Psychologia Samorozwój

Po dniu relaksu obudziłam się wściekła i bardziej zmęczona niż byłam. Do diaska, dlaczego!?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
3 lutego 2022
Photo by Annie Spratt on Unsplash
 

Dziś robię sobie wolne od wszystkiego – powiedziałam przez telefon mojej przyjaciółce. – Jest niedziela, a ja mam posprzątane i ugotowane. Poprosiłam nawet córkę, by przez cały dzień wychodziła z psem. Nic nie może mi zaburzyć tego dnia spokoju. Nie pościeliłam nawet łóżka, wracam tam w piżamie i będę czytała sobie książki. Chwilo, trwaj! Tylko jeszcze zrobię aromatyczną herbatkę – dodałam i rozłączyłam się, wcześniej otrzymując od przyjaciółki gratulacje za pomysł.

Niedawno robiłam wywiad z pewną lekarką, która zajmuje się technikami prawidłowego oddychania. Byłam na jej wykładzie i oświeciło mnie: ja w ogóle nie odpoczywam! Ale nie chcę się tu użalać, bo tak żyje większość kobiet. Kiedy mamy wolne, to sprzątamy kuchnię albo zajmujemy się inną zaległością. Teraz miało być inaczej. Nawet zamknęłam drzwi do swojej sypialni, wcześniej wyrzucając z pokoju kota, by mi nie przeszkadzał. Wzięłam książkę Olgi Tokarczuk „Bieguni”, którą zaczynałam już drugi raz i odpłynęłam, bo to jest fascynująca lektura, pod warunkiem, że nikt ci nie przeszkadza.

Układ współczulny i przywspółczulny – co to ma do odpoczynku?

Muszę tu nadmienić, że od wspomnianej lekarki dowiedziałam się też, że mój autonomiczny układ nerwowy składa się z dwóch – współczulnego i przywspółczulnego. Ten pierwszy często nazywany jest systemem „walcz lub uciekaj”, ponieważ jest zaangażowany w sytuacjach stresowych. Tymczasem przywspółczulny nazywamy układem „odpoczynku i trawienia”. Dlaczego? Bo często uruchamia się po niedzielnym obiedzie, kiedy mamy czas na relaks i ogarnia nas błogość. Ale w tym samym czasie nasz organizm przeprowadza różne bardzo skomplikowane działania naprawcze, które sprawiają, że potem mamy więcej sił, bo jesteśmy wypoczęci.

Nieopatrznie jednak zabrałam ze sobą do sypialni… telefon. Bzzz… Brrr… – rozległy się dzwoneczki. O matko, jakie to były głupoty: najpierw masa reklam, informująca mnie o najróżniejszych intratnych zniżkach: na soczewki, karmę dla psa i loty do Radomia. Kiedy ja udzieliłam na to wszystko zgód? Kiedy pozwoliłam się tak rozpraszać? Po co? Byłam zirytowana. Czy to w ogóle da się jakoś zablokować?

Potem zabrzęczały mi nad uchem rozmowy znajomych na różnych messengerach. Próbowałam to jakoś ogarnąć, coś grzecznościowo odpisać, ale powiem wam, że ludzie (których bardzo lubię!) piszą  głupoty, w ogóle nie zwracając uwagę na interpunkcję, literówki i sens. Co za zabieranie czasu!

Postanowiłam więc wyłączyć telefon. Niech dzwonią i piszą, ja mam tryb samolotowy i czytam. Dalej więc moje oczy wędrowały po kartach Biegunów” i czułam się przez chwilę fantastycznie. Ale po godzinie takiego bezruchu wszystko zaczęło mnie uwierać. Poszłam po poduszki i umościłam się wygodnie na nowo. Jak ktoś czytał „Biegunów”, to wie, że wątki są tam bardzo pourywane, przywiążesz się do jednej historii i już pojawia się nowa. To chyba jednak nie jest książka, którą da się przeczytać za jednym posiedzeniem – pomyślałam i natychmiast poczułam, że moje powieki stały się dziwnie ciężkie.

Nagle nad swoją głową zobaczyłam córkę. Absolutnie rozbawioną i mówiącą: „Widzę, że twój układ współczulny absolutnie zdechł”.
O rany, a która to godzina? Było już grubo po 18.00, więc spałam 5 godzin. Co ja teraz będę robić i czy usnę w nocy? – zadałam sobie pytanie, ale postanowiłam się nie poddawać i odpoczywać dalej.

Jak zamiast odpoczywać marnowałam czas

Podreptałam do lodówki, a tam po moich wczorajszych urodzinach pełno jedzenia. A na pierwszym planie prawie nietknięty tort czekoladowy. „To będzie mój obiad”, pomyślałam. Nałożyłam sobie podwójną porcję i wróciłam z nią do łóżka. Zemdliło mnie. Dobra, odpoczywam dalej. Wróciłam do „Biegunów”, ale już mi nie szło. Wygrzebałam z półki więc inną książkę: „Ogarnij się, czyli jak wychodziliśmy z szamba” Artura Nowaka i Marka Sekielskiego, znanego duetu, który pracował nad filmem dokumentalnym „Zabawa w chowanego”. Panowie opowiadają w niej o tym, jak zrywali z nałogiem alkoholowym. Czyta się znakomicie, ale to momentami mocno dołująca lektura.

Po godzinie nie dałam rady i włączyłam telefon. Matko, siedem nieodebranych. Postanowiłam oddzwonić do mamy, która od razu wkurzyła mnie tym swoim pytaniem wytrychem: „Czy u was wszystko dobrze?”. Zbyłam ją kilkoma dennymi opowieściami o tym, jak to u nas dobrze i po trzech minutach byłam wolna.

Ponieważ telefon już miałam włączony, zaczęłam nieopatrznie scrollować Instagram. I tym sposobem obejrzałam milion pięćset sto dziewięćset dennych filmików. Nie wiem, jak wy macie, ale na moim Instagramie wyświetlają się zazwyczaj rzeczy dotyczące psów i zębów. Już tłumaczę. Chyba chodzi o to, że śledzą nas jakieś pliki cookies i podsuwają nam te obrazy, nad którymi zawieszamy najdłużej oko. A ja lubię oglądać, jak ktoś wierci w zębach, a potem wypełnia go plastyczną masą, albo jak robią te piękne białe nakładki szczerbatej dziewczynie. Co zaś się tyczy zwierząt, oglądam głównie labradory. Jest taka seria: właściciel warczy na psa i czeka na jego reakcję. A pies hyc pod kanapę się chowa z przerażenia. Albo jest taki gość, co nazywa się „Grunt the fetch ball king” i on ma filmiki, na których ogląda, jak ktoś adoptuje, ratuje lub reanimuje pieska. I ten wielki umięśniony facet płacze jak małe dziecko, kiedy to ogląda. Czujecie, ja oglądam gościa, co płacze, że coś ogląda. Masakra! Ani się obejrzałam, a na zegarze wybiła godzina. 21.00 godzina. Scrollowałam dwie godziny. To ma być wypoczynek? To chyba bardziej przypomina niszczenie sobie mózgu!

W tym momencie wiedziałam już, że mój dzień relaksu jest skrajnie beznadziejny. Totalnie go sobie zepsułam.

Nie muszę już chyba mówić, że nie mogłam tej nocy zasnąć do 3.00 nad ranem. Wszystko mnie od leżenia bolało, przekręcałam się całą noc z boku na bok. A rano? Obudziłam się bardziej zmęczona, niż byłam dobę wcześniej.

Co o odpoczywaniu piszą w „Psychology Today”?

  1. Odpaliłam Psychology Today” – by poczytać, co się ze mną działo. Przecież naprawdę tego „dnia odpoczynku” zatrzymałam się i nic nie robiłam. Co było nie tak?
  2. „Nie oczekuj, że stres zniknie, gdy przytulisz się na kanapie. Nasze mózgi są zaprogramowane na regenerację poprzez relaksację, ale nie zawsze od razu nadrabiają zaległości”, napisała Grace Blair, dziennikarka i studentka nauk biologicznych na Uniwersytecie Floryda.
  3. Uzależniając czas odpoczynku od tego, czy na niego zasłużymy po wykonaniu określonej pracy, może skutkować  odczuciem niepokoju, gdy w końcu pozwolimy sobie na zwolnienie tempa.
  4.  Innym czynnikiem, który może sprawić, że relaksacja będzie rozczarowująca, jest posiadanie z góry przyjętych wyobrażeń, jak ona powinna wyglądać.
  5. Czasem wymuszamy na sobie ten relaks, choć akurat tego dnia czujemy się fizycznie i psychicznie bardziej przygotowane do aktywności.

Grace Blair napisała na koniec: Usunięcie wszelkich oczekiwań związanych z relaksem może być kluczem do prawdziwego czerpania z niego radości. Wykluczając wszelkie progi produktywności związane z zasłużeniem sobie na dzień wolny lub wszelkie pomysły, jak powinien wyglądać relaks, możemy sprawić, że nasz ODPOCZYNEK stanie się naprawdę tym, czym powinien być: przerwą od wymagań.

Może i racja? ! A wy, co o tym wszystkim myślicie?


Psychologia Samorozwój

Czy męski punkt G naprawdę istnieje i czy faceci w ogóle wiedzą, co to jest prostata?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
3 lutego 2022
pozycje
Photo by Dainis Graveris on Unsplash
 

Czy męski punkt G naprawdę istnieje? Tematem zajął się Sturla Pilskog, norweski urolog, autor książki „Penis, czyli o seksualności mężczyzn”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. Będziecie zaskoczeni, do jakich wniosków dotarł!


Punkt G to pojęcie dobrze znane w odniesieniu do kobiet, opisujące wyjątkowo wrażliwy obszar w pochwie, którego stymulacja może doprowadzić do orgazmu waginalnego. Określenie tego miejsca pochodzi od nazwiska niemiecko-amerykańskiego ginekologa Ernsta Grafenberga, który twierdził, że strefa erogenna zawsze znajduje się w przedniej części pochwy. Późniejsze badania podważyły tę hipotezę, a dziś niektóre wręcz sugerują, że być może punkt G u kobiet nie występuje wcale. A jak jest z mężczyznami?

Okazuje się, że u mężczyzn sprawa jest znacznie prostsza niż u kobiet! Stymulacja prostaty u wielu panów prowadzi do orgazmu i wytrysku. Oczywiście zupełnie niezależnie od stymulacji członka. Prostata jest bowiem bardzo dobrze unerwiona, podobnie jak najbardziej wrażliwe części penisa. Dlatego właśnie niektórzy mężczyźni uważają tę część ciała za niezwykle erogenną. Wciąż jednak musimy się dowiedzieć, które dokładnie rodzaje nerwów odpowiadają za dawanie rozkoszy. Na razie wiedzy w tym zakresie brak. Tu ciekawostka – męski punktu G, czasem nazywamy punktem P.

Czy mężczyźni w ogóle wiedzą, czym jest prostata?

„Przez pierwszą część życia gruczoł krokowy spokojnie leży sobie tam, gdzie jego miejsce, i sumiennie współpracuje z pozostałymi organami płciowymi. Lecz żadna idylla nie może przecież trwać wiecznie. Szczególnie w drugiej połowie życia problemy z prostatą zaczynają uprzykrzać życie mężczyznom, a wielu kojarzy ten gruczoł wyłącznie z dolegliwościami. W pewnym badaniu 52% mężczyzn twierdziło, że prostata to choroba, a zaledwie 16% wiedziało, że chodzi o narząd. Liczby te być może nie są precyzyjne, ale dobrze ilustrują to, jak wielu postrzega tę ważną część ciała”, opowiada w książce Sturla Pilskog.

Jak znaleźć i pobudzić męski punkt G?

Co ciekawe, panowie bardzo często opisują orgazm osiągany dzięki stymulacji prostaty jako silniejszy i dłuższy niż w przypadku drażnienia penisa. „Sama stymulacja może się odbywać przez masowanie obszaru między moszną a odbytem, nazywanego kroczem. Zwykle prostatę stymuluje się częściej przez odbyt, w wyniku stosunku analnego lub używania seksualnych zabawek. Dostępnych jest wiele różnych rodzajów takich przyrządów, a po lekturze relacji ich użytkowników odnosi się wrażenie, że są zazwyczaj bardzo zadowoleni”, twierdzi Sturla Pilskog.

Sposób odczuwania stymulacji prostaty to z pewnością sprawa bardzo indywidualna i nie wszyscy partnerzy mogą mieć na to ochotę. Dlatego przed takimi pieszczotami trzeba upewnić się, czy partnerzy wyrażają zgodę i chęć. To ważne! Sturla Pilskog podkreśla jednak, że co do tego, że gruczoł ten potrafi dać poczucie seksualnej rozkoszy, nie ma raczej wątpliwości.

Na co trzeba uważać?

Nie przeprowadzono zbyt wielu badań dotyczących orgazmu wywołanego przez stymulację prostaty. Jednak wyszukiwanie tego pojęcia w internecie wskazuje, że wieleset tysięcy ludzi wstukuje to pojecie, szukając informacji. To znaczy, że mają ochotę na testować te doznania.

„Seksualne eksperymenty w większości przypadków to dobra rzecz, ale warto zastosować kilka zasad bezpieczeństwa”, ostrzega Sturla Pilskog.

I dalej zaleca: „Po pierwsze, błona śluzowa w odbycie jest dość delikatna i zawiera bardzo dużo naczyń krwionośnych. Należy więc zadbać o obfite smarowanie, najlepiej w formie specjalnie do tego celu przeznaczonego lubrykantu. Warto również dopilnować, by wprowadzany przedmiot nie miał ostrych krawędzi. Zdarzało się na przykład, że zbyt długie paznokcie wywoływały krwawienia w tylnych rejonach. Mimo że samo krwawienie rzadko jest bezpośrednio niebezpieczne, uszkodzenia błony śluzowej zwiększają prawdopodobieństwo infekcji. I ostatnie ostrzeżenie: używaj tylko rzeczy, których wystający koniec znajduje się pod kontrolą. Jeśli narzędzie prześliźnie się za potężny mięsień zwieracza, samodzielne wydostanie go będzie niemal niemożliwe. Wiele razy w mojej chirurgicznej karierze stałem w sali operacyjnej, próbując wyłowić z odbytu przeróżne przedmioty, od świec i wibratorów po szklane podstawki do świeczek do podgrzewania herbaty. To fantastyczne doświadczenie dla lekarza, ale też zdarzenie, którego większość pacjentów wolałaby uniknąć”.

Czy stymulacja męskiego punktu G ma znaczenie prozdrowotne?

Okazuje się, że najprawdopodobniej tak! Z wiekiem prostata często rozrasta się ze względu na zalegający w niej ejakulat. Niektórzy twierdzą, że dzięki penetracjom, masażowi i pieszczeniu męskiego punktu G ryzyko przerostu prostaty zmniejsza się. Można więc przyjąć, że jest to skuteczna profilaktyka.

Warto też mieć świadomość, że dolegliwości związane z niewłaściwym funkcjonowaniem prostaty mogą być różne: obejmują zarówno kłopoty z oddawaniem moczu, jak i raka. Ważne jest więc, by wiedzieć, na jakie objawy należy uważać i które prawdopodobnie są niegroźne oraz przejściowe. Sturla Pilskog zaleca na koniec: „Kto się niepokoi, że coś jest nie tak, powinien zgłosić się do lekarza, gdzie nie da się uniknąć owianego złą sławą badania tego gruczołu”. Bądźcie dzielni panowie!

 


Psychologia Samorozwój

6 szkód, które sama sobie wyrządzasz, jeśli ciągle tłumisz emocje

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
3 lutego 2022
Tłumienie emocji negatywnie wpływa na samopoczucie
Fot. iStock

Tłumienie emocji dla wielu osób jest rzeczą, którą robią, by chronić siebie lub dostosować się do oczekiwań innych. Takie zachowanie być może pozwala zachować pozorny spokój w życiu, jednak w dłuższej perspektywie mści się na zdrowiu, związku i ogólnym funkcjonowaniu w codzienności. W jaki sposób szkodzimy sobie przez ciągłe tłumienie emocji?

Jakie przyczyny może mieć tłumienie emocji?

Jest wiele osób, które w dzieciństwie słyszały, że powinny być bardziej opanowane, grzeczne, powinny słuchać innych, nie mazgaić się, czy nie mówić głośno o problemach. Taka lekcja odebrana w dzieciństwie może wywrzeć negatywny wpływ na radzenie sobie z emocjami w dorosłym życiu. Być może w rodzinie, nie było dobrych wzorców, lub w najbliższym otoczeniu okazywanie emocji wciąż uważane jest za słabość. Wpływ na tłumienie emocji mogły mieć również traumatyczne przeżycia, które spowodowały pewną blokadę. Tłumienie emocji mogło też stać się ochroną przed okazaniem słabości, czy obawą przed utratą kontroli nad życiem.

Chowanie emocji w głąb siebie nie jest czymś dobrym, bo blokowanie ich nie sprawia, że one znikają. Wręcz przeciwnie.

Zobacz również: Jak emocje „zawieszają się” w ciele człowieka. Rozpoznaj napięcia, które rządzą twoim ciałem

Fot. iStock/Tłumienie emocji

6 szkód, które sama sobie wyrządzasz, jeśli ciągle tłumisz emocje

Konsekwencji takiego działania jest wiele, niektóre mogą zaskakiwać, bo przy pierwszym skojarzeniu trudne je powiązać z blokowanymi emocjami.

1. Gorzej śpisz i masz problemy z koncentracją

Być może, zamiast odpoczywać myślisz o problemach, z którymi się borykasz. Tłumienie emocji prowadzi również do obniżenia jakości snu, a w dniu następnym problemów z koncentracją, zapamiętywaniem i pogorszeniem samopoczucia. Dzieje się tak, ponieważ w ciągu dnia emocje są tłumione, ignorowane, natomiast do głosu dochodzą w nocy, gdy podświadomość próbuje „ogarnąć” to zawieszenie.

2. Przez tłumienie emocji czujesz się wyczerpana psychicznie

Nic dziwnego, że prędzej czy później dochodzi do tego, że uśmiechając się do wszystkich, w głębi siebie czujesz, że wewnętrzna walka z emocjami pochłania coraz więcej energii i powoduje wyczerpanie. Być może też łatwiej się denerwujesz, lub nie panujesz nad łzami, które pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie. Wzrasta ryzyko pojawienia się depresji lub nerwicy. Każdy z nas ma swoją granicę wytrzymałości i nie warto sprawdzać, gdzie ona się znajduje. Bez zdrowego ujścia dla emocji trudno jest odzyskać wewnętrzny spokój i równowagę.

3. Nieświadomie przenosisz je na bliskich

Upychanie w sobie negatywnych emocji może skutkować przenoszeniem problemów na bliskie osoby. To jest wyjątkowo szkodliwe, bo nikt nie chce być workiem treningowym dla kogoś, kto zbyt długo udawał, że wszystko jest w porządku. Napięta atmosfera zdecydowanie nie pomaga w znalezieniu rozwiązania problemów.

4. Pozwalasz sobie wchodzić na głowę 

Tak się dzieje, gdy ktoś traktuje cię niewłaściwie, ale milczysz, bo tak należy, bo tak będzie lepiej, lub po prostu boisz się reagować. Przyjmowanie bez słowa protestu wszystkiego, co cię spotyka, jest bardzo złe. Co więcej, taka postawa może przyciągać toksycznych ludzi, którzy bez mrugnięcia okiem mogą cię wykorzystywać.

Zobacz również: 10 kroków do wyjścia z toksycznego związku. Zacznij wszystko od początku

5. Tłumienie emocji sprawia, że chorujesz

Obciążona psychika negatywnie wpływa na zdrowie. Badanie Uniwersytetu Stanforda wykazało, że ukryte negatywne emocje mogą prowadzić do chorób. W tej sytuacji dochodzi do wzrostu tętna, ciśnienia krwi, ponieważ podnosi się poziom kortyzolu, zwanego hormonem stresu. Tłumienie emocji sprawia, że ciało absorbuje wynikający z tego stres i cierpi. W związku z tym rośnie ryzyko nie tylko pojawienia się problemów sercowo-naczyniowych, ale także bólów głowy, problemów trawiennych, wrzodów żołądka i dwunastnicy, bólów mięśni, obniżenia odporności i rozwoju stanów zapalnych.

6. Zajadasz problemy

Wiele osób, które tłumią w sobie emocje, szuka pocieszenia w jedzeniu. Zajadanie emocji prowadzi nie tylko do przybierania na wadze i obniżenia samopoczucia, ale także może powodować problemy ze zdrowiem, takie jak np. wysokie ciśnienie krwi czy cukrzyca.

Jak widać, tłumienie emocji na dłuższą metę staje się realnym zagrożeniem nie tylko dla zdrowia psychicznego, ale i fizycznego. Jeśli zauważysz, że masz problem z właściwym radzeniem sobie z emocjami, porozmawiaj z terapeutą lub psychologiem, który może pomóc ci wyjść z impasu.


źródło:  www.powerofpositivity.com 

Zobacz także

Emocjonalny oprawca. Jest tak blisko, że wydaje ci się, że nigdy się od niego nie uwolnisz

Emocjonalny oprawca. Jest tak blisko, że wydaje ci się, że nigdy się od niego nie uwolnisz

Sennik egipski – najważniejsze, tradycyjne symbole senne

Moja żałoba rozpędza się, jak mój stary skuter ze słabym akumulatorem. Im dalej w las, tym mocniej przeżywam nasze rozstanie