Lifestyle Związek

Bułka sama musi chcieć, czyli gdzie ten facet?

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
7 listopada 2015
Fot. iStock
 

Jest niedobór. I nie ma się co czarować. Kategoria facet trochę jakby w niebyt odchodzi. Panoszą się za to Piotrusie Pany, Królewicze z Bajki, pantoflowi kolesie i wszelkie inne odmiany chłopa, chłopca, chłopczyka.

Numer dwa, równie popularny, to zazwyczaj sprośny, a przy tym już nie pacholę, Fonsito z ambicją na żigolaka albo Casanovę. Najczęściej ma w głowie poprzewracane, ale z uwagi na pewien -o zgrozo – urok osobisty cieszy się sporą pożądliwością. Są jeszcze kategorie, powiedzmy wybrakowane. Może nawet i nie z ich winy. Bo móżdżki mniejsze. Pretensje do Stwórcy proszę zgłaszać. Chociaż, by załagodzić uboczne te skutki, Bóg dał im mięśnie. Czasem dużo mięśni. Rekompensata proporcjonalna do rozmiaru uszczerbku, jak mniemam. Potem są chłopaki agresywne. Damscy bokserzy, zabijaki, zaangażowani w przestępczy światek, uzależnieni od adrenaliny i innych uzależnień panowie. Opcji jest wiele, mogłabym pewnie wymieniać i wymieniać. Takie bowiem czasy mamy. Wszystkiego dzisiaj w bród, a i marketing taki, że różnorodność się liczy. Lecz ja się pytam: A jakość to gdzie?

Przyszło mi teraz właśnie do głowy, że może to nie przypadek. Te wszystkie męskie kategorie, niemęskie. Wybór zbyt duży, celowo mylący. Efekt tak zwany 100% zamierzony. Zmylić i ogłupić przeciwniczkę ma. Dać jej opcji ile wlezie i poczucie, że to z nią jest problem jak sobie wybrać kapryśna nie potrafi. Sprytne. Lekkim geniuszem podszyte. Tymczasem… Bruner, nie ze mną takie numery. Gdzie jest jakość? Ja się pytam. Gdzie jest facet?

Bo facet to człowiek nie byle jaki. W pewnym sensie potrafi zatrzymać czas, kiedy spokojnym, mocnym i pewnym siebie spojrzeniem cię mierzy. Patrzy na ciebie w ten niepojęty sposób i czujesz jak skrzydła motyla ci rosną. Pod tym spojrzeniem się przeistaczasz, z poczwarki w Morpho Cypris[1], obłędną wersję kolumbijskiej rusałki. Więc najpierw spojrzy na ciebie taki gość, a potem ruszy w twoją stronę tym krokiem króla lwa. Idzie jak kot, miękko i pewnie i nie ma szans na chwiejny krok. Nikt, powtarzam nikt, mu w drogę nie wejdzie bo pewność siebie z jaką kroczy wymiata cały las.

Facet rozmawia. Mówi do ciebie, a przede wszystkim słucha i słyszy jak mało kto. Jest obserwatorem, twoim szóstym zmysłem, czyta cię pięknie jak otwartą księgę. Dokładnie wie czego chcesz i po mistrzowsku odczytuje każde twojej duszy pragnienie (a zważ, że pragnień w tym magicznym momencie masz wiele. W praktyce, cała jesteś pragnieniem i tylko pragnieniem… w bawełnę nie będę owijać przecież). Bo to facet Król, a ty jesteś jego Królową. Wyczuwa cię na jakimś zwierzęcym poziomie, jest częścią systemu naczyń połączonych,  testosteronową kropeczką nad „i”.  Przy takim facecie istniejesz naprawdę i twoja dusza rozwija sie bez lęku. Wiec dajesz życie kobiecie, która mieszka w tobie, tej stworzonej z ciała i z pożądania, a przy tym mądrej i autentycznej. Kobiecie, która gwiazdy nosi w sobie, kobiecie o perłowych włosach.

Aż ciarki mnie przechodzą na myśl o takiej parze. Władcy świata po prostu. Angelina i Brad, Mr. and Mrs. Smith. Nie złamie ich nic. Vodca martini for Mr. Bond i Dom Perignon dla Ciebie, Mrs Bond. Taka z was para po prostu.

No więc gdzie jest ten facet? Gdzie jest ten Król?

Czy wymyśliłam go sobie w mentalnym rozpędzie? Czy bezpośrednia bliskość filmowego Hollywood zafałszowała mi obraz całego świata? Cóż… powiem tak. Jak żyję takiego króla nie było dane mi znać. Zawsze przecież było coś. Jakiś szpetny element, najczęściej charakterologiczny. I trafiał mi się chłop. Lepszy lub gorszy, jednak nie król. Z krwi i kości, z historią własną, ciągle nie król. Ludzki, czyli pełen niedoskonałości. Wchodził mi w życie i proszę obiad podać. Bo taki to był chłop. Bułka z masłem jeden z drugim. Nawet jak trochę chód podrasował, nawet jak płomień w spojrzeniu miał, to bułka z masłem był jeden z drugim. Ogień się w nim wypalał, czujność predatora tracił, najczęściej też głuchy dość szybko się robił i mogłam walić głową o mur. Z księcia w kopciucha transformował gdy północ wybiła. Ding dong.

Bo może facet to jednak postać bajkowa? Twór fantastyczny, mający swe źródło w kobiecej wyobraźni? Wyczołgał się z dziewczęcych marzeń i opowieści o panu Darcy’m, wyłonił się z surrealnych marzeń sennych i romantycznej poezji jako koncept, kamień filozoficzny, święty Graal, którego  próżno szukać?

Jeśli taka jest prawda i jeśli facet to klasyczna kobieca projekcja, to może pora ujawnić ten fakt? Cobyśmy tak w obłędzie nie poszukiwały, nie tęskniły, nie wypatrywały, tracąc cenny czas. Daleka jestem przy tym od zalecania jakichkolwiek kompromisów, a tym bardziej robienia zakupów według zasady: bierzcie co na ladę rzucili: karczek, boczek, koleś z kością albo z tłuszczem, że oh boy! Inny pomysł przyszedł mi za to do głowy inspirowany przyjaciółką mą. Best of breed, czyli najlepszy w danej kategorii. To taki koncept lekko nietypowy, wielce eklektyczny, męski collage. Czesiek dużo czyta więc z nim  o książkach się rozprawia. Z Tomkiem do kina, bo Tom to kinoman, z Michałem do opery bo tylko on libretta wszystkie zna, z Jackiem na kolację bo człowiek uwielbia wyrafinowanie jeść, z Darkiem na winko bo on prawie jak somellier, o winach wszystko wie. Z Krzychem na wycieczkę bo z nim to wszystko przygodą jest, no a z Rychem to pieszczoty bo sztukę miłości opanował łobuz jak nikt.

Trochę to może nie do końca boski plan, bo brakuje mu opcji: facet na całe życie, facet do zjedzenia, facet do przytulenia…. wait a minute…. znowu facet? Ten twór nierealny, ale za to jaki podstępny! Wkradnie się wszędzie nawet w collage.

Więc I give up. Poddaję się po prostu

Koncept faceta widać mam w oprogramowaniu. Dlatego, wniosków nie będzie. Niech każda Pani wyciągnie sobie wniosek własny. Czy zechce życie spędzić na poszukiwaniu świętego Graala? Czy może męski collage przypadnie jej bardziej do gustu? A może po prostu i bez oczekiwań, bułkę z masłem przygarnie? A nóż pewnego dnia pokryje się ta bułka plastrem polędwicy i liściem soczystej sałaty? W końcu spotykamy się po coś. Najczęściej po lekcję. I każda strona może się czegoś nauczyć. Bywa przecież, że bułka staje się croissantem… choć proces to żmudny i wielu lekcji wymaga.

No bo czyż nie jest tak, że chociaż rodzimy się doskonali, życie jakoś tak skubie nas z tej perfekcji? Najpierw więc jest strach, a potem całe serie zdarzeń. I tak z istot prawie świetlanych, ufnych i niewinnych, stajemy się ludźmi z historią. Kiedy więc spotykamy tę drugą połowę, jesteśmy jacy jesteśmy. Tacy ludzie z piosenki: „kobiety z przeszłością, mężczyźni po przejściach”. I choć nam kobietom wierzyć się w to nie chce, mężczyźni też historie swoje mają. Historie od których zależy cały ich dorosły los. I fakt, że tu i ówdzie zdarzy się diament po mistrzowsku oszlifowany. Albo i taki surowy, lecz unikalny i piękny, że strach. Częściej jednak, życie nie bywa hojne, aż tak i rodzi się bułka.

Pan bułka z masłem, który wiedzie pospolity byt. Jeden tylko wegetuje, inny odkrywa, że skrzydła ma i że jeśli trochę się przyłoży to może i wzniesie się ku kuszącym chmurom. Co drugi to Ikar, wiadomo, szybko spada rażony słońca promieniem. Chwała mu jednak za to, że próbuje. Bo koleś ciekawy, ambitny i w pewnym sensie waleczny to już zakrawa na plasterek szyneczki przecież. Na szczęście bowiem dla ludzkości, człowiek to stworzenie niegłupie i bywa, że rozwijać się chce. Jeśli więc taki „człowiek ciekawy” załapie grającą mu w duszy melodię i w głowie ułoży wszystko jak trza, to taki byt ludzki kobietę może zaskoczyć gdy z bułki nagle w księcia się przeistoczy. Stworzyć mu warunki i w chwilę potem spektakularne: voila! Przy czym uwaga drogie Panie! Nic na siłę. Bułka sama musi chcieć.


[1] Morpho Cypris. Motyl dzienny z rodziny rusałkowatych. Pochodzenie: Ameryka Południowa, Panama, Kolumbia.


Lifestyle Związek

Każdy ma swój niewysłany list. ” Mój tata nie wiedział, jak ważny jest dla nas. Gdyby wiedział, zostałby tego dnia z nami”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 listopada 2015
 

Każdy ma swój niewysłany list – u mnie są to bardziej słowa niewypowiedziane, wtedy kiedy jeszcze mogłam i gesty, które zawisły w powietrzu tego pamiętnego dnia. Wtedy jeszcze mogłam powiedzieć, że bez Ciebie – nie ma sensu. Czy to by pomogło? Mogłam powiedzieć, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Kimś, kto dał mi miłość bezwarunkową, czułość, opiekę, uwagę, kiedy mama chciała mieć święty spokój. Kimś, dla kogo chciałam mieć dobre wyniki w nauce, bo Twoja duma ze mnie, była wystarczającą motywacją do działania. Nauczyłeś mnie, że dojdę do celu i spełnię marzenia dzięki pracy, uczciwości, życia  w zgodzie z samą sobą.

Po Tobie jestem uparta, kiedy trzeba i nie odpuszczam. Dzięki Tobie jestem wrażliwa też na krzywdę i cierpienie innych. Pamiętam telefony w nocy – każdy mógł do Ciebie zadzwonić, bo wstawałeś bez względu na to, która była godzina. Wsiadałeś do samochodu – mama zawsze czekała w oknie. Ja też nie mogłam spać, kiedy długo nie wracałeś do domu. Byłeś na zawołanie wszystkich – wiedzieli, że mogą na Ciebie liczyć. Pewnie tak jak ja – mieli poczucie, że jesteś jedyną osobą, która zawsze jest dla mnie. Nie byłeś wylewny. Ja też nie jestem – nie potrafiłeś mówić o uczuciach, czy okazywać ich w sposób oczywisty. Pokazywałeś tę miłość do nas – czy poprzez bycie na zawołanie swojej mamy, którą ogromnie ceniłeś i kochałeś, czy poprzez bycie pomocą dla całej rodziny, czy wtedy gdy zamiast kupować mamie biżuterię i kwiaty na Walentynki, czy Dzień Kobiet, w jeden dzień wyremontowałeś jej łazienkę. Lubiłeś zaskakiwać. Pamiętałeś o nas. Problem w tym, że było dla nas to tak oczywiste, że my zapomnieliśmy o Tobie. Ja zapomniałam, że jesteś nie tylko wtedy, kiedy chcę kieszonkowe, lub kiedy chcę jechać z Toba na zakupy (bo zawsze kupiłeś mi więcej rzeczy niż mama).

Przyzwyczaiłam się, że nie muszę się starać, bo i tak zawsze będę najukochańszą córeczką tatusia, cokolwiek bym nie zrobiła. Byłeś dobry, ale wymagałeś – wyczuwałam to, i zawsze wiedziałam, co sprawi Ci przyjemność, a przez co możesz być niezadowolony. Mam poczucie obowiązku  i dotrzymuję słowa dzięki Tobie – nie lubię działać na pół gwizdka. Ty też nie lubiłeś. Ciężko jest bez ciebie mimo upływu czasu. To bzdura, że czas leczy rany. Przecież jest coraz więcej dni bez Ciebie, dni ważnych, na których powinieneś być. Moja matura, studia, dyplom, pierwsza praca, pierwsze miłości.To samo przeżywa moje rodzeństwo. A Ciebie nie ma. Jak ma być niby łatwiej z czasem więc??

To, że nas opuściłeś i jak nas opuściłeś, zostanie ze mną na zawsze. Uczę się codziennie nie bać – nie bać się, że historia się powtórzy. Że ktoś odejdzie bez słowa. Bez spojrzenia w oczy. Bez pożegnania. Że zostawi mnie w pewien słoneczny poranek i ja nieświadomie dam mu odejść na zawsze. To, ile miłości i uwagi dałeś mi przez 18 lat mojego życia, cały czas walczy z tym, jak bardzo opuszczona i nieważna poczułam się, kiedy wyszedłeś z domu i nie wróciłeś, Wiem, że nie chciałeś nas skrzywdzić. Mimo, że patrzyłam w te smutne, ciemne oczy na kilka dni przed Twoim odejściem, nie widziałam tego, że coś jest nie tak. Denerwowało mnie to – bo nie mówiłeś – tylko patrzyłeś na nas. Mam nadzieję, że już nic Ci nie dolega. Mam nadzieję, że mimo tego, że zrobiłam wiele głupich rzeczy po Twoim odejściu, nadal jestem Twoją najukochańszą córeczką.

Nie mam już tych pokładów złości w sobie na Ciebie. Zabrałeś ze soba moje poczucie bezpieczeństwa i mój grunt pod nogami. Zabrałeś mój dom. Zabrałeś moją rodzinę – nie potrafię spotykać się z nimi – za bardzo im przypominam o Tobie, za bardzo mnie uderza, kiedy mówią o Tobie w czasie przeszłym. Boli mnie patrzenie w oczy mojego brata, które są identyczne jak Twoje. Boli mnie to, że on Ciebie nie pamięta, był za mały… Jak mamy mu powiedzieć, że  mimo wszystko, on też był całym Twoim światem? Została niepewność i strach, którą staram się oswoić – idzie mi coraz lepiej. Została dziura, ogromna pustka. Żal. Do siebie – że nie zatrzymałam Cię tego dnia, że pozwoliłam Ci pójść. Że nie przejęłam się tymi smutnymi oczami wpatrzonymi we mnie. Myślę, że bałeś się, że nie sprostałeś czemuś, że zawiodłeś. Tato, nigdy nas nie zawiodłeś. Byłeś najlepszym tatą, synem, mężem, bratem na świecie. Może gdybyśmy powiedzieli Ci to 10 lat temu, nie pisałabym teraz tego listu. Nie byłoby tej strasznej dziury i tych pytań, które już pozostaną bez odpowiedzi.

Na samym starcie mojego dorosłego życia, dostałam od niego najbardziej bolesną lekcję. Mówmy, że kochamy. Jeżeli mamy szczęście, aby mieć troszczących się o nas rodziców (mimo tych licznych wad, które w nich dostrzegamy), rodzeństwo (mimo, że przez większość czasu, chcemy wyrzucić młodszego brata przez okno) czy wspaniałych partnerów – mówmy im, jak są ważni. Nie przyjmujmy, że oni wiedzą.  Mogą nie wiedzieć. Coś, co jest oczywiste dla nas, nie musi być oczywiste dla naszych bliskich. Mój tata nie wiedział, jak ważny jest dla nas. Gdyby wiedział, zostałby tego dnia z nami.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Lifestyle Związek

„Jeśli kiedyś odejdę…” O tym dlaczego kobieta przestaje kochać

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 listopada 2015
Fot. Pixabay / Public Domain CC0

Taki SMS z delegacji: „Miejsce jest cudowne, stary hotel na wzgórzu. (…)W takich chwilach bardziej, niż zwykle brakuje mi ciebie, powinnaś tu ze mną być”.

Tak mało twojej czułości na co dzień, tak mało słów. Lubisz milczeć – co często powtarzasz. No widzisz, ciężko w to uwierzyć, bo wciąż pamiętam dni, gdy zalewałeś mnie słowami. Gdy zasypiałeś dopiero, gdy przychodziłam do łóżka, a rano przynosiłeś do łóżka kawę i gazetę. „Wszystko się zmienia” powtarzasz zmęczony. „Nic się nie musi zmieniać, to nasze wybory” tłumaczę. Ty jesteś w tej rozmowie w punkcie A, ja w B. I żadne z nas nie robi  kroku, by pokonać ten kawałek do siebie, choć wciąż sobie to obiecujemy.

Nasze życie pozbawione jest hałasu rozpadającego się związku. Nie ma awantur, złości, nie ma braku wsparcia. Nikt nie jest katem, ani nikt ofiarą. Nikt nikogo nie zawodzi. Nie mam w zanadrzu miliona bolesnych wspomnień. Mam tylko swoje dalej. Ja dalej. Od ciebie.

Jeśli kiedyś odejdę, nie miej żalu, bo przecież wciąż mówię, że brakuje mi czułości. Przypomnij sobie wtedy, jak podchodziłam do ciebie w kuchni i mówiłam: „Przytul mnie, kochanie”. A ty mówiłeś rozdrażniony „zaraz”, a potem przytulałeś mnie jak przytula się kota czy psa. No jeszcze ewentualnie kawałek drewna.

Jeśli kiedyś odejdę, to przypomnij sobie kolację u znajomych, gdy opowiadałam coś zaaferowana, a ty przerywałeś i mówiłeś: „To nie było tak, o czym ty mówisz”. I swoje tłumaczenie, że przecież nie chciałeś źle, chciałeś powiedzieć prawdę. Przypomnij sobie też te kolacje, gdy prosiłam: „usiądź na chwilę, pobądź z nami” a ty nie potrafiłeś usiąść, bo ważniejszy był porządek niż bycie.

Jeśli kiedyś odejdę, to przypomnij sobie wieczory, gdy żyliśmy w dwóch różnych światach. Ja z komputerem, ty z komputerem i te dyskusje w kuchni, gdy mówiłam ci o zawodowych marzeniach, a ty skrzydła podcinałeś mi nożyczkami. I robiłeś to z uporem godnym maniaka mówiąc, że po prostu jesteś racjonalny. Albo zalewałeś mnie radami, gdy pragnęłam milczenia.

Jeśli kiedyś odejdę, to przypomnij sobie, jak pytałam dlaczego wciąż wybierasz pracę, a nie mnie. Dlaczego ambicja jest ważniejsza niż ja? Dlaczego obietnice dane współpracownikom, a nie mi?

Jeśli kiedyś odejdę, to przypomnij sobie awantury z twoją mamą. I twoje niestawanie po żadnej stronie i nazywanie tego obiektywizmem.

„Kocham tylko ciebie” wyznajesz, gdy już doprowadzona do ostateczności, po tygodniach nieczułości krzyczę, że to mi nie pasuje, że zwariuje, że kiedyś odejdę.

Obiecujesz, że się zmienisz. I mówisz, że tyle kobiet zazdrości mi męża. Jednocześnie przyznajesz, że nie potrafisz okazywać uczuć, odpuszczać, zaszaleć, dać się ponieść, nie potrafisz rozmawiać bez oceniania, nie potrafisz odpocząć.

Jesteś dobry, mądry, odważny, niezależny, męski. Gdy kiedyś odejdę szybko znajdziesz nową kobietę. Może będzie jej lepiej, moje odejście nauczy cię, że życie to nie tylko paragrafy i zasady, zasypianie po dwóch stronach łóżka, bo jesteś zmęczony. Życie to nie tylko wychowywanie dzieci, poranki z kawą i wieczory z herbatą. Życie to nie pustka, którą nazywamy przyjaźnią, przywiązaniem czy kompromisem.

Chciałabym, żebyś oszalał dla mnie z miłości. Znów. Jak kiedyś, nawet jeśli trochę mniej. Mijasz mnie. Mijamy się.

Przepraszam, być może już niedługo powiem Ci, że nie chcę tak żyć. Nie chcę. Niezależnie od tego, że mamy wymarzone mieszkanie, dziecko, wspólne kubki, kredyt, pranie i wspomnienia. I że ta odpowiedzialna we mnie mówi: „zostań, nie masz prawa czuć”.   


Zobacz także

Duma mnie rozpiera, gdy moje dziecko się ze mną nie zgadza

Jak to jest odejść od męża, kiedy masz dzieci. Kilka słów prawdy, której nikt ci nie powiedział wcześniej

Cała prawda o wrażliwcach. Sprawdź czy jesteś jednym z nich?