Psychologia

Przeczytaj tę bajkę o słoniu, a zrozumiesz, czemu brak ci odwagi na realizację własnych marzeń

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
16 listopada 2022
Young Caucasian woman looking at Elephants bathing in Pinnawella, Sri Lanka
 

Pozwól, że będę Twoim przyjacielem. Pozwól, że będę dla Ciebie kochającym rodzicem, opowiadającym mądre bajki, żebyś stał się odpowiedzialnym człowiekiem. Obiecuję, że nie będę mieszał Ci w głowie, po prostu posłuchaj historii, jakie znam…”, mówi Jorge Bucay, argentyński pisarz i psychiatra oraz psychoterapeuta. Bucay napisał niezwykle ciekawą książkę pt. „Pozwól, że Ci opowiem… Bajki, które nauczyły mnie jak żyć”. Książka opowiada o Demiánie, który jest niespokojnym chłopakiem, szukającym prawdy i który trafia do psychoterapeuty. A ten pomaga mu znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania w bardzo nietypowy sposób, bo opowiadając mu różne bajki, historie i anegdoty, pochodzące z różnych tradycji: hinduskiej, żydowskiej, buddyjskiej, chrześcijańskiej. Łączy je jedno – zawarta w nich mądrość pomaga chłopakowi zrozumieć swoje lęki i pragnienia oraz uwierzyć w siebie. My przedrukowujemy bajkę o słaniuktóra opowiada o tym, dlaczego tak często nie umiemy zmienić czegoś w swoim życiu, by znów poczuć się szczęśliwymi.

„Kiedy byłem mały, uwielbiałem cyrk, a najbardziej w cyrku podobały mi się zwierzęta. Moją uwagę przyciągał zwłaszcza słoń, który — jak się później okazało — był także ulubieńcem innych dzieci. Podczas przedstawienia to ogromne stworzenie paradowało, prezentując swój niesamowity ciężar, rozmiar i siłę… Ale po przedstawieniu i krótko przed wejściem na scenę słoń zawsze siedział uwiązany jedną nogą do kołka wbitego w ziemię.

Jednakże kołek był tylko małym kawałkiem drewna, który tkwił w ziemi zaledwie kilka centymetrów. I chociaż łańcuch był mocny i gruby, wydawało mi się oczywiste, że zwierzę, które jest zdolne wyrwać drzewo z korzeniami, mogłoby z łatwością uwolnić się z kołka i uciec.

To oczywista tajemnica. Co go trzyma w takim razie? Czemu nie ucieka? Kiedy miałem pięć czy sześć lat, wierzyłem jeszcze w mądrość dorosłych. Zapytałem więc jednego z nauczycieli, zapytałem ojca i wujka o tajemnicę słonia. Któryś z nich odpowiedział mi, że słoń nie uciekał, bo był tresowany. Wtedy zadałem oczywiste pytanie: „Jeśli jest tresowany, to dlaczego go przywiązują?”

Nie pamiętam, abym otrzymał jakąś logiczną odpowiedź. Z czasem zapomniałem o tajemnicy słonia i jego kołku, a powracało ono jedynie wtedy, kiedy spotykałem innych, którzy też kiedyś zadali sobie podobne pytanie. Kilka lat temu odkryłem (na moje szczęście), że był ktoś wystarczająco mądry, aby znaleźć odpowiedź. Słoń nie uciekał z cyrku, gdyż od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych kołków. Zamknąłem oczy i w wyobraźni ujrzałem dopiero co narodzonego i bezbronnego słonia, przywiązanego do kołka. Jestem przekonany, że słonik ciągnął, pchał i pocił się, próbując się uwolnić. I mimo że użył wszystkich swoich sił, nie udało mu się, ponieważ wtedy kołek był dla niego za solidny.

Wyobraziłem sobie, że zasypiał ze zmęczenia i że następnego dnia próbował znowu, i kolejnego dnia, i kolejnego… Aż nadszedł dzień, który odbił się strasznie na historii słonia, dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało się na swój los. Ten potężny i silny słoń, którego widzimy w cyrku, nie ucieka, ponieważ biedaczysko nie wierzy, że może. Ma w sobie utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na świat. Najgorsze jest to, że nigdy więcej nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia. Nigdy, nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swoich sił…

– I tak to jest. Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku — idziemy przez życie przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność. Żyjemy w przekonaniu, że „nie możemy” wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, kiedy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem.
Wówczas zrobiliśmy to samo, co słoń, i zarejestrowaliśmy w naszej pamięci następującą wiadomość:

Nie mogę… Nie mogę i nigdy nie będę mógł.
Dorastaliśmy, nosząc w sobie zapisaną przez nas samych tę wiadomość, która sprawiła, że nigdy więcej nie spróbowaliśmy uwolnić się z kołka. Czasem, kiedy słyszymy kajdany i dźwięczymy łańcuchami, spoglądamy z ukosa na kołek i myślimy:
Nie mogę i nigdy nie będę mógł!!!”

Jaki z tego morał?

fot. iStock

Wydaje się, że zmiana jednak w dużej mierze należy od nas. Jeśli nie spróbujemy, nie dowiemy się, czy jest możliwa. Często jednak hamują nas wspomnienie z dzieciństwa lub dawnych lat. Niby wydają się racjonalne i obiektywne, a jednak takie nie do końca tak naprawdę są. Weźmy na przykład kobietę, która pracuje w korporacji i ciągle mówi koleżankom: „Nie mam szans na to, by schudnąć. Jestem samotną matką dwójki dzieci i ledwie daję sobie radę. Nie potrafię znaleźć 15 minut dziennie na ćwiczenia”. Niby to, co ona mówi wydaje się obiektywne. A jednak prawda może też być taka, że coś te kobietę hamuje. To może być cokolwiek. Na przykład słowa ojca, która mówił jej, że o pracę trzeba dbać i wykonywać perfekcyjnie i starannie, bo pieniądze na drzewach nie rosną. Albo słowa matki, która mówiła, że każda porządna mama dobro własnych dzieci przedkłada nad własne zdrowie.

Hamują nas też wspomnienia o porażkach. Jeśli kiedykolwiek marzyłaś, by być aktorką, a nie dostałeś ułamka braw po wystawaniu szkolnego przestawienia, możesz do tej pory nosić w sobie ranę po tym wydarzeniu. Dlatego powtarzasz sobie, gdy nadarza się okazja na próbę spełnienia marzeń: „Po co próbować?”, „Na pewno się znowu nie uda”, „Nie ma sensu”, „Świat mi nie sprzyja”.

A przecież czas płynie i ty zmieniasz się razem z upływem minut, godzin, lat. Stajesz się silniejsza i mądrzejsza. Inne są też okoliczności. Dekoracje wokół ciebie naprawdę się zmieniają. Nie są już takie same jak dziesięć czy dwadzieścia lat temu. Dlaczego więc nie miałabyś znów nie spróbować? Dlaczego nie miałabyś zaryzykować, pomimo niepowodzeń? Pomimo tego, że już nie raz sparzyłaś się, ufając nieodpowiedniemu mężczyźnie? Pomimo tego, że cztery kolejne związki okazały się niewypałem?
Zawsze przecież może okazać się, że tkwisz w jednym miejscu jak wystraszona dziewczynka. A tak naprawdę, kołek, który cię „więzi” dawno już spróchniał albo jest akurat teraz łatwy do wyważania z ziemi. Zmiana wymaga odwagi, ale czasem wystarczy tylko podjąć decyzję. Dlaczego miałabyś zakładać od razu, że zmiana wymaga ciężkiej pracy? Tak może być, ale wcale nie musi.

Ludzie często popełniają jeszcze jeden błąd w myśleniu na temat zmiany swojego życia. Wyobrażają sobie, że realizowanie marzeń polega na staniu się zupełnie inną, taką fantastyczną osobą. A to jest niemożliwe, byśmy stali się kimś innym. Możemy stać się tylko sobą. Sobą zintegrowanym. Człowiekiem, który akceptuje, że czasem bywa mądry. Ale czasem bywa głupi. Czasem jest silny, ale też i słaby. Piękny, ale i brzydki. Ważne byśmy tylko nie tkwi z powodu lęku w jednym miejscu. Bo wtedy z całą pewnością nie będziemy się rozwijać.


Psychologia

Brené Brown: „Uważamy siebie za istoty myślące, które wpadają w pułapki emocji. A jest dokładnie odwrotnie”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
16 listopada 2022
Brené Brown
 

„Wszyscy jesteśmy istotami emocjonalnymi. Nikt nas jednak nie uczy, jak je rozpoznawać, jak o nich rozmawiać”, mówi Brené Brown, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu w Houston, autorka wielu bestsellerów w tym „Atlas of the Heart”, w którym opowiada o 87 emocjach. „Największy nasz błąd polega na tym, że uważamy siebie za istoty myślące, które od czasu do czasu wpadają w pułapkę emocji. A tak naprawdę jesteśmy gównie osobami emocjonalnymi, które czasem myślą” – dodaje.

Bo przecież od dzieciństwa wychowywano nas w kulcie myślenia. Komu rodzice powiedzieli, że emocje są ważne? Idziemy o zakład, że naprawdę niewielu miało tego świadomość. Raczej słyszeliśmy od matki i ojca, ale też od nauczycieli, że liczy się szkoła i logiczne myślenie oraz poskromnienie w sobie wzbierających fal uczuć. Brené twierdzi, że kiedy jesteśmy nieszczęśliwi, szukamy na zewnątrz różnych rozwiązań. Tak naprawdę rozwiązanie jest w nas. Musimy tylko z „tym czymś” nawiązać relację. Jeśli to się już stanie, dostaniemy narzędzia, by potem móc nawiązywać dobre zdrowe więzi z innymi ludźmi. A „tym czymś” – są właśnie emocje.

Dlaczego emocje są ważne?

Brené pyta, czy wiemy, że te same ośrodki w mózgu są odpowiedzialne za odczuwania bólu fizycznego, np. kiedy oparzymy sobie rękę kawą) i bólu psychicznego? Z jej badań wynika, że statystyczny człowiek niewiele o emocjach wie, bo zwyczajnie nie potrafi ich w sobie „zmapować”. Jeśli byśmy zapytali przeciętnego Kowalskiego, jakie emocje rozróżnia, ten najprawdopodobniej powiedziałby, że trzy: radość, smutek i złość. Dlaczego więc rozpoznawanie szerokiej gamy emocji, które kłębią się każdym człowieku, jest takie ważne? Okazuje się, że przyczyn jest co najmniej kilka.

  1. Jeśli rozpoznajemy tylko trzy emocje, to znaczy, że „podciągamy” pod nie całą gamę innych emocji, których nie potrafimy nazwać. Na przykład pod smutek – udrękę, rezygnację, apatię, bezsilność, tęsknotę, żałość, gorycz. Co się wtedy z nami dzieje? Czy w takiej sytuacji mamy szansę pogłębić więź ze sobą i innymi ludźmi? Naukowczyni podkreśla, że umiejętność szczegółowego i precyzyjnego nazywania tego, co czujemy, sprawia, że emocje stają się dla nas bardziej klarowne i zrozumiałe. Po prostu lepiej rozumiemy, co się z nami dzieje w danym momencie.
  2. Wszyscy mamy tendencje do posługiwania się ogólnikami. Niektórzy nie potrafią odróżnić lęku od strachu. Zawiści od zazdrości. Stresu od rozczarowania. Udręki od smutku. Poczucia pustki od poczucia zmarnowanej szansy. Dodatkowo niektórzy utrudniają sobie rozpoznawanie emocji, ponieważ na siłę chcą czuć tylko pozytywne emocje. Psychologowie nazywają to zjawisko „tyranią optymizmu”. Brené podpisuje się pod tezą, że jeśli każemy zgnębionej osobie myśleć pozytywnie, to znaczy, że nasz komfort jest dla nas ważniejszy niż to, co ona realnie czuje. Z tego powodu nie możemy w pełni zrozumieć siebie i tego, co czują inni.
  3. Według badaczki język nie służy tylko do nazywania emocji. Za jego pośrednictwem możemy wypaczyć to, co naprawdę czujemy. Przykład? Zadaj sobie pytanie, czym jest udręka. Psycholożka opisuje ją jako stan, który atakuje nasz oddech i całe ciało. Pod wpływem tej emocji z cierpienia możemy zwijać się w kłębek albo osuwać się z bólu na ziemię, bo nogi nie potrafią nas utrzymać. „Ta emocja jest taka silna, że uderza w nasze kości, dosłownie nas powala. Ale jeśli kompletnie nie potrafimy jej nazwać, to jak mamy pomagać? Jak wspierać siebie i innych?”, pyta.
  4.  Psycholożka podkreśla też, że jeśli ludzie myślą, że trudno nam rozpoznać „smutne emocje”, to z „pozytywnymi” jest jeszcze gorzej. Czy znamy różnicę między zachwytem a zdumieniem? Okazuje się, że zachwycać możemy się zorzą polarną. Natomiast zdumienie ma w sobie „zaszytą” chęć zrozumienia, by coś lepiej poznać. Przykład? „Jestem zdumiona tym, że tak szybko udało ci się wyzdrowieć. Jak to zrobiłaś?”

Zobacz także: Odczuwasz wewnętrzny niepokój? Wykorzystaj 6 sposobów na odzyskanie równowagi

Jak budować pomost między emocjami a myślami

Badaczka zachęca nas do tego, byśmy uczyli się budować pomost między emocjami a swoimi myślami. Tłumaczy, że nasze odczucia są wynikiem reakcji organizmu. Emocje są po prostu przetwarzane przez nasze ciała. Oczywiście wszystko jest też filtrowane przez kulturę czy zwyczaje rodzinne. Brown zdradziła na przykład, że w jej rodzinie wolno było czuć złość. Ale już smutku – nie. Można było krzyczeć, ale płacz był uznawany za słabość, za coś, czego lepiej unikać.

Brené twierdzi, że irytuje ją zdanie, które bardzo często słyszy. Jest to rodzaj porady: „Powinniśmy nauczyć się odczytywać emocje innych ludzi”. Ona nie wierzy, że to jest w ogóle możliwe. Uważa, że żaden Iksiński nie zrozumie emocji Igrekowskiego, nawet jeśli mu na tym zależy, nawet jeśli będzie się bardzo starał. Nie ma po prostu na to szans. Dlaczego? W emocjonalności człowieka zachodzi zbyt wiele zmiennych: każdy z nas ma inną biologię, inny zestaw genów, inną historią dzieciństwa.

Jak zatem znaleźć drogę do siebie samego i innych? Po pierwsze: „potrzebujemy tak rozległego zasobu słów, by opisywać nasze prawdziwe doświadczenia”, mówi badaczka. Po drugie: „potrzebujemy modelu komunikacji, który opiera się na ciekawości i byciu odpowiedzialnym za siebie i drugiego człowieka”, dodaje.

Zachęca, byśmy mówili raczej: „Widzę, że jest ci trudno” niż „Wiem co czujesz”. „Nie zrozumiem osoby, która nie miała takich przywilejów, co ja. Jeśli będę napierać na siłę, to tylko dodatkowo ją zranię”, mówi. Co możemy zrobić zamiast tego? „To nie będzie nic odkrywczego. Ale będzie trudne do zrealizowania. Możemy SŁUCHAĆ i WIERZYĆ ludziom w to, co mówią o swoich emocjach. Nawet jeśli to jest niezgodne z naszymi własnymi doświadczeniami, system wartości”, twierdzi. Nawet jeśli uważamy te emocje za przesadzone, a powody, z których powstały za mało istotne.

Niestety, często tego nie potrafimy robić. Umniejszamy czyjąś krzywdę albo natychmiast porównujemy do swojej sytuacji i chcemy doradzać z własnej mizernej perspektywy, która kompletnie nie bierze pod uwagę sytuacji tej drugiej osoby. A przecież ona może być mniej zamożna lub mniej inteligentna lub nie ma wsparcia w swojej rodzinie? Takie zachowania to nic innego jak mikroagresja. Sytuacja wygląda mniej więcej wtedy tak: słucham ci, ale nie wierzę, bo „twoja prawda” jest zagrożeniem dla moich poglądów.

Na koniec Brené zostawia nas z myślą, że prawdziwa więź między ludźmi powstaje, kiedy dajemy innymi i bierzemy od siebie bez oceniania.

Na platformie HBO możemy zobaczyć pierwszy sezon programu z udziałem widzów, w którym psycholożka opowiada o 30 różnych emocjach. Tytuł ten sam: „Atlas serca”.


Psychologia

Jak widzą cię inni? Rzuć okiem na obrazek i sprawdź, co oznacza twoja odpowiedź

Redakcja
Redakcja
16 listopada 2022

Jeśli jesteś osobą, która zawsze przejmuje się tym, co myślą o niej inni, ten psychotest jest dla ciebie. Spójrz na grafikę i powiedz, co zobaczyłaś jako pierwsze. 

Ciało kobiety:

Oznacza to, że w twoim charakterze leży wielka hojność. Ludzie, którzy cię otaczają, podziwiają twoje pozytywne nastawienie do życia. W grupie twoja skuteczność mówi sama za siebie i jesteś uważana za wysoce zmotywowaną i kompetentną osobę. Zobowiązujesz się do wykonania czegoś i robisz wszystko, by się z tego wywiązać. Jesteś również znana ze swoich umiejętności interpersonalnych. Potrafisz wychwytywać subtelne sygnały w swoim otoczeniu, czytać w emocjach innych oraz nawet w sposobie, w jaki się poruszają. Jesteś empatyczna i starasz się nikogo nie zranić swoimi słowami.

Ponieważ jesteś wrażliwa na energię innych ludzi, do doboru towarzystwa podchodzisz selektywnie. Jest dla ciebie niezwykle istotnym, żeby otaczający cię ludzie nie byli toksyczni. Potrafisz jasno stawiać granice.

Twarz mężczyzny:

Potrafisz zachować emocje i uczucia dla siebie. Patrząc na ciebie, postronna osoba nie będzie w stanie stwierdzić w jakim jesteś nastroju, nawet jeśli jesteś czymś głęboko zaniepokojona. W grupie jesteś znana ze swojego przywództwa i wysokiego poziomu energii. Jesteś bardzo analityczna i stanowcza w swoich decyzjach. To, że można cię nazwać wyluzowaną, nie oznacza, że ​​ślepo podążasz za tłumem. Jesteś ciekawska i bezpośrednia, a ludzie lubią przebywać w twoim towarzystwie, ponieważ masz bardzo silną, pozytywną aurę.

Ponieważ bardzo sobie cenisz ludzi, zawsze stawiasz ich potrzeby przed swoimi. Czasami jednak czujesz, że potrzebujesz potwierdzenia, że również jesteś kochana.


Zobacz także

Jaka przyjaźń nigdy nie powinna być? 7 rzeczy, które mówią, że przyjaźń jest dla ciebie toksyczna

Niczego jej nie brakuje, a jednak zdradził ją z koleżanką z pracy. Dlaczego?

„Nie wyrosłam z dziecięcych marzeń, ale zrozumiałam, że blisko są kobiety, za którymi nie biegam, nie wydzwaniam”