Związek

Kiedy boisz się o przyszłość twojej relacji z partnerem. 11 sygnałów, że związek prowadzi cię ku depresji

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 czerwca 2017
Fot. iStock/mammuth
 

Uściślijmy: nikt nie jest w stanie doprowadzić cię do depresji. To raczej warunki i ograniczenia wynikające z twojej relacji, mogą tworzyć negatywną atmosferę, która prowadzi do obniżenia nastroju. Jeśli poznasz sygnały, które pozwolą ci zrozumieć tę zależność, będziesz mógł dokonać pozytywnych zmian w swoim życiu.  

11 sygnałów, że twój związek prowadzi cię ku depresji

1. Nie potrafisz zdefiniować co się dzieje w waszym związku, tracisz nad nim kontrolę

Brak kontroli lub wyraźne przejęcie kontroli przez jedną ze stron relacji prowadzi do chaosu i frustracji. Każdy z was powinien mieć równe prawo głosu w podziale obowiązków, wyborze działań, decyzji finansowych i wychowawczych.

2. Boisz się reakcji partnera

Jego złość sprawia, że się wycofujesz, oddalasz i izolujesz (również od innych), co może być oznaką depresji. Unikanie komunikacji z partnerem nie naprawi sytuacji, ale tylko ją pogorszy.

3. Jesteś uzależniony/a od swojego partnera

Naukowcy z University of Illinois zbadali wpływ, jaki wywiera na relację depresja. Ujawniono 8 negatywnych czynników w związku, które mogą być rozpoznane jako oznaki depresji:

straty emocjonalne

problemy z intymnością w związku

problemy z komunikacją

izolacja

brak energii / motywacji

zależność od relacji

brak zrozumienia

niepewność.

4. Odczuwalny ciężar relacji

Twoja relacja sprawia, że odczuwasz fizyczny ciężar, obciążenie w klatce piersiowej. Ciężko ci się oddycha, masz poczucie braku wpływu na swoje samopoczucie dopóki twój partner znajduje się w pobliżu.

5. Wycofanie w kontaktach towarzyskich z osobami spoza związku

Naukowcy z University of Michigan twierdzą, że brak wsparcia społecznego poza związkiem jest jednym z głównych czynników występowania objawów depresji u jednego z partnerow.  Chodzi tu o brak wsparcia ze strony rodziny, przyjaciół i innych, bliskich osób. Nie wolno dopuścić w związku do sytuacji, w której jedno z was unika przyjaciół i członków rodziny na prośbę partnera, bez uzasadnionej przyczyny.

6. Masz chęć naprawiania relacji, ale brak ci energii by się za to zabrać

Chcesz szczęśliwej, pozytywnej relacji z partnerem, ale dosłowne energia, która jest potrzebna do pracy nad waszymi problemami nie jest w twoim zasięgu. Depresja często może doprowadzać do stanu , w którym nie czujesz się na siłach, by działać i dokonywać zmian.

7. Czujesz, że w twoim związku tobie zależy „bardziej”

Być może wykonujesz więcej prac domowych albo zarabiasz nieporównywalnie więcej i nie czujesz się z tym dobrze.

8. Nie pamiętasz, kiedy ostatni raz śmialiście się razem

Jeśli  przeżywasz więcej radości i pozytywnych emocji, niż smutku, nie będziesz się zastanawiać, czy twój związek prowadzi cię do depresji. Szczęście  i zadowolenie jest widoczne w uśmiechach i spojrzeniach.

9. Martwisz się o przyszłość twojego związku

Kiedy czujesz, że twój związek sprawia, że jesteś przygnębiony, boisz się o to, co będzie dalej. Nie widzisz szczęśliwego zakończenia, odczuwasz stres i lęk

10. Twój partner nie słucha

Komunikacja jest kluczowa dla zdrowego partnerstwa w związku.  Twój partner powinien zwracać na ciebie uwagę, gdy mówisz, a jeśli tak nie jest, możesz poczuć się odrzucona, niedoceniania, samotna.

11. Szukasz kogoś innego, z kim możesz porozmawiać o swoich obawach 

Jeśli czujesz, że możesz nawiazać bliższą więz z kimś innym niż twój partner, to prawdopodobnie zmagasz się z bardzo przygnębiającymi i frustrującymi emocjami. Trochę tak, jakbyś znalazł się w pułapce.


Na podstawie: powerofpositivity.com

 


Związek

Czy wiecie kiedy jest najlepszy czas w życiu seksualnym kobiety? Możecie być zaskoczone

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 czerwca 2017
Fot. istock/mediaphotos
 

Jeśli pomyślałyście, że najlepszy seks miałyście w wieku 20-tu lat, a nie przekroczyłyście jeszcze 30-tki, to mamy dla was świetną wiadomość :). Najlepsze dopiero przed wami! Według najnowszych badań, kobiety odczuwają największą satysfakcję z seksu w wieku około 36 lat.

Badania przeprowadzone w trzech grupach wiekowych – najmłodszej (poniżej 23lat), średniej (23-35 lat) i starszej (36 i więcej lat) – wyraźnie dowodzą, że najbardziej pewne swojej atrakcyjności seksualnej i świadome swoich potrzeb jesteśmy po ukończeniu 36 roku życia. Wtedy również kochamy się częściej i jesteśmy bardziej skłonne do odkrywania nowinek i eksperymentowania.

To również w tej grupie wiekowej umiemy lepiej docenić czułego i dobrego partnera w łóżku oraz częściej same inicjujemy seks – taki jak lubimy i wtedy, kiedy mamy na niego ochotę.

Udane życie seksualne to jeden z filarów dobrego związku, nie zaniedbujcie tej sfery, bo szkoda czasu na mało satysfakcjonującą relację intymną z partnerem, któremu po prostu się „nie chce”… 😉


Na podstawie: independent.co.uk

 


Związek

Ile człowiek może znieść zła, cierpienia, ciężaru? Życie nie zawsze toczy nam się z górki, czasem musimy biec pod prąd

Magdalena Lis
Magdalena Lis
3 czerwca 2017
Fot. iStock/Goxy89

Mój pierwszy mąż był taksówkarzem. Miał taką zasadę, że pracował tylko za dnia, nocki brał w wyjątkach sytuacjach. Nasze małżeństwo niczym nie wyróżniało się z tłumu. Jak większość młodych na dorobku mieliśmy na głowie kredyt, na co dzień pracę, wakacje raz w roku i co któryś weekend spędzany w najbliższym przyjacielskim gronie.

Pierwszym sygnałem ostrzegawczym niosącym złe nowiny były powroty męża tuż nad ranem. Wyjątkowo często zastępował kolegę, biorąc w miesiącu nawet po dziesięć nocek. Któregoś poranka wzięłam do ręki jego telefon, a on niby w żartach natychmiast mi go zabrał.

Znałam na pamięć te wszystkie żarty dotyczące taksówkarzy, traktujące ten zawód jako mający predyspozycje do zdrady. Wierzyłam jednak, że to niemożliwe, żeby mnie mogło coś takiego spotkać. Przecież mąż mnie kochał, cieszył się naszym wspólnym życiem, domem, rodziną. Miesiąc później dowiedziałam się, że tymi dodatkowymi nocami to owszem kursował, do sąsiedniej miejscowości do osiem lat od siebie młodszej pani.

Rozwód załatwiliśmy szybko i sprawnie, mąż mnie częściowo spłacił, wyprowadziłam się do matki. Kolejne kilka lat spędziłam sama. Jedynym czego bardzo mocno żałuję i żałowałam, jest fakt, że nie mam dzieci, do końca życia będzie mnie to bolało.

Niech żyje bal

Do czasu rozwodu byłam osobą bardzo towarzyską, później z biegiem czasu zaczęłam unikać ludzi. Kiedy koleżanka poinformowała mnie o zbliżającym się balu absolwentów na który zostałam zaproszona struchlałam. Oczyma wyobraźni widziałam swoje piękne koleżanki, którym życie się dobrze poukładało. Bałam się konfrontacji ze znajomymi ze szkolnych lat, przecież od ostatniego spotkania tak wiele czasu już minęło. O czym miałam im opowiadać? Że jestem bezdzietną rozwódką, która do tego na przełomie ostatnich lat sporo przytyła? Mimo stawianych przeze mnie oporów znajomi nie dali za wygraną, postawiłam wszystko na jedną kartę spakowałam walizkę i wyjechałam.

Podczas wieczornej kolacji dosiadł się do mnie mój kolega Marek. Pocałował mnie w oba policzki na przywitanie. Przetańczyliśmy razem całą noc, dzięki niemu wręcz brylowałam w towarzystwie, dawno się tak nie śmiałam. Kiedy wracaliśmy nad ranem taksówką do hotelu nie miałam pojęcia gdzie nam uciekły te ostatnie godziny. Ta noc mogła nie mieć dla mnie końca. Po raz pierwszy od bardzo dawna czułam się szczęśliwa.

Nie ma na co czekać

Marek był wdowcem, ojcem nastoletniej córki Kingi, mieszkał w Rogalinie pod Poznaniem. Jego żona zmarła kilka lat wcześniej, chorowała na stwardnienie rozsiane. Szybko postanowiliśmy, że nie ma na co czekać, przecież młodsi już nie będziemy. Zamieszkaliśmy wszyscy razem, wraz z moją matką u niej w domu. Wiedliśmy spokojne małżeńskie życie, Kinga wcześnie zaszła w ciąże, wnuk Marka wnosił wiele radości do naszej rodziny. Tuż przed chrzcinami małego Fabiana mój mąż przeszedł rozległy zawał. Modliłam się, by wyszedł z tego cało.

Sanatorium

Lekarz zalecił Markowi miesięczny pobyt w sanatorium. Nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długi okres czasu. Wiedziałam, że to dla jego dobra. Czy byłam zazdrosna? Trochę. Ale jednocześnie też powtarzałam sobie, że jego pobyt tam będzie upływał głównie na zabiegach i odpowiedniej rehabilitacji. Odrzucałam kłębiące się w mojej głowie scenariusze, że kuracjusze organizują tam wieczorki z tańcami, że taki pobyt to siedlisko romansów. Odwiozłam Marka na miejsce, zostałam do wieczora, spacerowaliśmy po parku otaczającym budynek. Po czułym pożegnaniu nadszedł czas by się rozstać. Mąż zapewniał mnie o swoim uczuciu, do domu wróciłam późno w nocy, zmęczona, ale szczęśliwa.

Do you speak english?

Mój mąż zawsze był mężczyzną atrakcyjnym i bardzo zadbanym. Kiedy po miesiącu nieobecności wrócił do domu, miałam wrażenie, że promienieje. Szybko wrócił do pracy w firmie, w której od lat pracowaliśmy razem. Zdecydowani zmienił swój tryb życia oraz przyzwyczajenia. Często wyglądał na zamyślonego, był jakby nieobecny duchem. Zaczął pilnie uczyć się angielskiego, zapisał się na prywatne lekcje oraz zakupił dodatkowo kurs domowy. Sytuacja w domu zrobiła się napięta. Kiedy próbowałam dociekać, czy coś go gryzie, czy może coś się stało momentami wybuchał agresją. Czepiał się mnie, zaczął wytykać mi moje wady. Awantury były na porządku dziennym, a każda o nic. O seksie nie było mowy, bo Marek był nieustannie zmęczony. Wiedziona złym doświadczeniem którejś nocy postanowiłam przejrzeć jego telefon. Powód niechęci mojego męża do mnie miał na imię Marlena i mieszkał w Aberdeen, w Szkocji.

Kumulacja

Przeżycie drugiego rozwodu było dla mnie totalnym końcem świata. Całe życie pragnęłam stabilizacji, tego, żeby wszystko miało swoje miejsce, a tu nagle kolejne rozstanie na które nie byłam gotowa. Chciałam dać mężowi szansę, chciałam mu wybaczyć, pragnęłam by wrócił, ale on już podjął znaczące decyzje. Dziś wiem, że mieszka Szkocji wiodąc spokojne szczęśliwe życie. Wolałabym, żeby mnie tak jednorazowo zdradził. Żeby to był alkoholowy wybryk, chwila zapomnienia, niezobowiązujący skok w bok. Tymczasem on się zwyczajnie zakochał. Strasznie mnie to bolało.

Kiedy myślałam, że najgorsze już za mną to poważnie zachorowała i w ciągu niecałych trzech miesięcy zmarła moja mama. Odeszła kobieta która była moim wielkim oparciem, moim wszystkim, moją opoką. Straciłam kogoś kogo kochałam najbardziej na świecie. To zdarzenie przypłaciłam ogromnym załamaniem nerwowym. Dziś wiem, że wpadłam w depresję.

To nie ma sensu

Jedyne o czym wtedy myślałam, to ile człowiek może znieść zła, cierpienia, ciężaru? Przeżyłam dwa rozwody, śmierć matki, i jedyne o czym marzyłam to odejść z tego świata. Wzięłam kilka tabletek na migrenę, całe moje zapasy, całość popiłam winem. Nie pamiętam kiedy zasnęłam. Znalazła mnie szwagierka, bo pilnie czegoś ode mnie akurat zupełnym przypadkiem potrzebowali. Przytomność odzyskałam w szpitalu, widząc przy łóżku zapłakaną rodzinę. Od lekarzy wiem, że gdyby znaleźli mnie chwilę później mogłoby być po mnie. Dotarło do mnie, do jakiego kroku się posunęłam. Dziś żyję, bo wiem, że na świecie są jeszcze dobre anioły. Nikt mnie tak bardzo nie wspierał w tamtym czasie jak moja najbliższa rodzina.

Pod prąd

Życie nie zawsze toczy nam się z górki, czasem musimy biec pod prąd. Wiem, że chcąc odejść byłam egoistką, bo mimo wielu strat wciąż mam wokół siebie osoby, dla których jestem ważna, które mnie kochają. Pani psycholog do której zostałam skierowana ze szpitala wyjaśniła mi, że myśli samobójcze należy zawsze traktować poważnie. Nie obarczyła mnie winą za ten krok, pokazała, że wymagam wsparcia i pomocy. Dziś staram się z uśmiechem patrzeć przyszłość, bo wciąż jest mi dany największy dar, którym jest życie.


Zobacz także

„Zrobię dla ciebie wszystko…”. O co twój partner nigdy nie powinien cię prosić

Słuchajcie, panowie. Wiecie, czego kobiety naprawdę potrzebują? Nie? To ja wam powiem

Dlaczego żonaci faceci żyją dłużej? Ta lista wszystko tłumaczy