Psychologia

„Mówiły, że śmierdzę. Śmiały się, że nie mam cycków. Dlaczego jako trzydziestolatka nadal boję się… stada kobiet?”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 września 2022
Fot. iStock
 

Mówi się, że za traumą z dzieciństwa najczęściej stoją nasi rodzice i że przyczyn swoich kłopotów należy dopatrywać się we wczesnych relacjach z ojcem czy matką. A mnie się wydaje, że moja trauma ma swoje źródła we wszystkim tym, co działo się ze mną w szkole podstawowej. Miałam bardzo złe doświadczenia z dziewczynkami. Mówiły, że śmierdzę. Mówiły, że przynoszę popsute kanapki. Śmiały się z moich włosów i krzywych zębów. Z mojego tyłka. Że nie potrafię się ubrać. Że nie mam cycków jak one. Że nie noszę stanika. Naprawdę były okrutne i głupio mi, że ciągle o tym pamiętam. Nie potrafię sobie z tym poradzić, choć dziś pracuję w dużej korporacji na wysokim stanowisku. Noszę fajny markowy stanik. Mam niezłe torebki. Zrobiłam sobie równiutkie licówki na zębach. Dlaczego więc wciąż słyszę z tyłu głowy ich głosy? Dlaczego, kiedy widzę pod biurowcem „stado” kobiet, znów zaczynam się ich bać? Przechodzę obok i boję się, że znów zaczną szydzić, że do nich nie pasuję i że coś ze mną jest nie tak.

Zawsze lepiej dogadywałam się z chłopakami. Z nimi wszystko było dla mnie łatwiejsze. Zero skomplikowanych emocjonalnie niuansów. Nikt się na siebie nie gniewał. Nie obmawiał za plecami. Wszystko wydawało mi się takie zero-jedynkowe. Nigdy nie byłam pięknością klasową. Dlatego wydaje mi się, że dziewczyny nie powinny być zazdrosne o moją urodę. Jestem raczej takim typem szarej myszki: płowe niesforne pokręcone włosy, wąskie usta, zwyczajne szare oczy, drobna sylwetka bez biustu. Nie kokietowałam, nie obnosiłam się z ich sympatią. Ale prawda jest taka, że zawsze nieźle się z chłopakami rozumiałam. Być może dlatego, że mam kilku kuzynów, z którymi wychowywałam się dość blisko. Wspólne zabawy w chowanego na podwórku, chodzenie po drzewach, a potem gry na konsoli… to oni dyktowali moją codzienną dziecięcą „normalność”.

Z dziewczynami było zupełnie inaczej. Pamiętam, że w mojej podstawówce tworzyły się grupki wzajemnej adoracji. A w środku stała jakaś gwiazda, która wszystkimi sprawami zawiadywała. Grupka klakierek wokół niej wykonywała tylko zbiór podłych instrukcji. Zawsze czułam, że buzują w tych dziewczynach rywalizacja i zazdrość.

Pamiętam, jak raz namówiły się na mnie, że będą mnie ignorować, ponieważ uznały, że ukradłam jednej z nich buty. A to wszystko było nieprawdą! Dostałam te cholerne adidasy od mojego ojca chrzestnego. Nie byłam winna temu, że akurat jedna z dziewczyn twierdziła, że takie same buty zginęły jej w szatni. Ale kara wobec mnie została wymierzona. Byłam tym wszystkim tak strasznie wystraszona, że próbowałam buty zostawiać w domu. Bo kiedy one widziały mnie w adidasach, natychmiast szydziły, że przecież: „Ta Gośka, ta biedaczka, co chodzi w cerowanych w kroku legginsach i szarych swetrach z lumpeksu… Ten dziwoląg, co jego rodzice handlują na bazarze pomarańczami, nie może mieć czegoś ładnego. To kretynka z biednej rodziny!”

Patrzyły krzywo. Chichotały, gdy mijały mnie na korytarzu. Posyłały sobie dziwne spojrzenia… Oczywiście, że próbowałam jakoś przetrwać w tej sytuacji. Ale nikt nie chciał być przyjaciółką tej myszy z krzywymi zębami, której najsilniejsze laski otwarcie nie lubią. Czasem udawało mi się przekabacić czymś jedną zagubioną (jak ja!) owieczkę, która przez chwilę towarzyszyła mi w dziewczęcych zabawach. Najczęściej przyciągałam ją do siebie pod pretekstem pomocy w nauce, bo zawsze byłam dobrą uczennicą. Kilka korepetycji z matematyki, zabawa, rozmowy i zwykle okazywało się, że ta „przyjaźń” trwa tylko chwilę. Nie miałyśmy sobie zbyt wiele do powiedzenia, nie byłyśmy sobą tak naprawdę zainteresowane i wszystko rozmywało się w jakimś niebycie. W końcu doszłam do wniosku, że jestem jakimś dziwnym dzieciakiem. Takim innym od wszystkich otaczających mnie dziewczynek. Czułam się okrutnie samotna. Żyłam w oddzielności, której nie chciałam. Żyłam, obserwując wspaniały, kolorowy, krzykliwy świat dziewczyn, do którego nie miałam dostępu. Nie potrafiłam tam wejść. Czymś im zaimponować? Coś im dać? Kompletnie nie miałam pomysłu, co by to mogło być.

Najgorsze było jednak to silne poczucie, że nigdzie nie pasuję. Czy na świecie jest choćby jedna dziewczyna, która chciałaby się ze mną zaprzyjaźnić? Zabrać mnie na imprezę? Zrozumieć, jaka jestem naprawdę i czego potrzebuję? Oglądałam wiele filmów o kobiecej szczerej przyjaźni. Patrzyłam na nie jak na lizaki  lub jak na watę cukrową. Ślina kapała mi po brodzie, ale nie potrafiłam czegoś takiego stworzyć w realu.

Dopiero w liceum wymyśliłam sposób, który nazywa się empatia. Wtedy kilka dziewczyn zbliżyło się do mnie, bo potrzebowały z kimś pogadać o swoich kłopotach, a ja chyba umiałam słuchać i pocieszać. Jednak na dłuższą metę nic z tych znajomości nie przetrwało. Żadna z tych dziewczyn nie zaprosiła mnie, bym pojechała z nią na wakacje. Żadna też nie pomyślała o mnie, kiedy szła na imprezę. Kto by chciał bawić się w towarzystwie odludka, który ubiera się jak strach na wróble? W liceum więc znów żyłam na boku. Umacniało się we mnie poczucie odmienności, inności i tego, że nigdzie nie pasuję.

Dziś mam fajnego faceta i wspólne życie naprawdę nam się układa. Postanowiliśmy wziąć ślub, chcemy mieć dziecko. Ale… czy ja będę umiała dać w przyszłości mojej córce wsparcie, kiedy przyjdzie i powie mi, że dziewczyny jej dokuczają. Co ja mam takiemu dziecku do zaoferowania, jeśli ja – dorosła dziś Gośka – nadal boję się stada kobiet. Nadal nie mam choćby jednej przyjaciółki. Jak zbić tę szybę, za którą żyję? Jak zbliżyć się do kobiet? Tęsknię za tym całym sercem. Czuję, że potrzebuję kobiecej przyjaźni, tej silnej energii, która musi być dobra. Wierzę, że to wszystko istnieje, choć nigdy tego nie doświadczyłam.


Psychologia

Katarzyny Bosackiej obiady za mniej niż 5 zł – pycha!

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
21 września 2022
Katarzyna Bosacka / fot. materiały prasowe
 

„Obiad za 5 zł na osobę” – to książka dla wszystkich, którzy lubią smacznie, zdrowo, ale niekoniecznie drogo zjeść. To drogowskaz kulinarny w czasach drożyzny, wojny i pandemii. To tarcza antyinflacyjna dla każdego konsumenta – mówi dziennikarka Katarzyna Bosacka, autorka popularnych programów telewizyjnych i własnego kanału na YouTube EkoBosacka.

– Gwarantuję, nie ma takiej pozycji na rynku! Nie ma książki tak różnorodnej – wiele przepisów dla mnie samej było kulinarnym odkryciem. Zarówno mięsożercy jak i wegetarianie, a nawet weganie, znajdą w niej coś dla siebie – wystarczy nieznacznie zmodyfikować przepisy (np. nie dodawać boczku czy białej kiełbasy, masło zastąpić olejem). Zapraszam zatem w podróż kulinarną dookoła świata! W klasie ekonomicznej oczywiście! – mówi Katarzyna Bosacka

Polski bowl

Ze wszystkich składników wychodzą 3 porcje.

Składniki:

  • 200 g kaszy gryczanej
  • 100 g bobu
  • 30 g kabanosów wieprzowych
  • 40 g orzechów włoskich
  • 2 buraki
  •  garść czarnej porzeczki
  • 150 g dyni
  • 1 pęczek natki pietruszki
  •  2 ząbki czosnku
  • 50 ml oleju lnianego
  • przyprawy: sól, pieprz, cukier
  • niewielka ilość oleju rzepakowego oraz soku z cytryny

Przygotowanie:

Kaszę gotujemy w proporcjach: jedna miarka kaszy, dwie miarki wody. Kabanosy kroimy w plasterki, podsmażamy na suchej patelni na małym ogniu, na złoty kolor. Bób otujemy w osolonej wodzie aż będzie miękki – ok. 10-20 minut. Lekko przestudzony – obieramy. Orzechy podprażamy na suchej patelni, by uwolniły aromat i stały się chrupiące.

Buraki i dynię obieramy (dyni hokkaido nie trzeba obierać), kroimy w kostkę, solimy, delikatnie nacieramy olejem rzepakowym, pieczemy w piekarniku w temp. 180° C aż będą miękkie (ok. 30-40 minut).

Blendujemy posiekaną natkę pietruszki, kilka orzechów włoskich, czosnek oraz olej lniany. Dodajemy sól i pieprz, szczyptę cukru i sok z cytryny. W ten sposób powstanie pesto.

W misce układamy kaszę, a na wierzchu wszystkie składniki – bób, podsmażone kabanosy, orzechy, buraki, czarną porzeczkę i dynię. Nie mieszamy ich ze sobą. Polewamy pesto lub wlewamy w jednym miejscu w misce.

Gołąbki bez zawijania

Ze wszystkich składników wychodzi 5 porcji.

Składniki

  • 0,5 kg mięsa mielonego z indyka
  • 1 duża cebula
  • 3-4 łyżki oleju
  • 3 łyżki bułki tartej
  • 1 jajko
  • 3 łyżki majeranku
  •  ćwiartka niewielkiej kapusty białej
  •  3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej (może być niepalona gryczana)
  • sól, pieprz, szczypta gałki muszkatołowej

Sos:

  • ćwiartka niewielkiej kapusty białej
  •  2 szklanki przecieru pomidorowego (albo 3-4 łyżki koncentratu wymieszanego z wodą)
  • sól, pieprz
  • odrobina cukru
  • 3 ząbki czosnku
  • 600 g ziemniaków

Przygotowanie:

Cebulę obieramy, kroimy w drobniutką kostkę, podsmażamy na oleju na złoty kolor, dodajemy pociętą w drobną kostkę ćwiartkę kapusty. Podsmażamy, aż kapusta zmięknie. Chwilę studzimy.

W tym samym czasie przygotowujemy sos: zagotowujemy przecier pomidorowy z wodą, dodajemy sól i pieprz, wrzucamy drugą ćwiartkę kapusty pociętą w grubszą kostkę. Gotujemy, aż kapusta zmięknie.

Dosypujemy odrobinę cukru (pomidory stają się wtedy bardziej pomidorowe) i wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek. Mięso przekładamy do miski, wbijamy jajko, dosypujemy bułkę tartą oraz sól, pieprz, majeranek i gałkę muszkatołową (mięso musi być wyraziste w smaku).

Na koniec

wrzucamy ostudzoną cebulę i kapustę z patelni oraz kaszę. Mieszamy wszystko razem, formujemy zgrabne pulpety i układamy je w naczyniu żaroodpornym. Zalewamy sosem pomidorowo-kapuścianym i pieczemy ok. 30 minut w temperaturze 170° C. Podajemy z ugotowanymi ziemniakami.

Zapiekanka z karkówki z warzywami

Ze wszystkich składników wyszły 4 porcje.

Składniki

• 300 g chudej karkówki
• 2 buraki
• 4 ziemniaki
• 1 marchewka
• kawałek dyni
• 2 cebule
• 4 pieczarki
• pół główki czosnku
• kilka gałązek świeżego lub suszonego rozmarynu
• 3 łyżki oleju rzepakowego
• sól, pieprz

Przygotowanie:

Karkówkę myjemy i kroimy na mniejsze kawałki. Warzywa obieramy i kroimy. Mięso i warzywa przekładamy do naczynia żaroodpornego, dodajemy sól, pieprz, czosnek, rozmaryn i polewamy olejem rzepakowym. Pieczemy 60-70 minut w temperaturze 180°C.

Pizza na czerstwym chlebie

Ze wszystkich składników wyszły 3 porcje.

Składniki

  •  3 czerstwe bułki grahamki (lub ok. 250 g czerstwego chleba)
  • pół szklanki mleka
  • 1 jajko
  •  olej do posmarowania formy

Sos:

  • szklanka passaty
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 łyżeczki oregano
  • 2 ząbki czosnku
  • szczypta cukru, sól

Oraz:

  • 1 duży pomidor lub 8-10 sztuk pomidorków koktajlowych
  • 100 g mozzarelli
  • świeża bazylia do dekoracji

Przygotowanie:

Czerstwe pieczywo kroimy w kostkę, zalewamy mlekiem i odstawiamy na 10 minut. Odciskamy, wbijamy jajko i mieszamy. Naczynie żaroodporne smarujemy olejem lub wyściełamy papierem do pieczenia. Masę chlebową przekładamy do naczynia, dociskamy ręką. Podpiekamy przez 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180° C. Przecier mieszamy z oliwą, oregano, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, szczyptą cukru i soli. Wyjmujemy chlebowy spód z piekarnika, smarujemy go passatą, ozdabiamy plasterkami pomidora i mozzarelli. Zapiekamy 10 minut w tej samej temperaturze, dekorujemy bazylią.

Ribollita – toskańska zupa fasolowa

Ze wszystkich składników wychodzą 4 porcje.


Składniki:

  • 2 szklanki ugotowanej białej fasoli (może być z puszki)
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka posiekanego czosnku
  • 1 łyżka posiekanego lub suszonego rozmarynu
  • 1 duża cebula
  • 2 marchewki
  • 2 ziemniaki
  • 1 seler
  • 150 g jarmużu
  • 1 puszka pomidorów bez skóry
  •  2 szklanki rosołu lub bulionu
  • 8 kromek czerstwego chleba
  • kawałek twardego sera

Przygotowanie:

Jedną szklankę fasoli miksujemy na drobną masę. Odstawiamy ją na bok. Przez około 20minut w garnku z grubym dnem delikatnie dusimy czosnek, rozmaryn, cebulę, seler, marchewkę (wcześniej pokrojone w kostkę) i jarmuż na oliwie z oliwek, mieszając od czasu do czasu.

Dodajemy całą, odstawioną i wcześniej roztartą fasolę, bulion, ziemniaki i pomidory.

Dusimy na wolnym ogniu jeszcze przez godzinę. Na koniec można wrzucić chleb i gotować jeszcze chwilę (lub chleb dodać osobno już do gotowej zupy).

Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Posypujemy serem i wlewamy łyżkę oliwy z oliwek na surowo.

Culurgionis – pierogi sardyńskie

Ze wszystkich składników wychodzą 4 porcje.


Składniki:

Ciasto:

  • 500 g pszennej mąki
  • 200 ml wody
  • sól
  • 2 łyżki oliwy z oliwek

Farsz:

  • 500 g ziemniaków
  • 300 g twarogu
  • 100 g bobu
  •  1–2 ząbki czosnku
  • 10-15 liści mięty
  •  sól, pieprz, gałka muszkatołowa do smaku
  • opcjonalnie masło lub oliwa z oliwek ze startym serem

Przygotowanie:

Ciasto:

Mąkę mieszamy ze szczyptą soli, 200 ml ciepłej wody i 2-3 łyżkami oleju. Ciasto wyrabiamy do uzyskania gładkiej konsystencji. Rozwałkowujemy je cienko jak na pierogi. Wycinamy krążki o średnicy około 6 cm. Składamy krążki na pół, wypełniamy farszem. Sklejamy jak umiemy, raczej na „stojąco”. Układamy pierożki na posypanej mąką desce.

Farsz:

Obieramy ziemniaki i gotujemy je w osolonej wodzie. Podsmażamy 2 ząbki czosnku, odstawiamy z ognia. Ugotowane ziemniaki mielimy jak do pierogów i studzimy. Do schłodzonych ziemniaków dodajemy resztę składników: ser, bób i drobno posiekaną lub zmieloną świeżą miętę. Dodajemy również wcześniej podsmażony czosnek (drobno posiekany albo przeciśnięty przez praskę) i oliwę. Farsz najlepiej przygotować dzień wcześniej i zostawić na całą noc w lodówce, aby wszystkie składniki (smaki, zapachy) dobrze się wymieszały.

Gotowanie:

Pierożki wrzucamy na gotującą się, osoloną wodę. Mieszamy powoli łyżką, do wody dodajemy łyżkę oliwy. Po ok. 5 minutach pierożki odcedzamy. Culurgiones podajemy z oliwą z oliwek albo z masłem, posypane startym serem.


„Obiad za 5 zł na osobę” – to książka dla wszystkich, którzy lubią smacznie, zdrowo, ale niekoniecznie drogo zjeść. To drogowskaz kulinarny w czasach drożyzny, wojny i pandemii. To tarcza antyinflacyjna dla każdego konsumenta. Do idealny prezent zarówno dla rodzin, par, ale także dla singli. Książka jest już dostępna w przedsprzedaży na stronie: http://bosacka.sklep.pl/


Psychologia

Poznaj kulisy powstania największych polskich fortun! Prawdziwa historia, która zwala z nóg

Redakcja
Redakcja
20 września 2022

„Moje filmy pokazują prawdę, a nie powielają mity i stereotypy – mówi reżyser, producent i scenarzysta filmu, Heathcliff Janusz Iwanowski. Byli tacy, którzy tygodniowo zarabiali pięć milionów dolarów, mimo że średnia krajowa pensja była wtedy na poziomie 20-30 dolarów”.

W czasach, gdy w Polsce półki sklepowe świeciły pustkami, bohaterowie filmu znaleźli sposób na zarabianie ogromnych pieniędzy. Skąd wiedzieli na czym można zrobić biznes? Jak dorobili się w czasach kryzysu? Choć mogłoby się wydawać, że to był męski świat, to prawdziwą głowę do interesów miały kobiety. Dorota, Krysia, Marzena i Sabrina udowadniają starą prawdę, że gdy kobieta o coś walczy, to nigdy się nie poddaje i nikt nie jest w stanie jej zatrzymać.

Z każdą minutą w filmie przybywa sekretów. A im więcej tajemnic i ludzkich słabości, tym bardziej prawdopodobne staje się to, że w końcu wszystko zacznie się sypać.

W głównych rolach występują: Małgorzata Kożuchowska, Dominika Gwit, Agnieszka Więdłocha, Paulina Gałązka, Maciej Zakościelny, Sebastian Stankiewicz, Rafał Zawierucha, Mikołaj Roznerski, Michał Koterski, Paweł Małaszyński, Cezary Łukaszewicz i Antoni Pawlicki.

Reżyseria – Heathcliff Janusz Iwanowski

Produkcja – Global Studio

„Gdzie diabeł nie może, tam baby pośle” – prawdziwe historie polskich fortun! Już od 14 października w kinach.


Zobacz także

To, co zobaczysz jako pierwsze na tym obrazku, zdradzi twój najgłębiej ukryty lęk

8 porannych nawyków dobrze zorganizowanych ludzi

Komplementy są fantastyczne! Nauczmy się w końcu je przyjmować