Zdrowie

Stres wpływa nie tylko na twoje myśli i uczucia. Groźne skutki odczuwamy w całym organizmie

Redakcja
Redakcja
27 grudnia 2021
fot. Kayoko Hayashi/iStock
 
Stres wpływa nie tylko na twoje myśli i uczucia. Zbyt wysoki poziom obniża nasz układ odpornościowy, powoduje wysokie ciśnienie krwi, choroby serca, otyłość, cukrzycę i zaburzenia w funkcjonowaniu układu pokarmowego. Dowiedz się o mechanizmach działania zbyt silnego stresu i sposobach, by im zapobiegać.

Efekt stresu jest bardzo różnorodny i wpływa na cały nasz organizm. Może bowiem wpływać na naszą płodność, na naszą odporność, predysponować do wielu chorób, generować nieprawidłowe zachowania: powodować, że więcej jemy, więcej śpimy lub przeciwnie: przestajemy jeść i spać.

„Angażowanie się w ryzykowne, niekorzystne dla naszego zdrowia sytuacje, szczególnie jeśli trwa to zbyt długo, skutkuje obniżonym nastrojem. To może prowadzić do nerwicy, depresji i innych zaburzeń psychicznych, ale także zaburza funkcjonowanie układu krążenia, układu metabolicznego, osi wątrobowo-jelitowej, osi mózgowo-jelitowej. Poza tym wpływa na koncentrację i zdolność przyswajania pewnych sytuacji, co może mieć bardzo wyraźne implikacje społeczne” – wymienia dr hab. n med. Wojciech Marlicz z Katedry i Kliniki Gastroenterologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

Społeczeństwo chore na stres

Co więcej – stres ma niezwykle istotne znaczenie dla kondycji zdrowotnej społeczeństwa. Jak wynika z badania Wobasz (2017) na temat nadwagi i otyłości w Polsce, prawie 10 milionów Polaków spełnia kryteria zespołu metabolicznego, co druga osoba w Polsce ma nadwagę lub jest otyła (dotyczy to także dzieci i nastolatków), co trzeci Polak choruje na nadciśnienie tętnicze, wielu z nas ma nieprawidłowy profil lipidowy ponad 3 miliony Polaków choruje na cukrzycę.

„W wielu metaanalizach i badaniach randomizowanych wykazano, że otyłość i nadwaga zwiększa ryzyko depresji i odwrotnie – depresja, obniżony nastrój, zwiększają ryzyko otyłości” – zwraca uwagę specjalista.

A nadmiar kilogramów, jak wiadomo, to czynnik ryzyka takich chorób jak: cukrzyca, dyslipidemia, miażdżyca, choroba niedokrwienna serca, nadciśnienie tętnicze, udar mózgu, niektóre nowotwory złośliwe, choroby kostno – stawowe, przyczynia się do powstawania wad postawy, płaskostopia, koślawości kolan, poowoduje niewydolność krążenia, zespół bezdechu w czasie snu czy niepłodność, predysponuje do rozwoju stłuszczenia wątroby. Badania wskazują, że wraz ze wzrostem BMI ponad wartości prawidłowe proporcjonalnie wzrasta umieralność.

Jak głowa łączy się z jelitami

Z badań ankietowych przeprowadzonych kilka lat temu przez zespół dr Marlicza, we współpracy z prof. dr hab. n. med. Ewą Stachowską z Katedry i Zakładu Żywienia Człowieka i Metabolomiki Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego podczas Woodstock Rock Festiwali wynika, że nawet 20 proc. młodych osób, które deklarują w badaniach duże narażenie na stres, zgłasza występowanie dolegliwości bólowych brzucha oraz zaburzenia rytmu wypróżnień.

„Bardzo ważną rolę odgrywa tu oś mózgowo-jelitowa, mamy bowiem do czynienia z bardzo dynamicznym procesem komunikacji pomiędzy centralnym układem nerwowym, obwodowym układem nerwowym i przewodem pokarmowym. Wynika z tego, że stres wpływa na różnego rodzaju układy: na oś podwzgórze-przysadka-nadnercza, na generowanie hormonów. Stres w pierwszym rzędzie wyzwala wydzielanie kortyzolu” – mówi dr Marlicz.

Kortyzol powszechnie nazywany jest hormonem stresu. Jego wydzielanie w reakcji na bodziec stresowy to konieczna reakcja fizjologiczna, która pomaga nam radzić sobie w trudnych, zagrażających sytuacjach, ale warto pamiętać, że jego uwolnienie z kory nadnerczy uruchamia całą kaskadę kolejnych reakcji biochemicznych. Wskutek tego jest również odpowiedzialny m.in. za reakcję immunologiczną organizmu, wzrost ciśnienia krwi oraz za łagodzenie stanów zapalnych. Cała ta kaskada może być groźna dla zdrowia, jeśli jest uruchamiana zbyt często, czyli wtedy, gdy na przykład stres utrzymuje się zbyt długo. W efekcie może pojawić się na przykład zwiększone łaknienie i wzrost masy ciała.

W reakcji na stres olbrzymią rolę odgrywa oś mózgowo-jelitowa, gdzie pierwsze skrzypce gra mikrobiota, czyli miliony mikroorganizmów zasiedlających nasz układ pokarmowy. Jest ona źródłem wielu cząsteczek, białek, hormonów, substancji endogennych i metabolitów, które oddziałują na nasz organizm.

Silny i długotrwały stres wpływa bardzo niekorzystnie na mikrobom.

„Mówiąc o osi jelitowej musimy wspomnieć także o tzw. barierze jelitowej – to struktura złożona z nabłonka jelitowego, bakterii, śluzu, śródbłonka i komórek układu nerwowego, taka cienka czerwona linia, która jest pomiędzy  przewodem pokarmowym a układem wrotnym i układem krążenia. Jej zadaniem jest z jednej strony selekcjonowanie mikro- i makroelementów z pożywienia i decydowanie, które mogą wniknąć do organizmu człowieka, a z drugiej strony ochrona przed różnymi intruzami oraz wyrzucanie do światła przewodu pokarmowego różnych zbędnych substancji z naszego organizmu” – wyjaśnia specjalista.

Zdaniem gastrologów mikrobiota powinna być traktowana jako osobny narząd, tak jak to jest w przypadku układu dokrewnego czy układu odpornościowego.

„W literaturze znajdziemy wiele informacji na temat bakterii, które reagują na stres, co oznacza, że gdy występuje sytuacja stresowa powodująca zwiększenie poziom kortyzolu, niektóre bakterie zaczynają produkować swoje własne endogenne hormony, które też działają niekorzystnie i nasilają reakcję stresową. Do takich hormonów należy np. dopamina, serotonina, noradrenalina, GABA, acetylocholina. I w zależności od tego które hormony dominują, a których brakuje, w różny sposób wpływa to na odpowiedź organizmu na stres” – tłumaczy dr Marlicz.

Jeśli zatem w sytuacji stresowej pilnie szukasz toalety, nie powinieneś się dziwić.

Nadwrażliwe jelita i… nie tylko

Sztandarowym przykładem zaburzeń czynnościowych wywołanych stresem jest bowiem zespół jelita nadwrażliwego, czyli zespół objawów, w których dominują dolegliwości bólowe brzucha w połączeniu ze zmianą rytmu wypróżnień i wyglądem stolca (zaparcia lub biegunki), przy czym nie ma objawów alarmowych, czyli pacjent nie chudnie, nie ma krwi w stolcu, nie ma nieprawidłowych wyników krwi. Stres odgrywa istotną rolę w utrzymywaniu się tych objawów.

Chorobą, która wpisuje się zaburzenia osi jelitowo-mózgowej, jest też dyspepsja czynnościowa czyli niestrawność. To zespół objawów, które dotyczą górnego odcinka przewodu pokarmowego: dwunastnicy, żołądka czy przełyku. Pacjent może mieć odczucie, jakby ktoś włożył mu ciężarek do brzucha, ściskał paskiem w talii, może czuć mrowienie, palenie, pieczenie w przełyku lub nie do końca sprecyzowane pieczenie w nadbrzuszu, uczucie pełności, jakby ktoś nadmuchał balon, trudności w dokończeniu posiłku i wreszcie nudności i wymioty.

Gdy popatrzymy na rolę mikrobioty w chorobach przewodu pokarmowego, to właściwie trudno znaleźć taką, w której nie odgrywałaby ona jakiejś roli: od choroby refluksowej, poprzez nowotwory, po zaburzenia dyspeptyczne czynnościowe (zespół objawów powodujących dyskomfort związany z przyjmowaniem pokarmów i trawieniem, np. ból w górnej części brzucha, uczucie pełności po jedzeniu, wczesne uczucie sytości, nudności i wymioty).

„A także zakażenia wirusowe, czego przykładem jest COVID-19. Obecnie prowadzone są w Polsce badania mające na celu ocenę, jak zakażenie wirusem SARS-CoV-2 wpływa na funkcje i skład mikrobioty jelitowej” – dodaje lekarz.

Czasem te nieprawidłowości wychodzą poza choroby przewodu pokarmowego i dołączają do nich choroby metaboliczne (np. cukrzyca), choroby układu krążenia lub ich powikłania (np. zawał mięśnia sercowego czy udar) – to wszystko potencjalnie ma związek z działaniem osi mózgowo jelitowej i ze stanem mikrobioty jelitowej. A wszystkim tym chorobom  w mniejszym lub większym stopniu towarzyszą zaburzenia psychiczne takie jak depresja czy zaburzenia lękowe

Na biegunki… sen, antydepresanty i masaż

W postępowaniu leczenia zaburzeń osi jelitowo mózgowej niezwykle  ważną rolę odgrywa holistyczne podejście do zagadnienia i dobra relacja lekarz-pacjent.

„Powinniśmy zwracać uwagę na takie czynniki jak odpowiedni odpoczynek, sen, odpowiednia higiena pracy, dobre relacje w rodzinie, ale to także miejsce na wiele terapii komplementarnych, takich jak terapie manualne (masaże), hipnoterapia, akupunktura czy joga – to wszystko będzie w znaczny sposób redukować poziom stresu. Bardzo ważną rolę odgrywa też właściwa dieta. Te działania warto wspomóc włączeniem odpowiednich probiotyków oraz – w razie potrzeby – innymi lekami takimi jak prokinetyki czy spazmolityki. Czasem dobrze też jest sięgnąć po leki, które regulują układ nerwowy o działaniu centralnym, stosowane w depresji czy nerwicach – w małych dawkach bardzo korzystnie znoszą napięcie układu nerwowego i pomagają w redukcji objawów” – zaleca dr Wojciech Marlicz.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Zdrowie

Rok 2022 nie będzie łatwy! 6 pomysłów, jak ochronić siebie w nadchodzących miesiącach

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
27 grudnia 2021
fot. FreshSplash/iStock
 

Widziałam taką grafikę: stoi kobieta i mówi: „Wesołych świąt i szczęśliwego now…”. Natychmiast zasłania sobie usta i szepcze: „Dobra, ch*j, nie zapeszam”. Nie twierdzę, że nowy rok będzie fatalny! Ale nie ma już w nas tyle naiwności, ile miałyśmy w zeszłym roku. Chciałyśmy wierzyć wtedy, że szczepionki dadzą radę, że pandemia potrwa góra jeszcze trzy miesiące i wszyscy wrócimy do mniej lub bardziej, ale jednak rzeczywistości z roku 2019. Dziś wiemy, że świat zmienia się bezpowrotnie i jednak od nowego roku nie oczekujemy beztroski.

Wielu z nas dziś z lekkim niepokojem patrzy w przyszłość. Co możemy zrobić, by lepiej nastroić się do nachodzącego 2022 roku!?







1. Znajdź swoje… szydełko

Moja przyjaciółka uwielbia przygotowywać w prezencie wieńce świąteczne. Wytwarza ich każdego grudnia co najmniej kilkanaście. W tym roku usłyszałam od niej ciekawe słowa:

„Gdyby nie te moje wieńce, to ja bym kompletnie zwariowała”.

To zdanie zadziwiło i zatrzymało mnie na chwilę. Zaczęłyśmy zastanawiać się, dlaczego tak wiele znanych nam kobiet wraca właśnie teraz do robienia na drutach, szydełkowania, a nawet przemalowywania mebli. Doszłyśmy do wniosku, że z powodu niepewnych czasów, kobiety chcą znowu być sprawcze. Nie czujemy niestety tego, kiedy obliczamy arkusze Excela albo przygotowujemy kolejny raport dla szefa. Natomiast kiedy wydziergamy dziecku czapkę z pomponem albo odnajdziemy przepis babci na sałatkę z ogórków w zalewie octowej, już TAK.

Dlaczego to nas tak cieszy i przynosi ukojenie? Słoik wypełniony zielonymi ogórkami i szklącą się cebulką istnieje naprawdę. Wieniec świąteczny i czapka też. Można to potrzymać w ręku. Można odkręcić wieczko słoika i położyć słodko-słone krążki na języku. Można popatrzeć na córkę w nowej czapce.

To jest atawistyczne szczęście. Proste, namacalne, zrozumiałe i… bliskie. Podczas kiedy świat bombarduje nas niezliczoną ilością smutnych informacji.

Horoskop na 2022 r. dla każdego znaku zodiaku. Ten rok będzie zupełnie inny niż dwa poprzednie!

2. Prababciu, pomocy

Niedawno przeprowadzałam wywiad z Katarzyną Lengren, która opowiedziała, że w tych trudnych  czasach często powtarza młodym ludziom historie swojej babki, która uciekała w samym środku Rewolucji Październikowej z Rosji do Polski, z dwójką małych dzieci. Szalał wtedy wirus hiszpanki, ale nikt z jej rodziny nie zachorował. Razem z Katarzyną Lengren stwierdziłyśmy, że w tej naszych covidowej rzeczywistości warto popatrzeć wstecz, zwłaszcza jeśli ma się w rodzinie dzielne, mądre kobiety. Zatem przyjrzyjmy się ich historiom, poszukajmy wspomnień wśród żyjących przodków. Znajdźmy silne bohaterki z krwi i kości bliskie naszym sercom. To, co one przeżyły, pomoże nam przetrwać kolejny rok, który – nie miejmy już złudzeń – raczej do łatwych nie będzie należał.





3. Na dwa etaty, ale z domu

„Czuję się bezpieczniej, bo zatrudniłam się nie u jednego, ale u dwóch różnych pracodawców”, „Mam mniej pieniędzy, ale za to jest bez stresu i dlatego mam siłę więcej rzeczy sama robić w domu. Nie muszę już komuś za nie płacić”, „Jest intensywniej, ale to jednak home-office z możliwością opieki nad dziećmi”, „W końcu pracuję na własne nazwisko”, usłyszałam od przyjaciółek, kiedy spytałam, czy podczas ostatnich miesięcy zmieniły świadomie coś w swojej pracy. Większość odpowiedziała „tak” i paradoksalnie zmusiła ich do tego sytuacja kryzysowa w firmie.

Dlatego warto dziś o swoich zarobkach i miejscu pracy myśleć inaczej niż w 2019 roku. Zabezpieczać się, ale też nie bać się szukać nowych rozwiązań i źródeł dochodu. Nawet tych bardzo niekonwencjonalnym.

Mój znajomy zaczął w wakacje wynajmować swojego kampera, który do tej pory stał nieużywany w garażu, co nieźle podbudowało mu budżet domowy.

 

fot. iStock



4. Bądź gotowa wydać więcej

Nie ma co ściemniać. Rok 2022 będzie dla naszych domowych budżetów bardziej wymagający i trzeba się jakoś na to przygotować. Jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, warto sięgnąć do swoich zasobów optymizmu. Bo  łatwiej żyje się tym, którzy potrafią być elastyczni, dostrzegać potencjał chwili, zmieniać go i przekuwać! Być może w wakacjach spędzonych na Kaszubach pod namiotami z przyjaciółmi dostrzeżesz więcej atutów niż w samotnym urlopie w kurorcie w Tajlandii? A może konieczność gotowania w domu wykorzystasz jako szansę do rozwoju? Przecież zawsze marzyłaś, by sięgnąć do wegetariańskich książek Marty Dymek i Yotama Ottolenghi’ego.

5. Dawkuj wiadomości i zdrowie

„Kiedy idę w góry, nagle jakby cały świat przestawał istnieć. Wpadam w jakiś taki trans, który nazwałabym czymś na pograniczu medytacji. Gdzie jest mój umysł? Może w krainie kreatywności? Bo potem  łatwiej mi się myśli”, opowiedziała mi znajoma. Naukowcy jednak grzmią, że w podczas pandemii nie ruszamy się i tyjemy. A przecież na razie niewiele nowego wymyślono na temat odporności. Tu nadal liczy się zdrowa dieta i sport. Warto więc o siebie dbać, lecz nie tylko o ciało, ale też i o umysł. A jak troszczyć się o swoją głowę? Staraj się oszczędzać jej złych informacji. Jeśli czujesz się danego dnia słaba psychicznie, nie oglądaj programów informujących o kolejnych: zgonach, chorobach, kłótniach i politycznych nadużyciach. Chroń się w danym momencie przed tym, czego już nie jesteś w stanie unieść. To oczywiście nie oznacza, że trzeba się odciąć od wszystkich informacji. Nie! Po prostu warto je dawkować w odpowiednich dla siebie proporcjach i czasie.




6. Przygotuj się na smak nowego

Najprawdopodobniej nowy rok nadal będzie dla ciebie wyzwaniem. Nic nie wskazuje na to, że piątej fali epidemii nie będzie. Z całą pewnością więc przyjdzie nam mierzyć się ze szkołą on-line, z poszukiwaniem sposobów, by wzmocnić odporność. Na pewno będziemy zastanawiać się, w jaki sposób możemy zarabiać przy jednoczesnej opiece nad małymi dziećmi. Staniemy znów przed ogromem pytań: „W jaki sposób spotykać się bezpiecznie z przyjaciółmi?”,” Jak poznawać nowych kochanków?”, „Jak szukać miłości?”

W 2022 roku czeka nas wiele nowego i warto robić wszystko, by się na to otworzyć.

Im łatwiej będziemy się adoptować do nowych sytuacji, tym więcej będziemy mieć szans na poczucie szczęścia. Jeśli nie możesz iść do kina, wybierz się spacer. Jeśli zamknięta jest kawiarnia, wypij herbatę z przyjaciółką z termosu na ławce w parku. Wszyscy koledzy syna są chorzy, to zorganizuj mu urodziny on-line.

Kobiety, ja w nas wierzę! Od pokoleń jesteśmy wytrenowane w tym, że potrafimy robić coś z niczego, trzymać fason i uśmiechać się dla dzieci, by rosły spokojnie i szczęśliwie.


Zdrowie

Co robić, kiedy pomaganie jest ciężarem? Katarzyna Miller: jeśli nasz podopieczny jest wyjątkowo męczący, czasem trzeba go po prostu opieprzyć

Media Room
Media Room
27 grudnia 2021
Katarzyna Miller
– Przymus pomagania odbiera nam dobrą energię potrzebną do działania. Gdy więc nie można inaczej, warto znaleźć sposób, który pozwoli nam podjąć świadomy wybór, pogodzić się z tą decyzją i czerpać z niej także coś da siebie – radzi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Niemal każdemu zdarza się w życiu taki moment, gdy musi zrobić coś dla kogoś. Czasem jesteś jedynym dzieckiem obłożnie chorej matki, albo rodzina uznała, że tylko ty możesz zająć się ciotką, która leży unieruchomiona po wypadku. Największy problem pojawia się wtedy, gdy z tą niesamodzielną osobą nie mamy dobrego kontaktu. Bywa często, że w dodatku osoba, nad którą podejmujemy się opieki, nie okazuje wdzięczności, czasami z racji swojej choroby, a otoczenie uważa, że wcale nie mamy tak źle, no i w końcu to nasz obowiązek.

Psychoterapeutka Katarzyna Miller radzi, by zdobyć się wówczas na szczerą rozmowę, uświadomić mamie, siostrze, wujkowi sytuację, zawalczyć o czas dla siebie. Jej zdaniem może warto powiedzieć wprost: „Czy wyobrażasz sobie, że przez kilka dni do ciebie nie przychodzę? Nie robię ci zakupów, obiadów, prania?”. Zwrócić uwagę, że „dziękuję” raz na jakiś czas byłoby miłe.

Zawsze dokonujesz wyboru

Psycholożka podkreśla jednak, że trzeba w tych trudnych sytuacjach być też uczciwym wobec siebie – jeśli już się na to decydujesz, musisz mieć świadomość, że tak wybierasz. Bo wbrew pozorom zawsze mamy wybór.

„Nie jest tajemnicą, że nie najlepiej dogadywałam się ze swoją mamą. Ale kiedy mocno się zestarzała i była w ośrodku dla przewlekle chorych, umówiłam się sama ze sobą, że to ja będę do niej jeździła, odwiedzała ją tam i robiła to, co trzeba w takiej sytuacji. Więc choć to było dla mnie trudne, załatwiłam wszystkie sprawy, nosiłam prezenty dla pielęgniarek, dbałam żeby mama miała tam jak najlepiej. Choć tego nie lubiłam, regularnie do niej jeździłam, bo tak się ze sobą umówiłam. Wytłumaczyłam sobie, że dużo gorzej bym się czuła, gdybym tego nie robiła, miałabym poczucie, że dla swojej wygody zostawiłam w potrzebie starszą osobę, która ma tylko mnie. Nie spotkało mnie za to nigdy dobre słowo, ale ja na to nie czekałam, więc nie byłam rozczarowana. Ważne było dla mnie to, że robiłam to dlatego, że ja tak postanowiłam i to był mój wybór” – opowiada.

Wskazuje, że brzemię pomagania bierze się z wychowania w domu, gdzie szacunek wyrażany był przez dystans i posłuszeństwo, udawanie i życie pod olbrzymim ciężarem stereotypów. Wzrastanie w takich warunkach może powodować, że relacje nie są bliskie i pełne zaufania. Trudno wówczas oczekiwać, że decyzja o tym, by robić coś dla osoby, z którą nawet za bardzo nie chcemy spędzać czasu, będzie łatwa.

Może się wówczas pojawić poczucie winy, tym bardziej, że zdaniem Katarzyny Miller w naszej kulturze „wciskanie” innych w poczucie winy zdarza się bardzo często. Według niej rozszerzanie zakresu powinności pasuje wielu osobom z naszego otoczenia: rodzicom, szefom, a nawet przyjaciołom. Zwalnia ich z odpowiedzialności i pozwala na zmniejszenie poczucia winy po ich stronie. Otoczenie może więc wmawiać wówczas, że coś musimy, że coś nie wypada, że mamy obowiązek. Kluczowe pytanie, jakie sobie wówczas warto zadać samemu sobie: czego my sami oczekujemy w tej rzeczywistości, w której przyszło nam żyć?

Katarzyna Miller: Moja lekcja na życie, którą polecam innym babom jest taka, by nie mieć szczególnych oczekiwań

Nie zawsze można pomóc

Psychoterapeutka podkreśla, że warto pamiętać, że nie zawsze da się pomóc i istnieją obiektywne przyczyny, z powodu których pomoc innym bywa trudna: może cię na to nie stać (bo nie możesz porzucić lub znacząco ograniczyć pracy), nie możesz poświęcić tyle swojego czasu (bo zaniedbasz swoje obowiązki wobec innych zależnych od ciebie osób), nie chcesz rezygnować z siebie (bo czas dla siebie jest potrzebny do zachowania równowagi w życiu). Opieka nad obłożnie chorym wiąże się rezygnacją z czegoś „swojego”.

Niezbędna jest także współpraca i wsparcie ze strony innych, a z tym – gdy ktoś jest w trudnej sytuacji czy chorobie – bywa trudno.Katarzyna Miller apeluje, by pamiętać, że nie wszystko zależy od ciebie i nie możesz mieć z tego powodu poczucia winy.

„20 lat pracowałam z alkoholikami. Oni wszyscy potrzebują pomocy, ale nie wszyscy potrafią tę pomoc przyjąć. Niektórzy byli tak zwanymi wdzięcznymi pacjentami, czyli cieszyli się z tego, że czegoś się nauczyli i mieli cudowne efekty terapii. Ale byli i tacy, którzy wychodzili z gabinetu i za rogiem wracali do picia. Czy miałam czuć się temu winna? Brać to na siebie? Że może nie wszystko zrobiłam, że może nie najlepiej? Ale jeśli faktycznie zrobiłam wszystko co umiałam, jak potrafiłam najlepiej – poczucie winy byłoby bez sensu” – tłumaczy.

Przestań być śmiertelnie poważny

Z problemem przymusu pomagania zmagają się też zawodowi opiekunowie. To szalenie obciążająca praca, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Ale podobnie bywa w codziennym życiu, np. w opiece nad dziećmi, kiedy jesteśmy przeciążeni pracą i różnymi życiowymi problemami.

Psychoterapeutka radzi, by korzystać w takim momencie z daru zabawy: zanim rzucimy się w wir obowiązków domowych, warto posiedzieć ze swoimi pociechami na kanapie, „potarmosić się i pośmiać z czegoś”. Jej zdaniem może być to trudne dla niektórych, ale w tej sytuacji warto przekraczać własne zahamowania.

„Musimy zdać sobie sprawę, że zabawa czy wypoczynek są leczące i warto korzystać z tej formy spędzania czasu – także ze swoimi podopiecznymi, ktokolwiek to jest. Jeżeli opiekujemy się kimś obłożnie chorym, kto nie może już czytać czy nawet nic oglądać, można z nim np. pośpiewać, przypominać sobie jakieś fajne historie z przeszłości czy nawet z dzieciństwa, pośmiać się z tych opowieści. Chodzi o to, żeby pozwolić sobie na zdjęcie uwagi z choroby, z obowiązku, bo to czasami nie pozwala nam się wyluzować, przytłacza nas, często nadaje zbytniej powagi. Bardzo polecam wszystkim film „Nietykalni”, w którym sparaliżowany milioner zatrudnia do opieki młodego chłopaka z przedmieścia, który właśnie wyszedł z więzienia. To film, na którym od początku do końca śmiejemy się choć temat przewodni jest poważny” – mówi Katarzyna Miller.

Jak polubić trudnego pacjenta

„Jeśli nasz podopieczny jest wyjątkowo męczący, czasem trzeba go po prostu >>opieprzyć<<” – uważa psycholożka.

Ale zaraz potem dodaje, że w następnej kolejności warto mu powiedzieć, że co prawda bywa okropny, ale ma śmieszną minę kiedy się złości. I ciekawe jaką będzie miał, gdy się uśmiechnie.

„I że nie dostanie herbatki dopóki tego nie zrobi. To często rozładowuje sytuację. Bo nie chodzi o to, żeby tą osobę lekceważyć, tylko żeby spotkać się z nią jak z człowiekiem. Ja dużo jeżdżę taksówkami i często spotykam tam nadąsanych facetów, którzy w ogóle się do mnie nie odzywają. Mówię wtedy: >>Boże, taki piękny mężczyzna, a tak się złości. Brzuch pana boli?<< A on na to: >>Boli<<. Wtedy mówię: >>A, to rozumiem, faktycznie taki pan zgnieciony za tą kierownicą siedzi cały dzień, to nie dziwne<<. Wtedy on odpowiada: >>Właśnie, od dawna już myślę żeby zmienić samochód<<. I tak ta rozmowa jakoś zaczyna się toczyć, nawiązuje się nić porozumienia. I od razu jest łatwiej” – opowiada Katarzyna Miller.

Wracając do zawodowych opiekunów: zdaniem psychoterapeutki, jeśli już zdecydowaliśmy się na tego rodzaju pracę, trzeba zrobić coś, żeby nam się podobała, a samo odczuwanie „misji” nie rozładuje frustracji.

„Kiedy pracowałam z alkoholikami, byłam bardzo pyszna, zawsze obstawiałam, któremu uda się wyjść z nałogu, a któremu nie. Po czym okazywało się, że te diagnozy czasem były totalnie nietrafione. Wtedy zrozumiałam, że nie można być Panem Bogiem w niczyjej sprawie, że muszę być cierpliwa i otwarta. A nawet pozwolić sobie na rozczarowanie i coś w rodzaju żałoby za osobę, w którą w jakimś sensie zainwestowałam, a ona mnie zawiodła” – uważa psycholog.

Porozmawiajmy o zdrowym egoizmie

Żeby dobrze się kimś opiekować, niezależnie od tego, czy dlatego, że w takiej osobistej trudnej sytuacji się znaleźliśmy, czy też jest to nasz zawód, musimy zrozumieć, że nie możemy poświęcać się drugiej osobie 24 godziny na dobę. Jeśli jesteś z drugą osobą non stop – bo z nią mieszkasz – znajdź sobie jakiś swój azyl.

„To może być choćby toaleta – miejsce, gdzie każdy raz na jakiś czas musi pójść. Więc idziesz do toalety i oddalasz się na Malediwy. Masz czas tylko dla siebie. Zamykasz oczy i już tam jesteś. Choćby na pięć minut” – radzi terapeutka.

Ale nawet siedząc przy łóżku chorej osoby nie trzeba być na niej skupionym cały czas. Róbmy sobie świadome przerwy, odrywajmy myśli do czegoś miłego, czegoś co nas relaksuje. To pomoże nam przetrwać. Może warto nauczyć się i powtarzać sobie w trudnych chwilach modlitwę o pogodę ducha napisaną przez Reinholda Niebuhra odmawianą na zakończenie nabożeństwa kościelnego w niedzielę: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym znosił to czego zmienić nie mogę, odwagi, abym zmieniał to, co zmienić mogę i mądrości, abym odróżniał pierwsze od drugiego”.

A jeżeli czujemy się wykorzystywani, trzeba mówić jasno, że nie życzysz sobie dobrych rad, tylko działania. Katarzyna Miller podkreśla, że zdrowego egoizmu trzeba się uczyć i choć czasem to ciężka praca, to warto. Daje jeszcze jedną radę opiekunom, posługując się metaforą śluzy, czyli mechanizmu służącego do ograniczenia przepływu wody w kanale lub rzece, wyrównującego poziom wody, dzięki czemu można ona przepłynąć z jednego zbiornika do drugiego spokojnie, nie wpadając do niego z impetem. Psychoterapeutka radzi, by w życiu przechodzić płynnie pomiędzy zajęciami. Jak?

„Taką śluzą może być przejście przez park podczas drogi do domu, zatrzymanie się na filiżankę kawy, kupienie sobie jakiegoś drobiazgu, przystanięcie na pogawędkę z sąsiadką – cokolwiek, co sprawia wam przyjemność. Jeśli nasze zmysły są zmęczone, jeśli nasze ciało jest spięte – potrzebny jest nam relaks” – tłumaczy.

Co zatem zrobić? Położyć się na chwilę odpoczynku, wziąć gorący prysznic, posłuchać muzyki. Psychoterapeutka wyznaje, że sama podczas prysznica w sytuacji napięcia wyobraża sobie, jak wszystkie moje troski, smutki, nieprzyjemności spływają wraz z wodą.

„I kiedy wychodzę spod prysznica, jestem już w innym stanie” – zdradza Katarzyna Miller.

Pomaga też skupienie uwagi na kimś lub na czymś w swoim otoczeniu: na psie, którego można pogłaskać, na kwietniku zasadzonym na rondzie itp.

„Chodzi o to, aby wyjąć swoją uwagę z zaklętego kręgu myślenia: znowu szef miał nadmierne wymagania, a Agata z biurka obok miała focha. Gdy zmieniamy miejsce, (nawet w wyobraźni), jesteśmy gdzie indziej i nie musimy się już tym zajmować” – wyjaśnia psycholożka.

Zdaje sobie sprawę, że to trudne. Ale radzi, by uczyć się dostrzegać drobiazgi, które mogą zachwycać. Na przykład: „Nie ma już liści na drzewach, ale te gołe gałęzie tak pięknie wyglądają na tle nieba”.

„Namawiam na ucieczkę w stronę piękna, oglądanie albumów, wirtualne chodzenie po muzeach, słuchanie audiobooków, muzyki. Takie oderwanie od rzeczywistości nie dość, że wzbogaca, to jeszcze pozwala nabrać dystansu” – uważa aktorka Agnieszka Matysiak, moderatorka spotkań Opiekunowie Opiekunom.

Kiedy zaś drobne sposoby na poprawę nastroju nie działają, nie należy zwlekać z szukaniem profesjonalnej pomocy. Opiekunowie osób obłożnie chorych są szczególnie narażeni na depresję. A depresja jest chorobą, którą należy i da się leczyć.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

10 afirmacji od Katarzyny Miller. Co robić, żeby znaleźć szczęśliwą miłość


Zobacz także

„Jestem wykończona psychicznie!” Jak sobie radzić ze zmęczeniem emocjonalnym

Tętno spoczynkowe - normy, tętno za wysokie i za niskie

Tętno spoczynkowe u dorosłych i dzieci. Jakie są normy?

Jak lepiej spać?

Dzień dobry, jak minęła noc? Kilka słów do tych, którzy woleliby spać lepiej