Lifestyle Związek

365 dni miłości. Niesamowity projekt męża dla żony

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
11 kwietnia 2016
Fot. Screen z Facebooka / Curtis Wiklund Drawings
 

Fotograf i ilustrator Curtis Wiklund przez cały rok ilustrował swoje życie z żoną. Rysunki są przepełnione czułością. Miłość w codzienności naprawdę porusza serca, bo kto z nas, nie chciałby codziennie odnajdywać jej w chwilach wielkich i całkiem malutkich. Obejrzyjcie jak miłość maluje życie.

 

 

 

Jordin watched the season finale of Castle today. Those who watch it understand.(Day 75- 05/17/11)http://drawings365.com/http://www.facebook.com/CurtisWiklundDrawings

Opublikowany przez Curtis Wiklund Drawings na 18 maja 2011

 

Back-scratching as a sedative.(Day 107- 06/20/11)http://drawings365.com/http://www.facebook.com/CurtisWiklundDrawings

Opublikowany przez Curtis Wiklund Drawings na 21 czerwca 2011

 

 

 

 

 

 

 

Cały projekt – dzień po dniu, obejrzycie na blogu autora: drawings365.


Źródło: drawings365Instagram, Facebook,


Lifestyle Związek

9 bardzo dobrych rzeczy, które doceniasz, gdy stajesz się coraz starsza

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 kwietnia 2016
9 bardzo dobrych rzeczy, które doceniasz, gdy stajesz się coraz starsza
Fot. iStock / Joey Boylan
 

Już postanowiłam: w tym roku znowu będę o 365 dni starsza. I nawet nie próbujcie mnie przed tym powstrzymać. Może to i niepopularne, pewnie większość z moich znajomych wolałaby być ciągle młodsza i wyglądać jak siostry swoich córek, albo lepiej córki tych córek… Chyba nie wiedzą ile dobrego kryje się w stawaniu się coraz starszym. A że jedna zmarszczka więcej? Mniej jędrna pupa i może nawet siwy włos? To wcale nie jest wygórowana cena za to, co dostajesz w zamian.

Tylko zobacz:

1. Nikt nie ma już prawa mówić ci jak masz żyć

Sama to sobie powiesz, wybierzesz (być może raz, drugi źle, ale w końcu wyjdziesz na prostą i będziesz z tego dumna), a gdy tylko nadejdzie taka możliwość – krok po kroku zrealizujesz. A potem sama przed sobą za to odpowiesz i rozliczysz ze swoich planów i marzeń. Jakie to cudowne nie musieć się przed nikim tłumaczyć!

2. Przestajesz czuć, że zawsze musisz mieć rację

Bo jakoś to z wiekiem samo ci przychodzi do głowy, że wcale nie musisz. Albo nawet, że pewnie równie często jak masz rację, to jej nie masz. A w ogóle to nie ma co tracić czasu na takie „przepychanki”. Niech każdy żyje w zgodzie z tym, w co wierzy i co uważa za słuszne. Dużo ważniejsza niż umiejętność przekonania kogoś do swoich racji jest umiejętność wysłuchania go i wyciągnięcia z tego dla siebie jakiś wniosków.

3. Przestajesz oceniać

I czujesz o kolejny ciężar mniej. Przyjmujesz ludzi takich, jakimi są, z ich niedoskonałościami, bo wiesz już, że to one właśnie sprawiają, że drugi człowiek może być tak interesujący. A poza tym akceptacja daje ci spokój, podczas gdy próba zmieniania kogoś i „wyprowadzania go na ludzi” burzy (nie tylko twój) spokój wewnętrzny.

4. Zaczynasz chcieć mniej

Nie chodzi o to, by mniej dobrego oczekiwać od życia, ale o to, by pozbyć się złudnego przekonania, że bogactwo materialne daje szczęście. Żyjesz już na tyle długo, by rozumieć, że prawdziwe szczęście dają nam inni ludzie, to, jakie w nas wzbudzają emocje, jak wpływają na naszą chęć rozwoju, stawania się kimś lepszym, kimś więcej. Z wiekiem przestajesz się koncentrować na gromadzeniu, zaczynasz pozbywać się tego, co niepotrzebne.

5. Zyskujesz cudowną pewność siebie

I to, co ciekawe, ona przychodzi do ciebie sama. Zjawia się całkiem niepostrzeżenie i sprawia, że z cichej myszki zmieniasz się w prawdziwą lwicę. Z wiekiem uczysz się bronić swojego zdania i samodzielnie podejmować decyzje. No przecież masz ku temu wszelkie predyspozycje: życiowe doświadczenie, sukcesy i porażki. Ty po prostu umiesz już zdecydować i nie zastanawiasz się: „ A jak postąpiłby mój tata?”.

6. Przestajesz się spieszyć

Bo widzisz, że im prędzej biegniesz, tym więcej czasu za tobą. A przecież lubisz, a może nawet kochasz życie. Przeżywasz więc każdą chwilę coraz bardziej intensywnie, żeby jej nie stracić, nie zmarnować. Częściej też wracasz do przeszłości, ale nie po to, by ją rozpamiętywać, ale po to, by czerpać energię z tego, co było w niej dobrego. A czasem jeszcze po to, by wybaczyć.

7. Przestajesz traktować swoje ciało jak twoją jedyną wizytówkę

I mieć do niego stale pretensję, że nie jest takie jakbyś chciała. Rozumiesz już przecież, że twoje ciało wygląda dokładnie tak, jak sobie na to zasłużyłaś swoim do niego podejściem. Ono jest trochę mapą twojego życia, z zapisanymi na niej najważniejszymi wydarzeniami. Nie katujesz się bezsensownie ćwiczeniami, ale uważasz na to co i jak jesz,  wybierasz taką formę aktywności, która przynosi Ci prawdziwą satysfakcję.

8. Masz lepsze relacje z rodzicami

Bo zaczynasz ich rozumieć. Zwłaszcza jeśli sama jesteś matką, wasze doświadczenia w pewnych obszarach stają się podobne. Masz więcej cierpliwości, więcej refleksji, stać cię już na kompromisy.

9. Nie jesteś już taka „bardzo serio”

Bo nie obchodzi cię za bardzo to, co myślą inni. Kiedy byłaś dzieckiem, było to dla ciebie naturalne, potem na chwilę zatraciłaś umiejętność by odnaleźć ją w jakimś zwrotnym punkcie swojego życia.

Skoro starzeć zaczynamy się już w momencie przyjścia na świat, wygląda na to, że wszyscy żyjemy już tak jakiś czas starzejąc się i chyba wcale nie jest tak źle, prawda? Życie oglądane przez szeroki pryzmat doświadczeń, wzlotów  i upadków wygląda znacznie ciekawiej, niż to, na która patrzysz przez wąziuteńkie okno twojej młodości. Pomyśl o tym.


Lifestyle Związek

Uwolnij się od stresu. Najbardziej ograniczają cię przekonania

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
11 kwietnia 2016
Uwolnij się od stresu. Najbardziej ograniczają cię przekonania
Fot. iStock / Vladimir Piskunov

Stres. Towarzyszy nam dosłownie wszędzie. Oplata, paraliżuje – czasem pcha do działania. Zdarzyło ci się usłyszeć od starszych pokoleń, że mimo wszystkiego, mimo trudu sytuacji, w której żyli, im żyło się łatwiej? Dokonywali innego rodzaju wyborów? Jest w tym sporo racji, bo to co dziś jest naszym największym „dobrem”, jest też największą barierą jaką można mieć.

Ciągłe oczekiwania i wieczny wyścig. Gra, w której zasady ulegają nieustannym zmianom. I te warunki. To najtrudniejsze. Szczególnie, gdy odkrywamy jak wiele z tych „zasad” narzucamy sobie nieświadomie sami. A co, najbardziej nas ogranicza?

Grzech główny, największy. Rodzi prawie niekończące się i samoodnawialne ciężary…

Zadowalanie innych

Nosisz na plecach olbrzymią odpowiedzialność, bo zawsze jest ktoś lub coś, o czym/ kim musisz myśleć. Zawsze jest coś, co pojawia się i ustala priorytety. A ty? Musisz gnać, brnąć, robić, wygrywać i zmieniać. Myślisz, że ktoś od ciebie tego oczekuje, a skoro oczekuje – twoim zadaniem jest te oczekiwania spełnić. Ciągle musisz.

Stresujące, prawda?

Jak często zadowalasz siebie? Jak wiele razy robiłaś/eś coś wbrew własnym potrzebom czy planom, dlatego że,  pojawiało się jakieś ALE?
– olałbym to, ALE… ktoś potrzebuje mnie/mojej pomocy
– odmówiłbym, ALE nikt inny temu nie podoła
– a co, nie dam rady? JA?!
– strasznie tego nie lubię/nie chcę/nie potrafię, ALE nie mam innego wyjścia
– trudno, ALE moje plany/marzenia/zobowiązania, muszą zaczekać – bo sobie przecież mogę odmówić, ALE nie innym.

Moment, w którym zdasz sobie sprawę, z tego, jak wiele robisz tylko z powodu innych (często, tych których zdanie i poważanie wcale cię nie obchodzą) jest trudny, ale przełomowy. Zadaj sobie tylko jedno pytanie, następnym razem, gdy poczujesz, że ścigasz się z czymś kompletnie dla ciebie nieważnym: „Po co?”.

Od tego zadowalanie niewinnie się zaczyna. Nagle przygnieciony stresem, odkrywasz, że…

„Mogę (a raczej muszę) więcej (jeszcze więcej)”

Tego wyścigu z założenia nie da się ukończyć (nie wygrać, w ogóle ukończyć). Zawsze można jeszcze więcej (mieć, robić, osiągać) – pytanie po co? dla kogo? jakim kosztem? I każdy w pewnym momencie, dotrze do swojej granicy, tej po której przekroczeniu koszt zawsze będzie za wysoki.

Płacimy nieustannie za podążanie w myśl „im więcej wysiłku włożę, tym lepiej”. Tylko, że czasem bez względu na to ile z siebie damy, nie przyniesie to nam oczekiwanego lub adekwatnego rezultatu. Przyniesie za to sporo stresu. Stresu, że nawalamy, że nie potrafimy,  że zawodzimy siebie i innych. Przyniesie też wiele napięcia i frustracji. Bo tracimy zdolność do odpuszczenia. Sobie. Komuś. Okolicznościom. Tracimy wtedy cenną możliwość do rozwoju – elastyczność.

Więcej siły

Po prostu musisz mieć więcej siły, zawsze. Jeszcze trochę, bo…

– co by było gdyby… – może wszystko potoczyło by się inaczej, gdybyś miał więcej siły i przezwyciężył „to wszystko”
– nie możesz okazać swojej słabości
– nie ma innego wyjścia – na pewno ten stres jest wynikiem niedostatecznej siły, gdybyś ją miał, wszystko wyglądało by inaczej (znamy tę śpiewkę, wieczne racjonalizowanie, żeby jeszcze ciut, kapeczkę z siebie wycisnąć – oczywiście dla większego dobra…)
– proszenie o pomoc lub jej szukanie, to ryzyko (a przecież ryzyko to stres, więc nawet nie bierzesz pod uwagę tego, że już ponosisz – i poniesiesz jeszcze większe – koszty emocjonalne).

Tak to się zwykle zaczyna i toczy. Toczyć może się naprawie długo, zupełnie niepotrzebnie, bo przecież wszystkie argumenty są logiczne i sensowne. Nic w tym dziwnego, musisz przekonać najważniejszą osobę – siebie.

„Muszę mięć rację”

Bo mylić się, to:
– wyglądać źle w oczach innych
– przyznać się do niepowodzenia, błędu
– musieć się doskonalić, a nie ścigać
– potrzebować innych i być od nich zależnym.

To trudne, ale mieć zawsze rację – to być w ciągłym napięciu. Popełniaj błędy (przecież na nich najlepiej się uczyć i dzięki nim możesz wiedzieć następnym razem więcej) – przyjmij złość, frustrację czy smutek – nie martw się będą tylko chwilowym, przelotnym gościem. Taki gość – nawet nieproszony, który wpada na 20 minutową kawę, zawsze jest mniej uciążliwy niż ciocia klocia z dwumiesięczna wizytą – lub stres – twój prawdziwy lokator na dziko.

Szybciej

Skoro już powtarzałeś sobie, że możesz i musisz więcej – na pewno tez mówisz sobie, że możesz szybciej. To przecież takie oczywiste: więcej = szybciej, a szybciej = więcej, i więcej i szybciej i tak w kółko. Czy to może mieć swój punkt zwrotny? Miejsce, w którym wreszcie się skończy?

Przykro mi, ale prędzej czy później zaczniesz „zjadać własny ogon”.

„Moja wina…”

„Przyznaj się, przeproś i idź dalej” – mówi amerykańskie przysłowie. Ciągle rozpamiętywanie błędów, gaf – szczególnie tych popełnionych nieumyślnie nikomu nie pomoże, niczego nie naprawi. Idź więc dalej, stojąc w miejscu niczego nie zmienisz, oprócz własnego przekonania o swoje wartości, umiejętnościach, priorytetach… niestety na gorsze. Bo przecież, jak można było byc tak głupim/ślepym/nie dość dobrym… Przerwij to koło, zanim sam się ugryziesz.

Uwolnij się od stresu

To główni winowajcy twojego stresu. Pamiętaj o dobrej wiadomości, to przekonania, twoje przekonania i masz najlepszą broń, żeby z nimi walczyć, swoją świadomość. Nie pozwól na to by samemu zapędzić się w kozi róg. Nie zawsze wszystkie zmiany możesz wprowadzić „od ręki”, nie zawsze będą łatwe – ba! prawie nigdy, bo prawdziwa przepychanka trwa w twoim „myślę/nauczono mnie/ wparto, że powinienem lub muszę”, a tym, co po bezlitosnym obdarciu z przekonań zostaje naprawdę.

Życzę wam na tej drodze powodzenia i czasu na odpoczynek – szczególnie, gdy stres zjada was od poniedziałku do piątku, bo jak napisał Mike Clayton: „Nikt nie powiedział jeszcze na łożu śmierci: Żałuję, że nie pracowałem więcej…”*.


Źródło: *na podstawie: Zarządzanie stresem, czyli jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, Mike Clayton.


Zobacz także

Pieniądze to nie wszystko, teraz pora na prawdziwe życie. Czasem trzeba po prostu odpuścić

„Kobiety, które czytają zbyt dużo są niepłodne”. 10 bzdur na temat kobiecego ciała, w które niektórzy do dzisiaj wierzą

Ja ogarnąć szkolny chaos? Każdy ma swój sposób. Akcja „Rodzic wraca do szkoły”