohaterki przekonywały nas, że możemy rozmawiać o swoich potrzebach wprost, mieć tylu partnerów, ilu chcemy i uprawiać niezobowiązujący seks. Dokładnie tak jak mężczyźni. Ale jeśli pragniemy stabilizacji, to możemy też mieszkać w domku z ogródkiem oraz poświęcić się mężowi i dzieciom. „Kobiety mogą cieszyć się seksem i robić to, co chcą!”, przekonywały nas mieszkanki Nowego Jorku. Paradoksalnie niewiele było w tej produkcji odważnych erotycznych scen. Ciekawostka: nie wszystkie serialowe panie się rozbierały, np. Sarah Jessica Parker miała zapisane w kontrakcie, że nigdy nie zdejmie stanika. Nie mniej jest to „obowiązkowa lektura obrazkowa” dla każdego widza (nie tylko płci pięknej).

4. „Maser of Sex”

Serial oparty jest na prawdziwej historii amerykańskich pionierów badania ludzkiej seksualności – Virginii Johnson oraz Williama Mastersa. Ale cofnijmy się do lat 50.! On jest lekarzem ginekologiem zafascynowanym studiowaniem ludzkiej seksualności. Początkowo wagę jego badań docenia niewielu, ale wśród nich jest piękna asystentka Virginia Johnson, rozwódka samotnie wychowująca dzieci. Ich wspólna praca okazuje się rewolucją nie tylko na polu naukowym, ale mmh… także prywatnym. Virgina i Willam to fascynujący duet, którego którego losy naprawdę śledzi się z ciekawością. Tu jest wszystko: pragnienia, ambicje, zazdrość, namiętności. Poza tym w żadnym serialu nie zobaczysz takich scen jak tu – masturbacja ludzi podłączonych do „pionierskiej” aparatury, która bada naturę orgazmu…

Wow, dużo się tu dzieje! I jeszcze jeden wielki plus za scenografię, kostiumy, fryzury, rekwizyty, które są po prostu perfekcyjne. Przeniesiesz się w czasie i poczujesz, jak wiele zmieniło się przez 70 lat w kwestii naszego podejścia do seksualności. Perełka w czterech sezonach!

5. „Californication”

„Wiesz, satysfakcja jest śmiercią pożądania”, mówi cynicznie Hank Moody, nowojorski pisarz i autor bestsellerowej powieści „God Hates Us All”. Jego partnerka Karen, z którą ma dwunastoletnią córkę Rebeccę, odchodzi do innego mężczyzny. I tu zaczyna się… totalna orgia i jednocześnie całkiem romantyczna historia. W „Californication” przez siedem sezonów oglądamy, jak Hank pogrąża się w morzu alkoholu, narkotyków i przygodnego seksu, tylko dlatego, że nie może być z kobietą, którą naprawdę kocha. Wśród kochanek pisarza są: 16-letnia dziewica, mężatki, studentki, profesorki, muzy rockmanów i artystyczne dusze, prawniczki, przedstawicielki najstarszego zawodu świata i… właściwie trudno znaleźć kobietę, której Hank nie zaciągnął do łóżka. A one go uwielbiają!

6. „You Me Her”

Jack i Emma są małżeństwem po trzydziestce, które się bardzo kocha, ale ma problemy w łóżku. Chcąc podkręcić temperaturę w związku, para decyduje się na skorzystanie z usług Izzy, studentki psychologii, która dorabia jako dziewczyna do towarzystwa. Sprawy komplikują się, kiedy to, co w zamierzeniu miało być „układem za kasę”, zmienia się w odwzajemnione (przez wszystkie trzy strony) uczucie. Dziewczyna zawraca w głowie obu małżonkom i wszystko wymyka się spod kontroli. Cała trójka mierzy się z uczuciem, które trudno im przyjąć i zracjonalizować. Kontekst erotyczny schodzi na dalszy plan, bo pojawiają się pytania: „Czy związek pomiędzy trzema osobami jest możliwy?”, „Czy monogamia jest częścią naszej natury czy jedynie kultury?”, „Czy można kochać dwie osoby jednocześnie?”. Chcesz poznać odpowiedzi?

7. „The Affair”

Tu wcale nie chodzi o seks. „The Affair” to niezwykle barwna emocjonalna historia czwórki osób, których losy splątały się ze sobą jednego dnia lata, kiedy dwójce z nich przydarzył się gorący romans. Zacznijmy od tego, że Noah to nauczyciel literatury, który marzy o karierze pisarza. Mężczyzna od blisko dwudziestu lat jest żonaty z Helen, z którą ma czwórkę dzieci. Pewnego dnia para rusza na wakacje do nadmorskiej miejscowości Montauk. Na miejscu odwiedzają restaurację, gdzie kelnerką jest młodziutka Alison, która nie może się otrząsnąć po stracie ukochanego dziecka. Noah jest nią zafascynowany…

Zobaczysz tu jedne z najbardziej uczuciowych i intymnych scen erotycznych, jakie wyreżyserowano w serialach. Emocje po prostu sięgają zenitu, a największym atutem jest to, że poznajesz tę samą historię z czterech perspektyw: zdradzanej żony, romansującego męża, jego kochanki i jej partnera. Widz lubi i rozumie wszystkich: nie wie już, czyją stronę trzymać i to jest właśnie… wspaniałe.

8. „Orange Is the New Black”

Twórcy tej produkcji poszli na całość i tak powstało siedem już sezonów komediodramatu opartego na bestsellerowych wspomnieniach Piper Kerman. Serial opowiada o dobrze sytuowanej mieszkance Brooklynu – Piper, która zostaje skazana na karę piętnastu miesięcy pozbawienia wolności. Aby spłacić swój dług wobec społeczeństwa, Piper zamienia swoje wygodne życie w Nowym Jorku u boku narzeczonego na pomarańczowy kombinezon. Wkrótce kwestionuje niemal wszystko, w co do tej pory wierzyła i tworzy sojusze z grupą ekscentrycznych i szczerych do bólu więźniarek oraz zakochuje się na nowo w wyjątkowej kobiecie – Alex.

Trudno znaleźć serial o odważniejszej dawce damsko-damskiej erotyki. Piper i Alex to jedna z najgorętszych lesbijskich par w historii wszechseriali. Na pierwszy rzut oka widać, że scenariusz piszą kobiety, które nie boją się mówić nam, że wszystkie jesteśmy piękne, niezależnie od tego, ile mamy lat i czy jesteśmy chude, czy grube i kogo chcemy całym sercem pokochać.

Koniecznie napiszcie, jakie seriale z wątkami o seksie, lubicie najbardziej…..


Zobacz także

Pan „nie wiem co do ciebie czuję”. Czy warto o niego walczyć?

Wiem, że bez ciebie jestem nikim. Wolno mi kochać tylko ciebie

Prawdziwa miłość istnieje