Związek

Drogi facecie, wkurzasz mnie. Niby można na Ciebie liczyć, ale ile to kosztuje emocji, wiem tylko ja

Listy do redakcji
Listy do redakcji
21 grudnia 2020
List do teściowej
Fot. iStock / Milan Marjanovic
 

Jesteśmy razem. Kochamy się, jest nam ze sobą dobrze. Tyle nas łączy i tyle możemy sobie wzajemnie dać. Lubimy siebie nawzajem i lubimy spędzać ze sobą czas. To dużo, bardzo dużo. Wspólne podróże, książki, programy geograficzne. Tak poza tym, lubię Cię. Fany z Ciebie gość. I byłoby naprawdę cudownie, gdyby nie kilka szczegółów.

Dogadujemy się świetnie, pod warunkiem, że w grę nie wchodzą tematy takie jak:

1.Pieniądze

Póki płacę za wszystko, jest cudownie. Nie ma między nami napięć, cichych dni. W domu magicznie zapełnia się lodówka, operator nie blokuje kanałów w telewizji, właściciel mieszkania nie dzwoni, by przypomnieć o zapłaceniu czynszu. Ale ostatnio, przez COVID, moja płaca jest o wiele mniej regularna niż Twoja pensja. Więc to fakt, wydajesz więcej. I to jest problem. Więc na początku mówiłeś, że oczywiście, że nie ma problemu. Że przecież to jasne, jesteśmy razem. Lampka zapaliła się, kiedy powiedziałeś, że mi pomożesz. Pomożesz? Mi? A to nie jest nasz wspólny dom, wspólny obowiązek, żeby go utrzymać? Dziś kolejny raz proszę Cię o przelew. Kolejny raz tłumaczę na co pójdą TWOJE pieniądze. Kolejny raz czuję się upokorzona i myślę – niech no się ten COVID skończy i znowu zacznę normalnie zarabiać….

2. Plany na przyszłość

Twoje istnieją. Ale jakoś mnie w nich nie ma. Wiesz, że chcesz pojechać do USA, że chętnie popracowałbyś w Irlandii, że odwiedzisz kumpla w Australii. Że fajnie byłoby mieć dom w górach. No wszystko byłoby fajne, tylko nigdy nie mówisz MY. Zawsze jesteś TY. No więc zaczynam pytać. A może kupimy razem ten dom? Może znajdziemy wspólne miejsce? Może porozmawiamy o tym, jak tę przyszłość widzisz. Nie. Mówisz, że ty jak nie funkcjonujesz. Że co ma być, to będzie. Że czas pokaże. Mija 3 lata odkąd jesteśmy razem. Dla Ciebie to wciąż za mało, by wiedzieć, czy jest przed nami przyszłość.

3. Twoja przestrzeń

Rozumie, każdy potrzebuje czasu i przestrzeni tylko dla siebie. Sama kocham swoje momenty z książką, ciepłą herbatą, ciszą. Albo wyjście z przyjaciółkami na babski wieczór. Albo samotne kino. Naprawdę cieszę się, kiedy spotykasz się ze swoimi znajomymi, kiedy rozmawiasz z nimi przez telefon, kiedy planujecie wspólny weekend. Tylko z jedną rzeczą mam problem. Ja ich nie znam. Oni mnie nie znają. Nie mówisz im o mnie, o nas. Zrobiłeś z naszego związku zupełnie oddzielny świat. Zrobiłeś z grupy przyjaciół zamkniętą przestrzeń, do której nie mam wstępu. O co Ci chodzi? Wstydzisz się mnie? Wstydzisz się ich? Uważasz, że poznanie przeze mnie bliskich Ci osób mogłoby wpłynąć w negatywny sposób na naszą relację? Dość mam dyskusji na ten temat i rozmów, które nic nie tłumaczą.

Widzisz, mój kochany, czasem miłość, wspólne zainteresowania i dobry seks nie wystarczą, by kogoś uszczęśliwić. Trzeba dać z siebie nieco więcej. Nieco oddać od siebie drugiej osobie. Mniej egocentryzmu, więcej troski o innych.

 

 


Związek

Fotel ogrodowy w salonie? Dlaczego nie?

Redakcja
Redakcja
22 grudnia 2020
Fot. iStock
 

Jako prawdziwy designerski przebój, fotele ogrodowe podwieszane – jak zresztą sama nazwa wskazuje – wykorzystuje się przede wszystkim na zewnątrz. Nie znaczy to jednak, że zastosowania nie znajdą we wnętrzach. Sprawdź, jak zaaranżować fotel wiszący w salonie.

Wraz z powrotem mody na boho i naturalno-hippisowskie aranżacje, wiszące krzesło zadomowiło się wśród trendów, stając się popularną alternatywą lub uzupełnieniem dla tradycyjnych mebli wypoczynkowych. Mebel jest ciekawym akcentem aranżacyjnym, nowoczesnym wnętrzom dodając romantyczności, a tym urządzonym w stylu tradycyjnym – nieco zwiewności i lekkości, jak kontrapunkt dla mebli stojących. Nic dziwnego, że szybko stał się prawdziwym hitem wśród miłośników designu, a dziś trudno wyobrazić sobie bez niego wystrój wnętrz w stylu boho.

Fotele ogrodowe podwieszane nie tylko pięknie się prezentują, ale również gwarantują najwyższy poziom komfortu. To świetny sposób na relaks – dzięki optymalnej głębokości, możesz wygodnie się w nim zanurzyć, pogrążając się w lekturze książki czy po prostu słodkiemu nicnierobieniu. Dla jeszcze większej wygody warto wypełnić kosz wiszący kocami i poduszkami. Oczywiście, ogrodowe fotele podwieszane również dystrybuowane są z siedziskiem, które wyścieła wnętrze dość twardej struktury. Dodatkowe wyposażenie przyczyni się jednak do wzrostu komfortu.

Fot. Materiały prasowe

Fotel wiszący

Maluchy również kochają wiszące kosze – powodem jest oczywiście możliwość pobujania się w nich niczym w huśtawce. Choć nazwa podpowiada, że fotel znajduje zastosowanie głównie na zewnątrz, na werandach, tarasach czy w ogrodach, w rzeczywistości świetnie sprawdza się również jako wyposażenie wnętrz.

Fotele ogrodowe podwieszane w salonie? Jak najbardziej!

Zastanawiasz się, jakie wiszące krzesło wykorzystać w salonie? Możliwości jest wiele, bo w zasadzie każde akcesorium tego typu ma dwojakie zastosowanie. W sklepach stacjonarnych, ale też internetowych pokroju Dollo.pl, znajdziesz naprawdę spory przekrój produktów utrzymanych w różnych gamach kolorystycznych. Najczęściej wykonane są one z technorattanu, który jest łatwy do zaplatania, a jednocześnie odporny na niszczące działanie czynników atmosferycznych.

Na wykorzystanie wiszących siedzisk wewnątrz zamiast składowania ich przez cały okres jesienno-zimowy użytkownicy tego rodzaju akcesoriów decydują się bardzo często. Głównym powodem jest ich mobilność i różnorodne możliwości wykorzystania. Fotele sprzedawane są bowiem w zestawie ze stelażem oraz liną lub łańcuchem. Dzięki temu to samo akcesorium, które bez trudu postawimy na trawniku dzięki obecności stelaża, może być podwieszone wewnątrz – w salonie lub sypialni. Stelaż również się sprawdzi – podwieszać należy wyłącznie w wypadku, gdy dysponujesz solidną bazą w postaci stropu czy haka przytwierdzonego do ściany bądź sufitu. Jeśli chcesz uniknąć dziurawienia ścian, możesz również zdecydować się na drążek przytwierdzany do framugi okna. Takie rozwiązanie ogranicza jednak możliwości doboru miejsca na kosz wiszący.

Wiszące siedziska ogrodowe – z czym je komponować?

Jeśli zdecydujesz się na wprowadzenie któregoś z powyższych rozwiązań, warto zastanowić się również, z czym komponować meble ogrodowe wiszące. Są one dość uniwersalne, jednak w dobrze dobranej oprawie będą prezentować się jeszcze bardziej spektakularnie. Ciekawymi dekoracjami, obecnie bardzo modnymi i wpisującymi się w trend boho, są makatki i makramy na ścianę, pięknie wyglądające w zestawieniu z koszami wiszącymi, zwłaszcza tymi, podwieszonymi na haku bądź łańcuchu.


Artykuł sponsorowany


Związek

Monika Mrozowska: Staram się żyć tak, aby tutaj na ziemi zostawić po sobie jak najmniejszy bałagan

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
21 grudnia 2020
Fot. Archiwum prywatne

Mama trójki, a właściwie już prawie czwórki dzieci, aktorka, autorka książek kulinarnych, miłośniczka gotowania i propagatorka zdrowego stylu życia – Monika Mrozowska.

Klaudia Kierzkowska: Pełnisz w życiu wiele ról – matki, aktorki, autorki książek, z której z nich czerpiesz najwięcej satysfakcji?

Monika Mrozowska  Nie lubię tego rozdzielać i pozycjonować. Podoba mi się to, że w zależności od etapu w życiu, mogę tymi rolami sobie żonglować i przesuwać ciężar aktywności z jednej na drugą. Obecnie jestem w czwartej ciąży, jednak moje starsze dzieci są już na tyle duże, że nie muszę im poświęcać 100 proc. swojego czasu. Mogę spotykać się z przyjaciółmi, odpoczywać, uprawiać sport, wyjeżdżać – oczywiście na tyle, na ile obecna sytuacja mi na to pozwala. Staram się jeszcze trochę popracować, zrobić coś dla siebie. Wykorzystuje ten ostatni „wolny” czas, bo w momencie, w którym pojawi się na świecie maluszek będę taką nawet 200 proc. mamą, zrezygnuję niemalże ze wszystkich innych aktywności. Po pojawieniu się na świecie dziecka zmienią się moje priorytety, ale to chyba oczywiste.

Aktorka wydała książkę kucharską – skąd ten pomysł?

Pierwsza książka kucharska została wydana przeze mnie i przez mojego byłego męża 13 lat temu. Bardzo lubiliśmy gotować, spędzaliśmy dużo czasu w kuchni, zbieraliśmy mnóstwo przepisów. Przygotowywaliśmy dania, które smakowały nie tylko nam, ale także i naszym znajomym. W pewnym momencie trafiliśmy na osoby, które samodzielnie wydawały książki i to właśnie one podpowiedziały nam, że może fajnie byłoby spróbować napisać swoją książkę kucharską. W związku z tym, że był to nasz debiut, zdawaliśmy sobie sprawę, że mało które wydawnictwo zainteresuje się tym tematem, dlatego też postanowiliśmy zrobić to samodzielnie. Na szczęście książka spotkała się z bardzo przyjemnym odbiorem, zaraz musieliśmy robić jej dodruk. I to dało nam przekonanie, pewność, że wybraliśmy dobrą drogę. Później, po rozstaniu z mężem, nadal miałam potrzebę gotowania, przygotowywania warsztatów, zbierania przepisów. Uwielbiam to robić, dlatego też zajmuję się tym nieustannie od 13 lat.

Fot. Archiwum prywatne

Wydałaś kilka książek kulinarnych, która z nich jest najbliższa Twojemu sercu?

Uwielbiam książkę o zupach. Pozbierałam w niej przepisy na dania jednogarnkowe niemalże z całego świata, jednak pozmieniałam je na potrawy wegetariańskie. I z tego co wiem, jest to książka, z której korzysta bardzo wiele osób. Ogólnie rzecz biorąc ja bardzo lubię przygotowywanie książek, uwielbiam cały ten proces. Teraz z niecierpliwością oczekuję na wydanie kolejnej pozycji, która pojawi się na początku przyszłego roku – gotowanie z dziećmi. 

Wydałaś książkę o nieco tajemniczej nazwie „EKOnomiczna kuchnia”, w której pokazujesz, że można przygotować smaczne danie za niewielkie pieniądze. Czy Polacy potrafią gotować ekonomicznie?

Wydaje mi się, że jeszcze nadal jesteśmy w takim trybie, że kupujemy za dużo i wydajemy za dużo. Jednak z drugiej strony mam nadzieję, że te ostatnie miesiące nauczyły nas czegoś. Wielu osobom status materialny z powodu pandemii znacznie się obniżył, co wymusiło poniekąd ekonomiczne gotowanie.

Pandemia sprawiła, że zaczęliśmy więcej gotować w domu, przecież nie mieliśmy możliwości pójścia do restauracji. Mam wrażenie, że ten rok pod wieloma względami jest dla nas bardzo ciężki i nietypowy, jednak mam nadzieję, że czegoś nas nauczy, czegoś dobrego. Chociażby ekonomicznego gotowania i nie marnowania produktów. Poszanowania do własnej pracy, do jedzenia. Może warto czasami kupić czegoś mniej, ale lepszej jakości, a przed zakupami zrobić przegląd lodówki. Fajnie byłoby gdyby te przyzwyczajenia w nas zostały. Tego naprawdę wszystkim życzę.

W książce „Słodko Zdrowo Świątecznie”, znajdziemy rozdział z przepisami na Boże Narodzenie.  Nie są to „tradycyjne przepisy” – zamiast makowca mamy szałtowiec, a zamiast piernika z dżemem powidłowym – piernik gryczany ze śliwką. Czy na Twoim wigilijnym stole goszczą właśnie takie zdrowe i pełnowartościowe potrawy?

Na naszym stole wigilijnym znajduje się cała mnogość różnych dań ponieważ od wielu lat, w licznym gronie, spotykamy się przy wigilijnym stole u mojej mamy. Jak żyli moi dziadkowie, spotykaliśmy się u nich. W naszej rodzinie jest taki zwyczaj, że każdy coś przygotowuje, a co za tym idzie jest mnogość przeróżnych potraw. Owszem staram się przemycać jakieś zdrowe dania, ale też nie robię tego na silę. Są pewne potrawy, które przyjęły się w naszym domu i wymyślanie ich na siłę od nowa, tylko po to, aby były mniej kaloryczne czy zdrowsze, nie do końca ma sens. Jednak już od kilku lat staramy się tego jedzenia przygotowywać mniej, żeby go nie jeść później przez tydzień i oczywiście nie marnować. Na stole mogą pojawić się oczywiście potrawy bardzo kaloryczne, ale my nie musimy przecież od razu zjadać całego makowca, czy całej brytfanki karpia w galarecie. Dbajmy o to, abyśmy się dobrze czuli, a nie z przejedzenia nie mogli wstać od stołu. Dlatego też zawsze w święta wybieramy się na długie spacery, albo gdzieś wyjeżdżamy.

W tym roku co przygotujesz?

Uwielbiam gotowanie, jednak w tym roku już zapowiedziałam mojej mamie, że mam nadzieję, że będę odrobinę zwolniona. Chociaż w sumie nie wiem czy i tak czegoś nie ugotuję, zobaczę jak będę się czuła. Wspólne gotowanie i przygotowywanie świąt jest na pewno cenniejsze niż kupowanie prezentów.  Chociaż moich najbliższych także bardzo lubię obdarowywać. (śmiech) Jednak wspólne świętowanie i siedzenie przy stole jest dla mnie priorytetem, bez wątpienia.

Fot. Archiwum prywatne

Jesteś wegetarianką, co o tym zadecydowało?

Zadecydowały o tym tak naprawdę wakacje, które miały miejsce 20 lat temu. Wyjechałam z moimi przyjaciółmi do Grecji, gdzie w sumie przez dwa tygodnie mieliśmy taką dietę wegetariańską. Było piekielnie gorąco – jedliśmy głównie owoce i warzywa. I wiadomo budżet studencki był nieco ograniczony. Ponadto uprawialiśmy dużo sportu. I kiedy po tych dwóch tygodniach wróciłam i spojrzałam w lustro pomyślałam, że ja zawsze chcę tak wyglądać i tak dobrze się czuć. Wtedy podjęłam decyzję, że nie będę jadła mięsa. Jednak założyłam sobie, że jeśli będzie mi go brakowało, nie będę robiła niczego na siłę i wrócę do swoich starych nawyków. Mijały miesiące, a ja czułam, że nie mam ochoty na schabowego czy kotleta mielonego. Kiedy przechodziłam na dietę wegetariańską, a było to 20 lat temu, pojawiały się mieszane uczucia, była to dość kontrowersyjna kwestia. Jednak teraz wiem, że to była dobra decyzja. Najlepsza. Mam takie poczucie, że w połączeniu z aktywnością fizyczną, wegetarianizm przynosi mi wiele korzyści. Łatwiej jest mi zadbać o siebie. To nie jest też tak, że ja się jakoś katuję. W tłusty czwartek zjem pączka, ale nie muszę ich zjeść od razu dziesięciu. We wszystkim staram się znaleźć taki złoty środek.

Jesteś zwolenniczką zdrowego stylu życia, na co, poza zdrowym jedzeniem, zwracasz szczególną uwagę?

Zawsze towarzyszy mi sport, uprawiam jogę, która pozwala mi się wyciszyć i zrelaksować. Moi znajomi bardzo często się śmieją, że jak mają iść na długi spacer to Monika na pewno musi iść z nimi. Od pewnego czasu bardzo ważnym elementem mojego życia jest dbanie o zdrowie psychiczne, co bardzo dobrze wpłynęło na mnie w tym trudnym okresie pandemicznym. Nie miałam chwili zwątpienia czy załamania, co wiem, że niestety ludziom się dość często zdarza. Czytam dużo książek, które w pewnym sensie mi pomagają, otaczam się ludźmi pozytywnie nastawionymi, takimi z energią. Mam pełno znajomych i przyjaciół, przy których czuję się dobrze, z którymi potrafię się śmiać, i przy których czuję się szczęśliwa. Wiedza, dbanie o swoje dobre samopoczucie i ruch – to moim zdaniem naprawdę bardzo istotne. To, że przykładowo odżywiamy się źle widać i ktoś może nam powiedzieć – zmień dietę. Naszej kondycji psychicznej nie widać na pierwszy rzut oka. Dopiero w momencie, w którym zacznie się dziać coś naprawdę niepokojącego, bliscy mogą coś zauważyć. Dlatego bardzo wszystkich zachęcam, abyśmy dbali o swoje zdrowie psychiczne i jeśli trzeba poprosili specjalistę o pomoc – bardzo często rodzina i przyjaciele nie wystarczą.

Dla wielu osób zła kondycja psychiczna jest powodem do wstydu.

Zupełnie niepotrzebnie. Jak mamy złamaną nogę idziemy do ortopedy, do chirurga, w momencie w którym boli nas ząb udajemy się do dentysty. Na litość boską, jak czujemy, że spada nasze samopoczucie, zaczynamy czuć się źle i nie jesteśmy w stanie tego sami zmienić, naprawić półgodzinnym spacerem na słońcu, nie czekajmy, jedźmy do specjalisty. To jest nasze życie i nasze zdrowie! Naszym obowiązkiem jest zadbanie o siebie, bo nikt inny tego za nas nie zrobi.

Żyjesz zgodnie z naturą?

Staram się żyć tak, aby tutaj na ziemi zostawić po sobie jak najmniejszy bałagan. Mieszkam niemalże w centrum Warszawy, miejscu, które jest bardzo dobrze skomunikowane z całą częścią miasta. Jeśli nie mam takiej potrzeby nie korzystam z samochodu – wybieram komunikację miejską, albo przejdę się na piechotę. Nawet teraz w ciąży. Jeżeli nie muszę czegoś kupować, bo mam dwie lub trzy bardzo podobne rzeczy w szafie, to nie robię zakupów bo przykładowo jest black friday i ogłosili wielkie promocje. Staram się myśleć o tym co robię – począwszy od robienia zakupów, przez przygotowywanie posiłków, aż po sprzątanie w mieszkaniu. Zwracam uwagę na używane przeze mnie detergenty, jeśli mogę wybieram te ekologiczne. Nie muszę mieć całej szafki spryskiwaczy do okien, czy mycia armatury. Nie stawiajmy sobie jakichś wygórowanych oczekiwań i nie biczujmy się, że coś nam nie wyszło, tylko starajmy się w tym wszystkim zachować jakiś zdrowy rozsądek. Zastanówmy się, czy to co robimy jest dobre i potrzebne, czy może to jakaś nasza fanaberia…


Zobacz także

Nowe zagrożenie w randkowym świecie – bombardowanie miłością. Brzmi niewinnie, ale to podstępna manipulacja!

50 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o mężczyznach

50 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o mężczyznach

Zawsze wybieraj miłość. Zawsze. Przykazania miłości, o których zapominamy