Związek

Dlaczego mężczyźni tak bardzo nienawidzą kobiet…, które rzucają albo które rzucają ich. Zauważyłyście?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
13 lipca 2021
fot. South_agency/iStock
 

Przypadek Pierwszy Odchodzi ona

Bo się zakochała. Bo ma dość związku, jej cierpliwość się wyczerpała. Może po prostu przestała kochać. Mężczyźni ( w większości, bo nie chcę generalizować) nie mają jakoś problemu z pozwoleniem sobie na odejście. Walizeczka spakowana i gotowe. Adios! Żeby odeszła ona potrzeba dni i miesięcy bezsennych nocy, analizowania, rozważania, najczęściej dawania miliona szans. No bo przecież rodzina. I kiedy ona w końcu to robi, on dostaje szału. Zaczyna jej nienawidzić.

Mam taki przypadek wśród znajomych. On niespecjalnie zauważał ją przez lata, była meblem, który przestawiał. Matką jego dzieci. Ale też, taka prawda, ogarniaczką jego życia. Może nawet sprzątaczką. Prowadził firmę, ona prowadziła mu księgowość. Wracał zmęczony i zestresowany, podawała mu kolację i piwo. Miał kłopoty, znajdowała rozwiązanie. Zajmowała się dziećmi, organizowała wakacje. Zdradzał ją, udawała, że nie widzi. W końcu pękło, spakowała rzeczy i wyprowadziła się z dziećmi do rodziców. Afera. Jego matka wyzywała ją od suk i kurew, rozbijaczek rodziny. Jego ojciec uderzył ją w twarz. A on? Najpierw się obraził, a potem ją znienawidził.

Odsunęło się od niej towarzystwo. Nawet kobiety. Jakoś gdy pan ją zdradzał, nikt się od niego nie odsuwał. Facet ma dużo stresu, musi się wyszaleć, to tylko seks. Ona z tego powodu rozbiła rodzinę? Groził, że zabierze jej dzieci, zatruje życie. Na szybko porzucił te groźby, bo związał się z inną kobietą. Teraz każe ją inaczej, nie przyjeżdża po dzieci, przekłada spotkania, każda rozmowa z nim to awantura, bo wybucha po dziesięciu sekundach. Ona drażni go wszystkim.

Nie ma szacunku do byłej kobiety, jest nienawiść.
W końcu lepiej nienawidzić niż zobaczyć swoje błędy, prawda?

Przypadek Drugi: Odchodzi on

Przestał ją kochać, wypaliło się. Gdy jeszcze jej o tym mówi, ma wyrzuty sumienia. Zapewnia, że zawsze będzie mogła na niego liczyć, będzie jej przyjacielem. Kocha dzieci i chce dla nich, jak najlepiej. Mijają dni, tygodnie, a on wsiąka w nowe życie, wolność. Była jest dla niego zbędnym balastem. Ma dreszcze wstrętu, gdy widzi ją cierpiącą.

Że bajka? Nie, to też znana mi historia. Zresztą niejedna. Pół biedy jeśli ona jest delikatna i nieroszczeniowa, jeszcze ją znosi. Ale gdy po czasie zaczyna stawiać wymagania (jest w końcu w kontakcie z adwokatką, często terapeutą, szuka wsparcia kobiet, które przeszły to, co ona. Buntują ją, mówią, że ma prawo walczyć). On nagle zamienia się w jej wroga, nie może na nią patrzeć. Zaczyna jej nienawidzić. Przeczytałam kiedyś, że mężczyźni nienawidzą swoich byłych, bo to im pomaga poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Szkoda. Bo kobieta zadaje sobie pytania.

Czy on mnie kiedykolwiek kochał? Zawsze mną tak pogardzał? Udawał? Zaczyna podważać całe swoje wcześniejsze życie, wpada w depresję, nie ma już dobrych wspomnień.

Ale jemu tak wygodniej, nowa kobieta słyszy jaka eks jest potworna (zauważyłyście, że dla większości mężczyzn nie ma dobrych eks? Wszystkie są potworami, wszystkie utrudniają kontakt z dziećmi, są głupie, roszczeniowe, złe… ciekawe doprawdy).

Czasem fajnie by było, żeby mężczyźni spojrzeli też na siebie. Że, na przykład, to niefajne, ja obrażają byłą partnerkę, jak kolejny raz odwołują albo przekładają spotkanie z dzieckiem. I tak dalej, i tak dalej…


Związek

Masło shea (masło karite) – naturalny olej dla skóry i pięknych włosów

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
13 lipca 2021
Masło shea (masło karite) - właściwości, zastosowanie
Fot. iStock
 

Masło shea, znane także jako karite, to cenny kosmetyk pozyskiwany z miąższu owoców drzewa shea. Ten naturalny olej obfituje w cenne dla skóry substancje, dzięki czemu jest niezrównany w jej pielęgnacji. Jego zastosowań jest jednak więcej, warto więc sprawdzić, dlaczego warto mieć masło shea w domu.

Masło shea — pochodzenie

Masło shea, zwane również karite, to olej, który pozyskuje się ręcznie z miąższu owoców drzewa shea (inaczej masłosza Parka), rosnącego na terenie Zachodniej i Centralnej Afryki. Drzewo wydaje owoce, brązowo-czerwone twarde nasiona, wydaje po 20 latach (żyje ok. 300 lat). Zbierane są w okresie od lipca do grudnia. W ciągu roku drzewo wydaje ich ok. 20 kg, z czego pozyskuje się ok. 1,5 kg masła. Rdzenni Afrykanie uważają drzewo shea za świętość, i zanim przystąpią do zbiorów, dokonują odpowiedniego rytuału. Najpierw jedzą danie z owoców masłosza, składają ofiarę, i wtedy dopiero mogą zacząć zbiór owoców z drzewa. Tradycyjnie tę pracę mogą wykonywać jedynie kobiety.

Masło shea (masło karite) - właściwości, zastosowanie

Fot. iStock

Naturalne masło shea charakteryzuje się delikatnym aromatem, jasnożółtą barwą i stałą, grudkowatą konsystencją. Poszczególne masła bez dodatków mogą mieć nieco inny kolor i zapach, co zależy od pory roku, w której nastąpił zbiór. Masło karite po rozgrzaniu w dłoniach staje się płynnym olejem, łatwym do aplikacji na skórze.

Masło shea rafinowane i nierafinowane

W sprzedaży dostępne jest masło shea rafinowane i nierafinowane. Masło rafinowane powstaje przy udziale wysokiej temperatury oraz rozpuszczalników chemicznych. To sprawia, że traci część cennych właściwości. Rafinowane masło shea charakteryzuje się białą barwą, brakiem zapachu oraz delikatną konsystencją. Natomiast masło shea nierafinowane wytwarza się w efekcie mechanicznego tłoczenia nasion, w temperaturze nie wyższej niż 70º Celsjusza. Dzięki temu gotowe masło posiada cenne właściwości. Nierafinowane masło karite ma bardziej grudkowaną konsystencję, jest twardsze i bardziej kruche.

Które z nich wybrać? Najlepiej masło nierafinowane, które nie traci składników odżywczych, witamin, a także cennych antyoksydantów.

Masło shea (masło karite) - właściwości, zastosowanie

Fot. iStock

Masło shea — właściwości

Masło karite nawet w połowie składu zawiera tłuszcze, stanowiąc cenne dla skóry źródło kwasów tłuszczowych (oleinowy, stearynowy, linolowy). Zawiera także witaminy A, E i F, fitosterole i antyoksydanty. Można je stosować do pielęgnacji skóry twarzy i ciała, oraz włosów.

Na skórę

Masło karite sprawdza się w pielęgnacji wszystkich typów skóry, także wrażliwej i dziecięcej. Nawilża i tworzy ochronny film na powierzchni skóry, dzięki czemu woda z niej nie ucieka. Regeneruje skórę, chroni ją przed wpływem czynników zewnętrznych, takich jak mróz czy wiatr. Doskonale radzi sobie ze skórą suchą i zniszczoną. Zawiera naturalny filtr UV o niskim wskaźniku SPF 3-4, więc chroni do pewnego stopnia  przed promieniowaniem, ale jest zbyt słaby, by poradzić sobie w słoneczny, letni dzień. Masło shea poprawia jędrność i elastyczność skóry, wygładza, działa również przeciwzmarszczkowo, stymulując produkcję kolagenu. Nie podrażnia i nie alergizuje, więc można je stosować bezpośrednio na skórę wokół oczu, dla redukcji cieni, oraz ust. Jest również polecane wspierająco przy łuszczycy innych wykwitach skórnych. Radzi sobie z przypadkami podrażnienia i zaczerwienienia, koi skórę, zmniejsza świąd, również po ukąszeniach owadów. Masło shea znane jest z antybakteryjnych oraz przeciwzapalnych właściwości, stąd stosuje się je na niewielkie skaleczenia i otarcia, także po goleniu. Zapobiega powstawaniu rozstępów u ciężarnych oraz u osób, które borykają się z problemem wahań wagi ciała.

Nierafinowane masło shea można znaleźć w balsamach do ciała, kremach nawilżających i ochronnych do twarzy. Dodawane jest do kosmetyków oczyszczających skórę bardzo wrażliwą, swędzącą. Ponieważ chroni przed mrozem, masło karite jest cennym składnikiem kremów ochronnych na zimę. Masło wykorzystywane jest do masażu oraz przygotowania domowych kosmetyków do pielęgnacji, np. kremów czy peelingów. Można stosować je także w pielęgnacji ciała, dłoni i stóp.

Masło shea (masło karite) - właściwości, zastosowanie

Fot. iStock

Na włosy

Masło shea fantastycznie wpływa na poprawę kondycji włosów. Dobrze radzi sobie z włosami farbowanymi, przesuszonymi i zniszczonymi, koi suchą i łuszczącą się skórę głowy. Można wykorzystać masło karite jako naturalną maskę przed myciem włosów, a także zastosować jako serum wyłącznie na suche końcówki. Regularnie stosowane masło shea  chroni pasma przed niskimi i wysokimi temperaturami, promieniowaniem słonecznym, oraz wpływem prostownicy czy suszenia ich gorącym nawiewem suszarki. Zamyka łuski włosów i wygładza je, dzięki czemu pasma mniej się puszą. Przy regularnym stosowaniu pasma stają się nawilżone, dobrze odżywione, miękkie i błyszczące.

Masło karite — inne zastosowania

Warto wspomnieć, że masło karite wykorzystywane jest nie tylko do pielęgnacji urody. Spożywcze masło shea, podobnie jak olej kokosowy,  służy również do gotowania i smażenia, trafia m.in. do składu czekolad. Bez problemu się rozsmarowuje, ma neutralny smak i może stanowić wegański odpowiednim masła. Zawiera głównie zdrowe tłuszcze i niewielkie ilości węglowodanów, cukrów, białka i soli.

Masło karite może posłużyć również jako naturalny impregnat do drewnianych mebli i instrumentów.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl 

Związek

Dlaczego nie lubię być gruba. Wakacyjne podsumowanie grubaski

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
13 lipca 2021
fot. olesiabilkei/iStock

Nienawidzę bodyshamingu. Ani w jedną ani w drugą stronę. Córka przyjaciółki opowiada, jak wyśmiewają się z niej koleżanki (koleżanki, nie koledzy!). Że ma wystające łopatki i zero biustu. Żenada, co? Podobna żenada, jak wyśmiewa się ludzi na plaży i wytyka im grube uda, brzuchy.

Jestem na południu Europy. Na plaży kalejdoskop ciał. Ciało wytrenowane na siłowni, wybiegane, wymasowane, młode i piękne. Ciała miękkie, większe. Jeszcze większe. Również starsze. I to jest piękne, wzruszające nawet. Jestem szczęśliwa, że mogę iść do morza w kostiumie i nikt nie patrzy na mnie, uśmiecha się do mnie para gejów. Są wytrenowani i piękni. Może sobie coś tam o mnie myślą, ale nie dają po sobie poznać, pytają, czy będę równie daleko wypływać, jak przed godziną. Zmieniają się fale, trzeba uważać.

Ale do meritum. Ja nigdy nie zaakceptuje siebie grubej. Nie zaakceptuje mojego większego ciała, nie wybaczę sobie, że przytyłam, a nie mam dość silnej woli, żeby raz na zawsze się za to wziąć. Chociaż może to jest ten moment. Teraz? Gdy na południu Europy spływam z gorąca.

I naprawdę napiszę Wam szczerze – nie lubię być gruba. Nie chcę być gruba. I nie o to chodzi, że nie patrzą na mnie z pożądaniem mężczyźni (tego już nie potrzebuję, naprawdę), ale o to, jak ja się czuję sama ze sobą.

Mam dość czarnego, jednoczęściowego kostiumu

Rano upycham ciało w czarny, elastyczny materiał. Ugniatam, wciskam, rozmasowuje. Ledwo oddycham, ale dopiero wtedy mogę spojrzeć w lustro z jako takim zadowoleniem. Dobra, może jestem jak Bridges Jones, ale chociaż przypominam kobietę. Czarny kostium podkreśla piersi, talia nagle staje się wąska (no dobra, węższa, odróżnia się chociaż od bioder), biodra nie wydają się aż tak wielkie. Ufffff.

Powiecie, że mogłabym wystąpić w czerwonym albo kolorowym. Dobra, mogłabym. Ale nie cierpię stać w sklepie przed kostiumami plus plus plus size. I przyznajmy, nie wystąpiłabym w stringach albo czymś podobnym. Ani w staniku na sznurki, bo biust opadłby mi do kostek, a sznurki od stringów utknęłyby w moich brzuchu.

Że hejtuję sama siebie? Nie, przysięgam, ja po prostu to widzę.

Mam dość dużych ud, które się o siebie ocierają

Konia z rzędem dla tej, która ogarnęła zjawisko ocierania się ud o siebie. Dziś snując się po przepięknej śródziemnomorskiej starówce zauważyłam panią przede mną. W rozmiarze większym, dużo większym niż standardowy. Pani machała sukienką (było bardzo gorąco), a oczom moim ukazały się jej cieliste pantalony.

O siostro, jak ja cię rozumiem! Miałam na sobie bardzo podobne. I tylko dzięki nim snułam się w tym ukropie bez żywych ran między nogami, bo dzień wcześniej zrobiłam pięć kilometrów w sukience założonej na kostium i… ledwo dotarłam do domu.

Dobra, po chwili zastanowienia postanowiłam napisać o metodach na te nieszczęsne uda. Znalazłam blog Galanta Lala size Plus, która zebrała różne sposoby „syren” na problem ocierających się ud. Krem na otarcia dla biegaczy (u niej się sprawdził), krem na odparzenia dla dzieci (Babydream, Rossman), nie zbyt dobry efekt. Ponoć dobry jest też dezodorant Rexony i magiczne opaski od Ewy Michalak.

Mimo wszystko mam nadzieję, że w przyszłym roku nie będę musiała z tego korzystać.

Mam dość, że wolniej chodzę

„Dlaczego idziesz tak wolno?” Zapytała szczupła przyjaciółka. Dlaczego, dlaczego, dlaczego.

Nie, błagam, nigdy nie uwierzę, że ważąca dziewięćdziesiąt kilo kobieta jest sprawna fizycznie. A nawet jeśli jest, to należy do wyjątków. Podziwiam. Może byłam leniwa (na pewno), bo podczas pandemii zamiast chodzić z mężem na kilometrowe spacery wolałam zasiąść na kanapie i oglądać Netflixa.

W każdym razie wielu z nas, ludziom plus size jest po prostu ciężko. I widzę to nawet, gdy wchodzę na swoje czwarte piętro z sąsiadką mieszkającą piętro niżej. Mamy wysokie schody i zawsze, jak się wdrapujemy mówimy: „Nie no, cholera, musimy schudnąć”.

O ile zimą, w pandemii, nie odczuwałam tego tak mocno, teraz odczuwam. Poza tym kiedyś kochałam biegać, teraz lekarz mówi, że nie powinnam biegać, powinnam najpierw chodzić. I czuję się trochę, hmm, niesprawna, bo w końcu nie mam osiemdziesięciu lat, żeby lekarz mi mówił, że bieganie nie jest dla mnie.

Mam dość, że kupowanie ubrań przypomina ekwilibrystykę

Przebieralnie to zło. I mówią to też moje szczupłe koleżanki. Równie dobrze ktoś mógłby kazać mi ze szkłem powiększającym, w świetle jarzeniówki oglądać swoje fizyczne niedociągnięcia. Tęsknię za czasami, gdy brałam z wieszaka sukienkę 36 albo 38 i wszystko było dobre. I we wszystkim wyglądałam świetnie. Teraz nie wyglądam świetnie. W niczym.

I trudno mi uwierzyć, że którakolwiek z nas, większych kobiet lubi te szaleństwa w sklepach. Jeśli lubicie, okej.

Ja nie lubię, to mnie krępuje. Co więcej, sama lubię kobiety w różnym rozmiarze, są piękne i seksowne.

Nie lubię siebie.

Jasne, może to wszystko dlatego, że od dziecka żyję w społeczeństwie, gdzie hołduje się szczupłości. Gdzie moje przyjaciółki mówią, że byłam taką laską będąc szczupła (teraz już nie jestem) i czekają aż wreszcie wrócę do swojego rozmiaru. Gdzie wciąż polecają mi nowe diety i wyjazdy na których przez tydzień można schudnąć X kilo.

Może jestem ofiarą swoich rodziców. Tata zawsze mi powtarzał, że wyglądam niezbyt, gdy tyję, a mama mówiła: córeczko, nie jedz tyle. Ile z nas może podziękować swoim rodzicom za ten brak akceptacji. Pewnie robili to z troski, ale to spacza na zawsze. Nie chcemy być grube, bo czujemy się gorsze. I walczymy ze sobą.

Jak wiadomo, walka nie zawsze jest słuszna, bo walka to głodzenie, a potem zajadanie.

Byłoby łatwiej gdybyśmy mieszkały w kraju na południu, gdzie kobiety kochają swoje ciała, odsłaniają je i szczęśliwe zajadają makarony, czy inne węglowodany. I nie myślą o tym, że są grube, w związku z tym nie ukrywają się, nie rezygnują z wielu sportów, dotykają siebie i pozwalają się, bez wstydu, dotykać się innym.

Jeśli Wy to umiecie, super. Ja wciąż nie.


Zobacz także

Spanie osobno i posiadanie tajemnic. Dziwne rzeczy, które zapewniają szczęście w związku

„Coś z nią musi być nie tak, z żadnym facetem nie wyszło. Czarownica jakaś…”

Zdarzyło ci się płakać w trakcie seksu? Nie jesteś jedyna