Zdrowie

Nie cierpię jesieni za kaszel i katar, ale kocham za wiele innych rzeczy

Redakcja
Redakcja
26 października 2015
Fot. Flickr/mrhayata / CC BY-SA
 

Myślisz „jesień” i zaraz w głowie pojawia się słota, wiatr, chłód ciemne poranki i popołudnia i stos chusteczek na listopadową depresję i jesienny katar.

Ale powiedzmy sobie szczerze. Jesień wcale nie musi tak wyglądać. Tylko jak tu nie dać się ogólnemu przygnębieniu.

Może zacznijmy od tego, że żadna pora roku nie jest tak bogata w kolory. Za to kocham październik. I nie mogę się nadziwić jak zmienia się krajobraz i kiedy jesień zdążyła wybuchnąć tymi wszystkimi barwami.

Jesień to też mgła. Tak cudownie tajemnicza. To rześkie poranki i babie lato utkane na drzewach i trawach. Zapach liści i lasu, który wdziera się nawet na obrzeża miasta. I słońce, tak nieśmiało wygląda zza horyzontu, nie podnosi zbyt wysoko głowy, ale odbija się w kroplach deszczu w rosie.

Czyż jesień nie jest piękna?

A PSIK!

Oj tam jedno kichnięcie.

A PSIK!

Coś drapie w gardle, ale pewnie nie ma czym się przejmować, to po ostatniej przegadanej nocy z przyjaciółką.

A PSIK!

No cóż, chusteczki idą w ruch. Wyruszam do sklepu po zapas, tych pakowanych i wyciąganych. Mąż też już pociąga nosem, obserwuję dzieciaki. Coraz mniej zachwyca mnie poranna mżawka, która wydawała mi się być taką atrakcją po suchym lecie.

Kolejnego A PSIK już nie ma, bo pojawia się katar i zimno się jakoś robi. Ze złością patrzę na lekkie kurtki, które za chwilę będę musiała zastąpić czymś cieplejszym. Nie dały mi zbytniej ochrony przed jesiennym wiatrem podczas spaceru z psem. Eh… czy ja jeszcze przed chwilą zachwycałam się zapachami jesieni? Cóż, teraz ich nawet nie czuję i przeklinam wilgoć, która wchodzi w każdy por mojego ciała. Brrrrr. Zamiast A PSIK są dreszcze i ból głowy.

Nie, no z bólem głowy nawet najwspanialszy kolorowy liść nie zachwyci, jedynie moją uwagę może zwrócić kasztan, który spanie mi na głowę, nabije guza, na którym się skupię niż na dokuczliwym przeziębieniowym bólu.

Tak, czy gdzieś tu było o cudownej, pięknej jesieni? Czyżbym zapomniała, że za chwilę będą tylko suche badyle zamiast gałęzi pełnych liści wystawać z drzew? Że zrobi się szaro, buro? Nawet wizja dłuższych wieczorów mnie nie cieszy, bo jak tu się cieszyć, kiedy już smarkam, kaszlę i mam podpuchnięte z przeziębienia oczy. Zamiast zachwytów nad jesienią, czeka mnie zwolnienie lekarskie w pracy i głowa, która będzie boleć nie tylko od osłabienia mojego organizmu, ale także od ilości rzeczy, których w tym czasie w pracy nie zdążę załatwić, a kiedy nadrobić?

Fot. Flickr / Mycatkins  / CC BY

Fot. Flickr / Mycatkins / CC BY

Pomyślałam, że może zamiast marudzić i kryć się pod  kocem z herbatą z cytryną i miodem w ręce warto poszukać czegoś, co postawi mnie jednak na nogi. Nie miałam ochoty na wszystkie sztuczne pomysły producentów leków. Wiem, że jeśli leczyć to co naturalne o tej porze roku – czyli przeziębienie, to czymś naturalnym. Bliskim naturze.

Poszukałam i trafiłam na w 100% naturalny preparat. O nie, nie zawierzyłam, że jest o coś co postawi mnie na nogi, ale było czymś, czego jeszcze nie wypróbowałam,  a kaszel nie dawał mi spać, wizyta kontrolna u lekarza nie postawiła diagnozy odnośnie zapalenia dróg oddechowych. Cóż pozostała walka z przeziębieniem.  I tym sposobem sięgnęłam po Verbascon. A co, podobno mocno działa na drogi oddechowe, a do tego dzięki składającego się na lek korzenia pelargonii afrykańskiej (tak, mnie też to chwilę zastanowiło) ma właściwości bakterio i wirusobójcze. Sprawdziłam skład. Sama natura. Jeśli miałabym dostać antybiotyk, to obronię się jeszcze tym, nie zaszkodzi, a nóż widelec pomoże.

I wiecie co? Pomogło. Co więcej, mogłam szybciej niż zazwyczaj po przeziębieniach wrócić do pracy i w końcu wyjść na spacer z psem.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

EH… ten zapach jesieni i te kolorowe liście. To nic, że chłodniej. W domu czeka koc i ciepła herbata, tylko chusteczki schowane gdzieś głęboko w szufladzie.


Artykuł powstał we współpracy z Polski Lek S.A.

 


Zdrowie

Weekend OFF. Dlaczego każda matka potrzebuje weekendu dla siebie?

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
26 października 2015
Fot. Archiwum prywatne
 

Długopisy w rękę. Otwieramy kalendarze i zaznaczamy najbardziej jaskrawym markerem, jaki znajdziemy w domu datę: Weekend OFF. Za tydzień, w listopadzie lub do połowy grudnia (byle przed gwiazdką). Każda z Was musi to zrobić. Każda aktywna, zmęczona kobieta, każda matka (jak matka to nie trzeba zbędnych przymiotników), każda zaabsorbowana codziennością osoba – potrzebuje weekendu dla siebie. Tylko dla siebie. Bez dzieci, męża, matki, teściowej, psa czy innego żyjącego stworzenia. Bez komputera też, Ipada, najlepiej bez telefonu. Bez niczego, co brzęczy nad uchem, bez przypominajek, że dziś trzeba to i tamto. Wystarczy torba, szczoteczka do zębów, bielizna na zmianę, dwa t-shirty i książka. I pokój gdziekolwiek.

To może być Londyn, Paryż albo Berlin (teraz może być problem ze znalezieniem tanich biletów, ale na przyszły rok możesz polecieć w cenie pierwszej klasy PKP). To może być Sopot, Kraków, Wrocław, Zakopane. Lub mała miejscowość pod Toruniem, gdzie wiesz, że dają dobrze jeść. To może być wreszcie mieszkanie znajomej, która mieszka trzy przecznice dalej i akurat wyjeżdża na weekend. Moja koleżanka Hanka: „Pożyczam od znajomej z pracy klucze i udaję, że jadę do SPA. Biorę kilka książek, płyty DVD i olejek do kąpieli i świece. Zamawiam sobie manicure i pedicure, idę do kina. Więcej mi nie potrzeba. Pieniądze na SPA zaoszczędzone, a wracam jak nowo narodzona”.

No właśnie, co to znaczy? Wrócić z weekendu bez dzieci. Ech! Jestem po trzech dniach (i trzech nocach) w Londynie (termin rezerwowałam już w maju) i mogę opisać Wam to doświadczenie.

Otóż:

  1. To znaczy być WYSPANĄ. Nie mieć ciężkich opadających powiek, nie ziewać przed 19-tą, nie czuć zmęczenia na myśl o kolejnym nadchodzącym dniu.
  2. To znaczy więc WYGLĄDAĆ DOBRZE. Wstać rano i widzieć w lustrze piękną wypoczętą kobietę, która nie potrzebuje nakładać dwóch warstw fluidu i korektora pod oczy. To znaczy móc wyjść do sklepu bez makijażu i bez okularów.
  3. To znaczy odzyskać CIERPLIWOŚĆ. Znów być spokojną, uśmiechniętą matką, która nie obraża się czy, nie daj Boże, podnosi głos na dziecko za to, że przyniosło niezjedzone kanapki ze szkoły, bo szynka niedobra (piąta wersja wędliny, przecież wiesz, że nie o wędlinę chodzi). Zamiast „Od dziś nie będzie kanapek do szkoły i mam to w nosie” słyszysz siebie „Ojej, przykro mi, że ci nie smakowały. A możesz spróbujemy następnym razem z serem?”.
  4. To znaczy być z powrotem KREATYWNĄ „Albo nie! Pojedźmy razem do sklepu i kupimy kilka rodzajów wędliny i zrobimy ci blind test. Nałożymy opaskę na oczy, a ty będzies próbować! I w końcu znajdziemy dla ciebie idealną szynkę!”. Albo mniej przyziemnie: „A gdyby tak zapleść ci zamiast jednego warkocza taki koszyczek nad szyją? Chodź, pokażę ci w Internecie”.
  5. MIEĆ CZAS na wszystko. „Mamo, ale zostało nam 15 minut do wyjścia, nie zdążymy zrobić fryzury!”. „Kochanie, 15 minut to cała wieczność. Ważna jest dobra organizacja!”
  6. No właśnie. Być ZORGANIZOWANĄ I UPORZADKOWANĄ. Mieć wieczorem strój przygotowany na następny dzień, plecak sprawdzony, masło wyciągnięte z lodówki, aby nie smarować zmrożonym, pobudka 6.45, muzyka w tle, płatki z mlekiem w miseczce i ulubione sztućce, kanapki w nowym lunch-boxi’e równo owinięte w sreberko, pomidorek koktajlowy i pokrojone w kostki jabłka. Matka idealna, bo świetnie zorganizowana.
  7. Czuć się więc DOBRĄ MATKĄ. Z powodów wyżej wymienionych. I czuć jeszcze większą miłość do własnych dzieci (choć wydawało się, że to niemożliwe). A wszystko z powodu tęsknoty wynikającej z rozłąki na trzy dni!
  8. Być też LEPSZĄ EKS. Czuć wdzięczność wobec ojca swoich dzieci za dobre zaopiekowanie, za podarowane chwile – do tego stopnia, że przywieźć mu z podróży drobiazg (magnez na lodówkę z czerwoną budką telefoniczną).
  9. To znaczy też czuć się KOBIECO I ATRAKCYJNIE. Nowa bielizna lub/i kozak na szpilce (I w Londynie, i w Sopocie, czy pod Toruniem można coś dorwać na przecenie). Mieć poczucie wszechmocy, łapiąc spojrzenia na stacji benzynowej, tankując auto.
  10. Odzyskać ochotę na MIŁOŚĆ. W każdym wydaniu. Nie odkładać na później. Nie syczeć ze złością, że to ostatnia rzecz, na którą masz siłę.
  11. Odzyskać OPTYMIZM. Widzieć świat w złotych jesiennych barwach i znów się zachwycać jesienią w Polsce. Myśleć sobie, że życie jest naprawdę pełne magicznych chwil.
  12. Odzyskać POWER. Po prostu. Że znów się chce.

Moja przyjaciółka komentuje „Ja nie lubię wyjeżdżać, bo nie znoszę wracać. Dostaję natychmiast depresji, że znów będzie tak samo”. Ja mam swój sposób na to: ostatniego dnia na wyjeździe rezerwuję następny weekend. Owszem, czasami jest to kwestia kilku miesięcy czekania, ale jakże inaczej się patrzy na kalendarz, gdy bije z niego jaskrawy odblask markera, który wyznacza kolejny cel???

Moja rada: Nie odkładaj tego na jutro. Pomyśl, gdzie możesz czmychnąć. Teraz. A jak już się zdecydujesz, to:

  • Napisz do męża/babci/niani, że rezerwujesz dla siebie Weekend OFF
  • Na pytanie „Po co?” wyślij im link to tekstu
  • Jeśli nie chcesz sama, namów koleżankę albo kilka
  • Kup sobie kolorowy marker do kolejnych planów
  • I zapłać zaliczkę, tak aby żadne inne sprawy tego świata nie pozwoliły ci odwołać
  • A jak wrócisz, napisz do mnie i opowiedz, jak Ci było dobrze i z czym wróciłaś 🙂

PS: A żeby nie było tak słodko. Moja córka Klara przed zaśnięciem wczoraj (tuż po moim powrocie): „Już nigdzie nie wyjeżdżaj, Mamo. Nienawidzę weekendów bez ciebie”. Ja w myślach: „A ja kocham”. I tę właśnie różnicę w perspektywie między nami, naukowcy określają jako EGOCENTRYZM 🙂


Zdrowie

Konkurs „Sposób na jesień”

Redakcja
Redakcja
26 października 2015
Fot. Flickr/Hernán Piñera / CC BY-SA

Deszcz, słota, zimno. Otwierasz oczy i nadal jest ciemno, jak w takich warunkach w ogóle wyjść rano spod kołdry? No właśnie, jak? Razem z firmą „MGD” serdecznie zapraszamy was do udziału w zabawie „Sposób na jesień”. Zdradźcie nam swoje niezawodne sposoby na jesienną niepogodę, na poprawianie nastroju i formy, gdy wszyscy dookoła kichają i marudzą. Do wygrania fantastyczne zestawy nagród.

  1. Aby wziąć udział w Konkursie, należy przesłać odpowiedź na pytanie konkursowe. W komentarzu do tego artykułu napisz, jaki jest twój sposób na oswojenie jesieni.
  2. Za moment dokonania zgłoszenia Konkursowego w sposób określony w ust. 1 uważa się moment, w którym zgłoszenie zostanie zapisane na serwerze platformy do komentowania.
  3. Jedna osoba może przesłać tylko jedną  odpowiedź. W przypadku udzielenia większej liczby odpowiedzi Organizator weźmie pod uwagę pod czas rozstrzygania konkursu pierwszy zapisany komentarz.

Zadanie konkursowe:

W komentarzu, pod tym artykułem napisz, jaki jest twój sposób na jesienno-zimową pogodę, słotę i gorszy nastrój. Podziel się swoim przepisem na zdrowie i uśmiech – te lubią chodzić w parze.

Nagrody

10 x zestaw nagród, składający się z:

1x Plusssz Zizzz Zelki

2x Plusssz Zizzz gumy

3x Plusssz Zizzz musujące

2x Verbascon

2x Verbascon Kids

2x Plusssz Magnez Skurcz

2x Plusssz Żelazo

2x Plusssz Żeń-szeń

2x witamina C 1000 mg

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Konkurs trwa od 26.10.2015 do 09.11.2015 roku. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na stronie internetowej Oh!me do dnia 16.11.2015 roku.

Regulamin konkursu dostępny jest tutaj


Zobacz także

Bierze cię jesienne osłabienie? 5 rzeczy, których powinnaś się wystrzegać, by nie „przekichać” sobie zdrowia

Badania potwierdzają: pizza pomoże ci schudnąć. To jaka dzisiaj, hawajska czy pepperoni?

Auć, jestem kobietą. Czy wiesz, że zakażenia układu moczowo-płciowego potrafią nękać kobietę kilka razy w roku? Sprawdź, co możesz zrobić