Zdrowie

Myślałam, że ten ból nigdy się nie skończy….

Redakcja
Redakcja
22 sierpnia 2022
 

Torbiele na jajnikach, kolejne `operacje, które miały na celu je usunąć, aż w końcu zabieg chirurgicznego usunięcia macicy. To historia pani Eweliny zmagającej się z endometriozą – chorobą, która przez ból odbierała jej chęci do życia i pozbawiła szans na urodzenie dzieci. Pani Ewelina jest pacjentką krakowskiego Szpitala na Klinach, w którym przeszła zabieg chirurgicznego usunięcia endometriozy z wykorzystaniem robota da Vinci. Dziś swoją walkę z tą wyniszczającą chorobą ma już za sobą, dlatego jak sama mówi – Bardzo chcę aby o mojej historii dowiedziało się jak najwięcej kobiet. Po to, żeby nie musiały znosić tego bólu przez kilkanaście lat.

W 2009 r. u Pani Eweliny zdiagnozowano torbiel jajnika, która okazała się być ogniskiem endometriozy. Lekarz podjął decyzję o zabiegu chirurgicznym, który miał to ognisko skutecznie usnąć. Z perspektywy czasu widzę, że objawy endometriozy towarzyszyły mi wiele lat zanim poszłam na ten zabieg. Miałam obfite, długie i bolesne miesiączki, a jak skarżyłam się na nie ginekologom to odpowiadali zawsze w ten sam sposób  „boli, bo ma boleć” – wspomina pani Ewelina. W 2009 r. pani Ewelina nie była świadoma, że to dopiero początek jej zmagań z endometriozą…

 Endometrioza to choroba polegają na występowaniu ognisk błony śluzowej macicy poza jamą macicy. To tkanka aktywna hormonalnie, co oznacza że „żyje” w rytm cyklu miesiączkowego. Jest drugą, co do częstotliwości występowania, chorobą młodych kobiet pomiędzy 20, a 40 rokiem życia. Zgodnie z szacunkami w samej Polsce z jej powodu może cierpieć aż 2 mln kobiet. Przewlekły ból to jeden z głównych objawów choroby, tak samo jak problemy z zajściem w ciążę. Pacjentki często uskarżają się również na bolesne miesiączkowanie, przewlekły ból w miednicy, ból podczas współżycia czy nawet oddawania moczu.  Z uwagi na fakt, że endometrioza nie jest diagnozowana odpowiednio wcześnie prowadzi do wielu powikłań, które razem z dolegliwościami bólowymi przyczyniają się do znaczącej utraty jakości życia kobiet nią dotkniętych – mówi dr n. med. Maciej Olszewski z krakowskiego Szpitala na Klinach, specjalizujący się w operacjach ginekologicznych z wykorzystaniem robota da Vinci.

Ewelina, 42 lata

W 2012 roku pani Ewelina dowiedziała się, że znowu ma torbiel na jajniku, dokładnie w tym samym miejscu co 3 lata wcześniej. Musiała przejść operację a zastosowane leczenie hormonalne pomogło jedynie na krótki czas. Jej historia wręcz książkowo wpisuje się w schemat endometriozy, jej objawów jak i progresu choroby.

W 2014 r. endometrioza spowodowała, że dosłownie zwijałam się z bólu. Standardowo wylądowałam u ginekologa, znowu usłyszałam, że trzeba operować z tym wyjątkiem, że tym razem oprócz ogniska endometriozy konieczne było usunięcie zrostów, które pojawiły się na wskutek poprzednich zabiegów. Ale coś poszło nie tak, bo podczas usuwania kawałka jajnika chirurg uszkodził mi przewód moczowy. Po zabiegu musiałam chodzić z cewnikiem założonym bezpośrednio do nerki. Ale najgorsze okazało się być dopiero przede mną – wspomina pani Ewelina. Dostałam sepsy w wyniku czego trafiłam na OIOM. Rekonwalescencja po tym wszystkim zajęła mi wiele miesięcy.

 Wszczepy ognisk endometriozy mogą lokalizować się na jelitach, pęcherzu moczowym, otrzewnej, a także jajnikach i jajowodach, czego konsekwencją są różne stany chorobowe adekwatne do umiejscowienia endometriozy, np. torbiele jajników, krwiomocz, krwawienie z przewodu pokarmowego. W przebiegu choroby dochodzi także do tworzenia się zrostów. Opóźnienie w postawieniu diagnozy i wdrożeniu odpowiedniego leczenia może skutkować rozprzestrzenieniem się endometriozy.  Często najskuteczniejszym sposobem leczenia endometriozy jest zabieg chirurgiczny, a za złoty standard uważa się podejście minimalnie inwazyjne. – tłumaczy dr n. med. Maciej Olszewski.

Jest rok 2018 pani Ewelina znowu słyszy, że ma torbiel i znowu trafia na blok operacyjny. Wtedy miałam naprawdę dość tej endometriozy. Ile jeszcze można? Dostałam terapię hormonalną a wraz z nią 10 dodatkowych kilogramów, których nie cierpiałam. O tyle, że terapia wytłumiała miesiączki. Jakby było mało pojawiły się bóle pleców i  podbrzusza, promieniujące na całe ciało, które obierały mi chęć na cokolwiek. – wspomina pani Ewelina.

Ten 2018 r. okazał się przełomowy. Ponieważ terapia małych kroczków okazała się nieskuteczna pani Ewelina podejmuje decyzję  o radykalnym, dużym kroku, tym bardziej, że choroba cały czas postępuje a odstępy pomiędzy pojawieniem się kolejnych, nowych torbieli robią się coraz krótsze. Chodziłam po specjalistach szukając pomocy, ale wszyscy widzieli tylko jedno wyjście: radykalna operacja usunięcia  jajników, macicy i wszystkiego innego – wyjaśnia pani Ewelina. Tylko, że już po tych wcześniejszych zabiegach panicznie bałam się trafić na stół operacyjny. Pomyślałam sobie, że może gdzieś robią to mało inwazyjnie i w ten sposób dowiedziałam się o krakowskim Szpitalu na Klinach, gdzie endometriozę leczą robotem da Vinci.

Chirurgia robotyczna zajmuje coraz ważniejsze miejsce w leczeniu endometriozy, zwłaszcza w celu uzyskania bezpiecznej i radykalnej operacji endometriozy głęboko naciekającej (DIE). Pozwala chirurgowi na przezwyciężenie wewnętrznych ograniczeń technicznych konwencjonalnej laparoskopii, dzięki większej swobodzie ruchów o zasięgu 560 stopni, doskonałemu powiększeniu obrazu pola operacyjnego z kamery 3D o wysokiej rozdzielczości oraz eliminowaniu drżenia rąk operatora.  Jest bezpieczną i doskonale sprawdzającą się techniką w zaawansowanych stadiach choroby –  mówi dr n. med. Maciej Olszewski.

Okazało się, że decyzja pani Eweliny o wyborze techniki zabiegowej była najlepszą jaką mogła podjąć. Podczas operacji lekarze zidentyfikowali ogniska endometriozy nie tylko na narządach rodnych ale również na jelitach i pęcherzu moczowym.

Za zabieg zapłaciłam z własnych pieniędzy. Dzisiaj z perspektywy czasu nie żałuję żadnej wydanej złotówki. Żałuję jedynie tego, że tak długo się męczyłam ale czasu już nie cofnę. – wspomina pani Ewelina. To przez ten wieloletni ból, który odbierał mi chęć do życia, chcę dziś krzyczeć do wszystkich kobiet, żeby nie zakładały, że musi nas boleć. Żeby szukały dla siebie rozwiązania, bo jak widać po moim przypadku endometrioza to choroba, która niszczy,  wpływa na relacje w związku i odbiera szanse na urodzenie dzieci. W przejściu przez chorobę przez te wszystkie lata pomogli mi moi najbliżsi oraz mój partner. Przed nami droga tylko we dwójkę, ale mam nadzieję, że los nam to jakoś wynagrodzi – mówi pani Ewelina.

Centrum Leczenia Endometriozy krakowskiego Szpitala na Klinach działa od 2021 r. pomagając kobietom dotkniętym tą chorobą w jej diagnostyce i nowoczesnym leczeniu operacyjnym
z wykorzystaniem robota da Vinci. Od lipca 2022 r. chirurdzy  tego szpitala korzystają
z rozszerzonej rzeczywistości, która  umożliwia im  bezpieczniejsze zaplanowanie i przeprowadzenie skomplikowanych zabiegów usuwania głęboko naciekającej endometriozy. Chirurgiczne leczenie głęboko naciekającej endometriozy wiąże się z istotnymi trudnościami dla operujących lekarzy z powodu zaburzonej anatomii w obrębie narządów miednicy mniejszej. W praktyce oznacza to, że operacja  wiąże się z dużym ryzykiem poważnych powikłań śródoperacyjnych, jak np. uszkodzenia jelit, pęcherza moczowego i moczowodów oraz dużych naczyń w miednicy mniejszej, a także powikłań późnych, takich jak przetoki odbytniczo-pochwowe i pęcherzowo-pochwowe. Wykorzystanie hologramów opartych na rzeczywistych danych pacjentki pozwala stworzyć wewnętrzny model narządów miednicy mniejszej. Dzięki wsparciu rozszerzonej rzeczywistości chirurdzy zyskują nowe możliwości wizualizacji i prezentacji danych  medycznych, dzięki czemu są w stanie  zobaczyć oraz ocenić zrosty i ogniska endometriozy, jak również ich dokładną lokalizację w stosunku do innych narządów, co pozwala na bezpieczne i dokładne zaplanowanie operacji i zmniejszenie ryzyka powikłań. – tłumaczy dr n. med. Maciej Olszewski.


Zdrowie

Miała 10 lat kiedy została zgwałcona. Dzisiaj Margaret wyznaje, z jakim koszmarem mierzyła się od dzieciństwa

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
22 sierpnia 2022
Margaret/ Instagram

Zostałam zgwałcona. Jako dziesięcioletnia dziewczynka”, wyznała Małgorzata Jamroży w wywiadzie dla Karoliny Sulej, który został opublikowany w jej książce pt. Ciałaczki”. Nie padają nazwiska. Nie dowiadujemy się, kto był oprawcą Margaret. „Wiele ze słów, które wtedy padły, nie znalazło się w tym reportażu. Są zbyt bolesne, zbyt osobiste. Ale to, co wyłania się z tej historii, oprawionej ogromnym cierpieniem, samotnością i poczuciem winy – to przede wszystkim siła. Gosia podkreśla, że to zdarzenie – przez wiele lat pomijane przez nią w różnego typu wywiadach – ją ukształtowało”, opowiada dziennikarka.


Margaret nigdy nie opowiadała o swoich traumach z dzieciństwa. Starała się unikać wywiadów. A jeśli ich udzielała, to wolała takie krótkie i w żartobliwym tonie. Pamiętam, że kiedy z nią rozmawiałam przed laty, chętnie opowiadała o swoich tatuażach i mówiła np. że najdłuższy związek udało jej się stworzyć z … psem i śmiała się głośno. Nie miała wtedy szczęścia w miłości. Dopiero, kiedy poznała rapera i producenta muzycznego Piotra Kozieradzkiego (dziś męża), zaczęła wierzyć w miłość i nabrała wiatru w żagle. Choć wiele osób krytykowało ten związek, ona dziś mówi, że Piotr zawsze stał za nią, jak skała. Dzięki niemu też uwierzyła, że nie musi być ikoną popkultury, że może iść własną ścieżką. Zamieszkać blisko natury w holenderskim drewnianym domu. Nie spieszyć się. Nie kręcić dziesięciu reklam na miesiąc.

Trauma z dzieciństwa

Margaret opowiada Karolinie Sulej, że na początku kariery wszystkie jej decyzje były dyktowane traumą z dzieciństwa. Na przykład pracoholizm, który paradoksalnie dawał Gosi chwilę wytchnienia od natrętnych myśli i wspomnień. Tak działa wiele osób, które cierpią. Robią coś w sposób kompulsywny, żeby nie myśleć o tym, co ich najbardziej boli. Jamroży u szczytu kariery koncertowała niemal bez przerwy. Wydawała się aktywna, uśmiechnięta, wesoła. Jak typowa idolka nastolatek.

Kiedy zaczynała, kompletnie nie była gotowa na show-biznes. Miała wtedy depresję, za sobą próbę samobójczą. Wszystko to wydarzyło się, kiedy na rynku ukazał się jej pierwszy singiel Thank you very much”. A fani myśleli, że właśnie widzą przed sobą niesamowicie wesołą postać, energetyczną, silną, burzącą konwenanse i w końcu świetnie śpiewającą po angielsku. Nagłówki gazet pytały: „Czy Margaret zrobi karierę na całym świecie?”. „Co to za niesamowite zjawisko?”.

A prawda była taka, że ona w tym czasie czuła się w środku krucha. Cierpiała. „Musiała mieć nieustannie zajętą głowę, przemieszczać się, coś robić. Byle nie myśleć, byle nie wracać do tego, co ją spotkało. Przemierzone kilometry, intensywnie przepracowane lata nie uśmierzyły jednak bólu. Dopiero niedawno wybaczyła swojemu oprawcy i dopiero to pozwoliło jej odzyskać zdrowie”, pisze o Małgosi dziennikarka i dodaje: „Mimo sukcesów i sławy przez lata wciąż nosiła w sobie wstyd. Czy widać po niej jej historię? Oby tylko nikt nie zauważył. A jednocześnie coraz bardziej pragnęła, żeby jednak ktoś to zrobił”.

 

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Maggie (@margaret_official)

Gwałt jest jak rak, który toczy duszę

Margaret podczas pewnych warsztatów muzycznych siedziała przy ognisku i słuchała historii jednej z uczestniczek, która opowiadała o swojej walce z chorobą nowotworową. Wszyscy jej współczuli i powtarzali, że jest dzielna. „Wtedy Gosia myślała tylko o tym, że wolałaby mieć nowotwór niż ten rodzaj raka, który ją toczył od środka”, napisała Sulej.

„To moje najczarniejsze wspomnienie. Zazdrościłam komuś, że ma raka. To mnie bardzo uderzyło. Po tym wydarzeniu po raz kolejny zaczęłam szukać pomocy specjalisty”, opowiada Margaret.

Jesienią 2019 roku czuła się już tak zmęczona i wypalona, że depresja wróciła. Dzięki terapii Małgosia wie, że być może jej depresja nigdy się nie skończyła, po prostu trwała ukryta pod nawałem obowiązków, które nie pozwalały jej się zatrzymać i zastanowić, co tak naprawdę czuje.

„Powoli przepracowywała całe lata chowania się za pracą. Wstyd wynikający z przeżytych traum, wstyd z powodu tego, że znów sobie nie radzi. Zarzucała sobie, że jest słaba, nieporadna, a nawet nie potrafi docenić swojego życia, kiedy inni tak zazdroszczą jej sukcesów”, napisała Sulej.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Maggie (@margaret_official)

Na koniec wywiadu Margaret mówi: „Chciałabym już odkleić się od moich dramatycznych doświadczeń i żyć. Bo widzisz, czasem posiadanie problemu jest uzależniające. Przyzwyczaiłam się do życia w trybie walki, wracałam więc do tego latami i wracałam. Dopiero zaczynam widzieć, że może być tak spoko, tak cicho. Dziś wiem, że moja cała kariera to było zaklepywanie ran, chciałam pokazać swoją nieskazitelność. Wiesz, takie – she did it. Pamiętam, że jak miałam pierwszy koncert po pandemii, to dostałam ataku paniki z nerwów, i zdałam sobie sprawę, że wcześniej bycie w tym lęku było dla mnie normalnym stanem. Nic dziwnego, że lekcje śpiewu nie pomagały. Teraz dużo mniej ćwiczę, a dużo lepiej śpiewam. Niewypowiedziane słowa już nie grzęzną mi w gardle. A moja historia stała się moją siłą”.


Zobacz także

Puchną ci nogi i masz problemy z włosami? Możesz cierpieć na niedobór białka

Zdrowy styl życia polskiej młodzieży pozostawia wiele do życzenia! Wyniki najnowszej rundy badań HBSC

nowotwory u kobiet

Tsunami pacjentów onkologicznych w szpitalach! Wywiad z prof. Mariuszem Bidzińskim