Lifestyle Zdrowie

Jak się ubrać do biegania? Przewodnik początkującej biegaczki

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 października 2015
Fot. iStock / pojoslaw
 

To jeszcze słów kilka o bieganiu bez spinania się. Bo przecież jest jedna ważna kwestia do przedyskutowania – jak się ubrać do biegania? Bo niby ciemno, mgła, ci zacięci biegacze wchodzą w okres roztrenowania, więc ich mało, ale jednak na tych ścieżkach biegowych kogoś spotkać można. Ba, nawet poznać.

Ja na przykład dziś, wcześnie rano, porozmawiałam ze starszym panem, który najwyraźniej miał ochotę na towarzystwo podczas porannego chodzenia z kijkami. Zaczepił mnie „na psa”, bo ja z tych co z psem biegają i zwolniłam do jego tempa (żwawo maszerował), wymieniliśmy kilka zdań o pogodzie, o tym jak wyjątkowo smakuje kawa po takim rannym ruchu i… poleciałam dalej. Nigdy nie wyglądałam jak rasowa biegaczka, choć znam takich, którzy nim zaczęli biegać wydali majątek na odpowiednie ciuchy, buty i bieliznę i… pobiegali ze dwa miesiące.

To jeszcze coś opowiem. Miałami taki wymarzony bieg, z przyjaciółką przygotowywałyśmy się jak wariatki. Bieg w górach, 26 kilometrów. Oczywiście w moich ukochanych Bieszczadach. Więc trenowałyśmy, a kiedy stanęłyśmy na starcie i zobaczyłam tych wszystkich poubieranych biegaczy, to miałam ochotę zwiać. Buty, skarpety, gadżety – plecaki, zegarki, żele. No nie powiem, na mnie zrobiło piorunujące wrażenie. Zwłaszcza, że ja choć w spodenkach z trzema paskami, to jednak z dużej przeceny, podobnie z koszulką, buty zawsze kupuję na wyprzedażach, do tego ze względu na rozmiar nogi muszę męskie, bo już nie ma damskich, takich pięknych kolorowych. I jak ja tam na tym starcie wyglądałam… Pożal się Boże. Ale za to jak pobiegłam (byłam pewnie w przedostatniej setce), a niektórym nawet mega wypasione buty nie pomogły i milion żeli, po których papierki zostawiali na szlaku – wrrrr.

Zatem wracając do meritum. Mówisz: „Pójdę pobiegać”, myślisz: „Tylko, co do cholery ubrać”, nic prostszego.

Jak się ubrać do biegania?

To nic, że jesień. Uwierzcie, wcale nie jest łatwiej ubrać się latem do biegania, gdzie w wysokiej temperaturze twoje ciało wyczuje każdy szew, metkę i możliwość otarcia skóry. Jest chłodniej, więc nie musisz się obawiać, że jak ubierzesz złą koszulkę, to obetrzesz sobie pachę do krwi (tja, ale o tym bliżej lata).

Buty

Nie szalej. Oczywiście w necie wszyscy ci powiedzą, że buty to podstawa podstaw, że biegając w złym obuwiu zrobisz sobie krzywdę. Ale umówmy się, ty nie idziesz od razu robić wybiegania pod maraton. Zamiast 30 kilometrów marzysz o przebiegnięciu trzech. I do tego w mega wolnym, bo konwersacyjnym tempie. Szkoda wywalać pięć stów na początek początków. Sama kupuję buty na wyprzedażach. Nigdy nie wydałam więcej niż 180 złotych, a ty takie to sobie zażycz pod choinkę. Zacząć możesz od butów do biegania z marketu. Mam znajomego, ultrasa (tzn. biega takie biegi powyżej 50 kilometrów, a raczej 50 razy dwa), on w butach z marketu (tego z kopniętą literą „i”) biega krótkie wybiegania, czyli dla niego do 15 kilometrów i bardzo sobie te buty chwali. Nie polecam biegania w trampkach, takie eksperymenty sobie odpuśćcie. Ważne jednak, by kupując buty do biegania wybierać te o pół lub numer większe. Dlaczego? Bo noga podczas biegania puchnie, jednym mniej, innym bardziej. Mi akurat puchną bardzo, więc biegam w butach dwa numery większych – stąd dla mnie tylko męskie rozmiary. I nie sznurujcie butów zbyt mocno, lekko zwiążcie sznurowadła, po 500 metrach nie będziecie czuć już luzu.

Fot. Pixabay/efes / CCO

Fot. Pixabay/efes / CCO

Skarpety

Oczywiście, że idealne byłby od raz bezszwowe, ale przecież to pół godziny biegania. Zwróć jedynie uwagę, że lepiej by były mniejsze, niż większe i żeby nie zsuwały się w buta. Dziś mnie pokusiło o ubranie krótkich skarpet i piasek obcierał mi pięty. Nie polecam.

Bielizna

Tę dolną część zostawiam, przy rekreacyjnym bieganiu nie ma aż takiego znaczenia, choć koronkowych majtek nie polecam jednak. Ważny biustonosz. Jeśli nie macie sportowego, poszukajcie w domu zwykłego bawełnianego chociaż, który mocno trzyma piersi. Co tam, na początek może być w fiszbinami, choć unikałabym. Wyczujecie, w czym wam wygodnie. Aaa ważne – nie kupujcie białych. Szkoda tej bieli.

Cała reszta

Bardzo mnie cieszy dostępność biegowych ubrań w marketach. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie mam czasu na bieganie po sportowych sklepach, a tak przy okazji zakupów spożywczych natknę się, jak choćby ostatnio, na świetne długie spodnie do biegania. Tym razem w markecie, który w nazwie ma owada z kropkami. Piękne, kolorowe i wygodne. Nic nigdzie nie obciska. Żałuję, że nie kupiłam drugiej pary z innym wzorem. Szczerze – wszystkie spodnie do biegania, te do kolan i te długie mam z marketów. Żadne mnie nie zawiodły, a zimą lubię biegać dużo, czasami bardzo dużo. Jeśli traficie na spodnie z kieszonką, bierzcie, zawsze jest gdzie włożyć chusteczki, nie trzeba trzymać w dłoni. Koszulki, cóż. Ja mam dużo z różnych biegów i z nich korzystam. Jeśli takowych nie posiadacie, skuście się na jakieś sportowe, czyli oddychające. Nie warto biegać w bawełnianych, bo spocicie się, wiatr was zawieje i tyle z biegania będzie. O tej porze roku ubieram wiatrówkę. Powinnam już ją wymienić, bo wysłużona, ale kocham ją za kieszenie, bo telefon się zmieści i wyjście na słuchawki ma (a jesienią i zimą biegam słuchając muzy) i za przepuszczalność powietrza. Ale spokojnie możesz kupić świetne bluzy za nieduże pieniądze. Jest taki market sportowy – duży, można przez internet zrobić zakupy.

Fot. Flickr/ Wellness GM / CC BY-SA

Fot. Flickr/ Wellness GM / CC BY-SA

Co jest najważniejsze w biegowych ciuchach? Wygoda. Wam musi być w nich wygodnie, nie za obciśle, nie za ciepło, nie za chłodno. Na głowę chustka (zawsze to oryginalnie), jeśli nie macie buffa pod ręką jeszcze, albo cienka czapka. Nie dajcie się omamić biegowemu konsumpcjonizmowi. Producenci sportowej odzieży doskonale wiedzą, że bieganie jest modne, a zwłaszcza wiedzą to właściciele powstających jak grzyby po deszczu sklepów biegowych (choć teraz już mniej). Olejcie. Ubierzcie ukochane dresy, buty niedrogie, bluzę lub wiatrówkę, coś na głowę i fruuu we mgłę. Poranną lub wieczorną.

 


Lifestyle Zdrowie

Kobieca rywalizacja potrafi zaskoczyć. „W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 października 2015
Fot. iStock
 

Zdarzyło się wam spotkać na swojej drodze kobietę, która w pracy zawodowej kierowała się zasadą „po trupach (damskich) do celu”? Rywalizacja między kobietami to morze inspiracji dla scenarzystów i powieściopisarzy, ale w normalnym życiu ciągle temat tabu. Mało mówimy o niej otwarcie, dużo częściej podziwiamy kobiecą „solidarność jajników” i narzekamy na niesprawiedliwości, jakie spotykają przedstawicielki płci pięknej ze strony mężczyzn. A przecież i kobiety mogą być we wzajemnych kontaktach okrutne.

Robię prywatny sondaż i wysyłam maile do kilku znajomych dziewczyn. Pytam o ich doświadczenia z kobiecą rywalizacją. Wszystkie odpisują dość szybko. Czytam i dochodzę do wniosku, że właśnie otworzyłam puszkę Pandory…

Marysia pisze:

– W mojej pracy na 27 pań mamy tylko 5 panów. Rywalizacja jest bardzo widoczna, szczególnie między młodszymi a starszymi koleżankami. Starsze zamiast pomóc, wprowadzić nowe koleżanki w nieznane środowisko i obowiązki, obgadują je za plecami. Nie daj Boże, jak jeszcze są atrakcyjne, wtedy to już nikt im nie pomoże.

Marysia swoje środowisko pracy opisuje jako pole walki: spiski, poniżanie, obrażanie się na siebie i… podbieranie biurowych spinaczy. Dlatego właśnie, ledwie pół roku po rozpoczęciu stażu księgowej w tej firmie, rozesłała CV w odpowiedzi na oferty innych pracodawców. – Mam dość babińca. – napisała mi.

Wiadomość Ewy napawa jednak optymizmem – Kobieca rywalizacja? Nie kojarzę, ze strony kobiet spotykałam się raczej ze wsparciem. Ale myślę, że to kwestia farta.

Zdaniem socjologów współczesny świat jest zdominowany przez mężczyzn do tego stopnia, że kobiety, jakby „w obronie” nauczyły się same umniejszać zasługi i sukcesy swoich koleżanek. W społeczeństwie, w którym większość pań otrzymuje niższe zarobki niż panowie na podobnych stanowiskach, a ich praca w domu jest ciągle niedoceniania, oskarżanie koleżanek o niekompetencję i utrudnianie współpracy ma na celu pokazanie, że się z tą niedocenianą grupą społeczną nie identyfikują.

Sama szybko przypominam sobie sytuację, która wydarzyła się na gruncie zawodowym. Koleżanka z pracy, współtworząca zespół (jej funkcja wymagała między innymi koordynacji obowiązków pozostałych członków zespołu) pokazała „podwójną twarz”. Uzgodnione z nią wcześniej i zaakceptowane z uśmiechem „na papierosku” moje nowe pomysły przedstawiła przełożonemu jako samowolkę. W oczach szefa ja okazałam się niekompetentna, a ona zatroskana o dobro firmy. Po pewnym czasie, do „mojego” projektu powrócono i zrealizowano go z sukcesem, ale już bez mojego udziału. Po trupach do celu albo, jak kto woli, do „kariery”…

Kobieta liderka

Kasia pracuje w firmie kierowanej przez kobietę. Jej szefowa poświęciła wiele, by znaleźć się na tym stanowisku. Nie ma dzieci i otwarcie utrudnia awans pracownicom, które mogą pochwalić się udanym życiem rodzinnym. Inne też nie mają lekko. – Dziewczyny boją się zajść w ciążę, nie przyznają się też, że po pracy czeka na nich pod biurem chłopak czy mąż. Prywatnie często rozmawiamy z koleżankami o zachowaniu szefowej, naszym zdaniem jest po prostu zazdrosna, to się wyczuwa. Każdą chorobę mojego dziecka komentuje w chłodny, opryskliwy sposób – pisze Kasia.

Psycholodzy podkreślają, że kobieta – szef często przywołuje skojarzenia z funkcją statecznej matrony, z jej autorytetem macierzyńskim i nieograniczoną władzą. Panie często dużo trudniej akceptują kobietę – szefa, która przejmuje w firmie rolę „matki – kwoki”. Wolą przełożonego mężczyznę i do niego częściej zwracają się w przypadku problemów czy sytuacji konfliktowych.
Mówiąc o kobiecej rywalizacji nie sposób nie wspomnieć relacji między matką a córką. Choć wydaje nam się niemożliwe, by móc konkurować z własnym dzieckiem, takie sytuacje zdarzają się nierzadko. Stosunki na linii mama – córka są kluczowe dla kobiecych relacji w dorosłym życiu. Jeśli mama z jakiegoś powodu nie okazuje swojej córce miłości i wsparcia, dziewczynka zwraca się z należnymi matce uczuciami ku ojcu. Powoli staje się emocjonalną rywalką matki, którą jednak nadal bardzo kocha. Jak to się przekłada na dorosłe życie? W relacjach z innymi paniami może zaowocować podświadomą wrogością i faworyzowaniem mężczyzn. W związku z mężczyzną, w przypadku zdrady, kobieta odrzucona w dzieciństwie przez matkę za całą sytuację obwini kochankę, a partnera rozgrzeszy, jako zmanipulowanego.

Czytam jeszcze mail od Agaty: 

Napisz koniecznie o tym, że kiedy dobrze wyglądam, w pracy wyłapuje zawistne spojrzenia niektórych koleżanek. One widzą wszystko. A jak wyglądam tragicznie, to te same koleżanki mnie natychmiast o tym poinformują. Znam też dziewczyny, które kumplują się tylko z mężczyznami, bo muszą mieć pewność, że nie mają konkurencji.

A czy rywalizacja między kobietami może przynieść jakieś korzyści?

– Jak jest zdrowa, to mobilizuje i inspiruje. Świetne pomysły mojej koleżanki poruszają moją wyobraźnię i zaraz mam tysiąc innych (lepszych:) – pisze Beata z agencji reklamowej. Rywalizacja z siostrą też była dla mnie motywująca. Obie w dzieciństwie uprawiałyśmy sport. Jej sukcesy w pływaniu dodawały mi skrzydeł. A ona kibicowała mi, kiedy zdobywałam medale na mistrzostwach juniorów w lekkiej atletyce.

„W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet” powiedziała kiedyś Madeleine Albright. Drogie panie, bądźmy dla siebie lepsze! Temat niezdrowej, kobiecej rywalizacji towarzyszy nam od dzieciństwa (przypomnijcie sobie zawistne siostry Kopciuszka albo macochę Śnieżki, która nie mogła znieść tego, że pasierbica jest młodsza i piękniejsza). Oczywiście, mężczyźni również rywalizują, kładą nam kłody po nogi, blokują awans, a jeszcze częściej zajmują stanowiska, na które się nie nadają uniemożliwiając możliwość wykazania się kobietom często bardziej kompetentnym. Dbajmy więc o siebie wzajemnie, podwójnie, bo przecież tylko my same jesteśmy w stanie zrozumieć swoje problemy, a w potrzebie – posłużyć prawdziwym wsparciem i zrozumieniem.


Lifestyle Zdrowie

Serwis Zaadoptuj faceta już w … Turcji. Czy to się uda?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 października 2015

A gdyby tak… kupić sobie faceta? W Turcji, bardzo konserwatywnie pojmującej role kobiety i mężczyzny, już można. Zadebiutował tam właśnie portal ErkekSepeti (po turecku: „facet w koszyku”), reklamowany jako sklep z mężczyznami.

Pomysł nie jest nowy. Serwis ZaadoptujFaceta działa także w Polsce, we Francji i w Hiszpanii. Jest to portal społecznościowy, wyglądem przypominający sklep internetowy, w którym kobieta może wybrać sobie mężczyznę jak przedmiot, „dodając” go do koszyka i rozpoczynając z nim rozmowę.

Serwis organizuje wyprzedaże i promocje (np. pod hasłami „Weź wąsacza – brodacz gratis”, „Kucharze: schodzą jak ciepłe bułeczki” czy „Produkt importowany: Francja elegancja”.) Skąd pomysł, by to dość nietypowe, odwracające tradycyjne role przedsięwzięcie kierować właśnie na Bliski Wschód, do Turcji, a nie na Zachód?

– Uznaliśmy, że nie możemy kierować się stereotypami. W większości krajów najwięcej na naszym portalu jest ludzi młodych. Tego samego spodziewamy się po Turcji, wierząc, że formuła portalu będzie zgodna z ich preferencjami i wyczuciem – mówi Clara Bizien, odpowiedzialna za międzynarodowy rozwój Zaadoptuj Faceta.

Polska wersja serwisu ma się całkiem nieźle. A jaka jest ogólna idea tego nietypowego  portalu randkowego?

ZaadoptujFaceta.pl, to modny sklep, gdzie to kobiety mogą wybrać mężczyzn, którzy się im podobają. Serwis ZaadoptujFaceta.pl odwraca tradycyjne role w dziedzinie uwodzenia. To kobiety mają pełną kontrolę i decydują, którzy mężczyźni mogą z nimi rozmawiać. Podobnie jak innego rodzaju sklepy internetowe, serwis udostępnia kobietom szeroki wybór mężczyzn, których można wybierać według kilkudziesięciu kryteriów, począwszy od koloru włosów aż po zawód.

Kobiety wiedzą, że nie mogą być w żaden sposób zaczepiane przez mężczyzn, są więc bardziej rozluźnione, a także ładniejsze, niż w innych serwisach. Metoda ta okazała się niezwykle skuteczna i bardzo podoba się mężczyznom. W jakiej sytuacji mężczyzna mógłby czuć się lepiej, niż w przypadku, kiedy jeszcze przed wykonaniem pierwszego kroku wie, że podoba się kobiecie?*

Cóż, wszystkim Turczynkom (i nie tylko) życzymy z całego serca, by za pomocą tego portalu, czy też w tradycyjny sposób, odnalazły upragnioną miłość.


Źródło: erkeksepeti.com.tr, *zaadoptujfaceta.pl

 


Zobacz także

12 (czasem dziwnych) powodów, dla których się zakochujemy. Spróbuj popatrzeć mu w oczy przez dwie minuty i tego nie poczuć

Feminizm? Na co komu? Siedziałybyśmy w domu, nie kłóciłybyśmy się z partnerami o podział obowiązków i żyły spokojnie, choć bez praw

Każdy zasługuje na szczęście. 10 kroków, by być szczęśliwym

Każdy zasługuje na szczęście. 10 kroków, by być szczęśliwym