Zdrowie

Czy usunięcie macicy jest konieczne? Warto pytać…! 

Redakcja
Redakcja
1 kwietnia 2022
fot. Ildar Abulkhanov/iStock
 

Histerektomia, czyli zabieg usunięcia macicy należy do najczęściej wykonywanych operacji w ginekologii. Tymczasem zgodnie z szacunkami nawet 80% histerektomii z przyczyn nieonkologicznych jest konieczna. W Polsce ponadto 90% tych zabiegów odbywa się na drodze chirurgii otwartej, która wiąże się z masywnym cięciem powłok brzusznych. Podczas gdy w krajach zachodnich odsetek histerektomii metodą otwartą wynosi tylko 10%, ponieważ większość tych zabiegów przeprowadzanych jest z wykorzystaniem technik małoinwazyjnych takich jak laparoskopia, czy przy użyciu robota chirurgicznego.

Jakie są doświadczenia kobiet, po tego typu zabiegach?

64-letnia Aneta, emerytowana nauczycielka przeszła oba typy operacji. Jak sama opisuje, w 2003 roku zachorowała na zapalenie jajnika a chirurg podjął decyzję o jego usunięciu metodą tradycyjną.

„Boże święty, jak bolało! Rozkroili mnie od spojenia łonowego do pępka. Te wszystkie szwy ciągną człowieka do ziemi. Nie można się podnieść z łóżka, chodzić, ani nawet się wyprostować. Każdy ruch sprawia ból a chodzenie możliwe jest wyłącznie w przygiętej pozycji…!”

Rekonwalescencja po zabiegu ciągnęła się tygodniami. Wraz z upływem czasu pani Aneta wymazała ze swojej pamięci to traumatyczne przeżycie. Regularnie odwiedzała ginekologa i wykonywała cytologię oraz mammografię. Pomimo tego na początku 2021 r. pojawiły się niepokojące krwawienia, które od razu skonsultowała ze specjalistą. Pobrano próbki do badań histopatologicznych a ginekolog po analizie wyników badań zakomunikował „Trzeba wyciąć wszystko”. I w tym momencie trudne doświadczenia odżyły. Pierwsza myśl: „Dobry Boże, skoro wtedy, przy jajniku, przeżyłam taki koszmar, a byłam o dekadę młodsza, to co będzie teraz?”. Na domiar złego inne badanie potwierdziło kolejną diagnozę – nowotwór złośliwy sutka.

We własnym zakresie zaczęła szukać informacji w internecie pomimo, że większość lekarzy przekonywało ją o konieczności ponownego otwarcia brzucha. I tak trafiła na informację o krakowskim Szpitalu na Klinach, w którym pacjentki z rakiem trzonu macicy operuje się tak jak na Zachodzie, czyli z wykorzystaniem robota da Vinci i to na dodatek bezpłatnie dzięki funduszom unijnym. Wróciła nadzieja. Nie zwlekając skontaktowała się mailowo ze szpitalem a na następny dzień dostała odpowiedź, w której poproszoną ją o przesłanie dokumentacji medycznej i zaproszono na bezpłatną konsultację u ginekologa. Co prawda specjalista potwierdził, że konieczne jest usunięcie macicy, jajowodów, drugiego jajnika ale można to zrobić małoinwazyjnie, przez 5 jednocentymetrowych nacięć w brzuchu. „Potwierdzam było małoinwazyjnie. Po zabiegu mogłam od razu w asyście pielęgniarki, sama wstać i pójść do łazienki. Nie było też tych wszystkich drenów i sączącej się ropy. Pomyślałam więc: tego raka już nie mam, teraz więc czas aby zająć się tym drugim w piersi”.

W sierpniu zoperowano jej pierś. Okazało się, że operacja mogła być oszczędzająca bo raka wykryto we wczesnym stadium. Jak sama mówi – uśmiechając się „Co prawda jestem zdrowa tak na 80% ale w tym trudnym czasie rodzina i przyjaciele celująco zdali egzamin z miłości i przyjaźni.”

Fot. iStock/Jak wygląda pochwa

Warto zadawać pytania

W Niemczech w 2012 r. w Instytucie Roberta Kocha przeprowadzono pierwsze w historii badania dotyczące histerektomii – chirurgicznego usunięcia macicy. Okazało się, że w samym 2012 r. w Niemczech wykonano 133 tys. histerektomii, przy czym blisko połowę u kobiet między 40 a 49 rokiem życia. Oznacza to, że taki zabieg przeszła co szósta Niemka w wieku od 18 do 79 lat a w większości przypadków nie były to wcale zabiegi ratujące ich życie i zdrowie.

Ekspertów mocno zastanowił fakt, że macica znacznie częściej usuwana jest kobietom słabiej wykształconym (co trzecia pacjentka była z wykształceniem podstawowym i tylko co dziewiąta z wykształceniem wyższym), wielodzietnym, mniej zamożnym i otyłym. Kobiety te
mogły nie mieć wystarczającej wiedzy na temat zabiegu i jego skutków. Decyzję podejmował lekarz, kierując się katalogiem wskazań.

I właśnie owe wskazania były przyczyną ożywionej dyskusji nie tylko w Niemczech ale i w USA, gdzie rocznie wykonuje się 550 tys. histerektomii, a bez macicy funkcjonuje co piąta dorosła Amerykanka, co trzecia po 60 rż. Badania wykazały, że tylko 6- 10% histerektomii
przeprowadza się z przyczyn onkologicznych takich jak rak jajnika, szyjki lub trzonu macicy, a pozostały odsetek zabiegów wykonuje się z przyczyn nieonkologicznych. Niemal co trzeci zabieg histerektomii przeprowadzany jest ze wskazań wynikających z zaburzeń statyki w
obrębie miednicy mniejszej. Tymczasem przyczyną tej dolegliwości jest uszkodzenie więzadeł utrzymujących macicę w miednicy a nie sama macica.

Małoktóra kobieta wie, że usunięcie macicy jeszcze bardziej pogłębia problem, ponieważ to właśnie ona podtrzymuje dno macicy a jej usunięcie może grozić innymi, dodatkowymi konsekwencjami takimi jak np. nietrzymanie moczu. Z tego też powodu realną alternatywą do histerektomii jest małoinwazyjny zabieg laparoskopowej rekonstrukcji uszkodzonych więzadeł.

Mięśniaki i związane z nimi zaburzenia krwawień miesiączkowych to kolejne częste wskazanie do zabiegu histerektomii. Tymczasem współczesna medycyna pozwala z powodzeniem eliminować to schorzenie na drodze zabiegów oszczędzających, małoinwazyjnych tj. laparoskopowych lub z wykorzystaniem robota chirurgicznego. Rzetelna, kompletna oraz przystępna i zrozumiała dla pacjentki informacja o stanie zdrowia, rozpoznaniu, metodach diagnostycznych i drodze leczenia, jest kluczowa by kobiety mogły podejmować świadome, odpowiedzialne i suwerenne decyzje dotyczące własnego zdrowia.

Kiedy histerektomia jest konieczna?

Wskazaniem do wykonania zabiegu histerektomii jest rak trzonu macicy, szyjki macicy, oraz raka jajnika i rak jajowodu we wczesnym stadium zaawansowania tj. bez przerzutów odległych. Krakowski Szpital na Klinach, notabene prowadzony przez kobiety, od początku swojej
działalności stara się wyrównywać szanse kobiet na zabiegi małoinwazyjne w ginekologii. Szpital realizuje program, dzięki któremu pacjentki dotknięte rakiem szyjki lub trzonu macicy mogą liczyć na zabiegi z wykorzystaniem robota da Vinci. Dzięki dofinansowaniu ze środków unijnych, dla pacjentek zakwalifikowanych do programu operacje robotyczne są całkowicie bezpłatne. Ponadto krakowski szpital jako pierwszy w Polsce i nieliczny w Europie, przeprowadza zabiegi trachelektomii. Dla pacjentek z inwazyjnym rakiem szyjki macicy o średnicy guza poniżej 2 cm zabieg trachelektomii jest szansą na utrzymanie płodności i urodzenie w przyszłości dziecka.

Czy zabieg histerktomii można wykonać małoinwazyjnie?

fot. EmirMemedovski/iStock

Często zdarza się, że kobiety opuszczają gabinet ginekologiczny ze wskazaniem do histerektomii bez kompletu istotnych informacji dotyczących możliwych sposobów leczenia. Z tego też powodu wiele z nich szuka informacji na własną rękę. Co ciekawe niekiedy robią to
wbrew opinii swoich lekarzy – tak jak pani Aneta – którą ginekolog poinformował o możliwości przeprowadzenia zabiegu tylko techniką otwartą. Ponadto mało, który specjalista informuje o nowościach technologicznych w ginekologii takich jak robot da Vinci a część z nich zniechęca pacjentki do tego typu „nowinek”. Tymczasem rzetelne informowanie pacjentek o możliwych formach leczenia poszczególnych schorzeń oraz korzyściach i zagrożeniach związanych z usunięciem macicy jest kluczowe, by kobiety mogły podejmować świadome, odpowiedzialne i suwerenne decyzje. Kwestia ta wymaga uwagi, gdyż aż 90% histerektomii w Polsce – co daje 30 00 zabiegów w skali roku – wykonuje się poprzez rozcięcie brzucha skalpelem od spojenia łonowego do pępka. Na Zachodzie jest na odwrót, tylko 10% histerektomii wykonuje się metodą otwartą, większość operacji wykonuje się małoinwazyjne, czyli z wykorzystaniem laparoskopii lub robota da Vinci.

62-letnia pani Elżbieta z wynikiem rak trzonu macicy zapytała ginekologa o operacje endoskopową. Co usłyszała? Że w jej przypadku opcja taka odpada, ponieważ ma za dużo kilogramów. Wyszła z gabinetu zapłakana, dwa dni dochodziła do siebie ale potem sama zaczęła przeszukiwać internet wpisując „rak trzonu macicy”. W ten sposób trafiła na stronę krakowskiego Szpitala na Klinach, w którym dzięki projektowi unijnemu operację raka trzonu macicy lub szyjki macicy z wykorzystaniem robota da Vinci można wykonać za darmo.

Co miesiąc szpital może wykonać 10 tego typu zabiegów, których koszt komercyjny ok. 40 tys. zł często przekracza możliwości pacjentek finansowania operacji z własnej kieszeni. Co ważne, operacje z użyciem robota da Vinci to jedna z najlepszych opcji u pacjentek z rakiem trzonu macicy, które obciążone są dodatkowo otyłością, cukrzycą czy nadciśnieniem, które zwiększają ryzyko powikłań i infekcji w przypadku klasycznych zabiegów.

„Zadzwoniłam do szpitala, zostawiłam numer telefonu, a po… 15 minutach skontaktowała się ze mną pani Agnieszka prosząc o przesłanie wyników badań. Wysłałam, robię badania dodatkowe tj. tomografię i RTG klatki piersiowej a 13 sierpnia mam ustalony termin zabiegu. Budzę się po operacji – z jednej strony szczęście, że to już za mną a z drugiej złość. Na mojego lekarza, że nie powiedział mi, że można bez bólu, bez długiej rekonwalescencji i tych wszystkich ryzyk operacji klasycznej. Nie wiem co by było gdybym nie wzięła losu w swoje ręce i sama nie znalazła tej informacji o Szpitalu na Klinach…. ”

Co robić gdy masz wskazania do histerektomii?

Joanna Szyman – prezeska krakowskiego Szpitala na Klinach – podkreśla, że każda kobieta, której lekarz zalecił lub zasugerował histerektomię, powinna przed podjęciem decyzji o usunięciu macicy zadać lekarzowi kilka kluczowych pytań. Dodatkowo w przypadku wskazań do histerektomii warto zasięgnąć drugiej opinii lekarskiej. Na taką, bezpłatną konsultację i drugą opinię mogą liczyć pacjentki w krakowskim Szpitalu na Klinach.

Pytania, które warto zadać:

  • Czy istnieją inne sposoby leczenia mojego schorzenia niż usunięcie macicy? Czy jest możliwość zastosowania zabiegu oszczędzającego? W wielu przypadkach schorzeń nieonkologicznych, jak np. mięśniaki, torbiele, endometrioza, nietrzymanie moczu, histerektomia nie jest konieczna, a macicę można oszczędzić.
  • Jakie są rodzaje histerektomii (częściowa, całkowita, całkowita z usunięciem jajników i jajowodów, radykalna) i która metoda mnie dotyczy?
  • Jakie są techniki chirurgiczne przeprowadzenia histerektomii? (przezbrzuszna/klasyczna, przezpochwowa, małoinwazyjna: laparoskopowa lub robotyczna). Czy w moim przypadku można zastosować metody małoinwazyjne?
  •  Jakie są możliwe powikłania i skutki przeprowadzenia histerektomii?
  • Czy histerektomia wpłynie na moje życie seksualne?
  • Jakie jest doświadczenie lekarza, który będzie wykonywał zabieg, ile takich zabiegów wykonał oraz kiedy był ostatni?

Zdrowie

Marianna Dufek o Kamilu Durczoku: „Chorował na żylaki przełyku. Nie chciał transplantacji wątroby, bo musiałby przestać pić”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
31 marca 2022

Historia byłej żony Kamila Durczoka długo była tajemnicą. Dziennikarka unikała mediów. Dopiero dziś, niecałe pół roku po śmierci byłego męża, dziennikarza Kamila Durczoka, porozmawiała z Mateuszem Szymkowiakiem dla Fashion Magazine”. Po raz pierwszy szczerze odpowiada: dlaczego tak długo była żoną człowieka, który ją zdradzał. Dlaczego go broniła po aferze „Wprost”? I czy to prawda, że jej syn zmienił nazwisko?

Zapis tej rozmowy pokazuje niezwykle dzielną kobietę, świadomą alkoholizmu człowieka, z którym była związana wiele lat. To empatyczny, konkretny i szczery opis tragedii kobiety, która musiała patrzeć, jak stacza się u jej boku człowiek. Ze szczytu na sam dół. Jak z niezwykle utalentowanego dziennikarza zmienia się w osobę, która przegrała wszystko i żyła samotnie (tylko z psem) w długach. To ona go zastała w domu z lufą przyłożoną do skroni. Tylko ona wiedziała, że Durczok nie walczył o życie, bo zrezygnował z przeszczepu wątroby. To ona widziała cierpienie ich wspólnego syna, który nosił to samo imię i nazwisko, co ojciec  – oskarżony o molestowanie i mobbing, wypadek pod wpływem alkoholu i podrobienie weksla.

Pewnie kilka kobiet przeżyło podobne, straszne historie ze swoimi mężami alkoholikami, ale żadna na oczach całej Polski. To Marianna Dufek na oczach Polski została wielokrotnie zdradzona i oszukana przez męża na 5 milionów złotych. To ona pomagała mu, mimo że nie byli już parą w sądzie. Ale w końcu przyszedł moment, że przestała i wyzwoliła się ze współuzależnienia.

Młodzi ze Śląska

Marianna Dufek opowiada, że kiedy poznała Kamila, miała 26 lat. On był od niej młodszy o cztery lata. „W telewizji były program pierwszy, drugi i zaczynał funkcjonować program trzeci. Telewizja Katowice była chętnie oglądana, a ja byłam bardzo znaną dziennikarką. To była ogromna popularność. Trudno mi ją dziś do czegoś porównać. A on był młodym dziennikarzem, który zaczynał pracę w Radiu Katowice. Tam zauważyła go moja przyjaciółka Krysia Bochenek i tak trafił do naszego telewizyjnego ośrodka. Równocześnie został dyrektorem jednej z dwóch komercyjnych stacji radiowych w regionie”, mówi. A potem w 1993 roku przyszła kariera w TVP, od 2006 roku w TVN. W końcu walka z nowotworem na oczach milionów widzów i szefowanie „Faktom”.

Wtedy wielu nazywało go – Królem Życia. „Wiesz, jaka była ulubiona imprezowa zabawa redaktora?”, pyta dziennikarza Dufek. „W obstawianie z kolegami, czy premier, wicepremier lub minister odbiorą od niego telefon. I liczenie na głos, po ilu sygnałach!”, puentuje. Podobno odbierali szybko.

Jej też wielokrotnie proponowano, żeby przeprowadziła się do Warszawy i zaczęła karierę w TVP na Woronicza. Marianna nigdy się na to nie zgodziła. Kiedy urodziła syna, uznała, że to on jest najważniejszy. Nie chciała też wynajmować niani. Dlatego zdecydowała się, że będą żyć z Kamilem na odległość. „Od poniedziałku do czwartku żyłam swoim życiem, przyjaciółmi, pracą. Nikt mnie nie kontrolował. A weekend, kiedy przyjeżdżał Kamil, to było święto”, opowiada. Przyznaje, że dzięki mężowi pracowała tylko dla przyjemności. W domu nie było problemu z pieniędzmi. Nie wiedziałam, ile zarabia mój mąż. Tego dowiedziałam się niedawno z akt sądowych sprawy o podrobienie weksla. To była nieprzyzwoita kwota, grubo ponad sto tysięcy złotych miesięcznie, gdy był redaktorem naczelnym „Faktów”. Dostawałam od niego, w moim rozumieniu, duże pieniądze na życie. Z tego utrzymywałam całą rodzinę, opłacałam nasze wyjazdy zagraniczne, odkładałam na polisę syna i byłam w stanie jeszcze zaoszczędzić. Dzięki temu po latach to ja płaciłam ogromne opłaty sądowe za procesy z „Wprost”, opowiada Dufek.

Trzeba się było zachować!

Dlaczego, gdy w 2015 roku „Wprost” opublikował artykuł „Ciemna strona Kamila Durczoka”, Dufek broniła męża, choć od trzech lat nie byli już parą. Jak to teraz tłumaczy? „Afera z „Wprost” to było piekło. Nie byliśmy razem od trzech lat. Przez dwa w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Sprawy dotyczące dziecka załatwialiśmy e-mailowo”, mówi. Ale gdy świat dowiedział się o intymnych sekretach Kamila i gdy zarzucono mu molestowanie oraz mobbing w pracy, on zadzwonił po pomoc do żony. „weszłam do jego wynajmowanego mieszkania. Zastałam go z pistoletem przy skroni. To obraz, który nałożył na mnie ogromną odpowiedzialność. Wciągnął w pułapkę emocjonalną. Cały też czas formalnie czułam się jego żoną. Byłam nią na papierze i dla świata. Żyłam więc w zawieszeniu, sama nie wiedziałam, kim byłam. Taką żoną nie-żoną. I należało się jakoś zachowywać”, mówi. Dufek jednak twierdzi, że w tym momencie dziennikarze przekroczyli swoje uprawienia i granice przyzwoitości. „to, co zrobił wtedy „Wprost”, było czymś nieprawdopodobnym i obrzydliwym. Ta publikacja o dmuchanych lalkach, męskich szpilkach… O najintymniejszych szczegółach życia”, mówi.

Dlaczego rodzina zmieniła nazwiska?

Dziś Dufek już wie, że Kamil Durczok był „wielostronnie, krzyżowo uzależniony”. Kiedyś jednak nie miała tej świadomości. A jeśli nawet ona się pojawiała, to ona ją zwyczajnie wyparła. Kiedy zmieniła nazwisko na swoje panieńskie, głęboko odetchnęła. Syn podobnie. Ma teraz dwuczłonowe nazwisko. Przez te wszystkie afery zawalił na studiach rok. I wtedy jego ojciec w przypływie zrywu wychowawczego uznał, że dobrze będzie, jeśli Młody pójdzie do pracy. Przez rok praco wał u niego w portalu Silesion. Myślę, że to było trudne doświadczenie. Ostateczna decyzja zapadła po słynnym rajdzie na A1 (w 2019 roku Kamil Durczok spowodował kolizję na autostradzie, mając 2,6 promila alkoholu we krwi – przyp. red.). Dla syna Durczoka zmiana nazwiska jest jak wybawienie. Jego mama tłumaczy to tak: Ma to samo imię co ojciec… Nie zdawałam sobie sprawy, jaki robię błąd, zgadzając się w 1996 roku, żeby miał na imię Kamil. Że pozbawiam go możliwości życia na własne konto. Że w przyszłości „Kamil Durczok” będzie tyle znaczyło, będzie tak znane w różnych kontekstach.

Na co naprawdę zmarł Kamil Durczok?

Przez ostatnie miesiące plotkowano nawet, że to był nawrót nowotworowej choroby. „Chorował na żylaki przełyku. Wiedział, że jest bardzo chory, i myślę, że podświadomie chciał końca. Po jego śmierci zadzwonił do mnie nasz dobry znajomy – transplantolog z warszawskiego szpitala na Banacha. Powiedział, że Kamil po pierwszym ataku, kiedy przeszedł transfuzję, wiedział, że konieczny jest przeszczep wątroby. Miał zacząć przygotowywać się do procedury, ale więcej nie zadzwonił”, mówi Dufek. Dlaczego tego nie zrobił? Musiałby przestać pić. I zacząć inaczej żyć, przestawić wiele rzeczy w głowie. Nie wyobrażam sobie też sytuacji, w której na dobre ruszyłyby procesy sądowe. Miał pełną świadomość, co mu grozi. Górę wziął jego gen autodestrukcji, kończy.

Zobacz także: Żona alkoholika: Czuję się jakby za ścianą, bez powietrza. Niech ktoś mi pomoże, bo nie mam już siły tak żyć

 


Zobacz także

Żółta herbata

Jak leczyć przeziębienie? Naturalnie!

10 najbardziej uzależniających przekąsek. Zobacz, dlaczego tak nas kuszą

Z wiekiem śpimy coraz krócej i płycej, a więc mniej efektywnie. Jak to zmienić?