Związek

„Chcesz wiedzieć, jak zdradzają kobiety? To ja ci opowiem”

Z życia kobiety
Z życia kobiety
27 marca 2018
Fot. iStock/mixetto
 

Chcesz wiedzieć, jak zdradzają kobiety? To ja ci opowiem. Nie potrzebują wielkich słów, ogromnych deklaracji. One nie chcą tu i teraz, od razu i na zawsze. W ogóle tego nie potrzebują. Kobiety zdradzają długo i ostrożnie.

Dzwoni K. i mówi: „Boję się, że będę miała romans”. Już go ma? Czy może naprawdę się boi? 16 lat małżeństwa, razem są ponad 20. Co się dzieje? Rutyna? Nuda? Rozczarowanie? „Boję się, że już niczego nie przeżyję, że już nic w życiu nie będzie mnie ekscytować” – słyszę. Ale to nie tak. Nuda w parze z rutyną przyszła dużo wcześniej. Później on przestał ją zauważać, widzieć jako kobietę. Byli „my”, „oni”, nigdy „ty” czy „ja”. Jak jedno wielkie zrośnięte cielsko, z którego ona teraz chce się wyzwolić i poczuć, że sama może o czymś zadecydować. Że ma jeszcze jakieś swoje „ja”, że jest ktoś, kto ją samą dostrzega, widzi tu i teraz, bez całego bagażu doświadczeń, zmian, tłumaczeń. Dzisiaj jest inną kobietą, niż była 20 lat temu. Jej mąż tego nie widzi, ale za to on widzi ją taką, jaką prawdziwie jest. Niezależną, radosną, seksowną, która chce od życia więcej, poza całusem w czoło i poklepaniem po tyłku po dobrym obiedzie. Lubi się przeglądać w oczach tamtego, bo taką siebie lubi.

I wcale nie chce rezygnować z tego, co dzisiaj ma. Jest na tyle świadoma, że ceni tę stabilizację, bezpieczeństwo. Wie, ile może stracić, wie, ile może zyskać umawiając się na tę jedną kawę. W końcu to tylko jedna kawa po pracy. Nic wielkiego. Wyjście do kina… Przecież nie zawsze musi chodzić z mężem, przyjaciółką czy dziećmi. A on akurat lubi te same filmy, których nikt z nią nie chce oglądać… „To może być fajna przyjaźń” – myśli choć wie, że stąpa po bardzo cienkim lodzie. Ale nie chce zawracać. Chce zbadać tę cienką granicę, bo tak naprawdę nie wie, czy ją przekroczy.

Gra na czas, woli tę przeciągającą się niepewność, ten jeszcze wydaje się jej, że niewinny, choć już bardzo otwarty, flirt, niż pójście do łóżka przy pierwszej lepszej okazji. Delektuje się ciekawością, jaką budzi, pożądaniem i rodzącą się namiętnością, którą jej samej trudno utrzymać na wodzy…

Czy będzie miała romans? Nie wiem.

A. spotykała się przez rok z gościem poznanym przypadkiem, podczas służbowej imprezy. Był kolegą jej znajomej z pracy. Nawet nie wie, jak się dostał wtedy na tę kolację. Po 17 latach małżeństwa pomyślała o kimś w TEN sposób. „Mogłabym z nim iść do łóżka” – powiedziała jakiś czas później. Mąż w służbowych rozjazdach. Właściwie od dawna ze sobą nie sypiali. Odkąd urodziło im się czwarte dziecko? Maks miał już 5 lat… Ona nie czuje się kobietą. Pierwszy raz zobaczyła siebie inną w oczach faceta. Nie, nie wskakuje mu od razu do łóżka. Nie pisze SMS-ów prosząc o spotkanie. To on ją uwodzi. Proponuje spotkanie, kawę, jakieś wyjście. Jej nie jest trudno. Męża nie ma. Córka ma 17 lat, bez problemu jeden wieczór zajmie się najmłodszym bratem, który i tak wcześnie idzie spać. Nie robi żadnego ruchu, nie wychyla się, owszem stwarza sytuacje. Umawiają się w miejscach, gdzie wystarczyłby jeden jego gest, a ona by uległa. Ale on tego nie robi. „Dupek” – powie o nim później. Nie chciał jej przelecieć albo się bał, że ją przestraszy. Dała sobie spokój. Nadal czeka, nie szuka. Czeka, żeby przejrzeć się w oczach innego faceta i poczuć, że ktoś jej pożąda.

„Nie wiem, skąd to przyszło” – mówi N., nie radząc sobie z emocjami, które wywołał w niej nowo poznany kolega jej męża. „Czujesz to po prostu. Jest chemia, która nie pozwala ci przejść nawet obojętnie koło niego i wiesz, że tak samo działa to w drugą stronę” – tłumaczyła. Myślała, że w pewnym wieku już się tego nie przeżywa. Że romans, który wisi w powietrzu to widzimisię znudzonych żon, które szukają jakieś atrakcji. A teraz? Sama jej szuka? I znowu – tylko jedna kawa, tylko jedno namówienie się na wspólne wyjście, a raczej wyjazd za miasto, żeby nikt ich nie widział, jakby od początku i tak wiedzieli, do czego to prowadzi.

Kobiety zdradzają powoli i ostrożnie. Jak gdyby nigdy nic wracają do swoich domów. Czasami trochę szybciej kładą się spać. Bywają nieobecne. Uśmiechają się do siebie nalewając zupę do talerzy i puszczają oko, gdy widzą się w lustrze. Ale nikt mało uważny tego nie zobaczy, nie dostrzeże tych niuansów w jej zachowaniu, które mogłyby ją zdradzić.

Kobiety zdradzają, bo czują się potwornie samotne

Bo przez lata powtarzane: „Nie ma ciebie w moim życiu” odbijają się tylko głuchym echem. Jest dom, praca, dzieci, czasami pies. Obiad i kolacja. Niedzielna poranna kawa. I co z tego? Kiedy ona nieustannie jest obok, od dawna nie uczestniczy ani on w jej, ani ona w jego życiu. Są jak dwie planety, dla których ktoś wybrał to samo niebo, a które nie mają możliwości się do siebie zbliżyć. Co więcej, przyzwyczaili się do tego. Jemu tak wygodnie, ona nie chce już walczyć.

Kobiety zdradzają, bo nie czują się kochane

„O co ci chodzi. Przecież obrałem ziemniaki” – usłyszała. Ziemniaki to dowód miłości w jej małżeństwie. Ona nie cierpi ziemniaków. Przez te wszystkie lata robi je tylko dla niego, a on nawet nie widzi, że sama ich nie je. Miała romans z facetem, który do pracy przynosił jej kanapki i od razu zapamiętał, że lubi kawę z dużą ilością mleka, bez cukru. Nie za mocną.

Kobiety zdradzają, bo nie czują się ważne

Jasne, ważne są ich ręce do pomocy, głowa do ogarnięcia, nogi do rozłożenia, cycki do pomacania. Ale romansują z facetem, który ich słucha. To tak banał. Który pamięta, co powiedziała, wie, co lubi, o czym marzy, czego pragnie. Przez zaledwie kilka niedługich chwil zna ją lepiej, niż jej własny mąż, który dawno przestał pytać, co u niej słychać. Bo przecież nigdy nic nowego, tym bardziej interesującego. Nie wie o niej nic, bo nie ma ochoty wiedzieć. Po co zaprzątać sobie głowę rzeczami, które go w żaden sposób do nie dotyczą.

Romans nie jest drogą na skróty. Choć pewnie bywa. Jest raczej długą wydeptywaną ścieżką. Każdy odcisk buta, stopy, dłoni, łzy się w niej kryje. Każda uraza, pretensja, wypowiedziane i przemilczane na końcu słowo. Kobiety raczej nie zdradzają przypadkowo, pod wpływem chwili czy impulsu. Ulegają urokowi uwodzenia. Chcą być uwodzone, otwierają na to swoje życie, siebie same. Zdradzają i wracają do mężów uśmiechając się do wspomnień. Zdradzają i odchodzą, niekoniecznie do swoich kochanków, tylko do innego życia, gdzie mogą żyć tak, jak same tego chcą. Zdradzają, by poczuć się silniejszymi i pewniejszymi siebie. Najczęściej robią to jednak tak, by skrzywdzić jak najmniej bliskich jej osób.


Związek

Matka na randce, czyli – UWAGA – tych facetów unikajcie jak ognia

Z życia kobiety
Z życia kobiety
23 maja 2018
Fot. iStock/andresr
 

No dobra, jestem z tak zwanego drugiego sortu, przebranego, po doświadczeniach, z przeszłością, którą nie zbyt chętnie wspominam. Ot, kobieta po rozwodzie, matka dwójki nastolatków, która po burzach rozstania i awanturach rozwodowych, bólu zdrady i zrozumienia, że nie było w tym mojej winy, stwierdziła, że życie się jeszcze nie skończyło.

W końcu jestem lekko po 40-tce. Całkiem fajnie wyglądam, lubię niespodzianki i przygody, więc czemu by nie spróbować poznać kogoś, kto myśli podobnie jak ja. Podobno liczba rozwodów wzrasta, a przecież nie każdy facet z odzysku musi być świnią i podłym padalcem, prawda? Przyjaciółka po wypitej butelce wina jednego wieczoru namówiła mnie na portal randkowy. No dobra, w końcu gdzie szukać faceta? Najlepiej w sieci. Nie powiem, że nie polecam, ale fala ofert seksu przeróżnego nawet mnie wprawiła w lekkie zakłopotanie. Jednak z całego tego wora można wyłuskać kilka ciekawych osób. Przynajmniej tak by się na początku wydawało. Mnie jednak trudno zrazić, jak się raz zawzięłam i zdecydowałam, to w końcu muszę wykorzystać swoją szansę.

Tak też zrobiłam i… zaliczyłam kilka fatalnych randek. Naprawdę, gorzej chyba być nie mogło. Przez chwilę się załamałam, ale później pomyślałam, że przecież każdą porażkę można przekuć w sukces. Stworzyłam więc listę sygnałów ostrzegawczych, które od razu po pierwszej randce mówią: „Z tym gościem lepiej daj sobie spokój”.

Spóźnia się

Nienawidzę czekać, ale też nie lubię się spóźniać. Mam gdzieś z tyłu głowy zakodowane, że należy szanować czas innych i że ja powinnam szanować swój. Tymczasem z dwa razy trafił mi się typ, który spóźnił się niemal pół godziny wysyłając lakonicznego SMS-a: „Jeszcze chwila i będę”, tylko ta chwila przedłużała się w nieskończoność. W efekcie zero przeprosin, bo przecież nic się nie stało. Nie, no sorry, może i jestem przewrażliwiona, ale nie chcę być traktowana w ten sposób. Jeśli tak zaczyna, co będzie dalej?

Kontroluje

Wiecie, tu nie chodzi o nic wielkiego, ale jak już facet zamawia za ciebie w knajpce, w której jesteście nie pytając cię na co masz ochotę, to coś tu jest nie tak. Jasne, może się początkowo spodobać, że taki zdecydowany – czytaj – męski, ale ja bym uważała. Pozwoliłam sobie przeciągnąć randkowanie z jednym takim i uwierzcie – ilość SMS-ów, pytań, sprawdzanie moich granic zdecydowanie mnie przerosła. Naprawdę zawierzcie swojej intuicji, która podpowiada wam, że coś tu nie gra.

Jest nieobecny

Rozgląda się, zerka na zegarek, na telefon. Kurde, no na też nie muszę być dla kogoś wymarzoną partią, na trzech randkach grzecznie zapytałam: „To może już się pożegnajmy”. Dwa razy facet był zaskoczony i przepraszał, raz się po prostu zgodził i byłam mu wdzięczna, że nie musimy udawać zainteresowania. Tak jest lepiej i prościej – naprawdę.

Niegrzeczny dla kelnera

Wiecie po czym najłatwiej poznać człowieka? Po tym, jak traktuje innych. To jest idealny test dla każdego, zwłaszcza na pierwszej randce. Matko pamiętam taki jeden koszmar, gość się cały czas czepiał kelnera, że za wolno, za późno, że wino za ciepłe… Było mi wstyd za niego. Oburzony patrzył, jak do rachunku dokładam napiwek. Pouczał mnie po wyjściu, że ludzie muszą wiedzieć, gdzie jest ich miejsce. Szybko pokazałam mu jego – jak najdalej ode mnie.

Agresywnie romantyczny

Umówmy się – romantyzm jest fajny, ale jak gość na pierwszej randce, po wcześniejszej krótkiej wymianie zdań w sieci, mówi, że cię uwielbia, że jesteś kobietą jego życia to… raczej trudno mu uwierzyć. A gdyby nawet, to jeszcze ciężej wziąć go na poważnie. Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo – może cię osaczyć, dać fałszywe poczucie bezpieczeństwa, by w efekcie tobą manipulować. Nie znam z autopsji, ale przyjaciółka wplątała się kiedyś w taki związek. Lepiej brać nogi za pas.

Nieustannie mówią o swojej byłej

Jasne, że to działa w dwie strony – jak ty czujesz, że mówisz nieustannie o swoim byłym, lepiej jeszcze wstrzymaj się z randkami. Oczywiście, że nie ma nic złego w mówieniu o swoich eks, zwłaszcza na pierwszej randce – podobno wtedy najlepiej, ale istnieje pewien limit. Co więcej – nie bez znaczenia jest w jaki sposób on mówi o swojej byłej partnerce. Jeśli mówi o niej okropne rzeczy i to ją oskarża o rozpad związku, pomyśl dwa razy nim się umówisz z nim kolejny raz.

Jest zaskoczony różnicą zdań

No kurczę, spotkania dwojga ludzi o różnych poglądach jest dla mnie czymś, co sprawia, że świat jest interesujący. Okazuje się, że nie dla wszystkich, co więcej – że empatia i próba zrozumienia cudzego punktu widzenia jest dla niektórych zbyt trudna.

Jeśli ktoś na siłę próbuje cię przekonać do swoich racji, lekceważy twoje zdanie, traktuje cię z wyższością na zasadzie: „Ja wiem lepiej” – uciekaj. Po pierwsze – jest sztywny jak kij od miotły, po drugie – brak mu dystansu do siebie i otwartości na innych.

Czasami na pierwszej randce ktoś ze zdenerwowania robi głupie rzeczy, ale wiecie – to łatwo zauważyć i wyczuć, bo kiedy złapie trochę luzu, staje się fajnym człowiekiem. Mam kilka nieudanych randek za sobą, kilka nijakich, były też takie, na których poznałam fantastycznych facetów, z którymi mam kontakt, choć nie zaiskrzyło. Ale wiecie co, nie rezygnuję. W końcu życie to spotkania, kto wie, kto czeka na mnie za rogiem. Jedno jest pewne – jestem bogatsza o te doświadczenia i… trochę jednak mądrzejsza.


Związek

„Małżeństwo nauczyło mnie pokory wobec zmian”. Lekcje, które dało mi moje małżeństwo

Z życia kobiety
Z życia kobiety
16 stycznia 2018
Fot. iStock/YakobchukOlena

Zostaliśmy zaproszeni na 15-tą rocznicę ślubu naszych przyjaciół. Nic wielkiego, najbliżsi znajomi, rodzina. Wesoło. Wspominaliśmy ich ślub, bo dokładnie pamiętaliśmy ten dzień, nawet zdjęcia obejrzeliśmy płacząc ze śmiechu. Matko, jak wyglądaliśmy. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak te 15 lat nas zmieniło.

Ale zmieniliśmy się nie tylko na zewnątrz, zadziało się coś w środku. Wtedy byliśmy pełni nadziei, wiary, że teraz zaczyna się fantastyczne życie. A dzisiaj? Dzisiaj każdy z nas jest na różnych biegunach swoich ówczesnych postanowień i składanych obietnic. Ale oni wytrwali. 15 lat małżeństwa, które świętowali szczerze, nie na pokaz.

Kiedy mogłyśmy usiąść spokojnie, spytałam najbardziej idiotycznie, jak to było możliwe: „Jak wy to robicie, że po tylu latach jesteście ze sobą szczęśliwi?”. Ale wtedy przyjaciółka powiedziała mi, czego nauczyło ją 15 lat małżeństwa.

Nie możesz myśleć, że coś jest na zawsze

„Pamiętasz, jak wtedy byliśmy pewni, że teraz to już naprawdę razem do śmierci?” – spytała. Jasne, że pamiętałam. Sama na taką przysięgę nigdy się nie zdobyłam, ale wielu z moich znajomych obiecywało sobie miłość na dobre i złe, tylko, gdy przyszło to złe, najczęściej się rozstawali. Sekret polegał jednak na tym, żeby nie myśleć, że skoro jesteście małżeństwem, to macie siebie na zawsze. Każdego dnia powinniśmy być wdzięczni za to, że możemy się budzić obok tej drugiej osoby, wypić z nią kawę, porozmawiać wieczorem. „Nie wiedziałam tego przez długi czas, ale kiedy nasz związek wisiał na włosku, zaczęłam doceniać, że on jest i dziękować każdego dnia (często tylko w myślach) mojemu mężowi, że mną wytrzymuje i że mnie kocha”. To daje siłę.

Bliskość nie równa się obecności

Kto tego nie zna – rutyna. Ile razy siedzieliście obok siebie na kanapie, ile razy jedliście wspólnie obiad, kiedy każde zajęte było swoimi myślami. Jak często piliście rano kawę, każde zapatrzone w swój telefon? W związku nie wystarczy obecność, ważna jest bliskość, a tej nie da się stworzyć samym byciem. „Przez te lata zrozumiałam, jak ważne jest prawdziwie wspólne spędzanie czasu. Jak jemy śniadanie, to mamy czas, żeby ze sobą porozmawiać. Wieczorem zmęczeni chociaż się do siebie przytulimy. To takie banały, ale dzisiaj wiem, że dzięki tym banałom, jesteśmy razem w tym miejscu”.

Nie można zamknąć się w swoim świecie

Często obserwuję kobiety, które wychodząc za mąż zapominają o swoich przyjaciółkach, koleżankach, nie mają już dla nich czasu, bo przecież mąż, dom, za chwilę dzieci. Tylko, że później przychodzi kryzys – w związku, w macierzyństwie, z samą sobą… I wtedy nie ma się do kogo odezwać, z kim porozmawiać. Rozglądasz się wokół i jesteś sama jak palec. „Pamiętam, jak powiedziałaś mi, żebym nie znikała po ślubie. Wiem, że zniknęłam, ale też cieszę się, że wróciłam w porę, że z przyjaciółkami mogłam przejść wszystkie trudne okresy”. Mąż powinien być przyjacielem, ale nigdy nie powinien zastąpić przyjaciółek, one są bardzo ważne w naszym życiu. Bardzo. Bo kto z tobą wypije niejedną butelkę wina, wysłucha, jak ci źle, kopnie w tyłek, kiedy trzeba i zrozumie, gdy powiesz, że masz dość?

Warto przyznać się do błędu

„Kłóciliśmy się kiedyś o wszystko, o kolor ścian w mieszkaniu, o kuchenkę do kuchni, pralkę, o to, czy lepiej pojechać z dziećmi na wakacje do hotelu czy pod namiot. Każde twardo upierało się przy swoim, nie dopuszczając, że drugie może mieć rację. Ale wyjazd z dziećmi pod namiot był cudownym doświadczeniem, a ja myślałam, że z dziećmi to tylko do hotelu…”. Warto czasami odpuścić, oddać inicjatywę, pomyśleć sobie: „Przecież on nie chce dla nas źle” – to bardzo pomaga. Bo on nigdy nie chce źle, tak samo jak ty tego nie chcesz.

Nie matkuj

Jakbyśmy się nie zarzekały, mężczyźni budzą w nas instynkt macierzyński, w końcu mamy kogoś, kim możemy się opiekować, komu dogadzać, kogo uszczęśliwiać. Tyle, że często tracimy granicę między byciem żoną, partnerką, kochanką, a matką. Prawda jest taka, że same przyzwyczajamy mężów do dobrego – śniadanko, ciasto, obiad z dwóch dań, posprzątane, wyprane, choć oni w ogóle tego od nas nie wymagają. I pewnie dlatego są zdziwieni, gdy po latach robimy im karczemną awanturę, że mamy dość tego usługiwania, że on też mógłby coś dać od siebie, i tak dalej. Bywa, że z tego powodu odchodzimy, a oni zostają zdziwieni nie wiedząc o co chodzi… Bo przecież wcześniej nigdy się nie skarżyłaś…

Doceniaj

Nie kwiaty, które w końcu ci przyniesie, nie prezent, który kupi po twoim nieustannym przypominaniu, że za tydzień masz urodziny. Faceci okazują miłość inaczej. „Długo trwało, nim to zrozumiałam. Ale pamiętam, jak musiałam wyjechać służbowo. Wsiadam do auta, a ono wysprzątane w środku, zatankowane. I nie, nie dlatego, że on dba o samochód, wiem, że zrobił to z myślą o mnie. Podobnie jak wiele innych rzeczy. Nowe lustro w łazience, wymienione żarówki w sypialni, porządek w domowych papierach. On tak dba o mnie, o nas, a ja nauczyłam się to dostrzegać i doceniać. A kwiaty mogę sobie sama kupić, skoro chcę je mieć w domu, prawda?”. Prawda.

Szanuj

Eh… szacunek to długi temat. Bo chyba każdy przechodzi w związku moment, kiedy przestaje szanować tę drugą osobę, przestaje jej słuchać, ma ją za nic, jedyne, co czuje to irytację i złość. Szacunku tam nie ma. A on jest niezwykle ważny. Bo jeśli nie będziemy szanować siebie nawzajem, to wpadniemy w błędne koło oskarżeń i kłamstw. A na czym, jeśli nie na szacunku powinniśmy opierać związek? To jeden z najważniejszych filarów.

Naucz się przepraszać

„Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego „przepraszam”. Strzeliłam focha o jakąś głupotę, źle zrozumiałam, co powiedział. Obraziła się na śmierć i życie, a kiedy pozwoliłam sobie wytłumaczyć, o co chodziło, to było mi potwornie wstyd…”. Słowo przepraszam ma w związku wielką moc, pokazuje, że nikt nie jest doskonały, daje prawo do błędów i możliwość ich wybaczania. Obyśmy nie musieli używać go zbyt często, ale też nie zapominali o jego istnieniu.

Zadbaj o siebie

„A co lubi pani robić dla siebie” – spytałam kiedyś pewną kobietę. Po dłuższej chwili usłyszałam: „Nie wiem. O Boże, nie wiem”. Nic dla siebie nie robiła, bo wszystko było dla innych. Dla dzieci, dla męża, dla rodziców, teściów, szefa w pracy. A przecież my też jesteśmy ważne, my też mamy prawo do tego, żeby o sobie pomyśleć. Wyjść na basen, na fitness, na spotkanie z przyjaciółkami. „Przychodzi taki moment, że już wszystko cię wkurza, że myślisz, że dłużej nie dasz rady i wtedy trzaskasz drzwiami i idziesz na długi spacer, i podczas tego spaceru dociera do ciebie, że jest to pierwsza rzecz od dawna, którą zrobiłaś dla siebie. I jest ci z tym dobrze. I to jest początek zmiany na lepsze”.

Zadbaj o swoją niezależność

„Gdyby ktoś się spytał, jaka jest najtrudniejsza rozmowa w związku, to odpowiedziałabym, że ta o pieniądzach”. Nikt nas nie nauczył rozmawiać o pieniądzach, powielamy stereotyp, że moje i twoje to nasze, że głową rodziny, a także tym, który decyduje o domowym budżecie jest facet. Nie pozwólmy, by to przekonanie zakorzeniło się w naszej głowie. Każda kobieta powinna zachować finansową niezależność, bo to daje jej poczucie bezpieczeństwa, pewność siebie i wiarę we własne możliwości. Nie można pozwolić się tego pozbawić.

Nie rezygnuj

„Największym grzechem przeciwko związkowi jest zaniechanie. Rezygnacja, machnięcie ręką z poczuciem, że już lepiej nie będzie, że albo decydujemy się żyć według wypracowanych reguł, albo się rozwodzimy”. Tak nie może być. Za każdym razem warto zadać sobie pytanie: „Wyobrażasz sobie życie bez niego, bez niej? Naprawdę chcesz z was zrezygnować? Przecież kiedyś byliście razem szczęśliwi”. Moja przyjaciółka przeszła takie chwile zwątpienia, pewnie zdarzają się one w wielu związkach. Ale nie poddała się. On też się nie poddał. Obojgu zależało na tym, żeby między nimi było dobrze, żeby nauczyli się siebie na nowo. Żeby zaczęli ze sobą w końcu rozmawiać, po latach wymiany komunikatów typu: kto odbierze dzieci, co dzisiaj na obiad, kto zrobi zakupy.

„Wiesz, jaka lekcja jest dla mnie najważniejszą? Małżeństwo nauczyło mnie pokory wobec zmian. Bo nic nie jest takie samo, jak te 15 lat temu. My jesteśmy zupełnie inni, niby tacy sami, a jednak zmieniliśmy się bardzo. Nie chcę doszukiwać się w moim mężu chłopaka, w którym się zakochałam. Chcę kochać mężczyznę, którym się stał, który dzisiaj jest ze mną. Kocham go. Dojrzalej, bardziej świadomie, niż wtedy. I tak, jestem szczęśliwa”.

Mam nadzieję, że i ja będę mogła kiedyś tak powiedzieć.