Zdrowie

5 naturalnych i bezpiecznych sposobów na problemy z żołądkiem

Redakcja
Redakcja
11 lipca 2022
fot. PeopleImages/iStock
 

Zbliża się lato i czas wakacyjnych wyjazdów. Zazwyczaj niosą one ze sobą wiele pozytywnych wrażeń, lecz niestety, latem mogą również przytrafić nam się problemy żołądkowe, które mogą dosłownie „zatruć” nam urlop.


Do najbardziej powszechnych dolegliwości pokarmowych, które mogą przydarzyć się nam w czasie wakacyjnych podróży należy zatrucie pokarmowe oraz biegunka o różnym podłożu. W obu przypadkach należy szybko zareagować, modyfikując dietę, wdrażając właściwe postępowanie oraz stosując naturalne sposoby, które szybko pomogą nam pozbyć się przykrych objawów. Do zatrucia pokarmowego najczęściej dochodzi w wyniku spożycia jedzenia nieświeżego, przechowywanego w niewłaściwych warunkach lub wielokrotnie rozmrażanego. Lato sprzyja również stołowaniu się w nie zawsze higienicznych warunkach, spożywaniu nieumytych owoców i jedzeniu z
przypadkowych źródeł. Dieta wakacyjna często obfituje w pokarmy ciężkostrawne, grillowane, tłuste. Nic dziwnego, że łatwiej wtedy o niestrawność, zatrucie pokarmowe oraz inne przypadłości dyspeptyczne.

Objawami zatrucia pokarmowego są zazwyczaj: skurczowe bóle brzucha, biegunka, nudności, wymioty, czasami pojawia się ból głowy, nieco rzadziej podwyższona temperatura ciała. Biegunka okresu letniego może być natomiast efektem zakażenia rotawirusami, zmiany flory bakteryjnej podczas dalekich podróży zagranicznych, infekcji bakteryjnej, czy też wspomnianego powyżej zatrucia pokarmowego. Może towarzyszyć jej osłabienie, nudności, bóle brzucha, wzdęcia i gazy.

Co zrobić, aby przykre dolegliwości pokarmowe nie zepsuły nam wakacyjnego urlopu? Warto wówczas szybko wdrożyć odpowiednie postępowanie i sięgnąć po naturalne leki, które pozwolą nam poradzić sobie z problemem i nie dopuścić do rozwoju poważniejszych objawów. Oto kilka wskazówek postępowania, które najlepiej zastosować, gdy żołądek zacznie dawać znać o sobie:

1. Zadbaj o właściwe nawodnienie organizmu

Podczas biegunki i wymiotów szybko tracimy sporą ilość płynów ustrojowych, co może grozić odwodnieniem organizmu. Najbardziej narażone są na nie dzieci oraz osoby starsze i osłabione. Ważne jest zatem, aby systematycznie i regularnie nawadniać chorego. Płyny należy podawać powoli i w bardzo małych objętościach, ponieważ organizm nie jest w stanie przyswoić większych ilości, które mogą wręcz podrażnić żołądek i sprowokować lub nasilić wymioty. Płyn podajemy łyżeczką, jedną łyżeczkę w odstępie co kilka minut, w miarę ustępowania objawów zwiększając ilość i częstotliwość.

Do nawadniania najlepiej użyć słabej, czarnej herbaty, posłodzonej cukrem (około 2 łyżeczki na szklankę). Czarna herbata zawiera garbniki – związki o działaniu ściągającym i przeciwzapalnym, które pomagają w leczeniu przewodu pokarmowego i jego regeneracji w przebiegu biegunki, ograniczają stan zapalny i wspomagają zwalczanie wirusów, jeśli mamy do czynienia z infekcją rotawirusową. Cukier z kolei to źródło łatwo uwalnianej glukozy, która jest potrzebna, aby uzupełniać zapasy szybko traconej energii.

Choremu można podawać również samą wodę, jednak najlepiej jeśli jednocześnie zastosujemy także elektrolity (specjalne preparaty można nabyć w aptece), celem uzupełnienia strat glukozy, sodu i  potasu oraz zapobiegnięcia odwodnieniu.

2. Zastosuj odpowiednią dietę

W przypadku dolegliwości pokarmowych dieta stanowi ważny czynnik, wspomagający leczenie. Dobrze jest od razu wprowadzić restrykcje żywieniowe, a najlepiej ograniczyć jedzenie do niezbędnego minimum. Jeśli to możliwe, to przez krótki czas można w ogóle nie podawać choremu nic do jedzenia, a zadbać jedynie o nawadnianie. To pomoże odciążyć narządy trawienne, które wówczas szybciej się zregenerują i powrócą do równowagi. Zwykle zresztą chory nie ma nawet specjalnej ochoty na jakikolwiek posiłek. To zupełnie normalne, organizm potrzebuje energii na walkę z chorobą, a nie na trawienie. Na nadrobienie zaległości kalorycznych przyjdzie czas po chorobie. Jeśli jednak dolegliwości są w miarę łagodne lub już zaczynają ustępować, a chory odzyskuje apetyt, można wprowadzić właściwą dietę. Nadwyrężone żołądek i jelita nie są w stanie prawidłowo trawić i przyswajać pożywienia, więc jedzenie musi być lekkostrawne. Choremu można podać ryż ugotowany na wodzie, duszone jabłka, marchwiankę, gotowane pulpety, ziemniaki, czy suchary. Zdecydowanie zaś należy odstawić surowe warzywa i owoce, soki owocowe, słodycze, mleko i jego przetwory oraz wszelkie potrawy tłuste i ciężkostrawne.

3. Sięgnij po naturalne leki homeopatyczne

Leki homeopatyczne, najlepiej podane już od pierwszych objawów chorobowych, szybko łagodzą przykre dolegliwości, pomagają skrócić czas trwania choroby i, co ważne, zapobiegają silnemu osłabieniu, które często obecne jest w trakcie zaburzeń żołądkowo-jelitowych, ale może również utrzymywać się jeszcze pewien czas po ich ustąpieniu.

Ich niewątpliwą zaletą jest forma ich podawania. Leki te dostępne są w postaci granulek, które można podawać choremu bezpośrednio doustnie, pod język. Wówczas szybko się rozpuszczą się i wchłoną, nie wywołując podrażnienia dróg pokarmowych. W żaden sposób nie obciążają one utrudzonego przewodu pokarmowego. Granulki można również rozpuścić w wodzie (w przypadku np. małych dzieci) i podawać do popijania – często i małymi łyczkami.  Leki homeopatyczne są bezpiecznie w stosowaniu w każdej grupie wiekowej. Można więc podawać je nawet bardzo małym dzieciom, osobom w sile wieku oraz starszym i osłabionym pacjentom. Warto mieć je zawsze pod ręką, ponieważ podane odpowiednio szybko, mogą efektywnie rozprawić się z chorobą i zapobiec groźnemu odwodnieniu. W infekcjach rotawirusowych warto sięgnąć po Arsenicum album, który skutecznie radzi sobie z biegunką, wymiotami, osłabieniem, a nawet wysoką gorączką, a przede wszystkim może zapobiec odwodnieniu.

Przy zatruciu pokarmowym i niestrawności pomocna będzie Nux vomica. Dobrze sięgnąć po nią w sytuacji, gdy dominującymi objawami są silne bóle brzucha o charakterze skurczowym, którym mogą towarzyszyć nudności i wzdęcia, a niekiedy również biegunka i wymioty. Dolegliwości nasilają się po jedzeniu. Nux vomica jest również sprawdzonym środkiem na skutki przejedzenia się, a zwłaszcza spożycia
nadmiernej ilości potraw ciężkostrawnych, ostro przyprawionych oraz alkoholu. Jest wskazana przy takich symptomach jak: uczucie ciężkości po jedzeniu, odczucie „kamienia w żołądku”, senność po posiłku, zaparcia, czy szeroko pojęte zaburzenia gastryczne.

Na skutki przejedzenia się wskazany jest także Antimonium crudum. Pomoże w sytuacji, gdy dokuczają nam wzdęcia, odbijania, nudności, obfite wymioty oraz gwałtowne, wodniste wypróżnienia. Ich wystąpieniu sprzyja ciepła pogoda, nadmiar słońca oraz kąpiele w zimnej wodzie, czyli typowo letnie okoliczności.

Niekiedy dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego objawiają się niestrawnością po spożyciu zbyt dużej ilości surowych bądź niedojrzałych owoców. Jeśli w takiej sytuacji pojawi się wodnista i wyczerpująca biegunka oraz silne bóle brzucha i wzdęcia, można sięgnąć po China rubra. Przyda się ona także po zatruciu pokarmowym, szczególnie związanym z biegunką i wymiotami, które niosą ze sobą pewną utratę płynów ustrojowych i przez to mogą skutkować osłabieniem organizmu. China rubra pomoże odzyskać siły i przywrócić prawidłowe funkcje przewodu pokarmowego.

4. Zainwestuj w dobry probiotyk

Probiotyki zawierają szczepy korzystnych bakterii, które zasilają i wspomagają naturalny mikrobiom jelitowy, odpowiedzialny nie tylko za prawidłowe funkcje przewodu pokarmowego, lecz również za odporność oraz profilaktykę szeregu rozmaitych chorób. Preparaty probiotyczne odgrywają ważną rolę w schorzeniach, przebiegających z biegunką i wymiotami. Podanie dobrego preparatu z probiotykiem istotnie pomaga zwalczyć dolegliwości pokarmowe poprzez wzmocnienie naturalnej flory jelitowej. To z kolei skutkuje szybszym opanowaniem stanu zapalnego, skróceniem czasu trwania biegunki i łatwiejszą regeneracją jelit. Warto zadbać o wzmocnienie mikrobioty jelitowej jeszcze przez jakiś czas po chorobie i podawać dobry probiotyk jeszcze nawet przez kilka tygodni po ustąpieniu dolegliwości gastrycznych.

5. Ostrożnie z lekami przeciwbiegunkowymi i przeciwwymiotnymi

Wymioty i biegunka są naturalnymi mechanizmami obronnymi, dzięki którym możemy skutecznie i szybko pozbyć się z wnętrza organizmu szkodliwych drobnoustrojów chorobotwórczych lub toksyn. Jeśli ten naturalny proces zostanie zahamowany, może dojść nawet do nasilenia się objawów i pogorszenia stanu chorego, ponieważ zarazki i toksyny pozostaną w jelitach, powodując utrzymywanie się stanu zapalnego i dolegliwości bólowych. Pozwól więc organizmowi na samodzielne, w miarę możliwości, zwalczenie choroby i nie blokuj naturalnych mechanizmów ułatwiających walkę z dolegliwościami pokarmowymi.

Uwaga!

Jeżeli choremu grozi odwodnienie lub jego stan szybko się pogarsza (możliwe szczególnie u najmłodszych i najstarszych pacjentów) i niepokojące symptomy nie ustępują, trzeba skonsultować się z lekarzem, a nawet jechać z chorym do szpitala w celu podania kroplówki nawadniającej oraz właściwego zdiagnozowania. Sygnałami, świadczącymi o odwodnieniu są: wiotka i mało napięta skóra, wysuszone, spierzchnięte wargi, podkrążone i zasinione oczy, bladość, apatia, postępujące wyczerpanie, senność. Latem zdarzają się również (częściej niż w innych porach roku) takie sytuacje, jak zatrucie Salmonellą lub zatrucie jadem kiełbasianym. Trzeba wiedzieć, że obie również wymagają jak najszybszej interwencji lekarskiej, hospitalizacji i specjalistycznego leczenia.


Zdrowie

Transpłciowa Lena została pobita w przedszkolu przez dzieci. Rodzice zdecydowali się wywieźć ją z Polski

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
11 lipca 2022
 
„Dwa lata temu wywieźliśmy z Polski naszą transpłciową córkę. Córkę, która w wieku 4 lat została zwyzywana od pedałów i pobita w warszawskim przedszkolu przez dzieci”, napisała Katarzyna Aleksandrowicz na swoim Facebooku, po wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego we Włocławku. Były premier, wyszydzając osoby transpłciowe, powiedział wtedy między innymi: „Ja bym to badał”. Post Katarzyny polubiło blisko 25 tys. osób, a 11 tysięcy udostępniło. My rozmawiamy z mamą obecnie siedmioletniej Leny, szczęśliwej w szkole w Nicei.

Czy pani pamięta swoją pierwszą myśli, gdy usłyszała wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego?

– To był moment jak z filmu. Mieszkamy teraz w pięknym miejscu w Nicei, w Alpach nadmorskich. Akurat byliśmy wtedy z dziećmi na polu lawendy i robiliśmy im zdjęcia. Nagle dostałam od kilku znajomych SMS-y z linkami i pytaniem: „Czy ty to widziałaś?” Chciałam jednak usłyszeć całość, bo uznałam, że te kilka zdań mogło być wyrwane z kontekstu. Kiedy wróciliśmy do domu, odpaliłam komputer i zobaczyliśmy to wszyscy: ja, mój mąż i Lena.

Dlaczego pozwoliła pani Lenie patrzeć na Kaczyńskiego, który w niewybrany sposób żartuje z osób transpłciowych, a tłum mu wiwatuje?

– Spotkam się z takimi zarzutami, że nie powinnam pozwalać siedmioletniemu dziecku oglądać tego filmiku. A ja uważam, że problemem nie jest to, że moje dziecko usłyszało taką nikczemną wypowiedź. Problem jest to, że ktoś w ogóle powiedział takie słowa. Uważam, że moje dziecko ma prawo wiedzieć, że tego typu przemoc słowna i kpienie z praw obywatelskich istnieje i że to jest wyjątkowa podłość i nikczemność. Oczywiście dla żadnego z rodziców nie jest komfortowe rozmawianie na takie tematy, zwłaszcza kiedy dziecko płacze, bo czuje się tym dotknięte.

Jak w was dojrzewała decyzja, by wywieźć dziecko z Polski?

– Lena (wtedy jeszcze używałam jej dawnego męskiego imienia) chodziła do kilku przedszkoli w Polsce. Jednak zawsze, niezależnie jak bardzo empatyczna i wykształcona osoba prowadziła to przedszkole, słyszeliśmy: „Państwa syn trochę odstaje od grupy rówieśniczej. Będzie mieć ciężko, bo jest bardzo wrażliwy. Czy państwo zastanawiali się nad edukacją domową?” Dziś z perspektywy czasu uważam, że to świadczy o porażce polskiego systemu edukacji. Wtedy mówiliśmy z mężem: „Owszem możemy postarać się o edukację domową, ale przecież Lena kocha przebywać z innymi dziećmi, ona bardzo tego potrzebuje”.

Jaka była Lena jako trzy- i czterolatka?

– Ja mam dwójkę dzieci i powiem pani, że mój dwuletni syn jest zupełnie inny niż Lena. Gdyby pani podeszła do niego i na przykład nagle popchnęła, to jestem przekonana, że były gotowy wydrapać pani oczy i krzyczeć w niebogłosy, by wszyscy wiedzieli, że został skrzywdzony. Natomiast Lena od zawsze nie potrafiła reagować na przemoc.

Powiem pani, że ja nienawidziłam chodzić z nią na place zabaw, bo ona zawsze chciała się bawić z dziewczynkami, a była ubrana raczej jak chłopiec i dlatego dziewczynki ją odrzucały. A niech mi pani uwierzy, że nie ma nic bardziej bolesnego dla rodzica niż patrzenie na odrzucenie dziecka przez grupę rówieśników.

W Warszawie mieszkaliśmy w domu przy niewielkiej uliczce. Nasz ogród był oddzielony od sąsiadów siatką, a w niej była furtka, by dzieci mogły się wzajemnie odwiedzać. Nasza Lena zawsze nosiła długie włosy, bo nie pozwalała sobie ich ściąć. Kiedy zaczęła zakładać spódnicę i wychodziła do ogrodu, by sobie poskakać na trampolinie, nagle zorientowaliśmy się, że nikt już nas nie odwiedza, bo zniknęła klamka w furce po stronie sąsiadów. Lena potrafiła wtedy stać godzinami pod płotem i ze smutkiem w oczach patrzeć, jak inne dzieci się ze sobą bawią. Proszę uwierzyć, to było coś okropnego.

Dlaczego Lena nagle zaczęła zakładać spódnicę?

– Zacznijmy od tego, że na bal przebierańców chciała przebrać się za Myszkę Minnie, podczas gdy chłopcy przebierali się za superbohaterów, kowbojów i strażaków. A potem tak bardzo spodobało się jej to przebranie, że codziennie chciała chodzić do przedszkola w spódnicy myszki. Oczywiście oponowałam i zaczęła się walka. Byłam okropnym rodzicem, bo chowałam tę spódnicę na szafie i mówiłam, że nie wiem, gdzie jest. Potem położyłam ją przy pralce i mówiłam, że czekam aż nazbiera się więcej różowych rzeczy, bym mogła ją wyprać. Aż w końcu postanowiłam być bardziej radykalna: „Nie chcę, żebyś chodziła w tej spódnicy, bo bal przebierańców się już skończył. Inne dzieci nie chodzą w przebraniach do przedszkola, więc nie jest to w porządku wobec nich.” Wtedy doszliśmy do porozumienia i pomyślałam, że może skończą się problemy.

Bo to był taki moment, że dzwoniłam do przedszkola i mówiłam: „Mamy problem, bo Lena mówi, że dzieci się z niej śmieją, kiedy ubiera się w różowe koszulki. Znowu w sklepie była awantura, bo jej tłumaczyłam, że nie chcę, by ubierała się tak kolorowo, bo dzieci będą jej dokuczać. Niemal dzień w dzień zastanawiałyśmy się, jak pomóc mojemu dziecku.

Ile miała lat Lena, gdy doszło do pobicia?

– Kiedy Lena miała cztery lata, została pobita i zwyzywana przez dzieci z przedszkola. Brało w tym udział kilku pięciolatków, ale też trzylatki. Dwoje ją trzymało, a trzecie biło. Grupka wyzywała, krzycząc, że Lena jest pedałem.

 

Koszmar! Scena… jakby to robili dorośli ludzie!

– Dziś czasem słyszę od ludzi, że takie rzeczy nie dzieją, się że to wszystko zostało wymyślone. Więc jeszcze raz powiem, takie rzeczy naprawdę się dzieją! Lena wtedy chodziła do prywatnego przedszkola dwujęzycznego w Warszawie, przed którym wisiała flaga Unii Europejskiej. Miała tam możliwość wybrania dodatkowego języka hiszpańskiego i zajęć baletowych. Jeśli by pani chciała, żeby jej dziecko zostało wychowywane w otwartości do świata, to pewnie wybrałaby dokładnie takie przedszkole.

Kiedy dowiedziałam się, że Lena została pobita, zażądałam natychmiast spotkania z dyrektorką, opiekunką grupy przedszkolnej i właścicielką. Podczas rozmowy pani dyrektor płakała, właścicielka nas przepraszała, a wychowawczyni milczała. W końcu poprosiłam, by wypowiedziała się opiekunka grupy i pierwsze zdanie, które od niej usłyszałam, brzmiało mniej więcej tak: „Ale to przecież normalne, że dzieci się przezywają”. Wtedy powiedziałam: „No może u pani w domu to jest normalne, że trzylatki i pięciolatki mówią do siebie: ty pedale, ty cipo. Ale dla mnie to jest głęboka patologia”.

Natychmiast zabraliśmy dziecko z tego przedszkola i postanowiliśmy wyjechać na krótkie wakacje, by zapomnieć o tej sytuacji. Nie mieliśmy już ochoty i siły na rozmowy i pożegnania. Potem zaczęliśmy szukać nowego przedszkola. Moje dziecko poszło do niego jeszcze jako chłopiec. Nie chciało już chodzić w sukienkach, bo bało się reakcji dzieci. Ale wiedziało, że jeśli chce założyć np. różową bluzkę, to ani dyrekcja, ani nauczyciele ani przede wszystkim rodzice nie mają nic przeciwko temu.

Pamięta pani moment, kiedy Lena po raz pierwszy powiedziała, że czuje się dziewczyną?

– Tak, bardzo dobrze pamiętam. Był wieczór i stałam wtedy w kuchni. Natychmiast miałam milion myśli na raz. Jedną z nich było: „Dlaczego ja nie zorientowałam się wcześniej? Jakim ja jestem złym rodzicem!”. Dlatego spytałam Lenę, od kiedy to czuje. A ona powiedziała: „Od zawsze, tylko bałam się powiedzieć, bo się wstydziłam” i zaczęła strasznie płakać. Kiedy mąż wrócił z pracy, opowiedziałam mu o tej sytuacji i zaczęliśmy płakać razem. Nie spaliśmy całą noc. W Internecie znaleźliśmy dokument o dzieciach transpłciowych i postanowiliśmy go obejrzeć.

 

Co wtedy czuliście?

– Głównie przerażenie. Mój mąż podkreśla, że tej nocy tak potwornie płakał, nie dlatego, że stracił syna. Ale dlatego, że zwyczajnie bał się, czego to dziecko może w trakcie swojego życia w Polsce doświadczyć. Wiele razy już to powtarzałam w różnych wywiadach, że znam kilka osób transpłciowych i kilka z nich popełniło samobójstwa, dlatego, że nie mogły znieść braku akceptacji. Nie tylko społecznej, ale też wśród najbliższych. Cały czas w Polsce takie osoby są traktowane jak dziwadła, jak coś śmiesznego, jak postać występująca w cyrku. Niestety przyzwolenie na przemoc wobec nich – jak już wiemy – idzie z samej góry.

Co zrobiliście następnego dnia?

– Zadzwoniłam do Fundacji „Trans-Fuzja” i porozmawiałam z osobą transpłciową. Ona uspokoiła nas: „Owszem syn jest delikatny, nie da sobie obciąć włosów i lubi kolorowe ubrania, ale w przyszłości może być różnie. Dobrze, że staracie się to obserwować. Jeśli chcecie być spokojni, to skontaktujcie się z psychologiem dziecięcym, który jest przyjazny osobom LGBT”. Zaczęliśmy więc dzwonić.

Jak wyglądało diagnozowanie dziecka?

– Wiele osób myśli, że to przebiega szybko. Ja mówię, że mój syn chce być dziewczynką. Psycholog: „Proszę pokazać jego zdjęcie” i potem: „Tak, oczywiście to jest transpłciowe dziecko. Tu jest recepta i skierowanie na operację zmiany płci”. Nic podobnego!
My z mężem na wiele tygodni podporządkowaliśmy tej terapii wszystko. Kiedy terapeutka miała wolną godzinę, rzucaliśmy pracę, by jechać na terapię. Najpierw były to rozmowy tylko z rodzicami, potem wspólnie z dzieckiem, psychologiem i rodzicami. Dopiero gdy Lena poznała terapeutkę i jej zaufała, mogła rozmawiać z nią w cztery oczy.

Na koniec dostaliśmy opinię, która wcale nie brzmiała: „Tak, to dziecko jest transpłciowe i trzeba zmienić mu płeć”. W opinii psychologa są użyte sformułowania ostrożniejsze:  Ta osoba czuje się zdecydowanie bardziej komfortowo, kiedy zwracamy się do niej w formie żeńskiej”, „To jest osoba, która zdecydowanie lepiej funkcjonuje w społeczeństwie, kiedy wpisuje się w standardowe kobiece role”, „To jest dziecko, które woli bawić się w standardowe zabawy dziewczynek”, itp.

Wtedy zaczęliśmy rozmawiać też z Leną o tym, czy chce coś zmienić. Widzieliśmy, jak cierpi, bo chodzi do przedszkola w wewnętrznym rozdarciu. W grupie rówieśniczej funkcjonowała jeszcze jako chłopiec, mając kilka ulubionych koleżanek, a po przedszkolu biegła do domu i szybko zakładała spódnicę. W pewnym momencie powiedziała nam, że już nie chce chodzić do przedszkola, bo nie lubi, kiedy nazywa się ją „dead name”, czyli męskim imieniem.

Co ciekawe, w naszej rodzinie wszystkie bliskie osoby zareagowały na tę opinię psychologa znakomicie. Wszyscy wiedzieli, że to dziecko zawsze ubierało się jak dziewczynka, łącznie z babcią, która od lat głosuje na PiS. Nikt więc nie miał kłopotu z akceptacją.

Jak wybieraliście Lenie nowe imię żeńskie?

– Nie robiliśmy tego. Pewnego razu po prostu jechaliśmy samochodem, słuchając Kate Bush. Lena nagle spytała mnie, jakie są popularne imiona we Francji. A to już był etap, kiedy zaczęliśmy rozmawiać w domu o wyjeździe na Lazurowe Wybrzeże. Sprawdziłam więc w telefonie trzydzieści najbardziej popularnych imion i stąd chyba wzięła się Lena. Ale niech pani zwróci uwagę, ona nie pytała o wymyślne imiona, że moje dziecko chce być taka jak wszyscy, chce być lubiane i akceptowane.

 

Jak Lenę przywitano we francuskiej szkole?

– Fantastycznie. Z zamkniętego dziecka stała się dość szybko otwartym lubianym dzieckiem i jedną z najlepszych uczennic w klasie, co podkreślam z wielką dumą. Po pół roku nauki pisała już najlepiej w klasie dyktanda. Dla mnie to jest dowód na to, że jak nie jesteś piętnowany, to możesz się wspaniale rozwijać, bo twoja energia nie jest marnowana na przetrwanie w niesprzyjającym środowisku.
Na początku jednak pierwsze kroki skierowałam do „Centre LGBT przy Ministerstwie Zdrowia, by porozmawiać o naszej sytuacji. Bałam się oczywiście ewentualnych problemów, ale usłyszałam: „U nas takich problemów nie będzie, bo Francja jest cywilizowanym krajem. Wartości Rewolucji Francuskiej traktowane są ponad wszystko: „Wolność, Równość i Braterstwo”. Nie ma tego naszego polskiego patosu: „Boga, Honoru i Ojczyzny”.

Po trzech tygodniach poszłam do wydziału edukacji. Przygotowywałam się do tej rozmowy całą noc, czytając francuskie artykuły prawne, by w razie czego móc kompetentnie odpowiedzieć wrogiej urzędniczce o prawach młodego człowieka. Kiedy dotarłam, zaczęłam spokojnie: ”Dzień dobry, przychodzę z nietypową sprawą. Moje dziecko nie zna słowa po francusku. Jest dzieckiem transpłciowym. Jesteśmy tu od niedawna i chcę zapisać dziecko do szkoły. Co możemy z tym zrobić?”. Usłyszałam: „Nie ma problemu, muszę sprawdzić tylko, gdzie są wolne miejsca”. Urzędniczka była zupełnie zaskoczona, że ja spodziewam się problemów. Powiedziała mi, że we Francji są wysokie mandaty za przemoc w szkole, za homofobię i za transfobię.

Co to znaczy?

– Jeśli uczniowi dzieje się jakakolwiek krzywda, to zgłasza się to na policję i wyciąga się konsekwencje wobec dorosłych, których dzieci stosują przemoc. Nie ma długich i dezorientujących rozmów po omacku, jakie prowadziliśmy z mężem w polskich przedszkolach. Na koniec miłą urzędniczką powiedziała mi, że nie wierzy, by gdziekolwiek był problem, ale zapisuje mi swój prywatny numer telefonu i gdybym miała jakiekolwiek pytania, zaprasza do dzwonienia. Zaniemówiłam. Podziękowałam i chyba byłam trochę w szoku.

Potem dyrektorce francuskiej szkoły powiedziałam, że w dokumentach córki widnieje jej stare męskie imię i nie chciałabym, by ono było używane, zwłaszcza że moje dziecko nie zna języka francuskiego i nie będzie umieć się do tego odnieść. Dyrektorka powiedziała, że rozumie, ale że przed rozpoczęciem nauki chciałby poznać Lenę. Kiedy przyszłyśmy, spodziewałam się długiej, być może stresującej rozmowy, a okazało się, że dyrektorka potraktowała Lenę jak każde inne dziecko. Pokazała jej tylko szatnię i jak przykładać czytnik, by otworzyć drzwi oraz gdzie jest toaleta.

Czy wy kiedyś wrócicie do Polski?

– Nie, nigdy nie wrócimy do Polski. Natomiast o historii Leny zawsze będę chciała mówić. Bo jeśli jestem w stanie jednym wywiadem przekonać choć jedną osobę w Polsce, by powstrzymała się od głupich komentarzy, które ranią osoby ze środowiska LGBT, to uważam, że warto.

Czuję się też odpowiedzialna za ludzi, którzy do mnie piszą. Wygodnie być neutralnym i myśleć sobie, to mnie nie dotyczy. Ale jeśli uznamy, że wypowiedzi Kaczyńskiego są nieistotne, to przypomnijmy sobie czas, kiedy Hitler dochodził do władzy i część społeczeństwa nie widziała problemu, że narastają sympatie antyżydowskie i wątki nacjonalistyczne. Dlatego wierzę, że takiej dyskryminacji i agresji trzeba się mocno i jednoznacznie przeciwstawić.


Zdrowie

Co ty mówisz, a co ja rozumiem? Są rzeczy, których nigdy nie powinniśmy ani usłyszeć, ani mówić

Redakcja
Redakcja
8 lipca 2022
fot. Anthony Tran/Unsplash

Nic nie rani tak jak słowa. Potrafią nas dotknąć do żywego, utknąć w naszej głowie, naszych emocjach i blokować na długie nawet lata. Dlaczego tak się dzieje? Bo używamy zwrotów nie licząc się kompletnie z tym, jak zostaną one odczytane, zrozumiane i jaki efekt odniosą. Chyba, że używane są celowo, z pełną świadomością. Jak bardzo mogą zranić?

Ty w ogóle nie wiesz, czego chcesz od życia

Niby niewinne zdanie, rzucony komentarz do jakieś decyzji, do naszego wyboru.

Jak rozumiemy: nie umiesz podjąć żadnej decyzji, nie wiesz, jak pokierować własnym życiem, każdy twój wybór jest błędny, nie powinnaś o niczym sama decydować, bo nie masz pojęcia, co dla ciebie jest dobre.

Do niczego się nie nadajesz

Bolesne, choć wypowiedziane w jakieś konkretnej sytuacji, kiedy coś nam nie wyszło, kiedy próbowaliśmy, a ponieśliśmy porażkę. Zamiast wsparcia dostajemy nóż w plecy.

Jak rozumiemy: niczego nie potrafisz, za cokolwiek się weźmiesz, to i tak ci nie wyjdzie, nie ma sensu, żebyś próbowała czegoś nowego, bo jesteś skazana na porażkę.

Wstydzę się za ciebie

Chyba dzieci słyszą najczęściej te słowa. Bądź grzeczna, żebym nie musiała się wstydzić. Jak się zachowujesz – musze się za ciebie wstydzić. Choć w dorosłym życiu te słowa też padają dość często w różnych sytuacjach.

Jak rozumiemy: najlepiej siedź cicho i się nie wychylaj, bo jesteś nikim, kimś mało ważnym, kimś, kto nie potrafi się zachować, kogo inni nie akceptują i nie rozumieją.

W tym wieku już nikt cię nie pokocha

Która kobieta bez faceta u boku nie słyszała tych słów, zwłaszcza, gdy zagląda się jej w metrykę? Niby żart, niby rada, żeby zacząć się rozglądać za jakimiś „spodniami”, ale w nas gdzieś głęboko zostaje.

Jak rozumiemy: jestem nic nie warta, nie zasługuję nawet na miłość, bo przegapiłam swoja szansę, już zawsze będę sama

Nie histeryzuj

Słyszysz kiedy się denerwujesz, złościsz, płaczesz, czy wpadasz w panikę.

Jak rozumiemy: ogarnij się, nie pokazuj swoich uczuć, one są nieważne, zachowuj się, musisz tłumić swoje emocje, okazywanie emocji to słabość, której powinnaś się pozbyć.

Nieważne, i tak nie zrozumiesz

Słysząc te słowa, nawet gdy domagasz się jednak wyjaśnień, powiedzenia tego, czego nie dosłyszałaś.

Jak rozumiemy: lekceważę cię, nie liczę się z twoim zdaniem, nie interesuje mnie, co masz do powiedzenia, nie szanuję cię.

Chyba nie jesteś aż tak głupia?

Ktoś tak mówi komentując to, co myślisz, czy opinię, którą wyrażasz. Niby brzmi jak komplement, że nie uważa cię za głupią, a jednak…

Jak rozumiemy: co ty wiesz, nic nie rozumiesz, nie liczę się z twoim zdaniem, jest ono nic nie warte, mylisz się, nie potrafisz racjonalnie wyciągać wniosków i podejmować decyzji.

O co ci właściwie chodzi?

Pyta nas ktoś, gdy próbujemy coś wyjaśnić, dojść do porozumienia, wypracować kompromis. Po takich słowach często zamykamy się w sobie.

Jak rozumiemy: nie jest dla mnie ważne, co myślisz, co chcesz zrobić, nie ma dla mnie znaczenia, co czujesz. Nie jesteś warta mojej uwagi. Nie zawracaj mi głowy.

A nie mówiłem?

Są osoby, które często gryzą się w język unikając tego stwierdzenia. Zdają sobie sprawę, jak te słowa mogą zaboleć.

Jak rozumiemy: widzisz ty nigdy nie masz racji, zawsze się mylisz, jesteś głupia, powinnaś słuchać mądrzejszych od ciebie. Jestem lepszy od ciebie.

To tylko niektóre ze zwrotów, które padają w naszą stronę, a które bierzemy bardzo do siebie. Może świadomość tego, jak one na nas oddziałują pozwoli nam się uporać z emocjami, które pojawiają się  w nas razem z tymi słowami.


Zobacz także

Dlaczego karotenoidy są cennym elementem diety?

Żel intymny – słowo grozy. Halo, nie ma się czego wstydzić! Przecież chodzi o dobry seks i komfortowe życie

worki pod oczami

Worki pod oczami mogą świadczyć o poważnych problemach ze zdrowiem. Jakie choroby mogą się do nich przyczyniać?