Psychologia

„Najgorsze przychodzi, gdy ugasisz wszystkie pożary”. Czy jest życie po załamaniu nerwowym?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
29 września 2022
fot. raw/iStock
 

Zawsze były tymi, które dawały radę. Tak zwane silne kobiety. Dziś wiedzą, że nawet najsilniejszy człowiek może się załamać. A jedynym ratunkiem jest wtedy zaopiekowanie się sobą, a nie walka. Jeśli walczysz po omacku– tracisz siły.

Ewa: Gdyby ktoś mi dziesięć lat temu powiedział, że będę marzyła o tym, żeby mnie gdzieś zamknęli i podali leki wyciszające, nie uwierzyłabym. Tylko miałam wtedy bezpieczne, spokojne życie: kochający rodzice, mąż, dwoje zdrowych dzieci. 2020 rok wszystko zmienił.

Alicja: Po wielu latach rzuciłam etat. Pomyślałam: to dobry moment. Córka idzie do przedszkola. Mam wsparcie partnera. Własna firma pozwala na elastyczny czas pracy. Biznes zakładałam z przyjaciółką, w branży na której obie znałyśmy się świetnie. Co mogło nie pójść? Żadna z nas nie przewidziała zmian, które nadejdą.
Tak, przechodziłam wcześniej kryzysy. Ale właśnie dlatego mówiłam sobie: nic się nie może stać, jesteś sprawcza.

1.

Ewa: Tuż przed pandemią mąż zrezygnował z pracy w restauracji. Był menadżerem, miał dostać etat w innym, lepszym miejscu. Za lepsze pieniądze. Od kwietnia. W marcu ogłosili lockdown. Właściciel nowego miejsca z wiadomych względów odraczał podpisanie umowy. W końcu zrezygnował. Mieliśmy trochę oszczędności, niezbyt dużo, bo wysłaliśmy straszą córkę na studia zagranicę. „Ogarniemy” pocieszaliśmy się.

Ja jestem redaktorką, traciłam zlecenia, trudno, myślałam. Kasą nigdy się nie przejmowałam, wychodziłam z założenia, że zawsze da się zarobić.

Ale na początku maja moja mama źle się poczuła– temperatura jej rosła z minuty na minutę, dusiła się. Pogotowie kilka razy odmówiło przyjazdu, nie mieli wolnych karetek. „Niech mama przyjedzie do szpitala sama” rzuciła do mnie dyspozytorka. Sama? Sześćdziesięciolatka, która lała się przez ręce. Której nie zabrałaby żadna taksówka? Pojechałam po nią osiemdziesiąt kilometrów– przez cała noc jeździłyśmy w poszukiwaniu szpitala, gdzie mamę przyjmą. Przyjęli nad ranem. Wieczorem mama zmarła. Covid.

Przez kolejne tygodnie zajmowałam się pocieszaniem taty i siostry. Pocieszałam też męża, bo nie mógł znaleźć pracy. I córkę, bo z dnia na dzień została w obcym kraju, odcięta od ludzi. Wspierałam też syna. Po nocach pracowałam. Czułam się, jak robot, podłączona do baterii alkalicznych, prawie nie spałam, piłam dużo kawy i energetyków. W wakacje spotkałam się z przyjaciółką, „Jak ty się czujesz?” złapała mnie za rękę. Spojrzałam zdziwiona: „A jak mam się czuć? Normalnie”. „A jeśli chodzi o mamę?” drążyła. Przez moment nie wiedziałam, o czym mówi– przecież z mamą okej.

Dopiero po chwili do mnie dotarło: „Przecież mama nie żyje”.

Alicja: Firma nam nie szła. W mężu przestałam mieć wsparcie, bo stresował się swoją pracą. Przyjaciółka okazała się trudna współpracowniczką, wymagała ode mnie absolutnie koncentracji, a ja przeżywałam sytuację w domu. Bombardowała mnie rzeczywistość. Nieustannie ktoś czegoś ode mnie chciał. Praca się nie kończyła: zasypiałam nad laptopem, budziłam się o czwartej, myłam i o siódmej rano od nowa. Nie miałam czasu dla córki, dla przyjaciół, dla rodziców. Wszyscy mieli pretensję. A potem odkryłam, że mąż pisze z inną kobietą, niby koleżanką z pracy, jak wcześniej zapewniał. Tylko, że kto do koleżanki wysyła zdjęcia, czy pisze do niej: „dziś mi się śniłaś”.

2.

Ewa: Nie miałam spektakularnych objawów załamania, nie zasłabłam, nie trafiłam do szpitala. Byłam rozdrażniona i poirytowana. Złościł mnie mąż, syn, irytowała córka, tata i siostra, pani w sklepie i sąsiadka. Gdy widziałam, że ktoś do mnie dzwonił– miałam odruch wymiotny. Kłóciłam się ze wszystkimi i miałam dość sama siebie. Za namową koleżanki wykupiłam wizytę online u psychiatry, chciałam dostać od lekarki proszki, które mnie wyciszą, pozwolą spać. Myślałam, że zada kilka rutynowych pytań i zaraz prześle kod do recepty, w końcu po to wydałam pieniądze na wizytę. Ale psychiatra nie dała się zwieść,  była uważna, dociekliwa. A moje zachowanie przy niej, kompletnie zaskakujące. Zalałam się łzami. Nie pamiętam nawet pytania, które sprowokowało mój emocjonalny wybuch.

Alicja: Mąż nie czuł się winny. Nie przepraszał. Może wtedy byłoby mi łatwiej. Ale on spisał sobie listę zarzutów do mnie; brak seksu, niecierpliwość, zajęcie sobą. Powiedział, że mnie kocha, ale to ja muszę się postarać. Jak usłyszałam słowo „POSTARAĆ”, zalała mnie krew. Bo całe życie musiałam się starać; w domu, w szkole, na studiach, w pracy. Nie chciałam się więcej starać. O nic i o nikogo.
Byliśmy w potrzasku finansowym, nie mogłam ani wyrzucić go z domu, ani się wyprowadzić. Twierdził, że zakończył pisanie z koleżanką, ale nie zrobił nic więcej. Mijaliśmy się niemal bez słowa.

3.

Ewa: Ludzie nie wiedzą, że najgorsze przychodzi, gdy ugasisz wszystkie pożary, a świat i rzeczywistość wracają do normalności. Niby normalności Mąż znalazł nową pracę, syn wrócił do szkoły, córka też zaczęła normalnie zajęcia, siostra planowała zaległy ślub, a tata związał się ze znajomą. I to był mój wyzwalacz, z jednej strony chciałam, żeby ułożył sobie życie, z drugiej nie mogłam uwierzyć, że niecały rok po jej śmierci mieszka w naszym domu rodzinnym z inną kobietą. I to ona gotuje w naszej kuchni i planuje wspólne wyjazdy. Przecież moi rodzice tak się kochali. Co warte jest życie? Mimo leków, wciąż się bałam, dusiło mnie ze strachu. Chciałam tylko doczekać wieczora, zawinąć się w koc i włączyć serial. Nie interesowało mnie nic, ani nikt, nie odbierałam telefonów. Spałam tylko dzięki tabletkom nasennym. Ale i tak nie chciało mi się żyć. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś takiego– byłam matką, a cały czas myślałam, że jestem nikomu nie potrzebna, że śmierć jest jest najlepszym rozwiązaniem. I tak przecież wszystko się nią kończy. Przed sobą widziałam ciemność.

Alicja: Mimo pogarszające się stanu psychicznego jeszcze walczyłam. Bagatelizowałam objawy, bóle głowy, pleców, słabość. Przełykałam złość. A potem nagle pękłam. W nocy odebrałam maila. Lista zarzutów od przyjaciółki: zawiodłam się, musimy być silne, roztkliwiasz się. „Ja na twoim miejscu”. Zamiast odnieść się do maila, napisałam, że chcę się wycofać z umowy, że zostawiam jej to, co włożyłam, jest mi wszystko jedno. Spakowałam się i rano oznajmiłam mężowi, że zabieram córkę z przedszkola i na dwa tygodnie jadę w góry do koleżanki z podstawówki. Od niedawna prowadziła tam pensjonat. Był w szoku. I to była ostatnia rzecz, którą zrobiłam z rozpędu. Dojechałam w góry i kolejne tygodnie nie przestawałam płakać. Ja, która przysięgałam sobie, że nigdy nie będę płakać przy dziecku.

4.

Ewa: Nie da się nie przeżyć żałoby. Być zawsze dzielną. Banał, ale dla mnie odkrycie. Nie powiem: „Poszłam na terapię, wszystko poukładałam, znów jest, jak kiedyś”. Nie ma jak kiedyś i nie będzie. Straciłam mamę. Te bezsensowne śmierci są najgorsze. Z drugiej strony, czy są jakieś sensowne? Nie chodzę na terapię, bo jej nie potrzebuję: potrzebuję czasu dla siebie, spokoju, zmiany życia, przepłakania. I daję go sobie.

Alicja: Wiem, jak powinnam skończyć tę opowieść. Rzuciłam męża, do przyjaciółki się nie odezwałam więcej, zaczęłam nowe życie w górach. Nie, choć miałam takie plany. Mój tragiczny stan trwał kilka tygodni. Ale zapoczątkował dłuższy proces pracy nad sobą. Nie nad innymi, nad sobą. Moje załamanie psychiczne wynikało z ukrywanych przez lata uczuć. Z zaspokajania innych, z bycia miłą, z ustępowania. Wtedy, w górach, wiedziałam, że nie przeżyje już tak ani dnia więcej, bo to się skończy chorobą. Byłam, owszem, gotowa zrezygnować z małżeństwa, z przyjaciółki i firmy. Tylko, że oni mi na to nie pozwolili. Byli, pomogli się podnieść. Ale właśnie dlatego, że powiedziałam; „nie dam rady dłużej, nie chcę”.


Psychologia

Dziś na obiad, jutro do lunchboxa. Ciepłe jesienne zupy: krem z batatów, tajska z soczewicą oraz kapuśniak z fasolą

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
29 września 2022
 

Beata i Igor Grątkowscy od lat prezentują przepisy na Instagramie jako Praktykulinarni. Beata jest psychologiem i psychodieteykiem, a Igor fotografem. Właśnie razem wydali nową książkę „Praktykulinarni. Dziś na obiad, jutro do lunchboxa”.  W kuchni wyznają zasadę, że można jeść wszystko: jedzenie to przyjemność, ale też paliwo, od którego zależą samopoczucie i poziom energii. W najnowszej książce znajdziesz 110 pomysłów na pełnowartościowe, wegetariańskie obiady, dodatki i desery, które następnego dnia idealnie wpasują się do lunchowego pudełka. My dla was przedrukowaliśmy trzy przepisy na smaczne i bardzo różne jesienne zupy.

Krem z batatów i soczewicy z gruszką

Zupa pożywna, aromatyczna, wspierająca odporność, rozgrzewająca. Można by komplementować ją bez końca. Krótko mówiąc, bataty i soczewica to mariaż naprawdę udany, a karmelizowane gruszki dodają mu elegancji.

4 porcje po 469 kcal / 40 minut

  • Bataty: 2 sztuki, ok. 600 g
  • Czosnek: 2 ząbki
  • Szalotka: 1 sztuka
  • Chili małe: 1 sztuka
  • mbir kawałek: 3 cm
  • Włoszczyzna mrożona: 250 g
  • Gruszki: 2 sztuki
  • Woda: 2,2 litra
  • Soczewica czerwona: 150 g
  • Mleko kokosowe: 150 ml
  • Curry w proszku: 3 łyżeczki
  • Oliwa: 2 łyżki
  • Do podania:
  • Gruszki małe: 2 sztuki
  • Sok z cytryny: 2 łyżeczki
  • Oliwa: 1 łyżka
  • Syrop klonowy: 2 łyżki
  • Czarny sezam
  • Chili

Sposób przygotowania

  1. Bataty obierz, pokrój na kawałki. Z grubsza posiekaj szalotkę, czosnek, imbir i chili. Gruszki potnij na ósemki, usuń gniazda nasienne.
  2. W garnku rozgrzej oliwę, wrzuć bataty, szalotkę, czosnek, imbir i chili. Smaż przez 4–5 minut. Dodaj włoszczyznę. Smaż 3 minuty, wrzuć gruszki.
  3. Wlej wodę. Przykryj garnek pokrywką, gotuj przez ok. 15 minut, aż bataty zmiękną. Wsyp soczewicę. Gotuj jeszcze 10 minut. Wlej mleko kokosowe, wsyp curry, wymieszaj. Zagotuj.
  4. Przestudź przez chwilę, potem przełóż do blendera i zmiksuj.
  5. Małe gruszki przetnij na pół, łyżeczką usuń nasiona, skrop owoce sokiem z cytryny. Ułóż na rozgrzanej patelni natłuszczonej oliwą, smaż po 2 minuty z każdej strony. Wlej syrop klonowy, podgrzej przez chwilę. Przełóż na talerz.
  6.  Zupę nalej do misek, udekoruj gruszką, czarnym sezamem i odrobiną chili. Dodatkowo możesz podać grzanki (pokrojoną w kostkę bułkę albo chleb ułóż na blaszce i wstaw na 4–5 minut do piekarnika nagrzanego do 190°C, najlepiej z termoobiegiem).

Zupa tajska z soczewicą

Aromatyczna zupa z dużą ilością warzyw i soczewicą. Jeśli podczas gotowania uznasz, że soczewica za szybko wchłania płyn, dolej więcej wody. Do zup, kaszotto czy curry, zamiast wody, warto dodać warzywny bulion – wcześniej ugotowany w domu albo przygotowany na bazie gotowego produktu z dobrym składem. Do przygotowania domowego warzywnego wywaru potrzebujesz 3 litrów wody, porcji włoszczyzny, kilku suszonych grzybów lub 2–3 kapeluszy shiitake, liścia laurowego, ziela angielskiego i pieprzu w ziarnach, soli lub sosu sojowego (jeśli używasz). Możesz też dodać ząbek czosnku i cebulę.

4 porcje po 353 kcal / 30 minut

  • Szalotka: 1 sztuka
  • Czosnek: 2 ząbki
  • Imbir kawałek: 3–4 cm
  • Papryka czerwona: 1 sztuka
  • Marchew średnia: 1 sztuka
  • Cukinia mała: 1 sztuka
  • Pieczarki: 250 g
  • Fasolka szparagowa (mrożona): 100 g
  • Soczewica czerwona: 200 g
  • Pasta curry czerwona: 3–4 łyżeczki
  • Liście limonki kaffir: 6–8 sztuk
  • Minikolby kukurydzy: 5–6 sztuk
  • Pędy bambusa: 140 g
  • Mleko kokosowe 5–7% tłuszczu: 400 ml
  • Olej: 2 łyżki
  • Kiełki fasoli: 50 g
  • Sos sojowy: 3 łyżki
  • Sok z limonki: 2–3 łyżki
  • Kolendra i sezam do podania

Sposób przygotowania

  1. 1. Szalotkę, czosnek i imbir posiekaj. Paprykę potnij na paski, cukinię oraz obraną marchew na plasterki. Podobnie pokrój oczyszczone pieczarki.
  2. Opłucz kiełki. Pędy bambusa i małe kolby kukurydzy osącz z zalewy.
  3. W garnku rozgrzej olej, zeszklij cebulę, dodaj czosnek, imbir, marchew i paprykę. Smaż razem przez 3 minuty. Wrzuć pieczarki i cukinię. Smaż jeszcze 4 minuty.
  4. Dodaj pastę curry. Wymieszaj. Wlej 3 litry wody. Zagotuj. Wrzuć soczewicę i liście limonki kaffir.
  5. Gotuj przez 12 minut, dodaj kolby kukurydzy (większe pokrój na kawałki), pędy bambusa i kiełki fasoli.
  6. Wlej mleko kokosowe, przypraw sosem sojowym i sokiem z limonki.

Zupa z kapusty, jarmużu z białą fasolą

Zupa z cyklu tych niezwykle zdrowych, bo kapusta i jarmuż zajmują czołowe miejsca w rankingach superwarzyw. Smaku dodaje tutaj gotowe, bazyliowe pesto. Oczywiście, jeśli zrobisz je w domu, będzie zdecydowanie lepsze i bogatsze. Makaron możesz ugotować w zupie, ale wtedy pojawia się ryzyko rozgotowania, bo nie przerwiesz procesu gotowania i kluski będą „dochodzić” w ciepłej zupie podczas studzenia. Bezpieczniej jest dodać go później. Do pojemnika na wynos wlewasz rano zimną zupę i wrzucasz garść makaronu.

4 porcje / 30 minut

  • Cebula średnia: 1 sztuka
  • Por: 1 sztuka
  • Marchew: 2 sztuki
  • Kapusta średnia główka: ½ sztuki
  • Jarmuż: 200 g
  • Liść laurowy: 1 sztuka
  • Ziele angielskie: 2 sztuki
  • Woda lub bulion warzywny: 1,6 litra
  • Oliwa: 2 łyżki
  • Fasola biała puszka: 240 g
  • Pesto (ze słoika): 3–4 łyżeczki
  • Makaron drobny: 150 g
  • Natka posiekana: 2 łyżki
  • Sól
  • Pieprz

Sposób przygotowania:

  1. Cebulę i czosnek posiekaj. Pokrój por. Obraną marchew potnij na plasterki, poszatkuj kapustę. Z jarmużu usuń twarde głąby. Fasolę opłucz z zalewy.
  2. Ugotuj i odcedź makaron. W dużym garnku rozgrzej oliwę, wrzuć cebulę, czosnek, plasterki pora i marchew. Smaż, często mieszając, przez 4 minuty, dorzuć kapustę, liść laurowy i ziele. Smaż przez 3–4 minuty.
  3. Wlej wodę, dodaj jarmuż. Gotuj przez 15 minut. Wrzuć fasolę i pesto. Przypraw do smaku solą i pieprzem. Po 5 minutach zdejmij z palnika. Dodaj natkę. Podawaj z makaronem.

 


Psychologia

11 znaków, że on cię kocha. Nawet jeśli tego nie mówi

Redakcja
Redakcja
29 września 2022
fot. Mikhail Spaskov/iStock

Faceci z natury nie są romantykami. Niechętnie też mówią kobietom piękne słówka. Wyznawanie miłości, nawet w tej prostej wersji „kocham cię”, napawają ich lękiem. Trudno się temu dziwić, wszak nikt ich tego nie nauczył. Ani ojciec, ani dziadek. Mężczyźni generalnie lepiej czują się w świecie działań i realizacji. Dlatego w ten właśnie sposób najchętniej okazują swoje zaangażowanie. Łatwiej przychodzi im odkręcanie weków, tankowanie samochodu czy reperacja roweru niż prawienie komplementów, kupowanie romantycznych prezentów i robienie miłych niespodzianek. To jest właśnie ich sposób na wyznanie miłości.

  1. Pyta, czy wszystko ok

Kiedy wyjeżdżasz w delegację lub jedziesz z koleżanką na weekend, on zawsze wyśle ci krótkiego SMS-a, by sprawdzić, czy dotarłaś na miejsce bezpiecznie. On nie potrzebuje długich rozmów. Po prostu chce się upewnić, czy z tobą wszystko w porządku.

  1. Robi to, co mówi

Jeśli obiecuje, że umyje okna, robi to.  Nie szuka wymówek. Nie odkłada tego na święte nigdy, bo chce, byś widziała w nim twardego, słownego faceta, który nie strzępi języka na byle obiecanki i wymówki.

  1. Lubi, gdy może ci zaimponować

Chętnie wniesie ciężkie zakupy, zatankuje ci samochód, wymieni opony, wyprowadzi wieczorem psa, kiedy widzi, że jesteś zmęczona i już przysypiasz. Po prostu lubi ci pokazywać, że jest obrotny i czasem ma więcej sił i energii niż ty.

  1. Jesteś wkalkulowana w przyszłość

Kiedy mówi o przyszłości, włącza w nią ciebie. Przykłady? Dostaje zaproszenie na wesele, pyta, czy z nim pójdziesz. Jedzie na narty, pyta, czy dołączysz. Opowiada o kumplach, których jeszcze nie poznałaś i zapewnia, że nie może doczekać się aż cię przedstawi.

  1. Patrzy na ciebie z czułością

Może nie kupuje kwiatów… Może nie jest romantykiem i nie potrafi mówić pięknych słówek. Ale gdy na ciebie patrzy, widzisz w jego oczach miłość!

  1. Słucha tego, co mówisz

Nie jest skupiony tylko na tym, co on mówi. Kiedy ty coś opowiadasz, on autentycznie tego słucha. Może nie pamięta wszystkich szczegółów za tydzień czy miesiąc. Ale czujesz, że kiedy chcesz powiedzieć mu coś ważnego, on nie odpływa myślami do swoich spraw.

  1. Śmieje się z twoich dowcipów

Kiedy żartujesz, on się autentycznie śmieje. Uważa, że jesteś zabawna, nawet jak zrobisz jakąś głupotę czy popełnisz gafę.

  1. Wstawia się za tobą

Kiedy ktoś inny traktuje cię niesprawiedliwie, wkurza się. Wtedy czujesz, że jest po twojej stronie. Nie musi od razu załatwiać wszystkich twoich kłopotów, ale jest wyczulony na każdą krzywdę, która cię spotyka.

  1. Stara się być dobry dla twoich bliskich

Jeśli jest cierpliwy w rozmowie z  twoją przynudzającą mamą i słucha wywodów twojego lekko zarozumiałego taty… Jeśli stara się polubić twoje krzykliwe koleżanki… Jeśli ma tolerancję dla osób, które lubisz i kochasz, a z którymi nie do końca mu po drodze, to znak, że bardzo się stara.

  1. Nie wylicza kasy

Jeśli ma pieniądze, zapłaci cały rachunek. A na pewno już nie rozlicza się z tobą co do złotówki. Nie musi płacić za wszystko, ale czasem lubi mieć gest, byś wiedziała, że w przyszłości ma zamiar troskliwie i z odpowiedzialnością opiekować się waszą rodziną.

  1. Jest gotów na kompromisy

Nie ma ludzi dobranych idealnie. W związku każdy musi odrobinę odpuścić. Jeśli on wie, ze nie lubisz bałaganu, stara się składać wieczorem swoje ubrania. Jeśli nie przepada za twoim psem, nie jest w stosunku do niego obcesowy. Nie musi być idealny i responsywny wobec wszystkich twoich potrzeb i pragnień. Ale się stara, byś była zadowolona.

 


Zobacz także

Zakochanie? Eee tam. Miłość dojrzała jest piękna

Dzieckiem być – dla każdego oznacza coś innego…

6 zachowan toksycznych ludzi

6 cech toksycznych ludzi