Karma Psychologia

Optymistyczna bajka terapeutyczna

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
11 sierpnia 2019
 

Życie jest proste. Jest sumą sukcesów i porażek ,dzieloną przez rozterki ..mnożoną przez wnioski. Takie proste. Czasami biegniemy przez życie zbierając sumę a zapominając o arytmetyce wpisanej w ramy codzienności. Potykamy się …podnosimy ..otrzepujemy i lecimy dalej. Bo po co się zatrzymywać. Czasami w swoim egoiźmie zapominamy o tym, że wartko zwolnić żeby dostrzec rzeczy …ludzi…zdarzenia ..pomnożyć i podzielić. Arytmetyka.

Biegłam ..aż czas pokazał że to co sobie wymyśliłam niekoniecznie musi mnie zadowalać. Tak życiowo.
Porażki i sukcesy…splendor i chaos…przyjaciele i wrogowie. Wszystko miało swoją „półkę” … Poukładałam. Pozamykałam…brałam ..dawałam ..Wszystko tak jak chciałam. Aż nuda na samą myśl. I wtedy los przynosi Ci „walnięcie” ..I czujesz się jak kapitan na tonącym okręcie który musi udowodnić że sztorm który zapanował nie zatopi okrętu którym sterujesz…że sztorm jest próbą i wyzwaniem…i będąc „kapitanem” wyprowadzisz” wszystko na spokojne morze.. Wtedy czuje się bezmoc ..brak siły i wiary w siebie. Wtedy widzisz jaką masz obok siebie załogę… Są tacy którzy trzymają Cię za rękę ..tacy którzy wierzą w Ciebie…Tacy co dodają sił i tacy których porywisty wiatr zdmuchuje z pokładu ..bo są zbyt słabi ..może zbyt egocentryczni i przeszkadza im stan zagrożenia…męczy sztormowe zawirowanie. Życie. Arytmetyka. Ewaluacja i wnioski. I już wiesz ..na kogo możesz liczyć. Burza jest oczyszczeniem. Fakt …męczy. Ale kiedy po burzy nastaje cisza a przestrzeń staje się klarowna …masz w sobie wiarę siłę i moc. Szybki remont okrętu i stajesz na pokładzie. Arytmetycznie rzecz ujmując z załogą która przetrwała.

Zapomniałam o burzy ..z piorunem w tle…
W tej zawieusze już nie na morzu…ale lądzie ..strzelił w tej burzy dosłownie w mój dom. .. Myśląc o tym czym to groziło i skutki jakie mogłoby być …pomyślałam.. Do cholery ..ktoś Tam doładował mnie energetycznie..
Znaleźć pozytyw w negatywie…w błysku „piorunującej” energii.

Wszystkim tego życzę… nie zapominając oczywiście o arytmetyce..:) Siła rodzi się z porażek. Po przypływie są odpływy. .a po zachodzie – wschód.

A życie? ..no cóż ..byłoby nudne gdyby nie zawirowania. Bo….każde słońce potrafi zmęczyć do bólu

Sztuką jest umiejętność bycia Kapitanem życia.
Pozdrawiam…tych co na sztormie 🙂


Karma Psychologia

Moja rol(k)a na suficie, czyli jak zmalować sobie życie..

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
13 sierpnia 2019
 

Olka nie należy do kobiet wieku rozrodczym, jeszcze czwórka na liczniku wieku z przodu, ale do piątki już blisko. No to co.. Pesel oszukasz jak czytasz go od tyłu. Ważne co w głowie, więc nie ma co się wygłupiać i akceptować. A na zmiany nigdy nie jest za późno…
I tak się stało.

Ruina w życiu

Olce w pracy nagle zaczęło się pierniczyć i to grubo.. Ponieważ piastuje dosyć odpowiedzialne stanowisko, tym bardziej czuła presję, ciśnienie i takie tam. Kryzys to mało powiedziane …przeżyła Armagedon z kosmicznym stresem. Dwa miesiące wyjęte z życiorysu – dosłownie. Duża lekcja życia i zawodowego i osobistego, bo ten czas mocno pokazał, kto jest dla niej ważny i dla kogo jest ważna. I tu okazało się, że ludzie o których nigdy by nie pomyślała „stali przy niej’ inni…..poszli sobie.
Poszli sobie?…no tak, bo układ partnerski w jakim była, też się rozwalił. W fali kulminacji kłopotów w robo ten, który był tzw. bliskim przyjacielem zwyczajnie się oddalił- dosłownie. Powiedział – „Pier**lę to” i przestrzeń go zabrała. Taki life. Tylko, co to kuźwa za niby przyjaźń kiedy zostawia się (niby) bliską osobę w procesie kulminacyjnym rozpierduchy życiowej. No cóż… Fakt jest faktem. Nawet nie chciało jej się dociekać dlaczego, z jakich powodów. Jak „Pier**lisz…to wypad… Pozostała gorycz. Sam przypadek Samca nadaje się do Milionerów – oczywiście przypadek „dlaczego” – rozpisany na punkt A, B, C, D…w podpowiedzi przyjaciela nie wystarczy. Jedyne koło ratunkowe to podpowiedz publiczności … 😉

Nowe porządki

W pracy „posprzątała , pozamiatała, ogarnęła”… Poczuła ulgę, a ciśnienie zeszło. Nadchodził urlop. Pierwsza wersja jaką miała…to zwyczajnie odpocząć. Leżeć. Czytać. Nieróbstwo. Ale im bliżej upragnionego wolnego czasu tym stres zaczął się potęgować. Olka pomyślała – Ja do cholery zamęczę się tym nieróbstwem.. Więc …skoro posprzątane
w pracy….to dlaczego nie w domu…
I się zaczęło… Malowanie.. Jak Szelągowska może to ja nie?! Odmaluję przedpokój… Hmm poszło, całkiem sprawnie. Czuła relaks….Fizycznie wyżywała się na wałku malarskim.. No to co…jeszcze pokój- ten najbardziej zaniedbany, drugi, trzeci….ehhh…to i sypialnia!!! Totalna metamorfoza – czas pogonić stare demony… I tym sposobem codziennie stawiając sobie nowy cel odmalowała całe mieszkanie!
Oczywiście w sposób koleżeński, przy dwóch pokojach wspomógł ją kolega. Zadeklarował się. Bosko. Kolega, który kiedyś ubiegał się o jej względy- bezskutecznie…teraz okazał się całkiem interesujący… Zaświeciła się kontrolka w mózgu… Niestety to było czerwone światełko ;)- kolega jak się okazało już poukładał sobie swoją przestrzeń. Pomyślała…no cóż Babo- zgubiłaś coś po drodze… Dlatego dalej rolowała swoje ściany (życie) już sama z myślą – „Jak sobie zmalujesz tak masz..” 😉
No cóż- jak iść po bandzie to i kuchnię ruszyć trzeba. No i przyszła ekipa, zrobiła rozpierduchę tak, jakby bomba wpadła do kuchni. No tu to już miała łzy w oczach. … „Się chciało się Ma”. Kupiła kuchenkę okap , zmywarkę….meble.etc..

Katharsis.

Zbliża się finał. Za chwilę Olka otrzepie łapki. Pozamiatane w pracy, w domu nowa energia….;) Oczywiście jeszcze fryzjer, bo jak zmiany to na full. Może czas obciąć włosy na krótko?….No nie na to chyba nie ma odwagi, chociaż jak ją znam- to czort wie!

Tym oto sposobem, Olka zaczyna Nowy Czas. Po przewrotach w pracy, po remoncie w domu rozpoczyna nowy rok… No może rok szkolny tak to nazwijmy, bo to nie Sylwester! Z nowymi projektami w pracy, pomysłami. To trochę tak jakby zamknąć jedne drzwi i otworzyć nowe.
Jedno jest pewne… W życiu jak na drabinie malarskiej… wspinasz się na kolejne szczeble, czy w życiu zawodowym czy prywatnym i „malujesz” . No cóż – nigdy nie wiesz czy nogi drabiny się nie rozjadą a Ty nie pier***niesz z hukiem. No takie ryzyko. Jak sobie zmalujesz przestrzeń taką będziesz miała. Jedno jest słuszne….Jak już spadniesz, dostaniesz wałkiem w głowę ( czytaj: przejedzie Cię ‘walec życia”) weź wałek (rol(k)ę) i pomaluj sobie życie od nowa. Czy z czyjąś pomocą czy bez – to nie ma znaczenia.
Olka już pomalowała, teraz zafunduje sobie nowe „kredki’ i zacznie swój świat kolorować. Kolorować na takie kolory jakie będzie chciała.


Karma Psychologia

Gdzie się podział żal? Zniknął. Bo magię Świąt można poczuć w pojedynkę… O samotności bez samotności

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
17 grudnia 2017
Fot. iStock / leskas

Tak dawno nic nie napisałam… a teraz w jeden z długich niedzielnych wieczorów usiadłam… i pomyślałam. O sobie , o czasie jaki mam za sobą… o tym, co było co się wydarzyło. o tym, jak jest i co czuję.

Patrząc wstecz na życie mogłabym powiedzieć jak wiele w nim przegrałam, jak wiele straciłam – przez niedojrzałość, buńczuczność , siłę udowadniani sobie i innym , przez chcę uzdrawiania nieuleczanego. Mogłabym mieć żal. Żal na to wszystko co umknęło i straciłam. Przyznaje, że czasami tak się czułam , nawet często, ale to były chwile. Chwile, bo tak naprawdę, to wdzięczna jestem życiu za to, co miałam, czego się nauczyłam – czasami, bo chciałam, czasami, bo los mnie zmusił.

Zbliżają się Święta, a ja patrzę na ludzi – kiedy razem przemierzają  otchłanie sklepowych półek w poszukiwaniu prezentów. Ludzi czasami podirytowanych, kłócących się , czasami znudzonych codziennością i tym, że coś muszą…

I tych którzy w pędzie i pogoni za świątecznym blichtrem idą na spacer w blasku miejskich światełek – spokojnych , rozmawiających….

Ja tez tak idę i myślę… zatrzymuje się przy wystawach sklepowych i patrzę na ludzi. Mają to czego ja nie mam. Idę sama i wcale nie jest mi z tym źle… Gdzie się podział żal? Zniknął. Bo magię Świąt można poczuć w pojedynkę… przy kominku z psem wtulającym się i patrzącym głęboko w oczy, z kubkiem herbaty z pomarańczami, imbirem i goździkami i być wdzięcznym za to, że się jest Tu i Teraz.

Dawno temu straciłam rodzinę… Nie! Wróć! – straciłam małżeństwo, ale nie rodzinę. Pomimo tego, że małżeństwo okazało się porażką, to przecież mam fantastycznego syna. Młodego mężczyznę z pasją, klarownego, wiedzącego czego chce od życia . I kiedy patrzę na jego związek, jestem dumna, bo przecież jaki jest, to po trosze moja zasługa. Niemalże dekada życia po rozwodzie poświęcona jemu. Czasami myślę ze zmarnowałam te lata i pukam się w czoło. Jak mogę tak myśleć! Dając siebie dałam coś światu i innej kobiecie. Oby Ci się drogi synu nic nie poprzestawiało w głowie. 😉

Jest duma, nie ma żalu.

Potem On i kilka lat fajnie spędzonych zakończonych rozstaniem… Tak był żal. Przyznaje. Ale nie ma – Zniknął. Minęły dwa lata, a ja patrzę na to co było jak na coś fajnego. Wspólne święta, wspólne powitania Nowego Roku, które spędzaliśmy i tylko we dwoje i na roztańczonych imprezach. I myślę, że jestem wdzięczna losowi za to, co miałam. I mimo tego, że ludziom drogi się rozchodzą, bo priorytety tak, jak ludzie się zmieniają, to pozostają fajne wspomnienia.

I jestem szczęśliwa że Jestem. Tu i Teraz i nie ma żalu . Zniknął

Mam wrażenie że cały czas się czegoś uczę… doświadczam. Że moje życie to nieustająca transformacja i przemiana. Przewartościowanie. Że jasno wyrażam swoje zdanie, nie obawiając się konsekwencji, że w chwilach problemu – bo nie zawsze jest cukierkowo, potrafię stawić temu czoła i brać życie zadaniowo, że codziennie otrzymuje od ludzi tak dużo serdeczności. Że mam przyjaciół, na których bezgranicznie mogę polegać. I nie muszę z nikim być. Mogę tylko chcieć – ale teraz nie chcę. Bo żeby z kimś tworzyć związek, trzeba być świadomym własnych potrzeb. Własnych i drugiego człowieka. Bycie z kimś, to komunikacja, dawanie sobie przestrzeni, ale i jej zapełnianie. To wsparcie, zrozumienie i szaleństwo. Jeśli tego nie ma – to już jest to wyłącznie substytut związku.

Jeszcze rok temu potwornie tęskniłam. Teraz nie. Czas potrafi nam pokazać i dać  tak wiele odpowiedzi na trudne tematy. Przeczytałam że: „Samotność wcale nie zaczyna się od tego, że nagle nikt nie czeka na Ciebie w domu. Samotność zaczyna się wtedy, kiedy po raz pierwszy odczuwasz pragnienie, aby czekał tam ktoś zupełnie inny…”. (cyt L. Wiśniewski ”Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie”) I dotarło do mnie, że już nie tęsknię za Tobą. Nie wiem jeszcze kim jest ten ktoś Inny, ale przecież życie jest codziennie niespodzianką i nigdy nie wiesz co czeka za rogiem. Wiec uśmiecham się i myślę, że skoro tyle fajnego mnie w życiu spotkało , to jeszcze tyle przede mną. I że w tej całej samotności wcale nie jestem sama, bo mam wokół siebie tak wiele fantastycznych ludzi, niespodziewanie dziwnie zawieranych  znajomości. I czasami trzeba na życie spojrzeć Inaczej żeby dostrzec jak wiele się ma.

Więc w przedświątecznym nastroju idę na spacer i patrzę na ludzi. I się uśmiecham…w blasku światełek…