Zdrowie

Czym kończy się obgryzanie paznokci? Teraz naprawdę przestaniesz to robić…

Pani Mądrala
Pani Mądrala
15 marca 2018
Fot. iStock/precinbe
Następny

Co i rusz ścigam moje dziecko, żeby przestało obgryzać paznokcie. Dosłownie doprowadza mnie to do szału. Tymczasem… wcale nie jestem lepsza. Wiele razy złapałam się na tym, że nieświadomie wkładam palce do ust, gdy nad czymś rozmyślam lub w skupieniu oglądam jakiś interesujący program. Co ciekawe, nie robię tego, gdy mam ładne, długie paznokcie (no dobra, wtedy skubię skórki…), ale gdy tylko są krótkie… ehhh! Trudno oduczyć czegoś drugą osobę, gdy samemu ma się pewien nawyk. Dlatego też postanowiłam zgłębić temat. Bo skoro nie skutkują argumenty estetyczne, to może trzeba dowalić z grubej rury…Zacznijmy od tego, że obgryzanie paznokci ma swoją fachową, medyczną nazwę – onychofabia. Brzmi strasznie, prawda? Tak właśnie określa się to zaburzenie kompulsywno-obsesyjne, występujące np. w sytuacjach stresujących i pomagające rozładować napięcie (matko, to o mnie).

Skutek, który widać na pierwszy rzut oka? Brzydkie, zaniedbane dłonie. I co z tego, że kilka razy dziennie je kremuję, skoro dalej wyglądają fatalnie? Niestety, może i mam nawilżoną i zregenerowaną skórę, ale dla paznokci to jednak za mało.

Najgorsze jednak jest to, że obgryzanie paznokci niesie wiele innych, przykrych konsekwencji. Na przykład, jeśli aktualnie zmagamy się z opryszczką na ustach, poprzez wkładanie palców do ust możesz roznieść wirusa na całym ciele, powodując np. wystąpienie opryszczki w okolicach narządów płciowych. Nie trzeba chyba dodawać, że można także zarazić inne osoby, które dotykamy naszymi dłońmi, np. partnera, dzieci.

Co ciekawe, obgryzanie pomalowanych paznokci powoduje, że połykamy różne toksyny. Cholera wie, z czego wykonane są te wszystkie lakiery, hybrydy, odżywki i tipsy… Po co się tym dodatkowo truć? Już wystarczy, że płytka naszego paznokcia musi to znosić.

Podobno w skrajnych przypadkach, u osób które obgryzają paznokcie aż do łożyska (skąd wyrasta paznokieć), może dojść do zahamowania wzrostu paznokci. Co to oznacza? Bye, bye długie, piękne pazurki…

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zdrowie

Skończył ci się tusz? Nie wyrzucaj szczoteczki! Jeszcze się przyda

Pani Mądrala
Pani Mądrala
26 marca 2018
Fot. iStock/PeopleImages
Następny

Należę do tego grona durnych bab, które ciągle muszą coś testować i eksperymentować z czymś. Na przykład z kosmetykami. Co z tego, że ten podkład super się rozprowadza i idealnie pasuje do mojej cery? Przecież mogę wypróbować inny, który akurat jest w promocji. Co z tego, że ten tusz do rzęs się nie rozmazuje? Wypróbuję inny, a nuż będzie jeszcze lepszy. Oczywiście efekty tych eksperymentów są różne i koniec końców zostaję z różnymi napoczętymi kosmetykami, których później nie używam albo używam, bo szkoda kasy. Nie pytajcie mnie, gdzie tu sens i logika, bo sama nie wiem. 

Ale te różne kosmetyczne wtopy czegoś mnie nauczyły – wykorzystywania niektórych produktów w nieoczywisty sposób. Zaczęło się od tuszu do rzęs. Zakup dobrego graniczy z cudem – wszystkie o tym dobrze wiemy. Albo jest tak, że sam tusz się rozmazuje lub kruszy w ciągu dnia, ale za to ma świetną szczoteczkę, która idealnie rozprowadza produkt na rzęsach, albo owa szczoteczka jest do bani, a tusz rewelacyjny. Znacie to? No właśnie. I dlatego ja nigdy nie wyrzucam szczoteczek od tuszu do rzęs.

Zaczęło się od podmianki. Miałam kiedyś jeden tusz, który miał rewelacyjną szczoteczkę. Taką, która docierała do każdej rzęsy, podkreślała je i trudno było umazać się wokół (btw. nie wiem, naprawdę nie wiem, dla kogo oni produkują te wszyscy szczoteczki, przypominające szczotki od WC. Przecież tym nie da się pomalować…). Problem w tym, że sam tusz był beznadziejny. Przełożyłam więc tę szczoteczkę do innego tuszu. Rewelacja! Niestety ten patent nie zawsze się sprawdza, ponieważ opakowania mają różne otwory i długości, przez co nie każda szczoteczka pasuje do każdego tuszu. Ale generalnie polecam ten patent.

Szczoteczkę od tuszu można także wykorzystać na inne sposoby. Jeśli kosmetyk już się skończył lub wysechł, należy bardzo dokładnie ją umyć, żeby na powierzchni włosków nie znajdowały się już żadne pozostałości tuszu. Co dalej?

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zdrowie

Czego lepiej nie podgrzewać w mikrofalówce? Ta wiedza może zaoszczędzić sprzątania lub uchronić przed pożarem

Pani Mądrala
Pani Mądrala
13 marca 2018
Fot. iStock/Maximkostenko
Następny

Mikrofalówka to naprawdę wspaniałe urządzenie. Wiem, wiem, wysyła jakieś-tam fale, które mogą być groźne dla zdrowia tak na dłuższą metę, ale nie dajmy się zwariować. Większość z nas korzysta z niej sporadycznie. A co naukowiec, to i inne zdanie ma na ten temat. Osobiście bardziej obawiałabym się tych wszystkich wysokoprzetworzonych, gotowych potraw, które w niej podgrzewamy. Tam to dopiero jest cała tablica Mendelejewa! 

Od czasu do czasu i ja korzystam z mikrofalówki, żeby coś podgrzać. Bądźmy szczerzy – to jest po prostu wygodne, pozwala zaoszczędzić sporo czasu i znacznie redukuje liczbę brudnych naczyń (to koszmarne podgrzewanie w garnkach, garnuszkach, rondelkach… podsmażanie na patelni…). Czasem jednak można przesadzić. Mnie raz poniosło i z rozpędu wsadziłam do mikrofalówki surowe jajko. Normalnie akcja roku! Oczywiście nie liczyłam, że w ten sposób otrzymam jajko na twardo, ale na miękko już tak… Chciałabym zobaczyć moją minę, gdy wybuchło wewnątrz mikrofalówki. Można sobie wyobrazić, ile potem miałam sprzątania. Już chyba ekonomiczniej byłoby ją wyrzucić i kupić nową 😉

Tym oto sposobem dowiedziałam się, że jajek lepiej w mikrofalówce nie umieszczać. Chcąc uchronić się przed podobnymi wpadkami w przyszłości, postanowiłam sprawdzić, czego jeszcze nie należy podgrzewać w ten sposób. I okazuje się, że lista jest całkiem dłuuuga!

Smażone potrawy

Tłuszcz podgrzewa się bardzo szybko, co grozi zapaleniem wewnątrz mikrofalówki. Każdy, kto choć raz podgrzewał schabowego na pewno słyszał te charakterystyczne, „strzelające” odgłosy. One nie wróżą niczego dobrego!

Ostre papryczki

Zawierają kapsaicynę – substancję odpowiedzialną za ich ostry smak. W mikrofalówce uwalnia się on znacznie szybciej i w dużym stężeniu znajduje się w parze, która zostaje wytworzona w trakcie podgrzewania. Gdy otworzyć drzwiczki, może buchnąć ci prosto w twarz, powodują bolesne podrażnienie.

Woda

Tak, tak! Też byłam w szoku. Może się okazać, że osiągnie tak wysoką temperaturę, że dojdzie do poparzenia, choć na pierwszy rzut oka wcale nie będzie widać wrzenia. Dopiero po wrzuceniu czegoś do niej zacznie gwałtownie się unosić.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie