Zdrowie

Laserowa korekcja wzroku, czyli nowoczesne leczenie wad widzenia na wiele sposobów

Redakcja
Redakcja
21 grudnia 2020
 

Dzięki chirurgii refrakcyjnej zmieniło się życie setek tysięcy pacjentów na całym świecie. Jej najbardziej znana i najpopularniejsza metoda – laserowa korekcja wzroku – jest dziś liderem w walce z wadami widzenia. Czy wiesz, że taki zabieg można przeprowadzić na kilka różnych sposobów?

Chirurgia refrakcyjna – przyszłość, która jest dziś

Wady wzroku (krótkowzroczność, nadwzroczność i astygmatyzm) to taki trochę „pasażer na gapę” we współczesnym świecie. Byłoby znacznie lepiej, gdyby ich nie było, prawda? Niestety wady wzroku istnieją – i według raportów Światowej Organizacji Zdrowia, z biegiem lat będą coraz częstsze. Mamy jednak również dobre wieści – prężnie rozwija się chirurgia refrakcyjna. To dziedzina okulistyki zajmująca się leczeniem właśnie wad widzenia. Taka, po zastosowaniu której pacjenci znów mogą ostro widzieć i nie potrzebują do tego ani okularów, ani soczewek kontaktowych. Coś, co jeszcze kilkanaście-kilkadziesiąt lat temu wydawało się odległą przyszłością, teraz powoli staje się normą. Do zabiegów chirurgii refrakcyjnej zaliczamy laserową korekcję wzroku, refrakcyjną wymianę soczewek oraz wszczepienie soczewek fakijnych.

 Na czym polega laserowa korekcja wzroku?

W trakcie laserowej korekcji wzroku lekarz przy pomocy wiązki lasera odpowiednio profiluje powierzchnię rogówki. Dzięki temu promienie światła wpadające do oka będą mogły trafiać prosto na siatkówkę – a to jest konieczne, by ostro widzieć. Laserowa korekcja wzroku jest przy tym:

  • całkowicie bezbolesna – dzięki zastosowaniu miejscowego znieczulenia (podawanego w kroplach);
  • krótka – zabieg trwa dosłownie kilkanaście minut;
  • możliwa do wykonania ambulatoryjnie – pozostanie w szpitalu po korekcji nie jest konieczne, jeszcze w tym samym dniu można wrócić do domu;
  • bardzo bezpieczna – nie należy do skomplikowanych procedur, charakteryzuje się wysokim poziomem bezpieczeństwa. Ewentualne powikłania są rzadkością (poniżej 1% przypadków);
  • jednorazowa – zwykle wystarczy jeden zabieg, aby pacjent mógł znów cieszyć się ostrym wzrokiem – bez konieczności stosowania okularów ani soczewek.

Jakie są metody laserowej korekcji wzroku?

Procedurę laserowej korekcji wzroku można wykonać na kilka sposobów. Ostateczny efekt jest taki sam – główna różnica tkwi w sposobie jego osiągnięcia. Do najpopularniejszych dziś metod zaliczamy:

  • Metody powierzchowne – na początku zabiegu lekarz delikatnie usuwa nabłonek rogówki (który potem odrasta) – to pozwala na korekcję niżej położonych warstw. Do metod powierzchownych zaliczamy m.in.: EBK, PRK i transPRK. Są szczególnie polecane osobom z dużym ryzykiem urazów oka (np. narażenie zawodowe, aktywne uprawianie sportu) oraz z cienką rogówką.
  • Metody głębokie (płatkowe) – w ich przypadku nie usuwa się nabłonka rogówki – zamiast tego odchyla się jej fragment, nazywany płatkiem. Umożliwia to szybszą rekonwalescencję. Pozwalają na korekcję nawet bardzo dużych wad – do -12 dioptrii krótkowzroczności, +6 dioptrii nadwzroczności oraz 6 dioptrii astygmatyzmu. Przykładem takich metod są FemtoLASIK vOptimum oraz FemtoLASIK vDesign.
  • Metodę ReLEx® SMILE – skrót rozwija się jako Small Incision Lenticule Extraction. Jest to najnowsza i najmniej inwazyjna metoda, stosowana w leczeniu krótkowzroczności i astygmatyzmu. Dodatkowo zmniejsza ryzyko wystąpienia zespołu suchego oka w przyszłości.

Wszystkie wymienione metody znajdziesz w ofercie Specjalistycznego Centrum Korekcji Wzroku – Vidium Medica, z oddziałami w Warszawie i Krakowie.

Jak przygotować się do zabiegu laserowej korekcji?

Zanim udamy się na korekcję, najpierw musimy przyjść na badanie kwalifikacyjne, które pozwala lekarzowi poznać dokładne parametry oka, a przy okazji wykluczyć obecność ewentualnych przeciwskazań do zabiegu. Całość trwa ok. 2 h i składa się z kilku bezbolesnych badań, m.in.:

  • topografii rogówki;
  • biometrii optycznej;
  • komputerowego badania refrakcji;
  • OCT (optycznej koherentnej tomografii).

A o czym warto pamiętać przed samym zabiegiem? Poniżej przedstawiamy kilka zasad, które będą pomocne, gdy przygotowujemy się do laserowej korekcji wzroku:

  • Unikaj spożywania alkoholu na dobę przed zabiegiem (oraz przez 2 dni po nim) – chodzi tu o fakt, że alkohol wysusza oczy. Dlatego podobnie rzecz ma się z perfumami (i innymi kosmetykami) na jego bazie.
  • Nie wykonuj makijażu okolicy oczu na 24 h przed zabiegiem – a dodatkowo, w momencie zabiegu cała twarz powinna być wolna od makijażu.
  • Na korekcję przyjedź z osobą towarzyszącą – prowadzenie samochodu bezpośrednio po zabiegu jest przeciwskazane, dlatego dobrze mieć ze sobą kogoś, kto odwiezie nas do domu.
  • Skonsultuj wcześniej z okulistą przyjmowane leki – dla pewności warto to zrobić; w znacznej większości przypadków nie ma jednak potrzeby przerywać ich przyjmowania.
  • Ubierz się luźno i wygodnie – tak, jak będziesz czuć się najlepiej.

Ostry wzrok, okulary w szafie!

Laserowa korekcja wzroku to zabieg, który od kilku lat bije rekordy popularności na całym świecie. Niewiele jest operacji tak prostych, krótkich i wygodnych dla pacjenta. Dzięki niemu – a także innym metodom chirurgii refrakcyjnej – setki tysięcy osób z wadami wzroku odzyskało ostre widzenie i pozbyło się problemu. Może dołączysz do nich i Ty?


Artykuł sponsorowany


Zdrowie

Dlaczego tak trudno jest spełnić postanowienia noworoczne? 6 najczęstszych przyczyn porażki

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 grudnia 2020
Dlaczego tak trudno jest spełnić postanowienia noworoczne
Fot. iStock
 

Postanowienia noworoczne wpisały się już na stałe w nasze życie, jako nieodzowny element czasu Sylwestra i Nowego Roku. Uwielbiamy je wpisywać na kartkę, planować głośno rzeczy obowiązkowe do zrobienia i zarzekać się po raz setny, że tym razem się uda. Ale nie ma co się oszukiwać — nie każdy doprowadza swoje postanowienia noworoczne do szczęśliwego finału. Dlaczego tak się dzieje?

(Nie)spełnione postanowienia 

Statystyki pokazują, że jedynie od 5 do 8% osób, które zakładają postanowienia noworoczne, realizuje je zgodnie z planem. Większość z nas, jeśli nie wszyscy, składamy sobie pięknie brzmiące obietnice, że tym razem to już na pewno się uda, i dla odmiany damy radę. Raz wydaje się to proste, albo odwrotnie, na tyle trudne, by połechtać ambicję i przekonanie, że sobie z tym poradzimy. Tymczasem rzeczywistość weryfikuje nasze plany czasem już w pierwszych tygodniach nowego roku. I tak ci, co mieli co mieli rzucić palenie, nadal sięgają po papierosy; ci, którzy mieli schudnąć, dalej zajadają się niezdrowymi przekąskami; ci, którzy mieli biegać, obiecują sobie, że zaczną biegać od kolejnego poniedziałku. Co się właściwie takiego dzieje, że większość z nas nie jest w stanie doprowadzić swoich planów do szczęśliwego finału?

Dlaczego tak trudno jest spełnić postanowienia noworoczne

Fot. iStock/postanowienia noworoczne

Dlaczego trudno jest spełnić postanowienia noworoczne?

Jesteśmy zbyt mało zaangażowani

Brakuje nam sił, ochoty, a czasem też i czasu na to, by odpowiednio przygotować i zabrać się za realizację noworocznych postanowień. Bardzo często w przypływie chwili rzucamy obietnicę na wiatr, bez silnego przekonania, że chcemy to zrobić. A w przypadku, gdy jeszcze cierpimy na odkładanie wszystkiego do jutra, trudno o sukces. Szczególnie to odkładanie wszystkiego na później kończy żywot większości noworocznych postanowień. Niestety, samo się nie zrobi.

Zakładamy plany zbyt ambitne

Nie mierzymy sił na zamiary, zakładając wspaniałe plany, których nie jesteśmy w stanie zrealizować. Być może przez chwilę nawet i wejście na Mount Everest w klapkach wydaje się możliwe do zorganizowania. Niestety i tym razem magicznym sposobem plan się nie ziści.

A czasem podświadomie czujemy, że i tak nie damy rady, dlatego później nawet nie robimy sobie szczególnych wyrzutów z powodu klapy. O, tak miało być i tak jest. Koniec kropka.

Chcemy efektów natychmiastowych 

To jest jeden z grzechów głównych, które popełniamy planując cokolwiek do zrobienia w nowym roku. Nie bierzemy pod uwagę tego, że zmiany wymagają czasu. Trudno jest rzucić palenie w jeden dzień, i nie da się schudnąć w miesiąc 20 kg, które przybieraliśmy przez pół roku. Zakładając nierealistyczne ramy czasowe dla danego działania, z góry wskazujemy je na niepowodzenie. A gdy dostrzegamy, że nie da się osiągnąć spektakularnego efektu w krótkim czasie, zniechęcamy się do kontynuacji podjętych już działań. Podobnie się dzieje w przypadku, gdy rozdrabiamy się na drobne i stawiamy sobie na raz kilka różnych celów.

Tworzymy nieprecyzyjne założenia 

Winą niepowodzeń jest także zbyt ogólne określenie rzeczy do zrobienia. Bo przykład schudnę, ale nie wiadomo ile, zacznę biegać, ale nie wiadomo od kiedy, daje duże pole do manipulowania planami, a ostatecznie do ich porzucenia. Dopiero ubranie planów w konkretne ramy daje większą motywację do tego, by faktycznie zabrać się do działania. Tylko silne przekonanie, że chcemy tego, zwiększy prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu.

Dlaczego tak trudno jest spełnić postanowienia noworoczne

Fot. iStock/postanowienia noworoczne

Jesteśmy w tym sami

Często dzieje się tak, że chcąc osiągnąć spektakularny efekt i zaskoczyć najbliższych, decydujemy się na zachowanie w tajemnicy planów na nowy rok. Jednak takie założenie wielu osobom, zamiast pomóc, przeszkadza. Chodzi o to, że jeśli ktoś jeszcze będzie wiedział o naszym planie, będzie w stanie zmotywować, pchnąć do przodu w chwilach zwątpienia. Dzięki temu jest większa szansa na to, że uda się doprowadzić czyn do końca. Samotne mierzenie się z wyzwaniami podanego działania może być trudniejsze, choć to bardzo indywidualna sprawa.

Nie kontrolujemy postępów 

Robimy coś bez planu, na tak zwany żywioł, bez ram czasowych, więc trudno jest stwierdzić czy postępy, to co już osiągnęliśmy, to jest dużo czy mało. Kontrola działań pozwala na lepsze wykorzystanie czasu i energii, a tym samym zwiększa prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu.


źródło:  mojapsychologia.pl 

Zdrowie

Stresy świętego mikołaja… Czyli kilka zagadnień, które każdy rodzic powinien zgłębić przed Świętami

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
21 grudnia 2020
Fot. iStock

Czy co roku głowisz się nad tym co będzie dobrym prezentem dla Twojego dziecka? A może kupujesz coś po prostu na chybił trafił i dajesz bo przecież wypada? Czy wybierasz prezenty, na które Cię nie stać, po to by pokazać się znajomym? I w końcu, czy towarzyszy Ci uczucie, że jesteś tylko kokardą na prezencie, a cała Twoja rola kończy się zaraz po jego wręczeniu?

Prezenty dobre i złe?

W zasadzie większość prezentów możemy zaliczyć do kategorii dobrych. Warunek jest tylko jeden. Prezent jest odpowiedni jeżeli wynika z wiedzy o naszym dziecku i jego potrzebach. Jeżeli dołożymy do tego relację rodzic – dziecko uzyskamy prezent idealny. Przy wyborze kierujmy się zatem znajomością potomka, wiedzą o jego potrzebach, pasjach, zainteresowaniach, a nie naszymi wyobrażeniami na temat tego co powinien dostać. Nie zawsze drogie, modne rzeczy będą spełnieniem gwiazdkowych marzeń. Jeżeli będziemy trzymać się wiedzy o naszych dzieciach to okaże się, że przemyślane i specjalnie dedykowane im prezenty ucieszą je o wiele bardziej niż te największe i najdroższe. Dawajmy dla wspólnej wartości, a nie dla zrobienia sobie „wolnego” lub zaimponowania znajomym. Jeżeli do prezentu dołożymy nasz czas, to nawet gadżety elektroniczne, które teoretycznie mogłyby nas odciąć od obdarowywanych – okażą się prezentem dobrym. Usiądźmy razem, zainteresujmy się, zagrajmy wspólnie w nową grę na PlayStation i na świąteczną chwilę zamieńmy się w dziecko… Bo nawet tak dyskusyjne prezenty mogą budować relację.

Jaki prezent taki święty mikołaj…

Fot. Materiały prasowe

Niestety dość często zamiast wsłuchać się w naszą latorośl, słuchamy siebie… Wybierając opcję dużo, bogato, markowo, modnie.

Drodzy obdarowujący, weźmy wspólnie głęboki oddech i zastanówmy się co o nas rodzicach mówi „góra” prezentów na Święta? Pomyślmy, czy czasem nie jest ona próbą zrekompensowania dzieciom braku naszej uwagi, czasu, swoistym zadośćuczynieniem za cały rok osamotnienia? A może jest próbą pokazania się światu kosztownym gadżetem i udowodnienia sobie samemu – że MOGĘ (nawet jak mnie na to nie stać). Czasem takie prezenty to realizacja naszych marzeń z dzieciństwa i dopieszczanie własnego wewnętrznego dziecka.

Przyjrzyjmy się temu, przepracujmy – bo tutaj chodzi też o naukę nas samych…

A później odpowiedzmy sobie na jeszcze jedno pytanie: czy nasze dzieci na pewno tego potrzebują?

Konsumpcjonizm vs. relacje

Michał Zawadka, ekspert relacji z młodzieżą i autor książek – To jest niesłychane, jak my dorośli, sami sobie zaszczepiliśmy, że dla naszych dzieci będziemy fajni dopiero, kiedy nie będzie nas widać zza góry prezentów, upominków czy regularnie pojawiających się nagród. Być może jest to konsekwencja historii, której „ogon” był naszym dzieciństwem, gdy posiadanie czegokolwiek było porządane i wyjątkowe. Niemniej jednak w trosce o relacje z naszymi dziećmi, przy dostępności dziś wszystkiego bez ograniczeń, warto zastanowić się, czy szczęście dziecka powinno się kupować i uczyć je „posiadania szczęścia”, czy warto zastanowić się z czego to szczęście wypływa. A może posłuchać słów Bruce’a Lee „Zamiast dawać naszym dzieciom, wszystko czego nie mieliśmy, nauczymy ich wszystkiego czego nas nie nauczono”.

Fot. Materiały prasowe

Oczywiście czas Świąt i prezentowych radości jest wspaniały i powinien być beztroski i szalony, a najlepsze wspomnienia z dzieciństwa to te z chwil pod choinką. I niech tak zostanie, bo nie chodzi o pozbycie się szaleństwa i wychowywanie profesorów już od najmłodszych lat. Tylko, że my dorośli tak bardzo pokochaliśmy wycenę codziennej wartości i punktowanie wszystkiego w rankingach, że bardzo często piękno czegoś dostrzegamy dopiero po wycenie, metce, nowości, czy kiedy zwraca uwagę innych. Przeniosło się to również na relacje z naszymi dziećmi. One też muszą być „naj” i posiadać wyjątkowe rzeczy, żeby móc czuć się dobrze w grupie, a my będziemy dobrymi rodzicami dopiero, jeżeli to wszystko im zapewnimy. W ten sposób oprócz kształtowania u dzieci nawyku i przekonań „jestem, bo posiadam”, „mam – coś znaczę”, zapędzamy się w kozi róg, w którym kupować trzeba coraz więcej, bo oczekiwania rosną, a poprzednie prezenty powszednieją.

Stosownie do wieku

W przypadku młodszych dzieci szalenie ważna jest okołoprezentowa interakcja z rodzicem – podczas gry, wspólnej zabawy, czy innych aktywności. W czasie szukania gwiazdkowych podarków nasza uwaga powinna skupić się na wszystkim co rozwija małoletnie zainteresowania, co jest związane ze sportem i ruchem, jak również na grach i zabawach edukacyjnych. Pamiętajmy, że z naszą uważnością i zainteresowaniem, czasami postawieniem zasad, możemy być spokojni nawet o elektronikę. Ważne jest, by nie kupować czegoś na wyrost, zakładając, że nasze dziecko musi się rozwijać i na pewno poradzi sobie z czymś skierowanym do dzieci dwa razy starszych.

W przypadku nastolatków stawiajmy na rozwój umiejętności i pasji oraz podarunki, które będę wyrazem zaufania i ich autonomii. Takie prezenty dadzą im radość a także wzmocnią nasze relacje.

Zarówno dla małych jak i większych podopiecznych świetnym pomysłem na prezent będzie podarowanie wspólnych wrażeń. Nauka jazdy konnej dla starszej córki i mamy, hulajnogi dla syna i dla taty, czy też „kurs” gotowania dla najmłodszych prowadzony przez rodziców w każdą sobotę. Możliwości jest wiele i nie wszystkie wymagają dużych nakładów finansowych. Pamiętajmy przy tym tylko o jednym. Podczas realizacji takiego prezentu wyluzujmy się, stańmy się aktywnym uczestnikiem wspólnej przygody i bądźmy cali dla naszych dzieci. Tylko wtedy będzie miało to sens.

Obdarowywanie a rozwój dziecka

Obdarowywanie podyktowane wyłącznie chęcią zrekompensowania dziecku braku uwagi, lub potrzebą pokazania się wszystkim jako najlepszy rodzic świata, sprawia, że nasz podopieczny dostaje drogi i spektakularny prezent. Zbyt kosztowny podarunek może nie tylko przyćmić radość z samych Świąt, ale również sprawić, że pociecha będzie oczekiwać, że przy każdej następnej okazji otrzyma coś równie zapierającego dech w piersiach. W innym przypadku będzie rozczarowana i nie zawaha się tego okazać. Dzieci na ogół nie mają świadomości, że rodzice na taki prezent wydali znaczącą ilość pieniędzy i ile wyrzeczeń ich to kosztowało. No cóż, drogie prezenty bywają niepedagogiczne i zazwyczaj wiążą się z podnoszeniem poprzeczki cenowej i wzrostem oczekiwań obdarowywanego. Pytanie – gdzie leży pułap, którego nie przeskoczymy?

A co jeżeli kupimy coś na chybił trafił, lub damy pieniądze bo nie wiemy lub nie chcemy się specjalnie zastanawiać co dać? Zanim tak się stanie, powinniśmy uświadomić sobie, że taki podarunek będzie wyrazem obojętności i z dużym prawdopodobieństwem zadziała destrukcyjnie na relację rodzic – dziecko. Może on pogłębić przeświadczenie młodego człowieka o tym, że rodzice nie mają dla niego czasu i nie interesują się nim.

Fot. Materiały prasowe

Z kolei prezenty dane z intencją by uzyskać chwilę spokoju od dziecka, czyli tzw. pożeracze czasu, sprawią, że rzeczywiście ją uzyskamy. Co więcej nie tylko tę chwilę, ale całe ich mnóstwo. Mają dużą szansę na to by przy naszej bierności, skutecznie krok po kroku, prezent po prezencie odseparować nas od naszych dzieci.

Dlatego też drodzy rodzice pokombinujmy w te Święta, poobserwujmy nasze dzieci, porozmawiajmy o tym co dla nich ważne, czym się interesują – a potem dopiero podejmijmy decyzję o wyborze prezentu.

Złota trójca prezentów

Prezenty, prezenty, prezenty… Jako autor czytam wiadomości od młodych o zupełnie innych potrzebach i czuję się w obecnym czasie niczym pośrednik pocztowy Świętego Mikołaja. Zadziwiające tylko jest to, że mało który młody człowiek pisze mi o chęci posiadania większej ilości nowszych rzeczy. Za to bardzo często czytam o potrzebie wysłuchania, wspólnego czasu, akceptacji. Oderwijmy w tym roku z prezentów obowiązek metek z pierwszych stron gazet i zamiast na posiadaniu skupmy się na odczuwaniu. Proszę mi uwierzyć, że ewolucyjnie i społecznie nasze dzieci naturalnie wolą być z rodzicem niż z zabawką, wolą czuć się ważne dla bliskich niż szukać potwierdzenia wartości w publikowanych postach, wolą mieć z kim porozmawiać o problemach niż bać się w samotności. Jestem pewien, że uważność, rozmowa i szczere relacje będą dużo lepszym opakowaniem prezentów niż strategia „będzie się czym pochwalić”.

Zwolnijmy i uśmiechnijmy się.

Bądźmy w te Święta dla siebie i ze sobą. Bez oczekiwań i konieczności. Zostawiając na chwilę ten szalony 2020 rok za drzwiami.

Rodzinna atmosfera, spokój, uważność i wspólny czas pełen empatii może okazać się najskuteczniejszą tarczą kryzysową.

Wesołych Świąt.

Michał Zawadka

Fot. Materiały prasowe


Tekst powstał we współpracy z Michałem Zawadką – mówcą, trenerem i autorem bestsellerowych książek z zakresu rozwoju osobistego i społecznego dzieci oraz młodzieży, takich jak „Chcę być kimś” i „Uśmiechologia. Pozytywna strona myślenia”.


Zobacz także

Pracujesz godzinami w biurze? Wypróbuj prosty sposób na załagodzenie skutków takiej pracy

Eko żywność

Eko żywność? Owszem istnieje, ale nie każdy produkt z etykietką „naturalne” jest ekologiczny

Wyzwania diabetologii