Związek

Co każda kobieta powinna wiedzieć wchodząc w kolejny związek?

Z życia kobiety
Z życia kobiety
9 stycznia 2021
Fot. iStock / Xsandra
 

Czekasz, rozglądasz się, zastanawiasz, czy jeszcze uda ci się stworzyć dobry związek, w którym będziesz szczęśliwa?

 

Wiesz, że tak naprawdę wszystko zależy od ciebie? To my kształtujemy nasz relacje, idziemy na kompromisy, przymykamy oko, wpadamy w zachwyt, czasami pod wpływem chwili tracąc z oczu, to na czym naprawdę nam zależało.

Jeśli chodzi o nasze własne szczęście nie powinniśmy rezygnować z tego co dla nas najważniejsze, tylko je formować według naszych własnych zasad. Więc może nim wpadniesz w ramiona mężczyzny, nim zaczniesz planować choćby bliską przyszłość, sprawdź swoją check listę, czyli czy założenia, które sobie postawiłaś, w tej relacji zostaną spełnione.

Czy wyciągnęłaś wnioski z poprzednich związków?

Najczęstszy błąd, jaki popełniamy, to błyskawiczne wchodzenie z jednego związku w drugim. Jeszcze nie zdążył się zabliźnić rany po poprzedniej miłości, a my już i teraz, natychmiast szukamy kolejnej. Ze strachu przed samotnością, przed upływającym czasem, przed nieumiejętnością zmierzenia się z własnymi emocjami.

Jasne, że serce nie sługa i ta czasami lekko zamroczona strzała Amora może nas trafić w każdej chwili, ale czy nie lepiej zmierzyć się z tym, co było, co właśnie przemija.

I nie mówię tu o jakieś rocznej analizie, umartwianiu się i wydobywaniu z najdalszych czeluści naszej psychiki przyczyn rozpadu związku. Nie, czasami wystarczy odpowiedzieć sobie na kilka pytań: dlaczego się rozstaliśmy, co krzywdziło mnie w związku, na co nie chciałam się zgodzić, jak nie chcę być traktowana, a jak chcę. Jakich cech nie jestem w stanie zaakceptować u mężczyzny, a które są dla mnie ważne? Choćby takie krótkie rozeznanie daje nam poczucie, że tym razem wiemy, czego chcemy i tego się trzymajmy.

Czego oczekujesz od nowego związku?

Na początku zawsze jest pięknie. Te pierwsze spojrzenia, dotyk, zapach, rozmowy. Ale to nie znaczy, że musisz od razu wpadać jak przysłowiowa śliwka w kompot i zamykać wieko słoika zostając w tej relacji. Daj sobie czas i przestrzeń na przyjrzenie się swoim emocjom, jego reakcjom. Bądź uważna na to, co on mówi, jak się zachowuje i szczera wobec siebie, czy ci to odpowiada.

Czy wiesz, czego chcesz (patrz punkt wyżej). Jeśli jesteś kobietą, która szuka poważnego związku, która myśli o tym, żeby z wybranym partnerem zamieszkać, być może mieć dzieci – jasno precyzuj swoje oczekiwania, żeby za kilka miesięcy nie okazało się, że zupełnie mijacie się w swoich planach.

I odwrotnie, jeśli chcesz związku, któremu chcesz dać czas, który będzie ewoluował, rozwijał się w swoim spokojnym tempie. Nie chcesz naciskać, mieszkać od razu razem, poznawać go ze swoimi dziećmi – mów o tym, chyba już rozczarowań nam w naszym życiu wystarczy,

Jakiej relacji nie chcesz?

Czasami łatwiej nam odpowiedzieć na pytanie, czego na pewno nie chcemy, niż czego pragniemy. Czasami te wszystkie “nie” składają się na ostateczny obraz naszych pragnień.

Nie chcesz relacji opartej na seksie? Nie chcesz, by on traktował cię jak dobrą rozrywkę raz w tygodniu, nie chcesz milczenia, unikania mówienia o sobie, o swoje przeszłości? To zobacz, jak wiele już wiesz. Nie wchodź w relacje, które noszą znamiona twojego “nie chcę”. Po co ci to? Pamiętaj, że jak gdzieś jesteś, to gdzie indziej ciebie nie ma i możesz coś dobrego przegapić.

Czy czujesz się w pełni sobą w tej relacji?

To, czy możemy być sobą w nowej relacji jest barometrem przyszłego związku. Zastanów się, czy jak spędzasz z nim czas, możesz być w pełni sobą? Nie musisz niczego udawać, korygować się? Kiedy się spotykacie nie stoisz godziny przed szafą zastanawiając się, co mu się spodoba i ostatecznie kierując się tym kryterium zakładasz na siebie coś, w czym ty nie czujesz się najlepiej?

Przecież masz już to za sobą, to całe robienie wrażenia, naginanie własnych opinii, wartości, zasad do kogoś innego, tylko dlatego, by czuć się akceptowaną. Ale jak długo? Ile to wytrzymasz? Czy warto wyrzekać się siebie, dla kogoś kto nie jest w stanie kochać ciebie taką, jaką naprawdę jesteś?

Czy coś cię niepokoi? 

Zawsze moich koleżanek pytam, gdy zaczynają z zachwytem mówić o mężczyźnie, z którym się spotykają, czy coś je niepokoi. Nie pytam po to, żeby zaburzyć ich szczęście, ale by choć przez ułamek sekundy zastanowiły się, czy gdzieś z tyłu głowy nie rozpalają się czerwone lampki, których w tym stanie zachwytu nie dostrzegają lub nie chcą dostrzec.

Kiedy siadasz sama, bez niego, spytaj siebie, czy jest coś, co wzbudza twój lęk, stres, dyskomfort. Idź za tym, wytłumacz to sobie, spróbuj zracjonalizować, czy te emocje są słuszne, czy może wynikają z jakiś twoich lęków.


Związek

Mówił, że kocha, że jestem miłością jego życia. Byłam głupia, dałam mu pieniądze

Z życia kobiety
Z życia kobiety
24 stycznia 2021
Fot. iStock/martin-dm
 

Przyjaciółka mnie namówiła do założenia profilu na portalu randkowym. Nie byłam przekonana, ale stwierdziłam: no dobra, jak mam kogoś poznać? Kolegów z pracy już znam, a do knajp nie mam za bardzo kiedy wychodzić i też raczej ochoty brak. W końcu nigdy nie wiadomo, kogo się spotka.

„Przy tobie czuję się tak swobodnie”

Mam 51 lat, pracuję na kierowniczym stanowisku. Na portalu nie zaczepiałam, oczywiście zwracałam uwagę na mężczyzn, którzy mi się podobali, ale nigdy pierwsza się nie odezwałam. Po kilku słabych rozmowach, kiedy okazało się, że jednak to prawda, że większości zależy tam tylko na tym, żeby kobietę zaciągnąć niezobowiązująco do łóżka, chciałam się poddać, stwierdzając, że jednak szkoda mojego czasu.

I wtedy on się odezwał, zamiast spytać, jak zawsze, czego szukam i czy jestem w związku, zaczął rozmowę od tego, jaką książkę ostatnio przeczytałam. Odpowiedziałam i okazało się bardzo szybko, że lubimy podobną literaturę, nawet muzykę. Szybko przeszliśmy na WhatsApp, wysyłaliśmy sobie nawzajem inspiracje muzyczne i książkowe. Nawet nie wiem, kiedy zaczęłam się przyzwyczajać do jego obecności. On nierzadko wrzucał mi zdjęcia ze swojego dnia, takie obrazy z momentów, które go zatrzymały, albo ze mną mu się kojarzyły.

“Jak to jest, że przy tobie czuję się tak swobodnie?” – pisał, a ja tylko potwierdzałam, że mam podobnie. Przyjaciółka pytała, co o nim wiesz, kim on jest? Wyjaśniałam jej, że prowadzi własną firmę, jest architektem, dużo jeździ po całym kraju. Myślę, że ona wtedy zasiała ziarnko niepewności we mnie, ale nie pozwoliłam mu wykiełkować.

On o pracy mówił rzadko, ja nie dopytywałam, bo nie chciałam wyjść na taką, która tylko leci na jego pieniądze. Był kilka lat po rozwodzie, nie miał dzieci, bo jego była żona nie mogła zajść w ciążę, długo się leczyli, bez skutku, właściwie to stało się ostatecznie przyczyną rozstania, za dużo bolesnych doświadczeń.

Miłość jaka się nie powinna zdarzyć

Rozśmieszał mnie i wzruszał. Na kawę umówiliśmy się po tygodniu pisania, choć mi wydawało się, że znamy się od co najmniej pół roku. Rozmawialiśmy przez telefon, pisaliśmy do siebie niemal cały czas. Był czarujący. Zepsuł mu się samochód, więc na spotkanie przyjechał taksówką spóźniony. Od razu zaiskrzyło. Wiecie, jak to jest czuć tę chemię i napięcie między dwojgiem ludzi, którzy szukają pretekstu, żeby się dotknąć choć przez chwilę.

Wylądowaliśmy u mnie, mam dorosłe dzieci, więc mieszkam sam. Seks był nieziemski, czułam, że przepadłam. Nie został na noc, bo rano musiał wyjeżdżać, a nie przypuszczał, że tak nasze spotkanie się skończy. “Nie chciałem niczego zakładać i żebyś nie pomyślała, że chodzi mi tylko o seks” – tłumaczył. Byłam pełna zrozumienia, przecież to taki dżentelmen.

Pojawił się we mnie niepokój, że z jego strony nie wszystko mogło wyglądać tak jak z mojej, ale po jego wyjściu dostałam masę wiadomości, że wszystko mu mną pachnie, że żałuje, że musiał wyjść, że nie może się doczekać, kiedy znowu się spotkamy. Kilka kolejnych dni było jak w bajce. Pisał, że się chyba zakochuje, że nie myślał, że to uczucie go jeszcze kiedyś spotka, że w końcu jesteśmy w takim wieku, że wydawałoby się, że szansa na miłość jest nikła.

Jeden z jakiś jego dużych kontrahentów – deweloper spóźniał się z płatnościami. Denerwował się, pisał, że jak ludzie mogą tak postępować, że on ma swoje koszty, rachunki do opłacenia, że jak można inwestować w coś nie mając zabezpieczenia finansowego, że później wychodzą te wszystkie problemy ze sprzedażą mieszkań w trakcie budowy, której końca nie widać.

„Czy możesz mi pomóc?”

Pytałam, jak mogę mu pomóc, widząc, jak jest zaprzątnięty biznesowymi problemami. Nie chciał pomocy, tłumaczył, że jest dużym chłopcem i sam to ogarnie. Przez dwa tygodnie się nie widzieliśmy, on przepraszał, że jest nieobecny, że prosi o cierpliwość, do czasu aż wyprostuje wszystkie swoje sprawy. W końcu zadzwonił prosząc o przysługę. 15 tysięcy złotych, tyle mu brakowało do zapłacenia zaległego podatku. “Czuję się podle, spłaciłem już większość zaległych rzeczy, byłem u prawnika, który pomoże mi w odzyskaniu należności od klienta, ale muszę mieć tak zwane czyste konto idąc z nim do sądu” – tłumaczył przepraszająco… Tęskniłam za nim, wiedziałam, że sytuacja w pracy zupełnie wytrąciła go z równowagi, chciałam, żeby to się już skończyło, żeby się uspokoiło, byśmy mogli wrócić do nas, do budowania naszego związku. Przez cały ten czas byłam z nim, wspierałam go, tłumaczyłam, rozmawiałam, wysłuchiwałam.

Było dla mnie oczywiste, że muszę mu pomóc. Podał numer konta, zapewniając, że odda mi wszystko co do złotówki i wynagrodzi, że jak się ten koszmar skończy, to wyjedziemy razem na wakacje. Przelałam mu te pieniądze, nie zastanawiając się nad tym, co robię. Po prostu. Przecież to mężczyzna mojego życia, dojrzały, po przejściach, szarmancki… Dziękował i dziękował, aż powiedziałam, żeby przestał, że nie ma o czym mówić, rozmawialiśmy do późna, a ja miałam poczucie, że zrobiłam coś dobrego, że wsparłam tego wspaniałego mężczyznę.

Kiedy rano zajrzałam na WhatsApp okazało się, że nie mogę mu wysłać wiadomości. Pojawił się komunikat, że zmienił numer albo zainstalował aplikację na nowo. Byłam w szoku. Próbowałam zadzwonić, ale słyszałam, że nie ma takiego numeru. Była niedziela, a ja zaczęłam odchodzić od zmysłów. Przyjaciółka, jak usłyszała, że dałam mu 15 tys. natychmiast do mnie przyjechała. Zaczęłyśmy szukać w internecie. Był – jego imię, nazwisko, strona jego firmy. Nie wiedziałam, gdzie mieszka, nie znałam jego adresu, zawsze spotykaliśmy się u mnie, znałam tylko dzielnicę miasta…

Moja przyjaciółka zaczęła mi zadawać pytania, na które nie znałam odpowiedzi. Skąd on pochodzi, kim byli jego rodzice, jakie zlecenia wykonał, jak się nazywa deweloper, który nie wypłacił mu pieniędzy, gdzie była ta budowa… Szumiało mi w uszach i kręciło się w głowie. “Dobra, spokojnie, jak się nie odezwie, rano dzwoń do jego firmy”. To była najgorsza noc w moim życiu. Dzwoniłam na policję, czy nie doszło do wypadku, obdzwoniłam szpitale pytając czy taki a taki mężczyzna nie trafił do nich.

„Jest pani jedną z wielu”

Targały mną sprzeczne uczucia, tysiące myśli kłębiło się w głowie. Te, że on mnie oszukał, cały czas tłumiłam, przecież widziałam go, znam go, ktoś taki nie mógł być tak podły. O ósmej rano zadzwoniłam do jego biura. “Łączę z szefem” – powiedziała asystenka. Zesztywniałam, zaschło mi w gardle, wydawało mi się, że dźwięk łączenia trwał w nieskończoność. Po drugiej stronie usłyszałam jego imię i nazwisko i dźwięczne: “słucham”. Tyle tylko, że to nie był jego głos… “Halo, słucham” – powtórzył mężczyzna. Nie pamiętam, co powiedziałam, musiałam zacząć się jąkać… “Proszę powiedzieć, o co chodzi” – mówił ciepło i cierpliwie. Gdy odzyskałam zdolność formułowania myśli, jeszcze raz poprosiłam, żeby podał imię i nazwisko. Powtórzył. “To chyba pomyłka” – zdołałam powiedzieć. “Proszę poczekać”. Zaczął mówić, a ja nie wiedziałam, czy to zły sen, czy to się dzieje naprawdę.

Powoli docierało do mnie, co próbował mi przekazać. W przeciągu ostatnich dwóch miesięcy otrzymał telefony od trzech kobiet. Każda na początku zasypała go pytaniami, co się z nim dzieje, że się martwią, że nie daje znaku życia. “Zgłosiłem sprawę na policję o kradzieży tożsamości” – wytłumaczył. “Jest pani kolejną oszukaną?”. Kiwałam głową, choć on tego nie widział… Poprosił, żebym przyjechała do jego biura. Musiałam się przekonać na własne oczy, wsiadłam w samochód i pojechałam.

Był bardzo wyrozumiały. Poprosił, bym opowiedziała mu całą historię, jak poznałam mężczyznę, który się za niego podawał, co zdążył mi o sobie opowiedzieć, jakiego fortelu użył wyłudzając ode mnie pieniądze. Schemat jego działania był za każdym, ujawnionym razem, taki sam. Trzy inne kobiety były w podobnym do mojego wieku, im też opowiedział bajkę o tym, że jest po rozwodzie, że się w każdej z nich zakochał. Wyjeżdżał, nigdy nie zaprosił ich do siebie. Jedna dała mu 50 tys. zł, dwie kolejne trochę mniej. Spytał, czy mogę zgłosić oszustwo na policję i czy może liczyć na moje zeznania. Niestety mężczyzny jeszcze nie złapano, nie wie, czy to przez opieszałość policji, czy przez fakt, że po przelewie likwidował numer telefonu. Nikt nie znał jego prawdziwej tożsamości…

Byłam w szoku, w jakimś odrętwieniu. Chciałam krzyczeć i płakać, jednocześnie w głowie huczało mi: “ty idiotko, jak mogłaś dać się tak wkręcić, ile ty masz lat, żeby tak się dać nabrać”. Było mi wstyd za samą siebie… Jeszcze go nie złapali, złożyłam zeznania, a policjanci powiedzieli, że coraz więcej kobiet pada ofiarą takich oszustów. “Proszę nie robić sobie wyrzutów, nie jest pani jedyną, tylko jedną z wielu” – powiedziała mi policjantka. Marne pocieszenie, ale może moja historia uchroni inne kobiety przed takimi oszustami. Czuję się pusta w środku, jakby ktoś wyrwał mi serce…


Związek

Historia pewnej (nie)miłości. „Chciałam tłuc głową o ścianę, krzyczeć, udawać, że to był tylko sen”

Z życia kobiety
Z życia kobiety
7 stycznia 2021
fot.istockphoto

Myślałam, że po 40-tce człowiek nie może się już zakochać. Przyjaciółki namówiły mnie na portale randkowe. W końcu znane są historie, że ludzie znaleźli tam miłość, więc kto wie. Jak dla mnie okazało się to jedną wielką porażką. Wiem, ktoś powie, że czego niby się spodziewałam, te portale dawno przestały być szansą na poznanie kogoś, z kim można zbudować jakąś więź i relację, są raczej wymianą usług seksualnych, o które zabiegają żonaci faceci i jak się dowiedziałam, nierzadko mężatki.

Jasne, spotkałam się kilka razy na kawie, poszłam na spacer, ale na końcu i tak wszystko sprowadzało się do szybkiego seksu bez zobowiązań, na który, jeśli miałam ochotę, się decydowałam. Pruderię w tej kwestii już dawno zakopałam z pełną świadomością swoich potrzeb.

Kto by przypuszczał, że ciebie spotkam przypadkiem. Wyszłam ze sklepu i usilnie próbowałam otworzyć samochód, by zapakować zakupy, jak się okazało do twojego, a nie mojego auta. “Co Pani robi?” – usłyszałam za swoimi plecami. “A co Panu do tego” – odpowiedziałam wściekła, bo auto za diabła nie chciało się otworzyć. Kiedy na ciebie spojrzałam, wyciągnąłeś rękę z pilotem i wtedy zrozumiałam swoją pomyłkę. To twoje rozbawienie w oczach i moja myśl: “jestem idiotką”.

Nie dałeś mi nawet szansy się wytłumaczyć, tylko biorąc moje torby spytałeś, gdzie jest mój samochód. “Wisi mi pani kawę, tu obok jest miła kawiarnia” – powiedziałeś z uśmiechem. Rozejrzałam się po parkingu, bo miałam wrażenie, że jestem w ukrytej kamerze. Zgodziłam się, w końcu już gorzej być nie mogło. Byłeś taki czarujący, zabawny. Zaczęliśmy rozmawiać, a jakże, najpierw o samochodach, a później o filmach, książkach, naszej pracy. Spojrzałeś na zegarek: “Przepraszam, strasznie długo cię zatrzymałam”, ale tobie to nie przeszkadzało. Miałeś jakieś spotkanie, spytałeś o numer telefonu i tak się zaczęło. Przyjechałeś do mnie późnym wieczorem. A ja po wspólnej kawie nie mogłam przestać o tobie myśleć. Kilka sms-ów… To był jak grom z jasnego nieba, jakbym przy twoim samochodzie dostała obuchem w głowę.

“Raz kozie śmierć” – ja ostrożna, nie zapraszająca nieznajomych do swojego mieszkania, złamałam wszystkie zasady. Wszedłeś i nic nie musieliśmy mówić, wystarczyło jedno spojrzenie i wiedziałam, że kierunek jest jeden – moja sypialnia. Kochaliśmy się i gadaliśmy na zmianę, a ja z niedowierzaniem powtarzałam: “Czy ty jesteś prawdziwy?”. Śmiałeś się, że za chwilę się obudzę i czar pryśnie.

Pracowałeś w korporacji, byłeś odpowiedzialny za międzynarodowe kontrakty, więc często musiałeś wyjeżdżać. Powiedzieliśmy sobie otwarcie, że każde z nas ma swoje życie, którym się zajmuje, ale ty pisałeś, że tęsknisz, dzwoniłeś w środku dnia, żeby chociaż chwilę porozmawiać. Unosiłam się nad ziemią. Moje przyjaciółki patrzyły na mnie mówiąc, że kwitnę, że widać, że w końcu jestem szczęśliwa.

Gdy tylko nadarzała się okazja, organizowałeś jakiś wyjazd na weekend, nad morze, Mazury, w góry. Byłam jak na haju. Kochająca i kochana. Chwilami nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę, że jest właśnie tak, jak chciałam. Nienachalnie, bezpiecznie, z tą nutą szaleństwa, którą oboje mieliśmy i która pozwalała nam zapakować się do auta w piątek wieczór i jechać, gdzie nas oczy poniosą, żeby rano obudzić się z widokiem na Tatry, czy bałtycką plażę.

Znowu byłam kobietą pożądaną, namiętną, na nowo odkrywającą, że seks może być odkrywaniem samej siebie i nas w nim. Czy coś mnie niepokoiło? Czasami znikałeś na kilka dni, ale zawsze uprzedzałeś, że będziesz zajęty, że masz dużo na głowie, a ja skutecznie cię rozpraszam, więc wolisz się skupić i swoje zawodowe obowiązki skończyć szybciej, żeby do mnie wrócić.

Szybko gasiłam te czerwone lampki. Byłeś po rozwodzie, od czterech lat nie mieszkaliście razem. Dwójka właściwie już dorosłych dzieci, na studiach, jak u mnie. Idealnie. Sielanka. Żona nie rozumiała twojej pracy i pasji do niej. Próbowaliście coś łatać, naprawiać, ratować, dawać sobie kolejne szanse, ale w końcu doszedłeś do wniosku, że nie ma sensu dłużej się męczyć, że może jeszcze każde z was osobno ułoży sobie życie, to lepsze.

Nie planowałeś się zakochać, nie szukałeś, doszedłeś do wniosku, że jak coś ma się wydarzyć, to się stanie. I nagle ja wyrosłam próbując włamać się do twojego auta.

Sms: “Czy Pani spotyka się z moim mężem?”. Zignorowałam, pomyślałam, że pewnie pomyłka, choć przez chwilę mój żołądek wywinął niezłego kozła. “Przepraszam, nie podpisałam się. Katarzyna X” – kolejny. Gapiłam się w telefon mając wrażenie, że świat na chwilę stanął. Nie, to nie może być prawda, ale zaraz, może tobie coś się stało, może ona pisze, bo miałeś wypadek, leżysz w szpitalu. “O co chodzi?” – na tyle było mnie stać, żeby drżącymi z nerwów palcami wcisnąć jakiekolwiek litery. Zadzwoniła.

Była bardzo spokojna, żadnej histerii w głosie. Opowiedziała, że jesteście małżeństwem od trzech lat, odszedłeś do niej, była twoją kochanką. Młodszą od pierwszej żony o 15 lat. Jest w ciąży. W jej głowie czerwone lampki biły na alarm od kilku tygodni, choć my byliśmy razem (matko, jak żenująco to brzmi) ponad osiem miesięcy. Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie słowa, moje jedynie tak lub nie potwierdzały wszystko to, czego ona się domyślała. Docierały do mnie strzępki informacji: ciąża, dziecko, kochanka, wyjazdy służbowe, delegacje w weekendy. Była wyrozumiała, nie naciskała, nie próbowała wyciągnąć niczego ode mnie.

Brzęczało mi w uszach, myślałam, że głowa mi eksploduje. Chciałam walić nią w ścianę, obudzić się, zrozumieć, krzyczeć. Zdrętwiałam. Usiadłam, pozwoliłam się sobie uspokoić i płynąć myślom. Kropki zaczęły się łączyć. Nigdy nie byłam w twoim mieszkaniu. Jak wyjeżdżałeś nie dzwoniłeś wieczorami, wysyłałeś jedynie sms-y, tłumaczyłeś, że jesteś zmęczony rozmowami i negocjacjami, albo akurat masz kolację biznesową. Przecież byłam dużą dziewczynką, wiedziałam, ile czasu i energii potrafi zabrać praca, a jak wracałeś, byłeś taki cudowny. Miałeś dwa telefony. Jeden podobno służbowy. Nie, nigdy do nich nie zaglądałam, bo po co, przecież nie należę do tych kontrolujących wariatek. Od początku ustaliliśmy, że uczciwość najważniejsza, a najgorsza prawda i tak najlepsza…

Idiotka, ku*wa, debilka, naiwna szmata – tak wtedy o sobie myślałam. Chciałam ci to wszystko wykrzyczeć w twarz, powiedzieć, że nigdy nie poznałam gorszego od ciebie człowieka, że jak mogłeś mnie tak zranić. Choć jakaś część mnie chciała naiwnie wierzyć, że to ja jestem tą jedyną, że to mnie wybrałeś. Ona jest w ciąży. Za każdym razem dźwięczało mi w głowie. Niczego nie wybrałeś. Bawiłeś się świetnie, być może opowiadałeś o tym kolegom, chwaliłeś się, jak można mieć życie na dwa fronty i że jesteś w tym mistrzem. Podła gnida…

Dlaczego to piszę? Bo nie chcę cię widzieć, nie chcę słuchać tłumaczeń, albo zderzyć się z ich brakiem. Jestem jedną wielką otwartą raną, która wiem, że się zabliźni, nie chcę jej jeszcze bardziej rozdrapywać. Zabrałeś mi osiem miesięcy życia, nakarmiłeś iluzją. Zbieram się z podłogi, codziennie powtarzam: to nie twoja wina, to on jest psychopatą żerującym na cudzych emocjach. Nie, nie chcę myśleć, co z tego było prawdziwe, choć, gdy budzę się w nocy, wspomnienia wracają te wspólne poranki, kawa, ciepłe bułki z moimi ulubionymi powidłami… Nie. Nie chcę. Odejdź, nie wracaj. Nie zapomnę cię, ale mam nadzieję, że zamażę cię jak sen, który mi się przyśnił pewnej nocy i jak on zajdziesz mgłą, czasami odezwiesz się jakąś tęsknotą nieuchwytną. Nie życzę ci wszystkiego dobrego.