Zdrowie

Śniadanie przed wyjściem do szkoły to podstawa. Tych produktów unikaj

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
6 września 2017
Fot. iStock/Imgorthand
 

Nie od dziś wiadomo, że śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Tą zasadą powinni się kierować przede wszystkim rodzice, ponieważ to oni odpowiadają za właściwą i zbilansowaną dietę dziecka w okresie rozwoju. To, co zje przed wyjściem do szkoły, ma wpływ nie tylko na jego dobre samopoczucie w ciągu dnia, ale także na pracę komórek mózgowych. Ponadto pełnowartościowe śniadanie zmniejsza ryzyko podjadania niezdrowych przekąsek, a co za tym idzie – sprzyja zachowaniu optymalnej wagi ciała i dobrego zdrowia.

Jak wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), młodzi Polacy tyją najszybciej w Europie. Jedna trzecia ośmiolatków zmaga się z nadwagą lub otyłością. Wśród 11- i 12-latków problem ten dotyczy ponad 18 proc. dzieci. Winą za taki stan rzeczy można obarczyć brak aktywności fizycznej w czasie wolnym, coraz częstsze zwolnienia z WF-u i złą dietę. Na każdy z tych czynników mają jednak wpływ rodzice. W kwestii żywienia większość z nich idzie jednak na łatwiznę, czerpiąc wiedzę na ten produktów spożywczych z reklam telewizyjnych. Dlatego też na stole często lądują dosładzane jogurty, kolorowe chrupki czy żywność wysoko przetworzona.

O ile nie zawsze mamy wpływ na to, co nasza pociecha zje w szkole, z całą pewnością możemy zadbać o to, co zje na śniadanie. Przede wszystkim na stole powinno znaleźć się pełnoziarniste pieczywo i kasze, wędliny dobrej jakości, nabiał bez sztucznych dodatków oraz świeże warzywa i owoce.

Tych produktów unikaj:

  • pieczywo tostowe,
  • białe pieczywo,
  • parówki z niską zawartością mięsa,
  • kolorowe chrupki,
  • dosładzane jogurty,
  • wędlina pełna konserwantów,
  • kupne kremy czekoladowe i orzechowe,
  • gotowe, paczkowane kanapki,
  • słodkie drożdżówki.

O czym jeszcze należy pamiętać?

Śniadanie nie powinno być jedzone w biegu. Dobrze, jeśli towarzyszy mu ciepła herbata. Najważniejsze jednak, by było konsumowane wspólnie, w rodzinnym gronie. W ten sposób sami stajemy się wzorem do naśladowania dla dziecka. To też idealna okazja, by porozmawiać o planach na resztę dnia.

Źródło: Hellozdrowie/Wprost


Zdrowie

Catherine Zeta-Jones pokazała się bez makijażu. My chylimy czoła

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
6 września 2017
Fot. Screen z Instagrama / catherinezetajones
 

Catherine Zeta-Jones jest jedną z największych gwiazd światowego kina. Jednocześnie zalicza się do niewielkiego grona popularnych aktorek, które stronią od skandali i romansów. Brytyjka od 17 lat jest żoną Michaela Douglasa, z którym wychowuje dwójkę wspólnych dzieci. Chociaż w ostatnim czasie zniknęła z życia publicznego z powodu choroby męża, pozostała aktywna w sieci. Jej profil na Instagramie naprawdę robi wrażenie. Na zdjęciach widać dojrzałą, pewną się kobietę, która ceni sobie naturalne piękno.

Internauci, którzy od dawna śledzą profil laureatki Oscara za drugoplanową rolę w musicalu „Chicago”, doskonale wiedzą, że aktorka chętnie dzieli się swoim życiem prywatnym. Publikuje zdjęcia z mężem, fotografie rodzinne i mnóstwo selfie, zrobionych w różnych okolicznościach. Jedno z ostatnich szczególnie przypadło fanom do gustu.

Sleeping in @casazetajones! #SelfieSaturday #CasaZetaJones

Post udostępniony przez Catherine Zeta-Jones (@catherinezetajones)

Niewiele gwiazd odważyłoby się opublikować w sieci zdjęcie bez makijażu i to tuż po przebudzeniu. A jeśli już wpadną na taki pomysł, to z reguły są to zdjęcia ustawione. No chyba, że śpią w pełnym makijażu, który dziwnym trafem nawet się nie rozmazał…

Trudno powiedzieć, czy 47-latka korzystała z zabiegów medycyny estetycznej czy też swoją urodę zawdzięcza genom. Nawet jeśli co nieco poprawiała, lekarzom udało się osiągnąć naturalny efekt. Niezależnie od tego, należą jej się brawa za odwagę – chętnie zobaczyłybyśmy podobne zdjęcia innych gwiazd. Podpisujemy się pod komplementami, które płyną od fanów z całego świata. „Piękna! Dziękuję za to, że jesteś prawdziwa” – napisał jeden z nich.


Zdrowie

7 kłamstw o życiu i szczęściu, w które wciąż wierzymy. A może czas z tym skończyć?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 września 2017
Jeśli kochasz silną kobietę, zawsze o tym pamiętaj
Fot. iStock / LisaAnfisa

Dzień dobry, nazywam się „powiedzenie”, które jest często bezmyślnie przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ile takich „mądrości” słyszymy już w dzieciństwie, jak choćby to, że prawdziwi faceci nie płaczą, a po grzeczne dziewczynki pewnego dnia przyjdzie książę na białym koniu. Dwie połówki pomarańczy już wyrządziły wielu wystarczająco dużo krzywdy, a wiara, że emocje powinniśmy ukrywać nie okazując tym samym słabości, a o seksie nie rozmawiać tylko go uprawiać rozwaliły niejeden związek.

Czasami warto dwa razy się zastanowić, nim coś powiemy i pięć razy pomyśleć nim uwierzymy w coś, tylko dlatego, że w powtarzane przez wiele lat kłamstwa w końcu stają się prawdą.

Bez pracy nie ma kołaczy

No tak, sukces osiągnie tylko ten, kto ciężko pracuje, kto się naharuje, wypruje sobie żyły. Ja jestem ofiarą tego powiedzenia, które nieświadomie przekazywał mi mój tata. Że dopóki się nie przepracuję, to kołacza nie zdobędę. Efekt – często robimy coś wbrew sobie, trudno nam uwierzyć, że to, co lubimy, co jest naszą pasją, może przynieść nam sukces tylko dlatego, że jego osiągnięcie nie sprawia nam wysiłku i z tego powodu umniejszamy wszystko to, co osiągamy zupełnie bez sensu. Bo przecież w życiu – także tym zawodowym, chodzi o to, żeby robić, co nam w duszy gra, a co wcale nie każe nam kompletować nadgodzin i stresu.

Pieniądze szczęścia nie dają

Ktoś mądry dopisał kiedyś do tego powiedzenia „ale zakupy już tak”. I bardzo dużo w tym prawdy. Jasne, że można wygłaszać górnolotne hasła, że szczęście to miłość, to rodzina, to życie w zgodzie ze sobą. Ale bądźmy ze sobą szczerzy, pieniądze bardzo do szczęścia przybliżają. To powiedzenie bardzo często jest wykorzystywane w sytuacji, gdy chcemy usprawiedliwić swoje błędy lub gdy umniejszamy sukces kogoś innego, kto pieniądze ma, mieszka w pięknym domu i wyjeżdża na fantastyczne wakacje. Czujemy ulgę myśląc, że pieniądze szczęścia nie dają, więc im ktoś bogatszy, tym bardziej nieszczęśliwy. A przecież nie o bogactwo tu chodzi, tylko o umiejętność korzystania i cieszenia się tym, co mamy, a nie dążenia do tego, by mieć więcej i więcej.

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Kiedyś przeczytałam, że skoro wszystko płynie, to nigdy nie wejdziemy dwa razy do tej samej rzeki, bo my się zmieniamy, związki i relacje ewoluują, mamy inne potrzeby, pragnienia. Tymczasem biorąc to powiedzenie za pewnik często odrzucamy drugie szanse, nie korzystamy z okazji spróbowania raz jeszcze. A przecież należy rozważyć wszystkie za i przeciw – naprawa związku, możliwy rozwój w pracy, relacja, która zasługuje na jeszcze jedną szansę. Może lepiej mieć świadomość, że niczego się nie straciło, że nie zmarnowaliśmy okazji, że zrobiliśmy wszystko, co było można zrobić,  że nie odwróciliśmy się tylko dlatego, że drugi raz nie wejdziemy do tej samej wody. Głupota.

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy

Nie cierpię tego powiedzenia, bo jest kłamstwem. Dlaczego to, co dobre ma się kończyć? I co dalej? Tylko to, co złe?  To, co dobre nie kończy się, bo zostaje w nas, w naszych wspomnieniach, zmianach, spotkaniach, wnioskach, które wyciągnęliśmy, sytuacjach, które nas zbudowały. Poza tym mówienie, że to, co dobre się kończy automatycznie sugeruje, że zaczyna się to, co złe. A przecież wcale tak nie musi być.

Po śmierci się wyśpisz

Ulubione powiedzenie pracoholików. Tymi słowami są w stanie usprawiedliwić każdą ilość czasu spędzanego na pracy. Są ludzie, którzy nieustannie pozostają w aktywności, nie zatrzymują się, nie dają sobie czasu na chwilę refleksji, powtarzają: „to jest mi potrzebne, muszę się rozwijać, jeśli nie teraz, to nigdy” i pędzą, a często uciekają przed sobą, przed tym, co im w duszy gra. Może czasami warto jednak się wyspać, odpocząć, pobyć ze sobą. To też jest w naszym życiu ważne, aby nie zagłuszać swojego wewnętrznego głosu i w końcu żyć w zgodzie ze sobą?

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą

E tam, nieprawda. Czasami trzeba się poddać, powiedzieć: „nie dam rady, nie chce mi się, nie mam ochoty, nie widzę sensu”, tylko po to, żeby w końcu zrobić krok do przodu. To powiedzenie nie daje nam prawa do słabości, do wyrażenia tego, co w nas głęboko siedzi: strachu, wątpliwości, zwątpienia, rozczarowania. Nie można walczyć wbrew sobie, wbrew temu, co czujemy tylko dlatego, że nie dajemy sobie przyzwolenia do poniesienie porażki.

Możesz wszystko, tylko uwierz w siebie

Kiedyś usłyszałam: „Moi rodzice całe życie mi powtarzali, że mogę wszystko, a to okazało się nieprawdą”. Mówiła to kobieta, która zrozumiała, że każdy z nas ma pewne ograniczenia, że życie nas zaskakuje, że nie wszystko da się przewidzieć i przezwyciężyć, że są rzeczy, które determinują naszą sytuację i na które nie mamy na nie wpływu. Tak po prostu jest i warto to zaakceptować, niż z tym walczyć.

W jakie powtarzane od lat przekonania wy wierzycie?


źrodło: zagrajmywzycie.pl

 


Zobacz także

5 pomysłów na boskie fit śniadanie

Skutki jedzenia słodyczy, których raczej się nie spodziewasz

Skutki jedzenia słodyczy, których raczej się nie spodziewasz. Tycie to nie wszystko

Co oznacza kolor twojej miesiączki. Sprawdź, czy jest powód do niepokoju