Psychologia Zdrowie

Każde jutro jest dobre

rakowaPATKA
rakowaPATKA
4 listopada 2015
 

Fot. iStock

 

– Gdzie jest ta uśmiechnięta dziewczyna?
Pyta personel w hospicjum.

To najpiękniejszy komplement o jakim mogłabym kiedykolwiek marzyć.
Mało ważne, że wzruszam się zawsze w drodze powrotnej i wyjeeee w domu.
Mało ważne!
Tam się uśmiecham.
Tam spotykam przecudownych Ludzi.
I dla Nich trzeba mieć uśmiech.
Otulać Ich trzeba tym uśmiechem.
Dodawać Im sił i dziękować za Ich pracę.
Podopieczni, lekarze, pielęgniarki, personel.
To WIELCY Ludzie!
I nawet wtedy, kiedy znika czyjaś twarz, kiedy znika czyjaś sylwetka z korytarzy takiego miejsca …
Trzeba mieć dla Nich uśmiech.

I ta cisza.
Każdego wieczoru w pokojach chorych podopiecznych gasną światła.
Na korytarzach nieśmiało słychać muzykę poważną.
Taka miła dla ucha.
Chorzy odpoczywają.
Łapią swoją noc za jej ciemne nóżki.
I wyczekują swojego jutra.
Jutro będzie dobre.
Każde jutro jest dobre.

St Joseph’s Hospice
Północno-wschodni Londyn. Hackney.

 

 


Psychologia Zdrowie

Mam wrażenie, że moje mieszkanie zamarło. Nie pachnie już jak dawniej, ulotnił się gdzieś ten zapach życia

rakowaPATKA
rakowaPATKA
12 grudnia 2015
Fot. Pixabay/Foundry / CCO
 

Żałoba. Wybaczcie mi, ale to paskudne słowo. Nie podoba mi się. A czarny kolor jest dobry, ale na ceremonię rozdania Oscarów i to za dobrze zagraną pierwszoplanową rolę, a nie po to, by otulać się nim każdego dnia. Ostatnio zastanawiam się nad tym dość intensywnie. Zaglądam w głąb siebie i sięgam wzrokiem dość daleko. Nie spodziewałam się nawet, że potrafię jednak widzieć z tak daleka. Nic chyba nie poprawia człowiekowi spojrzenia na świat i ludzi jak jego własny osobisty dramat. I ważne jest to, by odszukać w tym wszystkim sens. I nie zmarnować tego.  Po prostu zacząć żyć sensowniej.

19 listopada odszedł mój cioteczny brat Kamil.

Był dla mnie jak rodzony. I za tę więź byłam gotowa oddać mu kilka lat swojego przeżytego życia. To właśnie tamtej nocy jego zmęczone ciało po bardzo intensywnej i wyczerpującej walce z chorobą nowotworową – rozstało się ze słońcem. Walczył do samego końca. I my na tę walkę patrzyliśmy również do samego końca. Odszedł w jednym z londyńskich hospicjów. W pięknym miejscu. Odszedł w obecności najbliższych mu ludzi, którzy tylko mieli możliwość być przy Nim. Razem z nami płakał personel hospicjum. I tej daty nie uda nam się zapomnieć już nigdy.

Miał tylko 29 lat. Tylko. Emocje zapisane w naszych głowach i w naszych sercach z tamtej nocy będą wracać do nas każdego roku. Z taką samą intensywnością. Obraz, kiedy trzymamy takie młode życie w swoich dłoniach i prosimy o to, by już zgasło, kiedy sami przestajemy już nie walczyć, taki obraz zostanie już na zawsze. A potem zastanawiamy się, dlaczego właśnie tak i czy zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić dla tego konającego człowieka. W takich momentach, kiedy serce klęka, człowiek pragnie wziąć gumkę i zacząć wycierać. Gdyby tylko było można wziąć taki korektor, zamazać i namalować ten obrazek od nowa inaczej – czy powstałoby dzieło życia? Jestem pewna, że niejedno.

Umarli odchodzą i pozostawiają po sobie ogromną pustkę.

Pierwsze dni są bardzo trudne, człowiek musi sobie poradzić, tak jak potrafi. Z tym wszystkim, co się stało i czego doświadczył. Okazuje się, że nagle jest więcej czasu, którego tak brakowało. Nagle z przerażeniem odkrywa, że nie musi pamiętać już o tym, by na czas podać leki, poprawić poduszkę, by reagować na każdy jęk bólu, a nawet sprawdzić na Facebooku, kiedy był ostatni oddech chorego. Czy czuje wtedy, że mu coś odebrano? Czy nie wie, co ze sobą zrobić? Czy czuje się bezużyteczny?

Każdy przechodzi przez ten bolesny moment inaczej. Ja do teraz znajduje w kieszeni szlafroka brudne i pozasychane łyżeczki po kawie. Wszędzie pełno pomiętych chusteczek. Mam wrażenie, że moje mieszkanie zamarło. Nie pachnie już jak dawniej, ulotnił się gdzieś ten zapach życia. Nie chce mi się nawet pozmywać, a przecież tak nie znoszę brudnej kuchni.  Nie chce mi się ugotować tego, co tak bardzo lubię i jest zdrowe. Najchętniej jadłabym tylko czekoladę. Ignoruję dzwoniący telefon. Unikam kontaktu z ludźmi. Pielęgnuję te relacje na odległość. Najczęściej poprzez klawiaturę. Dobrze, że jest pralka, która wypierze. Gorzej natomiast, kiedy brakuje sił, by rozwiesić to mokre pranie. Ale jest coś, co zrobiłam, bo uważałam to za konieczność absolutną – wypełniłam dokumenty, które umożliwią mi rozpoczęcie terapii z psychologiem.

Wiele odejść mam za sobą, ale żadne jeszcze nie pozostawiło po sobie takiego śladu, jak odejście tego uśmiechniętego młodego chłopaka. Nawet żałoba po moim ukochanym Tatku, wiele lat temu, była jakaś taka łagodniejsza. A może to ja byłam bardzo młoda i jeszcze tak nie rozumiałam życia. Czy można zrozumieć życie? Można. To zależy od tego, kogo do niego wpuścimy. Nauczycieli można mieć wielu, ale tylko jeden z nich nauczy nas – czym jest empatia, miłość i pokora. Tylko jeden. I tej lekcji nie wolno nam zapomnieć.  

Ale są i tacy, którzy nie chcą się uczyć i nie chcą wchodzić tak głęboko w stany zbyt dla nich emocjonalne. Nie chciałabym im absolutnie zarzucić, że nie cierpią. Ale świadomość tego, że mogli pewne sprawy poukładać inaczej, podjąć ryzyko i zrezygnować z siebie na ten czas, by okazać więcej zrozumienia dla samego umierającego, mam nadzieję, że będzie ich doświadczać długo. I tylko dlatego, by mogli zrozumieć to, że życia nie da się kupić, że życia nie da się przejeść po swojemu.  Można je po swojemu przejść, ale nie przejeść.  Trzeba się umieć dzielić. Sobą i swoim światem. Trzeba ludzi do niego wpuszczać. A przede wszystkim trzeba zacząć im się przyglądać, a nie wyciągać jedynie tępe i pozbawione życia wnioski.

I dlatego jest mi bardzo ciężko pogodzić się z tym, z czym poradzić sobie nie potrafię od kilku tygodni.

Przepraszam, że tak tu i teraz, ale swojej rodzinie, zarówno tej bliskiej i tej dalszej – wystawiam dwóję za ten sprawdzian. Oblaliście najważniejszy swój egzamin. Egzamin z bycia człowiekiem. Są wśród was matki. Są wśród was ludzie, którzy będą kiedyś rodzicami. Nie potrafiliście nawet złożyć nam kondolencji. Nie potrafiliście napisać nawet SMS-a. Niech to będzie dla was lekcja na przyszłość, że nie tylko umierający was potrzebują, ale i ci, którzy po nich płaczą.

Potrzebowaliśmy was, na długo przed odejściem tego dzieciaka, który przecież był i waszym dzieciakiem. To WAM i wielu takim dedykuję swój dzisiejszy wpis. Nie wstydzę się tego, ale WY powinniście. Za ten mój katar i kaszel. Za to obecne samopoczucie moich najbliższych. Za ten katar z tęsknoty i za ten kaszel z całego tego bólu. Zamiast pielęgnować problemy, zacznijcie pielęgnować miłość do drugiego człowieka. Nie bójcie się kochać ludzi. Będzie Wam się o wiele łatwiej żyło.

To moje najserdeczniejsze życzenia z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. I niech smakuje wam zupa grzybowa. Mnie będzie. Bo gotuję ją dla mojego nauczyciela, który właśnie dziś, na kolanach swojej matki, dotarł do swojego domu. Prochy mojego Brata są już w kraju. I dziękuję obcym ludziom, którzy pomogli nam w tym najtrudniejszym momencie naszego rozsypanego świata. Nigdy o Was nie zapomnimy. 


Psychologia Zdrowie

Niczego się nie obawiam. Potrzebuje tylko ramienia. Twojego.

rakowaPATKA
rakowaPATKA
28 października 2015

 

28 października.
Jak ja czekałam na ten dzień! No i jest. I miało być tak pięknie! A jak jest?
Jest jeszcze piękniej. Chcę się tym podzielić, gdyż jestem pewna, że i komuś w taki sposób będę mogła pomóc.

Podczas mojego ostatniego pobytu w hospicjum, dwa dni temu, w północno-wschodniej części Londynu swój czas dzieliłam pomiędzy chorym na raka Bratem a chorym na stwardnienie rozsiane mężczyzną. Jeden i drugi dla mnie bardzo wyjątkowy. Technicznie byłam obecna w Londynie, sercem i myślami byłam w kraju. Gdzieś w Trójmieście. Jedna i druga obecność była ważna. Ważna dla mnie. Tutaj mogę poprawić poduszkę pod głową, tam mogę jedynie przesłać kilka słów, wierząc w to, że sprawią one, iż poduszka nie będzie uwierała zbyt mocno. Wsparcie. Jedno i drugie ważne. I bardzo pomocne. Bo obecność w życiu innych ludzi jest bardzo ważna. To właśnie przez umiejętne bycie z drugim, z dnia na dzień ktoś staje się nam bliski. Tak rodzi się więź. I przyznam szczerze, że to najpiękniejsze, co może nas spotkać i co możemy otrzymać od drugiego człowieka. Nie żadna tam fizyczność czy prowadzenie ze sobą gry wstępnej, tylko właśnie więź. Zwłaszcza z człowiekiem, który walczy o to, by każde jego JUTRO było stabilne. By nie było gorsze od tego WCZORAJ. W budowaniu jakiejkolwiek relacji ważna jest komunikacja. Dobrze, kiedy jest uczciwa. Wtedy łatwiej jest odbierać sygnały. Zwłaszcza te niepokojące. I ja je odbierać potrafię. Uważnie słucham i uważnie obserwuje. Po prostu angażuje się.

HOPE

Dziś mieliśmy cieszyć się każdym podniesionym wspólnie liściem w londyńskim parku. Dziś mieliśmy cieszyć się smakiem przywiezionych przez Niego jabłek. Wyobraźcie sobie jak musi smakować takie jabłko zerwane prosto z drzewa w kraju i przywiezione emigrantce. Ha! Dziś wieczorem zapewne siedzielibyśmy przy lampce czerwonego wina w moim ukochanym małym pubie nad brzegiem Tamizy. Patrzylibyśmy na Tower Bridge i snulibyśmy plan na wspólne jutro.

Dużo tego byłoby. On nie wsiadł do samolotu. Nie mogłam odebrać Go dziś z lotniska. To była piekielnie trudna decyzja. I bardzo rozsądna. Kim byłabym, gdybym zignorowała to czerwone światło, które zapalało się od kilku dni? Zapalało się i gasło. A potem nagle zapalało się zielone, na którym pospiesznie przechodziliśmy. Kim byłabym, gdybym pomyślała zbyt egoistycznie o sobie, albo nawet o Nim w taki sposób, że musi udowodnić cokolwiek? Komu miałby cokolwiek udowodnić? Sobie? Mnie? Innym?

Przecież to nie na tym polega bycie z kimkolwiek, a z pewnością bycie z kimś, kto choruje. W dzisiejszych czasach coraz częściej zdarza się, że ludzi młodych dotykają choroby przewlekłe. I ubezwłasnowolniają ich. Bardzo ważne jest wtedy zrozumienie tego. Podać bratnią dłoń i często posłużyć ramieniem. Nawet, jeśli to wiąże się z pewnego rodzaju brakiem zrozumienia czy rozczarowaniem ze strony chorego. Takie wsparcie to objęcie wszystkiego tego, co się z takim człowiekiem dzieje. Jeśli ktoś walczy pięknie o siebie, ważne jest by mu tej walki nie przerywać.

Ludzie zbyt często mają wielkie oczekiwania i sami nakładają na siebie zbyt wiele presji. W taki też sposób ich osłabiony organizm buntuje się i potrafi zastrajkować w momencie, kiedy nie są na ten strajk przygotowani. Wtedy słychać ogromny krzyk. Krzyk życia! Nie zignorowałam tych sygnałów, zatrzymałam się na dłużej przy tym czerwonym świetle i posłuchałam Patki, tej od tego raka! Nie Patki, która chce kochać i żyć jak milion innych kobiet na całym świecie. Zrezygnowałam z siebie. Ważny jest On i to by odbudować Jego siłę. Tylko tak mogę okazać drugiemu człowiekowi, że jest dla mnie bardzo ważny.

Wczoraj miałam wrażenie, że jestem na małej ulicy, na której jest przeogromny ruch i każdy z poruszających się po niej uwija się tak szybko, by nie utknąć w korku. Rozpaczliwie szukałam policjanta z gwizdkiem, który zapanuje nad tym chaosem. Nie było go nigdzie. Musiałam sama manewrować tak, by nie porozbijać innych po drodze. Wierzę w to, że udało mi się. A przede wszystkim ocaliłam swoje priorytety. Priorytety tej od tego raka. Nie uległam pokusie – „bo ja tak właśnie chcę i tak ma być!”. Było smutno, było trudno. Dziś w Londynie od rana padał deszcz, a potem słońce przedarło się przez chmury. I wzięłam to za dobry znak! Tower Bridge jak stał tak stoi i stać będzie. Zatem wszystko przed nami! NadrobiMY! Jest piękna kolorowa jesień. Ja jestem zdrowa i silna. I to ja wsiądę w samolot. Polecę, bo chcę. Chcę poprawić i tamtą poduszkę. Dzisiejszy wpis dedykuję wszystkim tym, którzy są opiekunami swoich chorych bliskich. To oni właśnie boją się najbardziej o nich. To w nich jest właśnie najwięcej niepokoju o tego słabszego człowieka. W jakiejkolwiek chorobie, ważny jest zryw do życia, ale też i mocna gruba lina, po której się można wspinać. No i nadzieja. Nadzieja, którą mamy wszyscy. My zdrowi będąc obok Was chorych też ją mamy. Polecam ważną rozmowę z Tomaszem Iwaniukiem, chorującym na stwardnienie rozsiane, który jest jednym z wielu, którzy mają nadzieję na znalezienie leku.

Tomasz Iwaniuk SM – walcz o siebie