Zdrowie

To nie wymysł hipochondryków, lecz realny problem zdrowotny

Redakcja
Redakcja
17 maja 2021
 
Jeśli podczas zmian pogody czujesz się, jakbyś brnął przez grzęzawisko albo doskwiera ci ból czy złe samopoczucie, nie jesteś osamotniony – takie zależne od pogody objawy odczuwa nawet połowa populacji lub więcej. Meteoropatia sama w sobie nie jest chorobą i się jej nie leczy, choć potrafi być prawdziwą zmorą. Doskwierać może także dzieciom. Dowiedz się, co może nasilać ryzyko meteoropatii i dlaczego warto śledzić prognozy.

„Pogoda i jej zmiany mogą istotnie wpływać na nasze zdrowie i samopoczucie. Dzieje się tak, ponieważ organizm człowieka dąży do utrzymania homeostazy, czyli wewnętrznej równowagi, zapewniającej optymalne środowisko do przeprowadzania procesów chemicznych i fizycznych zachodzących w naszych ciałach, a nieustannie zmieniające się warunki zewnętrzne, stale mu to utrudniają. Skutkiem zaburzenia tej wewnętrznej równowagi, jest wystąpienie objawów meteorotropowych. Tym mianem określa się dolegliwości natury fizycznej (np. bóle), jak i psychicznej (np. obniżony nastrój), wywołane przez środowisko atmosferyczne” – tłumaczy dr Grzegorz Kaliński, klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW), który od wielu lat bada wpływ środowiska atmosferycznego na organizm ludzki.

Ekspert podkreśla, że natężenie objawów meteorotropowych zależy nie tylko od cech osobniczych danej osoby (m.in. płci, wieku, kondycji psychofizycznej, przebytych chorób), ale też od siły bodźca pogodowego, jaki wywiera presję na organizm.

„Im mechanizmy adaptacyjne organizmu są słabsze (i wolniejsze) oraz im bodziec jest silniejszy (np. szybki spadek temperatury powietrza lub ciśnienia atmosferycznego), tym większe jest prawdopodobieństwo wystąpienia przykrych objawów meteorotropowych o dużej intensywności. Z drugiej strony u osoby zdrowej, o dobrej kondycji psychofizycznej, mechanizmy dostosowawcze będą działały sprawnie i szybko, nawet przy gwałtownych zmianach pogodowych, dzięki czemu homeostaza nie zostanie zaburzona” – wyjaśnia dr Grzegorz Kaliński.

Meteoropatia: kto jest na nią najbardziej narażony

„Meteoropatia może dotyczyć wszystkich osób, jednak ogólnie rzecz ujmując, nasila się ona wraz z wiekiem, zmniejszeniem się sprawności fizycznej i osłabieniem organizmu (w tym także w sferze psychicznej, np. z powodu depresji). Najbardziej narażone na oddziaływanie pogody są osoby przewlekle chore i seniorzy. Częściej na meteoropatię uskarżają się kobiety i mieszkańcy miast. Na działanie pogody w sposób szczególny narażone są również małe dzieci, ponieważ ich organizmy nie wykształciły jeszcze w pełni mechanizmów obronnych, a pewne cechy ich organizmu sprzyjają wystąpieniu niekorzystnych reakcji (np. duży stosunek powierzchni ciała do jego masy w przypadku przegrzania i odwodnienia)” – dodaje dr Jakub Szmyd, specjalista ds. biometeorologii z IMGW, który w swoich badaniach zajmuje się m.in. adaptacją człowieka do zmian klimatu, a także właściwościami leczniczymi klimatu.

Zatem, jak zgodnie podkreślają specjaliści, wrażliwość organizmu na pogodę (meteoropatia) to w dużej mierze cecha indywidualna.

„Pewne bodźce meteorologiczne, np. wahania ciśnienia atmosferycznego, są odczuwane tylko przez niektóre osoby. Reakcja na nadchodzącą zmianę pogody następuje w różnym czasie, np. pogorszenie stanu zdrowia może zaznaczać się na kilkanaście godzin i więcej przed nadejściem frontu atmosferycznego, a u innych dopiero w trakcie jego przechodzenia” – zaznacza dr Jakub Szmyd.

Rozpowszechnienie meteoropatii w naszym społeczeństwie jest jednak naprawdę duże. Specjaliści z IMGW podają, że meteoropaci stanowią już nawet 50-70 proc. ludzi w przedziale wiekowym od 18 do 75 lat. Tymczasem jeszcze w latach 60. stanowili oni „tylko” 30-40 proc. populacji.

Skąd ta zmiana? Według specjalistów jest to cena, jaką płacimy za zmiany cywilizacyjne – m.in. niezdrowy tryb życia towarzyszący mieszkaniu w wielkich aglomeracjach miejskich, spędzanie coraz większej ilości czasu w sztucznym mikroklimacie mieszkań i biur, powszechne korzystanie z klimatyzacji, ale także starzenie się społeczeństwa. W efekcie ograniczenia kontaktu z przyrodą (w tym m.in. z deszczem, wiatrem, ciepłem, zimnem, promieniowaniem słonecznym) nasze organizmy ulegają swoistemu „rozhartowaniu”.

Jakie dolegliwości najczęściej wywołują zmiany pogody

Eksperci z IMGW wymieniają ich naprawdę sporo. Konkretnie, na liście znajdują się m.in.:

  • pogorszenie nastroju (przygnębienie),
  • obniżenie sprawności psychofizycznej,
  • pojawienie się uczucia zmęczenia i osłabienia,
  • nasilenie dolegliwości bólowych (np. migreny, bóle reumatyczne stawów),
  • senność i wydłużenie czasu reakcji,
  • drażliwość, niepokój, lęk,
  • pogłębienie stanów depresyjnych,
  • puchnięcie dłoni i stóp.

To jednak wcale nie koniec możliwych skutków zdrowotnych zmian pogody lub też ekspozycji na skrajne warunki pogodowe.

„Nawet krótkotrwałe narażenie osób z zaburzeniami układu termoregulacji na silny stres gorąca może doprowadzić do przegrzania organizmu, udaru, a w efekcie przyspieszonej śmierci. W czasie wiatru halnego na przedpolu gór występuje nie tylko zwiększona liczba samobójstw, ale też więcej osób przyjmowanych jest do szpitala na skutek zaostrzenia chorób przewlekłych, notowanych jest też więcej interwencji związanych z przemocą domową. Wyraźnie zauważalny jest również niekorzystny wpływ smogu na zdrowie, zwłaszcza osób cierpiących na astmę. Skutki wpływu pogody niekiedy mogą ujawniać się po długim czasie, np. częste narażenie skóry na działanie promieniowania UV w dzieciństwie skutkuje zwiększonym ryzykiem wystąpienia raka skóry w dorosłym życiu” – podkreśla dr Jakub Szmyd.

Dr hab. Adam Roman z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, autor książki „Podstawy biometeorologii”, wskazuje jeszcze na inne poważne zagrożenie związane z oddziaływaniem zmian pogody na zdrowie, jakim jest zwiększone ryzyko wystąpienia zawału serca. Według eksperta zdecydowana większość zawałów serca dodatnio koreluje ze zmianami pogody! Jak to możliwe?

„Przykładowo, nagłe obniżenie temperatury powietrza na skutek przejścia frontu atmosferycznego, wywołuje zmiany fizjologiczne w organizmie człowieka, których jednym z efektów jest zwiększenie lepkości krwi, co skutkuje zwiększonym obciążeniem mięśnia sercowego, co w skrajnych przypadkach może doprowadzić do zawału serca” – wyjaśnia dr Grzegorz Kaliński.

Dlaczego warto śledzić prognozę biometeorologiczną

Jak już wspomniano wcześniej, wpływ pogody na zdrowie jest w dużej mierze kwestią uwarunkowaną indywidualnie, zatem na każdego z nas dany czynnik pogodowy lub ich mieszanka może wpływać w inny sposób. Niemniej jednak warto wymienić kilka przykładowych czynników, które często powodują objawy meteorotropowe. Należą do nich m.in.:

  • szybki spadek ciśnienia atmosferycznego / silne jego wahania,
  • gwałtowne ocieplenie / ochłodzenie, a także silne upały lub mrozy,
  • silny wiatr,
  • wysoka wilgotność powietrza,
  •  burze,
  • długotrwale utrzymująca się pochmurna pogoda z opadami deszczu,
  • mgła,
  • przemieszczanie się frontów atmosferycznych,
  • smog.

Dlatego warto śledzić biometeorologiczne prognozy pogody, które starają się przewidzieć tzw. biomet. Czego można się z nich dowiedzieć?

„Biomet to potoczny skrót na określenie warunków biometeorologicznych. Biomet niekorzystny to sytuacja, w której pogoda wywiera istotny, niekorzystny wpływ na organizm człowieka (bodźce pogodowe są silne). Jako niekorzystne uznaje się dynamiczne sytuacje pogodowe związane np. z szybko przemieszczającymi się frontami atmosferycznymi, czy szybko pogłębiającym się ośrodkiem niżu, a także gwałtowne zmiany pogody (np. nagłe ochłodzenie, porywy wiatru) oraz długotrwały upał, zwłaszcza w połączeniu z dużą wilgotnością powietrza (stan parności)” – wyjaśnia dr Jakub Szmyd.

Wiedząc, że nadchodzi niekorzystna zmiana pogody osoby wrażliwe mają więc szansę w ramach „dmuchania na zimne” tak zmodyfikować swoje plany i aktywności, aby danego dnia zbytnio się nie forsować, zmniejszając ryzyko wystąpienia przykrych objawów.

„Wiedząc, że na następny dzień prognozowane są bardzo niekorzystne warunki biometeorologiczne, możemy się do nich w prosty sposób przygotować. Długi, nieprzerwany sen, zadbanie o odpowiednie nawodnienie organizmu lub dodatkowa dawka relaksu, pozwolą ograniczyć niekorzystny wpływ pogody na nasze samopoczucie” – radzi dr Grzegorz Kaliński.

Z kolei o biomecie korzystnym mówi się wtedy, gdy organizmowi łatwo dostosować się do zmian zachodzących w atmosferze i zaznacza się oddziaływanie bodźców korzystnych, np. zwiększone usłonecznienie sprzyja poprawie nastroju, a ekspozycja organizmu na działanie promieniowania słonecznego przyczynia się do produkcji witaminy D w skórze. Za korzystną uznaje się np. stabilną, suchą wyżową pogodę ze słabym wiatrem.

Różne prognozy biometeorologiczne można znaleźć m.in. na stronie internetowej: biometeo.imgw.pl.

Według specjalistów IMGW prognozę biometeorologiczną powinny bacznie śledzić także służby ratownicze, bo dzięki temu mogą m.in. efektywniej planować swoją pracę.

Jak zapobiegać meteoropatii i jej objawom

Choć nie jest to żadna choroba i się jej nie leczy, to jednak sami możemy naprawdę sporo zrobić (poza śledzeniem prognoz biometorologicznych), aby zmniejszyć ryzyko rozwoju meteoropatii lub też ograniczyć nasilenie związanych z nią dolegliwości.

„Wiedząc, że mamy skłonność do meteoropatii i znając jej przyczyny, możemy jej skutecznie przeciwdziałać. Najlepszym sposobem jest stosowanie profilaktyki pierwotnej, polegającej na częstym poddawaniu się działaniu warunków pogodowych. Najskuteczniejszym, a zarazem najprostszym przykładem takiej profilaktyki jest bierny lub aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu. Wypoczynek bierny, o małej intensywności (np. kąpiele słoneczne lub powietrzne), wskazany jest przede wszystkim osobom z ograniczoną sprawnością ruchową, natomiast wypoczynek aktywny, o większej intensywności (np. turystyka piesza, bieganie)” – osobom w pełni sprawnym ruchowo – podpowiada dr Grzegorz Kaliński.

Choć wielu z nas odczuwa wpływ pogody na samopoczucie czy zdrowie, to jednak nierzadko pytając o to lekarzy można spotkać się z lekceważeniem tego tematu. Ba! Często nawet lekarz sugeruje w takich sytuacjach kontakt z psychiatrą. Najwyższy czas, aby to się zmieniło.

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Zdrowie

Odłącz się od gniazdka!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
17 maja 2021
fot. JOYUMA/Unsplash
 

Mam taką koleżankę, która – przyrzekam – pewnego dnia poczuła tak wielkie zmęczenie, że postanowiła udawać, że … jej nie ma. Musiała się do tego dobrze przygotować. Zapewnić chorej na Alzheimera mamie – opiekę. Zawieźć psy do znajomego – by wychodził z nimi na spacery. A sześcioletniego synka – powierzyć ojcu, z którym jest rozwiedziona. Powiedziała wszystkim bliskim, że jedzie w delegację na weekend i wyłączyła telefon, odcięła sobie internet i przyrzekła sobie samej, że nie będzie sprzątać, gotować, kupować, przestawiać, polerować i same wiecie, co tam jeszcze przy  takich okazjach się robi. Postanowiła tylko być, myśleć i jeść, to co ocalało w szafkach kuchennych, a przede wszystkim odpoczywać.


Post dopaminowy?

Moja znajoma nie potrafiła nazwać tego, co robi. Po prostu intuicyjnie poczuła taką potrzebę. Mówiła: „jestem przemęczona i chcę sobie w łóżku z herbatą pod kołdrą poleżeć”. Nie wiedziała, że jest bliska najmodniejszego dzisiaj w Dolinie Krzemowej „detoksu dopaminowego”, który podobno nawet w niewielkiej dawce może spowodować neurologiczny reset naszego mózgu.

Wymaga to tylko zrezygnowania ze wszelkich stymulatorów – używek, seksu, fast foodów, cukru, ale też odcięcia się od technologii, mediów, znajomych, muzyki, a nawet sztucznego światła.

Zwolennicy tego trendu opowiadają, że po dwóch dniach ich mózg działa szybciej, a oni czują się szczęśliwsi, ponieważ wzrasta u nich wrażliwość receptorów dopaminowych. W skrócie można powiedzieć, że „nic nie robie” sprzyja zdolności odczuwania szczęścia.

Przestymulowani

W dzisiejszym świecie w zasadzie większość ludzi jest bombardowana taką ilością informacji, że nasze mózgi nie są w stanie ich przetrawić. Przyzwyczajamy się do codziennie pikających, bzyczących i wibrujących telefonów. Do setek spamów, fake newsów i niechcianych informacji od dalszych znajomych. Frustruje nas głośno rozmawiająca ze swoim mężem kobieta w autobusie, remont sąsiada za ścianą, krzyk własnego dziecka. Czy mam wymieniać dalej? Chyba każdy się zgodzi, że jesteśmy dziś w miastach przebodźcowani i uzależnieni od dopaminy i adrenaliny! Ten codzienny pęd, wydajność, pokonywanie swoich słabości i ograniczeń, kreatywność… bywa atrakcyjny, ale uzależnia.

Co więcej jeśli nasza codzienność jest stresująca, mamy skłonności do robienie czegoś, by tłumić negatywne emocje. Dlatego pijemy alkohol, palimy papierosy, a ostatnio coraz częściej zwyczajnie scrollujemy na ekranach naszych komórek obrazki i albo ciurkiem oglądamy seriale na Netflixie.

Mentalna pauza

A co by się stało, gdybyś tak jak moja koleżanka, zrobiła sobie post od bodźców technologicznych (internet, hałas miasta, dźwięki muzyki), ale też kulinarnych (weekendowy makaron z białym winem) i zgodziła się na dobrowolną izolację (od telefonu i od najmilszych znajomych) w milczeniu? Brzmi przerażająco!?

Jasne, odpoczynek w spa – to ja rozumiem. Wyjazd z przyjaciółkami nad morze i pogaduchy do nocy z kieliszkami prosecco – bardzo proszę. Albo chociaż z samotny weekend we własnym domu, ale z Netflixem i sprzątaniem swojej szafy – to przynajmniej wydaje się odrobinę pożyteczne. Ale,nie! Tu chodzi o prawdziwy detoks! O odstawienie wszystkiego, co nas stymuluje. Szok i zapowiedź nudy!

Nic nierobienie dla kogoś, kto lubi czuć się użyteczny albo kto wierzy, że jego wartość liczy się tylko wtedy, gdy stanie się „jeszcze lepszą wersją samej siebie”, będzie dyskomfortem. Być tu i teraz jest bardzo trudno. Być wystarczająco dobrą. Być nudną. Być niezabawną. Być ślamazarną. Brzmi okropnie trudno! Według psychoneurolożki prof. Ciara McCabe z Uniwersytetu w Reading – osoby, które robią „detoks od bodźców” – podobnie jak te na odwyku, mogą poczuć negatywne emocje związane z odstawieniem używki. Pojawią się wtedy zły nastrój i utrata cierpliwości.

Na szczęście większość opowiada o detoksie w superlatywach – że dzięki „oczyszczonemu umysłowi” wpadli na  fantastyczne pomysły, że odpoczęli, że zdali sobie sprawę, jak w codziennym życiu marnują czas.

Owszem martwiła ich perspektywa nudy, a nawet mieli wyrzuty sumienia, że nic nie robią. Niektórzy opisywali to jako rodzaj podskórnego niepokoju zmieniającego się nawet w rozdrażnienie i gonitwę myśli. Nic dziwnego – w ciągu ostatnich lat spadła nasza zdolność do utrzymania skupienia na jednej rzeczy. Nasz mózg kocha scrollować, czyli przeskakiwać z jednej myśli na drugą. Naukowcy twierdzą, że większość z nas nie potrafi skoncentrować się na pojedynczym działaniu na dłużej niż 30 minut, bez sprawdzenia nowych informacji w telefonie.

Jak sobie pomóc?

Owszem, mogę powiedzieć ci, że do detoksu powinnaś się przygotować wcześniej: kupić sobie smaczne zioła do zaparzania, poszukać ładnego papieru i miękko piszącego pióra, przestudiować techniki medytacji Vipasaana, okurzyć rower, poszukać bloku rysunkowego i kredek. Owszem, to wszystko może ci pomóc przetrwać detoks. Ale nie o to przecież w nim chodzi. Chodzi o to, byś lepiej poznała siebie. Tak naprawdę podczas detoksu człowiek zostaje sam na sam ze swoimi myślami i to może być dyskomfortowe. Jeśli do tej pory zagłuszaliśmy uczucia i myśli – nagle możemy się z nimi zderzyć jak ze ścianą. I poczuć… że jesteśmy okropnie nieszczęśliwi albo bezbrzeżnie zmęczeni. Gdy sobie to uświadomimy – nie będzie miło.
Ale nawet jeśli poczujesz coś niewygodnego jak: lęk czy gonitwę myśli, to tak naprawdę dobrze!

Po pierwsze dowiesz się czegoś o sobie, a po drugie, będziesz wiedziała, że masz coś, nad czym warto pracować. Jeśli uznasz, że taki detoks nie jest dla ciebie, spróbuj odstawiać bodźce małymi krokami. „Chodzi o wyłączenie sygnałów zachęcających do niezdrowych zachowań”, mówi prof. McCabe i dodaje:

„Jeżeli uważacie np., że zbyt wiele czasu poświęcacie wieczorem na zabawę telefonem, wyłączcie dźwięk powiadomień. Nie słyszycie sygnału o nowej wiadomości, nie doświadczycie wyrzutu dopaminy i nie sięgacie po telefon. Podobna sytuacja dotyczy alkoholu – jeżeli każdy wieczór spędzacie ze znajomymi w barze, zmieńcie miejsce spotkania, np. na kino”.

Jest też możliwy zupełnie inny scenariusz, bo podczas samotnego detoksu nasze myśli mogą okazać się zaskakująco kreatywne albo po prostu przyjemne. Przypomnij sobie, kiedy ostatnio udało ci się znaleźć czas na godzinę myślenia o „niebieskich migdałach” albo na zwykłe marzenia o tym, jak będą wyglądały w tym roku twoje wakacje lub w jakich okolicznościach miałaby się narodzić twoja nowa miłość.

Może warto spróbować?

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

Odłącz się od gniazdka

Grzyb do zadań specjalnych, czyli soplówka jeżowata i cztery korzyści dla mózgu

Ci którzy mogli, przenieśli się na wieś. No ale co dalej? Pandemia trwa, a nasze emocje… Właśnie: co z nimi?

„Zapominałam o spotkaniach, brakowało mi słów, szukałam rzeczy, których nie zgubiłam” Jak mgła mózgowa po COVID-19 utrudnia życie

Jak zmienia się twoje ciało, gdy odpuszcza stres?

„Wszystko się kręciło dobrze do czasu, gdy zaczęło wymykać się spod kontroli”

Brak motywacji, znużenie, stres – jak w naturalny sposób sobie z tym poradzić?


Zdrowie

Masz lepsze życie niż Ci się wydaje. Rzeczy, których nigdy nie doceniamy, bo są zbyt oczywiste

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
15 maja 2021

Moja bliska koleżanka choruje. Po długich miesiącach walki powiedziała, że choroba jest jej największym darem, lekcją, bo nigdy nie doceniłaby życia, gdyby nie lęk przed jego utratą. Niby banalne, ale na co dzień przecież nie myślimy, ile mamy. Jesteśmy w nieustannym pragnieniu posiadania więcej. Niekoniecznie rzeczy, stanowisk, pieniędzy. Bywamy tak samo głodni wrażeń, emocji, doświadczeń, nawet ludzi.

Docenienie życia wydaje się najtrudniejszą pracą na świecie. Często trafiamy na terapię w poczuciu nieustannego braku i dopiero podczas spotkań uczymy się wyławiać kawałki dobra w każdej sytuacji.

Wiele też nam uświadomiła pandemia. Lockdown zabrał nam pęd, pozbawił nas bodźców, do których byliśmy przyzwyczajeni. Ale świat nie lubi próżni. Niedawno koleżanka mi powiedziała, że gdyby nie pandemia nie doceniłaby swojego domu. Poczucia bezpieczeństwa. Codzienności. Zwykłości. A to właśnie są nasze kotwice szczęścia. Coś niezależnego od innych ludzi, coś, co możemy sami dać sobie każdego dnia. Po to, żeby poczuć się lepiej.

Poranek z kawą

Nie w biegu i w pośpiechu, bo z myślą, że trzeba odwieźć dzieci do szkoły i przygotować się do zebrania. Pandemia dała nam inny rytm dnia i wiele osób mówi, że doceniło powolność poranka.To dobrze ustawia i daje energie na dalszy dzień.

Śniadanie z bliskimi

Rozbudowana wersja punktu 1. Kto robił naleśniki w środkowy poranek? Albo miał okazję porozmawiać dłużej z partnerem? Na pewno nie ci, którzy pracowali w korporacji. Albo od ósmej rano biegali na służbowe spotkania.

Śniadanie z kimś bliskim świetnie nastraja. Ostatnio bliska przyjaciółka straciła mamę, często wspomina ich wspólny czas. Ma do siebie żal, że tyle razy mama próbowała ją zatrzymać, a ona musiała (chciała?) gdzieś pędzić. Zamiast usiąść i zjeść nawet tę niespecjalnie lubianą jajecznicę.

Zapach pieczonego ciasta i chleba

Nasz świat długo bywał, jak wielki, ekskluzywny sklep. Mówisz, masz. Dotyczyło to wszystkiego, od podróży przez weekendowe wypady, obiady w restauracjach do zwyczajnych zakupów. Od jakiegoś czasu wracamy do prostoty, wystarczy choćby zerknąć na instagram, czy grupy na Facebooku. Wypiekamy chleby, wyrabiamy ciasta, uprawiamy własne zioła. Rezygnujemy z gotowców, szukamy własnych smaków. Banalne? Ale ile daje spokoju i radości.

Kwitnący bez

Wszystko kwitnące! Nie ukrywajmy, zima dała nam popalić. Nawet ci, którzy zazwyczaj uciekają przed szarością do ciepłych krajów, musieli bardziej lub mniej się z nią skonfrontować. Nieczynne hotele, odwołane loty, lęk przed koronawirusem. Jasne, byli tacy, co mimo wszystko wyjeżdżali, ale zdecydowana większość z nas koczowała w domu.

A teraz? Dziś wyjechałam z przyjaciółmi na weekend na Podlasie. Dawno już zapomniałam, ile radości mogą przynieść kwitnące kwiaty, zapach trawy i latające chrząszcze.

Rozmowy z ludźmi

Często nie doceniamy ludzi obok. A przecież nigdy nie wiadomo, na ile są nam dani. A każdy z nich może dać nam coś dobrego, pokazać świat z innej perspektywy. Wystarcz zadzwonić. Po co to więc odkładać?

Ulubiony serial

Czy jest coś fajniejszego? Wyłączyć telefon, odciąć się i włączyć Netflixa. Inspirujące, dobre na relaks, kojące, uspokajające. Chwila na bycie w świecie, w którym akurat dziś chcesz być. Niezależnie od tego, jak wygląda twoje realne życie.

Zrobione włosy i paznokcie

Wiem, banał. Może próżne, głupie, ale jak to czasem dużo daje. Czujesz się wymięta, brudna, osowiała. Wystarczy tour urodowo- pielęgnacyjny i oto pojawia się nowa ty. Że wciąż ta sama? Chodzi przede wszystkim o to inne samopoczucie.

Kawałek własnego tarasu (a nawet balkonu)

Natura. To wydawało nam się oczywiste. Nawet jeśli mieszkamy w mieście- wystarczyło przecież wyjechać. Miejsc do wyboru i do koloru. Lockdown zmusił nas do doceniania natury blisko. Domy z ogródkiem, działki stały się marzeniem tysięcy osób. I tak to, co oczywiste- stało się wyjątkowe.

Czy gdybyśmy tego wszystkiego nie doceniali, nie widzieli na co dzień,  życie nie byłoby prostsze?

 

 


Zobacz także

Kakao - wartości odżywcze, właściwości dla zdrowia

Kakao – klucz do długiego życia. Jak ten cenny „napój bogów” wpływa na zdrowie?

Pozbądź się wstydu. 8 rzeczy, o których powinnaś powiedzieć lekarzowi

JUBILEUSZOWA KAMPANIA „POKONAĆ RAKA”